— T-tak! Czekam, bo... No wiesz... Ostatnio dużo myślałem... To znaczy myślałam o sobie i... Doszłam do wniosku, że jestem kotką, nie kocurkiem... Więc... Traktuj mnie jako siostrę.
Trzeba trochę przyznać, że Fasolkę odrobinę przytkało. Jej jedyny, ukochany braciszek z miotu teraz okazuje się być kotką? Ale to chyba biologicznie niemożliwe, co? Przecież Piórko pachniał jak kocur i jednak od tyłu no też wyglądał jak samiec, a nie samica. Ale skoro czuł, a właściwie czuła się kotką to Fasolka powinna to zaakceptować.
— Nie śmiej się z tego, proszę. To bardzo poważna sprawa... Nauczysz mnie bycia kotką?
— Wiesz, ja... — Fasolka zacięła się. Nigdy nie zastanawiała się, jak kto jest być kotką. Nigdy nie była czymś innym, więc nie miała okazji. Po prostu była samicą, a nie samcem. I nie wiedziała, oprócz oczywistej różnicy w wyglądzie czyniło ją własnie przedstawicielką płci pięknej, a nie innej.
— Mogę spróbować. — zamruczała w końcu, próbując trochę wesprzeć siostrzyczkę dopiero teraz odkrywającą siebie, chociaż w zasadzie to sama nie wiedziała, czego może ją nauczyć.
— Dziękuję! — zamruczała uradowana Piórko, przytulając pręgowaną kotkę. — To od czego możemy zacząć?
— No to... może czyszczenie futerka? — zaproponowała Fasolka, przypominając sobie, jak brudny czasem chodzi Szczurza Łapa na przykład. Piórko pokiwała energicznie głową, po czym obie kotki usiadły niedaleko siebie i zaczęły wylizywać swoją sierść, bardzo dokładnie, kawałek po kawałku. Fasolka potem wymyśliła jeszcze sposób poruszania się czy mówienia i tak siostrom upłynęła reszta dnia i wieczór.
***
Już trochę minęło nie tylko od ceremonii, ale co ważniejsze - od wyznania Piórka tego, że czuje się kotką. Fasolka chociaż na początku od czasu do czasu myliła się, to teraz była już całkowicie przyzwyczajona do tego, że ma dwie siostry z miotu, a nie siostrę i brata.
Fasolkowa Łapa rozglądała się energicznie za siostrami, próbując wypatrzeć je czy to w legowisku uczniów, w którym teraz mieszkały, czy gdzieś w obozie przy rodzicach lub mentorach. Teraz tak rzadko się widziały! Szczególnie Fasolka odstawała od rodzeństwa, nocując w leżu medyków, a nie przy terminatorach. Dlatego teraz, kiedy słońce już powoli zachodziło, naprawdę mocno zależało jej na spotkaniu z rodzeństwem.
— Piórko? — zawołała Fasolkowa Łapa, widząc biały grzbiet migający w krzakach niedaleko wejścia. W paru susach znalazła się niedaleko, wypatrując siostrzyczki. Tonkijka przebierała nóżkami zniecierpliwiona, a gdy tylko ukochany pyszczek wyłonił się w końcu z krzaków, Fasolka szybko podeszła blisko i otarła się o siostrę i mruczeniem powitała ją z powrotem w obozie Klanu Wilka.
< Pierzasta Łapo? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz