- Nie, nie schodzisz. Albo skaczesz, albo tam zostajesz. A matka nie będzie specjalnie po ciebie przychodzić - warknął wrogo Szkarłatna Łapa, z wściekłym błyskiem w oku. Złamie tego nocniaka i każdego młodszego, kto napatoczy mu się na drodze, pod nogami. Patrzył wymownie na kocurka, czekając aż ta pokraka w końcu wykona kolejne polecenie. Będzie tu stał i nie zostawi Króliczka, czy jak mu tam, bezkarnie.
Niebieski zadrżał ponownie. Spojrzał na rudego, wbijając pazurki w korę drzewa. Pokiwał delikatnie głową na nie, w odpowiedzi uczeń zabuczał wściekle.
- Żadnych. Wymówek. Rozumiemy się? - rzekł patrząc nocniakowi prosto w oczy. Niech poczuje jego irytację. Niech się zlęknie. Niech czuje strach i zrozumie, że starszym od siebie należy się posłuszeństwo.
Po dłuższej chwili niebieski skoczył, turlając się po ziemi. Zatrzymał się, wpadając na lisiaka. Szkarłatna Łapa spojrzał z góry na kocię i potrącił je łapą.
- Wstawaj i idź do tego swojego Jesionowego Cosia. Czeka przed żłobkiem. Pamiętaj... - Rudy pochylił się nad młodszym od siebie. -... mam cię cały czas na oku.
Króliczek wstał i przerażony pobiegł do czekoladowego wojownika.
Szkarłatna Łapa patrzył beznamiętnie na oddalającego się niebieskiego. Westchnął, udając się na kolejny trening z Sumowym Wąsem. Czuł niemałą satysfakcję ze strachu, który tak łatwo wyzwolił w kocurku. Kiedy tylko wróci do klanu lisa, od razu zajmie się młodzikami i wytrenuje ich na podporządkowanych wojowników.
Szkarłatny Mróz doszedł do siebie po przywaleniu głową w kamień. Przypomniał sobie przeszłość oraz kilka ważniejszych informacji na temat rodzeństwa. Miał nadzieję, że chociaż ich nie straci. Potrzebował osób, które mógłby pokochać, a zostali mu tylko oni. Reszta klanu nocy albo nie znała rudego wojownika, albo nie ufała mu przez pochodzenie z klanu lisa, bądź po prostu znała go z jego dawnego postępowania. Starał się uśmiechać ładnie i sprawiać wrażenie porządnego kocura, ale nie każdy patrzył na niego życzliwie. Mimo wszystko nie poddawał się i w miarę starał się przeżyć każdy dzień w pachnącym rybką domu.
Któregoś razu wpadl na niebieskiego kocurka. Przyjrzał mu się uważnie, przypatrując się rysom jego pyska. Skądś kojarzył tego młodego nocniaka, lecz wspomnienie o nim nadal tkwiło w ciemnej pustce z tyłu głowy. Młodszy wytrzeszczył oczy ze zdumienia i odsunął się. Drżał ze strachu.
- O nie! Zrobiłem ci coś złego? Nie bój się - powiedział Szkarłatny Mróz, jakby nigdy nic. Uśmiechnął się serdecznie do niebieskiego, lecz ten odsuwał się od niego spanikowany. Rudy wytężył umysł. Tchórzliwy Krok mówiła mu coś o tym, że dręczył jakiegoś malucha, jedynego kociaka w żłobku. Na myśl o tym niebieskooki zasmucił się. Jak mógł tak postępować z innym? Nie wróci do dawnego siebie, nawet, gdy odzyska jakimś cudem pamięć.
W końcu rozpoznał wystraszonego niebieskiego.
- Pamiętam twoje imię! Króliczek! Co ty robisz poza żłobkiem? Maluszki nie powinny chodzić same po obozie - miauknął przyjaźnie do malca. Towarzysz spojrzał nieufnie na rudego.
- N... Nie jestem już kocięciem... T-tylko u-uczniem... - szepnął.
- Ojej! Moje gratulacje! Jak sobie radzisz? Opowiadaj! Też zostałem mianowany, wiesz? I mam brata, którego baaaardzooo kocham.
Niebieski zadrżał ponownie. Spojrzał na rudego, wbijając pazurki w korę drzewa. Pokiwał delikatnie głową na nie, w odpowiedzi uczeń zabuczał wściekle.
- Żadnych. Wymówek. Rozumiemy się? - rzekł patrząc nocniakowi prosto w oczy. Niech poczuje jego irytację. Niech się zlęknie. Niech czuje strach i zrozumie, że starszym od siebie należy się posłuszeństwo.
Po dłuższej chwili niebieski skoczył, turlając się po ziemi. Zatrzymał się, wpadając na lisiaka. Szkarłatna Łapa spojrzał z góry na kocię i potrącił je łapą.
- Wstawaj i idź do tego swojego Jesionowego Cosia. Czeka przed żłobkiem. Pamiętaj... - Rudy pochylił się nad młodszym od siebie. -... mam cię cały czas na oku.
Króliczek wstał i przerażony pobiegł do czekoladowego wojownika.
Szkarłatna Łapa patrzył beznamiętnie na oddalającego się niebieskiego. Westchnął, udając się na kolejny trening z Sumowym Wąsem. Czuł niemałą satysfakcję ze strachu, który tak łatwo wyzwolił w kocurku. Kiedy tylko wróci do klanu lisa, od razu zajmie się młodzikami i wytrenuje ich na podporządkowanych wojowników.
po walce z klanem klifu
Szkarłatny Mróz doszedł do siebie po przywaleniu głową w kamień. Przypomniał sobie przeszłość oraz kilka ważniejszych informacji na temat rodzeństwa. Miał nadzieję, że chociaż ich nie straci. Potrzebował osób, które mógłby pokochać, a zostali mu tylko oni. Reszta klanu nocy albo nie znała rudego wojownika, albo nie ufała mu przez pochodzenie z klanu lisa, bądź po prostu znała go z jego dawnego postępowania. Starał się uśmiechać ładnie i sprawiać wrażenie porządnego kocura, ale nie każdy patrzył na niego życzliwie. Mimo wszystko nie poddawał się i w miarę starał się przeżyć każdy dzień w pachnącym rybką domu.
Któregoś razu wpadl na niebieskiego kocurka. Przyjrzał mu się uważnie, przypatrując się rysom jego pyska. Skądś kojarzył tego młodego nocniaka, lecz wspomnienie o nim nadal tkwiło w ciemnej pustce z tyłu głowy. Młodszy wytrzeszczył oczy ze zdumienia i odsunął się. Drżał ze strachu.
- O nie! Zrobiłem ci coś złego? Nie bój się - powiedział Szkarłatny Mróz, jakby nigdy nic. Uśmiechnął się serdecznie do niebieskiego, lecz ten odsuwał się od niego spanikowany. Rudy wytężył umysł. Tchórzliwy Krok mówiła mu coś o tym, że dręczył jakiegoś malucha, jedynego kociaka w żłobku. Na myśl o tym niebieskooki zasmucił się. Jak mógł tak postępować z innym? Nie wróci do dawnego siebie, nawet, gdy odzyska jakimś cudem pamięć.
W końcu rozpoznał wystraszonego niebieskiego.
- Pamiętam twoje imię! Króliczek! Co ty robisz poza żłobkiem? Maluszki nie powinny chodzić same po obozie - miauknął przyjaźnie do malca. Towarzysz spojrzał nieufnie na rudego.
- N... Nie jestem już kocięciem... T-tylko u-uczniem... - szepnął.
- Ojej! Moje gratulacje! Jak sobie radzisz? Opowiadaj! Też zostałem mianowany, wiesz? I mam brata, którego baaaardzooo kocham.
<Królicza Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz