Spojrzał ze zdziwieniem na brata. Nie chciał walczyć? Na pewno kłamał! Udawał odważnego, aby nie podjąć uczciwej walki. Tchórzył, Czermień w końcu stał się ofiarą. Szkarłatna Łapa ucieszył się. Nareszcie zemści się na najgorszym wrogu. Chcąc, nie chcąc, na pysku rudego pojawił się szyderczy uśmiech. Cieszył się z powodu odmowy brata.
- Nie szczerz się tak. Wyglądasz jak nasz ojciec - stwierdził Czermieniowa Łapa, krzywiąc się. W jego miauknięciu nie dało się słyszeć żadnej agresji ani zaczepki. Nie wysunął pazurów. Czarny okazywał spokój, chociaż słowa furiata próbowały poniżyć przeciwnika.
Rudy oburzył się. Jak ten mysi bobek śmiał się odezwać w taki sposób! Zemści się na nim. Gdy będą sami, rozerwie pazurami rany na ciele nadzwyczaj spokojnego kocura i da mu popalić. Czarny będzie kwilił jak kocię i błagał o litość. Szkarłatna Łapa nie okaże żadnych emocji i dokończy żywota tego, kto śmiał z nim zadrzeć.
- On? Bursztyn? Nigdy w życiu! - Jaśniejszy uczeń wzdrygnął się na myśl o potulnym dawcy życia. Skrzywił się, po grzbiecie przeszedł mu dreszcz. Prędzej wyrzeknie się krwi Bursztyna niż przyzna sympatię skierowaną ku komukolwiek. - Zwyczajnie srasz pod siebie, bo boisz się wody i pływających tam rybek.
- No, no, odzywka godna dzieciaka. - Czermieniowa Łapa podniósł kącik ust ku górze, w oczach zalśniła drwina. Zaczął okrążać rudego, patrząc na niego jak na ofiarę. - Nie zgrywaj się tak, mysi bobku. Nie jesteś przez to lepszy.
- Zgrywam? Prędzej wierzę w swoje możliwości - odpowiedział rudy, chcąc w końcu wskoczyć do wody i pokazać nabyte umiejętności podczas księżyców pełnych treningów.
- Jaki naiwny. - Czarny pokręcił głową. Podszedł do nieco młodszego od siebie. - Woda. Ty łowisz, ja czekam. Męcz się sam - szepnął i odszedł, kierując się ku swojemu mentorowi.
Niebieskooki stał zapatrzony w czarnego. Nie zrozumiał jego zachowania. Kilka dni temu Czermieniowa Łapa pierwszy rzuciłby się w wir rywalizacji. Teraz rezygnował. Odmówił wzięcia udziału w wyścigu. Dlaczego? Dlaczego omijał taką okazję do wykazania się?
- No cóż... Dzisiaj trudno się z wami porozumieć, szkoda, szkoda... - miauknął Sumowy Wąs, machając wibrysami z zastanowieniem. - Nie ma sensu, byś sam łowił ryby, Szkarłatna Łapo...
- Bez ryb, bez ryb - mruknął niezadowolony Wężowy Pysk
***
Minęło kilka dni. Szkarłatna Łapa wyruszył na ostateczny sprawdzian umiejętności wraz z resztą klanu nocy.
Wyruszył na wojnę z klifiakami. Nareszcie pokaże swoje umiejętności. Może dzięki dziejszej akcji zostanie mianowany na wojownika i będzie bardziej szanowany przez klan. Jak wróci do rodzimego stada, pochwali się tytułem przed dobitkami rodziny i reszcie. W końcu sam wymierzy kary i zemsty.
Rzucił się na pierwszy atak wraz z niektórymi kocurami. Gdzieś za nim biegł Sumowy Wąs, sam chętny do wymierzenia sprawiedliwości. Polała się krew. Rudy czuł metaliczny smak na własnych kłach, co zmotywowało ucznia do dalszej walki.
Walka zakończyła się znacznie szybciej, niż Szkarłatna Łapa śmiał przypuszczać. Jeden z klifiaków, z szerokim uśmiechem drwiny, złapał młodszego od siebie za kark i rzucił go jak przedmiot na bok pola bitwy. Lisiak wylądował, poturlał się pod nogi jednego z nocniaków, który nie rzucił się do walki. Na swoje nieszczęście po drodze niebieskooki uderzył tyłem głowy o twardy kamień.
Zatrzymał się i czuł, że traci siły. Zdołał wykonać tylko kilka ruchów, a już odpływał w świat snu. Zakręciło mu się w głowie. Próbował wstać, lecz łapy odmawiały posłuszeństwa. Nocniak zauważył kiepski stan Szkarłatnej Łapy i złapał go za kark, kierując się w stronę obozu rybojadów.
Ostatnie, co rudy zdołał zauważyć, to nieruchome ciało Sumowego Wąsa. To było ostatnie spotkanie mentora i jego pierwszego i zarówno ostatniego ucznia.
***
- Musisz go uratować!
- Po co walczył, skoro prawie zginął?
- Truskawkowa Łapo, dlaczego nie próbujesz mu pomóc?
- Dlaczego Słodki Język nam to zrobiła...
- On żyje!
- Ledwo otwiera oczy. Nie rusza się. Skończy tam, gdzie trafia każdy lisiak.
- Obudzi się.
- Spokojnie, za chwilę spotka swoją mamę.
- Oddycha, jego oddech się ustabilizował.
Tylko tyle zdań, wypowiedzianych przez rybożerców, zdołał zapamiętać, gdy na chwilę otworzył oczy.
***
Obudził się po kilku dniach zmorzony głodem i z wielką pustką w swoim umyśle. Podniósł głowę. Znajdował się w legowisku, w nieznanym sobie miejscu. Rozejrzał się, aż ujrzał kotkę o ciemnej barwie sierści.
- Szkarłat? Żyjesz! Nie, żebym się cieszyła, ale mama na pewno byłaby zadowolona - miauknęła.
Oczy rudego zabłysły. Osobniczka wydawała się być zadowolona, mimo że wypierała się tego uczucia. Machnął ogonem, uśmiechając się. Ciemna skrzywiła się.
- Co... Co ci się stało? - zapytała się.
- Mi? Ładniej wyglądasz w uśmiechu na pysku. Skrzywiona... Nooo... Mniej urodziwa - odpowiedział. Zrobił coś nie tak? Zauważył towarzyszkę i chciał zachować się jak grzeczny kocur.
- To nie jesteś ty! Truskawkowa Łapa musiał ci coś dosypać! Nigdy nie byłeś tak miły! - oburzyła się bura.
- Kto to Truskawkowa Łapa? Iii... Kim ty jesteś? I... Ja? - zadawał pytania rudy. Spojrzał na swoje przednie łapy. Obie zakończone białym futrem, pomimo rudego odcienia na reszcie ciała.
- Coś się dzieje? Szkarłatna Łapa się obudził? - zapytał się obcy kocur, który wszedł do legowiska.
- On.. Nic nie pamięta. Stracił pamięć. Zachowuje się jak zupełnie inny kot - miauknęła bura do nowo przybyłego.
- Wielka szkoda... Jego brat został już mianowany, a Szkarłatna Łapa stracił mentora. Jego dalszy trening zależy od decyzji Pstrągowej Gwiazdy - powiedział kocur. - W międzyczasie musi dużo odpoczywać. Nie powinien spotykać się z Czermieniowym Gniewem. Dzięki tej sytuacji.... Może wasz brat się uspokoi, jak nie zauważy wroga.
- To ja mam brata?! Gdzie on jest?! Chcę go przytulić! - Rudy wstał uradowany, jednak przez zawroty głowy ponownie się położył. Dlaczego o tym nie pamiętał? Chciał poznać ponownie swoją rodzinę i spędzić czas z każdym jej członkiem. Na razie wszyscy zachowywali się wobec niego dziwnie.
- Mówiłam, że zachowuje się jak nie on! W normalnej sytuacji narzekałby, jak oni to się nienawidzą - marudziła bura. - Jestem twoją siostrą, mamy brata o imieniu Czermieniowy Gniew, a nasi rodzice nie żyją... Eh... Że to się stało właśnie teraz...
***
Ostatnie dni Szkarłatna Łapa spędził w legowisku medyków. Zdołał poznać Truskawkową Łapę, który nie do końca wiedział, co powinien robić przy kocie z amnezją. Rudy codziennie przez kilka godzin wysłuchiwał opowieści Błyskawicznej Łapy na temat przeszłości: o częstym lądowaniu u medyków w klanie lisa, o ataku klanu nocy, o porwaniu kociąt, o zmianie, którą przeszła Wichrowa Łapa, o Rozgałęzionej Łapie, gryzącej ogony aż do krwi. To jednak nie pomogło w całkowitym przywróceniu pamięci rudemu. Uczeń wprawdzie przypominał sobie część z tych wydarzeń, ale wspomnienia nadal pozostawały w ciemnej pustce.
Gdy niebieskooki odzyskał siły, został mianowany na wojownika.
Przywódczyni klanu nocy wyraziła zgodę na mianowanie lisiaka. Nie wyraziła chęci dawania synowi Bursztyna kolejnego mentora czy mentorki, skoro uczeń i tak posiadł podstawową wiedzę na temat przetrwania. Dodatkowo rudy (według opowieści siostry) posiadał dobrą kondycję, przez nacisk na samorozwój.
- Ja, Pstrągowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam wam go jako kolejnego wojownika - miauknęła donośnie liderka. - Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika, Szkarłatna Łapo, od tej pory będziesz znany jako Szkarłatny Mróz. Klan Gwiazdy ceni twoją lojalność i zapał oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy.
Dostał nowe imię. Trzecie w swoim życiu.
Udał się na nocne czuwanie, które minęło mu nadzwyczaj szybko.
Po powrocie do obozu zauważył czarnego kocura pokrytego bliznami. Żółte oczy wyrażały niechęć. Osobnik spojrzał na Szkarłatny Mróz z zawiścią i czymś w stylu zaskoczenia. To był jego brat! Jego własny, wspaniały, kochany braciszek! Ucieszył się na widok czarnego, bo nie widział go od długiego czasu. Podbiegł do kocura i rzucił się na niego. Wylądowali oboje na ziemi. Czermień przygnieciony przez swojego młodszego brata.
- Czermieniowy Gniewie! Stęskniłem się! Oj nie bądź taki niezadowolony. Dawno cię nie widziałem! Stęskniłem się bardzo, bardzo, bardzo! - Szkarłatny Mróz zamruczał. Naprawdę był szczęśliwy. Pokochał brata, chociaż nie pamiętał go. - Powinniśmy spędzić razem czas. Połapmy rybki w rzece! Albo pobawmy się z kimś ze żłobka! Albo chodźmy na spacer! Nie bądź taki wściekły, wiem, że mnie kochasz.
- Nie szczerz się tak. Wyglądasz jak nasz ojciec - stwierdził Czermieniowa Łapa, krzywiąc się. W jego miauknięciu nie dało się słyszeć żadnej agresji ani zaczepki. Nie wysunął pazurów. Czarny okazywał spokój, chociaż słowa furiata próbowały poniżyć przeciwnika.
Rudy oburzył się. Jak ten mysi bobek śmiał się odezwać w taki sposób! Zemści się na nim. Gdy będą sami, rozerwie pazurami rany na ciele nadzwyczaj spokojnego kocura i da mu popalić. Czarny będzie kwilił jak kocię i błagał o litość. Szkarłatna Łapa nie okaże żadnych emocji i dokończy żywota tego, kto śmiał z nim zadrzeć.
- On? Bursztyn? Nigdy w życiu! - Jaśniejszy uczeń wzdrygnął się na myśl o potulnym dawcy życia. Skrzywił się, po grzbiecie przeszedł mu dreszcz. Prędzej wyrzeknie się krwi Bursztyna niż przyzna sympatię skierowaną ku komukolwiek. - Zwyczajnie srasz pod siebie, bo boisz się wody i pływających tam rybek.
- No, no, odzywka godna dzieciaka. - Czermieniowa Łapa podniósł kącik ust ku górze, w oczach zalśniła drwina. Zaczął okrążać rudego, patrząc na niego jak na ofiarę. - Nie zgrywaj się tak, mysi bobku. Nie jesteś przez to lepszy.
- Zgrywam? Prędzej wierzę w swoje możliwości - odpowiedział rudy, chcąc w końcu wskoczyć do wody i pokazać nabyte umiejętności podczas księżyców pełnych treningów.
- Jaki naiwny. - Czarny pokręcił głową. Podszedł do nieco młodszego od siebie. - Woda. Ty łowisz, ja czekam. Męcz się sam - szepnął i odszedł, kierując się ku swojemu mentorowi.
Niebieskooki stał zapatrzony w czarnego. Nie zrozumiał jego zachowania. Kilka dni temu Czermieniowa Łapa pierwszy rzuciłby się w wir rywalizacji. Teraz rezygnował. Odmówił wzięcia udziału w wyścigu. Dlaczego? Dlaczego omijał taką okazję do wykazania się?
- No cóż... Dzisiaj trudno się z wami porozumieć, szkoda, szkoda... - miauknął Sumowy Wąs, machając wibrysami z zastanowieniem. - Nie ma sensu, byś sam łowił ryby, Szkarłatna Łapo...
- Bez ryb, bez ryb - mruknął niezadowolony Wężowy Pysk
***
Minęło kilka dni. Szkarłatna Łapa wyruszył na ostateczny sprawdzian umiejętności wraz z resztą klanu nocy.
Wyruszył na wojnę z klifiakami. Nareszcie pokaże swoje umiejętności. Może dzięki dziejszej akcji zostanie mianowany na wojownika i będzie bardziej szanowany przez klan. Jak wróci do rodzimego stada, pochwali się tytułem przed dobitkami rodziny i reszcie. W końcu sam wymierzy kary i zemsty.
Rzucił się na pierwszy atak wraz z niektórymi kocurami. Gdzieś za nim biegł Sumowy Wąs, sam chętny do wymierzenia sprawiedliwości. Polała się krew. Rudy czuł metaliczny smak na własnych kłach, co zmotywowało ucznia do dalszej walki.
Walka zakończyła się znacznie szybciej, niż Szkarłatna Łapa śmiał przypuszczać. Jeden z klifiaków, z szerokim uśmiechem drwiny, złapał młodszego od siebie za kark i rzucił go jak przedmiot na bok pola bitwy. Lisiak wylądował, poturlał się pod nogi jednego z nocniaków, który nie rzucił się do walki. Na swoje nieszczęście po drodze niebieskooki uderzył tyłem głowy o twardy kamień.
Zatrzymał się i czuł, że traci siły. Zdołał wykonać tylko kilka ruchów, a już odpływał w świat snu. Zakręciło mu się w głowie. Próbował wstać, lecz łapy odmawiały posłuszeństwa. Nocniak zauważył kiepski stan Szkarłatnej Łapy i złapał go za kark, kierując się w stronę obozu rybojadów.
Ostatnie, co rudy zdołał zauważyć, to nieruchome ciało Sumowego Wąsa. To było ostatnie spotkanie mentora i jego pierwszego i zarówno ostatniego ucznia.
***
- Musisz go uratować!
- Po co walczył, skoro prawie zginął?
- Truskawkowa Łapo, dlaczego nie próbujesz mu pomóc?
- Dlaczego Słodki Język nam to zrobiła...
- On żyje!
- Ledwo otwiera oczy. Nie rusza się. Skończy tam, gdzie trafia każdy lisiak.
- Obudzi się.
- Spokojnie, za chwilę spotka swoją mamę.
- Oddycha, jego oddech się ustabilizował.
Tylko tyle zdań, wypowiedzianych przez rybożerców, zdołał zapamiętać, gdy na chwilę otworzył oczy.
***
Obudził się po kilku dniach zmorzony głodem i z wielką pustką w swoim umyśle. Podniósł głowę. Znajdował się w legowisku, w nieznanym sobie miejscu. Rozejrzał się, aż ujrzał kotkę o ciemnej barwie sierści.
- Szkarłat? Żyjesz! Nie, żebym się cieszyła, ale mama na pewno byłaby zadowolona - miauknęła.
Oczy rudego zabłysły. Osobniczka wydawała się być zadowolona, mimo że wypierała się tego uczucia. Machnął ogonem, uśmiechając się. Ciemna skrzywiła się.
- Co... Co ci się stało? - zapytała się.
- Mi? Ładniej wyglądasz w uśmiechu na pysku. Skrzywiona... Nooo... Mniej urodziwa - odpowiedział. Zrobił coś nie tak? Zauważył towarzyszkę i chciał zachować się jak grzeczny kocur.
- To nie jesteś ty! Truskawkowa Łapa musiał ci coś dosypać! Nigdy nie byłeś tak miły! - oburzyła się bura.
- Kto to Truskawkowa Łapa? Iii... Kim ty jesteś? I... Ja? - zadawał pytania rudy. Spojrzał na swoje przednie łapy. Obie zakończone białym futrem, pomimo rudego odcienia na reszcie ciała.
- Coś się dzieje? Szkarłatna Łapa się obudził? - zapytał się obcy kocur, który wszedł do legowiska.
- On.. Nic nie pamięta. Stracił pamięć. Zachowuje się jak zupełnie inny kot - miauknęła bura do nowo przybyłego.
- Wielka szkoda... Jego brat został już mianowany, a Szkarłatna Łapa stracił mentora. Jego dalszy trening zależy od decyzji Pstrągowej Gwiazdy - powiedział kocur. - W międzyczasie musi dużo odpoczywać. Nie powinien spotykać się z Czermieniowym Gniewem. Dzięki tej sytuacji.... Może wasz brat się uspokoi, jak nie zauważy wroga.
- To ja mam brata?! Gdzie on jest?! Chcę go przytulić! - Rudy wstał uradowany, jednak przez zawroty głowy ponownie się położył. Dlaczego o tym nie pamiętał? Chciał poznać ponownie swoją rodzinę i spędzić czas z każdym jej członkiem. Na razie wszyscy zachowywali się wobec niego dziwnie.
- Mówiłam, że zachowuje się jak nie on! W normalnej sytuacji narzekałby, jak oni to się nienawidzą - marudziła bura. - Jestem twoją siostrą, mamy brata o imieniu Czermieniowy Gniew, a nasi rodzice nie żyją... Eh... Że to się stało właśnie teraz...
***
Ostatnie dni Szkarłatna Łapa spędził w legowisku medyków. Zdołał poznać Truskawkową Łapę, który nie do końca wiedział, co powinien robić przy kocie z amnezją. Rudy codziennie przez kilka godzin wysłuchiwał opowieści Błyskawicznej Łapy na temat przeszłości: o częstym lądowaniu u medyków w klanie lisa, o ataku klanu nocy, o porwaniu kociąt, o zmianie, którą przeszła Wichrowa Łapa, o Rozgałęzionej Łapie, gryzącej ogony aż do krwi. To jednak nie pomogło w całkowitym przywróceniu pamięci rudemu. Uczeń wprawdzie przypominał sobie część z tych wydarzeń, ale wspomnienia nadal pozostawały w ciemnej pustce.
Gdy niebieskooki odzyskał siły, został mianowany na wojownika.
Przywódczyni klanu nocy wyraziła zgodę na mianowanie lisiaka. Nie wyraziła chęci dawania synowi Bursztyna kolejnego mentora czy mentorki, skoro uczeń i tak posiadł podstawową wiedzę na temat przetrwania. Dodatkowo rudy (według opowieści siostry) posiadał dobrą kondycję, przez nacisk na samorozwój.
- Ja, Pstrągowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam wam go jako kolejnego wojownika - miauknęła donośnie liderka. - Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika, Szkarłatna Łapo, od tej pory będziesz znany jako Szkarłatny Mróz. Klan Gwiazdy ceni twoją lojalność i zapał oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy.
Dostał nowe imię. Trzecie w swoim życiu.
Udał się na nocne czuwanie, które minęło mu nadzwyczaj szybko.
Po powrocie do obozu zauważył czarnego kocura pokrytego bliznami. Żółte oczy wyrażały niechęć. Osobnik spojrzał na Szkarłatny Mróz z zawiścią i czymś w stylu zaskoczenia. To był jego brat! Jego własny, wspaniały, kochany braciszek! Ucieszył się na widok czarnego, bo nie widział go od długiego czasu. Podbiegł do kocura i rzucił się na niego. Wylądowali oboje na ziemi. Czermień przygnieciony przez swojego młodszego brata.
- Czermieniowy Gniewie! Stęskniłem się! Oj nie bądź taki niezadowolony. Dawno cię nie widziałem! Stęskniłem się bardzo, bardzo, bardzo! - Szkarłatny Mróz zamruczał. Naprawdę był szczęśliwy. Pokochał brata, chociaż nie pamiętał go. - Powinniśmy spędzić razem czas. Połapmy rybki w rzece! Albo pobawmy się z kimś ze żłobka! Albo chodźmy na spacer! Nie bądź taki wściekły, wiem, że mnie kochasz.
<Czermieńku?>
O wow, tego się nie spodziewałam. Ciekawe jak długo potrwa ta zmiana.
OdpowiedzUsuńO jejku xD
OdpowiedzUsuń