Od kilku dobrych dni szylkretka czuła się trochę przytłoczona, a właściwie to znudzona rodzinnym życiem. Siedzenie w dusznym żłobku przepełnionym mleczną wonią powoli robiło się już męczące. Poza tym kotka nie miała zbyt wielu okazji, aby opuścić to miejsce i rozprostować łapy, a bardzo by jej się to przydało! Z początku rozmyślała tu, leżąc wygodnie na posłaniu, ale od pewnego czasu do jej umysłu nie napłynęła żadna logiczna myśl. Jakby to otoczenie, w którym była uwięziona, zapychało jej mózg. Zalotna Krasopani stwierdziła, że najlepiej dla niej będzie, jeśli złapie swojego partnera przy pierwszej lepszej okazji, poprosi go o przypilnowanie kociąt, a następnie uda się na mały, króciutki spacer, aby poukładać trochę własne myśli. W końcu jej życie było jedną wielką zagadką. Działo się w nim dużo i jeszcze więcej! Szylkretka najzwyczajniej w świecie nie miała czasu wszystkiego sobie poukładać i o ile wcześniej z tą myślą żyła na spokojnie, tak teraz przyszła jej ochota na gdybanie.
Zalotna Krasopani dostrzegła, jak cień kociej sylwetki rysuje się w wejściu do żłobka. Podniosła głowę i uszy do góry, zaciekawiona nowym gościem. To znaczy – zapewne wcale nie takim nowym! Szylkretka oczy miała wlepione w znajomą twarz jej partnera, która powoli wyłaniała się zza ściany. Pręgowany kocur cichym krokiem wpełzł do środka, w zębach trzymając wiewiórkę. Prążkowana Kita rozejrzał się po żłobku.
— Śmiało, co prawda kocięta śpią, ale jeśli będziesz wystarczająco cicho, to nie powinny się obudzić — szepnęła do wojownika. Prążek jakby odetchnął i już pewniejszym krokiem zbliżył się do swojej partnerki. Pod jej łapami zostawił zdobycz, a następnie zetknął się z nią nosem. Szylkretka wzdrygnęła się na ten gest ze strony kocura. W jego otoczeniu czuła się tak spokojnie i bezpiecznie. Nie mogła sobie wybrać innego kocura na partnera! Poza nim nikogo innego nie widziała w tej roli. Nie mogła pozwolić na to, aby ktokolwiek inny kiedykolwiek skradł serce pręgowanego kocura.
— Jak się dziś czujesz? Czy opieka nad kociętami nie jest zbyt męcząca? — spytał z troską w głosie. Szylkretka spojrzała na swoje pociechy i otuliła je luźno ogonem. Na jej licu pojawił się uśmiech. Tak bardzo cieszyła się, że doczekała się kociąt z miłością swojego życia!
— Może trochę, ale i tak kocham je całym sercem — przyznała. W dodatku radowała ją myśl, że będzie mogła wychować kocięta na przyszłych członków kultu! Nie mogła się doczekać momentu, w którym jako dumna matka będzie mogła oglądać ich ceremonię z boku. Sama pamiętała swoją własną, jakby to było wczoraj! Była piękna, magiczna, tylko ten głupi pokraka musiał ją popsuć. Karmicielka nie pozwoli na to, aby któreś z kociąt wybrało inną ścieżką. Nie chciała w rodzinie tchórzów. Liczyła na to, że jej potomkowie wyrosną na silne koty, które w przyszłości będą gotowe do czynienia wielkich rzeczy, zmian.
— Tak, ja też. Ciekawe, jakie otrzymają w przyszłości imiona? — szepnął. Zalotna Krasopani ponownie przyjrzała się Jarzębinie i Kosaćcowi. Jej córka była raczej smukła, miała długie łapy i była wulkanem energii! Kosaciec natomiast był puchatą kulką, ale równie chaotyczną co siostra!
— Są bardzo… szaleni, nieprawdaż? — zaśmiała się pod nosem. Po chwili odchrząknęła.
— Myślisz, że swoje imię dostaną po cechach charakteru? Czy może Sosnowa Gwiazda będzie się starała wybrać coś bardziej, no nie wiem, uniwersalnego? — mruknęła. Prążkowana Kita zamyślił się na chwilę. Och, tak, on bardzo lubił myśleć, marzyć.
— Nie mam pojęcia… a może ich imiona będą nawiązywać do naszych? No… na przykład Łaciaty Kosaciec! Albo… Lotna Jarzębina? Spadająca Jarzębina? — odparł. Cóż, chyba tylko sama przywódczyni wiedziała, jakie imię będzie nosić ta dwójka w przyszłości. W końcu to ona miała tu pierwsze i właściwie ostatnie zdanie. Zalotna Krasopani nie zamierzała kwestionować jej wyborów, no, chyba że człony dobrane do jej kociąt byłyby obraźliwe! Nie chciała, aby jej dzieci były jakkolwiek gorsze od innych albo były czyimś obiektem żartów. W każdym razie Sosnowa Gwiazda nie ma podstaw do zrujnowania tej dwójce ceremonii… o ile… o ile kocięta nie stchórzą podczas czuwania. Karmicielka bardzo niechętnie dopuszczała tę myśl do własnej głowy.
Po jakimś czasie siedzenia w ciszy Zalotna Krasopani odchrząknęła. Przyszedł czas na załatwienie kilku spraw, skoro czas na czułości już minął.
— Prążku, kochanie — zaczęła, spokojnym i powolnym tonem. Spojrzała się na swojego partnera z niewielkim uśmiechem na pysku. Srebrny również wlepił wzrok w rozmówczynię i przechylił lekko głowę. Wyglądał na zaciekawionego, ale nie był zmartwiony. Na szczęście!
— Tak? Coś się stało? — mruknął. Karmicielka odwróciła na chwilę wzrok od kocura.
— Wiesz, chyba potrzebuję trochę odpocząć — odparła. Po chwili poczuła, jak Prążkowana Kita mocniej wtula się w jej futro. Wojownik kilka razy polizał kotkę za uchem. Po tym geście też odwrócił głowę od szylkretki, w żłobku zapadła cisza, przerywana tylko cichymi oddechami kociąt.
— To… powinienem pójść? — zapytał niepewnie. Zalotna Krasopani zachichotała i pokręciła głową. W tej chwili najmniej chciała, aby pręgowany kocur sobie poszedł.
— Nie, właśnie nie. Powinieneś zostać — mruknęła szybko. Wojownik trochę się zdziwił. Pewnie myślał sobie teraz o tym, jak to skomplikowany jest umysł kotki!
— Byłabym wdzięczna, gdybyś mógł przypilnować na jakiś czas Jarzębinę i Kosaćca. Chciałabym się przejść i rozprostować łapy — dodała. Wojownik odetchnął z ulgą.
— Dobrze! Możemy tak zrobić — uśmiechnął się. Szylkretka wiedziała, że jej partner nie będzie miał z tym problemu, ale i tak się cieszyła i była mile zaskoczona.
— Nasze dzieci śpią jak na razie, więc nie powinno być z nimi dużo problemu — zauważyła. Prążek pokiwał głową. W sumie to była to rzadkość spotkać tę dwójkę pogrążoną we śnie. Zwykle to oni broili, krzyczeli, biegali i… i czasami gryźli, chociaż było to głównie zadanie Jarzębiny. Zalotna Krasopani nie potrafiła już zliczyć, ile razy została pogryziona przez tę małą dzikuskę! Nie złościła się jednak właściwie uważała to za dosyć słodkie i zabawne. Karmicielka wstała z posłania i otrzepała futro. Odwróciła się za siebie, aby ostatni raz spojrzeć na kocura przed wyjściem. Usiadł on trochę bliżej kociąt, aby mieć je na uwadze w razie czego.
— W takim razie cześć! Wrócę za chwilkę — miauknęła półszeptem, aby nie zbudzić dzieci.
— Pa! Bezpiecznego spaceru! — odparł. Zalotna Krasopani opuściła żłobek. Na obozowej polanie czekały na nią ciepłe słoneczne promienie, które wydawały się zabójcze. Było strasznie upalnie! W żłobku było trochę chłodniej, bo cała jego powierzchnia była zacieniona. Na szczęście tereny Klanu Wilka w większości są pokryte gęstym lasem, który nie przepuści tak łatwo rażącego słońca. Pstrokata kotka żwawym krokiem skierowała się do wyjścia z obozu. Przy okazji rzuciła jeszcze pogardliwe spojrzenie swojemu bratu, który siedział gdzieś w kącie obozu, ale siedział tyłem, więc nie mógł dostrzec swojej siostry.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz