BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

14 listopada 2015

Od Darkheart'a CD Shadowrain

Uciekać? Ja?! Gdyby nie to, że skoczyła na lisa, nazwał bym ją mysim móżdżkiem. Przecież jestem wojownikiem klanu wilka! Moim obowiązkiem jest bronić klanu, nawet kosztem własnego życia! Syknąłem przez zęby i zjeżyłem futro wzdłuż grzbietu. Biały lis o czerwonych ślepiach, próbował obrócić głowę i dosięgnąć zębami kotkę o długiej sierści. Zadziałałem instynktownie. Skoczyłem na głowę lisa, zatapiając pazury przednich łap za śnieżnobiałym uchem, a tylne wbiłem w miejsce połączenia żuchwy i czaszki. Lis pisnął z bólu i chwiejnie cofnął się o kilka kroków. Zaraz jednak doszedł do siebie i z wściekłym szczekaniem zaczął potrząsać głową, a gdy to nie pomogło zaczął skakać na wszystkie strony, wyrzucając w gorę raz grzbiet, a raz głowę. Dla pobocznego widza, mogło wyglądać to śmiesznie, jednakże żołądek podszedł mi do gardła na tej upiornej huśtawce. Z całych sił trzymałem się lisiej skóry, byle tylko nie spaść. Bo upadek z pewnością skończył by się śmiercią w białych szczękach. W końcu lisowi udało się zrzucić długowłosą kotkę, która przekoziołkowała po ziemi i zniknęła w kępie pokrzyw, wyrzucając w powietrze drobne płatki śniegu. Psowaty od razu rzucił się na swój łup, chcąc zabić kotkę. Wściekły zatopiłem zęby w jego uchu i zacząłem szarpać nim na różne strony. Krew polała się na biały śnieg, a ten pod wpływem ciepła zaczął lekko topnieć w miejscu gdzie spadła posoka. Lis otumaniony bólem i zaślepiony krwią ściekającą do oczu, miał już serdecznie dość walki. Chwiejnie spróbował się wycofać. Zeskoczyłem z jego łba, miękki lądując w białym puchu. Lis rzucił się do ucieczki, jednak ja byłem zaślepiony wściekłością. Cała ta sytuacja przypominała mi zdarzenie sprzed wielu księżyców. Zdarzenie od którego zacząłem patrzeć na świat w inny sposób. Wściekle trzepnąłem ogonem i skoczyłem w ślad za lisem. Ranny zwierz nie był zbyt szybki, a tym bardziej zwinny. Z łatwością wyprzedziłem go i skoczyłem mu prosto do gardła. Lis spróbował zrobić unik, jednak każdy kociak wie, że wściekły kot, jest groźny przeciwnikiem. Zatopiłem kły w jego szyi, przez kilka sekund na niej zwisając. Lis próbował jeszcze walczyć. Ostrymi pazurami przejechał mi po prawym boku, a zaraz potem padł martwy na śnieg. Dookoła ciała zaczęła zbierać się czerwona kałuża. Kiedy spadła adrenalina, poczułem ból w miejscu gdzie dosięgły mnie jego pazury. Polizałem zranione miejsce, starając się zmyć krew. Rana na oko, nie wyglądała groźnie, jednak nadal bolała i krwawiła. Z goryczą uświadomiłem sobie, że zachowałem się głupio, atakując uciekającego lisa. Gwiezdnym niech będą dzięki, za to, że kodeks wojownika nie wspomina nic o zabijaniu uciekających drapieżników. Kiedy wspomniałem nazwę klanu, do głowy wróciła mi postać długowłosej kotki. Zacisnąłem zęby ze złością. Może i ostrzegła mnie przed lisem, ale nadal znajdowała się na terenie Klanu Wilka, a nie mogłem pozwolić by jakiś pieszczoszek wałęsał się po naszych terenach! Pobiegłem w miejsce gdzie ostatni raz ją widziałem, bezwiednie skręciłem między gołe gałęzie krzewu, by ukryć się przed jej wzrokiem. Naturalnie kotka mnie nie zauważyła, ani nie wyczuła (nie wspominając o usłyszeniu). Końcówka ogona lekko mi drgnęła, gdy na ugiętych łapach patrzyłem, jak zlizuje płatki śniegu z brązowo - czarnego futra, by te nie roztopiły się i nie wsiąkły w puszyste futro. Bez większych wyrzutów patrzyłem, jak rozgląda się zaniepokojona. Czyżby mnie szukała? Jej ogon lekko drgnął, gdy podniosła się z ziemi i ruszyła w stronę, gdzie zniknął lis, a z nim ja. Teraz mogłem zauważyć, iż jest większa od przeciętnego leśnego kota, a choć śmierdziała dwunogami, w swoich ruchach miała coś z leśnego kota. Nie mogła pójść dalej! To tereny klanu! Fuknąłem na siebie i swoją naturę obserwatora czy raczej ... skrytobójcy. Wolno podkradłem się do niej i skoczyłem. Chciał bym powiedzieć, że nie wystawiłem pazurów, naprawdę ... jednak to własnie one zatopiły się w gęste futro kotki. Razem potoczyliśmy się po ziemi. Kotka była silna, a moje pazury nie mogły dosięgnąć jej skóry, przez grube futro. Mimo to przygniotłem ją do ziemi.
- Co ty robisz? - syknęła, chyba lekko zdenerwowana. A może zwyczajnie oburzona?
- Jesteś na terenach Klanu Wilka! - syknąłem, jednak bez nie wiadomo jakiej złości.- Nie powinnaś wchodzić na nasze tereny! - dodałem.
- Czym jest Klan? - zapytała, a jej oczy zrobiły się okrągłe z ciekawości. Zeskoczyłem z niej, nie mając ochoty zachowywać się jak ... ja. Zwyczajnie nie stanowiła zagrożenia, a jej pazury były stępione przez dwunogi. siadłem na śniegu. Przecież nikt mi nie zabronił rozmawiać o klanie, nie?
- To grupa kotów, które są dla siebie jak rodzina. Razem mieszkamy, polujemy i bronimy granic przed intruzami, którzy chcieli by zabrać nam naszą zdobycz, albo wymordować kocięta. - powiedziałem. - Mamy swój obóz w którym mieszczą się legowiska wojowników, którzy dbają o klan, terminatorów, uczniów wojowników, medyka, który leczy ranne koty i lidera, naszego przywódcy. - dokończyłem. Kotka usiadła na przeciwko mnie i owinęła łapy puszystym ogonem.
- A kocięta? - zapytała.
- Kocięta razem z matkami mieszkają w kociarni. Są w tedy zwolnione z obowiązków wojowników, a klan zajmuje się nimi. - powiedziałem. Kotka kiwnęła głową.
- A tak w ogóle dlaczego o to pytasz? - zapytałem, wbijając w kotkę świdrujące spojrzenie dwukolorowych oczu. Kotka spuściła wzrok i łapą trąciła kępkę śniegu. Cierpliwie czekałem na odpowiedź.

< Shadowrain? Przepraszam za tą walkę z lisem, nie wiem czemu tak dziadowsko mi dzisiaj wyszło opo ;_;>

Windstripe! (Klan Słońca)

Windstripe|wojownik|Klan Słońca


13 listopada 2015

Od Mintleaf CD Darkheart

Ziewnęłam krótko i spojrzałam na wyjście z jaskini. Dużo myślałam nad tym, czy pogoda się do mnie uśmiechnie, i czy spadnie przynajmniej jedna kropla deszczu. Niestety, Pora Opadających Liści nie daje swego urokliwego deszczyku. Szkoda...
Z trudem wstałam, zauważając, że brzuch mi rośnie (ciiiicho). Nie, nie chodzię do Dwunożnych po jedzenie... Będę miała kocięta. Czuję ich leciutkie bicie małych serduszek. Wyszłam z jaskini, pociągnęłam się i pomaszerowałam w stronę mieszkaneczka Rainymist.
-O, Mintleaf! Witaj.- kotka uśmiechnęła się do mnie promiennie, a ja odpowiedziałam jej tym samym.- Coś ci dolega?- zapytała wkrótce, kładąc ostatni pączek roślin na "półeczkę".
-Chciałabym coś... Sprawdzić.- odpowiedziałam z lekkim rumieńcem. Medyczka spojrzała na mó brzuch.
-Ile będziesz miała kociąt?- rany, czy ona mi czyta w myślach?!
-Skąd wiedziałaś?- zapytałam, patrząc w jej niebiesko-zielone oczy.
-Widać, czyż nie?- chytry uśmieszek zawitał na mordce szarej kotki.- Dobra, połóż się na boku.
Wykonałam polecenie medyczki. Ta mi kilka minut masowała brzuch łapą (bez skojarzeń;-;), jednakże wkrótce odparła z entuzjazmem.
-Będziesz miała 4 kociaki!- odparła piskliwie.
-Cztery? Ja czuję tylko trzy serduszka...- zdziwiłam się, jednak później się mocno zmartwiłam.
-Jak to? Czekaj, zaraz sprawdzę.- szara przyłożyła ucho do mojego niewielkiego brzucha i zaczęła słuchać.
Patrzyłam na jej poważną minę. Mordka nagle zmieniła na rozczarowany wyraz.
-Faktycznie...- szepnęła.- Mintleaf... Przykro mi...- patrzyłam na nią ze szklanymi oczyma.-  Jeden z twych kociaków nie będzie już żył.
-Och...- szepnęłam. Trudno mi było powstrzymać płacz.- Dobrze, dziękuję,Rainymist. Cóż, miejmy nadzieję, że nie umrę... Podczas porodu.
-To rzadkość.- pokręciła głową ta, jednakże ja wymusiłam u siebie delikatny uśmiech.
-Rzadkość to moje trzecie imię.
-A drugie?- zapytała, cicho parsknąc ze śmiechu.
-Drugie brzmi: Życie.- odpowiedziałam, wstając.
-Nie rozumiem...
-Zrozumiesz w swoim czasie.- miauknęłam i odszedłam od kocicy. Polana napełniła się promieniami jesiennego słońca, cichy wiaterek igrał z mą krótką sierścią. Ujrzałam nagle, jak z krzaków wyskoczył kocur, którego już kiedyś widziałam. Darkheart, nie?
Podszedłam do wojownika, kiwnęłam na znak powitania i miauknęłam:
-Witaj, Darkheart.
-Em... Witaj...
-Mintleaf.- uśmiechnęłam się. Kot usiadł, kładąc przed moimi łapami martwą mysz.
-To jedyne, co znalazłem.
-To dobrze.- odpowiedziałam.- Jak się twe sprawy toczą?

<Darkheart?:B>

12 listopada 2015

Od Shadowrain

 Powoli otworzyłam jedno oko, a następnie drugie. Uniosłam głowę. Mym oczom ukazała się znów ta sama szara rzeczywistość. Wstałam i się przeciągnęłam. Kilka kroków ode mnie znajdował się kominek, w którym wesoło iskrzył się ogień. Nie zwracając na niego uwagi udałam się do kuchni. Podeszłam do miski z nadzieją, że w środku znajduje się chociaż odrobina karmy. Niestety, w środku nie było najmniejszego okruszka. Powolnym krokiem poszłam do sypialni. Na łóżku spał jeden z dwóch Dwunogów zamieszkujących Gniazdo Dwunogów, w którym mieszkałam. Skoczyłam na pościel. Zaczęłam trącić rękę Dwunoga. Wydał jedynie kilka ospałych dźwięków i się odwrócił. Zeskoczyłam z łóżka i ponownie udałam się do kuchni. Wskoczyłam na blat i spojrzałam na szafkę kuchenną. Znajdowała się tylko kilkanaście centymetrów ode mnie. Stanęłam na tylnych łapach i oparłam się o szafkę. Wiedziałam, że w środku jest opakowanie z kocią karmą. Wsunęłam łapkę pod uchwyt i zaczęłam ciągnąć. Po chwili szafka była całkowicie otwarta. Przygotowywałam się do skoku. Chwilę potem znalazłam się w środku. Zauważyłam opakowanie z karmą. Było otwarte. Złapałam je i zaczęłam ciągnąć. Nagle upadło, a jego zawartość rozsypała się na wszystkie strony. Niespodziewanie z sąsiedniego pokoju wyłonił się Dwunóg.
- Shadow! Zła kotka, zła! - krzyczał.
Szybko do mnie podbiegł, chwycił mnie i wywalił za drzwi.
- Pff... - prychnęłam.
Na dworze było strasznie zimno, lecz nie zbytnio tego nie odczułam, ponieważ jestem obrośnięta długą sierścią. Udałam się w stronę ogrodzenia obserwując prószący śnieg. Wskoczyłam na płot, a następnie przeskoczyłam na drugą stronę. Kilkanaście metrów ode mnie znajdował się las. Postanowiłam pójść w jego stronę. Nagle poczułam dziwny zapach. Szybko wspięłam się na ogołocone drzewo i zaczęłam obserwować okolicę. Spostrzegłam nieznajomego mi kota spokojnie idącego w moją stronę. Nie zwracał na mnie uwagi, więc pewnie nie poczuł mojej obecności. Niespodziewanie poczułam kolejny zapach. Bacznie zaczęłam rozglądać się po okolicy, lecz niczego nie zauważyłam. Chwilę potem usłyszałam dźwięk podobny do szczekania i nareszcie go zobaczyłam. Był to śnieżnobiały lis. Skradał się do kota.
- Uciekaj! - krzyknęłam, lecz przez wiatr, który zerwał się chwilę temu, nie usłyszał mnie.
Lis rzucił się w pogoń za kotem. Dopiero w tej chwili kot obrócił łeb i spostrzegł drapieżnika. Nie czekając dłużej skoczyłam na lisa i wbiłam zęby w jego kark. Zawył z bólu.
- Na co czekasz? Uciekaj! - krzyknęłam ponownie w stronę obcego kota.

< Ktoś?>

11 listopada 2015

Od Blackstar'a CD Crystalstream

Ostatnio na naszych terenach zaczęło czaić się wiele Dwunożnych i wilków. Zagrażało to bardzo klanowi. Nad ranem poszedłem na patrol i wtedy zaatakował mnie spory lis. Miałem obolałą ranę na prawej tylnej łapie. Nie powiedziałem o niej Mobrain. Przez resztę dnia siedziałem w jaskini, aż przyszła do mnie Crystalstream. Zapytała czemu nie wychodzę na patrol.
- Niestety, ale muszę dziś zostać w jaskini. - odpowiedziałem starając się jak najlepiej schować zranione miejsce.
- Coś Ci się stało? - zapytała.
- Nic takiego. - odparłem.
- Masz jakąś ranę? - dopytywała się.
- Widzę, że polowanie było udane. - zmieniłem temat.
- Tak, ale powiedz co się dzieje.
- Nie powiem i już. - oznajmiłem. - Swoje zdobycze połóż pod liśćmi paproci leżące niedaleko płaskiego głazu. - powiedziałem. Kotka wyszła, a ja postanowiłem się udać do naszej medyczki - Mobrain. Wyszedłem z jaskini kulejąc.
***
Medyczka owinęła mi ranę pajęczyną, którą wcześniej w czymś zmoczyła. Musiałem przez dwa dni zostać w lecznicy.
Następnego popołudnia wyszedłem stamtąd i poszedłem po mysz którą upolowała Crystal.
- Czemu najpierw je klan, a potem wojownicy? - zapytała.
- Klan jest najważniejszy i żeby przetrwać najpierw trzeba nakarmić tych, którzy nie polują, a potem wojowników. - widziałem, że Crystal nie za bardzo rozumie o co chodzi, więc darowałem sobie dalsze tłumaczenie.
- Kim byłeś zanim nie założyłeś klanu?
- Urodziłem się w Klanie, który błyskawicznie się rozpadł. Żyłem w Siedlisku Dwunogów. Słynąłem tam z dzikości, nieprzewidywalności i agresji. Wszystkie koty mnie unikały, także ludzie z czego się cieszyłem. Potem odwróciłem do lasu i założyłem klan. - odparłem. - A ty? Jaką masz historię? - zapytałem i usiadłem. Kotka zrobiła to samo.

<Crystalstream?> Tak ciuutke się rozpisalem :>
Blackstar, chyba usunę ci autora. Nie wiem, na czym piszesz, lecz robisz literówki. I teraz coś, co najbardziej mnie razi. JACY LUDZIE?! Nie mówimy ludzie tylko Dwunożni. Miasta, domy, sami oni - wszystko jest DWNUOŻNYCH! Następnym razem usuwam autora.

Darkpaw! (Klan Wschodu)

Darkpaw|uczeń|Klan Wschodu
Ze względu na to, że niedługo moda na piórka będzie jak u nas moda na selfie, to chyba usunę te dodatki.


Od Crystalstream

 Przechadzałam się po nowych terenach. Cieszę się, że w końcu jestem w jakimś klanie. Szkoda tylko, że jest on mały, ale cóż... Przeżyję. Heh.
Usłyszałam jakiś ruch. Wyczułam zapach jakiejś... Myszy. Zakradłam się po cichu i skoczyłam. Nie bawiłam się długo, prawie od razu ją zabiłam. Wyczułam zapach jeszcze dwóch. Widocznie miała 'rodzinę'. Przysypałam ją lekko ziemią i poszłam szukać reszty. Gdy je znalazłam i złapałam - jakimś cudem - obie, wróciłam do wcześniejszej. Chwyciłam wszystkie do pyska i ruszyłam w stronę schronienia klanu. Po chwili wyczułam kolejne zwierzę. Tym razem musiało być większe, bo robiło dużo hałasu. Rozejrzałam się. Wilk. Zaczęłam biec jak najciszej. Nie mogłam wypuścić zdobyczy. Nie dam się najeść temu... Czemuś. W końcu wybiegłam na polanę i ukryłam się w trawie. Powoli przechodziłam między źdźbłami, żeby mnie nie usłyszał. Po kilku chwilach dał sobie spokój, a ja zbliżałam się do jaskini. Rozejrzałam się jeszcze i weszłam do siedziby. Popatrzyłam na lidera, który o dziwo tam był. Położyłam zdobycze na ziemi i 'ukłoniłam' się przed nim.
- Wiem, niewiele. Ale wilk mnie przegonił... - mruknęłam z niezadowolenia. - Czemu nie jesteś na patrolu? Dawno nie widziałam cię tak w jaskini w ciągu dnia... - dodałam po chwili.

< Blackstar?>

Kestrelwing! (Klan Nocy)


Kestrelwing|wojownik|Klan Nocy


10 listopada 2015

Shadowrain! (Klan Wilka)

Shadowrain|wojownik|Klan Wilka


Od Thunderstar'a CD Morningdew

Spojrzałem na kotkę. W sumie miała rację.
- Przyzwyczaiłem się do tego że ja to robię ale skoro nalegasz to ty i Hawkfrost idziecie ze mną. Redtail ty zrób coś ze swoim głosem. Potem zrobimy mały trening.- Mruknąłem i pobiegłem przed siebie. Koty szybko do mnie dołączyły. Po kilku godzinach patrolowania terenów wróciliśmy przed moją jaskinię.
- Witajcie w domu!- Powitała nas Redtail głosem już nie tak słodkim jak wcześniej. Uśmiechnąłem się.
- Morningdew, Hawkfrost wy zaczniecie trening walki.- Stwierdziłem. Koty szybko przeszły do rzeczy. Po kilku minutach kocur przygwoździł kotkę do ziemi.
- Mimo wielu pozorom Hawk to świetny wojownik. Wygląda raczej jak kociak ale to jego broń. Nikt nie bierze go poważnie.- Powiedziałem a kocur puścił kotkę.
< Morningdew?>
Thunder, jeśli piszesz imiona wojowników, to nie samo Morning, Hawk czy Red. W tłumaczeniu polskim te imiona znaczą Poranna Rosa, Jastrzębi Mróz i Czerwony Ogon. Zwracałbyś się do nich Poranna, Jastrzębi i Czerwony? Pisanie samego początku imienia są tylko, jeśli imię jest powtarzane zbyt często w tym samym miejscu.