BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

02 sierpnia 2023

Od Miodunki CD Iskry

*jeszcze zima, czyli oczywiście przed rewolucją francuską Gwardii Oczyszczenia*
Miodunka właśnie rozpoczynała jedzenie wiewiórki, gdy do obozu weszła Iskra. Jedyna córka Fretki. Miodunka nie miała jeszcze jej okazji poznać. W sumie jedynym dzieckiem Fretki, które poznała, był Mniszek. I on był całkiem spoko, nie lubił swej matki co zdecydowanie było na plus.
Uczennica przysiadła przy stosie ze zwierzyną obsypanym śniegiem, całkiem niedaleko Miodunki. Ta nie za bardzo przejmowała się jej obecnością, skupiając się na jedzeniu, jednak mimo to nie umknął jej rzężący przez jakiś czas, ciężki oddech uczennicy. Dopiero po jakimś czasie kotka ponownie uniosła się na łapy, po uspokojeniu oddechu. Szylkretka odetchnęła z ulgą i zaczęła obrzucać obóz oraz koty w nim się znajdujące drażliwym spojrzeniem.
Po chwili kotka odłożyła na stos martwych ciał upolowaną przez siebie piszczkę.
— Iskro? — zwrócił się ktoś do kotki, która dopiero co wróciła z treningu. Miodunka lekko nastawiła ucha, podsłuchując ukradkiem rozmowę podczas jedzenia. Iskra odwróciła się szybko, wybita jakby z transu, spoglądając na swego mentora. Kotka sapnęła, widząc niebieskiego. Widocznie poirytowana w większości kremowa kotka zaczęła poruszać niespokojnie kitą na boki, wyraźnie niezadowolona.
— Rozmawiałem z Fretką — poinformował młodszą dawny wilczak, stojąc obok i bujając końcówką szarego ogona. — Plany się zmieniły. Na kolejny trening pójdziemy już zaraz. Zjedz coś i odpocznij chwilę, bo niedługo wyruszamy — odparł, po czym odwrócił się na pięcie i zawrócił w stronę głębi obozowiska.
Szylkretowa dostrzegła jak Iskra rezygnuje z wzięcia sobie czegoś ze sterty. Miodunce zdawało się, iż rzadko kiedy kotka była w obozie. Często trenowała. Wiedziała też dzięki Mniszkowi, iż Fretka musiała zaleźć swym dzieciom za skórę, jej ingerencja w trening Iskry była więc niepokojąca szczególnie, iż kotka miała jeszcze dużo czasu na trening. Sama Miodunka skończyła swój jako starsza uczennica i wyszła z niej jedna z najlepszych wojowniczek Owocowego Lasu, co oznaczało iż Fretka znowu się tylko kogoś czepiała. I to zdawało się odbijać na młodej kotce, jak i na Mniszku. Dostrzegła wściekłość Iskry i to, jak ta wbiła pazury w ziemię. Była zła. I słusznie. Terminatorka zacisnęła pysk, a jej napuszony ogon jeszcze bardziej niż wcześniej latał na boki. Futro młodej kotki było nastroszone.
Co Fretka zrobiła z tym biednym dzieckiem…
Po chwili, przez to, iż młoda kotka zaczęła patrzeć wokoło siebie ich spojrzenia się spotkały. Wściekłe oczy iskrzące od złości i nic nie okazujące ciemnozielone ślipia.
Młodsza kotka speszona zarzuciła uszami do tyłu, a wzrok utkwiła na pierwszym lepszym obiekcie leżącym w przeciwnym kierunku.
Miodunka wstała, po czym chwyciła w zęby kości pozostałe po wiewiórce, by następnie udać się gdzieś i je schować.
I wiedziała już co jeszcze, poza tą prozaiczną czynnością, zrobi.
***
Podeszła do siedzącej niedaleko wyjścia z obozu Iskry, wyraźnie czekającej na Przebiśniega. Nie miała się go jednak doczekać.
Zamiast tego podeszła do niej szylkretka o niejednej bliźnie na ciele. Starsza stanęła przed Iskrą.
— Dzisiaj trening będziesz miała ze mną — oznajmiła bez wyrazu, po czym odwróciła się i wyszła z obozu, nasłuchując, czy Iskra podąża za nią.
<Iskro? Będziemy się byczyć>

Od Kawczego Serca CD. Wirującej Łapy

 Duma ją rozpierała, gdy siedziała w tłumie kotów, przeglądając się ceremonii ucznia jej czterech kuzynek. Kotki ze skupieniem słuchały słów Mglistej Gwiazdy, która to zaraz miała każdej z nich wybrać mentora. Była ciekawa czy Sroczy Lot będzie uczyć którąś ze swoich pociech, w głębi duszy miała nadzieję, że nie. Wynikało to tylko z tego, że obawiała się możliwych między siostrami zgrzytów z tego powodu, że jedna z nich spędza częściej od reszty czas z matką. W końcu Gąska nie tak dawno jej się pytała o to czy będzie częściej widywać się z mamą. 
Jako pierwsza mentora otrzymała Kotewka. I ku zaskoczeniu Kawki w podjęciu decyzji przez liderkę, mentorem została matka Kotewki, zastępczyni - Sroczy Lot. Nie kwestionowała w umiejętności ciotki jednak, co czuła w tamtym momencie reszta jej kociąt, że to właśnie jedna częściej będzie spędzać czas z matką, nawet jeśli ich spotkania częściej będą się skupiać na relacji uczeń-mentor niż córka-matka?
Następna w kolejce była Gąska. Na jej mentora została wyznaczona Makowe Pole. Przyszła kolej na Wir. Arlekina stanęła przed liderka, a z ust siostry ojca Kawki wybrzmiała formułka, która czarna znała już na pamięć.
— Wir, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Wirująca Łapa. Twoim mentorem będzie Kawcze Serce. Mam nadzieję, że Kawcze Serce przekaże ci całą swoją wiedzę.
Kawka nie dowierzała własnym uszą. Sama dopiero co była uczennicą, nie tak dawno została wojownikiem, a teraz miała być mentorem? Jej wzrok spotkał się ze spojrzeniem ciotki Mgiełki, a po chwili kotka zwróciła się do swojej bratanicy, gdy ta wystąpiła naprzód:
— Kawcze Serce, jesteś gotowa do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś od swojego mentora, Sroczego Lotu doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją lojalność i ambicję. Będziesz mentorem Wirującej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę
Po tych słowach Kawcze Serce dotknęła się nosem ze swoją kuzynka, uczennicą, która wyglądała na bardzo zadowoloną z wyboru Mglistej Gwiazdy. 
Nim odeszły na bok, porozmawiać o treningu, jeszcze chwilę zostały chcąc zobaczyć kogo ostatnia z córek Sroki otrzyma za mentora. Pianka otrzymała mentorkę o tym samym kolorze futra jaki ona miała — Zajęczą Troskę. Czarna wiedziała, że każda kotka przekaże najpotrzebniejszą wiedzę uczennicom. Nie miała żadnych zastrzeżeń co do wyboru. Sama również postara się przekazać Wir wszystko to co nauczyła ją Sroka.
Po skończeniu ceremonii, wszyscy rozeszli się wraz ze swoimi uczniami na strony. Tak też i Kawka wraz z Wir przeszły na bok, po czym mentorka spojrzała się na swoją uczennicę uśmiechając się od ucha do ucha.
— Piękny kwiatek Wirująca Łapo. Kto ci go podarował? — spytała czarno-białą, prawdę mówiąc chyba już znała odpowiedź na to pytanie. W końcu przez cały czas trwa ceremonii pewien kocurek, który również dzisiaj był mianowany na ucznia ledwo co mógł oderwać oczy od Wir
— Sumik — odparła bez ogródek. Na jej pyszczku, gdy zadawała pytanie, pojawił się lekki uśmieszek - rzadki u Wir — Pójdziemy dzisiaj na trening? — mimo nie bycia już kocięciem, jako, iż Kawka była jej ukochana kuzynka, zrobiła wielkie oczy.
— Oczywiście, nie widzę powodów żebyśmy zwlekały z treningiem do jutra. stwierdziła przyglądając się pozostałym mentorom rozmawiającymi ze swoimi uczniami — Co powiesz abyśmy rozpoczęły trening od nauki wspinania się na drzewa? Myślę, że z nauką pływania jeszcze lepiej te kilka dni poczekać, woda wciąż jest zimna.
Lepiej nie było ryzykować przeziębienia Wir na ich pierwszym treningu. Jak by później spojrzała Sroce w oczy wiedząc, że to z jej winy córka ciotki spędza dni u medyka?
— Chętnie — odparła. W jej oczach dało się dostrzec iskierki radości, jednak mimika na jej pyszczku pozostawała neutralna. No tak, cała Wir.
Tak też obie skierowały się w stronę zalesionego terenu. Kotka rozglądała się po drzewach, starając się wybrać to jedno, będące odpowiednie na pierwszą próbę wdrapania się młodszej na nie. Kilkukrotnie wskakiwała na niższe gałęzie drzewa, jak i wdrapywała się po korze chcąc się upewnić, czy jej ciężar dadzą radę utrzymać. Bo jeśli tak to Wirująca Łapa bezpiecznie będzie mogła rozpocząć trening. Przechyliła się w dół zerkając na uczennicę na dole, której poleciła wcześniej zostać i poczekać na znak.
— Spróbuj tu do mnie się wdrapać. Nie jest za wysoko, idealnie jak na pierwszy raz. Tylko pamiętaj. Mocno uczep się kory pazurami i pomału, bez pośpiechu na przemian podciągaj się łapkami. — poinstruowała arlekinkę, która posłusznie zbliżyła się ku pniu i rozpoczęła próbę wdrapania się do Kawczego Serca
Wir skinęła głową, że rozumie, po czym zmrużyła oczy. To nie będzie takie proste. Nie wspinała się na drzewa jako kocie, przecież by jej nie pozwolili, mogłaby sobie zrobić krzywdę. Teraz jednak była już uczennicą i musiała dobrze wypaść. Podeszła bliżej drzewa po czym ze skupieniem wbiła pazury przednich łap w korę, zaczynając powoli, ostrożnie próbować się wspiąć.
Wystarczyło jeszcze parę podciągnięć i już Wir miała dotrzeć do Kawki, która gdy tylko uczennica była bliżej niej pomogła jej się wgramolić na gałąź. Wiedziała już co będą musiały ćwiczyć i nad czym dokładnie się skupić, by jak najlepiej wyszkolić arlekinke. Tym jednak zajmą się na kolejnych treningach.
Tak więc teraz obie kotki, czarna i mniejsza czarno-biała siedziały na gałęzi młodego niedużego drzewka. Kawcze Serce delikatnie otuliła swym czarnym puchatym ogonem Wirująca Łapę, nie tylko z powodu chęci okazania czułości wobec kuzynki, jak i również chcąc ją asekurować. 
— Jeszcze kilka lekcji, a dasz radę wspiąć się na tamto drzewo. Będziesz fruwać wśród koron drzew — Wskazała pyskiem na drzewo oddalone od nich, które wielkością trzykrotnie przewyższało to małe drzewko na, którym się znajdowały — Dobra robota Wirująca Łapo. Można powiedzieć, że na dziś koniec treningu. — Uczennica najwidoczniej nie spodziewała się tych słów, jej źrenicę zmieniły wielkość na słowo "koniec". — Teraz pozostaje nam się cieszyć przepięknym widokiem. W końcu o wiele więcej widać, niż z mojego grzbietu. No i jak, co myślisz? — Była ciekawa tego co odpowie jej kuzynka, bo dla Kawki niezmiennie krajobraz Klanu Nocy wyglądał przepięknie podczas każdej pory
— Jest... pięknie — miauknęła patrząc rozszerzonymi oczyma na krajobraz — muszę tu wziąć kiedyś Sumika... - dodała ciszej.
Na ciszej wypowiedzianą informacje z ust Wir Kawcze Serce uśmiechnęła się delikatnie. To dobrze, że poza siostrami znalazła kogoś z kim udało jej się znaleźć wspólny język. Tylko ciekawe co na to Sroczy Lot? Nie miała żadnych zastrzeżeń do ich przyjaźni?
Chwilę jeszcze tak siedziały na gałęzi napawając się widokiem, po czym świeżo upieczona mentorka pomogła Wir zejść na dół. 
Mimo, że Wir chciała najpewniej wpaść w ten cały wir treningu, Kawka zdecydowała, że lepiej będzie aż wrócą już do obozu. W końcu przed młoda kotką było jeszcze sporo czasu, tyle księżyców, aby kuzynka przekazała jej całą swoją wiedzę, którą przekazała jej zastępczyni. Nie chciała też przemęczyć małej istotki na raz tą całą teorią. Odprowadziła kotkę pod legowisko uczniów.
— Idź wcześniej spać — poleciła — Zaczniemy jutrzejszy trening z samego rana. Rześkie powietrze sprawi, że lepiej przyswoisz wiedzę. A też dzięki temu szybciej będziesz wolna, może nawet i przed południem — Posłała jej ciepły uśmiech

<Moja droga uczennico?>
[1133 słów]
[Przyznano 40%]

01 sierpnia 2023

Zgromadzenie!

 Dnia 02 sierpnia (środa) o godzinie 18:30 odbędzie się zgromadzenie! Liderów i opiekunów klanów prosimy o uzupełnienie listy.

KLAN BURZY

Tygrysia Gwiazda
Różana Przełęcz
Wiśniowa Iskra
Słoneczna Łapa

Makowa Furia
Sójczy Szczyt
Narcyzowy Splot
Tropiący Szlak
Lisi Ogon
Gronostajowa Bryza
Diamentowa Grota
Koniczynowa Łąka
Ostowy Pęd
Malwowy Rozkwit
Zwiędły Hiacynt
Gepardzia Łapa
Gradowa Łapa


KLAN KLIFU

Aksamitna Gwiazdeczka
Srokoszowa Namiętność
Pluskająca Rybka
Kumkająca Żabka
Listkowa Łapusia
 
Jaśniutka Plameczka
Bielutki Księżycek
Puszysty Niedźwiadek
Słodziutka Krewetka
Lisiaczkowy Puszeczek
Wyjący Wilczek
Śnieżkowe Zamieszanko
Śliweczkowa Ścieżeczka
Uroczy Księżycuś
Kwiatuszkowa Drzemeczka
Skaczusiąca Łapusia
Uroczusia Łapusia
Słoneczkowa Łapusia
Delikatna Łapusia


KLAN NOCY

Mglista Gwiazda
Sroczy Lot
Strzyżykowy Promyk
Lecący Czas

Tonący Pasikonik
Przyczajony Drozdoń
Makowe Pole
Pszczela Duma
Cedrowa Rozwaga
Okraszona Polana
Ryjówkowy Urok
Wodnikowe Wzgórze
Borsuczy Język
Kawcze Serce
Tuptająca Łapa
Wirująca Łapa
Kotewkowa Łapa
Spieniona Łapa 

KLAN WILKA

Szakala Gwiazda 
Błękitny Ogień 
Kunia Norka 

Chłodny Omen
Wilcza Tajga 
Gęsi Wrzask
Rzeczny Wir
Chryzantemowa Krew
Stokrotkowa Polana
Ważkowe Skrzydło
Wroni Trans
Koszmarny Omen
Wieczorna Mara
Jadowita Żmija 
Kukułcze Gniazdo
Pajęczy Splot
Nocna Łapa
Pierzasta Łapa

OWOCOWY LAS

Agrest 
Fretka 
Ważka 
Jaskółka 
Witka 

Traszka
Gęgawa
Nikt
Daglezjowa Igła
Sadzawka
Kuklik
Winogrono
Gwiazdnica
Truchło
Bławatek
Iskra
Sówka
Leszczyna
Rokitnik
Brzoskwinka

Zgromadzenie odbędzie się na przeznaczonym do tego kanale na Discordzie!

Od Kawczej Łapy (Kawczego Serca) CD. Makowego Pola

 "Nie bierz przykładu ze swojej matki"
Ile razy już to słyszała? Chyba codziennie minimum dwa razy, od różnych kotów. Głównie od tych, którzy przyjaźnili się z jej ciotką, jak i od niej samej. Było to uciążliwe i jak na początku zawsze ochoczo zgadzała się, że nie będzie brać przykładu z Błotnistej Plamy, to za setnym razem ta uwaga wychodziła jej bokiem. W końcu nie brała z niej przykładu, wkładała całe w serce w treningi, aby być lepszą każdego dnia. Chciała coś udowodnić, że nawet jeśli była tym najsłabszym kocięciem, to teraz wcale taka nie jest. Zdecydowała się zmienić temat na ciotkę, by nie ciągnąć tematu jej rodziców. Może i samej jej się zdarzało na ich temat ponarzekać, ale nie lubiła gdy ktoś to robił. Miała w końcu oczy, przejrzała na nie i wiedziała, że związek jej rodziców nie był zdrowy, a oni sami pozostawiali wiele do życzenia.
— Sroczy Lot przekazuję mi najpotrzebniejszą wiedzę, dzięki czemu staję się lepszą wersją siebie. Ostatnio kilka dni temu wspomniała, że to tylko kwestia czasu nim zostanę wojowniczką. — powiedziała czując wielką dumę, że kotka doceniała jej poświęcenie sprawie jakim były treningi. Nie mogła się doczekać dnia, gdy otrzyma imię wojownika.
— Gratuluje więc. Bycie wojownikiem niesie dużo korzyści, na przykład można chodzić gdzie się chcę i robić co się chcę. Ja z Pszczółką często po wykonaniu obowiązków chodzimy się kąpać w rzece albo na plaże. Czasem należy się zrelaksować w babskim gronie.
— To prawda. Nie mogę się już doczekać tych wojowniczych przywilejów — miauknęła rozmarzona, ona już jako wojowniczka po skończeniu wojowniczych obowiązków spędza miło czas z ... No właśnie, z kim? Z bratem? Z siostrą? Z Porankiem? Z kuzynkami? — Mam nadzieję, że tak jak wy teraz, ja również kiedyś będę spędzać czas ze swoją przyjaciółką. — odparła uśmiechając się do kotek — Gdzie nie spojrzeć, zawsze was widać razem. Zazdroszczę wam waszej relacji. — przekrzywiła łebek, przenosząc wzrok na Pszczelą Dumę — W moim przypadku jak na razie nie udało mi się znaleźć wspólnego języka z żadną z rówieśniczych kotek z naszego klanu, więc pozostaje mi towarzystwo mojej leniwej siostry, bądź hałaśliwego brata i Porannej Łapy — westchnęła ciężko, żałowała tak bardzo, że kotki, z którymi udało jej się znaleźć wspólny język, szczególnie ze Słoneczną Łapą, mieszkały w innych klanach, więc nie mogły tak łatwo się spotykać.
— Uh... — Skrzywiła nos na wzmiankę o bracie Kawki. — Musisz wiedzieć moja droga, że lepiej otaczać się kobiecym towarzystwem. Tylko my siebie rozumiemy... Kocury są... Głupie. Mój brat także jest jakiś odklejony, a ojciec... Szkoda gadać. — Machnęła łapą, aby nie wracać do tych wspomnień. — Jestem pewna, że znajdziesz sobie jakieś wartościowe damskie towarzystwo. Pszczółka i ja znamy się od żłobka, czasem jeszcze dołącza do nas Cedrowa Rozwaga, twoja mentorka oraz Zajęcza Troska. Jesteś młoda — oceniła. — Ale warto korzystać z wiedzy starszych. Prawda, Pszczółko? 
Kotka zarumieniła się, gdy Mak na nią spojrzała, ale nie było to zbyt widoczne przez jej sierść. Skinęła głową, potakując.
— Prawda. 
— Widzisz? Mogę cię wszystkiego nauczyć — mruknęła niezbyt skromnie, prostując się w idealnie. — W nas jest bowiem siła. Większa niż sądzisz.
— W takim razie z chęcią skorzystam z twojej wiedzy — odparła ochoczo, będąc ciekawa nauk Makowego Pola, która uśmiechnęła się do kotki promiennie. 
— A więc... My kotki jesteśmy nie bez powodu lepsze od kocurów. Jesteśmy bardziej inteligentne. Widać to po klanie. Rudzikowy Śpiew sobie nie radził, nie chciał nawet przyjąć imienia lidera. Mój ojciec... Cóż... Zawalił sprawę i dał się obalić, phi! A teraz bawi się w jakiegoś detektywa. A twój tatuś od siedmiu boleści? Cham i prostak, który nawiał, gdy zmarła mu mamusia. Widzisz więc, że oni potrzebują naszego przywództwa. Dlatego od teraz same kotki wybierane są na stanowisko lidera.
— Rudzikowy Śpiew ledwo co pamiętam, byłam zbyt mała. Ale wychodzi na to, że to nawet lepiej... — zauważyła, coś faktycznie obiło jej się o uszy odnośnie kocura, jednak słowa Mak utwierdziły ją w przekonaniu odnośnie niezdolnego do sprawowania władzy lidera — Dobrze, że Klan Nocy przestał być pod jego łapami. Martwi mnie jednak to, że władza ostatnim czasy się bardzo często u nas zmienia. Zmiany są potrzebne, jednak w innych klanach z tego co zauważyłam na zebraniach od dłuższego czasu panują ci sami liderzy. — wyznała kotkom coś co trapiło ją od dłuższego czasu — Czy tak samo było przed moim narodzeniem, że lider zmieniał się prawie, że z upływem pory roku?
— Może... Nie żyje aż tak długo, aby to ocenić. Ale słyszałam, że wiele razy lider się zmieniał, bo sobie nie radził. Dotyczyło to jednak kocurów. Krucza Gwiazda rządziła długo, ale Rudzikowy Śpiew ją zabił, a potem szerzył tą swoją niedole na resztę klanu. Gdybym ja została wybrana liderką, nie pozwoliłabym na to, aby ktoś się buntował i próbował mnie obalić. Upadają słabi co nie potrafią się utrzymać.
— Tak... — zgodziła się z jej ostatnimi słowami, a w jej głowie na słowo "słabi" pojawił się obraz Błotnistej Plamy. Czy można było upaść niżej niż jej matka? — Myślę, że nadawałabyś się idealnie na liderkę Makowe Pole. Na pewno uzyskałabyś poparcie całego klanu, w szczególności kotek. A gdy ty byłabyś liderką to myślę , że Pszczela Duma świetnie spisałaby się jako twoja zastępczyni — uśmiechnęła się do drugiej kotki, która była cichsza.

<CIOCIU MAK? proszę nie zabijaj cioci mgiełki w teraźniejszości, jeśli ta wizja posiadania władzy ci podpasuje 🤧>

Od Tuptającej Łapy

 Wreszcie doczekała się swojego mianowania i nowego imienia, jednak gdy usłyszała, kto został jej mentorem, to się załamała. Wirująca Łapa dostała jako mentora Kawcze Serce, Spieniona Łapa dostała Zajęczą Troskę, a Kotewkowa Łapa dostała ich własną mamę. A kogo dostała Gąska? Makowe Pole, z którą zamieniła kiedyś dwa słowa i której się bała. Zazdrościła Kotewce, bardziej niż chciałaby się do tego przyznać. Dlaczego to właśnie ona musiała dostać Sroczy Lot jako mentorkę? Czy ciocia Mgła robiła to specjalnie? Nie mogła, przecież Gąska nic złego nie zrobiła, aby zasłużyć na taką mentorkę!
 Prychnęła cicho, zmierzając w stronę jej nowego legowiska. Towarzyszył jej Kolcolistkowa Łapa. Mieli wypocząć tego dnia i przygotować się na jutrzejszy trening, na co czarna kotka nie pałała szczęściem. Trening z jej mentorką brzmiał dla niej teraz jak najprawdziwszy koszmar.
 - Z pewnością nie jest aż tak źle. - Powiedział żółtooki kocur, który szedł wraz z nią. Już od pewnego czasu wbijał w nią swe żółte ślepia, więc musiał zauważyć u kocicy brak ekscytacji odnośnie tego, że została wreszcie uczniem. - Jeszcze nie miałaś z nią żadnego treningu.
 - To nic nie zmienia! Czuję już, że to nie będzie prosty trening! - Odpowiedziała kocica, po czym weszła do legowiska uczniów, aby znaleźć idealne miejsce na swoje legowisko. Kocur podążył za nią, a gdy tylko znaleźli się w środku, to stanął on.
 - Skąd to wiesz? - Zapytał uczeń, obserwując jak kotka, przeczesuje legowisko uczniów w poszukiwania idealnego miejsca na swoje legowisko. - Nawet jej nie znasz, a nie sądzę, żeby Mglista Gwiazda dała Ci mentora, któremu nie ufa. Daj jej szansę i nie dramatyzuj.
 - Dramatyzuje?! - Wręcz krzyknęła Gąska, obracając swą głowę w stronę ucznia. - Czy ty siebie słyszysz?! Bzdury wygadujesz, mówiąc, że dramatyzuje. Gdybyś sam dostał Makowe Pole, zamiast Okraszonej Polany, to mówiłbyś to samo co ja.
 Odwróciła swoją głowę i wróciła do poszukiwania idealnego miejsca, gdy tylko usłyszała, że kocur wzdycha. Nie rozumiał jej, a nawet nie chciał zrozumieć. Pewnie w życiu nie widział na oczy tej kotki. Kocica od zawsze wyglądała na strasznie poważną, co nie wzbudzało u ciemnej kotki dobrych emocji, jednak nie mogła pozwolić, żeby to było po niej widać. Wreszcie udało jej się znaleźć idealne miejsce, w którym usadowiła swoje legowisko. Kocur zrobił to samo, usadawiając swe legowisko obok czarno-białej, co skutkowało tym, że zdziwiony wzrok kotki padł na niego. Jednak ta nie powiedziała nic. Ułożyła się wraz z uczniem w swoich legowiskach, po czym zamknęła swe oczy. Byle tylko przetrwać trening i zostać wojownikiem.

[403 słowa]
[Przyznano 16%]

Od Lisiego Ognika (Lisiaczkowego Puszeczku)

 Lisi Ognik od początku wiedziała, że wrzucanie siostry na głęboką wodę to okropny pomysł. Gdy Aksamitka zmieniła imiona wszystkim członkom klanu, włącznie z sobą, Lis myślała, że wyjdzie z siebie i stanie obok. Żenujące. I mają iść w tym stanie na zgromadzenie? Jakkolwiek kochała Aksamitkę, tak była zbyt infantylna i niedojrzała, żeby spocząć na tak ważnym stanowisku. Rządzenie nie było przecież żadną zabawą, tylko ogromnym obowiązkiem wliczającym do siebie rzeczy takie jak strategia, sojusze, wojny, relacje z klanami, rozwiązywanie problemów i rozpatrywanie spraw wewnątrz klanu. Nie była gotowa na nic z tych rzeczy.
A Srokosz jako zastępca? Serio?
Rada miała durne pomysły, a do władzy wybrała chyba najgorsze możliwe koty. Aksamitkę, która na ten ciężar zdecydowanie nie była gotowa i Srokosza, który, no, nie musiała chyba tłumaczyć. Nie dziwiła się grupowemu niezadowoleniu, jakie przeszło przez klan, gdy tylko zostali obdarowani tym jakże cudownym prezentem w postaci zmiany imion. 
Lisi Ognik cholernie bała się, że Aksamitka powie coś na ten temat na zgromadzeniu. Mieli wszystko. Jakkolwiek gardziła Wilczakami, trzeba przyznać, że sojusz z nimi im się opłacił i zapewnił im stabilną pozycję na arenie międzyklanowej. Ale teraz? Co sobie o nich pomyślą? Wyjdą na słabych, a może komuś wpadnie do głowy pomysł wykorzystania faktu niezbyt ogarniętej politycznie i nazbyt optymistycznej liderki. 
W tej sytuacji zapragnęła znowu znaleźć się w towarzystwie Traszki. Działała prawie jak rozweselacz. Wystarczyło, żeby była obok i Lis zapominała o wszystkich frustrujących sprawach. Zawsze była osobą, która nie przepadała za towarzystwem i lubiła spędzać czas tylko w gronie najbliższych. Ostatnimi czasy nawet rozmowy z rodziną nie były w stanie poprawić jej humoru.
Tak myślała, wchodząc do legowiska medyków. Nie miała czasu zajrzeć do nich wcześniej, ale doskwierający ból przypomniał jej o konieczności wyleczenia się.

Wyleczeni: Lisiaczkowy Puszeczek

Od Stokrotki CD. Piaska

Przed Porą Nowych Liści
Umarła? To nie było zakończenie, które zadowoliło Stokrotkę. Słuchała dalszych słów kremowego kociaka z zainteresowaniem. Stokrotka nigdy nie słyszała o kocie, który potrafi wracać z martwych. "Dlaczego mama nigdy nam o tym nie mówiła? Przecież to super historia!" - pomyślała. Piasek mówił dalej, dzieląc się tą garścią informacji, przekazanych przez starszego.
- Podsłuchiwałaś? - zapytał później. Stokrotka spojrzała na swoje łapy. Kłamać nie chciała, ale Piasek może być zły, a nie wiadomo co zrobi w złości. Nie chciała wylądować u medyka przez to, że powie prawdę. Siedzieli tak w ciszy, dopóki Stokrotka nie odpowiedziała:
- A jeśli powiem, że nie wiem?
Piasek nie zadawał już więcej pytań, a że było późno, to liliowa kotka szybko uciekła do Różnej Przełęczy.
***
Rano Stokrotka znowu siedziała i obserwowała innych. Nie działo się nic ciekawego i jeszcze w nocy słuchała historii o Piaskowej Gwieździe, więc zasypiała na siedząco. Gdy już prawie zasnęła, pod jej łapy przyleciało piórko. Było bardzo ładne. Kotka wzięła je w swoje łapki i rozejrzała się dookoła. Nikt nie szukał piórka, więc wzięła go ze sobą i usiadła obok Doznaje Przełęczy. Bawiła się piórkiem, dopóki nie poczuła na swoim futrze wzroku jakiegoś kota. Rozejrzała się dookoła i zobaczyła kremowego kociaka, który co chwilę przenosił wzrok na nią i na piórko. Stokrotka domyśliła się, że to on je zgubił. Niechętnie podeszła do Piaska i oddała mu piórko. I wtedy przyszedł jej do głowy pomysł.
- A mógłbyś opowiedzieć mi coś jeszcze o Piaskowej Gwieździe?
- Nie. - odpowiedział i zabrał piórko.
- Ale dlaczego?
- Bo nie mogę z tobą rozmawiać. - wyjaśnił ciszej i pobiegł do Zięby. Stokrotka obserwowała, jak odchodzi. "Czemu nie może ze mną rozmawiać?" - zastanawiała się i zaczęła obserwować drugą rodzinę. Próbując wtopić się w ścianę żłobka, powoli podchodziła bliżej Zięby i jej pociech, by lepiej słyszeć, o czym rozmawiają. Gdy wzrok karmicielki spoczął na niej, kociak zamarł w bezruchu.
<Piasku? Kończą mi się pomysły :'/>

Od Topika

 Uśmiech z pyszczka Topika nie schodził ani na moment. Co go tak uszczęśliwiło? A no opuszczenie żłobka przez wredne kotki, jak i przez Wzburzony Potok. Nastała cisza i spokój, której tak bardzo pragnął pomiędzy napadami gniewu u Gawroniego Obłędu, gdy też przyuważył szylkretkę odwiedzającą kocięta i liliową.
— I co się tak szczerzysz pokrako — wysyczała Kaczuszka, używając określenia zasłyszanego od uczennic. Jej wzrok i mimika pyszczka nie ukrywały tego, że czuje odrazę do swojego brata.
— Mam powód — odparł cichutko poruszając z radością swym ogonkiem, a swoje brązowe oczęta wlepił w gwieździste niebo, na które spoglądał przez otwór w kociarni — Dziękuję Klanie Gwiazdy, że mnie wysłuchaliście — wyszeptał, po czym zawołany przez matkę powoli skierował się do niej.
Nadeszła pora snu.

***

Tak jak na początku nie narzekał na brak innych kociąt, tak w końcu zaczął narzekać, że jednym towarzyszem zabaw, który jak na złość nie chciał się z nim bawić, była Kaczuszka. Uczniowie niechętnie chcieli poświęcać czas małemu kocurkowi. Tylko, gdy trzeba było posprzątać w żłobku ich sylwetki pojawiały się w wejściu. I zaraz po skończonej pracy wracali do własnych treningów. Jednak ten stan braku przyjaciół w podobnym wieku miał się za niedługo zmienić.
Siedział tuż przed vanka spoglądając na nią swoimi wielkimi oczkami. Skoro tu przyszła i rozglądała się po żłobku, czy to oznaczało, że i ona zostanie mamusią? Tak jak jego mamusia została mamusią. Już miał coś powiedzieć do kotki, lecz w tym samym momencie starsza ruszyła naprzód, o mały włos nie przygniatając Topikowi jego biednie już i tak wyglądającego ogonka. Skulił się wystraszony, że czymś uraził starszą kotkę.
A może coś innego stało za jej zachowaniem? Czyżby Kotewka rozpowiedziała wszystkim, że jest pokraką? Tak, ta wstrętna kotka na pewno to zrobiła! Teraz nikt ze starszych kotów nie będzie chciał się z nim zaprzyjaźnić!
Z kącików zaczęły mi spływać łezki,  oddalił się w kąt, gdzie spędził resztę dnia w samotności. Tym razem wesoło nie podbiegł do Tonącego Pasikonika, gdy ta ich odwiedziła. Wymyślił na poczekaniu wymówkę, że boli go brzuch. A potem, że ząb. A gdy matka chciała go zabrać do medyczki zmartwiona tymi wszystkimi dolegliwościami, które cały czas wymieniał, w końcu się rozpłakał. 
— Mamo... Ja chcę mieć przyjaciela — jego płacz i żałosny głos rozbrzmiał na całą kociarnie
— Już cicho Topiku. Cicho, cichutko... — Źródlany Dzwonek starała się uspokoić płaczące kocię, które dopiero uspokoiło się, gdy wypomniała mu, że sam nie lubi krzyku. Zrobiło mu się głupio i zamknął swój pyszczek. — Będziesz na pewno miał przyjaciela kiedyś. — Zapewnienie matki sprawiło, że kocię uśmiechnęło się i pociągnęło noskiem
W końcu nastała noc. Kaczuszka wykopała Topika z jego miejsca u boku liliowej kotki. Rozbudzona malec, dodatkowo będąc obolały, po cichu przeniósł się kawałek dalej. Miał zamiar ponownie odpłynąć do krainy snów, gdy jego wzrok skupił się na śpiącej kotce znajdującej się na samym końcu ściany żłobka. Oddychała rytmicznie. Przyglądał jej tak w ciszy, aż w końcu podniósł się na tych swoich króciutkich łapach i cichutko zbliżył się do liliowej kotki. Wzrok utkwił na jej brzuchu, w którym z tego co się dowiedział, znajdowałyby się kocięta. A tak przynajmniej odpowiedziano jego siostrze, gdy Kaczuszka zadała pytanie dotyczące tego skąd się biorą dzieci. Nie mógł w to uwierzyć, w końcu brzuszek mamy nie był jakiś duży, więc jak by tam się pomieścił. Ale chyba była w tym prawda, bo brzuch Zajęczej Troski był duży, okrąglutki. Rozejrzał się dookoła, po czym delikatnie dotknął brzucha, w którym coś się poruszyło. Z jego pyszczka wydobył się stłumiony przez drugą łapkę krzyk. Wystraszony zerknął na pysk kotki, jej oczy wciąż pozostały zamknięte, ale na pysku pojawił się jedynie grymas. Na szczęście jej nie zbudził.
Przycupnął okrywając się ogonkiem i nachylił ponownie ku brzuchu.
— Cześć wam... Jestem Topik — przedstawił się i zaczął opowiadając swoim przyszłym potencjalnym przyjaciołom o miejscu, w którym przyjdzie im się urodzić. Opowiadał im o tym, że Klan Nocy to jest fajne miejsce, jednak niektóre koty są jakieś takie niemiłe. Przestrzegł ich przed tym by się nie martwiły, gdy Kotewka czy Gąska, nie będą chciały się z nimi bawić. Również polecił na nie uważać i na ich humorki. — Ja się z wami będę bawił — zapewnił. — Zostaniemy przyjaciółmi i będziemy się razem bawić. Kaczuszka nam pozazdrości i też dołączy do zabawy... Klanie Gwiazdy, proszę, aby kocięta były miłe i dobre. I żeby nie były czarno-białe, bo te są wredne — przymknął oczka wyszeptując prośbę do przodków, którzy po śmierci przebywali na Srebrnej Skórze — I lepiej też niech nie będą takie jak ja, czekoladowe. Nie chcę żeby ktoś sprawiał im przykrość. — skinął łebkiem kończąc prośbę prosto z serca porwana przez wiatr do przodków, którzy na pewno go wysłuchają. W końcu jego prośbę o opuszczenie żłobka przez kotki i kocurki wysłuchali i tak też, kilka dni później opuścili kociarnie, przenosząc się do legowiska uczniów.
 Cały spięty ponownie zdecydowała się dotknąć brzucha kotki delikatnie głaszcząc jej futerko, po czym widząc, że ta zaczęła się wiercić, o mały włos się nie przebudzają, tak szybko jak potrafił z powrotem podtruchtał do boku matki chowając się za jej grzbietem. Chyba pozostał niezauważony, bo nikt nie krzyczał na niego. Uniósł głowę, by znowu spojrzeć na przyszłą królowa. Spała, jedynie co to zmieniła swoją pozycję snu. Odetchnął z ulgą, po czym sam ułożył się do snu nie mogąc się doczekać szczęśliwych chwil spędzonych na zabawie z nowymi kociętami, które to już zaraz miały pojawić się w klanie.

