BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
02 lipca 2019
Od Cienistej Łapy CD. Mokrej Blizny
Od Zlepionej Łapy C.D Koziej Łapy
Liliowy kocur uśmiechnął się niezręcznie, musząc przywołać wspomnienie dzisiejszego treningu. Chociaż, czy można to było nazwać treningiem? Księżycowy Pył był tak podejrzanie wesoły, że Zlepiona Łapa zaczynał się martwić jego stanem zdrowia, więc chciał zajrzeć do medyków i podrzucić mu jakieś zioło na uspokojenie. Lśniące Słońce stwierdził jednak szorstkim głosem, że "temu debilowi już wystarczy" i rzucił Sokolemu Skrzydłu tak znaczące spojrzenie, że Zlepiona Łapa od razu wyszedł. Chyba wolał nie zastanawiać się nad tym, co tutaj zaszło.
– W... W sumie, to nic. Znaczy, Księżycowy Pył chciał po-porozmawiać, ale był ja-jakiś taki wesoły i w... w ogóle – wzdrygnął się na wspomnienie swojego ojca w tym stanie, na co Kozia Łapa przechylił głowę na bok.
– Wesoły? Nasz zastępca, znany lepiej, jako "dajcie mi wszyscy spokój"? – dopytał, patrząc na Zlepioną Łapę. Ten pokiwał powoli głową, nadal wracając myślami do owego "treningu".
– Też się z-zdziwiłem – mruknął liliowy. Zaraz jednak stwierdził, że jego mentor buc to nie był najlepszy temat do rozmów. W końcu chyba każdy wiedział, że Zlepek nie przepada za swoim ojcem, a nawet, jeśli nie, to podejrzewał, że się go boi. (A wcale tak nie było! No, może trochę...) W każdym razie młody klifiak uśmiechnął się krzywo. – A tobie ja-jak minął dzień?
Kozia Łapa wzruszył ogonem.
– Ach... Byłem tu i tam, ze Śnieżną Łapą – stwierdził, uśmiechając się lekko. Zlepiona Łapa przytaknął lekko.
– Och, tak. W-widziałem, jak wychodziła na patrol – stwierdził. Teraz jednak przeszło mu przez myśl, że może skoro Kozia Łapa spędził tyle czasu u medyków wiedział, o co chodzi z dziwnym zachowaniem Sokolego Skrzydła, które ten czasem objawia. No i może wiedział też, co Sokół dał wcześniej jego ojcu. Właściwie, to nie szkodziło spytać, prawda? – H-hej, Kozia Łapo, w-wiesz może, co właściwie wyrabia Sokole Skrzydło. J-jest trochę dziwny, cza-czasami.
Właściwie, to Zlepek lubił Sokoła. Niebieski zawsze pozwalał mu pomagać sobie w leżu medyków i był taki miły! Dlatego właśnie liliowego martwiło jego zachowanie.
< Kozia Łapo? >
Od Łzawego Tańca C.D Światła
Łzawy Taniec czuła się niemalże, jakby sama była kociakiem. Przez ostatnich kilka dni wszystko, co widziała, było dla niej zupełnie nowe i niezwykłe. Widziała, jak wiele kociąt przewijało się przez Klan Nocy, ale obserwowanie, jak jej własne maluchy powoli się rozwijają sprawiało, że czuła się, jakby pierwszy raz widziała jakiekolwiek maleństwa. W jej oczach zalśniły łzy, kiedy obie koteczki otworzyły oczy. Maleńka Światło, odczepiając się od ogonu starszej o kilka uderzeń serca siostry, wtuliła się w nią, a Łzawy Taniec pociągnęła nosem. Niewielka koteczka podniosła głowę i spojrzała na powoli rozklejającą się królową.
– Och? To nic – zapewniła córka Żurawinowego Krzewu, patrząc na niewielki pyszczek jednej ze swoich latorośli. – Mama jest po prostu bardzo szczęśliwa – mruknęła, uśmiechając się ciepło. Bura kocica spojrzała w kierunku Ognistego Kroku, koło którego po powrocie z porannego patrolu położył się jej partner, Dębowe Futro i poczuła ukłucie bólu. Wiedziała, że nawet gdyby nie pokłóciła się z Horyzontem, nie byłoby go teraz obok, ale mimo wszystko czuła żal, że nie przeżywa tego wszystkiego wraz z nią. Nawet, jeśli bardzo ją zdenerwował, to... Przecież to ich kociaki. Ich obojga.
Nieważne. Jeśli będzie się tym zamartwiać, straci całą radość z obserwowania swoich dwóch uroczych kluseczek, a wtedy, to dopiero obrazi się na niebieskiego! W międzyczasie dostrzegła, że jej dzieci zdążyły już ponownie zasnąć i westchnęła cicho. Właściwie, to noworodki nie robiły niczego, oprócz spania i jedzenia. Ale z drugiej strony, czego ona oczekiwała? Przecież te maluchy niedawno opuściły jej brzuch!
Usłyszała, jak łapy odbijają się od podłoża i po chwili ponownie dostrzegła swojego młodszego brata, Bobrzą Łapę.
– Witaj, śpiochu – mruknął ten, uśmiechając się do kocicy.
– I kto to mówi? – Łzawy Taniec przewróciła wymownie oczami, bowiem tuż przed nią stał obraz senności i lenistwa we własnej osobie. Ileż razy musiała tykać tego grzdyla łapą, nim ten raczył się podnieść? Możliwe, że nie jest w stanie zliczyć.
– Hej! Chcesz ode mnie informacji, czy nie? – zapytał niebieski, a Łezka niemalże natychmiastowo przybrała przyjaźniejszy wyraz pyska.
– Och, oczywiście, że chcę wiedzieć, co mój kochany braciszek dowiedział się od tego... Kocura – przed ostatnim słowem miała miejsce długa przerwa, podczas której młoda matka myślała, jak określić Horyzonta. Nie chciała go wcale obrażać przy swojej rodzinie, jeszcze pomyślą, że nie umie sobie znaleźć nikogo porządnego.
Nie, żeby umiała.
Bóbr przybrał poważna minę i ulizał swój ogon, po czym odparł spokojnym, oficjalnym tonem.
– Dobrze, cieszę się.
I właśnie w tym momencie z Łezki uleciała cała złość. O to bowiem wykapany Horyzont, we własnej postaci, został odegrany przez terminatora tak wiernie, że poczuła się tak, jakby był obok. Na jej pysk wstąpił ciepły uśmiech.
– Dziękuję, Bobrza Łapo – mruknęła ciepło i liznęła kocura w nos, na co ten skrzywił się.
– Fuj – mruknął cicho, zaraz jednak na jego pyszczek wstąpił uśmiech. – Pójdę już. Nasza matka oczekuje mnie na treningu.
Łzawy Taniec skinęła głową, posyłając mu jeszcze jeden, serdeczny uśmiech. Gdy kocur wyszedł, mała Światło odezwała się niezgrabnie.
– Bobel! – zawołała, a Łezo spojrzała na nią zdumiona. Powiedziała imię Bobra. Trochę niezgrabnie i w ogóle, ale i tak! Poczuła, jak duma wypełnia jej serce, aby zaraz ustąpić miejsca... Zazdrości. Hej, jej brat właśnie ukradł jej pierwsze słowo jej córki!
– Nie, nie, nie Bóbr. Mama. Ma-ma – naprostowała Łezka, jednak Światło zdawała się być bardziej przekonana do poprzedniego słowa.
– Bobel! Bobel!
Łezka westchnęła cicho, uśmiechając się jednak delikatnie. Lepszy "Bobel", niż "Holyzont", prawda?
Jednak mimo wszystko, chciałaby być pierwsza.
< Światło? >
01 lipca 2019
Od Kasztanowej Łapy
- Następnym razem Ci się uda- powiedziala zimnym tonem siadając. Kasztan spojrzał na nią wzrokiem mówiącym "serio?". Jego mentorka odpowiedziała jedynie jednym spojrzeniem.
Ponownie zaczął wąchać, wyczuł mysz. Może stworzenie nie wykarmi kilku kotów, ale wystarczy na obiad dla jakiegoś starszego. Szare stworzonko obgryzało nasionko cicho chrupiąc. Kasztan podszedł bliżej i zabił zwierzatko jednym, celnym ugryzieniem. Czując głód pożarl zwierzątko.
- Pierwsze polujesz dla klanu, później dla siebie- przypomniała mu szylkretowa kotka.
- Wiem- odpowiedział płowy mitted. Przymknął oczy i oblizał pyszczek. Jeszcze chwile delektował się smakiem piszczki. Przymknął oczy z zadowolenia, mysz była przepyszna! Już po chwili wracali z polowanka do obozu z dwoma zającami w pyskach. Kasztan, aż dyszał ze zmęczenia. Wciąż pamiętał czasy, kiedy był pieszochem. Pamiętał Tiny i Piernika oraz swoje rodzeństwo.
Od Lisiej Gwiazdy CD Niezapominajkowej Łapy
- Zmiataj stąd, smarkulo - i jakby na potwierdzenie swych słów, strzepnął ogonem, uderzając ją prosto w nos. Liliowa kupa kudłów popatrzyła nań zszokowana. Bo przecież jak to? Jak ten rudy brak śmiał ją uderzyć prosto w nos!
- Uważaj bo powiem o tym wszystkim - odgryzła się, by na koniec uśmiechnąć zawadiacko.
- Jakby mnie to obchodziło, dzieciaku - westchnął cicho, zaczynając się już nudzić całą tą zabawą w kotka i myszkę - Albo wiesz co? Dawaj, leć. Poskarż się nawet Księżycowi. Oni i tak nic mi nie zrobią. Poza tym... nawet nie wiem, jakim cudem trzymam tego niedojdę na stanowisku zastępcy. Jedyne co potrafi to wyłazić gdzieś z Lśniącym i nawijać o tej całej Nów, czy jak tam ta się nazywała - wywrócił oczami, odwracając się na pięcie, po czym kontynuował rozmowę z Martwym Cieniem.
*~*
Niezapominajka była upierdliwa, męcząca i dosłownie przyprawiała każdego w klanie klifu o ból głowy i chęci mordu. Nawet kochana Wschodząca Fala kazała ostatnio jej zająć się czymś innym, bo ją już głowa boli. Co gorsza, bo oprócz wkurzania całego klanu, ta mała gaduła uczepiła się Lisa niczym rzep psiego ogona. Na próżno rudzielec starał się ją spławiać, ta i tak wracała niczym głupi bumerang
Rudy kocur obszedł dookoła liliową kotkę, po czym zamruczał gardłowo, ocierając się o jej policzek.
- Jesteś pewna, maleńka? Ze mną... No wiesz, byłabyś silniejsza - zaśmiałem się cicho, po czym liznął ją za uchem.
- Nie zapędzasz się czasem Lisia Gwiazdo? Jak mniemam, masz partnerkę oraz dzieci - fuknęła córka Księżycowego Pyłu, po czym polizała futerko na swojej klatce piersiowej.
- Oh... Ona? Ta nędzna kupa futra nie jest problemem - machnął ogonem, siadając na wprost członkini klanu burzy.
< Niezapominajko? >
Od Koziej Łapy
- Świetnie. - miauknął ucieszony Sokolik, widząc, że jego i Lśniącego kuracja przyniosła długo wyczekiwane efekty. - Zegnij tylko łapę parę razy i może spróbuj przyjąć pozycję łowiecką. Jak ci się uda i nic cie nie będzie bolało za mocno, to będziesz mógł wracać do legowiska uczniów.
Kózka kolejny raz skinął głową i wykonał polecenia medyka. I znowu - nic. To oznaczało, że wyzdrowiał i będzie mógł wrócić do trenowania. Wspaniale.
- Nie będziemy cię tu dłużej trzymali. Mykaj do partnerki i znajomków się im pochwalić, a ja idę porozmawiać z Lisią Gwiazdą. - powiedział spokojnie Sokolik, a stanąwszy w wyjściu z legowiska dodał jeszcze jedno. - O, no i uważaj jeszcze, żeby jej nie przeciążyć, bo znowu tutaj wrócisz.
- Dobrze, będę uważał. - miauknął syn Dzikiej Zamieci. - I dziękuję za wyleczenie mnie.
- Nie ma sprawy, Kózko. W końcu takie nasze zadanie, nie? - zaśmiał się krótko Sokół, po czym wyszedł na rozmowę z liderem. Koza podziękowawszy również Lśniącemu Słońcu, dosyć szybko ulotnił się z leża medyków. Całkiem dobrze było u nich leżeć, jednak cieszył się, że w końcu będzie mógł spać u boku Śnieżnej Łapy i siedzieć wieczorami razem z nią, Mglistą Łapą i Zlepioną Łapą. Gdy tylko pokazał swoje liliowe futerko w legowisku terminatorów, został bardzo ciepło przywitany przez bengalkę.
- Jak dobrze, że już wyzdrowiałeś! - zamruczała radośnie Śnieżka, ocierając się o bok partnera. - Nic cię już nie boli? Będziesz mógł już normalnie trenować?
- Nie boli i wygląda na to, że tak. - odpowiedział Kózka, jednak przy ostatnich słowach mina mu nieco zrzedła.
No właśnie, będzie musiał wrócić do treningów z Lisią Gwiazdą. Kozia Łapa nie widział się z nim, odkąd złamał łapę i bał się reakcji lidera. Bał się również, że Lis da mu mocno w kość na treningu. Niby księżyc to niezbyt długi czas, ale jednak przez ten okres nie mógł w ogóle trenować. No cóż. Zobaczymy, jak się to rozwiąże.
Od Koziej Łapy CD Mglistej Łapy
Boki Koziej Łapy unosiły się i opadały w swoim własnym rytmie. Spał dosyć spokojnie, ale płytko, a sen nie przynosił mu nic więcej niż odpoczynek po kolejnym ciężkim dniu. Nagle, poczuł na swoim boku piekący ból, który prędko wyrwał go z objęć morfeusza. Czy to zrobił Baran? A może Lisia Gwiazda? A co jeśli jakiś klan napadł na obóz?! Prędko otworzył oczy i zobaczył wystraszoną i drżącą Mglistą Łapę z szklanym spojrzeniem. Widok trzęsącej się ze strachu kupki niebieskiego futra dosyć mocno zaskoczył Kózkę.
- J-Ja...-wyjąkała Mgiełka. - Przepraszam! - pisnęła, kuląc się na swoim legowisku i zakrywając pyszczek i głowę łapami. - N-nie chciałam!
- No... nic się nie stało, chyba. - mruknął Kozia Łapa, po czym oblizał zranione miejsce. - Wszystko dobrze? Wyglądasz na... wystraszoną.
Mglista Łapa nic nie odpowiedziała. Pewnie śnił jej się koszmar czy coś. Jeśli kotka nie chce o tym mówić, to nie. Koza miał tylko nadzieję, że szybko się uspokoi i oboje zapomną o tej sytuacji. Gdy wciąż nie doczekał się odpowiedzi o niebieskookiej, westchnąwszy cicho, wstał i udał się do legowiska medyka, by Sokole Skrzydło opatrzył jego zadrapanie.
***
Liliowy bicolor siedział w wejściu do legowisku medyków, obserwując pozornie spokojne życie kotów z obozu. Łapa już go aż tak nie męczyła, a nuda nie doskwierała aż tak bardzo - było parę rzeczy, umilających mu czas. Chociażby regularnie odwiedzający go przyjaciele, uczenie się ciekawostek o ziółkach od Sokolego Skrzydła i Lśniącego Słońca oraz Śnieżna Łapa, jako jego partnerka. Bengalka aktualnie opierała się o jego bok i razem cieszyli się własną bliskością. W takich momentach Koza miał wrażenie, że nie mógłby być szczęśliwszy. Tyle marzył o tym, by właśnie tak trwać u boku Śnieżki, nie martwiąc się tym, co Baran sobie pomyśli, albo czy Lisia Gwiazda nie ochrzani go za "zachowywanie się jak kociak". Kozia Łapa polizał czule kotkę po głowie, a co ta zachichotała. Koza uśmiechnął się ciepło, słysząc jej piękny głos. Chwilę jeszcze tak sobie siedzieli, gdy syn Głuszcowej Łapy dojrzał niebieską kotkę podchodzącą do nich.
- Cześć, Mglista Łapo. - miauknął radośnie Koza na powitanie kocicy. Mgiełka uśmiechnęła się delikatnie i usiadła przed parą. Śnieżna Łapa jedynie zmierzyła ją wzrokiem od koniuszka palców do czubka głowy, po czym przysunęła się jeszcze bliżej liliowego i zmrużyła oczy. Pręgowana dziko kotka widząc reakcję partnerki swojego przyjaciela, spojrzała najpierw na Śnieżkę, potem na Kozę pytająco.
- Mój. - odezwała się w końcu Śnieżka, liżąc Kozę ostentacyjnie po policzku. Z początku zawstydzony i zaskoczony uczeń Lisiej Gwiazdy nie bardzo wiedząc, o co chodzi kotce, w końcu po chwili wykonał ten sam gest, po czym dodał z czułością w głosie:
- Moja.
Śnieżka najwidoczniej ucieszyła się, słysząc to krótkie słowo, a Mgiełka wciąż nie wiedziała, o co chodzi dwóm zakochanym gołąbkom.
< Mglista Łapo? >
Od Wroniej Łapy CD Pstrągowego Pyska
- Przymknij się, bo twoje burczenie irytuje mnie bardziej niż paplanie Kaczego Pląsu - warknęła mentorka Wrony, nawet nie odwracając się w jej stronę - Miałaś sobie coś sama upolować żebym mogła sprawdzić czy jesteś aż taką niedojdą jak mi się wydaję. Jazda w krzaki i przynieś coś - Warknęła posyłając podopiecznej poganiający wzrok, czarna kotka zdała się go nawet nie zauważyć tylko bez żadnego słowa sprzeciwu wskoczyła w gęste zarośla.
Lekkim, wyciągniętym truchtem poruszała się po lesie, starając się jednak nie odchodzić za daleko, by nie zgubić drogi powrotnej, a co za tym idzie, nie kazać długo czekać reszcie patrolu. Nagle usłyszała szmer po swojej prawej i niczym spetryfikowana stanęła w miejscu. Przysłuchała się uważnie i wciągnęła powietrze głęboko, mając otwarty pysk. Dobrze znała ten zapach ze swojej rodzinnej stodoły. Pstrągowy Pysk nie nauczyła jej jeszcze poprawnej postawy, więc postanowiła iść na żywioł i po prostu dać się ponieść swojemu własnemu, naturalnemu instynktowi łowcy. Zgięła przednie i tylne łapy, by jej brzuch był zaraz nad ziemią i znów zaczęła nasłuchiwać żeby tylko wyłapać jak najwięcej odgłosów gryzonia. Kiedy mniej więcej znała jego pozycje, zaczęła powoli sunąć w jego stronę, by po chwili wyskoczyć wysoko i przyszpilić go pazurkami do brudnego podłoża.
- Mam cie! - wykrzyknęła uradowana i dobiła mysz jednym uderzeniem. Wzięła ją do pyska i puściła się dzikim pędem przez las nie zważając na wystające korzenie i kamienie, przez co parę razy o mało nie wywinęła kozła. Zapach patrolujących kotów czuła już z daleka, a kiedy usłyszała głośny szum rzeki wiedziała już, że udało jej się nie zgubić, mimo że była to jej pierwsza samotna wyprawa po lesie. Odbiła się od twardego gruntu i zrobiła potężny, wysoki sus nad kolczastym krzewem i wylądowała przed Pstrągowym Pyskiem. Pech chciał, że ścieżka po której się w tej chwili poruszali była piaszczysta i dość wąska, więc uczennica zaraz po tym jak wypuściła gryzonia z pyska i chciała pochwalić się nim przed mentorką, zaczęła czuć, że jakoś tak ucieka jej grunt pod łapami. Minęła chwila, a Wronia Łapa sturlała się z dość sporej górki i pewnie gdyby nie gładki kamień, którego się w porę złapała, wylądowałaby w rwącej rzece, z której na pewno trzeba by było ją wyciągać. Trzęsąca się czarna kotka podciągnęła swoje ciało, wchodząc na głaz i spojrzała na trójkę kotów z której każdy był przygotowany już by biec i ratować najmłodszą przed utonięciem. Rozżarzony Popiół szybko otrząsnął się i westchnął ciężko, przymykając ślepia, a Kaczy Pląs uśmiechnął się pod nosem, po czym zachichotał.
< Pstrągowy Pysku? >
to najgorsze opowiadanie w mojej blogowej karierze elo
Od Świetlistego Potoku cd. Błękitnej Cętki
***
Nikt nie zwrócił uwagi na szczupłą kotkę, która cichutko prześlizgnęła się w pobliże legowiska medyka. Nic dziwnego; nie było tu wielu, którzy zainteresowaliby się jej obecnością, a ona sama ostrożnie wybrała odpowiedni moment, w którym ci właśnie nieliczni znajdowali się poza obozem. Obrzuciwszy polanę ostatnim, czujnym, ale sprawiającym wrażenie spokoju spojrzeniem, odwróciła się i powoli wsunęła pod głaz, gdzie Burzowe Serce zwykle przyjmował chore lub zranione koty. Odczekała kilka uderzeń serca. Nikt nie wołał, nikt nie nadchodził. Nie zauważyli jej lub nie uznali jej zachowania za odbiegające od normy. Dobrze. Nie znała się na ziołach, jednak te, które kilka dni temu wybrała Błękitna Cętka, potrafiła odróżnić po zapachu; po kilku wizytach w aromatycznym legowisku nauczyła się też rozpoznawać ich wygląd. Odnalezienie ich wśród stosów innych roślin nie zajęło jej wiele czasu; doświadczenie podpowiadało jej, gdzie zostały ułożone, tak, że nie musiała polegać na węchu, który w obliczu takiego natężenia zapachów – zarówno otaczających ją ziół, jak i jej własnego, nabytego przez wytarzanie się w lawendzie – stawał się bezużyteczny.. Zgrabnym ruchem chwyciła po kilka listków i natychmiast przełknęła. Zaczną działać za godzinę, może pół. Wtedy zawoła swojego ucznia na trening i może dzięki temu uda jej się go przeżyć. Ostrożnie opuściła legowisko i na powrót wymknęła się z obozu, by udać się na spacer. Pół godziny... Wytrzyma.
***
Kolejne wschody słońca mijały bezpowrotnie. Nie przynosiły one ze sobą – mooże poza śmiercią Złotej Melodii – żadnych większych smutków i nie wyglądało na to, by czarne scenariusze, które kreśliła w myślach Świetlista, miały się w najbliższym czasie ziścić. Wręcz przeciwnie; Kasztanowa Łapa radził sobie coraz lepiej, aż wreszcie pewnego dnia Błękitna Cętka oznajmiła, że zasłużył na mianowanie. Szylkretową wojowniczkę zalała w tamtym momencie taka fala ulgi, że omal nie zbiła jej z nóg. Prawdę mówiąc, nawet tego dnia, już po tym, jak Kasztanowy Szpon odbył milczące nocne czuwanie, dalej chodziła lekko otumaniona. Koniec mordęgi. Wreszcie nie będzie musiała nikogo uczyć, pouczać, poprawiać i powtarzać całej sekwencji kolejne trzydzieści razy. Mogła wrócić do luźnych, spokojnych, samotnych polowań, nie martwiąc się tym, czy kiedykolwiek uda się zrobić wojownika z kocurka, którego los pokarał taką niekompetentną mentorką. Nie będzie musiała spotykać się, rozmawiać z kimkolwiek, odganiać wżerającego się w nią stresu za pomocą ziół... Nie była wolna. W tamtym momencie osiągnięcie wolności nie było możliwe. Nadal błąkała się we mgle, której mleczna trucizna nie odstępowała jej na krok; jednak jeżeli w ten sposób opiszemy jej trudności, to mianowanie Kasztanowej Łapy można przyrównać do wąskiego promyczka słońca, który zdołał przedrzeć się przez ponure obłoki i spocząć na jej zmierzwionym futrze. Promień słońca. Kropla ciepła, krótka chwila ulgi. Niedługo się skończy, ale teraz jest dobrze. Zrobiła się nieco bardziej rozmowna. – Wiesz co – miauknęła w zamyśleniu, wbijając wzrok w błękitne niebo, kiedy razem z Błękitną Cętką siedziały na skraju obozowej polanki – gdyby to nie stanowiło problemu… Mogłabyś powiedzieć Brzoskwiniowej Gwieździe, żeby nie dawała mi już więcej uczniów? – Jesteś pewna? Wytrenowałaś już dwóch i popatrz, jak dobrze ci poszło! – Błękit wskazała łapą Orli Trzepot, który właśnie przechodził nieopodal, na co Świetlista westchnęła. – I to, jakim cudem to się udało, do dzisiaj jest jedną wielką zagadką – mruknęła w odpowiedzi. – Mówię serio. Oczywiście, gdyby się nie dało, to… Ale no, wiesz przecież, że tego nie znoszę. Poza tym, ostatnio jakoś nie czuję się najlepiej, i... – Dobrze, dobrze, nie musisz się tak tłumaczyć! Pewnie coś uda się zrobić. – Niebieska uśmiechnęła się, ale zmierzyła przyjaciółkę czujnym spojrzeniem. – I jak to nie czujesz się najlepiej? Może powinnaś dać się zbadać Burzowemu Sercu? – Nie, nie. – Zbyła reakcję cętkowanej machnięciem głowy. – To nic takiego. Zresztą pewnie teraz już tak będzie. – Wbiła wzrok w nieistniejący punkt gdzieś za horyzontem, po czym westchnęła krótko i dodała ciszej: – W końcu starość, nie radość, nie? – Że co!? Wypraszam sobie! – Nie zdołała uniknąć nagłego ciosu łapy. Zaskoczona obróciła głowę, tylko po to, by natrafić na pełne zgrywanego oburzenia spojrzenie Błękitnej Cętki. – Jesteś pięć księżyców starsza ode mnie, kupo futra! O jakiej starości ty mówisz!? – Czekaj, nie o to mi… – wydukała, z początku zmieszana; pojęcie kryjącego się w tym żartu zajęło jej pewną chwilę. Od następnego przyjacielskiego pacnięcia nie uchyliła się naumyślnie i w dramatycznym geście nakryła pysk łapą. – Aaa, nieee, poddaję się. Wybacz mi, zastępczyni. Oczywiście jesteś piękna i młoda niczym wiosenny kwiatek. Błękit roześmiała się głośno, a Świetlista wyprostowała się, zadowolona z osiągniętego efektu. Ostatecznie nieczęsto się zdarzało, żeby rozbawiła kogokolwiek swoimi marnymi zdolnościami aktorskimi. A właściwie, to… chyba nie zdarzało się to nigdy. – Ale i tak, ostatnio rzeczywiście wyglądasz lepiej. – Polizała futro na piersi, po czym rzuciła jej ciepłe i nieco zaciekawione spojrzenie. Niedawno zauważyła, że humor niebieskiej zauważalnie się poprawił, szczególnie, jeżeli porównać go do poziomu, na jaki posłała go utrata Leśnego Cienia. Nie miała pojęcia, co było tego przyczyną, ale w żadnym razie nie zamierzała narzekać, skoro to coś spowodowało zmiany na lepsze. – Stało się coś miłego? Podniosła głowę i przymknęła oczy, delektując się ciepłem słońca. <Błękit?>
Od Jemioły (Owczej Łapy) C.D. Pstrągowego Pyska
<Pstrąg?>