Jałowcowa Łapa powoli wstał z legowiska. Wysunął głowę za paprocie, by widzieć cały obóz. Przejechał językiem raz czy dwa po łapie i wyskoczył. Życie płynęło swoim, powolnym tempem. Kociaki bawiły się w najlepsze, starszyzna odpoczywała, wojownicy mieli mnóstwo różnych obowiązków, a uczniowie wychodzili na treningi. No właśnie. Krowia Łata wciąż obijała się z codziennymi lekcjami, po starcie ojca. Arlekin miał już tego po dziurki w nosie. Pospieszył w stronę mentorki. Ogonem pokazał jej, by odeszli trochę na bok. Wiatr muskał futro obu kotów stojących naprzeciw siebie. Wymusił na sobie czuły wzrok, gdy wojowniczka spoglądała na niego podejrzliwie.
– Czego znów chcesz? – warknęła. Wdech, wydech, wdech wydech. – uspokajał się w myślach. Czemu była tak wrogo nastawiona?
– Krowia Łato... Od dawna nie mieliśmy żadnego treningu... – zaczął. – R-rozumiem twoją stratę, ale nawet Wiewiór mnie prześcignie! Potrzebuję naszych lekcji, wspólnych patroli, polowań, ćwiczeń walki. Naprawdę! Więc... postanowiłem o to poprosić. – miauknął z żalem w głosie. Mimo niezbyt dobrych relacji, bardzo lubił życie ucznia. Nowe umiejętności każdego dnia...
– Rozumiem. I...I powrócimy do treningów. Muszę cię jeszcze kilku rzeczy nauczyć zanim... Zjaw się przy lesie. Poćwiczymy walkę. – zmieniła temat. O co chodzi z tym "zanim"? Ale to nie było ważne. W końcu lekcja! Szybko ruszył do jednego z tuneli. Znowu powrócił do normalności.
<<Skip kilka dni>>
Poranek był bardzo ciekawy. Wyszedł na patrol, poćwiczył sposób obrony przed borsukiem a teraz mógł odpocząć. Zadowolony przemierzał wzdłuż i wszerz cały obóz. Ale wciąż jedna rzecz przykuwała jego uwagę. Podczas rannego obchodu granic, czuł ciągle na sobie czyiś wzrok. Ktoś go obserwował. Wkrótce miał się dowiedzieć o co chodzi. Zauważył Mokrą Gwiazdę truchtającego obok Krowiej Łaty. Oboje mieli tak samo dobry humor jak on. Ciekawe.
– Jałowcowa Łapo!– krzyk mentorki rozległ się wokół. Podszedł bliżej. Niepewnie spojrzał na koty. Co miały mu do powiedzenia?
– Jałowcowa Łapo, razem z Krowią Łatą sądzimy, że nadszedł czas mianowania cię na wojownika.– oznajmił lider ich klanu.
– C-c-o? J-ja? P–przecież jest więcej uczniów którzy by na to zasługiwali... –wychrypiał. Rozbawione spojrzenie mentorki zbił go z tropu.
– Ale ty jesteś jeden. I sądzimy, że już czas. Podczas patrolu obserwowałam cię. Nadajesz się na wojownika jak kto inny. Bardzo starannie przykładałeś się do treningów. Ceremonia odbędzie się pod wieczór. Przygotuj się! – powiedziała i ruszyła w swoją stronę. Mokra Gwiazda kiwnął głową oraz także odszedł w stronę grupki wojowników, by pewnie rozesłać patrol myśliwski. Drżąc, kocurek poczłapał do legowiska uczniów.
– Co się stało?– mruknęła Miodowa Łapa obok.
– Widziałam, że rozmawiałeś z...– miauknęła Melodyjna Łapa, lecz przerwał jej Słonikowa Łapa:
– No właśnie, co się stało!?
– J–j–a podobno nadaję się na wojownika i, i... – wyszeptał.
– Przecież jesteś taki mały! – warknęła kremowa.
– Nie sądzę żeby to była prawda – dołączyła do jej szylkretka, spoglądając na niego nieufnie.
– Skoro tak zadecydowali, tak ma być – mruknął tylko tak samo urażony pręgowany kocurek z boku. Mieli prawo się denerwować. Był z ich wszystkich najmłodszy, sam ledwo co wyrósł ze żłobka. Jakim cudem... On. Było to dla niego zdziwienie. Starsi koledzy mieli rację. Jest za młody. Lecz nie można się spierać z liderem. A teraz musiał doprowadzić się do porządku. Wyczyścił sobie futro, ułożył sierść. Wyglądał całkiem dobrze. Noc już nadchodziła. Za niedługo to... Wciąż bał się tej ceremoni. Jeden niezbyt udany ruch i wyśmianie. Ale... Tak serio nie sądził, by klan by tak zrobił. To tylko stres...– myślał nieustannie gapiąc się w pustkę przed sobą.– Weź się do porządku, nie trzęś się tak, bądź... Odważny.
– Niech wszystkie koty zdolne polować, zbiorą się na spotkanie klanu!– dźwięczny głos Mokrej Gwiazdy przywołał go do porządku. Och... Już. Wyszedł powoli z legowiska. Koty stłoczyły się przy liderze, a widząc młodziaka, przepuściły go. Pewnie Krowia Łata powiedziała im o tym..
– Ja, Mokra Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
Jałowcowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? – I teraz miał przysiąc. Wtedy zostanie wojownikiem. Członkiem klanu. Kimś.
– Przysięgam – rzekł, kryjąc strach oraz niepewność.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Jałowcowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Jałowcowy Świt. Klan Gwiazdy cieni twoją wierność i cierpliwość, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy – zakończył przywódca. Położył pysk na głowie trzęsącego się wciąż arlekina, a ten dotknął jego barku, bo tak tradycja nakazywała.
– Jałowcowy Świt! Jałowcowy Świt! – rozległy się krzyki wokół. Z zamglonymi oczami od płaczu zobaczył najbliższe sobie osoby – Pląsającą Sójkę, Krowią Łatę i Bluszczową Poświatę. Podbiegł do przybranej matki. Wtulił się w nią tak mocno jak umiał. Ona odwzajemniła się czułym liźnięciem po szyi. Rozumiał ten gest bez słów. Była z niego dumna. Z trudem odsunął się od niej i podszedł do byłej mentorki.
– Dziękuję za wszystko. Za te pierwsze i ostatnie dni jako twój uczeń – miauknął, wpatrując się w rudą kupę futra przed sobą. Miły wzrok, który dawno nie widział, znikł w fontannie łez. Udało się. W końcu.
– Ej, wojownicy nie płaczą. Weź się w garść. Gratuluję, Jałowcowy Świcie – powiedziała do niego Krowia Łata, z radosnym błyskiem w oczach trącąc arlekina. Teraz ostatni przystanek. Niesamowita, Bluszczowa Poświata. Przyjaciółka. Najlepsza jaką mógł dostać.
– Brawo – wyszeptała do niego. Stali tak chwilę, patrząc na siebie.
– Zamieniasz się w borsuka czy co? Chodźmy coś zjeść!– wykrzyknęła, pędząc do stosu świeżej zwierzyny. Żywo skoczył do przodu, by wyprzedzić kotkę. Chwycili myszy. Cały wieczór spędzili miło, co chwilę przychodził ktoś mu pogratulować. Wkrótce przypomniał sobie o ostatniej części mianowania. Stanie na warcie. Ruszył zająć miejsce na najwyższym punkcie orientacyjnym. Zaczął nowy rozdział. Następny na kartach swojej historii.
* * *
Rankiem zbudził go hałas za sobą. Kroki zmierzały w jego stronę. Z ulgą stwierdził, że to ktoś z klanu. Nie mógł się odezwać, by przywitać przybyłego, tylko lekko kiwnął głową.
< Ktoś z Klanu Burzy chce powitać nowego wojownika?>
W sumie to chętnie wezmę sesyjkę ^^'
OdpowiedzUsuńKlep klep
Witamy wśród wojów~~
OdpowiedzUsuń