BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

01 września 2023

Od Piaskowej Łapy CD. Srebrzystej Łapy

 Słysząc co kocur powiedział, prawie się tam zakrztusił. Poczuł jak soczysty rumieniec pojawia się na jego pysku powodując, że aż uszy mu zaczerwieniały. Szybko skrył swoje speszenie za łapką. To nie tak! Nie myślał wcale o kocurze, on tylko... Motał się w myślach. Dlaczego srebrny o tym pomyślał? Może i zachowywał się dziwnie, ale nie przez niego! To była wina jego mentora oraz trudu świata w jakim przyszło mu żyć. 
Widząc jego zachowanie, przyjaciel zaśmiał się promiennie. 
— To był żart. No chyba, że trafiłem? — mruknął mu do ucha, powodując że serce prawie wyskoczyło mu z piersi. 
— N-nie... Z-znaczy... Nie o tobie myślałem — w końcu wykrztusił, czując wstyd, że uczeń widział go takiego speszonego. — Po prostu — wziął głębszy oddech, aby przegnać gorąc z ciała. — Tropiący Szlak to wronia strawa. Ciągle się o coś czepia, robi sobie głupie żarty i jest wredny — zwierzył się przyjacielowi. — Mam go dosyć... Wracam z treningów zmęczony, brudny i z połamanymi pazurami... Ostatnio moja mama je zauważyła i musiała doprowadzić je do porządku. 
Syn Różanej Przełęczy słuchał z uwagą jego słów. Musiał przyznać, że sporo wyrósł odkąd ostatni raz się widzieli. Nie był już takim małym kociakiem jak dawniej. To pokazywało mu jak czas szybko pędził. Zaraz będą wojownikami, dostaną nowe imiona i świat będzie stał przed nimi otworem. Chociaż... Już nie chciał go zwiedzać. Kojarzył mu się źle przez Tropiący Szlak. 
— Mam pomysł. Wybierzmy się jutro sami na trening. Poradzimy sobie, co ty na to? — Srebrzysta Łapa wbił w niego pełne ekscytacji spojrzenie. 
No... W zasadzie to byli już duzi. On znał teren, wiedział, że był bezpieczny. No przynajmniej w miejscach, gdzie Różana Przełęcz nie rozkazała wykopywać dołów. Raczej nic by im się nie stało. Może pokazałby koledze jak się poluje? Bez irytującego głosu mentora, byłoby wspaniale tak spędzić ten czas we dwoje. 
— No... dobra — zgodził się na co dostał radosny okrzyk niebieskiego. 
Kocurek od razu dopadł do jego boku, zaczynając szeptać mu na ucho swój genialny plan na wymsknięcie się niespostrzeżenie, póki jeszcze liderka nie odgrodziła im przejścia krzakami.  

***

Rano panował istny zgiełk spowodowany przez koty, które układały gałązki dookoła obozu, mające na celu jego umocnienie. Właśnie ten chaos wykorzystali do przekradnięcia się i przeskoczenia przez dziurę w zabezpieczeniach, które dopiero co się tworzyły. Musiał przyznać, że ekscytował się. To była jak przygoda, której zawsze pragnął. Syn Powiewu rozglądał się po terenie, rwąc się do biegu i gdy puścił się pędem przed siebie, ruszył jego śladem. Ten wiatr w futrze, ta wolność. To było coś czego potrzebował. Jednak zapomniał o małym, tyci problemie. 
— Uważaj! — zawołał, ale było już za późno. 
Wyhamował, ale jego przyjaciel nie miał tyle szczęścia. Wpadł na niego i oboje skończyli w króliczej norze. 
— Ugh... Mówiłem abyś uważał — zwrócił się do kolegi, rozglądając po wydrążonym tunelu. — Króliki ostatnio mocno podkopały ten teren. Musimy być ostrożniejsi.

<Srebrny?>

[465 słów]
[Przyznano 9%]

Nowy członek Klanu Gwiazdy!

Powód odejścia: Decyzja właściciela
Przyczyna odejścia: Atak lisa

Odszedł do Klanu Gwiazdy! 

Od Uroczego Księżycusia (Księżycowego Blasku) do Kawczego Serca

 Zaschło jej w gardle. Zdała sobie sprawę, że wstrzymała oddech. Oczy miała wytrzeszczone. Przecież to nie mogło się tak skończyć.
- Każdy czasem ma prawo się pomylić, Srokoszku. Na pewno nie chciała. Podajcie sobie łapy i po sprawie. - powiedziała. Ktoś się zaśmiał. Uroczy Księżycuś spojrzała oburzona na Dzwonkowy Szmer.
 - Aksamitna Gwiazdka ma przecież rację! A to wszystko co mówi Srokoszowa Namiętność jest po prostu okropne. Próbuje nas tylko skłócić. - miauknęła Pluskająca Krewetka. .
- Słyszysz się? Jesteś tak samo powalona jak Aksamitna Gwiazda. Przez was jesteśmy pośmiewiskiem! - wysyczał Oliwkowy Szkwał. Srokosz ruszył w stronę liderki. Już po raz trzeci tego dnia poczuła, że grunt rozpada się jej pod łapami. Ziemia zatrzęsła się, a ona poczuła, że już nigdzie nie jest bezpiecznie. Nie może zabić jej matki! Czy cała jej rodzina jest przeklęta? Jedna siostra została medyczką, druga zginęła, trzecia dostała karne imię, a teraz i mama…
- Zostaw ją! - zawołał tata. - Wyżyj się na mnie. Oszczędź ją. - Zastępca parsknął cicho.
- To Aksamitna Gwiazda powinna ponieść konsekwencje swoich czynów. To ona nas do tego doprowadziła. Czy może ktoś jeszcze inny ma coś przeciw? -tak bardzo chciała coś powiedzieć, ale nie potrafiła. Próbowała krzyczeć, ale zapomniała słów.
- To twój koniec. - wysyczał Srokoszowa Wzgarda i rzucił się na kotkę.  Przerażona patrzyła, jak ten rozrywa jej ciało pazurami. To moja matka! Nie zabijajcie jej! Walczyli, z czego Aksamitna Gwiazdeczka nie walczyła na serio. Słyszała krzyk Niedźwiedziej Siły. Słyszała swój urywany krzyk. Słowa próbujące wydostać się na zewnątrz. Mama upadła.
- Nie zabijaj jej. - zawołała błagalnie Uroczy Księżycuś. Nareszcie, kiedy udało jej się coś powiedzieć, było już za późno. Srokosz odwrócił się stronę wojowników.
- Aksamitna Gwiazda nie będzie już dłużej pełnić obowiązków lidera. - ogłosił Klanowi.
- Nie. - wyszeptała Uroczy Księżycuś.
 - Od dziś ja przewodzę Klanowi Klifu. Jeśli ktoś ma zamiar rzucić mi wyzwanie niech zrobi to teraz. - Odpowiedziała mu cisza.
-  Oficjalnie cofam wszystkie idiotyczne imiona Aksamitnej Chmurki. Jak i durne zasady. Morskie Oko nie będzie już dłużej pełnić roli medyka. Odnośnie jej, Aksamitnej Chmurki i Pluskającej Krewetki konsekwencji zostanie później ogłoszona decyzja. Na razie trafią do jaskini, w której wcześniej przetrzymywaliśmy więźniów. - ogłosił, rozglądając po kotach. - Czereśniowa Gałązko, zajmij się nią. 
Zakręciło jej się w głowie. Pociemniało przed oczami. To była jej matka. To wszystko moja wina! Mogłam ją powstrzymać!
- Próbowałam. - szepnęła sama do siebie. Nie mogła znieść wyrazu twarzy taty. Uciekła z jaskini. Płakała. Jako kocię często płakała. Że mama zrobiła coś w złej kolejności, że obeszła jakiś stalaktyt zwisający z góry z innej strony. Płakała również dlatego, że nikt jej nie lubił. Jedynymi kotami, które wykazały jej choć trochę zainteresowania, były Słoneczna Łapa i Kawcze Serce z innych klanów.  Zaczęła przypominać sobie same złe chwile. Kiedy jej siostra umarła, a kilka księżyców potem zabito jej ukochaną mentorkę w ten sam sposób. Płakała jeszcze bardziej, kiedy przypomniała sobie Aksamitkę. Taką małą, bezbronną, ranną. Potrząsnęła głową i zaczęła biec. Nie wiedziała, dokąd idzie. Znalazła się przy granicy z Klanem Nocy. Usiadła na ziemi. Cały czas rozbrzmiewał jej w uszach na nowo krzyk matki. Wtedy usłyszała kroki.
- Księżycowy Blask? - zapytała jakaś kotka. Pachniała Klanem Nocy. Księżycek obróciła się gwałtownie i dopiero po chwili rozpoznała kotkę. Kawka! Serce jej zatrzepotało.
- Jesteś sama? - zapytała.
- Tak. Wyczułam cię i oddzieliłam się od reszty patrolu, żeby sprawdzić, czy z tobą wszystko w porządku. Cierpisz? - zapytała z troską. Księżycowy Blask zdała sobie sprawę jak okropnie wygląda. Zalana łzami, z ziemią lepiącą się do futra. Dawno nie przejmowała się tym, jak wygląda.
- Obalili ją. Moją mamę. - wychrypiała. Kawcze Serce wzdrygnęła się i podeszła bliżej.
- Co się stało? - zapytała zmartwiona.
- Nie wiadomo, czy przeżyje. Tyle ran! Nikt z tym nic nie zrobił! Próbowałam ja… - słowa przestały przechodzić jej przez gardło. Przytuliła się do Kawczego Serca. Ta całe szczęście nie odsunęła się. Księżycowy Blask spojrzała na nią.
- Cała nasza rodzina jest przeklęta. Najpierw siostra została medyczką, druga została nabita na gałąź, trzecia nosi karne imię. Moja mentorka także zabita, a teraz i matka. Czy sprowadzam cierpienie? - przeraziła się.
- Nie mów tak! Oczywiście, że nie. - uspokoiła ją Kawka. - Czemu mi to mówisz? - zapytała. Nie podała jej oczywistej odpowiedzi.
- Proszę. Zachowaj to w tajemnicy. Ja nie chciałam, żeby to się stało. Próbowałam namówić matkę do zmienienia tego, ale nie chciała mnie słuchać! Może gdybym bardziej się starała… - powiedziała załamującym się głosem. Zaczęła czyścić futro z ziemi. Kiedy było w dobrym stanie ponownie spojrzała na Kawkę.
- To nie twoja wina. - starała się ją pocieszyć.
- Kawcze Serce idziesz? - zawołał ktoś z Klanu Nocy. Spojrzały się na siebie.
- Nie odchodź. - szepnęła. Zostałaby wtedy całkowicie sama. W klanie nie miała przyjaciół. Nie miała nikogo, kto mógłby ją wysłuchać i zrozumieć.
- Muszę. Masz swoje koleżanki, idź do nich. Na pewno ci pomogą. - powiedziała. To zabolało. Nie mam przyjaciół. Nie mam takich jak ty…
- Czekaj. A spotkamy się jeszcze, przed zgromadzeniem? - zapytała z nadzieją.

<Kawcze Serce?>

Od Stokrotkowej Łapy

Dziś miała zostać uczennicą. Od tak dawna nie mogła się tego doczekać! Wreszcie nie będzie siedzieć w żłobku i będzie mogła chodzić na treningi z koleżankami! Usiadła przy braciach, pod miejscem, z którego Różana Przełęcz miała mówić. Powiew wcześniej doprowadził ich sierść do porządku, zwłaszcza sierść Stokrotki, która była cała w ziemi i błocie. Po długim użeraniu się z jej futrem kociaki były gotowe na swoją ceremonię. Wszystkie nie mogły usiedzieć na miejscu. Wyglądały, jakby zaraz miały eksplodować z ekscytacji. W końcu ich mama zaczęła zebranie. Ruczaj zmienił imię na Zaćmiona Łapa, a jego mentorem został Konwaliowy Powiew, Szepczącą Łapą zajmie się Diamentowa Grota, Rumianek to Rumiankowa Łapa, a uczyć go będzie Sójczy Szczyt, a Srebrzystą Łapę będzie szkolić Zwiędły Hiacynt. Na usłyszane swojego nowego imienia, kotka momentalnie podniosła głowę. "Ciekawe kto będzie moim mentorem, lub mentorką!" - pojawiło jej się w głowie pytanie, na które zaraz pozna odpowiedzi. 
- Natomiast szkoleniem Stokrotki, jako Stokrotkowej Łapy, zajmę się osobiście. - powiedziała Różana Przełęcz. Stokrotka, a raczej Stokrotkowa Łapa otworzyła szerzej oczy. "Mama będzie moją mentorką!" - zaczęła krzyczeć w myślach, nie mogąc w to uwierzyć - "A czy rodzice mogą szkolić swoje dzieci?"
Przez resztę zebrania nie mogła się skupić. Nie mogła się doczekać pierwszego treningu. Chciała być uczennicą medyczki, ale ona ma już ucznia, a przy okazji po ostatnim napadzie, próbie oszukania Słonecznej Łapy, oraz kradzieży zioła, nie sądziła, że pozwolą jej pójść na to stanowisko. Więc musiała mieć szkolenie na wojownika. Po zebraniu Różana Przełęcz głosem pełnym zmęczenia powiedziała, że pierwszy trening odbędzie się albo wieczorem, albo jutro rano. Nieco rozczarowana Stokrotka poszła do legowiska uczniów, wybrać sobie nowe posłanie. Przekroczyła próg legowiska w porę, bo właśnie zaczęło kropić, a po chwili polana była cała mokra. Rozejrzała się po otoczeniu. Było tu więcej miejsca niż w żłobku, z czego Stokrotka bardzo się cieszyła. Przeszła kilka legowisk i zobaczyła legowisko Zięby i jej pociech. Może i lubiła Lwią Łapę i jej rodzeństwo, ale ich mamy, się bała, więc postanowiła pójść na drugi koniec legowiska. Podeszła pod ścianę i znalazła tam sobie wygodne posłanie. Usiadła na nim i czekała, aż ktoś przyjdzie. Nie musiała długo czekać, bo już po chwili do legowiska wszedł cały przemoczony Piaskowa Łapa, razem ze swoimi siostrami, oraz Rumiankowa Łapa i Szepcząca Łapa. Rumiankowa Łapa i Szepcząca Łapa podeszli do Stokrotkowej Łapy i zaczęli zajmować legowiska dookoła. 
- Wreszcie jesteśmy uczniami! - Powiedział Szepcząca Łapa, ewidentnie zadowolony. Rumiankowa Łapa dołączył do jego rozmowy, a Stokrotka za to obserwowała Lew i Iskierkę. Gdy zobaczyła, że kotki nie są zajęte, podeszła do nich.
- Cześć. T...teraz jestem już uczennicą, tak j..jak wy. Teraz możemy c..chodzić razem n...na treningi — powiedziała cicho, ale w jej głosie było słychać małą nutkę podekscytowania. 
- Super Stokrotko, przepraszam, powinnam powiedzieć Stokrotkowa Łapo — powiedziała Iskrząca Łapa. 

***

Wieczorem deszcz nie ustał, więc Stokrotkowa Łapa trening miała przełożony na kolejny dzień. Reszta jej braci już zajęła sobie legowiska. Ten dzień był wyjątkowo nudny i nieciekawy, a to wszystko przez to, że cały dzień padało. Słońce już znikało z pola widzenia, a na polanie pojawiał się blady blask księżyca. Wszystkie koty w legowisku uczniów powoli zasypiały. Stokrotka też zasnęła, nie mogąc się doczekać kolejnego dnia, pełnego przygód i nowych doświadczeń.

[526 słów]
[Przyznano 11%]

Od Szeptu (Szepczącej Łapy) CD. Iskrzącej Łapy

Szept zerknął na przyniesiony przez Iskierkę dar. Jedzenie. I miał pełne prawo wybrzydzać. Poza tym, czuł się bezpieczny, gdyż w razie czego wystarczyło krzyknąć, więc sprawa leżała po jego stronie. 
- Aww, miło, że się tak martwisz. Nie sądziłem, że jesteś zdolna do takiego gestu - na pysku pojawił się miły uśmieszek, który niemal tryskał tęczą i jednorożcami. Zaraz jednak zielone oczy spojrzały na nornicę, z jakimś strapieniem i smutkiem - Ajj, wiesz, nie specjalnie lubię futro i ogon z nornicy. Strasznie podrażnia gardło, nie chcesz mi może z tym pomóc? - pyta milutko, nadal będąc w krainie tęczy. Nie chciało mu się użerać z futrem, znaczy jasne, mógłby zjeść i z tym, ale za samymi nornicami nie przepadał.
Ruda stłumiła w sobie warknięcie. Tak chce się bawić? Nie ma sprawy.
- Och, wybacz, kochany Szeptusiu - odparła przesłodzonym tonem, z zadowoleniem zauważając zdziwiony pyszczek kocura. - W jaki sposób chcesz, żebym ci pomogła?
- Hmm, myślę nad obraniem tej nornicy ze skóry i odłożeniu ogona na bok, nie sądzisz? Ich ogony są wręcz nie do zniesienia - nadal mruczał melodyjnie, podpierając głowę na łapach, niczym panna.
- Oczywiście! Wybacz za to niedopatrzenie, doprawdy nie wiem co we mnie wstąpiło - zaśmiała się słodko, jednocześnie rozpruwając ciało gryzonia ostrym pazurem. Gdy jej łapy były już dostatecznie pokryte krwią, przeniosła sztucznie zmartwiony wzrok na szczerzącego się do niej kocurka. - O jejku, masz coś na pyszczku! Nie martw się kochaniutki, już to zmyję! - oznajmiła świergotliwym tonem, maziając mu po mordce czerwoną cieczą. Starał się nie skrzywić. Na wszystkich Gwiezdnych których istnienie jest mocno wątpliwe, czemu te baby muszą go dotykać? Jego siostry to co innego, ale i Lew i Iskra miały jakąś manię tykania go. Jakby, fu, zarazi się jeszcze jakąś babiozą czy czymś, co przenoszą kotki. Co prawda z wiekiem przeszkadzało mu to mniej, ale i tak. Odsunął się nieco od jej łapy, dopiero wtedy zauważając, że w sumie ma ją upaćkaną w krwi. Eh, teraz się będzie musiał czyścić. 
- Nie trzeba Iskierko, nie trzeba, jeszcze się zmachasz - rzekł tonem łagodnym, miękkim, melodyjnym, a jednocześnie ruch jego łapą był dość stanowczy, pacnął lekko w łapę rudej, posyłając ją powoli w bok. - Jeszcze tylko ogonek ci od tej piszczki został, jeśli możesz - zwrócił uwagę, ignorując krew na mordzie. Kotka uśmiechnęła się szeroko, starając się ukryć wysuwające się pazury. Nie była nawet w stanie ubrać w słowa tego, jak bardzo srebrny działał jej na nerwy, ale zdusiła w sobie gniew. 
- Ależ oczywiście, ty mój słodki pysiaczku - miauknęła, a następnie oderwała ogon od nornicy i przysunęła go w stronę kocurka. - Mam nadzieję, że będzie ci smakować.
Z zadowoleniem obserwowała, jak liliowy zaczyna jeść.
- Hm, tak, dziękuję, bardzo doceniam twoją dobroć - obserwował ją. Obserwował jak się szczerzy i niemal wywoływało to prawdziwy uśmiech na jego pysku, spowodowany satysfakcją. 
- I jak? Wszystko w porządku, kochaniutki? - zapytała, siląc się na miły ton. - Nie chciałabym, żebyś się otruł albo coś… - dodała tajemniczym tonem, spoglądając mu prosto w oczy. 
 - Mhm, tak, wszystko dobrze złotko, nie musisz się o mnie tak martwić, podobno od tego się koty starzeją, a szkoda by było tak pięknego pyska. Myślę, że możesz już odejść - mruknął, po czym znów splunął całą chmarą tęczy i koników, przymykając oczy i uśmiechając się szeroko. Tylko co miała na myśli mówiąc otruć? Chyba nie byłaby tak głupia, by coś tam dodać i podać mu, kiedy w żłobku są świadkowie w postaci jego rodzeństa i Powiewa? Poza tym, na pewno ktoś musiałby ją widzieć na zewnątrz, a rudzielec jakkolwiek by sobie tego nie życzył, zbyt ułomny nie był. Nie mniej zdążył przebadać swoją pamięć w poszukiwaniu dziwnego smaku, a podczas uśmiechu językiem sprawdził podniebienie. Nic. Ale i tak miał zamiar się obserwować przez czas najbliższy.
- Ojej, uważasz, że jestem piękna? Dziękuję! Ty też jesteś nie byle jakim przystojniakiem, Szeptusiu - wymruczała, trzepoczącac rzęsami, mimo, że wewnątrz walczyła z odruchem wymiotnym. - Ale wiesz co? Jakiś taki blady mi się zdajesz… Zostanę tu z tobą dla pewności, że nic się nie stanie, dobrze? Wiedziałam, że się zgodzisz! - powiedziała, nim srebrny zdołał choćby otworzyć pyszczek. Ułożyła się obok niego, ignorując dziwne spojrzenia rzucane ze strony jego rodzeństwa. - Wiesz, naprawdę mi przykro, że byłam taka niemiła… Taka głupiutka czasami jestem! Jak mogłam nie zauważyć, że masz takie dobre serduszko i mięciutkie futerko? Normalnie mogłabym się w tobie zakochać! - dodała, szczerząc się od ucha do ucha. Czekaj, co? Tego nie było w planie. Powstrzymał się od skrzywienia, czy odsunięcia, trwając dalej w swojej niezłomnej pozycji uśmiechniętej góry. Drgnął na moment ogonem, jednak mógł być to jedynie sposób na odpędzenie uporczywej muchy. Cóż, dla Szepta była to ostatnia deska ratunku i wołanie o pomoc w stronę rodzeństwa. Weź ją ktoś opluj, żeby uciekła. Ale dobrze, chce się bawić? To się zabawią, pomimo, iż jego dziecięcy umysł chciał uciec jak najdalej. Oh rany, niech ona już przestanie paplać jęzorem. Sama wizja tego, że jakimś cudem mogłaby się w nim zakochać, była niemal tak przerażająca i odpychająca, jak jedna z historii jej matki. 
- Za bardzo mi słodzi panienka - mruknął, zerkając na rude oblicze z uśmiechem - Zdaję sobie sprawę z mej nieprzeciętnej urody, jednak me serce zostało już dawno zdobyte, oh moja droga duszyczko, nie płacz za mną, kiedy odejdę - rzucił się w wir dramaturgii.
- Och, nie! Najdroższy, łamiesz mi serce! - zawyła rozpaczliwie, teatralnie przykładając łapę do czoła. - Kimże ona jest, Szeptusiu? Zdradź mi tę straszliwą prawdę, błagam! Powiedz, kto ukradł niedoszłą miłość mego życia!
- Niestety Iskierko, był ktoś przed tobą - kręci ponuro głową - Jednak wiedza ta jedynie bardziej rozkruszy twoje gorliwe serce. Nie mógłbym doprowadzić do tak wielkiego rozłamu - ah, cóż za zawód, cóż cierpienie słychać w jego głosie, niczym strudzonego kochanka.
- Wiedz, Szeptusiu, że moje serce już nigdy nie pokocha nikogo tak, jak pokochało ciebie! - westchnęła ciężko, dramatycznym gestem odrzucając głowę w bok. 
- Proszę, idź dalej beze mnie! Idź, bowiem w mym sercu nie ma już dla ciebie miejsca. Moją odwieczną, pierwszą i jedyną miłością, od zawsze była... - tu zrobił dramatyczną pauzę, po czym wskazał na wyjście ze żłobka, odwracając głowę w bok, żeby to przypadkiem ,,nie widzieć miny Iskierki" - Twa droga siostra, Lwia Łapa! - dramaturgia przeszła na wyższy poziom, Szept starał się teraz jak najdłużej wytrzymać patrzenie w oczy uczennicy, w które to skierował pysk wraz z wypowiadaniem imienia Lew. Była to bitwa o przeżycie, o coś bardzo ważnego. O dumę i honor, jeśli teraz przestanie, jeśli pęknie- przegra. Tak więc trwał tak patrząc w oczy rudej, aż w końcu powoli opuścił je na dół, ze skruszoną miną. DOBRZE. JESZCZE JEGO HP NIE UPADŁO TAK NISKO. Chodź całe jego wnętrze aż drżało, próbując zatrzymać rozbawienie w środku, działało to może nawet na korzyść gry. Ze strapioną miną i roztrzęsieniem wyglądał, jakby się rzeczywiście przejmował.
- Nie! - sapnęła wydając z siebie zdziwiony pisk.Iskierka uśmiechnęła się do siebie w duchu, w rzeczywistości przybierając najsmętnięjszą minę, na jaką było ją stać. Czyżby coś kombinowała? - Och, najukochańszy… Muszę w takim razie jak najszybciej jej o tym powiedzieć! Niech wie, że tak łatwo nie poddam się w walce o swoją miłość…
- Proszę, wstrzymaj się jeszcze! - miauknął, w środku lekko spanikowany. Chociaż w sumie czemu? Nie dbał o to, że Lwia Łapa mogłaby się dowiedzieć, w końcu była najbardziej śliską znaną mu osobą. Chyba bardziej obawiał się, że jakby się rozeszło, to musiałby się przed wszystkimi tłumaczyć i potem rowiązywać kłopot, a mina Lew? Minę Lew na tą wiadomość w sumie chciałby zobaczyć. - Jej błysk w oczach, futro jedwabiste i skrzące się w słońcu, wszystko co prezentuje całą sobą jest zbyt święte i onieśmielające, bym mógł potem spojrzeć jej w oczy! - A może w sumie pozwolić, by ta jej powiedziała? Tylko jak to odkręcić? Zrobił speszoną minę, wzrok kotwicząc w podłożu - Pozwól mi się namyśleć moja droga, nim podejmiesz kroki drastyczne.
- Gdy serce krwawi z powodu odrzucenia, nie ma czasu na namyślenia, Szeptusiu - westchnęła ciężko Iskierka, przecząco kręcąc przy tym głową. Spojrzała na niego wielkimi, maślanymi oczami i oznajmiła. - Moja siostra musi poznać prawdę! Inaczej ta ogromna tajemnica będzie ciążyła na mojej niewinnej duszy za każdym razem, gdy na nią spojrzę… - mówiąc to, ruda powoli zaczęła wstawać.
- Skoro ci to ulgę sprawi, wtem leć! Ulżyj swej duszy ! - miauknął, podejmując już decyzję. Mina Lew była zbyt cenna, by to zaprzepaścić, a gdy Iskierka zaczęła wstawać, on sam również wstał. W końcu nie mógł tego przegapić. - Lecz czekaj na mnie, gdyż brak mojej obecności mógłby się wydawać nie na miejscu.
- Nie, nie podążaj za mną, ukochany! - odparła, starając się wyrzucić mu ten pomysł z głowy. Przecież ona tylko żartowała! Lew chyba by ją zabiła, gdyby dowiedziała się o tej całej sytuacji. Mimo jej usilnych prób, srebrny nie wyglądał na jakkolwiek mniej zainteresowanego, więc stłumiła gniewne syknięcie i ze smutkiem na pysku oparła się o jego bok, starając się zmusić go do pozostania w pozycji siedzącej. - To zbyt niebezpieczne dla ciebie, o najpiękniejszy Szeptusiu!
Niestety Szept już postanowił. Pokręcił więc smutno głową na boki. Nie powstrzymasz mnie, nie teraz, kiedy cenny obraz jest tak blisko. Co prawda złamałby zakaz mamy, swoje postanowienie i tak dalej, jednak nie miał zamiaru potem się więcej do niej odzywać, więc ten jeden raz jak jej skopie ego, będzie ok. 
- Miłość nie zna słowa niebezpieczeństwa - miauknął z pełną powagą, niemal krzywiąc się na te słowa, przykładając łapę do boku Iskierki by ją lekko odepchnąć - Już postanowiłem, sam jej to wyjawię w twarz! - Rzekł tonem rycerza, po czym skierował się w stronę wyjścia ze żłobka szybkim, rytmicznym krokiem, niczym wojak idący w szeregu. Kotka na chwilę porzuciła akt białogłowej ze złamanym sercem, zastygając w miejscu. Starając się jakoś uspokoić, na chwilę przymknęła oczy, po czym zdenerwowana ruszyła za kocurem. 
- Och, Szeptusiu, jak ty się umiesz poświęcić dla miłości…
Szukał, szukał swej ,,wybranki serca", aż w końcu coś iście irytującego mignęło mu na kąciku oka. O, tam jest flądra. Przełknął chęć nacharczenia jej na twarz, a zamiast tego, żwawym krokiem podreptał w jej stronę, w drodze jeszcze potrząsając piękną sierścią. 
- O Lwia Łapo, najmilsza! - zaczął, wyciągając w jej kierunku łapę i zagryzając zęby - Rzecz to niezwykle ważna dla mej osoby i ośmielę się stwierdzić, że i dla ciebie. Wyjawić ci muszę, o Pani droga , że onieśmielasz mnie każdym swym spojrzeniem. Kocham cię, prostymi słowami mówiąc! Proszę, przyjmij me uczucie! - Nadal był zakrwawiony, z śladem na pysku, lecz całkowicie o tym zapomniał a skupiał się jedynie na dojrzeniu miny rudej. Nie mógł odwrócić wzroku od jej ohydnej gęby, jakkolwiek by wielka nie była pokusa. Musiał to zobaczyć, po prostu musiał.
Iskrząca Łapa w tym czasie, pomimo paniki zdawała się nie odpuszczać, zachęcona do obejrzenia niezwykłego spektaklu. Nie mogąc się już dłużej powstrzymać, cętkowana wybuchnęła głośnym śmiechem, patrząc na kocurka z politowaniem, co jedynie jego uszy zarejestrowały, nie zmienił jednak swojego punktu patrzenia. 
Tymczasem widok pyska Lew, był dokładnie taki, jakiego oczekiwał. Zmarszczony, zniesmaczony i może zdziwiony. Jakby patrzyła na plebs, który właśnie postanowił wyznać jej miłość… chociaż, ona w sumie pewnie właśnie tak myślała, nie? 
Patrzyła się na Szepta rozważając czy ten nie uderzył się w głowę przypadkiem, co by wyjaśniało jego zachowanie. Nie przeszkadzało jej to, że ten ją adoruję, a nawet wyznaje uczucia. Taka powinna być kolej rzeczy. Przeniosła spojrzenie na siostrę, która zaczęła się śmiać. Czyżby to ona coś zasugerowała temu prymityowi? Iskrząca Łapa z trudem otarła łzy śmiechu, gdy jej siostra ponownie spiorunowała ją wzrokiem. 
- Przyjmuję... - mruknęła Lew obrzydzona, tym że uczniowie ubrudzeni byli od krwi. Spiorunowała siostrę wzrokiem dając jej znać, by się doprowadziła do porządku
Ona... ona uwierzyła? Przez pysk przemknął mu wyraz zdziwienia. Naprawdę uwierzyła? Przecież ta gra aktorska, ten dramatyzm, wszystko było tak przekoloryzowane, że jeśli dodać tu gwałtowne przejścia, równie dobrze stworzyliby właśnie turecki serial. Zaraz, czy to oznacza, że... Zaraz mięśnie pyska się napięły, tworząc jeden z tych niezwykle irytujących uśmiechów. Wygrał. Zdobył to co chciał, wyraz na jej pysku był wręcz bezcenny. 
- Nie musisz się jednak zmuszać, wiem, że twe serce i dusza wędruje w górze, jest ponad moim zasięgiem - nie patrzył już na nią, po prostu czuł, że jakby zrobił to chociaż odrobinę dłużej, to straciłby panowanie nad swą grą, krzywiąc się w obrzydzeniu niemiłosiernie. Zamiast tego zamknął oczy w wyrazie ubolewania, przystawiając łapę do swojej piersi, po czym dramatycznie odwrócił się na pięcie, by wrócić do żłobka. 
- Śmieszna jesteś - rzucił jeszcze szczerze i wesoło w stronę Iskrzącej Łapy. Iskierka zmarszczyła lekko nos, widocznie sobie coś uświadamiając. 
- Nie pozwalaj sobie na zbyt wiele, Szeptusiu - uśmiechnęła się zjadliwie w odpowiedzi, podchodząc bliżej. 
- Zmuś mnie - odwzajemnił ten sam rodzaj uśmiechu, chociaż w jego przypadku wyglądało to jak coś niezwykle irytującego. Jakby doskonale zdawał sobie sprawę z jakiejś nietykalności wytworzonej wokół jego osoby, a cała sprawa była jedynie zabawą. Po tych słowach, dość szybko lekkim truchtem zniknął w żłobku. I jak się spodziewał, nie było za kolorowo. Musiał się tłumaczyć, dostał szlaban i o ile Powiew zareagował gromkim śmiechem z powodu niezwykłej gry aktorskiej, tak gdy pojawiła się Róża… cóż, jej wzrok nie należał do najprzyjemniejszych. Kocur zamknął się do czasu mianowania. 

。·◦⌟‒▾♞▾‒⌞◦·  。


Wysłali go po mech. Mech do legowisk i dali określoną ilość czasu. Miał to zrobić koło południa, zanim słońce znajdzie się w połowie drogi do zajścia za horyzontem. No więc, zajebiście dużo czasu, nie? Gdy tylko znalazł ładny kamień, który obrósł w zielsko i zrozumiał, jak bardzo nie chce mu się go zbierać, postanowił czas owy wykorzystać. W końcu jak przyjdzie wcześniej, to powiedzą mu, że ma coś zrobić, a to byłoby najgorsze, co mogłoby kocura spotkać. Tak więc, ułożył się wygodnie na jednym z kamieni, wyciągnął, obrócił na plecy i stworzył z siebie piękną wręcz parówkę. A może rogala? Zadowolony z pogody, absorbował słońce, w końcu potem może go nie być! Robił właśnie tak wiele dla swojego zdrowia, nie marnotrawił słońca, nie zabierał tlenu w obozie i nie robił sztucznego tłumu. A przynajmniej tak było do momentu, w którym jakiś wojownik w końcu go nie przyłapał, a ten musiał na nieszczęście dla siebie głównie, albo chodzić po mech z kimś dorosłym, albo w ogóle go już nie wysyłali na zbiory. Aż chciało mu się przez to krzyczeć w posłanie w legowisku. W końcu jednak nie mógł siedzieć przez zbyt długo w obozie, prawda? Tak więc, kiedy słońce zaczęło już powoli przygrzewać, a on najlepiej by się wyłożył gdzieś w cieniu i cieszył ciepłym wiaterkiem, Diamentowy Wąs wysłała go na polowanie królikowe. Szczerze powiedziawszy miał ich dość, musiał biegać za tymi stworzeniami, bez możliwości sukcesu, a kiedy przegrywał w pogoni za królikiem, jego irytacja sięgała zenitu. W końcu jednak dostrzegł coś w oddali. Po chodzeniu pomiędzy martwym szlakiem dostrzegł coś, co poruszało się wśród traw, widocznie chowając się przed słońcem w cieniu jednego z suchych drzew. Wreszcie! Po błądzeniu wśród wrzosów był naprawdę zirytowany. Zerknął na ułożenie wiatru, czy nie szura, czy nie oddycha za głośno, po czym ruszył w stronę zająca. Jeszcze moment, jeszcze chwila i bezproblemowo będzie miał w swoich łapach coś, za czym nie trzeba będzie gonić. W tym jednak momencie coś trzasnęło. Zerknął pod swoje łapy gwałtownie. Nie, to nie on. W takim razie co-...? Zając był już w drodze. Zerwał się do ucieczki. Szept w pierwszym odruchu pognał za nim, po skoczeniu już nawet czuł bliskość i ciepło bijące od stworzenia, lecz to było zdecydowanie za szybkie, a Szept za leniwy, by gonić za straconą zwierzyną. Zatrzymał się więc kilka kroków dalej, drgając ogonem i oglądając majestatycznie kicającego w dal kicaka. Z pyska wydarł mu się gardłowy dźwięk irytacji, podobny do czegoś przypominającego ryk. 
- Ughrr, cholera by to! - kopnął jakiś patyk - Dalej, leć! I tak cię nie potrzebowałem! - rzucił jeszcze za nim, zanim się odwrócił i dostrzegł znajome rude futro, na którego widok skrzywił się lekko. A no tak, oni też wychodzą. 


<Iskierka? >

[2573 słów]
[krótka próba zapolowania na królika idk czy się liczy]
[Przyznano 40%]

Od Aksamitnej Gwiazdeczki(Aksamitnej Chmurki) CD. Daglezjowej Igły(Przewspanialutkiej Daglezjusi)

Ciało Daglezji bezwładnie opadło na ziemię. Szylkretka zawiesiła nisko łeb, przyglądając się ostatnim mrugnięciom rudej. Teraz gdy nie uciekała ciągle od niej, mogła przyjrzeć się dokładniej, jak ten cały Owocowy Las źle na nią wpłynął. Bez problemu mogła policzyć każdą wystającą przez skórę kość. Pysk miała zmizerniały, pozbawiony blasku. W niczym nie przypominała tej pełnej życia i rozrywkowej kotki, którą kiedyś była.
— Myślisz, że ją to bolało? — zapytała, odwracając się przodem do partnera.
Bury stał w bezruchu, czekając na jej dalsze polecenia. Przelotnie spojrzał na pointkę i skinął głową.
— Nie. Starałem się zrobić to... Delikatnie — zapewnił.
Niebieska rozpromieniła się, podskakując w miejscu. Liznęła rudą w czubek głowy, szepcząc do ucha, że teraz wszystko się ułoży, po czym poprosiła kocura o zaniesienie jej do obozu. Medycy powinni jej się przyjrzeć. Na pewno znajdą dowody na to, że była maltretowana u tak wariatów. Dowodzący nimi czekoladowy grubas wyglądał na takiego, który wszystko zżerał, a swoim wojownikom nic nie pozostawiał! Ona nie była taka samolubna i z radością zamierzała oddać Daglezji cały swój posiłek, byleby ta odzyskała wszelkie zasoby sił.

***
czasy władzy Aksamitki

Czuła się jak zwycięzca. Dopełniła postawionego sobie celu i odzyskała swoją uroczą siostrzyczkę. Obdarowała ją tak pięknym imieniem, że na jej miejscu posikałaby się ze szczęścia.
Owocniacy niestety zrobili rudej pranie mózgu, przez co ta nie potrafiła ukazać swoich prawdziwych emocji. Zarzekała, że nie krzywdzili jej i tam było jej dobrze, ale Aksamitka była zbyt mądra, by nabrać się na takie kłamstwa.
— Dalgezjusiu — zamruczała, gdy kotka została wręcz przywleczona do niej za kark przez Misia. — Czy ty znowu próbowałaś ucieczki? — westchnęła zawiedziona.
— Chcę wrócić do swojego do...
— Co za podłe potworki z nich! Popsuli cię! Byłaś taka mądra, piękna, a teraz... — zawahała się, dostrzegając nietęgą minę siostry.
— Teraz co? — zapytała, marszcząc pysk.
— No dalej jesteś piękna, tylko taka jakaś wychodzona i poturbowana. No i utraciłaś móżdżek, bo tobą manipulowali. Ten czekoladowy grubas z pewnością zjadał wam wszystko ze stosu, przez co ty nie miałaś co włożyć do brzuszka! Co za tupet, być takim egoistą i pchać się na stanowisko przywódcy! — stwierdziła z oburzeniem.
Pointka spuściła wzrok, nerwowo grzebiąc łapą w ziemi.
— Agrest jest dobrym lid...
— I jeszcze to badziewne imię... — Pokręciła głową z niedowierzaniem. — Nie ufam kotom z brzydkimi nazwami. Nie wspominaj o nim więcej, nie jest już twoim zmartwieniem. Tu będziesz mogła jeść tyle, ile chcesz. My nikogo nie głodzimy — dodała, podchodząc bliżej i wtulając się w jej pierś. — Ah, twoje futerko już nie jest tak puszyste jak dawniej... Nie wierzę, że nie widzisz, ile złego ci zrobili! — ożywiła się, gwałtownie odsuwając się w tył. — Na szczęście parę dni w dobrych warunkach i zdarzy się cud. Będziesz z powrotem moją uroczą Daglezjusią, tak? Chodź, pobawimy się w berka, będziemy biegać tak szybko, aż te wszystkie złe wspomnienia wylecą ci z główki — rzuciła ochoczo, a przechodząc obok siostry, szarpnęła ją lekko za ogon w stronę wyjścia z jej legowiska. 

<Daglezjo?>

Od Cynii CD Goshenitu

Ponownie wraz z rodzeństwem wyszli na świeże powietrze. Kocięta dość szybko rozpierzchły się we wszystkie strony. Już od jakiegoś czasu szynszylowa obserwowała czerwoną biedronkę – Jako, iż miała okazję zobaczyć takie zwierzątko, jak dotąd ledwie trzy, może ze cztery razy w życiu, chciała poznać zachowanie zwierzątka najlepiej, jak tylko mogła. Dlatego, gdy żuk przechodził na swoich sześciu nogach z liścia na liść, ona powoli szła tuż obok. W pewnym momencie biedronka się zatrzymała, następnie zaczynając czyścić swój otwór gębowy, a Cynii rzuciła się w oczy liczba jej nóg. W sensie, tak, wiedziała już, że biedronki mają sześć nóg, tak samo motyle. Ale dlaczego akurat one miały sześć, a ona i inne koty które kiedykolwiek widziała, tylko cztery? Nawet dwunogi podobno miały cztery kończyny, choć chodziły tylko na dwóch. No i nie miały ogonów. Ogólnie były dziwne. Ale nawet u nich liczba się zgadzała! Czemu u tych małych, okrytych pancerzykami zwierzątek nie? Czemu pająk, którego widziała w szopie miał jeszcze więcej, bo aż osiem nóg? A może siedem? Przez ciągłe zmiany pozycji stawonoga w tamtym czasie, małemu kociakowi trudno było się doliczyć, ile miał nóg. Dlaczego różne zwierzęta miały różną liczbę nóg?
Dlatego też dopiero, gdy biedronka wzbiła się w powietrze i odleciała w przestworza, następnie znikając z pola widzenia Cynii za płotem, kotka w końcu zainteresowała się Pliszką i Goshenit, którzy o czymś rozmawiali po drugiej stronie ogrodu. Pierworodna Jeżyk cichutko podeszła nieco bliżej sióstr, następnie przysłuchując się przez chwilę ich rozmowie, by wybadać sytuację, oceniając przy tym, czy warto się włączyć, czy może wrócić do rozważań nad ilością nóg u zwierząt. Rozpoczęła podsłuchiwanie, jak na ciekawską szynszylową koteczkę przystało.
— Cienias — powiedziała liliowa do arlekina — Jaki z ciebie kocur, jak przy tym wymiękasz? — próbowała go podpuścić. Najstarsza z sióstr przekrzywiła główkę. Pliszka znowu męczyła Goszek? Przecież mogła się pobawić sama, a nie męczyć brata! Obserwowanie jego zachowania było w większości ciekawsze dla Cynii, gdy ten był spokojny i zajmował się swoimi sprawami, ewentualnie przy spokojnych rozmowach, gdyż gdy był zestresowany stawał się znacznie bardziej przewidywalny. A ona lubiła nowe rzeczy, nad którymi mogła się pochylić, które mogła zbadać i badać tak sobie póki nie zbadała wszystkiego, co tylko mogła na ich temat, by następnie przenieść się do kolejnej rzeczy.
Ogólnie to koty były bardzo ciekawe dla Cynii. Każdy był inny fizycznie, ale nie tylko. Mówili różnie, różnie się zachowywali, mieli odmienne reakcje. Nigdy nie można było być całkowicie pewnym, co zrobi kot w nowej sytuacji, pod nowymi czynnikami i to ją fascynowało. Goshenit podczas całego tego rozmyślania szynszylowej dalej milczał, wzrok mając utkwiony w swych łapkach.
— Goszek! Słuchasz mnie? — cętkowana nie odpuszczała — Uh, dlaczego jesteś taki nudny? I płochliwy. Pobaw się ze mną. Mama mówiła, że musimy się wspierać. Czemu nie chcesz się ze mną bawić? — naciskała na niego coraz mocniej.
— M-muszę? — spytał arlekin.
Pliszka pokiwała energicznie łebkiem, popychając brata w stronę szopy. Odległość pomiędzy tą dwójką a konstrukcją zaczęła maleć i wtedy Cynia postanowiła poinformować o swojej obecności, poprzez zadanie pytania, jednocześnie zamieniając bierną obserwację w czynny eksperyment.
— W co się bawicie? — spytała, zaciekawiona.
— Chcemy urządzić wyścigi kto pierwszy wdrapie się na najwyższą gałąź szopy! — ogłosiła radośnie Pliszka.
Goshenit spojrzał błagalnie na Cynię. Pliszka natychmiast to jednak wyłapała, gdyż jej wzrok momentalnie nabrał ostrzejszego oblicza.
— Jak naskarżysz mamie to już nigdy nie będziemy się z tobą bawić. — zagroziła najstarszej z miotu, tupiąc łapką. — Chcesz być naszym sędzią?
— A co, jeśli naskarżę? — spytała Cynia, jakby ot tak, bo w istocie tak było. Chciała jedynie reakcji Pliszki.
— Co? — zdziwiła się siostra, na chwilę truchlejąc, jednak zaraz wracając do swej normalnej postawy — Nie zrobisz tego. Bo będę cię łapać za ogon! — zagroziła liliowa, kłapiąc szczękami.
Czarna skrzywiła się na tę groźbę. Bardzo nie lubiła, jak jej siostra to robiła, przez co szybko schowała ogon pod brzuch.
— I tak to zrobisz. Nie kłam — burknęła Cynia, siadając, by jeszcze bardziej chronić swój biedny, puszysty ogonek. Pliszka nie miała pojęcia, jakie to było okropne uczucie!
— No tak, ale jak powiesz mamie to będę cię mocniej ciągnąć! — rzekła liliowa z determinacją, tupiąc łapą.
— Dobra, zrobimy tak… — zaczęła Cynia, ale jej wypowiedź szybko została przerwana.
— Albo będziesz sędzią albo twój ogon będzie moją nową zabawką! — wykrzyknęła Pliszka, podbiegając i próbując dostać się do ogona siostry.
— Nie! Przestań, Pliszka! — wypiszczała Cynia, odskakując na czterech serdelkach z szeroko rozwartymi oczyma.
— Ale ty chcesz naskarżyć mamie! — miauknęła niezadowolona siostra, próbując szczękami dorwać wrażliwą część siostrzyczki.
Cynia zaczęła piszczeć, próbując się odpędzić od cętkowanej, która jednak nie dawała za wygraną, atakując ją z różnych stron niczym jakiś wściekły pies.

<Goshenit? Help, siostra chce mi zjeść ogon D:>

Od Cynii

Bielinek kapustnik trzepotał swymi małymi skrzydełkami, latając po ogrodzie Cynamonki. Powoli przemieszczał się w powietrzu, to w prawo, to w lewo, wypatrując kwiatów, na których mógłby usiąść i posilić się ich słodkim, jakże pożywnym nektarem. Tymczasem dwa duże ślipka, w kolorze intensywnej zieleni przyglądały się mu z fascynacją. Motylek raz wzlatywał wzwyż, raz zlatywał w dół. Szynszylową ciekawiło, dlaczego tak zmieniał wysokość, na której leciał. Czyżby nie mógł się zdecydować? Na swych serdelkowatych łapkach szła za motylem. Miała ochotę wyskoczyć w powietrze, ale wiedziała, że nie da rady dosięgnąć go łapkami, nawet gdyby użyła całej siły swych nóżek. Do tego nie chciała go krzywdzić. Wolała obserwować jego lot. Ale kocie instynkty łapania stworzeń były obecne w jej małym móżdżku jak i ciele, tak jak u każdego.
W pewnym momencie motylek przestał tańczyć w powietrzu. Zniżył lot, a następnie usiadł na jednym z większych liści na krzewie. Cynia podeszła bliżej, następnie zatrzymując się i w konsternacji przyglądając motylowi. Co jeszcze bardziej ją zdziwiło, to to, że owad zaczął szybko przemieszczać się na spód liścia.
Koteczka pochyliła głowę, by mieć dobry widok na skrzydlate stworzenie, siedzące sobie jakby bez żadnego wysiłku do góry nogami.
— Jak ty to robisz… — wysepleniło niewielkie kociątko — I czemu?
Niespodziewanie poczuła na karku chłodne dotknięcie. Kotka nastroszyła się, następnie unosząc łebek i spoglądając w górę.
Szare chmury kłębiły się na sklepieniu świata, coraz bardziej ciemniejąc i mocniej zasłaniając błękitne niebo. Kocię otworzyło szeroko oczka, patrząc na coś, czego jeszcze nigdy nie było mu dane zobaczyć.
Wtedy właśnie coś huknęło. Głośny dźwięk wbił się w jej małe uszka, a ona dostrzegła rozbłysk w oddali. Na niebie pojawiła się świetlna kreska, która rozgałęziała się lecąc w dół, niczym drzewo rosnące na odwrót.
Wiatr wzmógł się, niszcząc ułożone futerko Cynii i rozwiewając je na wszelkie strony. Młoda uchyliła pyszczek, obserwując dalszy ciąg fascynujących zjawisk.
Kolejny huk. I znowu rozbłysk, tym razem po lewej. A potem kolejny. I jeszcze jeden. Liście szybowały w górze, a zimne krople deszczu skapywały na miękkie futerko.
Rytmiczny dźwięk małych drobinek wody uderzających o ziemię wypełnił uszy małej, po której zaczynały spływać strugi wody. Coraz szybciej i w większych ilościach. Ale ona nie zamykała oczu. Nie bała się. Jedyne co ją wypełniało…
To fascynacja.
— Cynio! — dopiero głos matki wybudził ją nieco z transu. Kotka obróciła się, by dostrzec potężną sylwetkę starszej kocicy. Na jej pysku malowało się zmartwienie i stres połączony z irytacją. — Cynio wracamy do środka, już!
— Mamo, co to jest? — młoda wskazała łapką na niebo — I to? — wystawiła łapkę, która została jeszcze bardziej zmoczona kroplami deszczu. A gdy grzmot ponownie przeszył powietrze znów się odezwała — I to! I to! — wskazała na rozbłyskujące linie na niebie.
— Kochanie, nie teraz! Musimy wracać do szopy!
— Ale mamusiu! Mamusiu powiedz mi co to! — zapiszczało kocię, wpatrując się w niebo.
— To burza, kochanie. Burza, deszcz, grzmot i pioruny! A teraz wracamy do szopy, bo się przeziębisz!
Mała kotka nie protestowała, gdy matka chwyciła ją za kark. Gdy kocica kierowała kroki do drewnianej konstrukcji, kocię przypatrywało się dalej wyłącznie niebu.
Burza.
Cynia już wiedziała, że kochała burzę i wszystko to, co tego dnia przyszło jej podczas niej zobaczyć.

Od Wirującej Łapy

*ostatnia wiosna*
Tego dnia poszła na trening wraz z Sumową Łapą. Z Kawczym Sercem umówiły się, że one same zrobią swój trening po południu. Tymczasem Wir miała zamiar sprawdzić, czy to co Sumik mówił o Przyczajonym Drozdoniu było prawdą.
Niebieski powiedział jej bowiem, że kocica jest co najmniej dziwna – nie pozwala mu na treningach polować na gryzonie, wyłączenie na ptaki i ryby. Do tego podobno kotka miała dziwny styl wypowiedzi i często zadawała jakieś filozoficzne pytania. A na dodatek wściekała się, gdy jej terminator nie umiał stwierdzić, czy dany gryzoń to nornik czy nornica. Słysząc te wszystkie relacje swego przyjaciela, Wir aż trudno było w nie wszystkie uwierzyć. Postanowiła więc sama się o tym przekonać.
Podeszła z gracją do złotej kocicy i Sumika. Starsza od razu obróciła się w stronę wyjścia do obozu i ruszyła przed siebie. Dwójka uczniów podążyła za nią. Wir była gotowa się przekonać, jaka czekoladowa jest na własne oczy.
Szli tak razem przez dłuższy czas w ciszy, póki Wir w końcu jej nie przerwała.
— Dzisiaj będziemy polować, tak?
— Tak — mruknęła Drozdoń.
— Idziemy na łowiska w pobliżu Klanu Burzy, tak?
— Tak.
Czyli pierwsza z rzeczy, które powiedział syn Sarniego Tupotu okazała się prawdą. Kocur rzucił jej tryumfalne spojrzenie. Ale nie tak prędko. Jeszcze nie wiedziała, czy reszta również nią była.
Sumowa Łapa postanowił odezwać się po dłuższej chwili.
— Na co dzisiaj polujemy?
Drozdoń zatrzymała się, po czym odwróciła się w stronę uczniów.
— Na sierpówki. Jedzą nasiona i różnorakie rośliny. Wiem gdzie najbardziej lubią siedzieć. Kochają jagody berberysu, czerwone, eliptyczne — opisała owoce kocica.
Gdy tylko dotarli, rozpoczęli szukanie ptaków. Rozdzielili się – Przyczajony Drozdoń poszła sama w prawo, a Wir i Sumik w lewo.
Zaczęli skanować teren w poszukiwaniu potencjalnej zdobyczy, jednocześnie wąchając powietrze i próbując wyczuć zapach zwierzyny, który wskazałby im położenie. Po jakimś czasie Wir dostrzegła leżące pod jednym z krzewów jasne pióro. Zatrzymała się, trącając Sumika końcówką ogona, a następnie wskazując na nie nosem. Gdy popatrzyli w górę dostrzegli owoce odpowiadające opisowi Drozdonia. Większość krzewu była jednak ogołocona, co wskazywało na niedawne żerowanie.
— Powinniśmy zaczekać, aż wróci na kolejny posiłek.
— Nie sądzę, by tu wróciła — stwierdziła Wir.
— Dlaczego? — spytał zaskoczony niebieski.
— Bo zostało tego niewiele. Bardziej jej się opłaca pójść na kolejny krzak. Poszukajmy takiego z większą ilością owoców — zasugerowała, po czym nie czekając na opinię Sumika ruszyła przed siebie. Odwróciła się jednak, czując, że kocur nie podąża za nią. Dostrzegła, że ten przypadł do pozycji łowieckiej. Po chwili wypatrzyła sierpówkę po przeciwnej stronie krzewu. Sumik zaczął powoli okrążać roślinę, by po chwili znaleźć się w takim położeniu, że był zasłonięty przez gałęzie, ale na tyle blisko, by szybko móc wyskoczyć zza kryjówki i dopaść sierpówkę. Przyczaił się, a gdy ptak zaczął odskubywać owoc, mając głowę ustawioną do niego tyłem, wyskoczył.
Ptak jednak błyskawicznie poderwał się do lotu i już po chwili zniknął im z oczu.
— Mówiłem, że wróci tu dokończyć!
— To dlatego, że po drugiej stronie zostały jeszcze owoce, czego wcześniej nie miałam jak dostrzec — rzekła z powagą Wir, przewracając oczyma. Sumowa Łapa ruszył w jej stronę, ale po chwili zatrzymał się i wskazał za na jej ucho.
— Masz tam pióro.
— Ah, tak. To prezent od Kawczego Serca. Dostałam na zgromadzeniu.
— Oh. No to — kocurek przerwał, by chwycić pióro sierpówki, które wcześniej znaleźli, a następnie położyć je pod łapami Wiru — Włożysz mi za ucho? Będziemy oboje mieli pióra.
Wir zgodziła się skinieniem głowy, po czym włożyła kocurowi za ucho jasne pióro.
— Jak wyglądam? — spytał Sumik.
— Dobrze — odparła Wir.
Oboje lekko uśmiechnęli się, następnie ruszając na dalsze poszukiwanie zwierzyny.

[581 słów]
[Przyznano 12%]

Od Szakalej Gwiazdy CD. Rozwydrzonej Łapy

Złota dupa przywódczyni Wilczaków znowu była truta przez nieznośnego ucznia, który za grosz nie rozwinął wyczucia, kiedy należy komuś wchodzić w drogę, a kiedy nie. Szakala Gwiazda miała ochotę się histerycznie zaśmiać, słysząc szaloną propozycję kotki. W wieku jedenastu księżyców podchodzić do mianowania na wojownika? I to wtedy, gdy wcześniej odwaliło się cyrk stulecia? Młoda raczej nie wiedziała, na co się pisze. Tak wczesną propozycją ukazywała, że nie szanuje mentora - tym bardziej, iż Gęsi Wrzask już zdążył jej naskarżyć, jak to czarna boidupa ledwo wytrzymuje w obecności liliowego. Może się starała, liderka nie zaprzeczała, ale ewidentnie minęło za mało czasu, by Rozwydrzona Łapa spokorniała. Nadal kręciła się wokół legowiska medyka, patrząc tęsknie za Kunią Norką, a to pokazywało niezdrową obsesję, którą należało zniszczyć od samego centrum zepsucia; tak dokładnie, aby nie pozostał żaden ślad gwiezdnej pleśni.
— Co masz na myśli poprzez... inny styl walki? 
Złoty, pręgowany ogon poruszył się z gracją, gdy po dłuższym milczeniu ciszę wypełnił spokojny głos, zachęcający nieco do rozmowy. Może była czasami za ostra; tak się jej wydawało, kiedy to obserwowała niezadowolony wzrok Płonącej Duszy. A może po prostu oni, czyli łagodniejsi wojownicy, zostali zbyt oślepieni, by przyzwyczaić się do nowych reguł panujących w Klanie Wilka. 
— Ja... — Wzięła głęboki oddech. — Obrałam własną taktykę. Zadaję rany, biegnąc do ofiary, wyjmując szybko pazury i uciekając na bok. Można by powiedzieć, że tańczę i wojuję zarazem, jednakże... Gęsi Wrzask uznał to za bawienie się w Burzaka; za coś, co nie może się sprawdzić po dłuższym zastosowaniu. 
Szakala Gwiazda podniosła jedną brew, słuchając wyznań czarnej uczennicy. Ciekawy wybór, lecz ewidentnie wadliwy - z jej punktu widzenia jako byłej mistrzyni. Ona po tylu księżycach wiedziała, co jest lepsze, a co gorsze, i niestety metoda ukaranej należała do drugiej kategorii, która nie mogła się sprawdzić w praktyce. Jednakże mimo postawionego faktu dokonanego zamruczała ze swoistą aprobatą, ażeby potem uśmiechnąć się lekko i przyjaźnie. Będąc przedstawicielem kotów ze ścisłym umysłem doceniała główkowanie młodego pokolenia; nawet tego z niższej warstwy religijnej.  
— Twój mentor ma rację. — Zmrużyła oczy. — Załóżmy, że rzeczywiście wprowadzisz swój sposób walki w prawdziwą wojnę. I co wtedy? Skacząc tak i fikając bez najmniejszej przerwy padniesz po pierwszych dziesięciu minutach z rozerwanym gardłem, bo zabraknie ci sił na bezcelowe uniki. Oprócz sprytu ważne jest też zachowanie energii. Wyczerpana będziesz nikim dla przeciwnika. 
Jasno umaszczona liderka przeciągła się powoli w norze, by rozprostować zdrętwiałe mięśnie nieprzyzwyczajone do lenistwa. Ledwo co zaczęła omawiać sprawę z tą niewinną pokraką, a miała wszystkiego dosyć jakby sama obecność kotki gryzła z pięciu susów lisa. W końcu rzuciła pytaniem prosto z mostu, ponieważ obie nie pertraktowały razem, by siedzieć przy pysznej herbatce i gawędzić o pierdołach. Uczennica nadeszła, aby rozwiązać piętrzące się problemy - jej osobiste zmartwienia. 
— A więc, nadal pragniesz walczyć o tytuł wojownika?
— Tak.
Ta szybka odpowiedź z deficytem zawahania oraz odwagą w głosie wyprowadziła liderkę z równowagi, która była przekonana o nadchodzącej odmowie. Czyżby ona zamieniła mózg z dupą? Albo zgubiła umiejętność logicznego myślenia w drodze do legowiska? Cokolwiek miało wcześniej miejsce, spowodowało, że przywódczyni wybuchła gromkim śmiechem niosącym się aż do końca obozu; wprost do uszu patrolujących wojowników. Ciekawskie spojrzenia padły w stronę nory przywódczyni, wymagając niemalże natychmiastowych wyjaśnień, ale złotawa zignorowała ogłupione miny i kontynuowała rozmowę, jak gdyby podopiecznych ogarnęły halucynacje słuchowe.
— Ty tak na poważnie? — zapytała bardziej siebie, uspakajając nierówny oddech — Dobra. Jeżeli pragniesz chwały, jutro zawalczysz z Gęsim Wrzaskiem o wschodzie słońca. Lepiej porządnie się przygotuj, bo nawet zakładając, że wygrasz, z pewnością nie otrzymasz normalnego imienia. Minęło za mało czasu, byś w pełni odkupiła wyrządzone krzywdy. 
Patrzyła z satysfakcją na pysk Rozwydrzonej Łapy, który z radosnej i bananowej japy tworzy minę zbitego pieska. Na tyle liczyła, myślała, że wygrana jest taka prosta - a tu niespodzianka! To, na co dany kot zasłużył, musiał wypracować ciężkimi ambicjami i pokorą. Nigdy pośpiechem charakterystycznym dla stojącej tu uczennicy. 
— A-ale jak to?! — wypiszczała.
— A tak to, złotko. — uśmiechnęła się, pokazując śmiercionośne kły — Uwierz mi, ja nawet nie utrudniam ci życia intencjonalnie, po prostu nie ma kandydatów do sparingu. Moje dzieci - Świtająca Łapa, Brzaskowa Łapa, Jutrzenkowa Łapa, Zmierzchowa Łapa i Poranna Łapa dopiero rozpoczęły trening, Pierzasta Łapa jest za młody, by bez zgody wyganiać go na arenę, a Gwiazdnica już odbyła walkę i nie potrzebuje ponownego trudu. W takich sytuacjach lider zawsze wybierał mentora danego ucznia i nigdy, ale przenigdy nie robił inaczej. 
Złotawa kotka nawet specjalnie nie czekała na opinię drugiej strony. Jeszcze wznowiła przekaz, zanim nieznośne obowiązki stanęły przed zielonymi oczami.
— Oczywiście wciąż możesz się wycofać. Za kilka księżyców przydzielę ci kogoś innego, kto jest... mniej agresywny. — wymruczała — Również otrzymasz należny człon, o ile utrzymasz passę pozytywnych uczynków. Wybierz mądrze, dobrze ci radzę.
I poszła, zostawiając Rozwydrzoną Łapę sam na sam; jak cień znikający pod wpływem promieni słońca.

<Nocna? Decyzja należy do ciebie :3>