Zajrzała do żłobka z lekkim chytrym uśmieszkiem wymalowanym na mordce. Mały Tęgosz wylegiwał się spokojnie u boku karmicielki, spoglądając na ściany kociarni. Ognikowa Słota kiwnęła głową brązowookiej, jej wzrok mówił “ja się nim teraz zajmę, ty zajmij się swoimi”. Podeszła bliżej do kocurka. Rudy otworzył oczka szeroko, spozierając na nieznajomą. Wydawał się niezwykle grzeczny jak na kociaka, szylkretka nie chciała za bardzo patrzeć na Seradelę czy Garbatka, nie interesowały ją te kocięta, teraz najbardziej liczył się jej malutki bratanek. Nachyliła się nad kocurkiem, po czym jednym zwinnym ruchem chwyciła go delikatnie za skórę na karku. Kocię nie protestowało, jego ciałko stało się lekko wiotkie, jakby pogodził się z faktem, iż został podniesiony. Mistrzyni ułożyła się w jednym z legowisk, kładąc malucha u swoich łap. Oparła jego główkę o swoją poduszkę, drugą otulając jego ciałko.
— Kim pani jest? — zamrugał, przypatrując się Wilczaczce.
Brązowooka zamruczała, poprawiając śmiesznie ułożone futerko na jego czole.
— Jestem siostrą twojego taty, twoją ciocią. Nazywam się Ognikowa Słota i jestem mistrzynią Klanu Wilka, na pewno coś o mnie już słyszałeś — przedstawiła się, unosząc pyszczek lekko do góry z dumą, łapę kładąc na piersi i mrucząc z zadowoleniem. Powróciła spojrzeniem do młodziaka, nie czekając na odpowiedź z jego strony. Z pewnością słyszał, kto by jej nie znał! — Przyszłam z tobą porozmawiać. W końcu, jaka byłaby ze mnie ciocia, gdybym nie przyszła zobaczyć, jak się miewa mój kochany bratanek? — miauknęła, mrużąc lekko oczy. — Tęgoszu, czy twój tata opowiadał ci już o Mrocznej Puszczy? Jeśli nie, mamy do nadrobienia. Nic się nie martw, ja cię wszystkiego nauczę — zapewniła go, poruszając ogonem spokojnie. Nie był on pierwszym kociakiem, któremu przedstawiała tak sobie bliski i znany temat. W końcu Nocna Łapa czy nawet sama Kalinowy Powiew kiedyś wsłuchiwali się masę jej historii z uwagą, wierząc w nie – bo w końcu były prawdą, jedyną prawdą. Przejechała językiem parokrotnie po jego główce, jakby w formie uspokojenia go, jeśli tylko się zamartwiał lub stresował. Uwielbiała kocięta, szczególnie jeśli były to kocięta, w których pokładała wielkie nadzieje. Mimo że było to jej pierwsze spotkanie z rudym, już wiedziała, że będzie z niego porządny kot. W końcu był synem jej brata! Naturalnym więc, że musiał być najlepszy. Idealny. Cienista Zjawa z pewnością tego przypilnuje.
Kocię wtuliło się w jej puchate futro na piersi.
— Na pewno słyszałeś również o swojej babci, Zalotnej Gwieździe! Może kiedyś i ty zasiądziesz na jej miejscu, jako lider Klanu Wilka — wysunęła łapę przed siebie, wystawiając pazury. Szpony zalśniły w bladym blasku powoli chylącego się ku zachodowi słońca. Rzucało intensywnie pomarańczowo-żółte plamy na azyl. Przecięła nimi niewidzialny obiekt, aby dodać tej scenie dramaturgii.
Oczka kociaka zabłyszczały z ekscytacji. Zamruczał z wigorem, poruszając ogonkiem. Widocznie spodobała mu się ta wizja – a zresztą, komu by nie?
— Oczywiście, jeśli tylko byś chciał zajść tak daleko, musisz się starać. Musisz być ważny, pokazywać, że zasługujesz na tę rolę. Musisz robić więcej, niż każdy kot, wiecznie sprawiać, by twoja rodzina była z ciebie dumna. Byś był chwalony ponad wszystkich! Na razie, dopóki jesteś kociakiem, nie musisz robić z siebie nie wiadomo kogo, jedynie słuchać starszych. Ale ty nie sprawiasz problemów, z tego, co widzę — miauknęła pociesznie, wpatrując się w duże oczka bratanka. Oby za tym niebyciem problematycznym nie skrywał się tchórzliwy, niepewny charakter, a jedynie ciekawość i stonowane bycie sobą, bardziej chłodne podejście do rzeczywistości, pełne logicznych przemyśleń oraz pomysłów godnych przykładnego wojownika Klanu Wilka. Nie potrzebowali więcej kotów typu Cykoriowej Cykorii. — Zacznę więc od historii, którą powinien znać każdy kociak Klanu Wilka. Ułóż się wygodnie — poleciła mu, na co ten powiercił się parę uderzeń serca w jej łapach, wreszcie układając się w wybranej pozie. — Każdy porządny kot Klanu Wilka marzy o tym, żeby po śmierci trafić na Bezgwiezdną Ziemię. Jest to największy zaszczyt dla każdego z nas i podczas życia robimy wszystko to, co w naszej mocy, żeby otrzymać taką pochwałę, nagrodę. Aczkolwiek tylko nieliczni zasługują na to, aby w ogóle zagrzać tam miejsce. Jedynie koty ambitne, pełne dumy oraz takie, co osiągnęły wiele, tam trafiają. Takie, które poświęciły całe życie w wierze. Czuwają nad nami wszystkimi, układając nasz los i motywując do dalszego działania, wskazując odpowiednie ścieżki, jakimi mamy podążać. Tęgoszu, przyszedłeś na świat po to, żeby dawać przykład innym Wilczakom, wątpiącym w potęgę oraz nauczania Mrocznej Puszczy. Żeby nawracać tych, którzy zwątpili i powątpiewają, głupcy! Nie tolerujemy tych, którzy twierdzą, że Klan Gwiazdy to słuszna wiara. Są oni żałośni, słabi… nie zasługują na miejsce wśród kotów tak dumnych, jak my, Wilczacy. Wszelkich niewierzących należy nawracać, nawet i siłą, a do celu należy dążyć… nieważne co. Musisz być pewny siebie i wiedzieć, czego chcesz, bo inaczej ktoś ci to odbierze sprzed nosa przez twoje niezdecydowanie. Czas na ciebie nie będzie czekał, więc jeśli o czymś już zamarzysz, zgodnie z wolą naszych mrocznych przodków, dąż do celu i żyj zgodnie ze słowami niegdyś najsilniejszych kotów, którym dane było stąpać po tych ziemiach. Pamiętaj – odwaga znaczy więcej niż wszystko inne. Nie pozwól sobie na wąsy pluć kotom, które nigdy nic w życiu nie osiągną ani nie osiągnęły. Jeśli będziesz pewien siebie, będziesz robił to, na co inni nie mieli w sobie wystarczającej odwagi, będziesz godzien zauważenia. Jest to cecha idealnego lidera, nikt nie zakwestionuje zdania takiego kota, a więc co za tym idzie – będą wykonywać twoje rozkazy. Nie pozwól sobie nigdy na słabość, ponieważ, niczym wygłodniałe wrony, każdy to wykorzysta i to przeciwko tobie. Stracisz swoją dobrą reputację i odbudowanie jej, będzie bardzo, bardzo ciężkie — miauknęła poważnie, szczególny nacisk kładąc na “bardzo”. — Musisz zawsze być pewien, że to, co robisz, jest właściwe. Niech wątpliwości nigdy nie znajdą drogi do twojego umysłu! — dorzuciła jeszcze, a na mordce malucha wymalowane było zamyślenie. Czyżby to było zbyt wiele jak na pierwszą opowieść?
<Tęgoszu, bratanku nie zawiedź cioci>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz