BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

09 listopada 2015

Od Morningdew CD Thunderstar

Od Morningdew

Bardzo zdziwił mnie widok pary kotów. Sądziłam, że klan Thunderstara będzie większy i silniejszy, a zamiast potężnej armii wojowników stały przedemną ledwie dwa kociaki. Oboje wyglądali na starszych odemnie, jednak mogłabym postwaić swoją lewą, przednią łapę, że w porównaniu ze mną lub przywódcą to tylko dwa niedoszkolone kociaki. Hawkfrost swoją budową nie przypominał mi żadnego, mężnego kocura jakiego znałam. Może nawet mój ojciec... nie no, przesadziłam... Jestem jednak pewna, że nawet ten niezdara - Desertstar byłby w stanie go pokonać. Kocur ten nie miał bowiem żadnej cechy, która w jakikolwiek spobób mogłaby wzbudzić we mnie respekt. Co do kotki sprawiała wrażenie takie, jakie sprawia prawie każdy medyk - była drobną, uroczą kotką. Jej rude łaty ułożone były w nietypowych miejscach. Na widok samicy byłam niemalże pewna, że klan ten długo nie pożyje.
- Witaj! - uśmiechnęła się do mnie Redtail. Byłabym zwróciła złapaną wcześniej mysz, gdybym usłyszała jeszcze raz słowo tak uroczo i słodko powiedziane.
- Heej Redtail - westchnęłam niepewnie. Próbowałam robić jak najlepszą minę do złej gry. - Jesteś medyczką? Mam nadzieję, że dobrą. Czasem można mieć takiego pecha, że nawet niewinne polowanie na mysz zada ci poważne blizny.
Wypowiedziawszy te słowa wskazałam wzrokiem moje lewe ucho. Nawet mimo ciemności drobne obdarcie było doskonale widoczne. Może pochodzenie blizny nie było do końca prawdą, ale opowieść wywarła na kotce pewne wrażenie. Kątem oko dostrzegłam, że Thunderstara nie ma przy nas. Rozejrzałam się wokoło i dostrzegłam go w wyjściu z obozu.
- Zostawiasz nas? - zawołałam dość głośno.
- Ktoś musi patrolować tereny - mruknął. Szybko do niego podbiegłam.
- Ale przywódcy nie przystoi! - zawołałam stanowczo. - To zadanie wojowników.

< Thunderstar?>

Winterheart! (Klan Wschodu)

 
Winterheart|wojownik|Klan Wschodu

Crystalstream! (Klan Nocy)

 

 
 
Crystalstream|wojownik|Klan Nocy
 


Przepraszam :c

Przepraszam za moją nieobecność, wstawiam już wszystkie opowiadania i koty.
Wolfstar jest tępym leniem, który za tydzień znów zrobi to samo.

06 listopada 2015

Od Darkheart'a

Obudziły mnie promienie słońca, które z trudem przeciskały się przez wiecznie zielone gałęzie, otaczające legowisko wojowników. Z żalem opuściłem wygodne i ciepłe posłanie z liści paproci, mchu i trawy, wiedząc, że dni robią się coraz zimniejsze. Przeszedłem przez niewielki otwór, między gałęziami i znalazłem się na polance o trawie wdeptanej w ziemię, przez masę kocich łap. Zimne powietrze pachniało zbliżającą się zimą i ostrym zapachem Klanu Wilka. Przeciągnąłem się, wyciągając łapy jak najdalej przed siebie i szarpiąc pazurami zmrożoną trawę. Po chwili skończyłem gimnastykę. Z mojego pyszczka unosiła się para wodna, przypominająca biały dym w chłodnym powietrzu. Klan jeszcze spał, więc bez trudu przedostałem się przez krzaki okalające nasz obóz. Spojrzałem za siebie i prychnąłem coś o tym, że nasz patrol to tylko dodatkowe pyski do wykarmienia, które zamiast pilnować śpią sobie smacznie na ciepłym posłanku. Zimny powiew wiatru zmierzwił moje czarne futro, przywołując mnie do rzeczywistości. Przecież nie opuściłem legowiska bez powodu! Wolnym i bezszelestnym krokiem oddaliłem się od klanu pogrążonego we śnie. Ziemia była twarda pod łapami i pokryta cieniutką warstwą lodu, jakby Pora Nagich Drzew powoli zaczęła wkraczać na tereny klanów. Po kilku minutach szybkiego truchtu znalazłem się w bliskim sąsiedztwie z innym klanem. Rozchyliłem pyszczek by lepiej czuć zapachy i wciągnąłem powietrze. Od razu wyczułem mocną woń, przypominającą Klan Wilka, lecz o trochę łagodniejszym zapachu, przywodzącym na myśl rozgrzane w słońcu skały. To musiał być Klan Klifu z którym PODOBNO mamy sojusz. Nerwowo machnąłem ogonem i ruszyłem w kierunku granicy. Od linii zapachu obcego klanu dzielił mnie tylko wąski strumyk i linia drzew. Znalazłem się w miejscu, gdzie ziemię pokrywały sosnowe igły i gruba warstwa ściółki, której nie zdołał zamrozić lód. Zacząłem węszyć w ściółce i nerwowo nasłuchiwać. Po chwili do moich uszu doszedł upragniony dźwięk - popiskiwanie nornic, które mościły się do snu po męczącej nocy. Na mój pyszczek wypłynął szyderczy uśmieszek.

~*~

Złapaną zdobycz, cztery tłuste nornice i małą ziębę, zakopałem głęboko w poszyciu lasu by nie dobrały się do nich inne drapieżniki. Później wrócę i zaniosę łup do obozu, gdzie każdy będzie mógł się nim pożywić. Głód skręcał mi żołądek i miałem ogromną ochotę skubnąć choć odrobinę świeżego mięsa. Pamiętałem jednak najważniejszą regułę Klanu, mówiącą o tym, że każdy wojownik zanim zje musi nakarmić klan. Nie chciałem świeżo po dołączeniu łamać kodeksu i narażać się liderowi. Poza tym przed dołączeniem tu, wiele księżycy temu należałem do klanu i pewne nawyki weszły mi w krew. Mimo, że przez pewien czas były uśpione, teraz miały okazję obudzić się z długiego snu i znów dać o sobie znać. Oblizałem się po wąsach i oddaliłem od zakopanej zwierzyny. W pobliżu nic więcej nie dawało żadnych znaków swojej obecności. Widać wszelka zwierzyna wyczuła strach i śmierć pozostałych stworzeń i teraz kuliła się w swoich norach, nie zamierzając choćby wystawić nosa. Chyba nic tu już nie upoluję... mruknąłem do siebie w myślach. Mimo to uparcie skradałem się w kierunku granicy, licząc, że przy niewielkim strumyku złapią jakąś żylastą myszkę, na tyle głupią by szukać jedzenia w moim towarzystwie. Nagle mój wzrok przykuł ledwie dostrzegalny ruch po drugiej stronie strumyka. Znieruchomiałem, strzygąc uszami i wpatrując się w tamto miejsce. Po chwili zacząłem wątpić, czy to aby wyobraźnie nie spłatała mi figla, gdy znów to dostrzegłem. Skrawek czarnego futra, ginący za splątanymi gałęziami karłowatych drzewek. Otworzyłem pyszczek i wciągnąłem powietrze. Od razu wyczułem członka Klanu Klifu. Nie spotkałem jeszcze żadnego z nich, więc nie mogłem powiedzieć kto czai się po drugiej stronie wody. Zmrużyłem oczy z zaciekawienia i podążyłem za tropem, niewidoczny pośród zielonych gałęzi iglastych drzew, które zwieszały się aż do ziemi. Po kilku długościach lisa, kot w końcu raczył się pokazać. Z plątaniny gałęzi wyszła smukła czarna kotka o złocistej gwieździe na czole, przez którą rozpoznałem w niej liderkę. Czarna nie miała jednego oka, za to drugie było złocisto - żółte. Swobodnym krokiem zbliżyła się do strumienia i zaczęła chłeptać zimną wodę. Nagle dostrzegłem za nią ruch, który nie spowodował żadnego szelestu. Przez lukę w krzakach, w których owo zwierzę się poruszało dostrzegłem rudo - brązową sierść. Po chwili rude stworzenie wyszło na otwartą przestrzeń. Było chude i ledwie większe od kota, jego długi i wąski pysk napawał mnie odrazą, tak samo wielkie uszy i smukła kita zakończona białą ciapką. Lis. Młody, który ledwie odłączył się od matki. Los mu nie sprzyjał. Chude ciało o lekko skołtunionej sierści, zakrzywiony i wyleniały ogon, a całości dopełniała brzydka blizna ciągnąca się od pyska, aż po kark. Załzawione, żółtawe oczy wbił w niczego nieświadomą kotkę, mimo paskudnego stanu poruszał się cicho, zapewne licząc na łatwy łup. Sama liderka obcego klanu niewiele dla mnie znaczyła, ale fakt, że jej zabójcą miał być lis, znaczył bardzo dużo. Nie znosiłem tych zwierząt i miałem ku temu powód. Mnóstwo księżycy temu, kiedy byłem małym kociakiem do obozu naszego klanu wdarły się trzy lisy - młode samce szukające rozrywki i świeżego mięsa. Mimo młodego wieku, były dobrze wykarmione, silne o błyszczącej, gęstej sierści. W walce również dorównywały starszym osobnikom, tyle, że te były pełne energii i zwinne jak żmije. W walce z nimi zginęło dwóch wojowników, jeden terminator i kociak ... moja siostra. To był czarny dzień dla mojego klanu. Potrząsnąłem głową i odegnałem dawne wspomnienie, jak natrętną muchę. Skupiłem spojrzenie dwukolorowych oczu na drapieżniku, który powoli szykował się do skoku... Nie traciłem czasu na zbędne miauczenie. Wyskoczyłem z krzaków, jednym susem przeskoczyłem strumień i z syknięciem skoczyłem na lisa. Zdezorientowany psowaty, niezgrabnie odchylił się do tyłu w wyniku czego moje pazury, zamiast wydrapać mu oko, rozcięły pysk. Wylądowałem na ziemi, zwinnie obracając się w kierunku przeciwnika. Lis spojrzał na mnie i obnażył żółte kły. Syknąłem i machnąłem mu uzbrojoną w szereg pazurów łapą, tuż przed oczami. Zza mnie doszło jeszcze inne syknięcie, jego niedoszłej ofiary. Lis warknął i uciekł w głąb lasu, nadal pozostawając na terytorium Klanu Klifu. Obróciłem się w kierunku czarnej kotki, niepewny jej reakcji. Niby uratowałem jej życie, a przynajmniej oszczędziłem jej kilku ran jakich mogła się nabawić w starciu z lisem, jednak nikt mnie o to nie prosił. Może nie życzyła sobie pomocy? Tak więc nie schowałem pazurów gdy spojrzałem w jej żółte oko i bliznę po drugim.

< Unexpectedstar?>

Od Thunderstar'a CD Morningdew

Spojrzałem na kotkę. Uśmiechnąłem się nieznacznie.
- Dobrze więc ale pozwól że przeprowadzę jeszcze jeden test.- Powiedziałem wstając.
- Dobrze jaki więc?- Zapytała. Spojrzałem za siebie i skoczyłem na kotkę. Przygwoździłem ją do ziemi i czekałem na jej reakcję.
- Hej co to ma znaczyć?- Zapytała zdziwiona.
- Twój test. Spróbuj mnie teraz zrzucić.- Powiedziałem z uśmiechem. Kotka wysilała się ale nie udawało jej się to.
- Ale jak to? Czemu wcześniej Cię zrzuciłam a teraz nie?- Zapytała z rezygnacją. Zszedłem z niej i uśmiechnąłem się.
- Bo wtedy Ci na to pozwoliłem.- Mruknąłem.
- Będziemy tu stać czy też pozwolisz że oprowadzę Cię po terenach i zapoznam z członkami?
- Zgoda.- Stwierdziła. Oprowadziłem ją więc po terenach. Po kilku godzinach reszta członków zebrała się przed moją "jaskinią".
- Więc to jest Hawkfrost, wojownik a to Redtail, medyk.- Przedstawiłem resztę członków.
- Moi drodzy to jest Morningew.- Powiedziałem.
< Morningdew?>

05 listopada 2015

Od Mysteriousshadow'a CD Blackstar'a

 Ucieszyłem się, że spotkałem kogoś z mojego klanu. Bałem się, że to ktoś inny, ale tak czy siak niezbyt ucieszyłem się z widoku drugiego kota. To oznaczało... Rozmowę której chciałbym uniknąć.
- No to... Ja już muszę lecieć...
Powiedziałem i chciałem czmychnąć w jedyne znane mi miejsce: do mojej ciepłej i przytulnej jakmy.
- Ej no. Poczekaj...
Powiedział i zatrzymał mnie swoją potężną łapą.
- Ale po co? Ś... Śpieszę się gdzieś. Tak! Muszę gdzieś iść i to zaraz...
Powiedziałem, ominąłem szerokim łukiem Blackclaw'a i zacząłem szybko iść przed siebie. Nie słyszałem, żeby kocur szedł za mną więc westchnąłem i już zupełnie spokojny zacząłem sobie nusić pod nosem. Nagle zobaczyłem, że Blackclaw wyskakuje przede mnie. Zjeżyłem się przerażony.
 <Blackstar?>

Hawkfrost! (Klan Wschodu)

Hawkfrost|wojownik|Klan Wschodu


Od Morningdew

 Ilekroć myślałam o wszystkim, co porzuciłam moje serce przebijały szpony jakiegoś dziwnego, nieznanego wojownika. Ostatnie dziesięć księżyców sprawiło, że powoli przestałam wierzyć, że istnieje jakakolwiek nadzieja. Największy ból spotkał mnie jednak tak niedawno i był tak podły i okrutny... Dobrze zrobiłam. Kodeks Wojownika jest ważny, ale nie aż tak, aby pozwalać swojemu przywódcy na tak okrutne rzeczy. Żałuję, że zabiłam wtedy Waterstar. Była stara, ale nie zasłużuła na koniec z łap młodej uczennicy. Może gdybym tego nie zrobiła mój klan nadal by istniał, a Desertstar nie zniszczyłby naszych sąsiadów. Gdybym zamiast odrazu powiedzieć siostrze, że to nie przywódca zabił jej dzieci, a jej partner - zapobiegłabym temu wszystkiemu? Ach, Longfur! Ty jesteś w Klanie Gwiazd spokojna o wszystko, a ja muszę cierpieć jako morderczyni! Nie zasiądę obok ciebie, a trafię do Miejsca Gdzie Brak Gwiazd! Kochana siostro, opiekuj się tymi, którzy zdołali umknąć rzezi, którąśmy im zgotowały. Ty się opamiętałaś, kiedy ja zabijałam kocięta z zimną krwią. To nie nyłam ja. Nigdy nie pozbawiłabym życia bezbronnych kociąt! Ale... kogo ja oszukuję? Jestem tylko cieniem wędrującym między krzewami jerzyn. Cieniem własnej siebie. Nie zasługuję na drugą szansę.

Księżyc świecił tej nocy jasno, wysoko na niebie. Skłaniał mnie do myślenia. Niebo było bezchmurne i ukazywało cały Klan Gwiazd. Niezliczeni wojownicy, którzy upadli w wojnach między sobą. Czy pokój nie może istnieć? Czy wszyscy wojownicy muszą ze sobą walczyć? Niestety, chyba tak. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zapragnie walki. Kodeks Wojownika zabrania klanom łączyć się w jedno. A ja, jako wolny cień przechadzać się będę pomiędzy nimi.
Nagle dziwny szelest sprawił, że zakończyłam swe rozmyślania. Zatrzymałam sie i rozejrzałam wokoło. Nic nie zdołałam dostrzec w mroku lasu. Ostrożnie położyłam się na ziemi i nastawiłam uszu. Wciągnęłam powietrze do nosa. "W pobliżu jest kot!". Zanim zdążyłam zareagować wielka, czarna kupa futra przydusiła mnie do ziemi.
Wstałam gwałtownie zrzucając kota ze grzbietu. Teraz nasze szanse się bieco wyrównały. Czarny kocur zasyczał groźnie. Odwazjemniłam mu się podobnym gestem. Nasze mięśnie były naprężone, gotowe do ataku. Mierzyłam przeciwnika wzrokiem, gdzy nagle zobaczyłam na jego piersi złoty znak. Rozluźniłam się zaznaczając tym brak wrogości. On to zrozumiał i po chwili wylizywał swoją łapę.
- Kim jesteś? - spytałam. Kot zaczekał chwilę z odpowiedzią.
- Nazywam się Thunderstar i jestem przywódcą Klanu Wschodu - oznajmił mi z dumą.
- Ja jestem Morningdew. Jestem samotnikiem.
- Wiem, nie pachniesz jak kot z któregoś z sąsiednich klanów, ani jak domowy kociak.
- Domowy kociak? - prychnęłam pogardliwie. - Prędzej ty takiego przypominasz! Niewiele jest długowłosych wojowników. Moja siostra była jednym z nich, ale jej sierść zawsze była pokudłana i poklejona.
- Nie nudno ci tu? Jesteś całkiem sama...
- Może i jestem sama, ale idę o zakład, że mam w sobie więcej siły niż ty. W końcu nie każdy jest na tyle silny by zrzucić z siebie tak wielkiego i ciężkiego przywódcę!
- Źle mnie zrozumiałaś Morningdew. Potrzebuję pomocy. Mój klan jest bardzo mały, potrzeba mi członków z wolnego otoczenia. Jeśli jesteś taka silna, to tym bardziej cię chcę.
- Ile klanów jest w okolicy?
- Cztery.
- Więc wyraźnie jestem ci potrzebna - westchnęłam. - Chętnie stanę się częścią twojego klanu Thunderstar.

< Thunderstar?>

Od Blackstar'a CD Mysteriusshadow

Patrolowalem granice i wtedy zobaczyłem jakiegoś nowego kota w Klanie Wilka. Postanowiłem go wykorzystać i podążyć się pod jednego z nich. Wyszedłem zza drzewa. Kot był gotowy do ucieczki. Podszedłem parę kroków do kota.
- Jestem Blackclaw, z Klanu Wilka, a ty? - zapytałem, a te imię... wymyslilem to imię, bo by nie uwierzył że jest dwóch liderów.
- Mysteriusshadow z tego samego Klanu. Co tam robiłeś? - zapytał. Pewnie zorientował się, ze to było terytorium Klanu Nocy.
- Odwiedzalem moją... - chwila na zastanowienie - znajomą. - odpowiedziałem. Kot uspokoił się trochę. Martwilem się o to, ze spotkam kogoś od nich, a jeszcze bardziej, ze spotkam Mintleaf, albo Wolfstar'a.

<Mysteriusshadow?>