Zdziwił się bardzo z tego gestu. Nie sądził, że ktokolwiek mógł postawić się Wiewiórowi i odebrać to, co sobie przywłaszczył. A jednak... kotka to zrobiła. Na dodatek to on miał jako pierwszy się jej przyjrzeć! Musiał przyznać, że bardzo mu to się spodobało. Żyjąc z takim bratem jak rudzielec, rzadko kiedy, mógł się pochwalić czymś własnym.
- D-dziękuję.
Kotka skinęła głową.
- Później się z wami nią pobawię, a teraz ją pooglądajcie. - usiadła i obserwowała kociaki. - I bez wyrywania.
- D-dziękuję.
Kotka skinęła głową.
- Później się z wami nią pobawię, a teraz ją pooglądajcie. - usiadła i obserwowała kociaki. - I bez wyrywania.
Widząc jak na pysk Wiewióra wkrada się dziwny wyraz, szybko przyjrzał się szyszce. Była taka podłużna i chropowata. Trącił ją łapką, a ona śmiesznie się zakręciła. Musiał przyznać, że bardzo mu się spodobała. Chciałby ją zatrzymać, poczuć w końcu, że coś jest jego. Ale wiedział, że niestety to brat zatrzyma zabawkę i po odejściu Konwaliowego Serca, nie pozwoli jej dotknąć ani jemu, ani siostrze.
- Już się napatrzyłeś? Teraz ja! - Wiewiór złapał w pysk szyszkę, nie reagując na oburzenie Jeżynki.
Ona też chciała się nieco tym pobawić, jednak nie wydawała się tak wojownicza, by odebrać zabawkę bratu. Dopiero interwencja medyczki pozwoliła, by to siostrzyczka jako kolejna pooglądała prezent.
- W co chce się pani bawić? - zapytał kotkę, kiedy rodzeństwo było zajęte przedmiotem.
- No... Może w chowanego?
- A nie jest pani na to za stara? - dopytywał.
W końcu dorośli powinni być, według niego bardziej dojrzali i nie zajmować się takimi rzeczami. Zabawy to była domena kociąt, więc bardzo go to dziwiło, że prawie każdy dorosły proponował im właśnie takie coś.
- Każdy może się bawić. Niezależnie od wieku. A dorosły, który bawi się z kociętami to normalna sprawa.
Normalna? Jakoś trudno mu było w to uwierzyć. Kiwnął jednak głową. Nie powinien chyba się kłócić z starszą. Mama zazwyczaj wtedy się unosiła, a nie chciał by kotka się na niego zdenerwowała.
- Dobrze! To teraz ukryjcie się gdzieś, a ja będę szukać. - zawołała wesoło kocica.
- A co z szyszką? - nie dawał za wygraną Wiewiór, próbując za wszelką cenę zdobyć przedmiot.
- Będzie na was czekała. Kto się dobrze ukryje, że go nie znajdę, wtedy ją dostanie w nagrodę.
To podziałało na brata. Szybko ruszył w poszukiwanie dobrej kryjówki. Dreszcz rozejrzał się po otoczeniu. Konwaliowe Serce odwróciła się tyłem i zaczęła liczyć. Rodzeństwo gdzieś zniknęło. Został sam. Szybko skierował swoje łapki do mamy. Mieli podobną sierść, więc nie powinien się wyróżniać. Niestety futerko mamy było krótkie, a nie tak długie jak taty, więc wtapianie się w tło było bezsensowne. W takim razie co mu pozostało? Zbliżył się do mchu, ale został pogoniony przez Wiewióra, który już go zajmował. Tak naprawdę, nie widział żadnych fajnych kryjówek. Jedynym wyjściem, byłoby wyjście na zewnątrz, ale perspektywa spotkania potworów, bardzo go do tego pomysłu zniechęciła. Czując, że czas mu ucieka, poczuł panikę. Gdzie miał się ukryć? No gdzie? Coraz bardziej ogarniała go bezsilność. Ta zabawa była głupia! Mimo to jego brat i siostra zajęli fajne kryjówki, a on? Nadal stał na widoku! Przegra! A tak bardzo tego nie chciał! Chciał zdobyć szyszkę! Poczuł jak coś mokrego spływa mu po policzkach. Nim się obejrzał było tego coraz więcej i więcej, aż przerodziło się to w szloch, który narastał i narastał, przeobrażając się w prawdziwą histerię.
- Zamknij się! - warknęła na dziecko Piaskowa Ścieżka, zakrywając uszy.
To jednak go wcale, a wcale nie pocieszyło. Woda ciekła mu z oczu i nosa, a gula w gardle rosła i rosła. Konwaliowe Serce przerwała odliczanie i do niego podbiegła. Nie rozumiał, że przyszła po to, by mu pomóc. Był pewien, że zabawa się zaczęła, a on przegrał, bo został znaleziony jako pierwszy!
- Nie, nie, nie! - krzyczał.
Medyczka mówiła coś do niego, by go uspokoić, lecz on zbytnio nie rozumiał jej słów. W głowie ciągle widział swoją porażkę. Głupia zabawa! Przegrał! Nie zdobędzie szyszki! Brat znów będzie górą! Zakaszlał. Przez to wszystko zaczęło go boleć gardełko. Położył się smętnie na ziemi na brzuchu, z poczuciem dziwnej pustki. Drżał nadal na ciele, ale łzy już zniknęły. Podniósł swoje wielkie oczka na medyczkę i mamę. Po tej drugiej wiedział, że nie podobało jej się jego zachowanie.
- Co się stało? - Dopiero teraz zrozumiał znaczenie słów, kierowanych przez Konwaliowe Serce.
Milczał. Nie chciał dzielić się z nią swoimi przemyśleniami. Bał się, że mogła go wyśmiać. No bo w końcu jego rodzeństwo, nie miało żadnych problemów! Jak zawsze tylko on miał! Zakrył łapkami oczy. Nie chciał patrzeć na te wszystkie oczy, które właśnie wpatrywały się w jego osobę. Czuł się przez to jeszcze bardziej jak dziwak.
<Konwalio?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz