- Tak - miauknął cicho zastępca. - Więc... więc mnie i Łabędzi Plusk łączy... łączy coś... coś więcej niż przy-przyjaźń - przyznał, spuszczając łeb.
Coś więcej niż przyjaźń? Przez kilka uderzeń serca głowił się, co to niby oznacza. Kiedy jednak pojął sens tych słów, otworzył aż pysk ze zdumienia. Jego wujek... miał partnerkę, znaczy partnera? Na dodatek w Klanie Klifu? Był przekonany o tym, że z klifiakiem łączy go tylko przyjaźń! Nie tego się spodziewał zwłaszcza, że wujek był znany z tego, że wypowiadał się negatywnie o takich kotach. Przypomniał sobie, że jego tata też miał takie zapędy. W końcu wyszło na jaw, że on i Niedźwiedzie Futro kochali się bardziej, niż z mamą. Wtedy nie mógł pojąć, jak mógł zrobić coś takiego Oblodzonej Sadzawce i uważał go za okropnego kota. Na szczęście jednak z wujkiem sprawa miała się inaczej. Nie miał partnerki, z którą miał kocięta, więc jego dzieci nie musiały czuć się przez to tak jak on, kiedy poznał prawdę o Kaczym Pląsie. Chociaż nadal nie rozumiał, dlaczego jakiś kocur jest atrakcyjniejszy od kotek, to postanowił mimo wszystko wspierać Aronię. Był w końcu jego przyjacielem. Jednak mogłoby to być trudne, bo w końcu bicolor łamał kodeks wojownika, by nie zadawać się w sposób romantyczny z innymi klanami... Ale skoro to robił i jak dotychczas nikt nie miał do niego o to pretensji, to chyba też nie powinien? No, bo co jak co, ale nie uważał wujka za jakiegoś idiotę, który od tak sobie się zabawia. Dla niego był bardzo mądrym kotem, który chronił klan ze wszystkich sił. Wątpił, że zdradziłby. O to nie musiał się martwić. Na dodatek
Spotkał jego partnera kilka razy i śmiało mógł oświadczyć, że ten kocur był... no... strasznie strachliwy. Tym bardziej mógł skreślić, zagrożenie z jego strony. Dziwiło go tylko to, że ktoś taki wpadł mu w oko. Czyżby jednak wujek lubił delikatność? Obserwując go i jego treningi z Malinową Łapą nie sądził, że ten twardy osobnik, w ogóle skrywa takie oblicze. Warto było wiedzieć.
Gdy już wszystko sobie poukładał w głowie, trącił go w bok. Aroniowy Podmuch spojrzał na niego zdziwiony.
- Co masz taką smętną minę? To chyba dobrze, że no... się kochacie? - powiedział, chociaż dziwnie zabrzmiało to w jego pysku.
Wujek nadal milczał, patrząc na niego ze zdziwieniem. Chyba się nie spodziewał, aż tak szybkiej akceptacji. Oczywiście Jesionowemu Wichrowi taka mogiła, w jakiej się znalazł jego przyjaciel, nie odpowiadała. Nadal miał jakieś wątpliwości, czy nic złego przez to nie wyniknie. Postanowił jednak zignorować te myśli i dać szansę dwójce zakochanych.
- Dziękuję - miauknął cicho zastępca, na co kiwnął głową.
Taka świadomość była wielką odpowiedzialnością. Na dodatek kocur sam mu to wyznał. Cieszył się z aż takiego zaufania.
- No to kiedy dzieci? - zapytał żartobliwie.
Aronia fuknął.
- Nie no żartuje przecież. Lepiej chodź coś przekąsić, bo zmarniałeś - powiedział, kierując się w stronę stosu ze zwierzyną
***
Nie. Nie. Nie. Nie chciał wychodzić. Już któryś dzień leżał w legowisku wojowników, czując się niczym roślina. Zbytnio nic do niego nie docierało. Wstrząs jaki przeżył po uświadomieniu sobie, że Malinowa Łapa nie żyję, nadal go trzymał. Pamiętał jak ich nowy medyk, karmił go jakimś świństwem, po którym odpływał do krainy snu. Jednak kiedy się budził ze świeżym umysłem, szybko sobie przypominał o tym co zaszło, tracąc chęci na cokolwiek. Brzoskwiniowa Bryza była przy nim na tyle ile mogła. W końcu musiała wykonywać obowiązki wojownika. Sam nie miał na to chęci. Ledwo co wmuszał w siebie jakieś mięso, by zachować siły. Chociaż tak naprawdę było ich coraz mniej i mniej. Ciągle nawiedzały go smutne i szczęśliwe wspomnienia, w których uczestniczył jego brat. Czuł się wtedy tak, jakby to on by odpowiedzialny za to co się stało. W końcu miał tak mało czasu dla niego. Polowania, patrole, szkolenie ucznia, no i Brzoskwinka. Dlaczego to musiało aż tak boleć? Mimo to, że miał bliskich, czuł niewyobrażalną pustkę w sobie. Znów niechciane łzy, zaczęły cisnąć mu się do oczu. Czemu... Czemu...
- Wstawaj nędzna kupo futra! - Usłyszał czyjś charakterystyczny głos. - Już się wyleżałeś!
Wujek? Co on tu robił? Uniósł z trudem głowę na kocura, który niezadowolony stał w przejściu.
- Hę? - tylko na tyle był w stanie zareagować na to wtargnięcie.
Czego on od niego chciał? Po co przyszedł? I czemu był taki pokrzywiony? Ale czy go to powinno obchodzić? Powinien skupić się na tym co utracił, na tym bólu, spróbować go odegnać...
Krzyknął czując ostre kły na swoim ogonie. Czemu on go wyciągał? Nie chciał! Zmrórzył oczy, kiedy biel światła zalała mu pole widzenia. Teraz to już musiał wstać. Nie miał innej opcji. Kiedy zęby wujka zniknęły, podniósł się z trudem na łapy, zwieszając smętnie głowę.
- Co...? - zapytał ze smutkiem w głosie.
<Aronio?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz