Zalotna Gwiazda uniosła jedną brew do góry, po czym spojrzała na Wrotyczową Szramę, która siedziała w kącie. Ruchem łapy kazała jej wyjść z legowiska.
Wtem bury odchrząknął, kontynuując:
— Porą Nagich Drzew, tuż po tym, jak nasz klan się uszczuplił o członków, zauważyłem, że Wilgowa Gorycz, co kwadrę, a nawet częściej udaje się samotnie na granicę z Klanem Burzy. Z góry założyłem, że celem jego wypraw na granice jest kontakt ze zbiegami. Niestety byłem w błędzie, ale jestem pewien, że w przyszłości będzie próbował podjąć próbę kontaktu ze swoim ojcem, bratem lub mentorem. — Zatrzymał się na dłuższą chwilę, by znowu spokojnym głosem kontynuować. — Powodem tajemniczych wymknięć kocura była pewna kotka z Klanu Burzy. Nie widziałem ich razem na własne oczy, ale jej zapach znajdował się na futrze Wilgowej Goryczy, gdy na niego wpadłem. Kiedy zapytałem go wprost, czy wiesz o jego samotniczych wyprawach, nic nie odpowiedział, ukrywając prawdę. Na zgromadzeniu miałem przyjemność wpaść na tę kotkę i udało mi się dowiedzieć, że jest medyczką, a na imię ma Wełnista Mszyca. Śmiem twierdzić, że prawdopodobnie łączy ich relacja partnerska. Być może są w klanie jakieś koty, które mogłyby potwierdzić moje przypuszczenia, może ktoś jeszcze widział ich razem... na granicy lub wcześniejszym zgromadzeniu.
Gdy wojownik skończył przemawiać, szylkretka wstrzymała na moment oddech. Wilgowa Gorycz? Relacja partnerska z medyczką Klanu Burzy? Zalotka może i nie była wszechwiedząca, ale z tego, co się orientowała, medycy z innych klanów nie mogli posiadać drugich połówek ani potomstwa. Zasady są oczywiście po to, aby je łamać, ale czy w tym przypadku tak było?
— Rozumiem, Cienista Zjawo, że możesz nie ufać Wilgowej Goryczy ze względu na jego rodzinę. Ja też staram się mieć na niego oko, ale wydaje mi się, że nie jest on aż tak związany ze swoimi zdradzieckimi bliskimi. Gdy jeszcze byli tu w komplecie, zauważyłam, że Wilga wraz z Porywistym Dębem miewali kłótnie — mruknęła spokojnie. Bury wydawał się dosyć porządny. Może nie tak jak ci, których rodzina była wierna Klanowi Wilka, ale wciąż porządny. Zdawał się wierzyć w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd i przestrzegać zasad, jakie panują w tym miejscu. — Nie bronię ci jednak podpytać kilku kotów na jego temat. Proszę tylko, byś był przy tym ostrożny — oznajmiła, owijając ogon wokół łap.
Cienista Zjawa skinął głową na jej słowa i w milczeniu skierował się w stronę wyjścia, w progu mijając się z Wrotyczową Szramą.
Cykoriowa Łapa. Uczennica przybranej córki przywódczyni, a przede wszystkim mistrzyni — Ognikowej Słoty. Właśnie osiągnęła wiek dwudziestu pięciu księżyców, co oznaczało, że lada moment powinna zostać wygnana z Klanu Wilka i zmuszona do życia na własną łapę. Gdyby nie fakt, że była uczennicą akurat tej Wilczaczki, już dawno zostałaby wyrzucona na zbity pysk i pozbawiona możliwości żerowania na ich zdobyczach.
Była tu zwykłym pasożytem. Nie przyczyniała się do rozwoju Klanu Wilka, a na treningach zapewne nawet nie polowała. Przynosiła im wszystkim tylko wstyd i dla większości była udręką. Mimo to była pierwszą uczennicą Słoty — gdyby faktycznie została wygnana, czy nie wpłynęłoby to na reputację szylkretowej mistrzyni?
Zalotna Gwiazda siedziała w swoim legowisku, zastanawiając się, co począć z Cykorią. Wyrzucić ją teraz, zostawić, a może wystawić do walki i dać jej ostatnią szansę? Nie mogła przecież pozostać uczennicą aż do śmierci, a z drugiej strony od dawna nie miała okazji się wykazać… Może właściwym wyborem będzie zmusić ją do walki?
Liderka zerwała się z posłania i wyszła ze swojej nory, kierując się w stronę pnia. Wspięła się na niego, rozejrzała po obozie i przemówiła:
— Niech wszystkie koty zdolne do samodzielnego polowania zbiorą się w obozie!
Przyjęła poważną minę. Szybko dostrzegła w tłumie Cykoriową Łapę i Ognikową Słotę — główne bohaterki dzisiejszego zgromadzenia.
Gdy wokół niej zebrało się już wystarczająco Wilczaków, kontynuowała:
— Nadszedł dzień próby Cykoriowej Łapy! — oznajmiła szorstko, mierząc czekoladową morderczym spojrzeniem, jakby chciała powiedzieć: “Spaprasz to, a umrzesz”. — Zawalczy ona ze swoją własną mentorką.
Po chwili obie kotki wyszły na pustą polanę przed pniem. Ze wszystkich stron otaczali je pobratymcy, uniemożliwiając ucieczkę.
Ognikowa Słota stanęła naprzeciwko swojej uczennicy, a jej ogon kołysał się na boki. Czy z nerwów, czy z zawodu — tego nie wiedział nikt oprócz niej samej.
Zalotna Gwiazda odczekała kilka uderzeń serca, po czym krzyknęła:
— Walkę uważam za rozpoczętą!
Gdy te słowa opuściły jej pysk, mistrzyni odbiła się od ziemi i poszybowała wprost na Cykoriową Łapę. Błyskawicznie przygwoździła ją do podłoża — i nie musiała się nawet starać, bo uczennica nawet nie drgnęła. Nie próbowała zrzucić z siebie napastniczki. Po prostu zaakceptowała swój los, wpatrując się spokojnie w mentorkę.
— Na litość! Gorszej walki w życiu nie widziałam — warknęła Zalotna Gwiazda, czując, jak krew się w niej gotuje. — Byłam skłonna dać ci drugą szansę, Cykoriowa Łapo. Naprawdę byłam, gdybyś tylko wykazała się odrobiną determinacji! To hańba, by ktoś taki jak ty wychowywał się na terenie naszego szlachetnego klanu! — Oburzona smagnęła powietrze ogonem.
Ognikowa Słota zeszła z pręgowanej i stanęła obok niej, marszcząc brwi.
— Wstawaj — warknęła cicho w stronę Cykorii, kładąc uszy po sobie. Przekierowała wzrok na liderkę, po czym jej spojrzenie złagodniało. Pochyliła przed nią głowę. — Zalotna Gwiazdo, proszę, daj jej drugą szansę. To moja pierwsza uczennica… — wymamrotała.
Brązowooka zamilkła na moment, rozmyślając nad prośbą córki. Może Cykoriowa Łapa naprawdę wiedziała więcej, niż mogłoby się jej wydawać. W końcu Ognikowa Słota musiała wbić przynajmniej cząstkę wiedzy do tego jej zakutego łba.
— Dobrze, dobrze… Cykoriowa Łapa dostanie drugą szansę. Jednak jeśli ponownie przegra, nie będę miała wątpliwości co do tego, czy powinna tu zostać — oznajmiła chłodno. Nim koty zaczęły się rozchodzić, kontynuowała:
— Następna walka rozpocznie się jeszcze dziś. Tu i teraz — stwierdziła, zadzierając brodę. Nie zmarnowała czasu swoich pobratymców tylko po to, by los czekoladowej wciąż nie był przesądzony.
Ognikowa Słota po raz kolejny ustawiła się w pozycji bojowej, obserwując z irytacją swoją uczennicę.
Cykoria natomiast stała nieco przygarbiona, a na jej pysku malowało się coś w rodzaju goryczy. Zapewne, gdyby nie otaczający ją tłum, rozpłakałaby się na miejscu.
— Walczcie! — rozkazała im Zalotna Gwiazda.
Tym razem mistrzyni pozwoliła uczennicy wykonać pierwszy ruch. Pręgowana, o dziwo, ruszyła do przodu, skacząc na swoją mentorkę. Czyżby słowa liderki ukłuły ją w ego na tyle, by wzięła się w końcu w garść? Na to wyglądało, bo teraz udawało jej się zgrabnie unikać ciosów, jednocześnie próbując jakoś przygwoździć starszą do ziemi.
Po dłuższym czasie tych przepychanek Ognikowa Słota w końcu dała się powalić przez Cykorię. Nie wiadomo, czy pomarańczowooka znalazła na nią jakiś sposób i zrobiła to własną siłą, czy też szylkretka zdecydowała się dać jej fory. Wynik był jednak jednoznaczny — czekoladowa w końcu będzie mogła zostać mianowana.
— Gratuluję, Cykoriowa Łapo — burknęła, gdy mistrzyni przez dłuższy czas nie wydostała się z uścisku uczennicy.
Gdy Słota wstała na cztery łapy, Zalotka zaczęła przemawiać:
— Ja, Zalotna Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam naszych walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała codziennie, by zdobyć doświadczenie potrzebne do ochrony naszego klanu. — Specjalnie pominęła kilka słów, by zaznaczyć to, jak długo pręguska się szkoliła i że nie pochwala takiego zachowania. — Cykoriowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Uczennica przez moment milczała.
— P-przysięgam — wydukała po jakimś czasie, gdy każdy zaczął już podejrzewać, że zbuntuje się przeciwko liderce.
— Zatem mocą naszych przodków nadaję ci imię wojownika. Cykoriowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Cykoriowy Cykor. Witamy cię jako nowego wojownika Klanu Wilka — wygłosiła twardo, nie próbując ukryć niechęci, jaką żywiła wobec młodszej kotki.
Z tłumu dobiegło ją kilka zdziwionych szeptów.
— Za swoją krnąbrność Cykoria otrzymała karne imię. O ile nie zmieni swojej postawy i nie wykaże się czymś więcej niż lenistwem, już do końca będzie zwała się Cykoriowym Cykorem — naprostowała, po czym zeszła z pnia i wślizgnęła się z powrotem do swojej nory.
Jak na razie wszystkie sprawy w Klanie Wilka wydawały się domknięte. Sprawa z Cykorią została rozwiązana, Kasjopeja została mianowana uczniem, a Zalotna Gwiazda doczekała się wnuka — Tęgosza. Czego chcieć więcej? Życie naprawdę nie mogło być już lepsze. Bycie przywódcą dawało jej takie przywileje, takie możliwości… Jaka szkoda, że to wszystko zostanie jej kiedyś odebrane przez szpony śmierci. Przynajmniej wtedy będzie mogła zasiąść dumnie u boku najmroczniejszych przodków i wreszcie zobaczyć ich we własnej osobie. Czy to nie brzmiało pięknie? Tyle poświęciła, by być ich godna — i wreszcie jej się to opłaci.
Postanowiła przejść się po obozie, by rozprostować łapy i upewnić się, że nikt nie knuje przeciwko niej za jej plecami. Nim jednak zdążyła się rozejrzeć po wszystkich kotach, przed jej oczami pojawił się jej syn — Cienista Zjawa. Nie mogła go zignorować, więc postanowiła zagaić:
— Dobry wieczór, synu — mruknęła, uśmiechając się do niego nieznacznie. — Jak u Tęgosza? Mam nadzieję, że prędko zaczniesz go nauczać o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd. Musi nam wyrosnąć na przykładnego Wilczaka — stwierdziła, po czym zmrużyła ślepia. — Miej też oko na Seradelę. Widzę w niej spory potencjał, w przeciwieństwie do jej brata… Garbatek zapewne nie przeżyje próby uczniowskiej, ale to dobrze. Problem sam się rozwiąże.
Wtem bury odchrząknął, kontynuując:
— Porą Nagich Drzew, tuż po tym, jak nasz klan się uszczuplił o członków, zauważyłem, że Wilgowa Gorycz, co kwadrę, a nawet częściej udaje się samotnie na granicę z Klanem Burzy. Z góry założyłem, że celem jego wypraw na granice jest kontakt ze zbiegami. Niestety byłem w błędzie, ale jestem pewien, że w przyszłości będzie próbował podjąć próbę kontaktu ze swoim ojcem, bratem lub mentorem. — Zatrzymał się na dłuższą chwilę, by znowu spokojnym głosem kontynuować. — Powodem tajemniczych wymknięć kocura była pewna kotka z Klanu Burzy. Nie widziałem ich razem na własne oczy, ale jej zapach znajdował się na futrze Wilgowej Goryczy, gdy na niego wpadłem. Kiedy zapytałem go wprost, czy wiesz o jego samotniczych wyprawach, nic nie odpowiedział, ukrywając prawdę. Na zgromadzeniu miałem przyjemność wpaść na tę kotkę i udało mi się dowiedzieć, że jest medyczką, a na imię ma Wełnista Mszyca. Śmiem twierdzić, że prawdopodobnie łączy ich relacja partnerska. Być może są w klanie jakieś koty, które mogłyby potwierdzić moje przypuszczenia, może ktoś jeszcze widział ich razem... na granicy lub wcześniejszym zgromadzeniu.
Gdy wojownik skończył przemawiać, szylkretka wstrzymała na moment oddech. Wilgowa Gorycz? Relacja partnerska z medyczką Klanu Burzy? Zalotka może i nie była wszechwiedząca, ale z tego, co się orientowała, medycy z innych klanów nie mogli posiadać drugich połówek ani potomstwa. Zasady są oczywiście po to, aby je łamać, ale czy w tym przypadku tak było?
— Rozumiem, Cienista Zjawo, że możesz nie ufać Wilgowej Goryczy ze względu na jego rodzinę. Ja też staram się mieć na niego oko, ale wydaje mi się, że nie jest on aż tak związany ze swoimi zdradzieckimi bliskimi. Gdy jeszcze byli tu w komplecie, zauważyłam, że Wilga wraz z Porywistym Dębem miewali kłótnie — mruknęła spokojnie. Bury wydawał się dosyć porządny. Może nie tak jak ci, których rodzina była wierna Klanowi Wilka, ale wciąż porządny. Zdawał się wierzyć w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd i przestrzegać zasad, jakie panują w tym miejscu. — Nie bronię ci jednak podpytać kilku kotów na jego temat. Proszę tylko, byś był przy tym ostrożny — oznajmiła, owijając ogon wokół łap.
Cienista Zjawa skinął głową na jej słowa i w milczeniu skierował się w stronę wyjścia, w progu mijając się z Wrotyczową Szramą.
* * *
Była tu zwykłym pasożytem. Nie przyczyniała się do rozwoju Klanu Wilka, a na treningach zapewne nawet nie polowała. Przynosiła im wszystkim tylko wstyd i dla większości była udręką. Mimo to była pierwszą uczennicą Słoty — gdyby faktycznie została wygnana, czy nie wpłynęłoby to na reputację szylkretowej mistrzyni?
Zalotna Gwiazda siedziała w swoim legowisku, zastanawiając się, co począć z Cykorią. Wyrzucić ją teraz, zostawić, a może wystawić do walki i dać jej ostatnią szansę? Nie mogła przecież pozostać uczennicą aż do śmierci, a z drugiej strony od dawna nie miała okazji się wykazać… Może właściwym wyborem będzie zmusić ją do walki?
Liderka zerwała się z posłania i wyszła ze swojej nory, kierując się w stronę pnia. Wspięła się na niego, rozejrzała po obozie i przemówiła:
— Niech wszystkie koty zdolne do samodzielnego polowania zbiorą się w obozie!
Przyjęła poważną minę. Szybko dostrzegła w tłumie Cykoriową Łapę i Ognikową Słotę — główne bohaterki dzisiejszego zgromadzenia.
Gdy wokół niej zebrało się już wystarczająco Wilczaków, kontynuowała:
— Nadszedł dzień próby Cykoriowej Łapy! — oznajmiła szorstko, mierząc czekoladową morderczym spojrzeniem, jakby chciała powiedzieć: “Spaprasz to, a umrzesz”. — Zawalczy ona ze swoją własną mentorką.
Po chwili obie kotki wyszły na pustą polanę przed pniem. Ze wszystkich stron otaczali je pobratymcy, uniemożliwiając ucieczkę.
Ognikowa Słota stanęła naprzeciwko swojej uczennicy, a jej ogon kołysał się na boki. Czy z nerwów, czy z zawodu — tego nie wiedział nikt oprócz niej samej.
Zalotna Gwiazda odczekała kilka uderzeń serca, po czym krzyknęła:
— Walkę uważam za rozpoczętą!
Gdy te słowa opuściły jej pysk, mistrzyni odbiła się od ziemi i poszybowała wprost na Cykoriową Łapę. Błyskawicznie przygwoździła ją do podłoża — i nie musiała się nawet starać, bo uczennica nawet nie drgnęła. Nie próbowała zrzucić z siebie napastniczki. Po prostu zaakceptowała swój los, wpatrując się spokojnie w mentorkę.
— Na litość! Gorszej walki w życiu nie widziałam — warknęła Zalotna Gwiazda, czując, jak krew się w niej gotuje. — Byłam skłonna dać ci drugą szansę, Cykoriowa Łapo. Naprawdę byłam, gdybyś tylko wykazała się odrobiną determinacji! To hańba, by ktoś taki jak ty wychowywał się na terenie naszego szlachetnego klanu! — Oburzona smagnęła powietrze ogonem.
Ognikowa Słota zeszła z pręgowanej i stanęła obok niej, marszcząc brwi.
— Wstawaj — warknęła cicho w stronę Cykorii, kładąc uszy po sobie. Przekierowała wzrok na liderkę, po czym jej spojrzenie złagodniało. Pochyliła przed nią głowę. — Zalotna Gwiazdo, proszę, daj jej drugą szansę. To moja pierwsza uczennica… — wymamrotała.
Brązowooka zamilkła na moment, rozmyślając nad prośbą córki. Może Cykoriowa Łapa naprawdę wiedziała więcej, niż mogłoby się jej wydawać. W końcu Ognikowa Słota musiała wbić przynajmniej cząstkę wiedzy do tego jej zakutego łba.
— Dobrze, dobrze… Cykoriowa Łapa dostanie drugą szansę. Jednak jeśli ponownie przegra, nie będę miała wątpliwości co do tego, czy powinna tu zostać — oznajmiła chłodno. Nim koty zaczęły się rozchodzić, kontynuowała:
— Następna walka rozpocznie się jeszcze dziś. Tu i teraz — stwierdziła, zadzierając brodę. Nie zmarnowała czasu swoich pobratymców tylko po to, by los czekoladowej wciąż nie był przesądzony.
Ognikowa Słota po raz kolejny ustawiła się w pozycji bojowej, obserwując z irytacją swoją uczennicę.
Cykoria natomiast stała nieco przygarbiona, a na jej pysku malowało się coś w rodzaju goryczy. Zapewne, gdyby nie otaczający ją tłum, rozpłakałaby się na miejscu.
— Walczcie! — rozkazała im Zalotna Gwiazda.
Tym razem mistrzyni pozwoliła uczennicy wykonać pierwszy ruch. Pręgowana, o dziwo, ruszyła do przodu, skacząc na swoją mentorkę. Czyżby słowa liderki ukłuły ją w ego na tyle, by wzięła się w końcu w garść? Na to wyglądało, bo teraz udawało jej się zgrabnie unikać ciosów, jednocześnie próbując jakoś przygwoździć starszą do ziemi.
Po dłuższym czasie tych przepychanek Ognikowa Słota w końcu dała się powalić przez Cykorię. Nie wiadomo, czy pomarańczowooka znalazła na nią jakiś sposób i zrobiła to własną siłą, czy też szylkretka zdecydowała się dać jej fory. Wynik był jednak jednoznaczny — czekoladowa w końcu będzie mogła zostać mianowana.
— Gratuluję, Cykoriowa Łapo — burknęła, gdy mistrzyni przez dłuższy czas nie wydostała się z uścisku uczennicy.
Gdy Słota wstała na cztery łapy, Zalotka zaczęła przemawiać:
— Ja, Zalotna Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam naszych walecznych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała codziennie, by zdobyć doświadczenie potrzebne do ochrony naszego klanu. — Specjalnie pominęła kilka słów, by zaznaczyć to, jak długo pręguska się szkoliła i że nie pochwala takiego zachowania. — Cykoriowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Uczennica przez moment milczała.
— P-przysięgam — wydukała po jakimś czasie, gdy każdy zaczął już podejrzewać, że zbuntuje się przeciwko liderce.
— Zatem mocą naszych przodków nadaję ci imię wojownika. Cykoriowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Cykoriowy Cykor. Witamy cię jako nowego wojownika Klanu Wilka — wygłosiła twardo, nie próbując ukryć niechęci, jaką żywiła wobec młodszej kotki.
Z tłumu dobiegło ją kilka zdziwionych szeptów.
— Za swoją krnąbrność Cykoria otrzymała karne imię. O ile nie zmieni swojej postawy i nie wykaże się czymś więcej niż lenistwem, już do końca będzie zwała się Cykoriowym Cykorem — naprostowała, po czym zeszła z pnia i wślizgnęła się z powrotem do swojej nory.
* * *
Postanowiła przejść się po obozie, by rozprostować łapy i upewnić się, że nikt nie knuje przeciwko niej za jej plecami. Nim jednak zdążyła się rozejrzeć po wszystkich kotach, przed jej oczami pojawił się jej syn — Cienista Zjawa. Nie mogła go zignorować, więc postanowiła zagaić:
— Dobry wieczór, synu — mruknęła, uśmiechając się do niego nieznacznie. — Jak u Tęgosza? Mam nadzieję, że prędko zaczniesz go nauczać o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd. Musi nam wyrosnąć na przykładnego Wilczaka — stwierdziła, po czym zmrużyła ślepia. — Miej też oko na Seradelę. Widzę w niej spory potencjał, w przeciwieństwie do jej brata… Garbatek zapewne nie przeżyje próby uczniowskiej, ale to dobrze. Problem sam się rozwiąże.
<Cienista Zjawo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz