BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

03 sierpnia 2023

Od Rumianku CD. Różanej Przełęczy

 Gdyby nie mama, to nigdy nie dotknąłby tego zimnego czegoś zwanego śniegiem. To był błąd i Rumianek bardzo tego żałował. Nie pomogła też scena, która pojawiła się w jego głowie przez mamę. Przestraszony pobiegł do taty i schował się między jego łapami. Tata, w przeciwieństwie do mamy, nie straszył ich krwią, a tym bardziej śmiercią.
 - Mama mnie straszy! - Pisnął ponownie kociak, aby Powiew zrozumiał, jak bardzo poważna jest ta sytuacja. Ten tylko polizał go po głowie, próbując go uspokoić.

***

 Biały puch znikł sprzed żłobka, co było dobrym znakiem. Już więcej nie będzie musiał widzieć tego białego czegoś, a przynajmniej miał taką nadzieję. Siedział teraz obok mamy, próbując się wgryźć się w jej puchaty ogon. Nagle, jego wzrok powędrował na wyjście ze żłobka, za którym mógł dostrzec Powiewa i Gradową Łapę zmierzających w stronę legowiska medyka. Zdziwił się bardzo. Dlaczego tata szedł z jakimś uczniem w stronę nieznanego mu legowiska?
 - Mamo, gdzie idzie tata? - Zapytał Rumianek, mając nadzieję, że mama wie, gdzie zmierza tata. Nie podobało mu się to ani trochę. Tata powinien być z nimi, a nie iść gdzieś z nieznanym mu kotem.
 - Zatruł się czymś. - Mruknęła Różana Przełęcz z miną niezbyt tym faktem zadowoloną, najpewniej od słuchania jojczenia kocura na ten temat od dłuższego czasu. - Idzie do Wiśniowej Iskry, żeby coś na to poradziła.
 - Ale przecież nie musi! - Odpowiedział szylkretowy kociak. - Nie potrzebuje. Tato przecież nie jest aż taki słaby, a tylko takie koty chodzą do medyka.
 - To nie zależy od słabości. - Mruknęła mechanicznie kocica. - Czasem zatrucie przeobraża się w coś większego i prowadzi do śmierci, a twój ojciec, wierz czy nie, ale nie jest zwolennikiem bólu pod żadną postacią.
 Kociak tylko burknął cicho coś pod nosem. Nie był zadowolony z tego, że tata musiał skorzystać z pomocy medyka. Uważał to za słabość, ale mama nie popierała jego zdania. Ponownie wgryzł się w ogon mamy, na co ta obdarzyła go swym niezadowolonym wzrokiem. Spojrzał na nią. Tak naprawdę, była to jedyna kocica, oprócz niego, w jego rodzinie, która posiadała w sobie trochę rudego w swym futrze. Powiew z resztą jego rodzeństwa, nie posiadali go wcale. Czemu? To było ważne pytanie. Nagle w jego głowie pojawiło się jeszcze ważniejsze pytanie. Czemu inne koty się zwracały na to uwagę? Czemu stanowiło to coś tak ważnego pośród innych kotów?
 - Mamo. Czemu inne koty zwracają tak wielką uwagę na kogoś wygląd? - Zapytał wreszcie kociak. - Znaczy, Lew mi mówiła, że koty, które posiadają trochę rudego w swym futrze, są lepsze od reszty. Dlaczego?
[Wyleczeni: Gradowa Łapa, Powiew]

<Mamo?>

02 sierpnia 2023

Od Turkucia (Turkuciowego Skrzydła) CD. Zajęczej Łapy (Zajęczej Troski)

 Zajęcza Troska była głupia! Głupia! Po prostu głupia! Odzywała się tak brzydko do jego mamy i jeszcze sądziła, że jest taka mądra! Chciałby być większy i mieć większe pazury, by móc jej przeorać ten brzydki pysk! Jak będzie duży, to na pewno da jej popalić! Ona będzie nikim, a on będzie na pewno super, bo Nastroszony go nauczył wielu rzeczy! Poddenerwowany zauważył, jak jego mama się do niego doczepia. Mogła już sobie odpuścić, był już za duży na to, by Daliowy Pąk się nim tak przejmowała!
- Na pewno nic ci nie jest? Nic cię nie boli? - pytała. Zamilkł i jedynie poszedł na mech, chcąc odpocząć. Wszyscy byli głupi… Wszyscy… Tylko nie Nastroszony.

***

Rozejrzał się, czy na pewno ma dobre warunki do ucieczki. Żłobek był nudny! Nie chciał tam być! Wolał przeżywać przygody, czuć adrenalinę i się jakoś fajnie pobawić! Wymknął się do obozu, próbując ukryć się gdzieś na obrzeżach, do momentu kiedy nie nadepnął na liliowy ogon. No niech to… Kotka podskoczyła, zaskoczona jego ruchem. 
- Oh, to znowu ty - powiedziała. - Niechciany numer dwa.
Zawarczał wściekły. Co?! Co ona znowu wygadywała?! Nawet nie zaczął, to ona od razu go obrażała! To było bardzo niemiłe i musiał później o tym powiedzieć mamie! Ta kotka była bardzo nieprzyjazna, dlatego mógł ją wyzywać do woli i jedynie zrzucić na nią winę. To mu odpowiadało.
- Jaki znowu niechciany?!?!? Każdy mnie chciał! To ty jesteś jakąś pomyłką!
- Każdy? - parsknęła. - To czemu twój kochany tatuś się do ciebie nie przyznaje? - spytała. Czemu musiała dotykać tak drażliwego tematu… Wolał nie rozmawiać o tym skurwibąku, bo był żałosny! Zresztą tak samo jak większość kotów w tym miejscu.
- Bo to gej. Wstydzi się tego, że poszedł w krzaki z kotką!
- Niesamowite, czyli jednak ciebie nie chciał - uznała, uśmiechając się. - No proszę, Niechciany Turkuć, masz już imię wojownicze na przyszłość.
- Zamknij się!- wrzasnął na nią wściekły. Jak śmiała w ogóle tak na niego mówić?!- Moja mama mnie chciała, a ciebie nikt!
- Oh, kto by mnie nie chciał. - przewróciła oczami. - Przecież nawet twój idol próbuje się nieudolnie do mnie dobrać.
Zawarczał. Kotka nie była nikomu potrzebna, a i tak sobie wmawiała, że każdy ją uwielbia! To  było niefajne i głupie! Bardzo głupie! Nastroszony zachowywał się tak tylko z jednego powodu i to nie wcale dlatego, bo ją lubił.
- Musi się do ciebie dobrać. Trzeba cię postawić do pionu!
- Nic nie trzeba ze mną robić. Jestem we właściwym miejscu - mruknęła ze spokojem. - Jeśli nadarzy się okazja, to ja "ustawie go do pionu" - rzekła, przedźeźniając go. On przecież tak nie piszczał, coś jej się w głowie pomieszało!
- To ciebie trzeba postawić! Bo jesteś głupia! Kotki się nadają tylko po to, by urodziły kociaki a nie podskakiwały kocurom!
- Oczywiście, wierz w to sobie, jak dorośniesz pojmiesz, jakie są realia świata - zapewniła, uderzając ogonem o ziemię blisko niego. - Dzieciństwo to najspokojniejszy okres w życiu, wykorzystuj go dobrze, a nie zajmujesz się głoszeniem obrzydliwych głupot.
- To nie są głupoty żadne obrzydliwe! To prawda, ale próbujesz udawać, że nie! Jeszcze zobaczysz, Nastroszony pójdzie z tobą w krzaki i zobaczysz jak to jest być prawdziwą kotką! A jeśli on tego nie zrobi, to ja się osobiście za to zajmę jak podrosnę!

<Zając?>

Od Skaczącej Łapy (Skaczusiącej Falusi)

*jakiś czas temu*
W ciemnościach słyszała własny oddech jak i bicie serca. Ale nie bała się. To był nie pierwszy w końcu raz, gdy mentor ją tu zabrał. Towarzyszyła im Srebrna Szadź, którą Skoczek zaprosiła na trening, by Śliwowa Ścieżka znów się nie wymigał albo nie wypoczywał w tunelach, podczas gdy ona by błądziła w mroku.
— Którędy teraz, Skacząca Łapo? – spytał jej mentor.
— W… — chwila zastanowienia. Wciągnęła powietrze w nozdrza – w prawo.
— Całkiem nieźle. Już prawie jesteśmy – stwierdził Śliwa – Macie może ochotę na małą…
— Nie – odpowiedziały zgodnie.
— No dobra, dobra. Niech wam będzie. Żadnych przerw — mimo, iż nie patrzyła na kocura, mogłaby przysiąc, że przewrócił oczyma.
W tamtym momencie do nosa Skaczącej Łapy dotarła woń trawy i świeżego powietrza.
— Czuję wyjście — miauknęła cicho, następnie przyspieszając podskoki.
Już po chwili zostali oślepieni przez promienie bladego, zimowego słońca. Skoczek przetarła przednią łapką swe ślipia. Ostatnimi czasy druga jakoś tak… nie ruszała się zbytnio. Wcześniej bolał ją bark…
Chyba to wszystko przez to, że nie poszła z tym wcześniej do Morskiego Oka… ale… ale zrobi to później. Tak. Na pewno ona ją wyleczy.
Szkoda iż kotka nie wiedziała, jaki zawód będzie czuć, gdy okaże się, że kończyna już nigdy nie powróci do dawnej sprawności.
Usiadła przed wejściem do Sekretnego Tunelu, by na chwilę odsapnąć. Gdy już wszyscy odpoczęli po błądzeniu między korytarzami, odezwała się:
— To co teraz? — przeniosła spojrzenie na swego mentora.
— Teraz wrócimy do obozu na zasłużony odpoczynek… — wymruczał, za co został zgromiony spojrzeniem przez obie kotki — Hej, spokojnie, to tylko taki… żart. Tak — powiedział, jakby żałując, że nie może wrócić na własne, ciepłe posłanie. — Sprawdzimy jeszcze, czy uda ci się otworzyć kraba i wtedy już na pewno wrócimy do domu — stwierdził stanowczo.
— Dobrze — odparła kotka, po czym wyruszyli na plażę.
***
Podważyła skorupę kraba łapą, dodatkowo tłukąc w nią kamieniem trzymanym w pysku, uważając, by broniące się zwierzę nie uszczypało jej swymi małymi narzędziami tortur.
Gdy trzask rozległ się w około kąciki ust niebieskiej uniosły się.
— Dobra robota. A teraz wracamy do…
— Tak, tak. Do obozu. Będziesz mógł spać resztę dnia. — mruknęła Skoczek, wywracając ślipiami. Mimo wszystko… nawet chyba go polubiła.
***
Rzuciła zabitego kraba na stos ze zwierzyną. Następnie wzięła sobie nornicę i usiadła zdyszana gdzieś z boku, czekając, aż jej oddech się uspokoi, by móc rozpocząć jedzenie. Chodzenie, gdy dodatkowo jedna z przednich łap jej nie działała… było jeszcze trudniejsze, bo musiała głównie przez to skakać, co mocno ją męczyło.
I wtedy właśnie, gdy już jadła zasłużony posiłek, po obozie rozległ się wrzask. Wszyscy spojrzeli w stronę, z której się wydobył.
A wydobył się z legowiska starszyzny.
Skoczek pędem pobiegła do Morskiego Oka, gdy ktoś zawołał pomocy z siedziby najstarszych członków klanu.
— Morskie Oko! — zawołała kocicę, która natychmiast przerwała pracę. Chyba już sama mina Skoczek ją przekonała, że to było ważne. — Coś się stało u starszyzny! Szybko, szybko! — zaczęła piszczeć. Morze natychmiast pobiegła z nią do poszkodowanych każąc jeszcze uprzednio Czereśniowej Gałązce zabrać potrzebne zioła ze składziku.
Ale było już za późno.
Złota Pręga i Perliczy Grzebień…
Nie żyły.
***
Ktoś pokusił się na życie starszych. Na życie kotów, które towarzyszyły jej od dzieciństwa i ją wspierały. Kotów, które postrzegała jako rodzinę. Nadal nie mogła uwierzyć, że Złota Pręga, ta zawadiacka, leniwa staruszka nie żyła. Tak samo jak Perliczka. Kochana, stara dobra Perliczka. Wrzos płakała po ukochanej rzewnie. Ktoś chciał zabić starszych.
Możliwe że radnych.
W tym jej ojca.
Złość na tego, kto się dopuścił czegoś takiego była ogromna w sercu Skoczek. I strach. Paraliżujący strach, że ktoś zabije jej ojca i inne koty, na których jej zależało.
Dlatego wdrożyła coś wraz ze Srebrną Szadzią.
Jako iż Śliwa uwielbiał wypoczywać, ustalili sobie, że będą wychodzić wieczorem, co córka Radnego uargumentowała mu tym, że po wysiłku lepiej się spało. Gdy nie była na treningu, czyli przez większość dnia, siedziała w legowisku starszych, sprawdzając, czy to, co im przynoszą koty nie jest zatrute, czy tego chcieli, czy nie – innymi słowy rozpruwała każdą piszczkę. Każdą. Każdego kosa, każdą nornicę. Wszystko. A gdy ona była na treningu, Srebrna Szadź zajmowała jej miejsce. Zaś jeśli wyznaczono ją na jakiś wieczorny patrol, odwoływała treningi ze Śliwą, co jemu samemu nie przeszkadzało i się nawet z tego cieszył.
Teraz również tam siedziała.
Gdy nagle zwołano zebranie.
Starsi wyszli, tak samo ona. Kotka spojrzała na Aksamitkę, która zwołała klan. Co takiego chciała im ogłosić? Coś gorszego, niż te przesłodkie imiona?
— Skaczusiąca Łapusiu, wystąp — zwołała ją uradowana liderka, aż promieniująca szczęściem. Zdziwiona kotka spojrzała po pyskach swych bliskich, po czym wystąpiła przed szereg.
— Ja, Aksamitna Gwiazdeczka, przywódczyni Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejną wojowniczkę. — nie mogła uwierzyć, w to co słyszała. Była mianowana? Właśnie teraz? — Skaczusiąca Łapusiu, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Wryło ją.
Zostawała wojowniczką? Naprawdę?
Nie czuła się gotowa. Z drugiej jednak strony wiedziała, że wiele więcej nie mogła się już nauczyć. Rozpierała by ją duma i szczęście… i faktycznie tak było… ale… wiedziała że dostanie przesłodzone imię.
No trudno. Najważniejsze było, że zostanie wojowniczką. Po tak długim czasie i tak dużej ilości pracy jaką musiała w to włożyć.
— Przysięgam — miauknęła pewnie, donośnie.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Skaczusiąca Łapusio, od tej pory będziesz znana jako Skaczusiąca Falusia! — miauknęła szczęśliwa liderka — Klan Gwiazdy cieni twoją pracowitość i upór w dążeniu do celu, oraz wita cię jako nową wojowniczkę Klanu Klifu.
Za nią rozległy się wiwaty. Może i nie były tak głośne, jak u większości mianowanych. Ani nie było słychać takiej samej pewności w głosach większości kotów.
Ale ona była zadowolona.
To oznaczało, że na następne zgromadzenie…
Przyjdzie już jako pełnoprawna wojowniczka, jeśli zostanie wybrana.

[943 słowa]
[otwieranie krabów, nawigacja w tunelach]

Od Skaczącej Łapy (Skaczusiącej Łapusi)

*jakiś czas temu, dość dawno w sumie*
Chyba żaden z klifiaków nie spodziewał się, co miało nadejść tamtego dnia.
Skacząca Łapa rozmawiała sobie na uboczu spokojnie ze Srebrną Szadzią, gdy niespodziewanie ze swego legowiska wyszedł… Grzybowa Gwiazda.
Co on takiego robił? Czyżby jego stan się polepszył a on uznał, że pora wziąć się w garść?
Wtedy właśnie dostrzegła, iż szedł na miejsce przemówień. Zdziwiona uniosła brwi wskazując na do ruchem głowy Srebrnej Szadzi, która też zdziwiła się tym, co się działo. Lider wdrapał się na swoje miejsca, po czym powiódł zmęczonym wzrokiem po kotach. Wszyscy skupili na nim spojrzenie, włącznie z terminatorką i wojowniczką. Lider mruknął coś pokroju „Zbierzcie się” ale było to tak ciche, że Skoczek ledwie była w stanie usłyszeć jego słowa ze swojej pozycji. Co on najlepszego wyprawiał? — Zbierzcie się! — powtórzył głośniej Lśniący Księżyc, który przechodził obok i zdołał usłyszeć dokładniej mamrotanie kremowego truposza.
Koty otoczyły miejsce przemówień, czekając na to, co miał zamiar im ogłosić lider. Nawet rada była zdziwiona. Nikt nie wiedział, o co chodziło. Skoczek wbiła w podstarzałego przywódcę swe spojrzenie. Nie przewidziała, że wykaże jakąś inicjatywę. Co takiego się stało, iż zwlókł się z legowiska?
Zapadła cisza, która chyba każdemu się dłużyła.
— Chciałem ogłosić wam, że... rezygnuje. Rezygnuje z funkcji lidera.
Nie… ona się przesłyszała…
Prawda?
PRAWDA?!
— Mój stan zdrowia nie pozwala mi na dalsze pełnienie obowiązków. Odejdę do starszyzny. Innymi kwestiami związanymi z moim odejściem zajmie się Rada. To tyle co chciałem ogłosić... — Skierował się w stronę zejścia ze skały.
Cały jej trud.
Próby postawienia go na nogi.
Postawienia Klanu Klifu na nogi.
Pokazania, że nadaje się na członka rady.
Cały jej wpływ jaki miała na lidera i na jego decyzje.
Zniknął.
To wszystko było na marne.
Nie dostanie…
Nic.
Miała ochotę krzyczeć na Grzybową Gwiazdę. Zaprzepaścił jej szansę. Jej starania. Aby pilnować by jadł poświęcała swój czas, wysłuchiwała jego żali, szukała rozwiązań, szpiegowała dla niego donosząc mu wiadomości…
A on ją zdradził.
I wtedy właśnie liderowi omsknęła się łapa, a jego ciało runęło na ziemię.
A jego łeb rozbił się o skałę.
Wszyscy zamarli, a już po chwili medyczki przypadły do kocura, udzielając mu pomocy mimo, iż widać było, że musiał stracić jedno ze swych żyć.
Skoczek jednak już to nie obchodziło. Odwróciła się, zmierzając do legowiska uczniów, a skroń jej pulsowała.
Wszystko. Na. Marne.
WSZYSTKO!

[378 słów]

Od Skaczącej Łapy (Skaczusiącej Łapusi)

*dawno temu, dzień po przedostatnim zgro*
Tamto zgromadzenie było okropne. Wypruło z niej mnóstwo energii i nerwów na głupotę lub wredotę innych kotów. Jednakże nie mogła zostawić tak po prostu tego, co widziała na tamtym zgromadzeniu. Musiała zdać raport Grzybowi, a co ważniejsze wyjaśnić kwestię tego ohydztwa, którego dopuścił się on z Mroczną Gwiazdą. Musiała wiedzieć, czy da się opanować zapędy lidera i wprowadzić na dobre tory ich politykę oraz klan. Bo jeśli nie to nawet jej służba i mówienie o podejrzanych rzeczach dziejących się w klanie nie pomoże.
Poza tym myśl, że ich przywódcą mógł być perfidnym zdrajcą…
Co najmniej ją przerażała.
Zebrała się na odwagę i weszła do legowiska. Przygotowywała się na tą rozmowę długo, również wyciszając się przed ich spotkaniem, by mieć czysty umysł.
Gdy tylko przekroczyła próg legowiska, zawołała:
— Grzybowa Gwiazdo? — po czym spojrzała na lidera. A ten znowu nieprzytomny? Minął już dzień od zgromadzenia, na Klan Gwiazdy! Nie dość, że się lizał z Wilczakiem i mu ulegał, to jeszcze nie pilnuje obowiązków jak już jest w obozie! Skandal!
Kocur uniósł zmęczone powieki i spojrzał na niebieską.
— Hm? O co chodzi, Skacząca Łapo? Coś się stało?
On się pytał, co się stało?! CO SIĘ STAŁO?!
— Nie udawaj, że do niczego na zgromadzeniu nie doszło — starała się zachować spokój, mimo, iż postanowiła zacząć od takiego trudnego tematu — Ja to widziałam. Za skałą. — powiedziała cicho. Niech on w końcu oprzytomnieje…
Na szczęście jej modły zostały wysłuchane, bo kremowy kocur przetarł pysk łapą, unosząc wyżej łeb.
— Och... Nie. Do niczego nie doszło. Brzydzę się Mroczną Gwiazdą, a on zachowuje się tak specjalnie. To nic nie znaczyło.
— Grzybowa Gwiazdo. Czy ty masz pojęcie, co by się stało, gdyby ktoś inny niż ja z Klanu Klifu to zobaczył? — spytała. — Że całujesz się z Mroczną Gwiazdą?
— Może głośniej? Zaraz wszyscy usłyszą i się dowiedzą. — Spojrzał na nią zimno. Nie mówiła wcale głośno! Chciał ją zbyć? Wymigać się? Nie ważne, kto zaczął – stało się i teraz mogli mieć przez to problemy! — Nie chciałem, aby do tego doszło. To nie wyszło ode mnie i nie będę się przed tobą tłumaczył, Skacząca Łapo. Jesteś tylko uczennicą, nie zrozumiesz polityki.
Przyskoczyła do niego na te słowa. Chyba musiała mu coś spokojnie wyjaśnić, bo nie widział, w jakim gównie się zagrzebał.
— Ja nie rozumiem polityki? Grzybowa Gwiazdo. Prawie że usnąłeś na zgromadzeniu. Dałeś się pocałować liderowi wilczaków, a potem zamiast go odepchnąć dalej z nim sobie gawędziłeś w dwuznacznej pozycji. Pozwalasz, by plotki rozchodziły się po klanie. Zaniedbujesz swój własny stan zdrowia. — wymieniła mu, po czym westchnęła, a w jej oczach odbiło się czyste zmartwienie. Bo była zmartwiona. Tym, że ich lider tak się zachowuje i zaniedbuje klan. Był bardziej nieporadny niż księżycowe kocię na pozycji lidera — Naprawdę, daj sobie pomóc. Nie wilczakowi, a komuś z własnego klanu. On pragnie tylko nas zniewolić. Sprowadzić na dno cały nasz klan jak i ciebie. Ja rozumiem, że to ciężkie. Ale to ma być rozwiązanie? Udawanie, że nie ma problemu? Że nie mam racji, gdy mówię, że klan nam się może zawalić? Że Mroczna Gwiazda chce nas zniewolić, jak to zrobił Klanowi Burzy?
— Chce pomóc. To nasz sojusznik. Bez niego nie mamy nikogo kto nas ochroni przed atakiem Klanu Nocy i Owocowego Lasu. Będzie po nas... — Położył po sobie uszy. — Robię to dla dobra klanu. Gdyby było inaczej... albo istniał inny sposób... wybrałbym inną drogę. Nie obawiaj się — westchnął głośno. — Nie zniewoli nas. Nie dałby rady kontrolować trzech klanów jednocześnie. Gdyby tak było już dawno by mnie zabił...
— Grzybowa Gwiazdo. On używa taktyki. Nie mówię, że ten sojusz nie ma sensu, ale nie może być na takich zasadach. Nie możemy polegać na innym klanie. Musimy się wzmocnić. Dowiedziałam się, co sprawia, że członkowie Klanu Wilka są tak silni. To może się sprawdzić też u nas, pomóc nam stać się bardziej niezależnymi. Machnął łapą.
— Wiem czego używa. Zdaje sobie z tego sprawę. Nie jestem głupi. Na pierwszym naszym spotkaniu to dostrzegłem — słysząc ostatnie jej słowa, jego uszy nastawiły się czujnie. — Co takiego odkryłaś?
Nareszcie może naprawdę skorzysta z jej rady.
— Zauważyłeś, jak dobrze zbudowani są wojownicy wilczaków? Jakie mają mięśnie?
— Tak... Zauważyłem. — Położył łeb na swoich łapach, patrząc na nią sennym wzrokiem.
Nie, niech on znowu nie usypia! Musiała szybko przejść do sedna tego, bo zaraz będzie jej chrapał!
— U nas trening kończy się, gdy zostajemy wojownikami. U nich nie — rzekła — Oni cały czas trenują. Nawet, gdy są po mianowaniu. Dzięki temu dzierżą siłę większą niż inne klany. To tak banalny a jednocześnie genialny sposób. Jeśli wprowadzimy to też u nas, nasz klan również stanie się silny. Będziemy im dorównywać. Mroczna Gwiazda dwa razy pomyśli, nim spróbuje nas zniewolić. Tak samo pozostałe klany pomyślą, nim nas zaatakują.
— Mhm... Rzeczywiście... To wzmocniłoby naszych wojowników — zgodził się z nią. — Porozmawiam o tym z Radą. Może to wprowadzimy.
Skinęła mu głową, nieco uspokojona.
— Sądzę też... że powinieneś wziąć mak od Morskiego Oka. Bez urazy, ale... już przed zgromadzeniem wyglądałeś, jakbyś miał paść na środku obozu. A do tego dopuścić nie można — stwierdziła — Musisz odpocząć. Zebrać siły. Wyspać się. Zjeść coś smacznego. — zaproponowała miło, uśmiechając się lekko do kocura.
Był zdrajcą. Ale mogła go wykorzystać do naprawy tego klanu. Wpłynąć na niego na tyle, na ile była w stanie, aby w końcu zrobił, co trzeba. A do tego musiał być w minimalnej formie.
— Nie jadłem nic od wczoraj... Nie wiem czy cokolwiek przełknę. Mak? Och... nie wpadłem na to. Przyniesiesz? — Zamknął oczy.
— Jasne — zgodziła się na to, po czym poszła do legowiska medyków.
Szybko wyjaśniła pokrótce Morskiemu Oku, dlaczego potrzebuje maku, a ta dała jej odpowiednią dawkę. Skoczek specjalnie polizała jedną ze swych przednich łapek, by nasionka przykleiły się do niej i nie spadły, bo po drodze miała zamiar wziąć też jakąś zdobycz dla głodzącego się nieomal Grzybowej Gwiazdy. Już niedługo później Skacząca Łapa wróciła do lidera z ptakiem w pysku. Ten znów spojrzał na nią tym swoim nieobecnym wzrokiem, krzywiąc nos, co jej się od razu mocno nie spodobało, co ukryła.
— Nie wiem czy zjem tyle...
— Zjesz, zjesz — zapewniła, podsuwając mu ptaka pod nos. Jeśli sytuacja stanie się podbramkowa, to będzie wpychać mu fragmenty tego ptaka na siłę.
Kocur po kilku uderzeniach serca liznął piszczkę z niesmakiem. Zwrócił łeb w stronę ziarenek maku i je połknął znacznie lepiej od mięsa.
— Może zjem jak się wyśpie...
— Dobrze — zgodziła się na takie rozwiązanie. W końcu po śnie koty były bardziej głodne, mogło to pomóc, bo mimo wszystko wizja męczenia się z wpychaniem mu tego do pyska nie była zbyt kolorowa. Córka radnego usiadła obok swego lidera, postanawiając, iż dotrzyma mu towarzystwa i dopilnuje, by zaraz po obudzeniu zjadł to, co mu przyniosła. Kocur już po chwili zamknął oczy i poszedł spać pod wpływem małych, czarnych ziarenek.
Siedziała przy nim już jakiś czas, gdy ten zaczął się trząść. Skoczek dostrzegła, iż kocurowi musiały się śnić koszmary, bo zaczął płakać przez sen. Czy ona wywoływała koszmary? Gdy Niedźwiedzia Siła spał w jej towarzystwie też miał koszmar. Nie mogła jednak obudzić lidera, tak jak to zrobiła z dawnym samotnikiem, ponieważ musiał on się wyspać. Przybliżyła się więc, stykając się z nim bokiem i zaczęła gładzić kocura swym ogonem. Ten jednak nie uspokajał się co mocno martwiło Skaczącą Łapę. Co mu się takiego śniło? Ten stan skończył się dopiero wraz z obudzeniem się kocura.
— Dzień dobry — srebrna przywitała się z kocurem od razu gdy ten odzyskał świadomość.
— Co tu robisz? — spytał ostro, co mocno wystraszyło Skoczek, że aż jej uszy poszły do tyłu. Po chwili kocur westchnął, ocierając pysk łapą. — Idź na trening. Twój mentor czeka.
— Mój mentor? — zaśmiała się. To było absurdalne. Śliwowa Ścieżka? On pewnie nawet nie zauważył, że jej nie ma, śpiąc w najlepsze! — On to nawet sam odwołuje treningi, byle móc spać albo leżeć na słońcu — stwierdziła — Pewnie nawet... mnie nie szuka — dodała ze smutkiem w głosie. Było jej nieco przykro, że nawet nie raczył jej poinformować, gdy miał zamiar spać zamiast trenować (co zdarzało się nieomal codziennie). Nawet nie sprawdził, czy nic jej się nie stało, skoro nie przyszła. Cieszył się pewnie nawet, że jej nie było. Dość! Nie myśl o tym. Grzyb jest ważniejszy w tym momencie, bo od niego zależy kondycja ich klanu. Szybko wróciła do normalnej Skoczkowatości i przysunęła pod łapy lidera ptaka, dając tym samym sygnał, by jadł.
— Co? To źle. Pogadam z nim. Jeżeli się nie zmieni dam ci kogoś innego — mruknął ignorując posiłek.
Ach, ignorował jej sugestię. Ale nie zamierzała mu odpuścić. Przecież po to tu zostawała, zamiast ściągać syna Złotej Pręgi z posłania.
— Grzybowa Gwiazdo, mój mentor nie jest tak ważny jak twoje zdrowie — miauknęła, przysuwając mu jeszcze bliżej ptaka. — Musisz jeść by mieć siłę przewodzić klanem.
— Nie wiem czy się do tego nadaje. — Kremowy położył po sobie uszy. — Jestem złym liderem. Nie tego chciałem... Ten ptak należy się kotom, które rzeczywiście coś robią...
— Grzybowa Gwiazdo. Nie jesteś złym liderem. Tylko zmęczonym liderem. Przytłoczonym liderem. Ale to da się naprawić. Możesz jeszcze pomóc Klanowi Klifu. Możesz zadbać o nas wszystkich. Ale najpierw musisz zadbać o siebie.
Kocur jeszcze mocniej przycisnął uszy do łba, który wydawał się być Skoczkowi coraz bardziej pusty. Powoli wziął gryza ptaka i zaczął niechętnie jeść. Terminatorka uśmiechnęła się na to, obserwując jak brat Lamparciego Ryku pochłania ptaka.
— Czujesz się już lepiej? Przynajmniej fizycznie? — zadała pytanie.
— Nie... — odpowiedział jej zgodnie z prawdą, zwieszając ciężko łeb. — Nie wyleczę tego w jeden dzień.
Cóż, miał rację. Ale myślała, że chociaż trochę pocieszy się tym, że było lepiej i to dostrzeże. Skinęła jednak głową.
— Chcesz zwołać radę dzisiaj? Jeśli tak, mogę ich przyprowadzić kiedy tylko będziesz chciał. Jeśli nie, możesz sobie tu odpocząć, albo wyjść na spacer. Świeże powietrze może pomóc się rozluźnić.
— Skacząca Łapo... Dziękuję za troskę. Wolę jednak zostać. Nie mam sił, aby wstać, a co dopiero iść na spacer. Głowy do Rady też nie mam. Jestem... zmęczony. Idź na trening. Zrób coś pożytecznego dla klanu — słowa Wieczornej Mary przypomniały jej się. Już nie była taka pewna, czy będzie pożyteczna tam, poza obozem… ale musiała przynajmniej próbować. Znów potwierdziła, iż rozumie, skinieniem szaro-srebrnego łebka.
— Postaram się coś dla ciebie upolować. Gdy wrócę, pewnie będziesz już głodny. — stwierdziła, po czym pożegnała się z nim i wyszła z legowiska. No, teraz Śliwa będzie musiał wstać.
***
Wróciła do obozu pod wieczór z jedną myszą, specjalnie dla Grzybowej Gwiazdy. Była dość zmęczona, ale i tak miała zamiar sprawdzić, co z Grzybem i dać mu coś do jedzenia. I oczywiście dopilnować żeby to faktycznie zjadł a nie odłożył na stertę zwierzyny. Poza tym, na szczęście nie będzie chyba się musiała za wiele ruszać, bo kremowy mało co wychodził z legowiska, dzięki czemu będzie mogła usiąść tam po prostu i go pilnować oraz z nim rozmawiać. A potem pójdzie w kimono.
Stanęła przed legowiskiem lidera, po czym odłożyła piszczkę na bok. Następnie usiadła przed legowiskiem lidera, aby spytać:
— Grzybowa Gwiazdo, mogę wejść?
Cisza. Po kolejnych uderzeniach serca uznała, że to podejrzane, więc wstała, po czym weszła powoli do środka by sprawdzić, czy lider żył czy może zdechł gdy jej nie było. Z jednej strony na stołku lidera nie siedziałby wątpliwy kot, który nawet nie radził sobie z władzą, a z drugiej… nie wiadomo, jaką liderką byłaby Aksamitna Chmurka, bo Skoczek dostrzegła odkąd wyszła ze żłobka, jak niepoprawną optymistką nie traktującą niczego poważnie była kotka.
— Halo? Wszystko dobrze? Grzybowa Gwiazdo? — zawołała ponownie do wnętrza pieczary. Weszła jeszcze głębiej i w końcu dostrzegła syna Firletkowego Płatka. Kocur leżał zwinięty w kłębek, skierowany do niej tyłem, ale widziała, że jego bok unosił się. Nierównomiernie, ale unosił. Wróciła się więc po mysz, którą zostawiła przed wejściem, a potem znów zatopiła się we wnętrze siedziby przywódcy Klifiaków. Podeszła do kocura, po czym położyła mysz na legowisko z mchu. Ten ponownie nie zareagował mimo, iż była dobrze słyszalna. Przyskoczyła więc bliżej, aby móc zobaczyć pysk kocura, by wiedzieć, czy był przytomny.
— Odejdź — odezwał się w końcu grobowym tonem, mając zamknięte oczy. Jego pysk był dziwnie wilgotny, jak płakał.
Na Klan Gwiazdy… cóż się znowu stało?!
— Grzybowa Gwiazdo — miauknęła zmartwionym głosem, choć coraz mniej obchodził ją lider jako osoba przez jego zachowanie, zdrady i nieogarnianie klanu, sprawiając, iż ten słabł — Co się stało?
Znów nie uzyskała słownej odpowiedzi, a arlekin odwrócił pysk w inną stronę. Kotka jednak nie dawała za wygraną. Chwyciła mysz w zęby, po czym położyła mu ją pod nosem, następnie siadając obok. Kocur nie tknął pożywienia, nadal milcząc. Ona jednak nie ustępowała, zostając na swoim miejscu, dając tym samym znać, że nie miała zamiaru się stąd ruszać póki nie dowie się co jest grane, a lider nie zje posiłku. Po dłuższej chwili postanowiła przerwać tę ciszę.
— Cokolwiek cię trapi, na pewno da się jakoś z tego wybrnąć. — wyszeptała.
— Nie da — odpowiedział Grzyb tak samo cicho.
— Jeśli nikomu o tym nie powiesz, to na pewno. To nie muszę być ja.
— Jeżeli powiem to i tak nic tego nie zmieni. To... Nie są sprawy, które da się rozwiązać. To... wyrok. Już nic mnie nie ocali...
Westchnęła. Ale dramatyzował… nic tylko albo narzekał, że wszyscy są przeciwko niemu, albo się użalał nad sobą.
— Grzybowa Gwiazdo. Proszę — miauknęła błagalnie — Klan Klifu cię potrzebuje. — a raczej kogoś kompetentnego, więc przynajmniej takiego udawaj do jasnej gwiazdy! — Oboje dobrze wiemy co szepczą. Jakie plotki powstają. Widzieli w końcu jak Mroczna Gwiazda na mnie wpadł na zgromadzeniu. Uważają mnie pewnie za zdrajcę.
Bo nim jesteś.
— To zmień to. Pokaż, jak bardzo ci zależy. Ustanów treningi. Wprowadź kolejne zmiany. Spraw, by Klan Klifu stał się silniejszy. Na następnym zgromadzeniu usiądź dalej od Mrocznej Gwiazdy, by Aksamitna Chmurka znów go nie zepchnęła na ciebie.
— Mh... Dobrze. Zwołam radę — rzekł tylko.
Nareszcie jakaś dobra odpowiedź… no. Trzeba szybko działać, zanim zmieni zdanie i znowu się podda.
— Jeśli chcesz, mogę po nich pójść. Widzę, że jesteś zmęczony. Przynajmniej tyle ci pomogę — zaproponowała. Ych. Nie jemu, tylko klanowi klifu pomoże, bo z takim liderem to zaraz ich ktoś zaatakuje.
— Idź... — szepnął, wracając do użalania się.
Od razu po jego słowach wyszła z legowiska, ruszając po radę.
Dość szybko dotarła do nich wszystkich. Najpierw poszła po tych, co siedzieli w starszyźnie, w tym swego ojca, potem po Morskie Oko a na koniec znalazła Aksamitną Chmurkę. Następnie zaprowadziła ich do co najmniej żałośnie wyglądającego lidera. Chwilę się im przysłuchiwała, bo nie wyganiali jej, ale gdy Grzyb w końcu podjął temat dodatkowych treningów uznała, iż nic tam po niej. Albo i w sumie byłoby korzystne, gdyby została – sprawiłaby, iż gdyby w przyszłości znalazła się na kolejnym spotkaniu rady nie byłoby to takie dziwne, jednak ostatecznie zmęczenie wzięło górę. Skoczek wróciła do legowiska uczniów, padając na mech i nie wstając z niego aż do następnego wschodu słońca, a może nawet dłużej.
***
Pojawiło się kilka nowych, pomniejszych plotek, więc skorzystała z okazji by sprawdzić co u Grzybowej Gwiazdy. Oby tylko znowu nie było jakiegoś problemu… co ona się oszukuje. Na pewno był. Aż na samą myśl czuła się zmęczona. Nie ona powinna ogarniać sprawy klanowe w tak młodym wieku! A zamiast tego robiła za niańkę dla dorosłego, ba, już podstarzałego kocura! Lidera w dodatku! LIDERA! Jak to świadczyło o ich klanie?!
Zwołała. Znowu cisza.
Wiedziała, że ostatniej nocy był na spacerze. Może jeszcze spał?
Cóż, chyba najwyższy czas byłoby go obudzić.
— G-grzybowa Gwiazdo? — miauknęła cicho wchodząc do środka. Klanie Gwiazdy, jeśli on kojtnął przez to zaniedbywanie się i wychodzenie na spacery po nocach, to ona chyba zrobi skok z klifu. Albo nie. Będzie tańczyć nad jego ciałem. Albo nie, bo Aksamitka potem przejmowała władzę i ona też nie była dobrym materiałem na lidera! Jasna cholera…
Ostatecznie już nie prosząc się weszła do środka, aby zobaczyć ponownie skuloną postać lidera odwróconą do niej zadem. Gdy tylko kocur usłyszał jej głos, starł coś widocznie z pyska łapą. No nie… co tym razem się stało?
— Nie mam aktualnie dla ciebie czasu — usłyszała jego zbolały głos.
— Sz-szanuję to. Ale... Cz-czy coś si-się stało, Grzybowa Gwiazdo? — spytała nieśmiało. Wewnętrznie krew ją zalewała od tego wszystkiego. KTO. GO. WYBRAŁ. NA. LIDERA. Nie wróć. KTO. POZWOLIŁ. MU. POZOSTAĆ. NA TYM CHOLERNYM STANOWISKU!
Kocur położył po sobie uszy.
— To nic... Co dotyczyłoby Klanu Klifu, ja... To moja prywatna sprawa — wyjaśnił nie wchodząc w szczegóły.
— Potrzebujesz czegoś? — zaoferowała swą pomoc, widząc, że przez tą „prywatną” sprawę kocur zaniedbuje, ponownie, swe obowiązki.
— Tak... Ale nie jesteś w stanie mi tego dać — zaczął na powrót chlipać, tym razem już tego nie kryjąc.
Matko na Srebrnej Skórze, dodaj jej cierpliwości…
Kotka podeszła bliżej, następnie gładząc go po grzbiecie, by się uspokoił.
— Jeśli tylko chcesz... mogę chociaż dać ci wsparcie, pozwalając, abyś to z siebie wyrzucił. — zaproponowała. Niech jej to powie, a ona już to załatwi. Za niego.
Znowu. Tak jak za niego przynosiła mu jedzenie i za niego zwoływała radę lub Aksamitkę, gdy ten jej do czegoś potrzebował.
Kocur pociągnął nosem, a z jego pyska uciekł szloch. Nagle Skoczek została przyciągnięta przez jego łapę i poczuła na swojej sierści gluty samego lidera, gdy ten użyczył jej jako mchu do wypłakania się. Pozwoliła mu, mimo absurdalności tej sytuacji, smarkać w siebie. Pocieszająco pogładziła go po głowie, ukradkiem przewracając oczyma. On naprawdę nie powinien być liderem, nie dość, że go to przerastało, to jeszcze zawalał i płakał.
Kim ona teraz w sumie była? Szpiegem, niańką i czym? Mchem?
Kremowy dalej przytulał ją do siebie, nie potrafiąc opanować łez. Zamiast miarowego uspokojenia, lider jakby pęknął bardziej ku rozpaczy niebieskiej i zaczął jeszcze rzewniej wylewać łzy.
— D-dlaczego m-mnie t-to spotyka... D-dlaczego...
— Już, już... — zamruczała, starając się go pocieszyć — Co takiego się stało, że aż tak to tobą wstrząsnęło?
Kremowy przełykał łzy, wycierając zasmarkany nos w jej sierść.
— O-on o-odszedł... O-odszedł... Odszedł... — powtarzał niczym w transie, mocniej wtulając pysk w Skoczek, nieświadomie sprawiając jej ból, bo coś ostatnio było z jej barkiem. Ale przestała się sobą przejmować. Mimo nauk Morskiego Oka przekładała dobro Klanu Klifu ponad siebie. Szkoda że nie wiedziała, co to przyniesie w przyszłości.
— Kto odszedł? — spytała, zdezorientowana.
Starszy załkał mocniej, po chwili dopiero się uspokajając.
— O-omen... O-odszedł, gdy... Gdy j-już wszystko się u-układało, g-gdy g-go w k-końcu do-doceniłem. Za-awsze uważałem g-go za w-wroga. By-yłem nieufny i go odrzucałem. A... A te-eraz... Gdy go nie ma... Te-eraz... Je-jestem sam... Tak jak wcześniej...
Gdy zrozumiała, o kim mówił, miała ochotę piszczeć z bezsilności i czuła, jak jej powieka chce znów podrygiwać, jak wtedy, na zgromadzeniu, gdy zobaczyła go całującego się z tym przeklętym Wilczakiem. Nie ukazała jednak swych emocji, czując, że potem będzie miała porządną sesję krzyczenia w mech… albo w futro Srebrnej Szadzi jak wyjdą z obozu. Oba równie tłumiły dźwięki, to drugie nawet bardziej.
— Przykro mi to słyszeć... — miauknęła, choć skrycie cieszyła się, że psychol kopnął w kalendarz — Ale on będzie w twoim sercu... — z jej pyszczka wyszły ckliwe słówka na pocieszenie, ścierając łapką jego łzy. — Ale nie jesteś sam. Masz jeszcze mnie i na pewno... kogoś z rady, prawda?
Kocur pokręcił łbem.
— N-nie... O-oni już mnie posłali na straty... Tak jak cały klan... To, że... Że ostatnio miałem siły do tego, by rządzić, by wprowadzić zmiany... T-to było dzięki niemu... Dał mi nadzieję, a teraz... Teraz już wszystko jawi się w czarnych barwach. J-jeszcze... Ona... Ona mnie nęka i nie chcę przestać. Mści się za to co jej zrobiłem — zadygotał.
TO BYŁO DZIĘKI NIEMU-
ONA TUTAJ WYPRUWA SOBIE ŻYŁY, SŁUCHA JEGO SZLOCHÓW NIE PIERWSZY RAZ, ROBI MU ZA MECH DO SMARKANIA…
Spokojnie… spokojnie… potem wywrzeszczysz się w futerko Szadzi, na pewno się zgodzi. A teraz trzeba się czegoś dowiedzieć…
— Kto... kto cię nęka? — spytała. — Ja cię nie skreśliłam. Na pewno nie tylko ja. — kłamała jak z nut. Oczywiście, że go już skreśliła. Starała się jednak zrobić tak, by na coś się przydał i spróbować go chociaż postawić na te cztery łapy.
— Nie wiem... Nie wiem kim jest — szepnął nagle przypominając sobie pewną bardzo ważną kwestię — Jesteś za młoda... aby słuchać mych żali. Wracaj trenować. Nie marnuj sobie życia przy mnie. Już i tak jest po mnie...
— Nie jest po tobie. Nie możesz stracić nadziei, Grzybowa Gwiazdo. Nie możesz przestać próbować. Spójrz na mnie. Urodziłam się z krótszymi łapami. Większość... chyba nawet ty, przynajmniej na początku, spisali mnie na straty. Na rangę medyka lub protektora. Ale zostałam uczennicą wojownika i sobie radzę. To nie zawsze jest proste. — do jej umysłu napłynęły wspomnienia z nocy zgromadzeniowej. Czy powinna mu dawać taki przykład? Opowiadać to, by podnieść go na duchu? Nie powinna. Ale mimowolna chęć pocieszenia tak żałosnej istoty, jaką był i dania mu przykładu, że można się nie poddawać zwyciężyła — Na zgromadzeniu... wyśmiewali mnie za to — ruszyła swoimi mniejszymi łapkami. — Było mi przykro i miałam ochotę przestać się starać. Ale zebrałam się w sobie i nie poddałam się. I dzięki temu jest coraz lepiej. — skłamała. Może i się spięła jeszcze bardziej w treningu, ale mało co to dawało z wiecznie śpiącym albo odpoczywającym Śliwą. Tylko dzięki Srebrnej Szadzi robiła większe postępy w nauce. Za to jej mentor? On ją namawiał do lenienia się i mówił nawet, że może powiedzieć Grzybowi, iż wszystko umie mimo, iż to nie była prawda i doprowadzić do jej mianowania, już teraz, zaraz. Ona się jednak na to uparcie nie zgadzała wiedząc, że to tak nie działało i że mogą zechcieć sprawdzić jej umiejętności ze względu na niepełnosprawność… chociaż w sumie czy Grzyba lub Aksamitkę to obchodziło? Pewnie nie. Ten ciągle ryczał i ledwie wstawał z legowiska, a druga latała w obłokach. Przyglądał się jej, gdy mówiła, a po chwili odezwał się.
— Jesteś dzielna, ale... Nigdy nie będziesz na poziomie zdrowego kota, tak jak i ja nie będę już w stanie wrócić do siebie sprzed bycia liderem. Mogę udawać, że nic mi nie jest, ale w głębi wciąż będzie mnie to prześladować. Zdaje sobie sprawę, że z klanem nie jest dobrze. Że moje decyzje były błędne. Nie mogę jednak nic z tym zrobić. Odebrałem sobie władzę, dając ją kotom, które nie były na nią gotowe. Tak jak... ja...
— Ale zawsze... możesz się starać na tyle, na ile tylko jesteś w stanie. I to się liczy, nie ważne, jak na ciebie lub na mnie patrzą inne koty. Nawet, jeśli to boli i sprawia problemy.
— Co mi dadzą starania, gdy już wszystko jest zaprzepaszczone? Jest za późno. Skacząca Łapo, ja... Ja niedługo umrę. Ona mnie wykończy. Już teraz nie myślę racjonalnie. W zasadzie... czuje się tak bardzo zmęczony, rozbity, a ona triumfuje. Chciałbym, aby zadała już ostateczny cios, lecz jest okrutna... Nie ulituje się i nie dobije raz a porządnie. Chce bym cierpiał...
— Niestety nie wiem, o kim mówisz... ale szanuję twoją prywatność. — stwierdziła, mimo, iż miała wielką ochotę wypytywać go o to, któż taki jeszcze bardziej wyniszczał ich klan i lidera, który już i tak był wrakiem — Skoro... ona nie daje ci spokoju... to zajmij się czymś innym. Na przykład nowymi treningami i nadzorowaniem ich. Zignoruj ją, na tyle, na ile się da. Pokaż jej, że jesteś ponad to i że się nie poddasz.
— Nie potrafię z nią walczyć. Nie umiem. Jest za silna...
— Więc nie walcz. Unikaj jej. Ignorują ją. Zatop się w treningach, w klanie. Powinno cię to trochę odciągnąć.
— Jej nie da się zignorować. Skacząca Łapo. Ja nie mam sił, aby się podnieść z posłania. Wysysa ze mnie energię. Jak mam doglądać klanu, gdy moje łapy odmawiają mi posłuszeństwa? Gdy ciało trawi choroba? To... To koniec. Przegrałem. — Zamknął oczy.
— Kiedy ostatnio jadłeś — spytała. Z doświadczenia ostatnich dni wiedziała, że im mniej jadł tym gorzej było.
— Wczoraj... — odmiauknął słabo, puszczając ją w końcu, a następnie zwinął się w kulkę.
No. To trzeba było go nakarmić… znowu robiła za niańkę.
Wyszła z legowiska lidera, po czym swoimi skokami dostała się do sterty zwierzyny, aby chwycić jedną z piszczek w pysk i szybko wrócić do Grzybowej Gwiazdy z dużym, soczystym ptakiem. Odstawiła jedzenie na posłanie.
— Musisz jeść. Inaczej ułatwisz jej zadanie.
Uparty kocur pokręcił jednak łbem, niezbyt chętny na spróbowanie mięsa.
— Grzybowa Gwiazdo... proszę. Jeśli nie dla siebie... zrób to dla Klanu Klifu. I by postawić się tej jędzy, która cię dręczy. — bo ta która to robiła musiała być faktycznie okropną jędzą. Nie tylko wyniszczała psychikę Grzyba, ale także ich klan od środka. Jak mogła być tak niewierna ich klanowi, skoro musiała być jego członkinią!
Kremowy po momencie zwrócił na nią zmęczony wzrok. Chwilę milczał, po czym skinął wolno głową, patrząc z niesmakiem na posiłek. Widząc, iż dalej nie rozpoczął konsumpcji, niebieska podsunęła mu ptaka bliżej pod łapy. Kocur rozpoczął niezbyt chętne skubanie zwierzyny, a ona czuła, jakby osiągnęła niemożliwe. Czekała aż zje do końca, jednak ten zostawił większość zwierzyny, choć zjadł kawałek, który byłby uznany za jeden gryz, po czym odwrócił łeb.
— Nie mogę już więcej...
— Spróbuj chociaż do połowy. Wyobraź sobie... że to ona i że możesz jej się odpłacić. — na jej słowa starszy wziął malutkiego gryza i rozpoczął memlanie go w pysku, co trwało dłuższy czas nim w końcu przełknął porcję. Tymczasem ona obserwowała go uważnie z przyjaznym uśmiechem na pysku, dając mu znać, że wyplucie i schowanie pod futrem nie przejdzie. Po przełknięciu kocur położył po sobie uszy, spoglądając na resztę zwierzyny. — Już mi starczy.
— Nie jadłeś od wczoraj, Grzybowa Gwiazdo. W takim tempie nie będziesz mógł nawet unieść głowy z legowiska za niedługo. — uświadomiła to mu.
— Mam... życia od przodków. Jak umrę to wrócę... — miauknął gorzko, urywając większy kawałek.
— Więc chcesz zmarnować tak cenny dar? — spytała go — To, że masz czegoś więcej, nie oznacza, że nie jest to tak samo cenne, jak jest dla innych.
Lider spojrzał na nią przestraszony. Spiął się, po czym zaczął kręcić głową.
— Nie. Wybacz... Obiecałem im już ich nie marnować... Znów o tym przypominają... Przepraszam...
— Nic się nie stało, Grzybowa Gwiazdo. Nie musisz przepraszać za to, że ktoś cię do czegoś takiego doprowadził. — stwierdziła — To nie jest twoja wina. — Po chwilizdała sobie sprawę z pewnego znaczenia jego słów... — Jak to... znowu...?
Arlekin jednak wrócił jedzenia ptaka, jakby nic się nie stało, a ją ogarnęło czyste przerażenie na myśl, co mógł kocur zrobić.
— I-ile... ile ich już straciłeś... — wypowiedziała szeptem, zszokowana.
— Mało... — przyznał ostatecznie dość niechętnie. — Chciałem odpocząć od ziemskich trosk, zostawić wszystko za sobą, ale... Te życia przeszkadzają — westchnął. — Nie chcę jednak denerwować Klanu Gwiazdy... Chociaż chętnie bym oddał im te życia za możliwość spokojnej śmierci...
Marnować życia… to było nie do pomyślenia…
I wtedy wpadła na pewien pomysł.
— A może... spróbuj się dowiedzieć, czy mógłbyś je oddać innym kotom? Skoro... i tak ich nie chcesz... tylko mi się potem nie zrzuć z klifu, dobrze? — poprosiła go.
— Zastanowię się nad tym... — odparł, zwijając się bardziej w kłębek. — Potrzebuje spokoju. Wracaj do swoich spraw — oddelegował ją.
— Dobrze. Odwiedzę cię jeszcze później — miauknęła, po czym pożegnała się i wyszła.
Następnie znalazła Srebrną Szadź i poprosiła ją o możliwość wykrzyczenia się w jej futro. Na szczęście ta nie zadawała zbędnych pytań i wyszła z nią z obozu, pozwalając Skoczek wyrzucić to wszystko w swoją większości białą sierść poprzez wrzaski.

[4416 słów]

Od Miodunki CD Iskry

*jeszcze zima, czyli oczywiście przed rewolucją francuską Gwardii Oczyszczenia*
Miodunka właśnie rozpoczynała jedzenie wiewiórki, gdy do obozu weszła Iskra. Jedyna córka Fretki. Miodunka nie miała jeszcze jej okazji poznać. W sumie jedynym dzieckiem Fretki, które poznała, był Mniszek. I on był całkiem spoko, nie lubił swej matki co zdecydowanie było na plus.
Uczennica przysiadła przy stosie ze zwierzyną obsypanym śniegiem, całkiem niedaleko Miodunki. Ta nie za bardzo przejmowała się jej obecnością, skupiając się na jedzeniu, jednak mimo to nie umknął jej rzężący przez jakiś czas, ciężki oddech uczennicy. Dopiero po jakimś czasie kotka ponownie uniosła się na łapy, po uspokojeniu oddechu. Szylkretka odetchnęła z ulgą i zaczęła obrzucać obóz oraz koty w nim się znajdujące drażliwym spojrzeniem.
Po chwili kotka odłożyła na stos martwych ciał upolowaną przez siebie piszczkę.
— Iskro? — zwrócił się ktoś do kotki, która dopiero co wróciła z treningu. Miodunka lekko nastawiła ucha, podsłuchując ukradkiem rozmowę podczas jedzenia. Iskra odwróciła się szybko, wybita jakby z transu, spoglądając na swego mentora. Kotka sapnęła, widząc niebieskiego. Widocznie poirytowana w większości kremowa kotka zaczęła poruszać niespokojnie kitą na boki, wyraźnie niezadowolona.
— Rozmawiałem z Fretką — poinformował młodszą dawny wilczak, stojąc obok i bujając końcówką szarego ogona. — Plany się zmieniły. Na kolejny trening pójdziemy już zaraz. Zjedz coś i odpocznij chwilę, bo niedługo wyruszamy — odparł, po czym odwrócił się na pięcie i zawrócił w stronę głębi obozowiska.
Szylkretowa dostrzegła jak Iskra rezygnuje z wzięcia sobie czegoś ze sterty. Miodunce zdawało się, iż rzadko kiedy kotka była w obozie. Często trenowała. Wiedziała też dzięki Mniszkowi, iż Fretka musiała zaleźć swym dzieciom za skórę, jej ingerencja w trening Iskry była więc niepokojąca szczególnie, iż kotka miała jeszcze dużo czasu na trening. Sama Miodunka skończyła swój jako starsza uczennica i wyszła z niej jedna z najlepszych wojowniczek Owocowego Lasu, co oznaczało iż Fretka znowu się tylko kogoś czepiała. I to zdawało się odbijać na młodej kotce, jak i na Mniszku. Dostrzegła wściekłość Iskry i to, jak ta wbiła pazury w ziemię. Była zła. I słusznie. Terminatorka zacisnęła pysk, a jej napuszony ogon jeszcze bardziej niż wcześniej latał na boki. Futro młodej kotki było nastroszone.
Co Fretka zrobiła z tym biednym dzieckiem…
Po chwili, przez to, iż młoda kotka zaczęła patrzeć wokoło siebie ich spojrzenia się spotkały. Wściekłe oczy iskrzące od złości i nic nie okazujące ciemnozielone ślipia.
Młodsza kotka speszona zarzuciła uszami do tyłu, a wzrok utkwiła na pierwszym lepszym obiekcie leżącym w przeciwnym kierunku.
Miodunka wstała, po czym chwyciła w zęby kości pozostałe po wiewiórce, by następnie udać się gdzieś i je schować.
I wiedziała już co jeszcze, poza tą prozaiczną czynnością, zrobi.
***
Podeszła do siedzącej niedaleko wyjścia z obozu Iskry, wyraźnie czekającej na Przebiśniega. Nie miała się go jednak doczekać.
Zamiast tego podeszła do niej szylkretka o niejednej bliźnie na ciele. Starsza stanęła przed Iskrą.
— Dzisiaj trening będziesz miała ze mną — oznajmiła bez wyrazu, po czym odwróciła się i wyszła z obozu, nasłuchując, czy Iskra podąża za nią.
<Iskro? Będziemy się byczyć>

Od Kawczego Serca CD. Wirującej Łapy

 Duma ją rozpierała, gdy siedziała w tłumie kotów, przeglądając się ceremonii ucznia jej czterech kuzynek. Kotki ze skupieniem słuchały słów Mglistej Gwiazdy, która to zaraz miała każdej z nich wybrać mentora. Była ciekawa czy Sroczy Lot będzie uczyć którąś ze swoich pociech, w głębi duszy miała nadzieję, że nie. Wynikało to tylko z tego, że obawiała się możliwych między siostrami zgrzytów z tego powodu, że jedna z nich spędza częściej od reszty czas z matką. W końcu Gąska nie tak dawno jej się pytała o to czy będzie częściej widywać się z mamą. 
Jako pierwsza mentora otrzymała Kotewka. I ku zaskoczeniu Kawki w podjęciu decyzji przez liderkę, mentorem została matka Kotewki, zastępczyni - Sroczy Lot. Nie kwestionowała w umiejętności ciotki jednak, co czuła w tamtym momencie reszta jej kociąt, że to właśnie jedna częściej będzie spędzać czas z matką, nawet jeśli ich spotkania częściej będą się skupiać na relacji uczeń-mentor niż córka-matka?
Następna w kolejce była Gąska. Na jej mentora została wyznaczona Makowe Pole. Przyszła kolej na Wir. Arlekina stanęła przed liderka, a z ust siostry ojca Kawki wybrzmiała formułka, która czarna znała już na pamięć.
— Wir, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Wirująca Łapa. Twoim mentorem będzie Kawcze Serce. Mam nadzieję, że Kawcze Serce przekaże ci całą swoją wiedzę.
Kawka nie dowierzała własnym uszą. Sama dopiero co była uczennicą, nie tak dawno została wojownikiem, a teraz miała być mentorem? Jej wzrok spotkał się ze spojrzeniem ciotki Mgiełki, a po chwili kotka zwróciła się do swojej bratanicy, gdy ta wystąpiła naprzód:
— Kawcze Serce, jesteś gotowa do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś od swojego mentora, Sroczego Lotu doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją lojalność i ambicję. Będziesz mentorem Wirującej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę
Po tych słowach Kawcze Serce dotknęła się nosem ze swoją kuzynka, uczennicą, która wyglądała na bardzo zadowoloną z wyboru Mglistej Gwiazdy. 
Nim odeszły na bok, porozmawiać o treningu, jeszcze chwilę zostały chcąc zobaczyć kogo ostatnia z córek Sroki otrzyma za mentora. Pianka otrzymała mentorkę o tym samym kolorze futra jaki ona miała — Zajęczą Troskę. Czarna wiedziała, że każda kotka przekaże najpotrzebniejszą wiedzę uczennicom. Nie miała żadnych zastrzeżeń co do wyboru. Sama również postara się przekazać Wir wszystko to co nauczyła ją Sroka.
Po skończeniu ceremonii, wszyscy rozeszli się wraz ze swoimi uczniami na strony. Tak też i Kawka wraz z Wir przeszły na bok, po czym mentorka spojrzała się na swoją uczennicę uśmiechając się od ucha do ucha.
— Piękny kwiatek Wirująca Łapo. Kto ci go podarował? — spytała czarno-białą, prawdę mówiąc chyba już znała odpowiedź na to pytanie. W końcu przez cały czas trwa ceremonii pewien kocurek, który również dzisiaj był mianowany na ucznia ledwo co mógł oderwać oczy od Wir
— Sumik — odparła bez ogródek. Na jej pyszczku, gdy zadawała pytanie, pojawił się lekki uśmieszek - rzadki u Wir — Pójdziemy dzisiaj na trening? — mimo nie bycia już kocięciem, jako, iż Kawka była jej ukochana kuzynka, zrobiła wielkie oczy.
— Oczywiście, nie widzę powodów żebyśmy zwlekały z treningiem do jutra. stwierdziła przyglądając się pozostałym mentorom rozmawiającymi ze swoimi uczniami — Co powiesz abyśmy rozpoczęły trening od nauki wspinania się na drzewa? Myślę, że z nauką pływania jeszcze lepiej te kilka dni poczekać, woda wciąż jest zimna.
Lepiej nie było ryzykować przeziębienia Wir na ich pierwszym treningu. Jak by później spojrzała Sroce w oczy wiedząc, że to z jej winy córka ciotki spędza dni u medyka?
— Chętnie — odparła. W jej oczach dało się dostrzec iskierki radości, jednak mimika na jej pyszczku pozostawała neutralna. No tak, cała Wir.
Tak też obie skierowały się w stronę zalesionego terenu. Kotka rozglądała się po drzewach, starając się wybrać to jedno, będące odpowiednie na pierwszą próbę wdrapania się młodszej na nie. Kilkukrotnie wskakiwała na niższe gałęzie drzewa, jak i wdrapywała się po korze chcąc się upewnić, czy jej ciężar dadzą radę utrzymać. Bo jeśli tak to Wirująca Łapa bezpiecznie będzie mogła rozpocząć trening. Przechyliła się w dół zerkając na uczennicę na dole, której poleciła wcześniej zostać i poczekać na znak.
— Spróbuj tu do mnie się wdrapać. Nie jest za wysoko, idealnie jak na pierwszy raz. Tylko pamiętaj. Mocno uczep się kory pazurami i pomału, bez pośpiechu na przemian podciągaj się łapkami. — poinstruowała arlekinkę, która posłusznie zbliżyła się ku pniu i rozpoczęła próbę wdrapania się do Kawczego Serca
Wir skinęła głową, że rozumie, po czym zmrużyła oczy. To nie będzie takie proste. Nie wspinała się na drzewa jako kocie, przecież by jej nie pozwolili, mogłaby sobie zrobić krzywdę. Teraz jednak była już uczennicą i musiała dobrze wypaść. Podeszła bliżej drzewa po czym ze skupieniem wbiła pazury przednich łap w korę, zaczynając powoli, ostrożnie próbować się wspiąć.
Wystarczyło jeszcze parę podciągnięć i już Wir miała dotrzeć do Kawki, która gdy tylko uczennica była bliżej niej pomogła jej się wgramolić na gałąź. Wiedziała już co będą musiały ćwiczyć i nad czym dokładnie się skupić, by jak najlepiej wyszkolić arlekinke. Tym jednak zajmą się na kolejnych treningach.
Tak więc teraz obie kotki, czarna i mniejsza czarno-biała siedziały na gałęzi młodego niedużego drzewka. Kawcze Serce delikatnie otuliła swym czarnym puchatym ogonem Wirująca Łapę, nie tylko z powodu chęci okazania czułości wobec kuzynki, jak i również chcąc ją asekurować. 
— Jeszcze kilka lekcji, a dasz radę wspiąć się na tamto drzewo. Będziesz fruwać wśród koron drzew — Wskazała pyskiem na drzewo oddalone od nich, które wielkością trzykrotnie przewyższało to małe drzewko na, którym się znajdowały — Dobra robota Wirująca Łapo. Można powiedzieć, że na dziś koniec treningu. — Uczennica najwidoczniej nie spodziewała się tych słów, jej źrenicę zmieniły wielkość na słowo "koniec". — Teraz pozostaje nam się cieszyć przepięknym widokiem. W końcu o wiele więcej widać, niż z mojego grzbietu. No i jak, co myślisz? — Była ciekawa tego co odpowie jej kuzynka, bo dla Kawki niezmiennie krajobraz Klanu Nocy wyglądał przepięknie podczas każdej pory
— Jest... pięknie — miauknęła patrząc rozszerzonymi oczyma na krajobraz — muszę tu wziąć kiedyś Sumika... - dodała ciszej.
Na ciszej wypowiedzianą informacje z ust Wir Kawcze Serce uśmiechnęła się delikatnie. To dobrze, że poza siostrami znalazła kogoś z kim udało jej się znaleźć wspólny język. Tylko ciekawe co na to Sroczy Lot? Nie miała żadnych zastrzeżeń do ich przyjaźni?
Chwilę jeszcze tak siedziały na gałęzi napawając się widokiem, po czym świeżo upieczona mentorka pomogła Wir zejść na dół. 
Mimo, że Wir chciała najpewniej wpaść w ten cały wir treningu, Kawka zdecydowała, że lepiej będzie aż wrócą już do obozu. W końcu przed młoda kotką było jeszcze sporo czasu, tyle księżyców, aby kuzynka przekazała jej całą swoją wiedzę, którą przekazała jej zastępczyni. Nie chciała też przemęczyć małej istotki na raz tą całą teorią. Odprowadziła kotkę pod legowisko uczniów.
— Idź wcześniej spać — poleciła — Zaczniemy jutrzejszy trening z samego rana. Rześkie powietrze sprawi, że lepiej przyswoisz wiedzę. A też dzięki temu szybciej będziesz wolna, może nawet i przed południem — Posłała jej ciepły uśmiech

<Moja droga uczennico?>
[1133 słów]
[Przyznano 40%]

01 sierpnia 2023

Zgromadzenie!

 Dnia 02 sierpnia (środa) o godzinie 18:30 odbędzie się zgromadzenie! Liderów i opiekunów klanów prosimy o uzupełnienie listy.

KLAN BURZY

Tygrysia Gwiazda
Różana Przełęcz
Wiśniowa Iskra
Słoneczna Łapa

Makowa Furia
Sójczy Szczyt
Narcyzowy Splot
Tropiący Szlak
Lisi Ogon
Gronostajowa Bryza
Diamentowa Grota
Koniczynowa Łąka
Ostowy Pęd
Malwowy Rozkwit
Zwiędły Hiacynt
Gepardzia Łapa
Gradowa Łapa


KLAN KLIFU

Aksamitna Gwiazdeczka
Srokoszowa Namiętność
Pluskająca Rybka
Kumkająca Żabka
Listkowa Łapusia
 
Jaśniutka Plameczka
Bielutki Księżycek
Puszysty Niedźwiadek
Słodziutka Krewetka
Lisiaczkowy Puszeczek
Wyjący Wilczek
Śnieżkowe Zamieszanko
Śliweczkowa Ścieżeczka
Uroczy Księżycuś
Kwiatuszkowa Drzemeczka
Skaczusiąca Łapusia
Uroczusia Łapusia
Słoneczkowa Łapusia
Delikatna Łapusia


KLAN NOCY

Mglista Gwiazda
Sroczy Lot
Strzyżykowy Promyk
Lecący Czas

Tonący Pasikonik
Przyczajony Drozdoń
Makowe Pole
Pszczela Duma
Cedrowa Rozwaga
Okraszona Polana
Ryjówkowy Urok
Wodnikowe Wzgórze
Borsuczy Język
Kawcze Serce
Tuptająca Łapa
Wirująca Łapa
Kotewkowa Łapa
Spieniona Łapa 

KLAN WILKA

Szakala Gwiazda 
Błękitny Ogień 
Kunia Norka 

Chłodny Omen
Wilcza Tajga 
Gęsi Wrzask
Rzeczny Wir
Chryzantemowa Krew
Stokrotkowa Polana
Ważkowe Skrzydło
Wroni Trans
Koszmarny Omen
Wieczorna Mara
Jadowita Żmija 
Kukułcze Gniazdo
Pajęczy Splot
Nocna Łapa
Pierzasta Łapa

OWOCOWY LAS

Agrest 
Fretka 
Ważka 
Jaskółka 
Witka 

Traszka
Gęgawa
Nikt
Daglezjowa Igła
Sadzawka
Kuklik
Winogrono
Gwiazdnica
Truchło
Bławatek
Iskra
Sówka
Leszczyna
Rokitnik
Brzoskwinka

Zgromadzenie odbędzie się na przeznaczonym do tego kanale na Discordzie!

Od Kawczej Łapy (Kawczego Serca) CD. Makowego Pola

 "Nie bierz przykładu ze swojej matki"
Ile razy już to słyszała? Chyba codziennie minimum dwa razy, od różnych kotów. Głównie od tych, którzy przyjaźnili się z jej ciotką, jak i od niej samej. Było to uciążliwe i jak na początku zawsze ochoczo zgadzała się, że nie będzie brać przykładu z Błotnistej Plamy, to za setnym razem ta uwaga wychodziła jej bokiem. W końcu nie brała z niej przykładu, wkładała całe w serce w treningi, aby być lepszą każdego dnia. Chciała coś udowodnić, że nawet jeśli była tym najsłabszym kocięciem, to teraz wcale taka nie jest. Zdecydowała się zmienić temat na ciotkę, by nie ciągnąć tematu jej rodziców. Może i samej jej się zdarzało na ich temat ponarzekać, ale nie lubiła gdy ktoś to robił. Miała w końcu oczy, przejrzała na nie i wiedziała, że związek jej rodziców nie był zdrowy, a oni sami pozostawiali wiele do życzenia.
— Sroczy Lot przekazuję mi najpotrzebniejszą wiedzę, dzięki czemu staję się lepszą wersją siebie. Ostatnio kilka dni temu wspomniała, że to tylko kwestia czasu nim zostanę wojowniczką. — powiedziała czując wielką dumę, że kotka doceniała jej poświęcenie sprawie jakim były treningi. Nie mogła się doczekać dnia, gdy otrzyma imię wojownika.
— Gratuluje więc. Bycie wojownikiem niesie dużo korzyści, na przykład można chodzić gdzie się chcę i robić co się chcę. Ja z Pszczółką często po wykonaniu obowiązków chodzimy się kąpać w rzece albo na plaże. Czasem należy się zrelaksować w babskim gronie.
— To prawda. Nie mogę się już doczekać tych wojowniczych przywilejów — miauknęła rozmarzona, ona już jako wojowniczka po skończeniu wojowniczych obowiązków spędza miło czas z ... No właśnie, z kim? Z bratem? Z siostrą? Z Porankiem? Z kuzynkami? — Mam nadzieję, że tak jak wy teraz, ja również kiedyś będę spędzać czas ze swoją przyjaciółką. — odparła uśmiechając się do kotek — Gdzie nie spojrzeć, zawsze was widać razem. Zazdroszczę wam waszej relacji. — przekrzywiła łebek, przenosząc wzrok na Pszczelą Dumę — W moim przypadku jak na razie nie udało mi się znaleźć wspólnego języka z żadną z rówieśniczych kotek z naszego klanu, więc pozostaje mi towarzystwo mojej leniwej siostry, bądź hałaśliwego brata i Porannej Łapy — westchnęła ciężko, żałowała tak bardzo, że kotki, z którymi udało jej się znaleźć wspólny język, szczególnie ze Słoneczną Łapą, mieszkały w innych klanach, więc nie mogły tak łatwo się spotykać.
— Uh... — Skrzywiła nos na wzmiankę o bracie Kawki. — Musisz wiedzieć moja droga, że lepiej otaczać się kobiecym towarzystwem. Tylko my siebie rozumiemy... Kocury są... Głupie. Mój brat także jest jakiś odklejony, a ojciec... Szkoda gadać. — Machnęła łapą, aby nie wracać do tych wspomnień. — Jestem pewna, że znajdziesz sobie jakieś wartościowe damskie towarzystwo. Pszczółka i ja znamy się od żłobka, czasem jeszcze dołącza do nas Cedrowa Rozwaga, twoja mentorka oraz Zajęcza Troska. Jesteś młoda — oceniła. — Ale warto korzystać z wiedzy starszych. Prawda, Pszczółko? 
Kotka zarumieniła się, gdy Mak na nią spojrzała, ale nie było to zbyt widoczne przez jej sierść. Skinęła głową, potakując.
— Prawda. 
— Widzisz? Mogę cię wszystkiego nauczyć — mruknęła niezbyt skromnie, prostując się w idealnie. — W nas jest bowiem siła. Większa niż sądzisz.
— W takim razie z chęcią skorzystam z twojej wiedzy — odparła ochoczo, będąc ciekawa nauk Makowego Pola, która uśmiechnęła się do kotki promiennie. 
— A więc... My kotki jesteśmy nie bez powodu lepsze od kocurów. Jesteśmy bardziej inteligentne. Widać to po klanie. Rudzikowy Śpiew sobie nie radził, nie chciał nawet przyjąć imienia lidera. Mój ojciec... Cóż... Zawalił sprawę i dał się obalić, phi! A teraz bawi się w jakiegoś detektywa. A twój tatuś od siedmiu boleści? Cham i prostak, który nawiał, gdy zmarła mu mamusia. Widzisz więc, że oni potrzebują naszego przywództwa. Dlatego od teraz same kotki wybierane są na stanowisko lidera.
— Rudzikowy Śpiew ledwo co pamiętam, byłam zbyt mała. Ale wychodzi na to, że to nawet lepiej... — zauważyła, coś faktycznie obiło jej się o uszy odnośnie kocura, jednak słowa Mak utwierdziły ją w przekonaniu odnośnie niezdolnego do sprawowania władzy lidera — Dobrze, że Klan Nocy przestał być pod jego łapami. Martwi mnie jednak to, że władza ostatnim czasy się bardzo często u nas zmienia. Zmiany są potrzebne, jednak w innych klanach z tego co zauważyłam na zebraniach od dłuższego czasu panują ci sami liderzy. — wyznała kotkom coś co trapiło ją od dłuższego czasu — Czy tak samo było przed moim narodzeniem, że lider zmieniał się prawie, że z upływem pory roku?
— Może... Nie żyje aż tak długo, aby to ocenić. Ale słyszałam, że wiele razy lider się zmieniał, bo sobie nie radził. Dotyczyło to jednak kocurów. Krucza Gwiazda rządziła długo, ale Rudzikowy Śpiew ją zabił, a potem szerzył tą swoją niedole na resztę klanu. Gdybym ja została wybrana liderką, nie pozwoliłabym na to, aby ktoś się buntował i próbował mnie obalić. Upadają słabi co nie potrafią się utrzymać.
— Tak... — zgodziła się z jej ostatnimi słowami, a w jej głowie na słowo "słabi" pojawił się obraz Błotnistej Plamy. Czy można było upaść niżej niż jej matka? — Myślę, że nadawałabyś się idealnie na liderkę Makowe Pole. Na pewno uzyskałabyś poparcie całego klanu, w szczególności kotek. A gdy ty byłabyś liderką to myślę , że Pszczela Duma świetnie spisałaby się jako twoja zastępczyni — uśmiechnęła się do drugiej kotki, która była cichsza.

<CIOCIU MAK? proszę nie zabijaj cioci mgiełki w teraźniejszości, jeśli ta wizja posiadania władzy ci podpasuje 🤧>

Od Tuptającej Łapy

 Wreszcie doczekała się swojego mianowania i nowego imienia, jednak gdy usłyszała, kto został jej mentorem, to się załamała. Wirująca Łapa dostała jako mentora Kawcze Serce, Spieniona Łapa dostała Zajęczą Troskę, a Kotewkowa Łapa dostała ich własną mamę. A kogo dostała Gąska? Makowe Pole, z którą zamieniła kiedyś dwa słowa i której się bała. Zazdrościła Kotewce, bardziej niż chciałaby się do tego przyznać. Dlaczego to właśnie ona musiała dostać Sroczy Lot jako mentorkę? Czy ciocia Mgła robiła to specjalnie? Nie mogła, przecież Gąska nic złego nie zrobiła, aby zasłużyć na taką mentorkę!
 Prychnęła cicho, zmierzając w stronę jej nowego legowiska. Towarzyszył jej Kolcolistkowa Łapa. Mieli wypocząć tego dnia i przygotować się na jutrzejszy trening, na co czarna kotka nie pałała szczęściem. Trening z jej mentorką brzmiał dla niej teraz jak najprawdziwszy koszmar.
 - Z pewnością nie jest aż tak źle. - Powiedział żółtooki kocur, który szedł wraz z nią. Już od pewnego czasu wbijał w nią swe żółte ślepia, więc musiał zauważyć u kocicy brak ekscytacji odnośnie tego, że została wreszcie uczniem. - Jeszcze nie miałaś z nią żadnego treningu.
 - To nic nie zmienia! Czuję już, że to nie będzie prosty trening! - Odpowiedziała kocica, po czym weszła do legowiska uczniów, aby znaleźć idealne miejsce na swoje legowisko. Kocur podążył za nią, a gdy tylko znaleźli się w środku, to stanął on.
 - Skąd to wiesz? - Zapytał uczeń, obserwując jak kotka, przeczesuje legowisko uczniów w poszukiwania idealnego miejsca na swoje legowisko. - Nawet jej nie znasz, a nie sądzę, żeby Mglista Gwiazda dała Ci mentora, któremu nie ufa. Daj jej szansę i nie dramatyzuj.
 - Dramatyzuje?! - Wręcz krzyknęła Gąska, obracając swą głowę w stronę ucznia. - Czy ty siebie słyszysz?! Bzdury wygadujesz, mówiąc, że dramatyzuje. Gdybyś sam dostał Makowe Pole, zamiast Okraszonej Polany, to mówiłbyś to samo co ja.
 Odwróciła swoją głowę i wróciła do poszukiwania idealnego miejsca, gdy tylko usłyszała, że kocur wzdycha. Nie rozumiał jej, a nawet nie chciał zrozumieć. Pewnie w życiu nie widział na oczy tej kotki. Kocica od zawsze wyglądała na strasznie poważną, co nie wzbudzało u ciemnej kotki dobrych emocji, jednak nie mogła pozwolić, żeby to było po niej widać. Wreszcie udało jej się znaleźć idealne miejsce, w którym usadowiła swoje legowisko. Kocur zrobił to samo, usadawiając swe legowisko obok czarno-białej, co skutkowało tym, że zdziwiony wzrok kotki padł na niego. Jednak ta nie powiedziała nic. Ułożyła się wraz z uczniem w swoich legowiskach, po czym zamknęła swe oczy. Byle tylko przetrwać trening i zostać wojownikiem.

[403 słowa]
[Przyznano 16%]