1 z 2 części wyprawy Mokrego do Księżycowej Zatoczki uwu (drugą pewnie wrzucę jutro)
Do tego możecie usiąść z herbatką, bo wyszło mi ponad 1300 słów :3
Czapla Gwiazda wezwał mnie do siebie. Wszedłem spokojnym krokiem do leża lidera, posyłając mu ciepły uśmiech. Położyłem się naprzeciwko kocura. Jego pyszczek był już siwy, ale oczy nadal świeciły dobrocią, która owijała mnie jak miłe promienie słońca.
- Cześć, Czapla Gwiazdo. - Miauknąłem.
- Jak wiesz...no najmłodszy nie jestem - zaczął, a na jego słowa cicho się zaśmialiśmy. - postanowiłem odejść do starszych, dlatego nie nazywaj mnie już w ten sposób, Mokra Gwiazdo.
- Haha. - Mruknąłem, jednak po chwili dotarł do mnie sens słów kocura. - CO.
Spojrzałem zszokowany na burego. Posłał mi miły, niewinny wręcz uśmiech szarego pyszczka.
- T-To oznacza, że... - Zacząłem.
- Tak, powinieneś wybrać się z medykiem by odbyć ceremonię. - Miauknął.
- Mamy trzech - dopowiedziałem lekko zmieszany.
- Pamiętaj, że ktoś musi zostać z klanem. - Przypomniał mi, na co kiwnąłem głową.
Wstałem, by przysunąć się bliżej kocura. Polizałem go w bark, a on otarł bok pyska o mój. Chciał mi tak przekazać, że mnie wspiera i jest dumny. Jednocześnie czułem, jak bardzo wierzy, iż dobrze poprowadzę klan. Ja z kolei chciałem, by dalej mnie wspierał, on jak i klanowicze. Bardzo na to liczyłem.
Mój ogon nerwowo drgnął, a przez głowę przebiegały dziesiątki myśli.
- Wstrzymam się przed podejmowaniem ważnych decyzji... - Miauknąłem po chwili. Nie byłem pewny reakcji starszego.
- Chcesz najpierw spotkać przodków? - Zapytał, na co kiwnąłem głową, łapą grzebiąc w mchu.
- Dobrze, pozostanę tu, dopóki nie wrócisz. - Zobowiązał się, a ja posłałem mu wdzięczny, szczery uśmiech. - Jednak zastępcę powinieneś wytypować. Dla spokoju.
Kiwnąłem głową, nie do końca kodując jego ostatnie zdania.
Wyszedłem od Czaplego Potoku z nową energią. Spoczywał na moich barkach poważny ciężar, który musiałem udźwignąć, ale nie mogło być przecież aż tak źle, prawda?
Skierowałem swoje kroki do legowiska medyków. Chciałem odnaleźć Jeżową Ścieżkę i omówić z nim wyprawę. Towarzystwo przyjaciela w tej trudnej przeprawie będzie dla mnie ogromnym wsparciem, poza tym nie wyobrażam sobie, by poszedł ze mną ktoś inny. To nie dlatego, że bałem się Zajęczej Stopy, czy Konwaliowe Serce była zbyt niedoświadczona. Po prostu...wiecie no!
Aż spuściłem głowę przez własne myśli. Nie chciałem by moja decyzja o pójściu z przyjacielem wywołała jakiś konflikt, chociaż zapewnie nie było czego się bać.
Z daleka czułem woń ziół, które niósł chłodny wiatr. O wyprawach tego typu słyszałem jedynie pogłoski od poprzednich liderów. Jednak teraz sam musiałem przeprawić się przez tereny pozostałych klanów, by odebrać życia i spotkać się z przodkami.
Na myśl o Klanie Gwiazd, zacząłem zastanawiać się, kto zejdzie do mnie ze Srebrnej Skórki. Czy będzie to moja rodzina, którą straciłem dawno temu? Może ktoś zupełnie mi obcy?
Potrząsnąłem głową. Nie było sensu teraz nad tym myśleć. Musiałem znaleźć czekoladowego, nim wzejdzie księżyc. Chłodne późne popołudnie zaczęło ustępować wieczorowi. Kocur powinien być więc u siebie.
- Przepraszam? - Zacząłem, wchodząc do legowiska medyków. - Nie przeszkadzam wam w składaniu kości a-albo...
- Mokry! - Konwaliowe Serce wybiegła mi na spotkanie. - Cześć! Ah, i nie składamy tu kości... przynajmniej teraz.
Pokiwałem lekko głową na jej słowa. Wcale mi nie pomogła!
Po cichu poprosiłem przodków, by nigdy kotka nie musiała składać moich łap.
- Jest Jeżowa Ścieżka? - Zapytałem o sprawę, po którą przyszedłem.
- Wołałeś? - Usłyszałem miły głos przyjaciela, na którego dźwięk uniosłem wesoło ogon.
Otarłem się o czekoladowego, mrucząc cicho.
- Tak! - Odparłem, po czym dodałem poważniej. - Muszę z tobą porozmawiać.
- Oh, no dobrze. - Miauknął, a ja wyprowadziłem go w możliwie najcichsze miejsce w obozie.
Usiadłem wśród wysokiej trawy, która łaskotała mój brzuch. Pierwsze gwiazdy można było dostrzec na niebie, które zacząłem obserwować, nie wiedząc jak zacząć.
- Coś się stało? - Przysiadł obok, podążając spojrzeniem za moim.
- Sam nie wiem. - Spuściłem głowę. Mój ton był poważny i o dziwo, opanowany. - Mam do ciebie prośbę, ale najpierw wieści.
Czekoladowy wydał zaciekawiony pomruk, zamieniając się w słuch. Jego błękitne oczy świdrowały mnie, gdy próbowałem ładnie ubrać to w słowa.
- No dobra więc... CzaplaGwiazdaznaczyCzapliPotokodchodzidostarszychprzezcojazostajęlideremimusszęodbyćpodróżdoKsiężycowejZatoczkiitupytanieczyidzieszzemną?
Zdanie wyleciało z mojego pyska szybciej, niż czekoladowy mógł ogarnąć. W gruncie rzeczy miało wyjść inaczej. Planowałem raczej spokojne poinformowanie kocura o jakże ważnych sprawach, a wyszło jak zwykle. No cóż, taki mój urok (hehe, a raczej jego brak).
- Em...to może od początku...? - Zapytał niezręcznie, nie ukrywając faktu, iż nie zrozumiał.
- Ah, tak przepraszam - podrapałem łapą w ziemi. - pamiętasz jak rozmawiałeś ze mną, że będziesz mnie wspierać?
- Oczywiście - odparł pogodnie.
- Otóż, potrzebuję twojej pomocy. Chciałbym cię p-prosić, byś wybrał się z-ze mną do Księżycowej Zatoczki. - Mówiłem spokojnie, patrząc w bliżej nieokreślony punkt na nieboskłonie. Chmury przysłaniające wielokolorowe niebo wydawały mi się teraz takie interesujące.
- I...od dziś zwracaj się do mnie Mokra Gwiazdo. - Wypowiadając swoje nowe imię, poczułem silny dreszcz.
Spojrzałem na kocura, którego oczy były dwa razy większe. Otworzył pyszczek ze zdumienia, przez chwilę nie wiedząc, co powiedzieć.
Dźwięk mojego imienia był taki... poważny, nowy, nieznany. To nie było uczucie, jakie towarzyszyło mi przy nadawaniu imienia wojownika. Wraz z członem "Gwiazda" przyszły do mnie nowe obowiązki, ale też zaszczyty. Co prawda nie wyobrażałem sobie, by teraz zamiast czuwać przy Czaplim Potoku, zajmować jego miejsce podczas zgromadzeń czy zwołań klanu.
- J-ja MOKRY GRATULUJĘ!! - Czekoladowy niemal przewrócił mnie swoim ciężarem, gdy skoczył w amoku szczęścia. - To znaczy Mokra Gwiazdo!
- Zabawne, nie? - Pozwoliłem sobie na rozluźnienie.
Właściwie, czym się tak stresowałem? Jeżowa Ścieżka jest moim przyjacielem, nie powinienem aż tak bać się jego odpowiedzi...bo chyba mi nie odmówi tej wyprawy, prawda?
Wizja wycieczki wraz z Zajęczą Stopą napawała mnie niezrozumiałym niepokojem. Doprawdy, ja mam jakiś problem.
- Jeżyku...to jak? Będziesz mi towarzyszyć w wyprawie? - Dopytałem, podświadomie znając odpowiedź.
- Chętnie. - Miauknął, po czym po raz kolejny otarł się o mnie, okazując wsparcie.
Szczerze się ucieszyłem, chociaż nasza wyprawa zajmie parę wschodów słońca. Musieliśmy dobrze się przygotować, oraz poinformować klan.
Chociaż tym zajął się Czapli Potok, bo gdy wróciłem do centrum obozu z medykiem, on był w trakcie mówienia.
- Oh! Mokry, jesteś. Chodź! - Zwrócił się do mnie, na co zastygłem zestresowany w miejscu.
Dopiero dotyk Jeżyka sprowadził mnie na ziemię.
Wszedłem na nieduże podwyższenie, patrząc z góry na klan. Te zaciekawione, znajome pyski.
- Otóż...um...wybiorę się do Księżycowej Zatoczki. - Zacząłem, nie zdradzając swojego stresu. - W tym czasie proszę was o zajęcie się obozem.
- A kto zostanie zastępcą? - Usłyszałem w tłumie Zakręcone Ucho.
Właśnie! Zastępca, zapomniałem! Musiałem kogoś wybrać, by pod moją nieobecność zajął się klanem...
Przez te kilka uderzeń serca przemyślałem wszystkie swoje pomysły. Z wielką chęcią wybrałbym Zakręcone Ucho, gdyby nie jego wiek, podobnie z Pliszkowym Krokiem. Przypomniałem sobie kotkę, która zawsze okazała mi pomocną łapę, dawała rady. Hah, Błękitna Cętka może być dumna.
- Zastępcą zostanie Chabrowa Bryza - ogłosiłem, szukając wzrokiem kotki. - Liczę na ciebie oraz na was wszystkich. Mam nadzieję, że zgadzacie się z moją decyzją.
Córka Błękitnej Cętki nie ukryła swojego zaskoczenia, gdy koty przyszły jej pogratulować. Narcyzowy Pył gdzieś w tle zaczął teatralnie wylewać łzy, że to nie on będzie zastępcą, a jego siostra. Uśmiechnąłem się ciepło na ten widok. Wiedziałem, że kotka dobrze sobie poradzi.
Koty następnie chętnie wyraziły aprobatę, by to właśnie Chaber zajęła się klanem.
Zakończyłem spotkanie, a gdy wszyscy mi pogratulowali, odnalazłem ponownie Jeżową Ścieżkę.
- Przygotuję zioła na podróż - zaczął, nim zdążyłem pomyśleć nad swoją wypowiedzią. - Tylko pamiętaj, by nie jeść przed podróżą. Kiedy chcesz iść?
- Chyba jak najszybciej? - Zapytałem, czekając na oczywistą radę.
- Jutro rano. - Postanowił.
- Podróż zajmie nam dwa dni w jedną stronę, jak się nie mylę. - Zacząłem, rozważając w głowie wszystkie możliwe scenariusze.
Największym problemem mogą okazać się sąsiednie klany.
Jeżowa Ścieżka kiwnął głową z poważną miną. Obydwaj zdawaliśmy sobie sprawę z wagi naszej wyprawy. O ile nic nam nie przeszkodzi, wrócimy cali i zdrowi.
- Chcesz zjeść ze mną kolację? Byłem dziś na polowaniu, powinien zostać jakiś gołąb... - Zacząłem, kierując się do stosu ze zwierzyną, z której wyciągnąłem wspomnianego ptaka, a Jeżowa Ścieżka wybrał drozda.
Polowanie na ptaki to prawdziwa udręka, ale było warto, jeśli ktoś mógł się najeść.
Gdy jednak chciałem wziąć kęs, zastygłem nad ptakiem. Dopadły mnie mdłości i stres przed jutrzejszą wyprawą.
Odetchnąłem parę razy, by nie martwić przyjaciela brakiem apetytu. Ociągając się zjadłem posiłek.
- No to, do jutra - zaczął Jeżyk, a ja machnąłem ogonem.
- Wyśpij się. - Mruknąłem troskliwie.
Dzisiejszą noc spędzę już w legowisku lidera, na świeżym, wymienionym mchu. Sam, bez ciepła ciał innych kotów.
//Jeżowa Ścieżko, jak chcesz możesz odpisać :> //
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Po śmierci Różanej Przełęczy, Sójczy Szczyt wybrała się do Księżycowej Sadzawki wraz z Rumiankowym Zaćmieniem. Towarzyszyć im miała również Margaretkowy Zmierzch, która dołączyła do nich po czasie. Jakie więc było zaskoczenie, gdy ta wróciła niezwykle szybko cała zdyszana, próbując skleić jakieś sensowne zdanie. Z całości można było wywnioskować, że kotka widziała, jak Niknące Widmo zabił Sójczy Szczyt oraz Rumiankowe Zaćmienie. W obozie została przygotowana więc zasadzka na dymnego kocura, który nie spodziewał się dziur w swoim planie. Na Widmie miała zostać wykonana egzekucja, jednak kocur korzystając z sytuacji zdołał zabić stojącą nieopodal Iskrzącą Burzę, chwilę potem samemu ginąc z łap Lwiej Paszczy, Szepczącej Pustki oraz Gradowego Sztormu, z czego pierwszą z wymienionych również nieszczęśliwie dosięgły pazury Widma. Klan Burzy uszczuplił się tego dnia o szóstkę kotów.W Klanie Klifu
Plotki w Klanie Klifu mimo upływu czasu wciąż się rozprzestrzeniają. Srokoszowa Gwiazda stracił zaufanie części swoich wojowników, którzy oskarżają go o zbrodnie przeciwko Klanowi Gwiazdy i bycie powodem rzekomego gniewu przodków. Złość i strach podsycane są przez Judaszowcowy Pocałunek, głoszącego słowo Gwiezdnych, i Czereśniową Gałązkę, która jako pierwsza uznała przywódcę za powód wszystkich spotykających Klan Klifu katastrof. Srokoszowa Gwiazda - być może ze strachu przed dojściem Judaszowca do władzy - zakazał wybierania nowych radnych, skupiając całą władzę w swoich łapach. Dodatkowo w okolicy Złotych Kłosów pojawili się budujący coś Dwunożni, którzy swoimi hałasami odstraszają zwierzynę.W Klanie Nocy
Świat żywych w końcu opuszcza obarczony klątwą Błotnistej Plamy Czapli Taniec. Po księżycach spędzonych w agonii, której nawet najsilniejsze zioła nie były mu w stanie oszczędzić, ginie z łap własnego męża - Wodnikowego Wzgórza, który został przez niego zaatakowany podczas jednego z napadów agresji. Wojownik staje się przygnębiony, jednak nadal wypełnia swoje obowiązki jako członek Klanu Nocy, a także ojciec dla ich maleńkiego synka - Siwka. Kocurek został im podarowany przez rodzącą na granicy samotniczkę, która w zamian za udzieloną jej pomoc, oddała swego pierworodnego w łapy obcych. W opiece nad nim pomaga Mżawka, młodziutka karmicielka, która nie tak dawno wstąpiła w szeregi Klanu Nocy, wraz z dwójką potomków - Ikrą oraz Kijanką. Po tym wydarzeniu, na Srebrną Skórkę odchodzi także starsza Mrówczy Kopiec i medyczka, Strzyżykowy Promyk, której miejsce w lecznicy zajmuje Różana Woń. W międzyczasie, na prośbę Wieczornej Gwiazdy, nowej liderki Klanu Wilka, Srocza Gwiazda udziela im pomocy, wyznaczając nieduży skrawek terenu na ich nowy obóz, w którym mieszkać mogą do czasu, aż z ich lasu nie znikną kłusownicy. Wyprowadzka następuje jednak dopiero po kilku księżycach, podczas których wielu wojowników zdążyło pokręcić nosem na swoich niewdzięcznych sąsiadów.W Klanie Wilka
Po terenach zaczynają w dużych ilościach wałęsać się ludzie, którzy wraz ze swoją sforą, coraz pewniej poruszają się po wilczackich lasach. Dochodzi do ataku psów. Ich pierwszą ofiarą padł Wroni Trans, jednak już wkrótce, do grona zgładzonych przez intruzów wojowników, dołącza także sam Błękitna Gwiazda, który został śmiertelnie postrzelony podczas patrolu, w którym towarzyszyła mu Płonąca Dusza i Gronostajowy Taniec. Po przekazaniu wieści klanowi, w obozie panuje chaos. Wojownikom nie pozostaje dużo możliwości. Zgodnie z tradycją, Wieczorna Mara przyjmuje pozycję liderki i zmienia imię na Wieczorną Gwiazdę. Podczas kolejnych prób ustalenia, jak duży problem stanowią panoszący się kłusownicy, giną jeszcze dwa koty - Koszmarny Omen i Zapomniany Pocałunek. Zapada werdykt ostateczny. Po tym, jak grupa wysłanników powróciła z Klanu Nocy, przekazując wieść, iż Srocza Gwiazda zgodziła się udzielić wilczakom pomocy, cały klan przenosi się do małego lasku niedaleko Kolorowej Łąki, który stanowić ma ich nowy obóz. Następne księżyce spędzają na przydzielonym im skrawku terenu, stale wysyłając patrole, mające sprawdzać sytuację na zajętych przez dwunożnych terenach. W międzyczasie umiera najstarsza członkini Klanu Wilka, a jednocześnie była liderka - Stokrotkowa Polana, która zgodnie ze swą prośbą odprowadzona została w okolice grobu jej córki, Szakalej Gwiazdy. W końcu, jeden z patroli wraca z radosną nowiną - wraz z nastaniem Pory Nagich Drzew, dwunożni wynieśli się, pozostawiający po sobie jedynie zniszczone, zwietrzałe obozowisko. Wieczorna Gwiazda zarządza powrót.W Owocowym Lesie
Społeczność z bólem pożegnała Przebiśniega, który odszedł we śnie. Sytuacja nie wydawała się nadzwyczajna, dopóki rodzina zmarłego nie poszła go pochować. W trakcie kopania nagrobka zostali jednak odciągnięci hałasem z zewnątrz, a kiedy wrócili na miejsce… ciała ukochanego starszego już nie było! Po wszechobecnej panice i nieudanych poszukiwaniach kocura, Daglezjowa Igła zdecydowała się zabrać głos. Liderka ogłosiła, że wyznaczyła dwa patrole, jakie mają za zadanie odnaleźć siedlisko potwora, który dopuścił się kradzieży ciała nieboszczyka. Dowódcy patroli zostali odgórnie wyznaczeni, a reszta kotów zachęcana nagrodami do zgłoszenia się na ochotników członkostwa.Patrole poszukiwacze cały czas trwają, a ich uczestnicy znajdują coraz to dziwniejsze ślady na swoim terenie…
W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Jasne, że odpisze ^^
OdpowiedzUsuń💙 to będzie kolejna sesja~~
Usuń