- Dziękujeee - Otarł się o jego bok z wdzięcznością. W głowie już zaczynał układać plan, jak spędzi czas ze swoim nowym znajomym.
- To co chciałbyś robić? - Płowy uśmiechnął się, widząc nową energię występującą w kocurka.
- Zerwać kwiatki dla mamy - odparł bez zastanowienia burasek. Tata mówił, że najlepszym sposobem na uszczęśliwienie kotki jest przyniesienie jej kwiatów, a Wróbelek uwielbiał, jak Cętkowany Liść się uśmiechała.
Świtająca Łapa wyglądał na trochę zaskoczonego, ale uśmiechnął się i skinął na malucha.
- Musisz bardzo ją kochać - miauknął nieco nieobecnie.
Wróbelek energicznie pokiwał łebkiem.
- A ty swojej nie? - zapytał, przyglądając się kocurkowi z zaciekawieniem.
- Oczywiście, że też - odmiauknął trochę za szybko płowy. Wróbelek już miał zadać mu następne pytanie, ale dostrzegł rosnący niedaleko, biały kwiat i pobiegł niezdarnie w jego stronę.
- Zobacz! - Jego wąsiki drżały z ekscytacji. - Mama na pewno się z niego ucieszy. Tata mówił, że oznacza przyjaźń, a mama jest moją najlepszą przyjaciółką! No, oprócz taty i Borsuk, i Skowronek, i… - zaczął wymieniać zmieszany, nie chcąc, żeby ktokolwiek poczuł się urażony. Przecież kochał ich wszystkich! - Ty też możesz zostać moim przyjacielem, jeśli chcesz. - Uśmiechnął się szeroko do płowego. Zerwał jeden z kwiatków i z szarmanckim błyskiem w oku podszedł do Świtu, żeby mu go wręczyć.
- No pewnie! - Uczeń przyjął pachnący kwiat i otarł się o bok nowego przyjaciela. Burasek zamruczał cicho, szczęśliwy. Mimowolnie Świtająca Łapa uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Zobacz! - miauknął, gdy jego wzrok przez przypadek trafił na kolejną gromadkę kwiatków, tym razem żółtych. - Te też są piękne.
Wróblowa Łapa nie pamiętał, że Świtająca Maska został jego przyjacielem. Ba, nie pamiętał, że w ogóle poznał wojownika, zanim ten został mentorem jego siostry. Wspomnienie ze wspólnego zbierania kwiatów gdzieś uleciało, zastąpione zabawami z siostrami, przyrodnimi braćmi oraz Modrzewikiem i jego rodzeństwem, emocjami, które towarzyszyły zamkniętym w kociarni zbiegom, tym, co czuł próbując odwracać uwagę dzieci cioci i wujka od niebezpieczeństwa, a później mamy, rozpaczającej po śmierci taty. Przyszły treningi, najpierw z wujkiem Igłą, później Leszczynkiem, wolny czas spędzany z liczną rodziną i Modrzewiową Łapą. Ich przyjaźń przetrwała próbę wojny i zdawało się, że już nic ich nie rozdzieli. Bury stał się dla niego jak kolejny brat, rozumieli się bez słów.
Gdzieś obok legowiska rozległy się podniesione głosy. W jednym z nich rozpoznał ironiczny ton Borsuk, drugi należał najpewniej do jej mentora. W głębi serca kocurek mu współczuł. Nie miał doświadczenia w uczeniu, a od razu trafiła mu się właśnie jego siostra. Podziwiał ją, oczywiście, potrafiła znaleźć wyjście z każdej sytuacji, zawsze twardo stąpając po ziemi, miała w sobie też coś, co mimowolnie przyciągało do niej innych, ale nic sobie z tego nie robiła. Nie dbała o relacje ani to, jak postrzegają ją inni, często zachowując się skrajnie samolubnie. Jeśli nie chciała czegoś zrobić, to nie było siły, która by ją do tego zmusiła, a już na pewno nie miała zamiaru działać za darmo. Tak, jego siostra była ciężkim przypadkiem. Ale mimo wszystko ją kochał.
Podniósł się, czując ból zmęczonych mięśni. Jeszcze nie przywykł do trenowania. Uderzenie serca później do legowiska wkroczyła Borsucza Łapa, zalegając na świeżym mchu. Mruknęła coś na powitanie i z zadowoleniem rozłożyła się, rozciągając mięśnie. Przywitał się z nią, rozbawiony, a później wyszedł z legowiska.
- Świtająca Masko? - miauknął, zatrzymując płowego wojownika w miejscu. Kocur zdążył już odejść parę kroków od miejsca, gdzie rozstał się ze swoją uczennicą. - I tak świetnie ci z nią idzie. - Uśmiechnął się z rozbawieniem. - Moja siostra to wyjątkowo ciężki przypadek.
<Świcie? Przepraszam, że tyle to trwało xd Co powiesz na parę rad jak poradzić sobie z tą upartą cholerą? ;)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz