BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

01 grudnia 2024

Od Miodowej Łapy CD. Głupiej Łapy

Uczeń siedział prawie przy wyjściu w legowisku medyka, patrzył, jak Cisowe Tchnienie sama sortowała zebrany zapas ziół na Porę Nagich Drzew. Patrząc w to miejsce, czuł pustkę, jakby czegoś brakowało w tym miejscu, choć była tam jego matka to nie widział tam Skarabeuszowej Łapy, jego siostry. Teraz była tylko odrzutkiem społecznym z winy Sosnowej Gwiazdy, aż miał ciarki, gdy widział, jak Liderka jego klanu znęcała się nad jego siostrą i wyrwała jej ogon; ten obraz ciągle mu siedział w jego głowie i nie mógł się go pozbyć; był zbyt drastyczny. Jego wzrok skupił się na siostrze, która była zwinięta w kulkę gdzieś z tyłu. Tak bardzo chciał zamienić z nią kilka słów, powiedzieć, chociaż, że nie jest z tym sama, ale zamienienie z nią kilka słów kosztowałoby, jego i ją, niespodziewaną karę ze strony ich tyranki, zimniejszej nawet niż ten śnieg, który sypnął na ziemię. Rozmyślał przez chwilę, jakby tu ją przez chwilę uszczęśliwić, żeby na jej pyszczku pojawił się promienny uśmiech. Tak więc rozmyślając, jakby tu zadziałać wyszedł na zewnątrz i wdepnął w śnieg, zobaczył, że nie był dość kruchy, tylko się spłaszczył, a gdyby tak dało się z niego coś zrobić? Miodowa Łapa wymyślił, że zrobi miniaturkę w kształcie siostry, wziął śnieg w łapy i zaczął lepić jedną kulkę, na której miała stać głowa. Gdy była już zrobiona to kocur ukulał jeszcze mniejszą i postawił na pierwszej kulce. Wyglądało to, jak ciało z głową, tylko potrzebował teraz ogona, uszu, oczu i elementów twarzy. Poszedł niedaleko obozu szukać jakichś kamieni i patyków, jednak ziemia była zasypana śniegiem, więc musiał wygrzebać te przedmioty, na szczęście było to łatwiejsze niż szukanie zwierzyny. Przyniósł parę patyków i kamyczków znalezionych podczas szukania, więc zabrał się do roboty. Wziął krótki badyl i wbił go w tył rzeźby, sprawiając, że miała ogon, następnie z kamyczków zrobił oczka, następnie nos, a poniżej dorysował stworzonku uśmiech. Na koniec wziął patyki. Jeden dłuższy dał po prawej stronie głowy, a krótszy po lewej stronie głowy. Patrząc na gotową podobiznę Skarabeuszowej Łapy, był z siebie zadowolony. Ciekawe tylko jak jego siostra zareagowała na swoją miniaturową wersję ze śniegu, która stała blisko legowiska medyka.

<Głupia Łapo?>

[354 słowa]

[przyznano 7%]

Nowi członkowie Klanu Gwiazdy i Miejsca Gdzie Brak Gwiazd!

 



Powód odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna odejścia: Starość

Odeszła do Klanu Gwiazdy!




Powód odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna odejścia: Starość

Odeszła do Klanu Gwiazdy!



Powód odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna odejścia: Starość
Zasłużenie: Zdrada klanu, otwarte dyskryminowanie kotów o nie-rudym futrze, 

Odszedł do Miejsca gdzie Brak Gwiazd!

Od Głupiej Łapy Do Miodowej Łapy

Biały niczym kości śnieg był wszędzie. Zimno kuło w nos, uszy, poduszki łap, po prostu wszędzie. Poniekąd krajobraz uznałabym pewnie za piękny, gdyby… Świat nie byłby taki zamazany. Płakałam, po prostu nie wiedziałam, jak inaczej zareagować. Łzy strumieniem spływały mi po policzkach. Patrzyłam z utęsknieniem na legowisko medyka. Byłam winna i czułam się bezbrona. Nie mogłam nigdzie się schować. Czułam się jak zwierzyna, na którą ktoś polował. W legowisku uczniów i tak by nikt mi nie pomógł. Koty patrzyły się na mnie z ukosa, a ja nie miałam już siły. Nie mogłam wyjść z obozu bez opieki. Uczyłam się słabo, bardzo słabo… Cała byłam pobijana. Siniaki, choć ukryte pod futrem, były wszędzie. Treningi były zbyt wymagające. Jednak czy to była jej wina? Moja babcia… Choć starałam się tego nie czuć, poniekąd jej nienawidziłam. Nienawidziłam tego miejsca. Choć to ja byłam tu winna. To ja coś źle zrobiłam. To ja, nie oni. Bałam się ich, choć powinnam ufać klanowi. Jestem słaba. Jestem słabym kotem. Bardzo słabym. Powinnam ich się bać, może wtedy moje wady nie wyjdą na wierzch? Marzyłam o dniu, kiedy w końcu mi chociaż trochę wybaczą. Miałam wrażenie, że wyrwałabym sobie oczy z czaszki, jeśli mieli, by mi wtedy wybaczyć. Oddychałam ciężko i głośno. Czułam wstyd, jednak i tak imię już było skażone moimi własnymi czynami. Nie ważne co zrobię. Chyba nie powinnam się tak wpatrywać w legowisko medyka… Mój wzrok przeniósł się na liliowego kocura. Po chwili zdałam sobie sprawę, że jest to mój brat… biedny Miodowa Łapa. Patrzyłam na niego a on, jeszcze mnie nie zauważył. W końcu i tak nie może ze mną rozmawiać… Chciałabym móc z nim rozmawiać. Chciałabym móc wymienić z nim parę zdań. Jednak nie mogę. A nawet jeśli bym mogła, to przyniosłam mu taką hańbę. Raczej nie chciałby się do mnie odzywać. Jestem pchłą w futrze dla mojej rodziny… Przeszkadzam i szkodzę. Czy ich też boli to, że to zrobiłam? Czy mają do mnie żal?... Nie wiedziałam i na razie nie miałam jak się dowiedzieć. Zostało mi się tylko im przyglądać i próbować wyczytać coś z ich twarzy oraz oczu, z resztą nie udawało mi się to. Chociaż może tym razem? W każdym razie spróbuje. Przyglądając się mu, widocznie widziałam jego chude ciało. Wydawało mi się nawet trochę za chude… Czyżby go głodzili? Czyżby przeze mnie nie dawali mu jeść, tyle ile potrzebuje? Chociaż on zawsze był taki chudy. A reszta mojej rodziny nie wygląda na tak kościstych… Obserwowałam go, a łzy dalej leciały mi z oczu. W końcu szary odwrócił łeb. Spojrzał na mnie złocistymi oczami. Czy był zły, że na niego patrze? A może smutny? W każdym razie popatrzyłam na własne łapy, by go potencjalnie nie denerwować. Ogon przybliżam do siebie jeszcze bardziej, nie chciałam kusić losu, że się zdenerwuje i odgryzie mi jego resztki. Fakt był spokojnym kotem, ale nie chciałam ryzykować. Nie miałam na to sił. W końcu Sosnowa Gwiazda też poniekąd wydawała mi się spokojna, a w ramach kary mi go odgryzła.

[502 Słów]

<Miodowa Łapo?>

[przyznano 10%]

Od Pietruszkowej Łapy CD. Rysiej Łapy

Czekoladowa uczennica przyglądała się jasnej kotce, która stała po drugiej stronie brzegu. Krzyczenie z takiej odległości nie było niczym dobrym. Drapieżniki tylko czekały na tak nieuważne koty. Pietruszkowa Łapa poruszyła uszami i spojrzała w stronę, gdzie tereny Klanu Wilka i Klanu Klifu się spotykały. Kiwnęła pyszczkiem, chcąc zachęcić szylkretkę, by podeszła we wskazane miejsce. Nieznajoma kotka chwilę się zastanawiała, ale w końcu kiwnęła wyraźnie głową i pognała w stronę lasu. Pietruszkowa Łapa wiedziała, że musi przebiec więcej niż kot Klanu Wilka, dlatego od razu ruszyła przed siebie. Jak tylko mogła, skróciła całą drogę aż do kamieni, które z łatwością przekroczyła. Otrzepała się, lądując na trawie, po czym ruszyła bliżej granicy Klanu Wilka. Rozglądając się czujnie, szukała wzrokiem nieznajomej. Gdy już ją dostrzegła, zbliżyła się powoli. Obie kotki stały koło granicy na otwartej przestrzeni i wpatrywały się w siebie. Zapach otaczający jaśniejszą kotkę jasno wskazywał na młody wiek, chociaż pomimo tego już teraz była wysoka. Czekoladowa klifiaczka podeszła bliżej.
— Witaj, jesteś uczennicą Klanu Wilka, prawda? Ja nazywam się Pietruszkowa Łapa, a ty? — zapytała pręgowana, siadając na zimnej trawie. Przez jej ciało przeszedł dreszcz. Szybko otuliła się ogonem, dalej przyglądając się kotce.
— Cześć! Jestem Rysia Łapa i tak, szkolę się na wojowniczkę Klanu Wilka! — oznajmiła wesoło, podchodząc bliżej oznaczeń zapachowych. Szylkretowa kotka powąchała powietrze, chcąc jak najlepiej wyłapać zapach Pietruszkowej Łapy.
Kotka z Klanu Klifu podeszła bliżej, by również powąchać kotkę. Pachniała spokojem, a nagły atak nie wchodził w grę. „To kotka z Klanu Wilka. Powinnam jej ufać?” — pomyślała, ale przyjemny zapach Rysiej Łapy od razu ją przekonał, że może jej zaufać!
— A więc, Rysia Łapo, co tutaj robisz sama? — zapytała, wiedząc, że nie każdy uczeń może ot tak wychodzić z obozu. Pietruszkowa Łapa miała taką możliwość, ponieważ mentorka na to jej pozwoliła.

<Rysia Łapo?>

[291 słów; trening wojownika]

[przyznano 6%]

Od Bajkowej Stokrotki CD. Pszczelej Łapy (Zroszonej Łapy)

*Dawno przed tymi wszystkimi wydarzeniami z Pszczelą Łapą, gdy była jeszcze w Klanie Burzy, nie tak dawno od mianowania Bajkowej Stokrotki*

Wzrok Bajkowej Stokrotki przeniósł się na uczennicę, gdy tylko ta wypowiedziała jego imię. Jak to jest być wojownikiem? Aż samo zaczęło się zastanawiać, ponieważ wcześniej o tym tak nie myślało.
- Jest dość fajnie – powiedziało, zaczynając tym samym swoją wypowiedź – Możesz chodzić na większość ilość patroli, czy samemu na dłużej opuszczać obóz. Nie trzeba też wymieniać legowisk u starszyzny – mruknęło z uśmiechem, zadowolone z tego faktu – Niektórzy też mają własnych uczniów! Ale tak to jest dobrze. Czasem tylko to wszystko jest męczące... – przyznało, spuszczając na chwilę głowę – Jednak nie narzekam – zakończyło, odwracając głowę. Nagle zaczęło się zastanawiać, czy tak będzie wyglądać całe jego życie. Patrole, treningi, obowiązki... Jasne, lubiło to, tu był dom, Klan Burzy, jednak czy to naprawdę będzie robić przez całe życie? Wzrokiem powędrowało gdzieś daleko przed pierwszego członka patrolu. Ciekawiło go, co jest tam dalej, daleko poza terenami Klanu Burzy, czy innych klanów. Co tam się znajduje. Przecież tam mogło być wszystko! Ale co dokładnie? Chciało to zwiedzić. Odkryć te nieznane tereny. Ruszyć w podróż i po prostu żyć swoim życiem, jednak mimo wszystko czuło, że nie może. W końcu to było równoznaczne z odejściem z Klanu Burzy. A nie mogło tego zrobić ze względu na rodzinę. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że Pszczela Łapa znów się odezwała.
- Strasznie przepraszam Pszczela Łapo, ale się zamyśliłam! Możesz powtórzyć? – powiedziała ruda – Czasem już tak mam... Nawet nie do końca wiem dlaczego, ale nie ewidentnie nie zawsze umiem się skupić – zaśmiała się cicho i szybko przeniosła wzrok z powrotem na uczennice, wyrzucając z głowy swoje myśli i marzenie.

<Pszczela Łapo?>

Od Mewiej Łapy

Ciemna kita niewiele się odróżniała się mroku panującym w legowisku medyków. Jedynie jasna biel znajdująca się na piersi kotki oraz przepełnione zielenią ślipia. Była ostra. Nie za bardzo wesoła czy uśmiechnięta, totalne przeciwieństwo znanych kocięciu kotów. Zdawała się niezbyt tolerować towarzystwo kogokolwiek znanemu Bagiecie. Była niczym jeż. Kuła. Uczniowskie dziecie niezbyt napawało się radością na myśl o odwiedziny mrocznej księżniczki, czy jedzenia trawy. Obydwoje na pewno chcieli by ta wizyta trwała jak najkrócej, lecz w głowie medyczki pojawiła się jednak inna myśl. Jej oczy zabłysły nieznanym blaskiem, a ciemna sylwetka zniknęła gdzieś w odmętach lekarskiego łoża.
Coś padło przed ich łapy. Kawałek sosnowej gałązki. Ususzone igły skrywały pewne stworzonko. Bagietka przyglądało się mu z zaciekawieniem. Nie sądziło, że medyczka ma własne zwierzątko.
— Jak się wabi? — miauknęło zaciekawione wyciągając łapkę do dziwnego potworka.
Miał śmieszne ciałko. Brązowiutkie z ciemnym zadkiem. Stworzonko nieposłusznie zamiast skierować kroki do super puchatej łapuni Bagieci skierowała się w stronę medyczki. Ta pokręciła zdegustowana głową i zmiażdżyła robaka.
Żółte ślepka utknęły w obrazie martwego stworzonka nic nie rozumiejąc. Nieprzyjemny, kujący zapach dotarł do jego nozdrzy. Skrzywiło się, a oczka wypełniły się łezkami. Kocica posłała mu chłodne spojrzenie.
—Mam nadzieję, że zrozumiałeś. — wymamrotała. — Takie właśnie są brązowe istoty. Zepsute od środka.  Niczym błoto lepkie i brudzące. Pozbawione pożyteczności. Niczym Cuchnący Śledź, który przez swoją pierdołowatość wpadł do krzewu jeżyn i potem trzeba było się z nim cackać godzinami, bo ryczał jak zając. 
Kocie pisnęło i uciekło z płaczem. Ich medyczka była morderczynią. I nie kryła się ze swoimi zapędami. Bagietka wpadło z piskiem pod brzuszek mamy.
— Co się stało? Byłeś u Różanej Woni? — zapytała zaniepokojona kotka, głaszcząc przestraszone kocię.
Pokiwało łebkiem, zaciskając mocniej oczka.
— I co się stało? Mewo, bo zaczynam się martwić...
Bagietka jednak nie wykrztusiło z siebie ani jednego słowa. Nie umiało im to przejść przez gardło. Jedynie siedziało wtulone w matkę. 


[liczba słów 306]

[przyznano 6%]

Od Poranku CD. Mgiełki

Wyminął Bryzę w wyjściu z legowiska medyka i popędził za siostrą. Pora Nagich Drzew powitała ich kupą śniegu, w której każdy z uczniów się bawił. A przynajmniej zdecydowana większość. Jednak gdy tylko rudy znalazł się na białej polanie, nie mógł nigdzie znaleźć swojej siostry.
- Poranku pomocy, pomocy! – usłyszał nagle głos Mgiełki. Rozejrzał się, jednak nie zauważył znajomej sylwetki. Dopiero wtedy w oczy rzuciły mu się uszy kotki, prawie zakopanej w śniegu – Zapadłam się i nic nie widzę! – lamentowała kotka. Poranek powoli do niej podszedł, robiąc większe kroki. Może on nie zapadał się w śniegu jak jego siostra, mimo to poruszanie się w tym białym puchu dla niego było równie uciążliwe.
- Poranku?
- Idę – odparł kocur i spojrzał na Mgiełkę z góry. Ta dalej podskakiwała, jakby coś od dołu ją paliło w łapy. Z boku musiało to wyglądać zabawnie. Po chwili przyglądania się Chwast wyciągnął łapę w jej stronę, by ta mogła się nieco podnieść.
- Łap się, może cię wyciągnę, albo przynajmniej spróbujesz nieco wyżej stanąć – mruknął kocur, jednak wtedy Mgiełka za mocno złapała jego łapę. Pociągnęła go przypadkiem do siebie, starając się po nim wydostać z zagłębienia. Nim Chwast się obejrzał, leżał w śniegu.
- Mgiełko – powiedział, wypływając śnieg z pyska i starając się ignorować lekki ból. Po chwili zaczął próbować podnieść się na łapy, jednak bezskutecznie.
- Uważaj!
- Uważam. Tylko nie mogę już wstać – odparł rudy, czując na sobie ciężar. Ciało coraz bardziej go bolało – Mgiełko wróć do legowiska – poprosił, podnosząc głowę nieco do góry. Wszędzie dookoła widział śnieg. Kotka chwiejnie zaczęła się przemieszczać, aż w końcu znalazła się w bezpiecznym legowisku. Dopiero wtedy Poranek poczuł, jak ciało przestaje go boleć. Chwilę leżał jeszcze na ziemi, dopiero potem chwiejnie się podniósł.
- I co teraz? – zapytała Mgiełka, wychylając się z legowiska. Było widać, że jest rozczarowana faktem, że nie może tak beztrosko biegać w śniegu, bo jest za niska.
- Może przyniosę ci trochę śniegu? Albo razem coś wymyślimy – zaproponował rudy, powoli wracając do legowiska.
 
***
 
Wzrok miał wlepiony w ziemię. Głowa trochę go już bolała, jednak nie mógł przestać myśleć. Każdego dnia męczył się z tysiącem myśli, ponieważ nie umiał nad nimi zapanować. Bał się o Mroza, ale również o Mgiełkę i Pszczółkę, nawet jak były z nim. Bał się, że coś się stanie. Nawet jeśli Murmur przekonywała, on nie umiał uwierzyć. Nie był pewny tego wszystkiego. Czuł się strasznie zagubiony i wiele więcej. Miał już dość tego swojego rozmyślania. Niektórzy mogli zauważyć, że coś jest nie tak. Nawet jeśli w jego wyrazie nic się nie zmieniło, zachowanie dalej było podobne, bardzo się denerwował. Nie wiedział, co robić. Nic nie mógł zrobić, przecież był tylko głupim uczniem, który postanowił uciec ze swoją mentorką, słysząc o jakimś zgniłym owocu. Dlaczego nie przekonywał Mroza dalej? Mógł. Nie zrobił tego. Od razu wstał, zaczynając chodzić w kółko. Wzrok jednak dalej miał utkwiony w ziemi, jakby kompletnie odpłynął i reszta jego towarzyszy pewnie zaczęła tak myśleć.
- Poranku – Mgiełka podeszła do brata, lecz on nie zareagował – Hej, Poraneczku – dalej nic – Poraneczku? Chwaściku? – wtedy kotka położyła łapę na jego ramieniu. Ten zatrzymał się i spojrzał na nią – Coś się stało? – zapytała kotka. Na początku rudy nie wiedział, co tak właściwie się działo. Dopiero po chwili wrócił do rzeczywistości i doszły do niego słowa siostry.
- Nie, nic się nie stało – odparł Chwast, nie odrywając wzroku od Mgiełki. Nikomu nie mówił o swoich obawach, zwłaszcza siostrom. Dlatego kłamał. Miały już za dużo na głowie. Było widać, że Mgiełka przejęła się tą ucieczką, nie potrzebowała dodatkowo jego myśli. Nikt nie potrzebował, a to on powinien potrafić je "wyłączyć". Przynajmniej tak myślał.
- Znów zapomniałeś? – zapytała nagle kotka, a jej brat przekręcił lekko głowę.
- Czego?
- Imienia, Poraneczku – przypomniała mu. Ten nie odezwał się. Pamiętał, co siostra mówiła ostatnim razem, gdy wyznał jej, że zapomniał imienia. "...to trochę jak nie pamiętać kim się jest.", "...to źle, że mówisz na siebie Chwast i częściowo ma rację...". Nie wiedział wtedy, co o tym wszystkim myśleć. To przecież tylko imię. Dlaczego miał być Porankiem, skoro nie lubił wschodów słońca? Nie lubił słońca. Jednak to martwiło Świergot i chyba też Mgiełkę. Poranek starał się więc ograniczyć w ich obecności używania tego "gorszego" imienia. Jednak dalej zapominał. A teraz było to spowodowane gonitwą myśli.
- Ja nie zapomniałem – skłamał Chwast – Zamyśliłem się tylko. To nic takiego – oznajmił cicho, unikając wzroku siostry. Ta szybko to wyłapała i przekręciła głowę. W ciszy przyglądała się bratu, który coraz bardziej pragnął zająć się czymś innym.
- Co się stało? – zapytała, a rudy wbił wzrok w ziemię.
- Nic, mówiłem już – odparł. Sam uważał to wszystko za "nic". W końcu były to tylko myśli. To on nie umiał nad nimi zapanować jak reszta.
- Poraneczku coś się stało, widzę to – powiedziała Mgiełka, a jej brat pokręcił przecząco głową.
- Nic, Mgiełko nic się nie dzieje – mruknął Chwast i już chciał zmienić temat, jednak kotka dalej ciągnęła to samo. Ależ ona była uparta.
- Poraneczku. Możesz mi powiedzieć, nie ufasz mi?
- Ufam – oznajmił kocur – Ale nic się nie dzieje. Nie musisz się martwić – powiedział.
- Skoro ufasz, to dlaczego nie chcesz mi powiedzieć? Od kilku dni dziwnie się zachowujesz! Widać to, naprawdę. Co się stało? – dopytywała uczennica. Kocur tylko przewrócił oczami.
- Ty też dziwnie się zachowujesz, widać, że cię coś męczy – odparł, a kotka tylko westchnęła, spuszczając głowę – Tęsknisz, prawda? – zapytał, podchodząc nieco bliżej siostry. Nawet jeśli miał dość jej pytań i najchętniej już by sobie poszedł, nie mógł jej zostawić, widząc, że coś ją gryzie. Była dla niego bardzo ważna, jak reszta rodzeństwa. Nie chciał, by męczyła się z czymś sama.
- Zostawiłam przyjaciół i Mroza! A przecież coś może się im stać...
- Wszechmatka się nimi zajmie – mruknął Poranek, sam już w to nie wierząc. Nie umiał już w to uwierzyć. W jego głowie pojawiało się za dużo scenariuszy, by móc uwierzyć, że wszystko będzie "dobrze" – Nic im się nie stanie – przekonywał za to, chcąc przynajmniej przekonać Mgiełkę.
- Naprawdę? – na te słowa Chwast zamilkł. Co miał powiedzieć? Na pewno nie jego przypuszczenia i scenariusze.
- Tak – powiedział tylko, odwracając wzrok. Nastała chwila ciszy. Wszystko wskazywało na to, że się udało. Gdy już Poranek był pewien, że uczennica nie będzie dalej ciągnąć tematu, ta zapytała:
- To, co się stało?
- Nic. Mgiełko nic się nie stało, ile razy mam ci powtarzać? Jest dobrze – mruknął. Jednak się mylił. Coraz bardziej miał tego dość i chciał jak najszybciej zakończyć tę rozmowę.
- Nie jest – oznajmiła Mgiełka. Jej brat westchnął cicho, mając już tego dość. Dlaczego jego siostra była taka uparta? Jasne, wiedział, że ona chce dla niego dobrze i tak dalej, ale jednak on też chciał. Nie chciał jej martwić – Możesz mi powiedzieć Poranku.
- Nic mi nie jest – odparł kocur i wstał. Nie chciał dalej tego ciągnąć.
- Dlaczego kłamiesz?
- Nie kłamię. Stwierdzam fakty.
- Coś cię męczy.
- Wcale nie, po prostu jestem zmęczony – mruknął.
- Kłamiesz, przestań wreszcie kłamać!
- Nie kłamię.
- Od ucieczki jesteś dziwny, a teraz jeszcze unikasz rozmów! Przestań udawać. Widać, że coś jest nie tak. Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?
- Jest dobrze, uwierz w to Mgiełko – powiedział na koniec i wreszcie zaczął się oddalać. Nie chciał już rozmawiać z Mgiełką. Czy tak wyglądały kłótnie? Jeśli tak, to właśnie przeżył swoją pierwszą kłótnię z siostrą. Tak szczerze ta myśl mu się nie podobała. Nie chciał, by tak wyszło. Jednak Mgiełka była uparta i nie chciała dać za wygraną. "Choć może to moja wina? Ona chciała pomóc..." – znów zaczął rozmyślać – "Ona nic złego nie zrobiła.". Spojrzał jeszcze w stronę Mgiełki, która odwróciła od niego wzrok.

<Mgiełko?>
[1224 słów]

[przyznano 24%]

Od Poranku CD. Murmur

Uciekali. Byli daleko poza domem. Poranek dalej nie do końca wierzył w to wszystko. Wszystko wymykało się spod kontroli. Nawet nie wiedzieli, gdzie idą. "Może Mróz miał rację?" – pojawiło się w jego głowie, wywołując tym samym kolejną gonitwę myśli. Nawet opierająca się o niego siostra, nie mogła mu pomóc z tym wszystkim. Czuł się już przytłoczony. Dwa dni, a jego głowa naprawdę odpadała od nadmiaru informacji. Nie wiedział, co robić. Wtedy kątem oka zauważył, jak wymija ich Murmur. Medyczka podeszła do powalonego drzewa, oglądając je uważnie. Poranek przeniósł na nią swój wzrok, uważnie się przyglądać jej i drzewu. Szybko rzucił mu się w oczy fakt, że znalezisko miało trzy wejścia, które mogłyby się nadawać na ich kryjówkę. Murmur chyba myślała tak samo. Jej dwukolorowe oczy uważnie oglądały drzewo, wyglądające na silne. W końcu ruchem ogona zaprosiła bliżej siebie trójkę uczniów. Rudy kocur powoli ruszył w stronę swojej mentorki, uważając tym samym, by nic się nie stało Mgiełce, która jeszcze była trochę obolała po upadku.
- Tu się schowamy – oznajmiła i pokazała im dokładniej całe drzewo. Czyli tu mieli mieszkać przez następne dni, tygodnie, a może nawet księżyce? Ewidentnie na to wychodziło.
 
***

- Wszystko gotowe – oznajmił Poranek, podchodząc do swojej mentorki. Przez ostatnie godziny starali się jakoś przystosować drzewo do ich obecności. Uporządkowali zioła w odpiewiednim miejscu, zrobili prowizoryczne posłania i rozejrzeli się dookoła, wyszukując niepożądanych niebezpieczeństw. Murmur na jego widok lekko podskoczyła, oglądając się za siebie, lecz gdy tylko ujrzała rude futro swojego ucznia, od razu jej wyraz pyska się zmienił – Wyglądasz na zmęczoną – mruknął kocur i usiadł na ziemi – Powinnaś odpocząć.
- Wszyscy jesteśmy z-zmęczeni – odparła za to, jednak Poranek się nie odezwał. Może i był zmęczony, jednak nawet nie chciał się kłaść. Nie teraz. Najpierw musiał się upewnić, że w okolicy na pewno jest bezpiecznie, by choć trochę zmniejszyć swoje obawy.
- Wolę się rozejrzeć jeszcze po okolicy. Może znajdę coś ciekawego – powiedział w końcu rudy i wbił wzrok w ziemię, nie chcąc by mentorka wyłapała jego zmęczone spojrzenie.
- Chcesz pójść drugi raz? M-Może naprawdę lepiej odpocząć – oznajmiła Murmur – Przyda się to każdemu z nas... W końcu przeszliśmy długą d-drogę – przekonywała.
- Nie jestem zmęczony – skłamał za to Poranek i wstał – Będę się kręcić w okolicy. Wolę mieć pewność, że nic się nie stanie – oznajmił i ruszył przed siebie, zostawiając swoją mentorkę. Minął drzewo, przy którym siedziały jego siostry i poszedł dalej, nie przejmując się coraz większym zmęczeniem. Mijał drzewa i krzewy całe w śniegu. Czuł chłód, lecz na szczęście nie był on tak wielki, by kocurek nie mógł się przejść. W końcu spojrzał w szare, zachmurzone niebo. Był już prawie pewny, że tego dnia będzie sypać śnieg. Westchnął cicho. Gdyby był w obozie, biały puch pewnie nie zrobiłby na nim wielkiego wrażenia, jednak teraz ten biały puch mógł im zagrażać. W głowie pojawiła mu się kolejna myśl. Jednak na pojawienie się śniegu nie mieli wpływu.
 
***
 
Siedział sam gdzieś z boku. Wzrok miał wlepiony w ziemię. Słyszał rozmowy swoich sióstr gdzieś z boku, jednak sam nie chciał się do nich dołączyć. Jak zwykle zamiast integracji myślał. Jego głowa była znowu pełna myśli i wszelakich scenariuszy. Każdy z nich był prawdopodobny, a Poranek nie umiał przygotować się na każdy, co też go męczyło. W głowie pojawiła mu się nowa myśl, lecz idealnie wtedy kątem oka zauważył swoją mentorkę. Spojrzał w jej stronę. Wyglądała, jakby coś robiła. Bez chwili do stracenia wstał i podszedł do niej powoli, siadając obok. Wbił w nią wzrok, jak to miał w zwyczaju.

<Murmur?>
[576 słów]

[przyznano 12%]

Od Czereśni

Biały puch powoli pokrywał ziemię wokół Klanu Nocy. Śnieg nieprzyjemnie łaskotał poduszki łap kotów, wplątując się w gęste futra i tworząc kule, które trudno było rozbić. Woda, na szczęście, wciąż pozostawała wolna od lodu, lecz kto wie, jak długo to potrwa? Tymi rozważaniami z pewnością nie zaprzątała sobie głowy mała czarna kotka. Czereśnia siedziała na swoim posłaniu, ugniatając mech łapkami i obserwując otoczenie. Czuła wyraźną potrzebę zabawy z którymś z kociąt albo dorosłych kotów, lecz na horyzoncie nie dostrzegała nikogo chętnego. Czarna szylkretka podniosła się na swoje długie, choć wciąż niezgrabne łapki i ostrożnie zbliżyła się do wyjścia ze żłobka. Nikt dotąd nie wyjaśnił jej zasad panujących w klanie. Wiedziała tylko, jak nazywają się inne kocięta mieszkające razem z nią. Wystawiła łapkę poza żłobek, ale szybko ją cofnęła. Spojrzała na poduszkę łapy, którą teraz pokrywał biały, zimny osad. Po chwili jednak śnieg się stopił, pozostawiając po sobie nieprzyjemne uczucie wilgoci. Na jej nos spadł płatek śniegu, co skutecznie zniechęciło Czereśnię do dalszej eksploracji. Cofnęła się do środka, liznęła nos i skierowała się z powrotem na swoje posłanie. 
„To na zewnątrz... co to jest? To wcale nie jest fajne...” pomyślała, stawiając przednie łapki na miękkim mchu.
Nagle do pomieszczenia wdarły się dwa obce zapachy. Czereśnia natychmiast skryła się na swoim posłaniu, czujnie obserwując wejście. Pierwsza z przybyszy była smukłą, elegancką kotką. Jej futro było niemal całkowicie smoliście czarne, jedynie szyję i brzuch zdobiła biała plama. Miała oczy w kolorze trawy, a na uszach powiewały pędzelki, które od razu przykuły uwagę Czereśni.
Druga kotka, która weszła do żłobka, była w większości biała. Jedynie jej ogon i pyszczek zdobiły czarne plamki. Uszy tej kotki wydały się Czereśni dużo ciekawsze niż u czarnej — były bowiem wygięte do tyłu! Mała kocica aż podniosła się na cztery łapki, chcąc zobaczyć je z bliska. Szybko jednak przysiadła, kiedy jej wzrok przykuł dziwny, czerwony symbol na czole nieznajomej.
Obie kotki uważnie rozejrzały się po pomieszczeniu. Gdy dostrzegły czarną, szylkretową kulkę skuloną na posłaniu, od razu skierowały się w jej stronę. Źrenice Czereśni zwęziły się, a sama kocica cofnęła się o kilka kroków. Białą kotkę Czereśnia kojarzyła — spała z kociętami i często z nimi rozmawiała.
— Witaj, Czereśnio — przywitała się przyjaźnie biała kotka, przysiadając obok kociaka.
Ciemniejsza kotka, intensywnie pachnąca ziołami, wydawała się wyraźnie poirytowana sytuacją. Czereśnia szybko to wyczuła i z uwagą przyglądała się nieznajomej.
— To jest Różana Woń. Jest medykiem Klanu Nocy i pomogła ci, gdy trafiłaś do naszego klanu — wyjaśniła piastunka, spoglądając łagodnie na Czereśnię.
Mała kocica skinęła krótko głową, nadal wpatrując się w Różaną Woń. Z wyglądu jej nie pamiętała, ale zapach wydał się dziwnie znajomy.
— Tak jak mówi Kotewkowy Powiew, leczę koty w tym klanie. Nie mam zamiaru długo tu siedzieć, przyszłam tylko sprawdzić, czy wszystko z tobą w porządku — powiedziała medyczka z wyraźnym znużeniem w głosie.
Kotewkowy Powiew delikatnie popchnęła Czereśnię, by ta stanęła bliżej Różanej Woni. Ciemna kotka przyglądała się jej przez chwilę, po czym zaczęła ją obracać i badać. Czereśnia wyrywała się, robiąc wszystko, by uwolnić się z tej niezręcznej sytuacji. Medyczka przyłożyła uszy do jej klatki piersiowej, a potem nosa. Szybko doszła do wniosku, że kociak jest całkowicie zdrowy.
— Wszystko w porządku, nie słyszę płynów w płucach. Nie ma żadnych ran. A jak wygląda jej apetyt i ogólne rokowania jako kociaka? — zapytała jeszcze medyczka, zanim wyszła ze żłobka.
Czereśnia w tym czasie natychmiast umknęła na swoje posłanie, chowając się w mchu. Zmrużyła oczy i przyglądała się kotce z wyraźną urazą.
— Je całkiem nieźle, szybko przyzwyczaiła się do ryb. A jako kociak... — piastunka urwała na chwilę, spuszczając wzrok na podłogę. — Cóż, jest bardzo cicha, z nikim się nie bawi, choć słyszałam, jak czasem mówi do siebie. Poradzi sobie. Musi tylko oswoić się z nowym otoczeniem — dodała z pewnością w głosie.
Różana Woń skinęła krótko głową, po czym odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem opuściła żłobek. Wyglądała na zadowoloną z możliwości powrotu do swoich pozostałych obowiązków.
Czereśnia od razu się uspokoiła, gdy tylko medyczka zniknęła za wyjściem ze żłobka. Przysiadła na mchu i na nowo zaczęła uważnie przyglądać się otoczeniu. Piastunka trwała tuż obok, wyraźnie postanawiając nie opuszczać nowej podopiecznej.
— Jesteś głodna? — zapytała biało-czarna kocica, spoglądając na Czereśnię. Można było odnieść wrażenie, że zamierza zostać z kociakiem tak długo, jak będzie trzeba.
Czereśnia pokręciła głową, odmawiając. Wstała z posłania, podeszła na środek żłobka i zatrzymała się, wpatrując w coś wiszącego pod sufitem. Była to prowizoryczna „zabawka”, która natychmiast przyciągnęła jej uwagę. Kotewkowy Powiew zauważyła zainteresowanie małej i lekko rozbujała konstrukcję. Na ten widok źrenice Czereśni rozszerzyły się, a koniuszek jej ogonka zadrżał z ekscytacją.
— Skoro nie chcesz jeść, to opowiem ci trochę o Klanie Nocy. Na pewno wiele rzeczy tutaj jest dla ciebie nowe i dziwne — zaproponowała piastunka ciepłym tonem.
Czereśnia spojrzała na nią z uwagą, wyraźnie zainteresowana. Chciała wiedzieć więcej o tym, gdzie się znalazła, kim są te koty i co ją teraz czeka.
— Naszą przywódczynią jest Srocza Gwiazda. Jak każdy członek jej rodziny, ma na czole czerwony znak lotosu. To właśnie te koty są najważniejsze w klanie, a ich futra najczęściej mają czarno-białe barwy — zaczęła piastunka. — Należymy do Klanu Nocy, ale z czasem poznasz także inne klany. My specjalizujemy się w pływaniu i żyjemy w pobliżu wody. Nasza dieta opiera się głównie na rybach. Inne klany są trochę inne - nie przywiązują takiej wagi do wody jak my — tłumaczyła, delikatnie otulając Czereśnię swoim ogonem.
Mała kotka z napięciem słuchała każdego słowa. Choć była jeszcze bardzo młoda, zdawała się rozumieć wszystko, co mówiła piastunka. Po wypadku nie pamiętała nic ze swojego wcześniejszego życia, ale było możliwe, że z czasem odzyska wspomnienia. Na razie wszystko, co usłyszała, przyjmowała za pewnik. Jednak prędzej czy później zacznie analizować te informacje na własną łapę.
— W każdym klanie są różne role, które pełnią koty. Najwyższą rangą jest przywódca. Ich imię zawsze zawiera człon „Gwiazda”. Przywódca rządzi klanem, czuwa nad nami, ustala zasady, przeprowadza ceremonie i reprezentuje klan na zgromadzeniach — kontynuowała piastunka. Po krótkiej przerwie dodała: — O tych rzeczach opowiem ci jeszcze później. Teraz skupmy się na najważniejszych rolach.
Kotewkowy Powiew na moment się zawahała, zastanawiając się, czy nie przekazuje za dużo informacji naraz. Jednak jedno spojrzenie w bystre, skupione oczy Czereśni upewniło ją, że kociak jest w stanie wszystko zrozumieć.
— Zastępca to kot, który po śmierci przywódcy przejmuje jego obowiązki. Wyznacza patrole i pełni funkcje wojownika — przerwała na moment, by zaczerpnąć powietrza. — Medyk, czyli w naszym przypadku Różana Woń, to kot zajmujący się leczeniem. Zna zioła i choroby. Uczeń medyka to kot szkolący się na tę rolę, a jego drugi człon imienia to Łapa — dodała, robiąc krótką pauzę, by Czereśnia mogła przyswoić nowe informacje.
Mała szylkretka ugniatała swój ogonek łapkami, patrząc gdzieś w przestrzeń. Jak dotąd wszystko wydawało jej się sensowne.
— Asystent medyka to kot, który pomaga medykowi w codziennych obowiązkach. Wojownicy to najliczniejsza grupa w klanie. Polują, patrolują granice, walczą i trenują uczniów. Uczniowie, tak jak wspomniałam, mają w imieniu człon Łapa. Ty także zostaniesz uczniem, gdy skończysz sześć księżyców — kontynuowała, przerywając na moment, by oblizać futro na piersi. — Królowe to kotki w ciąży lub takie, które karmią młode. Kociaki to najmłodsze koty, które nie osiągnęły jeszcze sześciu księżyców - do tej grupy należysz właśnie ty. Starsi to koty zbyt wiekowe, by wypełniać swoje dawne obowiązki. No i jeszcze jest moja rola, piastunka. Opiekuję się kociakami i ich matkami — zakończyła z ciepłym uśmiechem.
Kotewkowy Powiew delikatnie poruszyła „zabawką” wiszącą pod sufitem, ale Czereśnia nie zareagowała. Wciąż wpatrywała się w ściany żłobka, wyraźnie pogrążona w myślach. Po chwili ziewnęła szeroko, a potem bez słowa wróciła na swoje posłanie i zwinęła się w kłębek. Piastunka podeszła bliżej, chcąc upewnić się, że kociak czuje się komfortowo.
— Dzisiaj jest chłodno. Może chcesz, żebym spała z tobą? — zapytała łagodnie, nie chcąc narzucać swojej obecności.
Czereśnia spojrzała na nią z uśmiechem.
— Jasne — miauknęła cicho. Jej głos, choć wciąż kocięcy, brzmiał zaskakująco płynnie i spokojnie.
Kotewkowy Powiew od razu ułożyła się obok kociaka, otulając go swoim ciepłem. Tymczasem Czereśnia w myślach powtarzała sobie wszystkie informacje, które dziś usłyszała. Nie minęło wiele czasu, gdy jej powieki zaczęły opadać. Wkrótce zasnęła głębokim i spokojnym snem.

Od Pumy

*Pora Opadających Liści*

Tw!: Krew

Podniósł głowę i wyciągnął ją lekko w bok, wpatrując się przed siebie. Niestety nie wychwycił we mgle tego, co chciał. Westchnął, spoglądając w ziemię. Poszukiwanie w tej bieli było nie lada wyzwaniem. Łatwo było o zawrót głowy, nie widząc, co było przed nimi. Zwinął minę w cienką linkę. Ta zagadka zdawała się bardziej komplikować, gdy stawiali następne kroki, by odkryć, co tak naprawdę miało miejsce. Coraz to wątpił, że wyjdą z tego bez szwanku. Obawiał się, iż mogło to być coś niewyobrażalnie niebezpiecznego. Musiałby się wysilić, aby znaleźć w tym wszystkim jakieś wielkie pozytywy. Przemierzył wzrokiem najbliższe otoczenie, jakby bojąc się jakiegoś napadu ze strony niezidentyfikowanych sprawców. Jednak odetchnął z ulgą, nie zauważając niczego, co mogło spowodować w nich niepokój. Przynajmniej na razie nic nie chciało ich zaniepokoić…
Wkrótce zaczął się przyglądać kolorowym drzewom. Nie słyszał zwyczajowego śpiewu ptaków. Wydawało się, że mieszkańcy Owocowego Lasku pochowali się w swoich gniazdach. Możliwe, że przez mgłę, która nużyła swoją stanowczością. Jej zadaniem było ukrywanie drogi. Nie mogła się lekko wyluzować? Zniknąć? Atmosfera uległa zmianie. Nie było to tylko przez biel, która ich otaczała, ale również przez napięcie. To uczucie pojawiło się, gdy wkroczyli do lasku. Opuścił głowę, gdy zawiało w ich kierunku. Zmarszczył nosek, wyczuwając silny odór. Znał go. Przez jego ciało przeszedł dreszcz. Otworzył oczy i spojrzał w stronę Czernidłaka, który również poczuł ten zapach. Tak, jak każdy kot przydzielony do patrolu. Po chwilowym “odpoczynku” ruszyli naprzód. Puma próbował nie zaprzątać sobie tym głowy, ale nie umiał zapomnieć o uczuciu, które poczuł, wyczuwając tę woń. Czuł to samo, co kiedyś, gdy razem ze swoim przyjacielem poszli na spacer i odkryli coś niepokojącego. Potrząsnął głową, starając się o tym nie myśleć. Nie miał pojęcia, że porywacz będzie posuwał się do takich czynów. ,,Mogłem chyba dłużej pomyśleć nad tym…” – uznał w myślach, czując wzbierające się w nim poczucie zwątpienia. Przełknął ślinę, nie odstępując pobratymców nawet na krok. Jego łapy były jak skały, przez co miał lekki problem z podnoszeniem ich. Podniósł głowę, widząc ślady zaschniętej cieczy na korze jabłoni. Plama była średniej wielkości w pionowo-podłużnym kształcie. Była umiejscowiona dość wysoko. Podeszli do niej bliżej, ale nie można było powiedzieć, że byli do tego chętni. Zaczęli się rozglądać, doszukując czegokolwiek, ale przez mgłę trudno było wychwycić coś, co znajdowało się dalej. Czekoladowy spojrzał na drzewo, próbując nie wypuścić pary z pyska. Wyciągnął swoje ciało i powąchał substancję, mając nadzieję, iż wyczuje coś istotnego. Niestety nie wyczuł niczego nowego. Poruszył zrezygnowany ogonem, odchodząc kilka kroków w tył. Odwrócił się, siadając z westchnieniem.
— Wszystko dobrze? — zapytał go czarno-biały zwiadowca, zerkając na niego z powagą.
— Chyba będę musiał pójść potem do Świergot… — odparł, czując się tragicznie. Zbierało mu się na mdłości. Po co on podchodził do tej jabłoni i ją wąchał… Dla wiedzy?
— Nic już tu raczej nie znajdziemy — powiedział głośniej, patrząc po reszcie, która nie wyglądała na zadowolonych z odkrycia. — Wracajmy.
Dziko pręgowany wstał, spuszczając główkę. Tym razem zamiast prawie na końcu poszedł obok niebieskookiego. Miał nadzieję, że dotrze do obozu bez żadnych kłopotów. Nie chciał pokazywać przed resztą, jak go to przytłacza. Szczególnie przed Żagnicą. Krew… Czyja krew? I co odkryją innym razem? Obawiał się tego tak bardzo, że nie zauważył, jak Czernidłak przybliżył się do niego. Uśmiechnął się lekko, próbując dodać mu otuchy. Starszy po chwili odwzajemnił uśmiech. To go lekko podniosło na duchu. Taki mały gest, ale wiele dla niego znaczył.