Idąc za radą wujka, cofnął się o krok, żeby nabrać prędkości, zanim wskoczył do kupki listków. Były miękkie i przyjemne w dotyku. Króliczek pisnął zaskoczony, już po chwili wesoło się w nich turlając. Martwił się, że może je zniszczyć, ale skoro Jesionowy Wicher obiecał, że znowu przywoła magiczny wiatr, to chyba nie musiał aż tak się obawiać. Jeden z listków przykleił mu się do pazurka. Uniósł do góry łapkę, przyglądając się brązowo-pomarańczowemu odcieniowi. Każdy listek zdawał się być inny, nie tylko barwą, ale również kształtem, chociaż trzeba było się mocno skupić, żeby dojrzeć takie szczegóły. Jesienny wiatr dmuchnął mu w pyszczek, zapewniając przyjemny chłód, podczas gdy maluch wrócił do zabawy. Zapadł się w listkach. To było lepsze niż siedzenie w żłobku i zabawa mchem!
— Wujku? — wyszedł z kępki, żeby nierównym krokiem podejść do kocura, cały czas go pilnującego. Jesionowy Wicher uśmiechnął się w jego kierunku. — Pomożesz mi je zanieść do żłobka? P-proszę!
— Pewnie! — miauknął wojownik. — Możemy zebrać ich jeszcze więcej, jeśli będziesz chciał.
Króliczek niemal znowu podskoczył w miejscu.
— Tak!
Podszedł do listków, chwytając ile tylko dał radę w pyszczek. Z pełnym pyszczkiem, udał się w stronę żłobka. Jesionowy Wicher zrobił podobnie. Żółwi Brzask również postanowił pomóc, zatem po kupce listków szybko nie pozostało śladu. Wracając do ciepłej, pachnącej mlekiem kociarni, Króliczek rozejrzał się w upewnieniu, że wszystko jest na swoim miejscu. Nie przepadał za zmianami. Odłożył swoje listki blisko posłania jego i mamusi.
— Tutaj będzie im miło.
Poczekał aż tatuś i pan wujek odłożą listki. Szałwiowa Chmura podniosła na nich zaciekawione spojrzenie, które ostatecznie utkwiła w synku. Kociak otarł się o jej bok, mrucząc.
— Mamusiu, teraz to będzie też domek dla listków.
— Troszkę ich dużo. — miauknęła karmicielka.
Króliczek poczuł jej język, którym przejechała czule po jego główce.
— Będzie więcej. — uśmiechnął się szeroko. Spojrzał na listki, mrużąc w zamyśleniu ślepka. — Tylko trzeba je nazwać.
Przyciągnął do siebie pierwsze pięć listków. Przeniósł wzrok na wujka Jesionowy Wicher, żeby mieć pewność, że dalej jest w żłobku. Faktycznie. Wujek czekał. Jego uśmiech sprawił, że Króliczek również poczuł się bardziej optymistycznie. Wrócił do oglądania swoich listków. Było ich tak dużo, że pewnie będzie na nich spał. Tylko będzie musiał pilnować, by inne kociaki ich nie zniszczyły! To były bezcenne skarby!
— To będzie Wicherek. Tego nazwę Zielonek. Ten będzie Brązek... — zaczął nadawać imiona listkom. W końcu każdy zasługuje na własne imię, prawda?
***
Obudziło go coś zimnego. Zmarszczył nosek, mocniej wtulając się w ciepłe, pachnące futro Szałwiowej Chmury. Kotka otuliła go ogonem. Mimo wszystko chłodny wiatr dotarł do kociarni. Nie podobało mu się to. Otworzył oczka, zerkając w stronę wyjścia. Odkąd trochę urósł, mógł już samemu wychodzić ze żłobka, chociaż i tak wolał to robić z rodzicami. Wyślizgnął się spod ogona mamy, ruszając w stronę wyjścia. Wyjrzał na zewnątrz. Z zaskoczenia pisnął. Obóz Klanu Nocy - tak dobrze mu znany - był teraz pokryty białym puchem. Dotknął najbliżej leżącego łapką i od razu ją cofnął. Był nieprzyjemnie zimny!
— M-mamusiu?
Wrócił do kotki, znowu wchodząc pod jej ogon. Szałwiowa Chmura zamrugała parokrotnie, pozbywając się resztek snu, zanim ziewnęła szeroko, odsłaniając różowy języczek. Spojrzała na swoje jedyne dziecko.
— Tak, Króliczku? — zamiast otwierać pyszczek w odpowiedzi, niebieski wskazał wyjście z kociarni łapką. Szałwiowa Chmura podążyła za nim spojrzeniem, mrużąc brwi w zamyśleniu. — Oh, Pora Nagich Drzew zaczęła się na dobre.
Króliczek przełknął ślinę. Mamusia opowiadała mu, że po Porze Opadających Liści, następuję kolejna, niosąca ze sobą zimno, śnieg i chłód. Często pojawiały się też zagrożenia. Spuścił głowę, na swoje łapki.
— To śnieg, kochanie. Jest zimny, ale możesz się nim pobawić. — polizała go z miłością po główce.
Króliczek wtulił się w jej ciepłe futro, niepewnie patrząc na wyjście z kociarni, utulony jej łagodnym mruczeniem. Nagle coś sobie przypomniał. Spojrzał na listki. Niektóre były suche, inne prawie połamane. Skoro jego ukochane listki były w takim stanie, to co z tymi na zewnątrz?
Króliczek wtulił się w jej ciepłe futro, niepewnie patrząc na wyjście z kociarni, utulony jej łagodnym mruczeniem. Nagle coś sobie przypomniał. Spojrzał na listki. Niektóre były suche, inne prawie połamane. Skoro jego ukochane listki były w takim stanie, to co z tymi na zewnątrz?
— Poszukam wujka.
Kociak skoczył na równe łapki, wybiegając ze żłobka. Usłyszał jak mama woła jeszcze za nim, żeby był ostrożny i szybko wrócił, ale już nie odpowiedział. Kiedy tylko jego łapki dotknęły śniegu, skrzywił się z niezadowoleniem. Był taki zimny! Z początku chciał wrócić do żłobka, ale przecież miał misję, a odważni wojownicy, jak ci z opowieści rodziców, nigdy się nie poddają! Rozejrzał się pośpiesznie. Jego wzrok utkwił w drzewie. Z przerażeniem odkrył, że na gałęziach nie ma już jego listków! Zamiast nich, widział jedynie gałęzie. Łezki zebrały się w oczach niebieskiego. Ale... ale umarły? Dlaczego? Już ich nigdy nie zobaczy?
Kocurek dojrzał wujka. Jesionowy Wicher właśnie wynurzył się z legowiska wojowników. No tak, przecież miał taką samą rangę co tatuś i wujek Szakłakowy Cień. Króliczek nieśmiało podążył w jego kierunku, przez śnieg, nieprzyjemnie ocierający się o jego łapki. Pociągnął noskiem, znajdując się zaledwie skok królika od wujka, który dostrzegł jego obecność.
— Króliczek?
Pewnie był zaskoczony, że kociak nie przebywa w żłobku. Niebieski stanął na chwilę, zanim puścił się biegiem i wtulił w sierść kocura. Kolejny raz pociągnął noskiem, hamując łzy, cisnące się do ślepi.
— W-wujku, b-bo l-l-listki z-zniknęły. — wskazał ogonkiem na drzewo. — M-musisz p-przywołać m-m-magiczny w-wiatr. M-musisz.
<Jesionku? wybacz, że tak długo>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz