— Nie miauczysz za dużo. Uważam, że jesteś uroczym kocurkiem. — miauknęła spokojnie Żabi Skok, chociaż zaczęła się już rozglądać za przyjaciółką. Jakoś nie widziała się w roli opiekunki, chociaż chyba nie wypadła aż tak źle?
— Oczywiście. Mogę ci pokazać jeszcze inne moje wspaniałe cechy.
Poruszyła wąsami.
— Może innym razem? — miauknęła, dostrzegając powracającą przyjaciółkę.
Przy boku Miedzianej Iskry, szły dwie koteczki. Kaczuszka i Fasolka. Kotki poruszały wąsikami, machając wesoło ogonkami. Widać, że z czegoś bardzo się cieszyły. Po uśmiechu Miedzi, Żabka nabrała pewności, że szykuję się dzień mamy z dziećmi. Zatem nie chciała przeszkadzać. W końcu powinni nabierać coraz lepszej więzi rodzinnej, żeby w przyszłości móc na sobie polegać, niezależnie od wszystkiego.
— Idź do mamy. — ostrożnie ogonem popchnęła Piórko bliżej Miedzianej Iskry. Jej ruch był powolny i niepewny. Kociak był tak mały, że obawiała się, że może go uszkodzić. Klanie Gwiazdy, gdyby mu coś zrobiła, już mogłaby się pożegnać z klanem! — Miło było was poznać.
Otarła się o bok Miedzianej Iskry na pożegnanie, zanim udała się do wyjścia ze żłobka, szybko przechodząc na właściwą stronę obozu. Serce biło jej szybciej. Oj, nigdy więcej spotkań z kociętami. Westchnęła z ulgą, kładąc się przed legowiskiem wojowników. Teraz znowu była odpowiedzialna wyłącznie za siebie.
***
Tak jak podejrzewała, czas minął zaskakująco szybko. Zanim zdążyła krzyknąć "mysz", kocięta Miedzianej Iskry były już na tyle duże, żeby opuścić żłobek, stając się uczniami. Jedynie Fasolka zdecydowała się na obranie ścieżki medyka, wówczas gdy jej rodzeństwo szkoliło się na wojowników. W obozie znowu było głośno. Mimo śmierci kilku bliskich, szlachetnych wojowników, pojawiły się też dobre wiadomości, jak narodziny kolejnych kociaków. Żłobek nigdy nie będzie już pusty. Klan Wilka trzymał się dobrze, samotność im na pewno nie groziła.
Kotka właśnie jadła szpaka, którego sama upolowała podczas polowania z Ciężkim Krokiem oraz Słonecznym Zmierzchem, gdy jakiś cień pojawił się blisko niej. Pora Nowych Liści była piękna i ciepła. Wojowniczka czuła promienie słońca, ocierające się o jej futro. Gdy podniosła głowę, jej ślepka spotkały się z tymi Pierzastej Łapy.
— Witaj — miauknęła cicho. Została jej jeszcze połowa zwierzyny. Tak dawno nie jadła, że czuła burczenie w brzuchu nawet wtedy, gdy była najedzona. — Coś się stało?
<Piórko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz