Pomimo nadejścia wiosny sytuacja w Klanie Klifu nie uspokoiła się. Było jeszcze gorzej. Nadal trafiała się im zatruta zwierzyna, a ostatnio jedna z jego kuzynek Kalinkowa Łapa, córka wujka i zmarłej Makowego Kielicha, została schwytana przez Dwunogów i wypatroszona. Widok tak potraktowanej kotki krajał serce. Mysia Łapa nadal czuł dreszcze i nerwowy ścisk w żołądku na samą myśl o tym. Lecz wujek znosił to o wiele gorzej. Siedział smętnie na skraju obozu nie rozmawiając z nikim. Podobno ostatnio taki smutny był po śmierci Sroczego Żaru.
— Mysia Łapo! Myszku! — zawołał go brat.
Kocurek odwrócił się i ujrzał Fiołkową Dolinę. Kremowy też został już wojownikiem. Tylko Myszek i Dalia nadal kisili tyłki na stanowisku ucznia.
— Zagajmy do wujka — zaproponował cicho.
Mysia Łapa pokręcił łbem. Tata im mówił, że najlepiej będzie zostawić Bluszczowy Poranek samego. Żeby przemyślał wszystko i pogodził się ze stratą.
— Ale tata... — zaczął, lecz Fiołek mu przerwał.
— Mamy pozwolić mu się izolować, bo tata tak powiedział? — mruknął z niezadowoleniem. — Mama na pewno by wzięła sprawy w swoje łapy, załatwiła Dwunożnych i pocieszyła wujka ich łbem — stwierdził skromnie kocurek. Mysia Łapa nadal nie zdawał się przekonany. Wojownik westchnął.
— Zagadaj do niego, a ja wezmę jakąś piszczke — miauknął. — Na pewno będzie mu milej.
Myszek kiwnął łbem. Może faktycznie wujkowi zrobi się trochę lepiej, jak będzie miał z kim pogadać. Podszedł niepewnym krokiem do potężnego wojownika. Jego zwykle biała sierść poprzecinana szarymi plamami teraz była w nieładzie. Wujek zmarniał.
— H-hej — zaczął cicho Mysia Łapa. — Co tam u ciebie wujku? — zapytał głupio.
Nim jednak zdążył się ugryź w język, Bluszczowy Poranek napuszył. Zielone ślipie wypełniło się furią.
— CO TAM?! CO TAM?! — wrzasnął na ucznia, mierząc go zabójczym spojrzeniem. — Beznadziejnie! W cholerę beznadziejnie! Moja córeczka... ona... ona... Jak śmiesz?! Jak śmiesz zadawać mi takie pytanie, mysi bobku?! — uniósł gniewnie potężne łapsko.
Mysia Łapa odskoczył szybko, nim wujek zdążył go uderzyć. Futerko na karku kremowego zjeżyło się. Kocur był dwa razy straszniejszy niż normalnie.
— T-tato! — pisnęła Blekotkowa Łapa, podbiegając do ojca. — U-uspokój się... — dodała ciszej, wtulając się w gęste futro wojownika.
Bluszczowy Poranek przeniósł uwagę na córkę, zapominając na chwilę o bratanku. Teraz Blekotek wpatrywała się w niego z pogardą. Jej ślipia zdawały się go wyzywać od najgorszych ścierw w myślach. Mysia Łapa wycofał się pospiesznie. Po drodze napotkał Fiołkową Dolinę, który zdawał się zwlekać z nieco z piszczką.
— I jak? — miauknął brat.
Mysia Łapa westchnął.
— Beznadziejnie — stwierdził szczerze kocurek. — Powinniśmy faktycznie zostawić go samego.
Fiołek zastanowił się chwilę.
— Wiem co na pewno pomoże wujkowi. — oznajmił. — Spotkajmy się przy wejściu do obozu o Porze Szczytowania Księżyca —dodał cicho.
Mysia Łapa kiwnął łbem, szukając wzrokiem Węgorzowego Grzbietu. Też już chciał skończyć trening i zostać wojownikiem. Nie mógł być groszy od reszty rodzeństwa.
* * *
Księżyc jasno oświetlał obozowisko. Mysia Łapa zerknął ukradkiem w stronę gwiazd. Ciekawiło go, czy babcia zajęła się już Kalinkową Łapą. Miał nadzieję, że niedługo te wszystkie katastrofy się skończą. Nie wiedział, czy ich klan wytrzyma jeszcze więcej strat. Prychnął niezadowolony pod nosem. Głupia Sroczy Żar miała rację. Ale na szczęście tata i mama jeszcze się kochali. Ostatnio dowiedział się od Rumiankowej Pręgi, że nawet wybrali się razem na spacer.
— Psst
Rozejrzał się za bratem. Fiołkowa Dolina stał skryty w cieniu.
— Tutaj — dodał brat.
Mysia Łapa skierował łapy w stronę kremowego. Razem ruszyli w stronę farmy. Nerwowy dreszcz przeszedł po grzbiecie Myszka. Zaczął się obawiać planu brata.
— Fiołku, co ty wymyśliłeś? — zapytał szeptem.
Wojownik wyprostował się dumnie.
— Odbijemy Kalinkową Łapę — ogłosił. — Wujkowi od razu będzie lżej, jeśli jego córka spocznie w należytym miejscu niż będzie dziobana przez kruki i wrony — dodał.
Mysiej Łapie trudno było się nie zgodzić. Jednak mało kto zapuszczał się w te okolice. Wszyscy bali się skończyć jak Kalinka. Myszek nie dziwił się im. Sam się teraz bał. Chciał już wrócić do obozu. Odciągnąć jakoś brata od tej głupiej decyzji. Wujek sam też się bał, więc nie będzie na nich zły. Im bardziej czuł zapach farmy, tym bardziej łapy mu miękły.
— F-fiołku, wracajmy — zapiszczał Mysia Łapa, gdy w jego nozdrza uderzył zapach śmierci.
Jeszcze nigdy nie widział martwego kota i nie miał zamiaru. Łapy powoli odmawiały mu posłuszeństwa, drżąc coraz mocniej.
— Fiołku — miauknął do brata jeszcze raz.
— Dobra — szepnął kocurek. — Też się boję — dodał ciszej.
Mysia Łapa odetchnął z ulgą i zaczął szybko się wycofywać. Leśna cisza zdawała się taka ulotna. Myszek był przekonany, że w każdej chwili mogą usłyszeć znów śmiercionośny huk. Coś trzasło. Uczeń przerażony aż podskoczył, by zaraz rzucić się pędem przed siebie. Cichy jęk uwiecznił go w przekonaniu, że nie stało się nic dobrego.
— M-my... Mysia Łapo! M-myszku! — zawołał żałośnie brat.
Kocurek zatrzymał się. Czuł jak adrenalina płynęła mu w żyłach. Szybko odszukał brata wzrokiem. Ten stał w miejscu jak skończony pacan.
— Co ty robisz? — oburzył się Myszek. — Mieliśmy stąd iść, słyszałeś ten trzask?
Fiołkowa Dolina smętnie opuścił łbem. Z jego polików spłynęły łzy.
— J-ja nie mogę się ruszyć — wyznał cicho z głosem pełnym bólu.
Mysia Łapa już chciał ochrzanić brata, gdy ujrzał, że jedną z jego łap boleśnie gryzło metalowe ustrojstwo Dwunogów.
— Pójdę do obozu — miauknął Mysia Łapa. — Sprowadzę pomoc. Sokole Skrzydło i mama na pewno ci pomogą — miał wrażenie, że powtarzał to w kółko.
Stres zżerał go od środka. Nie wiedział co robić. Miał wrażenie, że serce zaraz mu stanie. Waliło jak oszalałe, zagłuszając wszystko. Jego myśli były tak chaotyczne.
— Nie — miauknął cicho Fiołek. — M-mama będzie n-na nas z-zła... — dodał ciszej ze strachem.
Mysia Łapa pokręcił łbem.
— B-b-będzie zła na... na... na pewno! — przyznał bratu racje. — Ale wolisz umrzeć?! — wrzasnął na Fiołka.
Obydwoje czuli zapach krwi, który wydobywał się z rany Fiołkowej Doliny. Pomimo że było ciemno zarówno Myszek i Fiołek wiedzieli, że jest jej dużo. A krew mogła ściągnąć Dwunogów. Mysiej Łapie aż zaparło oddech, gdy pomyślał, że brat może skończyć jak Kalinkowa Łapa.
— I-idę po pomoc — ogłosił ponowie. — Za-zaraz będę
Rzucił się pędem w stronę obozowiska. Łapy paliły go z bólu, a gałęzie uderzały o pysk, raniąc gdzieniegdzie. Pomimo tego Myszek nie zwalniał. Wiedział, że musi się pospieszyć. Że z bratem będzie coraz gorzej. Zarys obozu był już widoczny. Mysia Łapa czuł jak jego ciało staje się coraz cięższe. Każdy krok był coraz większym wyzwaniem. Ale nie mógł się poddać. Fiołkowa Dolina był sam w lesie i potrzebował pomocy. Musiał go uratować. Z hukiem wpadł do obozu. Cały zdyszany stanął na środku.
— POMOCY!
* * *
Nim doszli było za późno. Fiołkowa Dolina spoglądał nieruchomymi i pustymi ślipiami w stronę nieba. Gwiazdy odbijały się w jego pomarańczowych ślipiach. Mysia Łapa położył uszy, zalewając się łzami. Miał nadzieję, że to wszystko to tylko zły sen, z którego zaraz się zbudzi. A najgorsze czekało go następnego dnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz