Sekrecik westchnął cicho, nie patrząc ani na ojca, ani na Malinka. Siedział z ogonem owiniętym wokół łap, jakby to był jedyny punkt stabilności w tym całym, głośnym poranku. Nie miał ochoty na żadne zbieranie ziół. Nie miał ochoty na nic.
"Jeszcze nie wiem... Mało mam już rzeczy, które mógłbym przekazać Sekrecikowi”.
Słowa mentora zadźwięczały mu w uszach, choć wypowiedziane były najpewniej z żartem.
Uczeń w duchu prychnął. Mało rzeczy?
A może po prostu nie warto było się już starać? Miał już tyle księżyców i takie umiejętności, że mogliby go na spokojnie mianować i to kilkukrotnie. Byle przed Miłostką, a żeby na zaś zedrzeć jej ten durnowaty i dumny uśmieszek z pyska. A najlepiej by było, jakby i Lna uprzedził w zostaniu pełnoprawnym wojownikiem. Wtedy to by mu ten chodzący chwast do ogona nawet nie dorastał.
Zadarł łeb i spojrzał w niebo. Rzeczywiście, słońce dosyć intensywnie przebijało się przez rozrzucone po nieboskłonie obłoki. Kiedyś może by go to bardziej zachwyciło, ale teraz... Teraz wszystko było inne.
Przylgnął spojrzeniem do ojca.
Miodek się uśmiechał. Zawsze się uśmiechał. Nawet wtedy, gdy było źle, zakładał ten swój słoneczny wyraz pyska i patrząc na niego zdawało się, że wszystko jest w porządku. Czasem Sekrecik nie wiedział, czy to bardziej godne podziwu, czy niepokojące.
I właśnie dlatego nie chciał iść zbierać ziół.
Nie mógł jednak tak po prostu odmówić. Nie, kiedy Malinka już przyglądał mu się spod zmrużonych powiek, a ojciec podrygiwał z zadowolenia.
Sekrecik nie był tchórzem ani głupcem. Musiał podejść do tematu rozważnie.
— Jak chcesz — mruknął w końcu, przeciągając się powoli. — Ale nie liczcie, że będę cokolwiek nosił w pysku! Jeszcze się struję jakimiś obrzydlistwem... — burknął, mając we wspomnieniach gorzki posmak jednego medykamentu.
Jego głos był zbyt chłodny jak na żart, ale Miodek jak zwykle udawał, że go to nie rusza.
— O, czyli się zgadzasz! — zareagował z entuzjazmem. — Wspaniale! Obiecuję, nie każę ci nic nosić. Może... co najwyżej coś powąchać.
Sekrecik skrzywił się lekko, ale ruszył za ojcem, stukając ogonem o ziemię przy każdym kroku. Malinka posłał mu podekscytowane spojrzenie i pokręcił głową, gdy zauważył, że młodziak dalej, dość uparcie, trzymał się markotnej miny.
Szli w ciszy. Przynajmniej przez chwilę.
Miodek co jakiś czas zerkał na syna, jakby szukał pretekstu do rozmowy, ale nie naciskał.
— No dobrze, mój drogi synku, co cię dzisiaj pogryzło? Muszka, komar, czy znowu z Miłostką nie możecie dojść do porozumienia? — zagadnął.
Z obruszeniem spuścił wzrok na przednie łapy. Rzecz jasna, że nie chodziło do końca o jego siostrę, a przynajmniej nie bezpośrednio. Bo po drodze do niej jak zawsze znajdował się Len. I choćby Sekrecikowi od maleńkości nie zależało na zwadzie z kimkolwiek, tak do kremowego nigdy nie mógł się przekonać. Szczególnie gdy w temat wchodziła jeszcze kwestia szylkretki.
— Mi się wydaje, że sam się ugryzł — wtrącił mentor, co spowodowało między starszymi cichy śmiech.
Point zastrzygł uchem. Czy jak będzie w ich wieku, jego poczucie humoru będzie równie godne pożałowania?
— Nic z tych rzeczy, chyba wyszliśmy na trening, a nie na pogaduchy — fuknął od niechcenia.
— Jedno nie wyklucza drugiego — mruknął ojciec, puszczając mu oczko. — Czyli Miłostka...
Płowy zatrzymał się i wręcz tupnął łapą w miejscu.
— A w życiu, żeby tylko o te bezmyślną pchłę chodziło zawsze! — syknął. — Ona jest głupia, bo taka się urodziła i przykro mi ojcze, ani twoje ani mamy geny nie mogły zapobiec urodzeniu się czegoś tak... niepoważnego! — stwierdził, nie potrafiąc wysłowić się tak, jakby chciał. — A ten dureń, ta skończona pokraka, tylko wykorzystuje tę jej naiwność, co by się znowu... — urwał gwałtownie, widząc, jak ojciec z mentorem wymieniają się porozumiewawczymi spojrzeniami.
Sapnął, wzdychając z niezadowoleniem. I po co dał się podpuścić? Jakby co księżyc nie znosił pogadanek odnośnie jednego i tego samego. Że też rodzice w nim widzieli problem, a nie w tym, z kim i jak spędza czas ich córka.
Przystanął, wiedząc, że w takim tempie i tak daleko nie zajdą, a dookoła nich dało się wypatrzeć już niejedną roślinę, o której Miodek z pewnością miał sporo do powiedzenia.
"Jeszcze nie wiem... Mało mam już rzeczy, które mógłbym przekazać Sekrecikowi”.
Słowa mentora zadźwięczały mu w uszach, choć wypowiedziane były najpewniej z żartem.
Uczeń w duchu prychnął. Mało rzeczy?
A może po prostu nie warto było się już starać? Miał już tyle księżyców i takie umiejętności, że mogliby go na spokojnie mianować i to kilkukrotnie. Byle przed Miłostką, a żeby na zaś zedrzeć jej ten durnowaty i dumny uśmieszek z pyska. A najlepiej by było, jakby i Lna uprzedził w zostaniu pełnoprawnym wojownikiem. Wtedy to by mu ten chodzący chwast do ogona nawet nie dorastał.
Zadarł łeb i spojrzał w niebo. Rzeczywiście, słońce dosyć intensywnie przebijało się przez rozrzucone po nieboskłonie obłoki. Kiedyś może by go to bardziej zachwyciło, ale teraz... Teraz wszystko było inne.
Przylgnął spojrzeniem do ojca.
Miodek się uśmiechał. Zawsze się uśmiechał. Nawet wtedy, gdy było źle, zakładał ten swój słoneczny wyraz pyska i patrząc na niego zdawało się, że wszystko jest w porządku. Czasem Sekrecik nie wiedział, czy to bardziej godne podziwu, czy niepokojące.
I właśnie dlatego nie chciał iść zbierać ziół.
Nie mógł jednak tak po prostu odmówić. Nie, kiedy Malinka już przyglądał mu się spod zmrużonych powiek, a ojciec podrygiwał z zadowolenia.
Sekrecik nie był tchórzem ani głupcem. Musiał podejść do tematu rozważnie.
— Jak chcesz — mruknął w końcu, przeciągając się powoli. — Ale nie liczcie, że będę cokolwiek nosił w pysku! Jeszcze się struję jakimiś obrzydlistwem... — burknął, mając we wspomnieniach gorzki posmak jednego medykamentu.
Jego głos był zbyt chłodny jak na żart, ale Miodek jak zwykle udawał, że go to nie rusza.
— O, czyli się zgadzasz! — zareagował z entuzjazmem. — Wspaniale! Obiecuję, nie każę ci nic nosić. Może... co najwyżej coś powąchać.
Sekrecik skrzywił się lekko, ale ruszył za ojcem, stukając ogonem o ziemię przy każdym kroku. Malinka posłał mu podekscytowane spojrzenie i pokręcił głową, gdy zauważył, że młodziak dalej, dość uparcie, trzymał się markotnej miny.
Szli w ciszy. Przynajmniej przez chwilę.
Miodek co jakiś czas zerkał na syna, jakby szukał pretekstu do rozmowy, ale nie naciskał.
— No dobrze, mój drogi synku, co cię dzisiaj pogryzło? Muszka, komar, czy znowu z Miłostką nie możecie dojść do porozumienia? — zagadnął.
Z obruszeniem spuścił wzrok na przednie łapy. Rzecz jasna, że nie chodziło do końca o jego siostrę, a przynajmniej nie bezpośrednio. Bo po drodze do niej jak zawsze znajdował się Len. I choćby Sekrecikowi od maleńkości nie zależało na zwadzie z kimkolwiek, tak do kremowego nigdy nie mógł się przekonać. Szczególnie gdy w temat wchodziła jeszcze kwestia szylkretki.
— Mi się wydaje, że sam się ugryzł — wtrącił mentor, co spowodowało między starszymi cichy śmiech.
Point zastrzygł uchem. Czy jak będzie w ich wieku, jego poczucie humoru będzie równie godne pożałowania?
— Nic z tych rzeczy, chyba wyszliśmy na trening, a nie na pogaduchy — fuknął od niechcenia.
— Jedno nie wyklucza drugiego — mruknął ojciec, puszczając mu oczko. — Czyli Miłostka...
Płowy zatrzymał się i wręcz tupnął łapą w miejscu.
— A w życiu, żeby tylko o te bezmyślną pchłę chodziło zawsze! — syknął. — Ona jest głupia, bo taka się urodziła i przykro mi ojcze, ani twoje ani mamy geny nie mogły zapobiec urodzeniu się czegoś tak... niepoważnego! — stwierdził, nie potrafiąc wysłowić się tak, jakby chciał. — A ten dureń, ta skończona pokraka, tylko wykorzystuje tę jej naiwność, co by się znowu... — urwał gwałtownie, widząc, jak ojciec z mentorem wymieniają się porozumiewawczymi spojrzeniami.
Sapnął, wzdychając z niezadowoleniem. I po co dał się podpuścić? Jakby co księżyc nie znosił pogadanek odnośnie jednego i tego samego. Że też rodzice w nim widzieli problem, a nie w tym, z kim i jak spędza czas ich córka.
Przystanął, wiedząc, że w takim tempie i tak daleko nie zajdą, a dookoła nich dało się wypatrzeć już niejedną roślinę, o której Miodek z pewnością miał sporo do powiedzenia.
<Ojcze?>
milostka jest gupia po judaszu
OdpowiedzUsuńwypraszam sobie... jak głupia to tylko i wyłącznie po ojcu...
Usuń