Ułożył głowę na mchowym posłaniu, zwijając się w jeszcze ciaśniejszą kulkę. Równe oddechy wojowników świadczyły o tym, że wszyscy już spali. Gdy był uczniem, również tak szybko zasypiał, zmęczony po całym dniu szkolenia. To było tak niedawno. Mimo obowiązków wojownika, nie mógł jednak zmrużyć oka.
Zauważył ruch przy wejściu do legowiska. Nastawił uszu, wysuwając instynktownie pazury. Jeśli to jakieś zagrożenie, to bardzo dobrze, że był przytomny. Zamiast jednak drapieżnika, ukazał mu się czarny kocur, o najśliczniejszych oczach w całym lesie. Szczawiowy Liść wpatrywał się w niego zachwycony.
— Oh? Księżniczka nie śpi? — miauknął cicho nad Szczawikiem, chcąc go zdenerwować.
Liliowy uspokoił się szybko. Musiał zacząć panować nad tymi emocjami i zrozumieć, dlaczego je zaczął odczuwać. Może dojrzewanie?
Zmrużył oczy, wbijając pazury w mech. Syknął cicho, piorunując Barwinka niezadowolonym spojrzeniem. Naprawdę liczył na to, że się już więcej nie spotkają. Dalej czuł się potwornie po przegranym pojedynku. Musiał więcej ćwiczyć, żeby się odegrać i pokazać temu lisiemu bobkowi, że jest najlepszym wojownikiem w całym Klanie Klifu. Ich rywalizacja jeszcze się nie zakończyła.
— Twój smród mi nie pozwolił. — syknął, jeżąc od razu sierść. Nikt tak jak Barwinkowy Podmuch, nie potrafił tak bardzo go zirytować, już samą obecnością. — Gdzieś ty się podziewał? Zabłądziłeś pewnie.
— Świętowałem moją wygraną. — szyderczy uśmieszek pokazał się na jego pysku. Ogonem otarł się o pysk Szczawika, chcąc go bardziej wkurzyć, zanim skierował łapy w stronę swojego posłania. — Twoja przegrana była oczywista.
Miał ochotę coś odwarknąć. Albo jeszcze lepiej - od razu rzucić się do ponownej walki, tym razem na jego korzyść. Zamiast tego wpatrywał się w układającego się do snu kocura. Nawet po tej czynności, nie potrafił odwrócić wzroku. Ta noc była dla niego wyjątkowo trudna.
***
Tragedie nie opuszczały Klanu Klifu, nawet na kilka malutkich kroków. Oprócz śmierci kilku pobratymców, w tym również jego brata, Fiołkowej Doliny, Żywiczna Mordka zdawał się zapaść pod ziemię. Berberysowa Bryza teraz kompletnie nie mogła się uspokoić, ciągle chodząc smutna. Liliowemu było żal mamy. Do tego jej brzuch dziwnie urósł, co wywołało niemałą plotkę w klanie.
Szczawiowy Liść odłożył na stertę ze zwierzyną wiewiórkę, którą udało mu się złapać. Była dość pulchna. Zamyślił się. Taka zwierzyna nie mogła się zmarnować. Zerknął na Piaskową Łapę, który złapał niewielką mysz. Jego pierwszą zdobycz. Uczeń był ogromnie dumny, gdy zrozumiał pozycję łowiecką i mógł pokazać mentorowi, na co go stać.
— Zanieś to do żłobka. — trącił łapą wiewiórkę.
Piaskowa Łapa energicznie pokiwał łebkiem, chwytając złapaną rudą istotkę, od razu zamierzając wybrać się do kociarni. Szczawiowy Liść odprowadził go wzrokiem, zanim rozejrzał się po obozie, tętniącym jak zawsze życiem. Chociaż w powietrzu wyczuwał niepokój, dający złą atmosferę. Nikt nie chciał być następny, a Klan Gwiazdy zabierał do siebie coraz większą ilość klifiaków. Jak tak dalej pójdzie, podczas bitwy pozostaną bezsilni. Kocur westchnął cicho.
Piaskowa Łapa energicznie pokiwał łebkiem, chwytając złapaną rudą istotkę, od razu zamierzając wybrać się do kociarni. Szczawiowy Liść odprowadził go wzrokiem, zanim rozejrzał się po obozie, tętniącym jak zawsze życiem. Chociaż w powietrzu wyczuwał niepokój, dający złą atmosferę. Nikt nie chciał być następny, a Klan Gwiazdy zabierał do siebie coraz większą ilość klifiaków. Jak tak dalej pójdzie, podczas bitwy pozostaną bezsilni. Kocur westchnął cicho.
— Barwinkowy Podmuch został ugryziony przez szczura. — zastrzygł uszami, słysząc głos swojej siostry. Spojrzał na Daliową Łapę. — Pewnie cię to cieszy. Wiadomo, że go nie lubisz.
— To mój przeciwnik. — wzruszył ramionami liliowy.
Zamienił jeszcze kilka słów z siostrą, pytając ją o samopoczucie i o trening. Chciał, żeby ona i Myszek, zostali już wojownikami. Znowu mogliby spać we wspólnym legowisku.
Po rozmowie z Daliową Łapą, zamierzał zgłosić się do jakiegoś patrolu. Łapy jednak same poniosły go w stronę legowiska medyka. Nawet sam nie wiedział dlaczego. Zorientował się dopiero, gdy stanął już przed wspomnianym miejscem. Wywrócił oczami. Czy naprawdę interesowało go zdrowie tej wroniej strawy?
Burknął z niezadowoleniem pod nosem, siadając. Otulił łapy ciasno ogonem. Docierające do niego dźwięki oraz zapachy, pozwoliły mu się skupić nad czymś innym, niż leniwej obserwacji nieba. Pora Nowych Liści była taka nostalgiczna. Ciepłe promienie słońca przyjemnie go ogrzewały. Pewnie położyłby się, ciesząc się ciepłem, gdyby nie czarny kształt, który mignął w wejściu do legowiska medyka.
— Oh? Ty tutaj? Martwiłeś się, że nie będę się w stanie z tobą dalej kłócić?
Ciarki przebiegły mu po całym grzbiecie, lecz szybko je odpędził, wpatrując się twardym spojrzeniem w czarnego kocura. Wstał na równe łapy, ustawiając się od razu w dumnej pozycji.
— Pff, nie. Chciałem posłuchać jak się mazgaisz. — mruknął. Ugryzienie przez szczura musiało boleć. — Poza tym pewnie obiło ci się o uszy, że dostałem własnego ucznia, Piaskową Łapę. Przyszłego wielkiego wojownika, no oczywiście zaraz po mnie. A ty co, staruszku, dalej żadnego podopiecznego?
Złośliwy uśmiech sam namalował się na liliowym pyszczku.
<Barwinku? 💙>
S t a r u S z k u
OdpowiedzUsuń