Kontynuacja one-shota Słonikowej Łapy
Spięte ciało Melodyjnej Łapy lekko drgnęło. Burza myśli wirowała w jej mózgu, a delikatny podmuch wiatru nadchodzący z zewnątrz zmierzwił futro, wprawiając kotkę w jeszcze większą irytację. Rozejrzała się nagląco dookoła, usiłując się skupić. Po dłuższej chwili milczenia, która zapanowała między nią a Słonikową Łapą, uczennica wstała z miejsca i zrobiła kółko wokół kocura, ciężko człapiąc przy tym łapami. Po tym powróciła na swoje wcześniejsze miejsce i zgrabnie usiadła, spoglądając mu prosto w oczy. Z ledwo widocznym nerwowym ruchem ogona zignorowała ostry ból wylewający się na całe ciało z rozcięcia na łopatce. Bolało, ale w tym momencie nie miało to absolutnie żadnego znaczenia.
— Przemknięcie się przez obóz nie wchodzi teraz w grę. Jeśli ktoś nas zauważy, to będzie nasz koniec — stwierdziła oczywistość, wzdychając lekko. — Może dalibyśmy radę wymknąć się jakoś z tyłu. Bo jakby tak wdrapać się za legowiska… jeśli zrobimy to odpowiednio zgrabnie i szybko, będziemy mniej widoczni, niż gdybyśmy próbowali przez główne wejście. A potem pobiegliśmy by gdziekolwiek, byle jak najdalej od tych śmierdzieli. Gdzieś, gdzie nas nie znajdą. Potem pomyślimy, gdzie iść dalej… cholera, Słonik, czy ty mnie w ogóle słuchasz?!
Uczeń, który podczas trwania jej monologu zdążył wstać z miejsca i dokładnie obejść leże, w którym się znajdowali, powoli odwrócił łeb w jej stronę, a lekko zaskoczone spojrzenie wskazywało, że nie miał pojęcia, o czym mówiła. Fuknęła z obrazą.
— Melo, coś tutaj jest. — Zignorował jej złość, zamiast tego machnął nagląco ogonem, prosząc tym samym, żeby do niego podeszła.
Melodyjna Łapa zastrzygła uchem, wciąż niezadowolona, że przyjaciel ją olał, ale popchnięta ciekawością dźwignęła się na łapy i podeszła do niego. W pierwszej chwili nie zrozumiała, o co mu chodzi, więc już chciała zrzucić na kocura opieprz za obijanie się i nie słuchanie jej, ale gdy ten dokładnie wskazał jej kryjące się w ciemności znalezisko, aż rozdziawiła pyszczek z zaskoczenia. To wyglądało tak, jakby ktoś wysłuchał ich rozpaczy i zesłał im to błogosławieństwo. Z wolna przyłożyła łapę bliżej.
— Osz w mordę. Co ten tunel tutaj robi?! Albo, co ważniejsze, dokąd prowadzi?
— Cholera wie, ale to może być nasza jedyna szansa. Jest wystarczająco duży, raczej przeciśniemy się przez niego. Chyba… powinniśmy spróbować.
Kotka kiwnęła łbem, a na jej pysk powrócił stary dobry, zawadiacki uśmiech.
— Idę przodem! — Sprzedała Słonikowej Łapie kuksańca w bok i machnęła żwawo ogonem, zupełnie jakby dwójkę uczniów czekała kolejna niewyróżniająca się od innych przygoda, a nie spowodowana nagłymi emocjami ucieczka z rodzinnego klanu.
Z nowo nabytą nadzieją uczennica wpełzła do środka, gwałtownie kaszląc od unoszącego się w powietrzu kurzu. Zacisnęła powieki, by pył nie dostał się do oczu i niepewnie przeszła kilka kroków, po czym odwróciła się z powrotem w stronę legowiska. Obrzuciła je szybkim spojrzeniem. Właśnie zostawiali to wszystko za sobą. Ciepłe posłanie, jedzenie, dom, rodzinę i przyjaciół. Mimo to, Melodyjna Łapa nie była w stanie poczuć niż innego niż złości do Rzecznego Nurtu, Sikorkowego Śpiewu, Tańczącej Zorzy i Mokrej Gwiazdy oraz ekscytacji z nadchodzącej wolności. Ból po śmierci tatusia i Koniczynki również dawał o sobie znać i tylko upewniał kotkę w przekonaniu, że tutaj już nie ma dla niej miejsca. Właściwie to nigdy go nie było. Cóż, jeszcze do niej nie do końca dotarło, co właśnie traci. Ale przecież nie miała czasu, żeby o tym myśleć. No i… nie miała innego wyboru, prawda? Gdyby tu zostali, obraz ich idealnej przyszłości zostałby na zawsze zachwiany.
— Śmiało, chodź. — Wyciągnęła łapę w stronę Słonikowej Łapy.
Na pysku kocura przez ułamek sekundy można było ujrzeć wahanie, ale już po chwili on również znalazł się w tunelu, tuż za przyjaciółką. Kotka wydała z siebie cichy pomruk, a gdy kocur delikatnie ją pchnął, ruszyła przed siebie, tak szybko, jak tylko pozwalała jej na to ta ciasna przestrzeń. Nie wiedzieli, dokąd dokładnie może prowadzić to przejście. Może wyjdą w jakiejś lisiej norze, której lokator zje ich na dzień dobry? A może w legowisku Mokrej Gwiazdy? Po prostu musieli być dobrej myśli, bo to była ich ostatnia deska ratunku.
Tunel zdawał się ciągnąć i ciągnąć, wymuszając na dwójce przerośniętych uczniów nieustanny wysiłek. Jak daleko znajdowało się wyjście? Po czasie Melodyjna Łapa zaczęła ciężko dyszeć, aż w końcu zwolniła żwawe tempo do lekkiego marszu. Była pewna, że nie tylko ona już nie nadąża. Słyszała również przyspieszony oddech Słonika. Nie pomagały im rany, które przecież nie zagoiły się przez te kilka godzin i zdawały się otworzyć na nowo, jeszcze bardziej utrudniając ucieczkę. Obydwoje jednak doskonale wiedzieli, że nie mogą odpuścić. Muszą zniknąć z terytorium Klanu Burzy jeszcze przed świtem, gdziekolwiek by się nie mieli udać.
— Hej… czy tam przebija światło? — powiedział kocur półszeptem.
Uczennica jakby ożyła na te słowa. Rzeczywiście. Byli już blisko, bardzo blisko. Tylko parę kroków mogło ich dzielić od wolności. Uśmiechnęła się, ignorując zmęczenie oraz tępy ból, który znowu ją przeszył, wrednie o sobie przypominając.
— Jeszcze tylko kawałek! Dawaj Słonik, już za moment możemy być z dala od tych przeklętych śmierdzieli. Wszystko będzie zależeć teraz od nas samych!
Iskierki ekscytacji zapaliły się w jej oczach. Powróciła na moment do pierwotnego, szybkiego biegu, słysząc stukot łap przyjaciela tuż za sobą. Z nieopisaną energią i nadzieją wybiegła na zewnątrz. Pisnęła jak kociak i rzuciła się błogo na trawę, przez dłuższą chwilą po prostą się nią nacieszając. Świeże powietrze wydawało się teraz takie zbawienne, mimo, że Melodyjna Łapa nie doświadczyła go ledwie przez kilkanaście minut. Poczuła również, jak Słonikowa Łapa kładzie się tuż przy niej, łapiąc oddech. Kotka spojrzała w niebo, mrużąc oczy z zadowoleniem. Gwiazdy jeszcze błyszczały na nieboskłonie, ale powoli oddawały swe miejsce blaskowi poranka. Nie zostało im zbyt wiele czasu, jednak uczennicy już się tak bardzo nie spieszyło. I co Gwiezdni? Przechytrzyliśmy was i waszych tępych klanowych wyznawców.
— Udało się. Jesteśmy wolni!
— Jeszcze niezupełnie. Wciąż znajdujemy się na terenie Klanu Burzy, ale nie jestem pewien, gdzie dokładnie. Musimy zwiać jeszcze kawałek, tylko najpierw jeszcze rozeznać się w terenie. — Kocur przywrócił ją do rzeczywistości, na co przewróciła oczami, ale w duchu przyznała mu rację. Nie powinni świętować dnia przed zachodem słońca.
Wstała do pozycji siadu i otrzepała się z źdźbeł trawy, które przylgnęły do sierści. Objęła horyzont wzrokiem. Byli niedaleko rzeki oddzielających ich… były klan od nieistniejącego Klanu Lisa. W główce kotki zapalił się nowy pomysł.
— Chodźmy w dół rzeki, powinniśmy tam znaleźć jakieś komfortowe miejsce na kilka nocy, po tym to pomyślimy co dalej. Idąc tam oddalimy się całkowicie od klanów, więc nie będzie trzeba się martwić, że nas, rannych i zmęczonych, odnajdą Rybojady czy inne śmierdzące Klifiaki.
— Nie brzmi głupio. Możemy spróbować
— No, to dalej. Zanim jeszcze słońce wzejdzie!
Tym razem nie była już taka chętna do wędrówki, jak podczas pierwszego etapu przeprawy przez tunel. Entuzjazm i determinacja zdążyły już trochę opaść, a na ich miejsce wstąpiły zmęczenie, ból oraz realny strach bycia zauważonym lub, co gorsza, zaatakowanym. Mimo to, przyjaciele zmuszali się do utrzymania równego, szybkiego tempa, gdy gnali brzegiem rzeki. Kiedy znajdą się już wystarczająco daleko, będą mogli prawdziwie odpocząć i poważnie zastanowić się, co zrobią ze sobą dalej. Teraz najważniejszym było znalezienie chociaż tymczasowego schronienia, a także upewnienie się, że w ich rany nie wda się zakażenie. Melodyjnej Łapie do medyka było bardzo daleko, ale twierdziła, że jakiś prowizoryczny opatrunek będzie w stanie zrobić. Ten, którym obdarzyli ich medycy Klanu Burzy, po morderczym biegu w podziemnym korytarzu na niewiele się już zdawał.
Wkrótce dotarli do odcinka, w którym zapach Klanu Burzy stał się znacznie bardziej wyraźniejszy, niż na reszcie terenu. Granica. Kotka złapała głęboki wdech, podchodząc bliżej niewidzialnej linii. Tylko jeden krok. Obróciła się w stronę towarzysza, uderzając przy tym ogonem o pięty. Słońce już wylewało swe pierwsze promienie na ziemię.
Stanęli na równi ze sobą, jakby właśnie mieli odegrać jakiś święty rytuał lub ceremonię. Mrugnęli do siebie porozumiewawczo i jednocześnie przełożyli przednie łapy, zaraz po nich tylne. Oficjalnie byli już za terenami rodzinnego klanu, oficjalnie mogli powiedzieć, że już do niego nie należą. Teraz czekała ich nowa, osobista droga, niezwiązana z zasadami odnośnie jakiegoś taniego Klanu Gwiazd oraz niezależna od woli starca nazywającego siebie przywódcą całej społeczności. Teraz wszystko było w ich łapach.
— Dobra, przede wszystkim musimy znaleźć jakieś schronienie. Najlepiej dalszy kawałek od Klanu Burzy, niż bezpośrednio tutaj — zauważył racjonalnie Słonikowa Łapa.
— No, racja. Chodźmy dalej przed siebie, prędzej czy później na pewno na coś trafimy.
Ruszenie z miejsca już po raz trzeci ani trochę nie napawało jej optymizmem, ale rozumiała, że musieli. Zresztą, hej, powinna być szczęśliwa, teraz już naprawdę są wolni! Tutaj wyrok Mokrej Gwiazdy nie mógł ich dosięgnąć. Ba, teraz pewnie nawet ten psujący wszystko Klan Gwiazdy nie miał nad nimi władzy. Jedynym, kto mógł tutaj dawać im polecenia, nakładać na nich zasady, obowiązki, nakazy i zakazy byli oni sami.
— Ej, Słonik?
— Hm?
— My i tak mówiąc do siebie olewaliśmy te uczniowskie imiona, a teraz to one w ogóle sprawią nam więcej problemu niż pożytku, więc chyba powinniśmy całkowicie się przechrzcić. Ja byłabym po prostu Melodyjką czy tam Melodią, a Ty po prostu Słonikiem.
Pokiwał łbem, co potraktowała jako zgodę na ten pomysł. Między nimi znowu nastąpiła cisza przerywana jedynie cichym szumem traw oraz świergotem ptaków.
— Moglibyśmy też nabrać nowej tożsamości. Znaczy, między sobą dalej byliśmy by sobą, ale warto przedstawiać się obcym inaczej, bo ktoś może akurat nas kojarzyć ze zgromadzeń czy coś. — Kocur zwolnił nieznacznie tempo chodu, najwyraźniej już powoli nie nadążając. Gdyby nie fakt, że Melodyjka sama padała z nóg, zapewne okrzyczałaby go, że jak może tak spowalniać ich niezwykle ważną wędrówkę.
— Taaa, pomyślimy o tym później — rzuciła niedbale.
Logiczne rozumowanie nigdy nie było jej mocną stroną i przez myśl jej nie przeszło, że nowe pseudonimy mogą im znacząco ułatwić sprawę.
— Hej hej hej! Zatrzymaj się. Czyż ta nora nie wygląda jak dobre miejsce na postój?
Kotka zwróciła uwagę przyjaciela na sporą dziurę w ziemi utworzoną wśród korzeni rozłożystego drzewa. Wejście do niej było lekko zasypane, a i nie unosił się przy niej zapach żadnego ewentualnego lokatora. Wszystko wskazywało na to, że jest opuszczona. Słonik zastrzygł uchem. Kotka, nie oglądając się za nim, podeszła w podskokach do znaleziska, obwąchując ją jeszcze dla pewności. Gdy jednak nie poczuła nic niepożądanego, wdrapała się do środka. Wnętrze było przestronniejsze, niż by się spodziewała.
— Jest opuszczona, wystarczająco duża dla nas obojga. Będzie idealna przynajmniej na kilka pierwszych nocy. Trochę tu tylko duszno i wejście jest odrobinę ciasnawe, ale da radę. Właściwie to zawsze możemy je bardziej rozkopać.
Kocur podążył za nią, wkładając łeb do środka. Objął wnętrze szybkim spojrzeniem i pokiwał łbem z aprobatą. Po chwili wszedł całym cielskiem do środka.
— Okej, wygląda dobrze, możemy się tu na razie zatrzymać. No to, chyba powinniśmy jeszcze zebrać trochę mchu na jakieś prwioryzoryczne legowiska? Może przydałaby się też pajęczyna… o ile ktokolwiek z nas umie opatrywać rany.
— E, jakoś dam radę, nie bój nic. Zresztą, te obrażenia nie są znowu aż tak poważne, dopiero jak zakażenie się wda to będziemy mogli się martwić. A teraz, chodźmy po ten mech i pajęczyny, jeszcze pióra mogłyby być dobre jakbyśmy jakieś znaleźli.
Przecisnęła się z powrotem na zewnątrz i oparła lekko o jeden z bardziej wystających na powierzchnię korzeni. Były doprawdy imponujące, tak bardzo odbiegające od warunków, do jakich przyzwyczaiło ich mieszkanie na otwartej przestrzeni Klanu Burzy…
— Chodź w głąb tego lasu, na otwartej przestrzeni za dużo nie znajdziemy. Jak trafimy na teren Klanu Wilka to będziemy mieli problem, ale raczej nie znajdziemy tak dale-— urwała w pół słowa, obracając się gwałtownie.
Kocur spojrzał w tym samym kierunku co ona, z początku nie rozumiejąc, co zainteresowało kotkę do tego stopnia, że odciągnęło ją od poszukiwania materiałów na ich legowiska. Nie odezwała się ani słowa, ale powoli ruszyła w kierunku zupełnie odwrotnym do tego, który przed chwilą wyznaczyła. Gdy bowiem wiatr zawiał z drugiej strony, przywiał do nozdrzy kotki niesamowicie kuszący, niecodzienny zapach. Po jego odczuciu w Melodyjce zaiskrzyła nieodparta ochota sprawdzenia tego. W szczególności, że chyba wiedziała, co to.
— Woah, patrz! — Jej ogon wprost wystrzelił do góry, gdy przed ślepiami pojawił się poszukiwany widok. Pacnęła lekko przyjaciela.
Przed nimi rósł dość pokaźny krzak kocimiętki, zbawczej rośliny o intrygującym zapachu i dużych wartościach leczniczych… i nie tylko leczniczych. Kotce zdarzyło się słyszeć historyjki o jego specyficznym działaniu. Nie mogła odmówić, niesamowicie ją to teraz zaciekawiło. Zerknęła z zapałem na Słonika, ale ku swojemu niezadowoleniu, na pyszczku kocura malowało się jedynie nieprzekonanie. Chyba nie był tak ciekawy, jak ona. Niewiele myśląc, Melodyjka wyszczerzyła się w szyderczym uśmieszku i mocno pchnęła Słonika, a ten od siły niespodziewanego ataku niefortunnie runął na ziemię i stoczył lekko wprost w objęcia rośliny. Kotka skoczyła za nim, a właściwie na niego, przygniatając jeszcze bardziej. W akompaniamencie złowieszczego jęku przyjaciela zsunęła się z niego. Zapach otaczający ją teraz ze wszystkich stron stał się tak bardzo kuszący, że aż nie do zniesienia. Nim jednak zdążyła coś powiedzieć, kątem oka zauważyła, jak kocur podnosi się niemrawo. Z cichym prychnięciem ponownie przycisnęła go do ziemi.
— No weź! Skubniemy po listku czy dwóch. Chwila wytchnienia nam się teraz należy. Zresztą, co niby może się nam stać?
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
:hehe_cma:
OdpowiedzUsuń