kilka godzin później
- Po raz kolejny ci mówię, skup się na celu, a nie na rzucaniu obelgami - tłumaczył po raz kolejny Borsuczej Łapie pozornie prostą rzecz. Bura uczennica, jak zwykle, postępowała wbrew poleceniom mentora. Płowy machał ogonem, leżąc na kamieniu. Pozwolił sobie dzisiaj na nieco bardziej leniwy trening. Po tym, gdy Potrójny Krok nakrył go na gadaniu do siebie, stracił chęci. Nie wiedział czemu. Może to przez obawę o tajemny romans Świtającej Maski? Gdyby liliowy się dowiedział, od razu sprałby kuzyna na kwaśne jabłko.
- Jak tak zrobię, to od razu mnie zaatakują, a tak odwrócę ich uwagę i zaatakuję - odparła Borsucza Łapa, skacząc i rzucając się na wymyślonego przeciwnika.
- Masz obserwować przeciwnika, a nie go zagadywać. To nie takie proste - tłumaczył po raz kolejny Świtająca Maska. Zauważył w oddali zbliżającego się liliowego kuzyna z czymś w pysku. Zwęził oczy, nie wierząc w to, co zdołał ujrzeć. - Koniec na dzisiaj. Wracaj do legowiska. Masz wolne do wieczora - miauknął przelotnie do Borsuczej Łapy. Bura z zadowoleniem z samej siebie udała się do miejsca snu uczniów.
Potrójny Krok zbliżył się do lynxa i położył przed kamieniem nornicę, ładnie wyglądającą.
- Witaj ponownie, kuzynie. Przyniosłem Ci posiłek, bo widzę, jak ciężko ci się uczy córkę Wilczego Serca - powiedział medyk, siadając i machając gęstym ogonem z zadowoleniem.
Świtająca Maska przekrzywił głowę ze zdziwieniem. Od kiedy liliowy był taki miły? Nigdy nie przyniósł mu jedzenia, co nagle skłoniło go do tego czynu? Spojrzał nieufnie na gryzonia.
- Co ty knujesz? Nie powinieneś siedzieć w swoim legowisku i wdychać oparów z leśnych ziółek? - zapytał się zielonookiego.
- Być może, ale Strzyżykowa Pręga się objadła mięsem i została jej nornica. Nikt nie czuł głodu, więc przyniosłem ją tobie. Trenujesz blisko naszego legowiska, nie musiałem iść przez cały obóz do przypadkowego wojownika. I nornica trafia do ciebie - uśmiechnął się krzywo medyk.
Historia liliowego brzmiała logicznie. Świtająca Maska zeskoczył z kamienia i powąchał gryzonia.
- Śmierdzi jak nie po polowaniu. Co do niej nasypałeś? Pachnie medykami. - Lynx spojrzał na kulawego. Coraz bardziej wątpił w szczere intencje kuzyna.
- Leżała długo w naszym legowisku. Mogła przesiąknąć zapachem ziół. Jedz i nie paplaj tyle, bo obaj się zestarzejemy - rzekł nieco niecierpliwie Potrójny Krok.
- Dobrze, dobrze, już się tak nie denerwuj. Z niepokojem wyglądasz na starszego o sto księżyców. - Płowy wziął nornicę do pyska i udał się na bok. Kuzyn patrzył wymownie i z oczekiwaniem na dalszy morskookiego.
Wojownik zjadł nornicę, czując w pysku dziwny posmak. Mięso wydawało się tak samo tłuste jak zawsze, ale znalazł w nim kilka twardszych tkanek.
- Już wiem, jak podawać leki upierdliwym kotom - powiedział z drwiną Potrójny Krok. - Wystarczy samo mięso.
Świtająca Maska poczuł się senny. Przed jego oczami zamigały kolorowe światełka, zdawało mu się, że widzi tańczące wiewiórki i śpiewające zające.
- Coś ty mi dosypał? - zapytał się wojownik, czując jeszcze własną świadomość. Zakręciło mu się w głowie, gdy wstał na nogi.
- Ziarna maku. Zaniepokoił mnie twój stan, a kodeks wymaga, bym wyleczył każdego. Ukochanego kuzynka również - powiedział z nutą drwiny Trójka, uśmiechając się krzywo.
Świtająca Maska chciał odpowiedzieć coś ckliwego, lecz poczuł się lekki jak piórko. Na jego pysku pojawił się głupi uśmiech.
- Ojej, ojeeej... Ojeeej. Ile kolorków! - miauknął. - Kuzynku, ale ty masz piękne wibrysy. Daj pyska. Nie bądź sztywniak! - Wojownik zbliżył się do liliowego i ugryzł go zaczepnie w ucho.
<Kuzynie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz