BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

01 lipca 2019

Od Pstrągowego Pyska C.D. Jemioły

Pstrągowy Pysk i Wronia Łapa milczały w oczekiwaniu na decyzję liderki. Żwirowa Gwiazda milczała przez dłuższą chwilę, podczas której przyglądała się Jemiole bardzo dokładnie, jakby potrafiła zobaczyć wszystko, co kiedykolwiek uczyni.
— Masz bardzo ładne futerko. Przypomina trochę owcze — odezwała się w końcu Żwirowa Gwiazda, a kąciki jej ust uniosły się nieco w ciepłym uśmiechu. — Pstrągowy Pysku, daj jej coś do jedzenia i zaprowadź ją do legowiska starszyzny. Zadecyduję, co z nią zrobić. Wronia Łapo, natomiast ty idź i zbierz dla niej troszkę mchu, dobrze? — poleciła, po czym kiwnęła głową na znak, że mogą już odejść.
Pstrągowy Pysk wyszła na zewnątrz wraz z Jemiołą i Wronią Łapą, która po chwili wybiegła truchtem z obozu na poszukiwanie mchu. Wojowniczka natomiast podeszła do stosu zwierzyny, przyglądając się, co też dzisiaj może zjeść na... właściwie to już kolację, bo słońce powoli znikało za horyzontem, ustępując miejsca Srebrnej Skórze rozsianej na granatowym tle. Pstrągowy Pysk już miała chwycić w pysk jakąś pokaźną rybę, gdy nagle przypomniała sobie o pieszczochu u swojego boku.
— Hej, weź sobie coś do żarcia — mruknęła, trącając Jemiołę nosem w bark. — Wybierz co tylko chcesz, pewnie jesteś cholernie głodna, co?
— Ach, masz rację, słońce, jestem strasznie głodna! — miauknęła pieszczoszka, zbliżając się do stosu. Przez chwilę przyglądała się martwym zwierzętom, aż w końcu zwróciła się z powrotem do Pstrągowego Pyska. — Nie będzie problemem, jeśli poczęstuję się tą dorodnie wyglądającą myszką?
— Nie będzie to żaden problem, po prostu jedz — odpowiedziała, po czym wzięła sobie jakąś rybę i usiadła pod jednym z krzewów okalających obóz.
Zmrużyła oczy i zaczęła jeść, delektując się niesłychanie wybornym smakiem posiłku, gdy poczuła na sobie czyiś wzrok. Warknęła pod nosem.
— Nie możesz mi dać chwili spokoju na zjedzenie, przylepo? — syknęła, unosząc łeb i wbijając w Jemiołę gniewne spojrzenie pomarańczowych oczu. Zauważyła, że myszki już nigdzie nie było, a przy pyszczku pieszczoszka miała strzępek burego futerka. No cóż, najwyraźniej była bardzo głodna.
— Przepraszam, że działam ci na nerwy, kochanie, ale skończyłam już jeść, więc czekam aż i ty skończysz, żebyś mogła zaprowadzić mnie do... starych? — miauknęła.
— Starszyzny — poprawiła ją Pstrągowy Pysk. Westchnąwszy ciężko, szybko dokończyła swoją rybę, jednak ciężko było ukryć, że rozbawiło ją nazwanie szanowanej, doświadczonej starszyzny klanu "starymi". Podniosła się z sapnięciem, po czym musnąwszy Jemiołę ogonem, ruszyła wraz z nią do legowiska starszyzny.
Bursztynowa Bryza i Rybi Ogon powitali je ciepło, a mech, który miała przynieść Wronia Łapa, już tam był.
— Rybi Ogonie? — szepnęła do niej Pstrągowy Pysk.
— Tak, młodziutka? — starsza uśmiechnęła się serdecznie do wojowniczki.
— Jemioła będzie tu pewnie jakiś czas. Moglibyście opowiedzieć jej wtedy jak wygląda życie w klanie? Wydaje mi się, że jest trochę... nieogarniętym pieszczochem — mruknęła, patrząc na koteczkę, która już zdążyła pogrążyć się w rozmowie z Bursztynową Bryzą.
— Ach, żaden problem, kochanieńka! Już, uciekaj stąd, a my zajmiemy się tym piecuchem! — zaśmiała się, a Pstrągowy Pysk bez zbędnego gadania wymknęła się z legowiska starszych. Spojrzała w niebo, zastanawiając się jeszcze, czy aby na pewno dobrze zrobiła, przyprowadzając Jemiołę do klanu, po czym ruszyła w stronę Szałwiowej Chmury, która wróciła właśnie z patrolu.

~parę dni później~

— ...od tego dnia, aż do dnia, w którym otrzymasz imię wojownika, będziesz nosiła imię Owcza Łapa, natomiast twoim mentorem zostanie Szakłakowy Cień. Szakłakowy Cieniu, mam nadzieję, że dasz z siebie wszystko, aby wytrenować Owczą Łapę na dobrą wojowniczkę — zakończyła Żwirowa Gwiazda, a gdy Szakłakowy Cień podszedł do swojej nowej uczennicy i zetknął się z nią nosami, zeskoczyła z powalonego pnia, jednocześnie kończąc zebranie klanu. Grupka kotów otoczyła Owczą Łapę, w tym Wronia Łapa, Rybi Ogon i Bursztynowa Bryza, wiwatując i skandując jej nowe imię, jednak siedząca na uboczu Pstrągowy Pysk zauważyła, że większość wojowników Klanu Nocy nawet nie podeszła do dawnej pieszczoszki. Zacisnęła zęby gniewnie, po czym podniosła się i szybkim krokiem podeszła do zbiorowiska. Owszem, była zła na większość swoich pobratymców, jednak na widok szczęśliwej Owczej Łapy otoczonej przez wesołą grupkę, jej pysk przybrał ciepły wyraz.

<Owieczko? :3>

Od Mglistej Łapy CD Sroczego Żaru

Kotka schowała się nieopodal legowiska wojowników. Ale zaraz... co ona wyprawia?! Wyskoczyła szybko i poszła spowrotem na środek polany. Nagle coś na nią skoczyło.
-Ha!-krzyknał triumfalnie znany jej głos.
-Sroczy Odorze zejdź ze mnie!-powiedziała podduszana w tej chwili Mglista Łapa.
-Pierw mnie przeproś.-miałkneła Sroczy Żar.
-O wszechwielka i najmądrzejsza Sroczy Żar ja mała Mglista Łapa bardzo cię przepraszam za moje naganne zahowanie w obec pełnoprawnej wojowniczki. Ciebie-powiedziała iroicznie i niechętnie, a druga kotka z niej zeszła.-Sroczy Odór...- dodała cicho i odeszła zanim ta druga ponownie ją przygniotła. Usłyszała jak zwykle... kociaki bawiące się w żłobku, dzielenie się językami klanowiczów i... szum wiatru. Spojrzała na niebo i wróciła do nasłuchiwania. Zastrzygła bezsensownie uchem.
-Mglista Łapo?-usłyszała głos Sroczego Żaru. Obejrzała się.-Wiesz że przypominasz pchłe?-Mglista Łapa tylko przewróciła oczami.-Nie serio. Nie rośniesz tak jak inni, jesteś drobna i smukła. Właściwie... nie wiele różnisz się od kociaka.
-Zostawie to bez komentarza.-poczekała na wychodzącą Gronostajowy Krok.
-Nie no na serio-miałkneła ponownie ciemno niebieska kotka. Mglista Łapa zmrużyła natrętnie oczy.
-Nie odzywaj się...-wymruczała i wstała idąc do mentorki.
-Ale to prawda! Na serio przypominasz kociaka-powiedziała Sroczy Żar ale po chwili wybuchła śmiechem. Niebieska doskonale wiedziała że druga żartuje.
-Cicho-powiedziała Mglista Łapa ale gdy była ogon od swojej mentorki usłyszała że Lisia Gwiazda zwołał zebranie. Niepewnie skierowała się pod wielką skałę.

<Sroczy Żar? PS: u opo do Lisa będzie miano>

Od Turkawiego Skrzydła CD Cętkowanego Liścia

*Żeby nie było, to zawaliłam czasowo. Pierwsza część tego opka dzieje się tuż po pierwszej bitwie (chyba XD). Turkawka jeszcze nie wie kim byli jej rodzice*

Turkawie Skrzydło potknęła się i upadła na ziemię. Syknęła cicho, gdy jej kręgosłup uderzył o kamień.
- Co?! Nie, nie ma takiej opcji! - syknęła, usiłując się podnieść. Cętkowany Liść podbiegła do niej i pomogła asystentce medyka wstać. - Nie będziemy szukać moich rodziców - syknęła Turkawka i poczuła, że czernieje jej przed oczami. Potrząsnęła głową. Świat zaczął obracać się wokół własnej osi. Buraska podprowadziła kocicę do legowiska i pomogła jej usiąść.
- Jak już mówiłam, poszukamy ich, o ile będziesz chciała - mruknęła Cętka, jednak córka Odyseusza zauważyła jej skwaszoną minę.
- A-ale ja nie wiem czy chcę - mruknęła Turkawka, zakrywając niebieskie oczy łapą. - Ja ich nigdy nie widziałam, nie wiem jacy są. Nie... to nieistotne. Przecież i tak są okropni!
- Och nie przesadzałabym - mruknęła Cętkowany Liść, przewracając oczami. - Sama mówiłaś, że nie wiesz kim są... więc jak możesz ich oceniać?
Pointka zacisnęła wargi i odwróciła wzrok od dawnej podopiecznej. Najgorsze w tym wszystkim było to, że Cętka miała rację. Kocica obróciła niesprawną łapę, żałując, ze nie może tak po prostu wstać i stąd wybiec. Wojowniczka dogoniłaby ją w pół uderzenia serca.
- Słuchaj, wiem, że nie powinnam ich krytykować, tylko ja... już wiem jacy oni są. No bo jakim trzeba być kotem, by porzucić swoje dzieci?! Albo tylko córkę?!
Myśl o tym, że jej rodzice mogą podróżować ze swoimi innymi dziećmi wstrząsnęła nią do głębi. Rodzeństwo... to brzmiało tak... obco. Cętka pokręciła głową, jakby z żalem.
- Nie powinnaś... nie! Nie MOŻESZ oceniać ich na podstawie jednego drobnego błędu!
- Uważam inaczej - warknęła asystentka medyczki. - Wiesz co? Czasami strasznie mnie irytujesz przez tę swoją upartość!
- Nawzajem.
Przez chwilę obie kotki mierzyły się spojrzeniami. Turkawka prychnęła i usiadła przy ziołach, przesypując kupkę szałwii pomiędzy łapami. Wojowniczka rzuciła jej jeszcze ostatnie spojrzenie przez ramię, po czym wyszła z legowiska medyków.
***
- Chciałaś o czymś pogadać. To musi być ważne, skoro nie wzięłyśmy ze sobą Miedzianej Iskry... - Turkawie Skrzydło zatrzymała się przy krzewie i odgarnęła parę liści. Spłoszona mysz wybiegła z  krzaków, gdzie czekała już na nią Cętkowany Liść. Kocica zabiła gryzonia jednym celnym ugryzieniem i rzuciła jego ciało na ziemię. Pointka odwróciła wzrok i nawinęła na gałązkę kilka nitek z pajęczyny.  Buraska prychnęła i usiadła, przerzucając piszczkę między łapami.
- Dalej się gniewasz?  - dawna pieszczoszka uniosła spojrzenie na byłą mentorkę. Córka Odyseusza odwróciła wzrok. Chciała już wracać do obozu. Znajdowały się zbyt blisko terenów Dwunożnych, jednak asystentka medyczki potrzebowała kilku medykamentów, właśnie stamtąd. 
- Nie wiem - odpowiedziała Turkawka i wypuściła powietrze przez nos. - No dobra, już prawie wcale. W sumie tak, po głębszym namyśle mogłabym ich odnaleźć, no bo masz rację i w końcu są moją rodziną - uniosła głowę i zauważyła zaintrygowane spojrzenie kocicy. Przełknęła ślinę. - Too... o czym chciałaś porozmawiać?

<Cęteł? Wyszło takie sobie ;-;>

Od Niezapominajkowej Łapy C.D Sroczego Żaru

Liliowa z szerokim uśmiechem kiwnęła łebkiem i skierowała się za partnerką swojego brata. Zastanawiała się co ta chce jej pokazać, chociaż część jej nie była jednak pewna czy powinna tak za tą kotką podążać. W końcu cętkowana była już wojowniczką i to pewnie silniejszą od Niezapominajkowej Łapy, więc szybko mogła się jej pozbyć. Córka Księżycowego Pyłu na tą myśl cicho westchnęła i pokręciła łebkiem, karcąc się w myślach, w końcu przecież była siostrą Zlepka, a Sroczka go lubiła, więc by liliowej nic nie zrobiła, przynajmniej Niezapominajka miała taką nadzieję.
Gdy doszły na plażę, uczennica Klanu Burzy rozejrzała się, a widząc jak słońce znika za wodę pisnęła zachwycona.
— Ale czad! Jak to jest możliwe? Dlaczego ta woda połyka słońce? Połyka? A może samo ono znika? W końcu zawsze wraca...A może da się je gdzieś znaleźć? Właśnie co robi słońce jak znika? Wiesz co Sroczko?
— Umm chyba nikt tego nawet nie wie, nawet starszyzna, chociaż to dość ciekawe zagadnienie — oznajmiła z lekkim uśmiechem wojowniczka Klanu Klifu.
— Co nie? Ach zobaczysz ja się tego dowiem! Będę pytać i pytać, a kiedyś jeszcze to sprawdzę osobiście! Tylko potrzebuje czegoś by tam się dostać! — stwierdziła Niezapominajkowa Łapa, by po chwili szeroko się uśmiechnąć.
— Mam! Użyję do tego klifu! Wiesz wybiję się z niego i siup jestem tam gdzie słońce! A jak to nie wyjdzie to przynajmniej będzie czadowo! Chcesz ze mną?
— Och, wiesz Niezapominajko to kusząca propozycja, ale muszę jednak odmówić.
— Boisz się? No nie mów! Nic się nie stanie!
— Oczywiście, że się nie boję! Po prostu jest ciemno i w ogóle też pogoda nie jest na takie rzeczy odpowiednia. Przełóżmy to na kiedy indziej — oznajmiła Sroczy Żar, wzdrygają się w środku na samą myśl o wodzie i o tym, że jednak jakby coś się stało Niezapominajkowej Łapie to sama by się pewnie utopiła, niż miałaby to tłumaczyć Zlepkowi.
— Jasne, jasne! Niech ci już będzie! Ale następnym razem ci nie odpuszczę! — zaśmiała się wnuczka dwóch liderek.
Resztę tego dnia kotki spędziły na rozmowach, czyli bardziej gadaniu Niezapominajki oraz poznawaniu się bliżej, jak Sroczy Żar wreszcie mogła coś powiedzieć podczas wyjątkowych chwil, gdy siostra jej ukochanego była jednak cicho.
~*~
Minęło parę księżyców od kiedy Niezapominajkowa Łapa była już w Klanie Klifu, czuła się prawie jak w domu, ale wiedziała, że w końcu musi wrócić do Klanu Burzy, do swoich bliskich, ale wcześniej musiała się pożegnać z kotami, z którymi dość mocno się związała.
Dlatego pewnego dnia złapała Sroczy Żar, gdy ta wracała z patrolu.
— Sroczko! Dobrze, że już jesteś musimy porozmawiać, potem będziesz mogła iść i się migdalić z moim braciszkiem!
— No dobrze, dobrze — kiwnęła łebkiem starsza kocica, zastanawiając się na co znów Niezapominajkowa Łapa wpadła i co niebezpiecznego tym razem planuje zrobić.
— Ale nie tutaj, chodź! — Oznajmiła liliowa i skierowała swoje kroki na plażę, wiedząc, że Sroczy Żar idzie za nią.
Gdy dotarły na plażę Niezapominajkowa Łapa cicho westchnęła.
— Wiesz to chyba już pora...
— Ha? Niezapominajko o czym mówisz? O tym klifie? Jeszcze nie jest na to pora!
— Nie, nie o nim, chociaż dobrze, że mi przypomniałaś! Ale to kiedyś...Teraz jest pora bym wróciłam do domu.
— Nie rozumiem. Dlaczego teraz?
— Zostawiłam tam swoich bliskich, braci, matkę przybraną, przyjaciółki i moją kochaną mentorkę, a jeszcze gdzieś tam w lesie siedzi Aster, chociaż on...On pewnie o mnie zapomniał...Ale to nie ważne! Jak widzisz muszę wrócić, jestem ciekawa co się zmieniło, czy ten głupi Wilk zmądrzał i nie atakuje wszystkich jak jakiś wariat. Mówię ci, uwziął się na mnie, chociaż fakt może nie byłam najmilsza dla niego, ale to jego wina, zaatakował mnie pierwszy! Ale spokojnie poradzę sobie z nim, radzę sobie z Liskiem, to byle jaki uczniak nie jest mi straszny — oznajmiła córka Księżycowego Pyłu, by po chwili mocno się przytulić do partnerki Zlepionej Łapy.
— Będę tęsknić, ale odwiedzę was jeszcze kiedyś! A jeśli będziesz chciała się spotkać wcześniej to róbmy spotkania tam gdzie są zgromadzenia! W końcu to najlepszy punkt spotkać. Więc do zobaczenia, tak?


<Sroczko?>

Od Mglistej Łapy CD Koziej Łapy

- Nie umiesz kłamać - mruknęła przewracając się na plecy.-Co ci się śniło?
- Powiedziałem, że nic ciekawego - odparł Kozia Łapa patrząc na bok.
- Na pewno coś ciekawego - miauknęła wstając. Spojrzała na bicolora ale ten... zaczął udawać, że śpi.- Nie śpisz. Za szybko oddychasz. - Kocur prychnął tylko i po kilkunastu uderzeniach serca zasnął. Niedługo wschód słońca więc nie było co spać. Mglista Łapa wstała i skierowała się pod wejście do legowiska uczniów. Siadła i zaczęła cierpliwie czekać na mentorkę lub zastępce jednak oni raczej nie byli rannymi ptaszkami. Westchnęła cicho. Było strasznie nudno. Zaczęła obchodzić dookoła obóz po chwili przestając i wracając na poprzednie miejsce. Zaczęła ćwiczyć ruchy na polowanie na mysz i ptaki. Wszystko szło dobrze póki nie wyczuła na jakiegoś sobie wzroku.
- Dobrze ci idzie - ziewnęła z legowiska wojowników Gronostajowy Krok. Mglista Łapa zesztywniała powodując wywalenie się.
-Przepraszam-powiedziała zakłopotana.-Gronostajowy Kroku mam prośbę...
-Jaką?-zapytała szylkretowa.
-Czy... mogłabyś się spytać Księżycowego Pyłu kiedy będę mogła iść na jakiś patrol..?-zapytała niepewnie.
-Dob-urwała zdanie przeciągle ziewając.-Dobrze, tylko daj jeszcze chwilkę-dokończyła wracając do środka. Niebieska znowu została sama... siedziała tak nudno póki nie usłyszała jakiegoś ptaka. Wsłuchała się w lekką melodie wyćwierkiwaną przez ptaka. Po chwili uśpiona śpiewem zasnęła.

-Sen-

Mglista Łapa wstała i podrapała się rozruchowo za uchem. Jednak... gdy się rozejrzała miała nadzieję zobaczyć legowisko i legowiska razem z uczniami. I owszem było nim ale jakieś ponure... niebieska natychmiast wstała.
- Halo?! - krzyknęła w okół była pustka. Odpowiedziało jej ciche echo.-Jest tu ktoś?-zapytała. Nastała znowu głucha cisza. - Co jest...? -rozejrzała się. Obóz nagle trzasnął. Kotka najeżyła sie widząc tafle wody zalewająca obóz. Szybko zaczęła machać łapami jak nigdy dotąd trafiła na drzewo. Nie wiedziała co się właśnie działo. Jej oczy przybrały kształt pomaramczy. Wysunęła pazury i wbiła je w ziemię. Stała tak póki woda nie wciągnęła jej z powrotem. Ta zaczęła się dusić. Nagle czar prysł.


-Koniec Snu-

Obudziła się cała drżąca. Rozejrzała się. Zobaczyła zszokowanego Kozią Łapę. Miał zadrapanie na boku.
-J-Ja...-wyjąkała.-Przepraszam!-skuliła się i zakryła łapami swoją głowę przyciskając ją do ziemi i zaciskając oczy.

<Kozia Łapa?>

Od Koziej Łapy CD Zlepionej Łapy

Koza musiał przyznać, że na początku był dosyć niepocieszony, że na związki nie ma żadnego schematu. No bo jak ma się ma teraz w tym wszystkim połapać? No i jak ma udowodnić Niezapominajce, że będzie odpowiednim partnerem dla Śnieżki? Jednak  każdym słowem Zlepionej Łapy, stres, niepewność i inne negatywne emocje rozmazywały się, bo po chwili zniknąć, a na pyszczek bicolora wstępował coraz to większy uśmiech. Tak ciepło zrobiło mu się w sercu, gdy Zlepek zaczął go upewniać, że jest idealny dla Śnieżnej Łapy. Owszem, miejsce w którym dotknął go łapką liliowy przyjaciel, skrywało raczej płuco, aniżeli serduszko, jednak Kózka zrozumiał intencje. No, a poza tym, Zlepek był blisko trafienia.
- Dziękuję, Zlepiona Łapo! - miauknął w końcu ciepło. Wcześniej nawet nie zdawał sobie sprawy, ile znaczył dla niego syn Nowiu. Był jego najlepszym przyjacielem i mimo, że Zlepek czasem wydawał się no... bardzo podobny do Koziej Łapy, to Kózka zawsze mógł na niego liczyć.
- N-nie ma sprawy, Kozia Łapo. - uśmiechnął się zielonooki, po czym niestety został wyproszony przez Lśniące Słońce, gdyż medyk i jego asystent musieli zbadać swojego pacjenta.
- Uwierz mi, jest. - powiedział syn Głuszcowej Łapy. - Dodałeś mi pewności siebie, szczególnie przed twoją wygadaną siostrą. Naprawdę, jakim cudem jesteście tak różni od siebie. No bo wiesz, jej pyszczek się ciągle nie zamyka, a ty jesteś małomówny. Oczywiście, to nic złego, a nawet lepiej, bo od jej ciągłej gadaniny może rozboleć głowa.
- Wiesz, chyba się od niej zaraziłeś gadulstwem. - zaśmiał się cicho Zlepek, przerywając bratu Barana.
- N-naprawdę? - zawstydził się Kózka, a uświadomiwszy sobie, co właśnie wypłynęło z jego pyszczka i ile jeszcze mogło wypłynąć, zaczął wtórować śmiechem partnerowi Sroczego Żaru.

***

Od złamania łapy Kózki, minął już prawie księżyc. No, własnie, prawie robi różnicę. Jednak Sokole Skrzydło powiedział, że już niedługo i będzie mógł wrócić do swoich codziennych męczarni zwanych treningami z Lisią Gwiazdą. Koza musiał przyznać, że naprawdę bał się powrotu do uczenia się u boku lidera. Przeczuwał, że nie tylko dostanie ochrzan od Lisa, ale także dostanie niezły wycisk od niego już od pierwszego dnia.
Kózka powoli wstał z swojego posłania, po czym przeszedł parę kroków pokracznych po legowisku.
- Hm, nie jest tak źle. - mruknął Kozia Łapa, delikatnie potrząsając opatrzoną łapą. Wciąż delikatnie bolało, ale na pewno było lepiej niż ostatnio.
- Też tak uważam. - miauknął Sokole Skrzydło i zaraz potem, tak jak się spodziewał Kózka, dodał: - No, niedługo będziesz mógł wrócić na trening.
Ah, gdyby tylko mógł jakoś obejść trening i zostać wojownikiem bez męczenia się z Lisą Gwiazdą - o ile byłby szczęśliwszy! Resztę dnia spędził razem z Śnieżką, gdyż ta miała akurat dzień wolny, jednak wieczorem została wytyczona na patrol, więc musiała opuścić partnera. Kozia Łapa uznał, że jeśli ma wrócić na trening, to chociaż powinien nieco więcej się ruszać, by nie rozlecieć się jak kupka paru patyków po pierwszym ćwiczeniu, więc potuptał powoli do wejścia do legowiska medyków, a wypatrzywszy Zlepioną Łapę, przywołał go do siebie i uśmiechnął się szeroko.
- Jak tam, Zlepku? Co dzisiaj robiłeś? - zapytał zainteresowany. No, trzeba sobie poprzypominać, co się dziele na treningach.

< Zlepku? >

30 czerwca 2019

Od Mokrej Blizny CD Cienistej Łapy


Wróciłem z południowego patrolu, który był na granicy z Klanem Wilka. Nie wyczułem żadnych nowych zapachów, jednak nie mogłem też tracić czujności. Całe dnie zabierał mi dodatkowy trening, który sam z siebie w wolnej chwili robiłem. Pytałem parę razem Zakręconego o rady. Ostrzyłem pazury, trenowałem bieg lub wspinałem na Burzowe Drzewo, by choć trochę bardziej rozwinąć swoją siłę. Po polowaniu zanosiłem ofiary na stos zwierzyny, po czym widziałem jak uczniowie noszą je dla starszych. Ostatnio odeszła Złota Melodia, mądra kotka.
Podczas gdy wchodziłem z innymi na teren obozu, byłem zaabsorbowany rozmyślaniem co dziś będę trenował, że nie zauważyłem czarno białej kotki, wyskakującej znikąd na mnie. Podskoczyłem, na co na jej pyszczek wkradł się lekki uśmiech zadowolenia.
Cienista Łapa! Więc jest już na tyle wyleczona, by wrócić na trening?
- C-co to było? - Mruknąłem, będąc zaskoczonym i jednocześnie nieco onieśmielonym nagłym towarzystwem terminatorki. Sama do mnie podeszła, czy chce czegoś?
- A nic takiego - odparła, a jej oczy świeciły się.
Pewnie bardzo się nudziła u medyka, a teraz gdy może wychodzić a nie ma Niezapominajki nie bardzo ma towarzystwo.
- W-więc już jesteś z-zdrowa - rzuciłem. Skinęła głową, jakby na coś czekając. - Jeśli się nudzisz to...
Zapraszać ją na trening? Niby ma swoją mentorkę...ale dlaczego by nie? Jest miłym towarzystwem.
- To? - Przeciągnęła wypowiedź, a słońce wyłoniło się zza chmur.
- Chcesz iść ze mną potrenować? - Zapytałem, nieco niepewnie. Kotka posłała mi pytające spojrzenie, coś jak "jeszcze trenujesz?".
- Chcę robić postępy - rzuciłem cicho, patrząc na nią. - Dlatego sam sobie robię trening.
- Czemu nie? - Mruknęła, mijając mnie i idąc ku wyjściu z obozu.
Poszedłem za nią, myśląc co by trenować? A może by walkę? Ale tak z Cienistą, która dopiero wyszła od medyka? Już wiem!
- C-chesz mi może pomóc z...węszeniem? - Zapytałem, przypominając sobie podobną lekcje z Ciernistą Gwiazdą. - Ty byś się schowała, a ja cię szukam.
- Zabawa w chowanego? - Zaśmiała się lekko, a ja przekręciłem głowę. Może faktycznie tak to wygląda.
- Coś takiego.
Zgodziła się, więc wyszliśmy na polanę, gdzie rosła wysoka trawa, mogąca zasłonić nasze ciała. Zamknąłem oczy i czekałem, aż przestanę słyszeć Cienistą.
Kilka uderzeń serca, a dźwięki kroków całkowicie zanikły. Wciągnąłem powietrze, rozpoznając wśród zapachów zwierzyny i lasów ten terminatorki. Zabawne, że go poznaję, ale trochę z nią przebywałem.
Ruszyłem pewnie przed siebie, strzykałem uszami, słysząc jedynie szum traw. Mój nos kazał mi kierować się na zachód, tam też poszedłem, nie szukałem długo. Bez otwierania oczu, dotarłem do momentu, gdy poczułem wyraźne źródło zapachu.
- Masz mnie! - Usłyszałem, więc otworzyłem oczy.
Czarno-biała kotka machnęła ogonem, a ja odetchnąłem z ulgą, że ją znalazłem. Długo nie trenowałem tego typu węszenia.
- Dzięki - Mruknąłem, siadając.
Wiatr zaczął wiać mocniej, a na niebie chmury ponownie przysłoniły słońce. Zapadła cisza między nami, ale dla mnie nie była niekomfortowa. Lubiłem siedzieć i słuchać, patrzeć.
Terminatorka po chwili położyła się w trawie, zaczynając myć futro. Poszedłem w jej ślady, liżąc klatkę piersiową.
- Pewnie ci się nudziło u medyka - zacząłem, czując, że powinienem coś powiedzieć. - Jak byłem kociakiem i Szuwar zachorował przez nasze zabawy na zielony kaszel, Burzowe Serce mnie stamtąd wyganiał. Razem z Niezapominajką.
- Wiesz może gdzie ona się podziała? - Spytała spokojnie, przekręcając się na plecy.
- Niestety nie, odeszła, kiedy ja byłem na treningu - odparłem.
Rozmowa szła mi dobrze, odpowiadałem normalnie, a nie zdawkowo. Czułem, że przełamałem barierę na dobre. Może tylko ciężej mi będzie opowiadać o sobie.
- Jak to jest być wojownikiem? - Spytała po chwili. - Pewnie fajnie, możesz innym mówić co mają robić.
- Huh? Tak to widzisz? - Rzuciłem zaskoczony. - Nie rozkazuję im, nie mam tyle doświadczenia co reszta wojowników. Mogę jedynie wykonywać polecenia i dbać o klan. W tym o ciebie.
Ostatnie zdanie właściwie było nie zamierzone. Czułem jednak, że podczas ostatniego spaceru kotka poczuła się źle, bo nie pozwoliłem jej zostać poza obozem. Nie mogłem jednak jej tak zostawić, gdyż dałem słowo Drżącemu Oddechowi.
- O mnie nie musisz - miauknęła. W jej głosie było coś...jakby niepewność?
- Ale chcę, jesteś moją towarzyszką i dbam o ciebie tak jak umiem. - Wytłumaczyłem jej. - Um, nie urodziłaś się w lesie?
Zapadła cisza, kotka długo nie odpowiadała, aż finalnie skinęła głową.
- Nigdy nie widziałem dwunożnego - oznajmiłem po chwili - ciekawe, czy są tacy straszni.
Cień nie odpowiadała, więc pomyślałem, że to trudny dla niej temat. Widocznie nie lubiła o tym rozmawiać.
- Jeśli cię to pocieszy to w sumie nie mam mamy - rzuciłem.
- To niby jak się urodziłeś? - Spytała, na co parsknąłem nieco rozbawiony.
- Nie, mojej mamy tu nie ma. Miałem przybraną, nie wiem co się z nią dzieje i czy żyje.
Kto wie, może pochodzę od kota domowego? Deszczowy Poranek nigdy nie opowiadał mi o mamie czy jego przeszłości. Zawsze tylko teraźniejsze sprawy, czułem, że powinienem go zapytać. Teraz, gdy nie żyje Szuwar to mnie interesuje jeszcze bardziej.
Ciekawe, czy z Cienistą było podobnie? Nic nie wie o swojej rodzinie? Więc jesteśmy w tym razem.
- Nudzisz się? - Rzuciłem.
- Tak - odparła.
- To co robimy?
Położyłem się, czekając na jej odpowiedź. Nie chciałem jeszcze wracać, bo do zachodu słońca zostało trochę czasu. Poza tym i tak nie mam z kim dzielić języków, dlatego mógłbym zostać poza obozem nawet i do nocy.

<Cienista Łapo? Ten odpis ma prawie 900 słów a jest nijakiXD>

Od Cienistej Łapy CD. Wilczej Łapy


Od jakiegoś czasu krążyła po terenach, próbując coś upolować, ale takiego konkretnego. Potrzebowała tej zdobyczy dla mentorki, która nadal była na nią zła, co przytłaczało bardzo kotkę. Korzystając z okazji, że mentorka wyszła na patrol, nikomu nic nie mówiąc, wymknęła się z obozu. Przeszukała większość terenów klanu burzy, tak żeby się nie natknąć na Drżący Oddech, ale nie znalazła nic, czym mogłaby pokazać, że bardzo przeprasza mentorkę i przy okazji, że umie polować, a tym samym, że dużo już umie. Stwierdziła, że poszuka niedaleko domostw, chociaż wątpiła w to, że tam znajdzie choćby tłustego królika, ale jej instynkt kazał jej tam iść. No nic, jak można wywnioskować, posłuchała się go i co zobaczyła? Wilczą Łapę we własnej osobie! Uradowana z widoku przyjaciela, postanowiła, że zakradnie się do niego, jak do Mokrego, a że z nim się udało, to z wilczym też musi, nie? Zrobiła, jak myślała i niedługo po tym siedziała na kocurku ze słowami na pyszczku "sfora psów atakuje!". Kotka nie wiedziała, dlaczego użyła takiego zestawu słów, ale kto to wiedział? Może, żeby niebieski się wystraszył bardziej, czy coś? Gdy już siedziała na nim, zauważyła, że jej przypuszczenia się sprawdziły i Wilk patrzył się na nią przerażony. Koteczka, widząc to, jeszcze bardziej się zaśmiała i schodząc z kota, pacnęła go łapką w głowę.
- Ale z ciebie bardzo odważny kot! - rzuciła i usiadła naprzeciwko niego, patrząc na jego zdezorientowany pyszczek.
- Jestem odważniejszy, niż ci się wydaje! - rzucił kocurek, uśmiechając się cwaniacko - chcesz zobaczyć?
- Hmm, może kiedy indziej, bo niedługo do obozu wraca Drżąca, a ja bez jej pozwolenia wyszłam jej coś upolować na przeprosiny i udowodnić, że się nadaję na wojownika.
- Dość niebezpieczne... - zamyślił się kocur - ale fajne, nie wiem, czy jej się to spodoba, ale zawsze możesz spróbować - uśmiechnął się, ale po chwili na jego pyszczek wszedł grymas na myśl o matce.
- A ty, co tu robisz? - kotka postanowiła zmienić temat.
- Ja też jestem na polowaniu. Świerkowa Kora chce, żebym jej udowodnił, że umiem polować - skulił uszy.
- Wątpi w twoje umiejętności? TWOJE? - ironicznie zaśmiała się koteczka, co spowodowało spojrzenie kocurka wręcz z kreskówek.
- Ja żartowałam głupolu! - rzuciła szybko na obronę kotka - Zapolujesz ze mną? - szybko zmieniła po raz drugi temat.
- Jasne, możemy polować razem.
Obydwoje razem spędzali czas na wspólnym polowaniu, wypełnionym śmiechami i wesołym pomrukiwaniem.
Po powrocie do obozu kotka wypuściła powietrze z ulgą, bo Drżącej nie było jeszcze w obozie. Zdążyła. Kocurek poszedł zanieść swoje zdobycze mentorce, a ciemna ukryła swojego ogromnie tłustego królika w krzakach niedaleko stosu ze zwierzyną, żeby nikt jej nie zabrał, bo teraz do niej dotarło, że jak powie mentorce, że sama go upolowała, to może dostać kolejną karę i "rozczarować mentorkę, że jest taką znajdą". Na te myśli skuliła uszy, a w tym samym czasie Drżąca wróciła z patrolu. Cienista Łapa chwyciła zająca i od razu pobiegła do mentorki. Położyła zdobycz przed zdezorientowaną kotką.
- Hej... - trochę niepewnie zaczęła - To na przeprosiny i proszę, nie gniewaj się już na mnie. Proszę! Ja już dłużej tego nie zniosę!
Drżący Oddech zmierzyła Cień wzrokiem i zaczęła jeść królika.
- Jeszcze raz takie coś zrobisz - oderwała się od jedzenia - to nie usłyszysz ode mnie już ani słowa - rzekła starsza i wróciła do jedzenia, a ciemna zaczęła skakać dokoła niej z uśmiechem na twarzy, dziękując, że ten koszmar nareszcie się skończył, bo kotka nie wytrzymywała już sama ze sobą z tą świadomością, że starsza tak bardzo się zawiodła na niej, że nie odzywa się ani słowem. Tylko dobrze, że Drżący Oddech nie wiedziała, że to właśnie jej uczennica upolowała tego królika bez pozwolenia mentorki, wymykając się z obozu.

~*~

Cienista Łapa razem ze swoją mentorką miały iść na trening, gdy ta rzuciła, że dzisiaj kotka będzie go mieć wraz z Wilczą Łapą. W jednym momencie z oczu młodszej zrobiły się gwiazdki, a ta pędem pobiegła budzić niebieskiego.
- Wilk! Wilk! Wstawaj! - prawie krzyczała, budząc przy tym połowę śpiących kotów - mamy razem trening! No wstawaj!

<Wilk? Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko ^^>

Od Cienistej Łapy CD. Mokrej Blizny


W głowie kotki krążyło pytanie "czy chce już wracać?" skoro Mokry się zapytał, to chyba on musi chcieć, więc kotka też powinna. Czy ona chce? Nie wiedziała. W sumie nie miała pomysłu, co mogliby tu robić przez jeszcze dłuższy czas, ale do legowiska medyka też nie chciała wracać. Było tam nudno i nie miała do kogo pyszczka otworzyć, no oprócz Burzowego Serca, który, miała wrażenie, że i tak jej nie słuchał, a ona potrzebowała czyjejś uwagi. Nie wytrzymywała już w swoim towarzystwie i wracać tam do tego "towarzystwa" nie chciała, ale z drugiej strony Mokry ma jeszcze obowiązki. Jest wojownikiem, co wiąże się z dużymi obowiązkami.
- Nie wiem... - odparła - albo jednak chodźmy - rzuciła i wstała. Kocurek pewnie nie chciał z nią przebywać dłużej i poza tym miał obowiązki.
Mokra Blizna wstał, wziął upolowanego królika i oboje ruszyli w kierunku obozu. Szli w niezręcznej ciszy, Cienistej Łapie to nie bardzo odpowiadało, poza tym nie mogła znieść myśli o swojej mentorce. Była przerażona i wściekła zarazem, po prostu bała się powrotu. Chciała uciec, mimo że miała tu kilka przyjaciół, którzy byli dla niej bardzo ważni i teraz co miała zrobić? Już dawno zgubiła się myślach.
- Mokry - stanęła, wypowiadając imię kocurka - a może ty sobie wrócisz, a ja zostanę i potem najwyżej wrócę. Jestem przecież już uczniem, a nie kociakiem, a jakby Drżąca się o mnie pytała (choć nie sądzę) to powiesz jej, że... - kotka nie dokończyła, bo pręgowany jej przerwał.
- Nie, nawet o tym nie myśl, nie chcę brać tego na siebie, poza tym powinnaś jeszcze trochę odpocząć - ruszył dalej, pokazując tym Cienistej, że rozmowa skończona. Denerwowało ją to, że Mokry był już wojownikiem i mógł jej rozkazywać, a przecież był niedawno uczniem. Skuliła uszy i lekko obrażona ruszyła za nim. Wstydziła się za to, że w tym momencie zachowuje się jak kociak, ale w końcu kocur ją tak teraz traktował, nie? Jak to nie może zostać, a jak mu pokaże, że jednak może i nie jest skazana na jego łaskę, to co? "Nie, to głupi pomysł, weź, się ogarnij znajdo" skarciła się w myślach. Podobało jej się to słowo, którym opisała ją mentorka. No nie w sensie pozytywnym, ale lubiła siebie samą "karać", a że nie miała innych możliwości, to pozostało jej w myślach. Ale halo, kocur nie chciał źle, nie? To fajnie z jego strony, że choć trochę się nią interesuje i nie chce, żeby ta się nadwyrężała, albo po prostu nie chce z nią w tej chwili przebywać. No też jest taka opcja. Poprawiła swój wyraz pyszczka i przyśpieszyła tempa, by nie być za Mokrym.
Gdy dotarli do obozu, każde z nich poszło w swoje strony. Mokra Blizna spełniać obowiązki wojownika, a Cień, no cóż, do medyka. Przez te wszystkie wschody słońca miała tyle czasu do rozmyślań, że przeanalizowała sobie tę całą sytuację z borsukiem już chyba z milion razy i dalej nie pojmowała swojej głupoty. Co wtedy jej strzeliło do głowy? Nie mogła się pogodzić sama ze sobą.

~*~

Nareszcie przyszedł ten dzień, dzień opuszczenia legowiska medyka, chociaż miała jeszcze przychodzić przez najbliższy czas, by ten mógł sprawdzać, czy na pewno te rany, które jeszcze posiadała, się nie rozwalają i czy nie wstąpiło żadne zakażenie. Wróciła do legowiska uczniów i od razu położyła się na miejscu obok Niezapominajki, która aktualnie nie była do dyspozycji. Co kotka się oszukiwała, zaginęła! Ot co. Korzystając, że nie miała jeszcze dzisiaj treningu, ruszyła w poszukiwanie Mokrej Blizny, bo od czasu tamtego "spaceru" czy jak to zwał, nie rozmawiali ze sobą. Nie musiała długo szukać, bo ten właśnie wchodził do obozu wraz z innymi kotami. Najprawdopodobniej wracali z patrolu. Kotka nie wiedziała, co ją podkusiło, ale podeszła do kocurka. Ten jej nie zauważył, więc stwierdziła, że zakradnie się do niego i może uda jej się go przestraszyć. Powoli stawiała łapkę za łapką i momentalnie skoczyła na pręgowanego, przez co ten lekko podskoczył " udało się" - pomyślała i spojrzała na zdezorientowanego kota.

<Mokry?>

Od Zimorodkowej Pieśni CD Sroczego Żaru

Futro na karku Zimorodkowej Pieśni automatycznie powędrowało w górę. Po co był ten komentarz? Radość ze wspólnego polowania natychmiast odpłynęła przypominając pręgowanej obraz szarej rzeczywistości. Może gdyby Sroczy Żar tego nie powiedziała teraz nie stałaby zdziwiona z utkwionym wzrokiem w wysuwające się kły mniejszej.
- Nie wspominaj mi o nim - syknęła i odwróciła się na pięcie odchodząc. Tyle razy wytrzymywała te zbędne komentarze o Zlepku... Skaranie boskie po prostu. Zrzuciła kwiatek z głowy cicho na niego prychając. Ten też potrzebny jak rzep do ogona. Ta cała polana to była jakaś zagadka, ale jak to niebieska nie miała ochoty jej odkrywać. W miarę drogi gniew odpływał, a sama wojowniczka coraz bardziej przytomniała do stanu sobie najbardziej znanego czyli odpływania. Ciekawe czy Sroka zrozumie kiedyś targające ją emocje? I czy pokaże Zlepionej Łapie te całe tajemnicze miejsce. Przecież obie nigdy go nie widziały. No właśnie, czy cętkowana w ogóle zjawi się na czuwaniu? Pointka targnęła ogonem. A niech sobie ma wstrętny kochliwy babsztyl! No tak, ale to przecież była jej siostra... Bicolorka przystanęła. W sumie to i tak będzie musiała wrócić po tego królika... Szurając niebiesko - białym ogonem zbliżyła się do miejsca, w którym zakopała zwierzynę. Z lekkim trudem podniosła ją i trzymając w zębach pociągnęła za sobą. W końcu była mniej więcej takiej wielkości jak sama ofiara. No dobrze, mała przesada, ale rzeczywiście niebieskooka nie była dużo większa. Zresztą ten tutaj do była tłusta świnia mięsa więc to dodatkowo utrudniało sprawę.
- Zimorodku, coś się stało? - zadała pytanie siostra zjawiając się z nikąd. Pręgowana oderwała zęby od puchatego ogonka i wypluła strzępki futra zwierzęcia. Zatroskane spojrzenie pomarańczowych oczu przesunęło się po jej uchu, a raczej miejsca gdzie było aż do samych łap. Przez co Zimorodkowa Pieśń miała wrażenie, że świdruje ją na wylot doszukując się informacji. Po chwili zmarszczyła brwi nie doczekując się reakcji.
- Zimorodku?
- Ah tak, tak wszystko okej - kotka pomachała energicznie główką i z pewnością nie byłoby to dziwne, ale ze ze względu na bardziej flegmatyczny charakter bicolorki prawdopodobnie Sroczy Żar jeszcze bardziej pogubiła się we własnych domysłach o cóż może chodzić siostrze.
- No to, chyba dobrze, tak? - zapytała nieco niepewnie przyjaciółka Niedorajdy nie wiedząc co odpowiedzieć. Córka Meatball ponownie kiwnęła i zabrała się za żmudną pracę ciągnięcia zdobyczy do obozu. Słońce miało za chwilę zajść, a wojowniczki były dopiero w połowie drogi. Sroka postanowiła pomóc i teraz razem ciągnęły posiłek. Na szczęście zdążyły i Zimorodek nie musiała się już martwić o to czy Lisia Gwiazda je wychłosta za brak powrotu na czas. Obie rzuciły pożywienie na stos zwierzyny. Mimo, że wszystkie koty były już po ostatnim posiłku dziennym od razu niektórym poleciała ślinka na widok tak obiecującej zwierzyny. Ot, miały farta. Sroczy Żar uśmiechnęła się dumnie na widok "sępów".

Zimorodkowa Pieśń otchyliła sennie powieki. Czując jak Sroka dalej stara się ją obudzić uderzyła ją łokciem. Niech ma. Kotka syknęła cicho i rzuciła zdziwione spojrzenie mniejszej. Pointka rozejrzała się za to bacznie obserwując okolice. Zasnęła podczas czuwania. Większego wstydu chyba być już nie mogło. Tylko co jeśli Lisia Gwiazda się o tym dowie? Wojowniczka zadrżała ledwo dostrzegalnie. Chyba cofnie ją na stanowisko ucznia. Pręgowana spojrzała wdzięcznie na siostrę na co ta prychnęła za pewne starając się przypomnieć co dostała za próbę pobudki. Zimorodek zobaczyła jak słońce powoli rozjaśnia ogromny zbiornik wodny. Świt. O mały włos. Gdyby obudziła się później... Nie wiadomo co by się z nią stało. Kotka obserwowała jak pobratymcy powoli wychodzą z legowisk przeciągając się przy tym. Koniec warty - Uświadomiła sobie z lekkim szczęściem. Śnieżny Sopel od razu popędziła podzielić się przeżyciami z partnerem. Podczas gdy córka Meatball została, aby przyglądać się jak Zlepiona Łapa dzieli się językami ze Sroczym Żarem opowiadającej radośnie o czuwaniu. Oj, kiedyś mu się za to oberwie. Pręgowana miała tylko nadzieję, że siostra nie powie o jej drzemce, ale któż tam by ją wiedział.

<Sroczy Żarze? Przepraszam, że tak się wydłużyło. I już nie zamierzam nawet komentować samej jakości odpisu>