Od Zajęczej Troski

Porą Nagich Drzew
Okryte puchem krzewy z trudem przepuszczały ją przez siebie. Parła naprzód, nie zważając na resztę patrolu, która podążała za nią. Nienawidziła Brzozowego Zagajnika, a jak na złość, zawsze tu trafiała. Wciąż miała w głowię wspomnienia przedstawiające dzieło Śnieżnej Gwiazdy, a od tego widoku robiło jej się niedobrze. Nie zamierzała jednak prosić Mgiełki, aby nie posyłała jej więcej w to miejsce. Zajęcza Troska uważała się za odważną wojowniczkę i nie zamierzała dać po sobie poznać, że takie coś ją ruszało.
— Kto normalny kazał nam iść na patrol w taką zimnicę? — prychnęła zza jej pleców złotawa kotka, a liliowa kątem oka dostrzegła, jak ta strzepuje z siebie śnieg.
— Lider, któremu zależy na bezpieczeństwie klanu i tym, aby nie głodował — podsunęła, co spotkało się z niezadowolonym jękiem.
— Gdyby Mgiełka nie była kotką, klnęłabyś teraz gorzej ode mnie — stwierdziła Przyczajony Drozdoń.
— Nie zaprzeczę temu — odparła Zając, spoglądając na otaczające ich z każdej strony drzewa. To w tej okolicy zabiła ojca. Tu raz na zawsze zapewniła własnej duszy spokój i uczyniła siebie ostatnią z rodziny. Rodzice, rodzeństwo — wszyscy prócz niej już nie żyli.
— Możemy już jednak wrócić? — wtrąciła się Pszczela Duma. — Powoli zamarzam — dodała, dygocząc na potwierdzenie swych słów.
Złota ochoczo się z nią zgodziła, a Zając jedynie odwróciła pysk w przeciwną od nich stronę i przewróciła oczami. Wolała się upewnić, że nic podejrzanego nie dzieje się przy granicy, niż potem siedzieć w obozie zmartwiona, że jakaś kolejna nawiedzona banda samotników pędzi ich zabić.
— To wróćcie. Ja jeszcze sprawdzę skrawek dalej. Weźcie tylko zbierzcie to, co upolowałyśmy po drodze — dodała.
Niebieska szylkretka uśmiechnęła się do niej, a Drozdoń wydała z siebie pomruk zirytowania.
— Ale się rządzi. Jej dziewczyny są u władzy i od razu ta się poczuwa — burknęła cicho, co jednak doszło do uszu liliowej. Nie spodziewała się, że ktoś może uważać Mgiełkę i Srokę za jej partnerki, ale nawet ją to rozbawiło.
Choć łapy jej zamarzały, ruszyła w dalszą podróż. Powtarzała sobie, że za swoje poświęcenie i to, iż zaraz przemarznie do szpiku kości, w nocy znajdzie ukojenie i ciepło w pobliżu jej przyjaciółek.
— Chyba cię kiedyś już tu widziałem.
Odskakując w bok od źródła głosu, obróciła się do niego przodem. Nieopodal niej zarysowywał się ledwo widoczny kształt. Białe futro zlewało się z zaśnieżonym krajobrazem, za to jedynym, dzięki czemu widziała przed sobą kocura, był blask zielonych ślepi.
— Słucham? — powtórzyła. — Ciebie nawet nie powinno tu być. To teren Klanu Nocy.
Nieznajomy spojrzał na nią zaskoczony, po czym parsknął rozbawiony śmiechem i rozejrzał się. Dopiero teraz Zając spostrzegła blizny na jego ciele.
— Tak? To gdzie ten klan? — spytał. — Bytuję tu już od dosyć długiego czasu, czyżbyś zapomniała?
Skrzywiła się. Cóż za obrzydliwa jednostka, jakiś kolejny nawiedzony samotnik, tak jak przypuszczała, tylko tacy tu zachodzili.
— Wystarczy króliczy oddech, a zjawią się tu, więc póki masz szansę ujść z tego z życiem, radzę ci uciekać i nigdy więcej tu nie wracać — oświadczyła.
W zielonych ślepiach widziała dumę. Zrozumiała w tym momencie, że tak łatwo go stąd nie przepędzi.
— Nigdzie się nie zamierzam wybrać, a wiesz dlaczego? — mruknął z wyniosłym tonem.
— Bo jesteś głupi?
Kolejna salwa śmiechu uciekła z jego pyska, tym razem zagłuszając jej własne myśli i ten cichy głosik rozsądku, który podpowiadał jej, że szansę ma marne i powinna stąd uciekać.
— Niekoniecznie z tego powodu. Przyszedłem po swoją zemstę — rzekł, na co ona jeszcze bardziej się skrzywiła.
— Nie wiem, o czym mówisz. Jeśli jesteś z tamtej grupy, co tu wcześniej bytowała, to zmartwię cię, ale się spóźniłeś. Oni już nie żyją — rzuciła.
— Teraz to i ja nie wiem, o czym gadasz — odparł zmieszany, a po chwili jego pysk pokrył szeroki uśmiech. — Moja sprawa tyczy się ciebie. Dziwne, że nie pamiętasz, chociaż to, co pokrywa mi teraz mordę, mogło mnie z lekka zmienić. Poza tym byłaś wtedy dużo młodsza, ale jestem pewien, że to byłaś ty — mruknął, postępując o krok bliżej w jej kierunku. — Byłaś tu kiedyś. Towarzyszył ci czekoladowy kocur, ale gdy cię zaatakowałem, uciekł. Zabiłbym cię, ale w porę uratował cię jakiś bury dziad.
Otępiała zawiesiła na nim wzrok.
Uderzyła w nią fala wspomnień. Była uczennicą, ledwo co się tu przeprowadzili, a u władzy był jeszcze Rudzikowy Śpiew. Funkcje jej mentora pełnił Bażancie Futro, a na patrole musieli ciągnąć ze sobą jej ojca, który zachowywał się jak skończony wariat. Na moment została z nim sama i właśnie wtedy zaatakował ich ten sam samotnik, który teraz stał przed nią.
Zdradziecka Rybka uciekł, zostawiając ja na śmieć i gdyby nie nagłe zjawienie się Bażanta, zginęłaby wtedy, w tym miejscu, w którym teraz była, mogłyby co najwyżej leżeć jej szczątki.
— Musisz bardzo nie szanować życia, skoro wróciłeś tu po takim czasie, wiedząc, że znowu spotka cię to sa...
— Oh zamknij się, głupia. Widzę, że jesteś sama. Widzisz to, co zdobi mi pysk? Jesteś temu winna.
Powoli zaczęła cofać się w stronę obozu. Zaczynało się robić znacznie bardziej niebezpiecznie, niż się spodziewała. Wiedziała, że nie da sobie sama rady w starciu z wyższym i masywniejszym kocurem.
— I teraz dopiero uciekasz? — mruknął ze szczerym rozbawieniem.
Nie odpowiedziała mu, tylko odwróciła się i rzuciła pędem. Topiła się w śnieżnych zaspach, ale ani na moment nie myślała o zatrzymaniu się i odwróceniu, aby sprawdzić, jak radzi sobie jej przeciwnik.
Nagle łapy skrzyżowały jej się ze sobą. Poleciała na pysk, a mróz całkowicie przeszył jej ciało. Chciała szybko wstać, ale coś dopchnęło ją do ziemi. Ciężar nad jej grzbietem nie pozwalał jej się ruszyć.
— Ty... Ty szujo! — pisnęła.
— Nie martw się, to zaboli tylko przez chwilę. — Usłyszała nad uchem, nim nie poczuła bólu w okolicach karku.

***

Nie zginęła. Nie zabił jej.
Za to uczynił jej o wiele większą krzywdę. Długo leżała w śniegu, choć kocur porzucił ją spory czas temu. Nie była jednak już tą samą Zajęczą Troską, która wkroczyła na teren Brzozowego Zagajnika. Teraz czuła się okropnie. Obrzydzona własnym ciałem, obrzydzona całym światem.
Zapomniała o bólu fizycznym. Mróz przestał jej przeszkadzać. Za to to, co czuła we wnętrzu, było o wiele gorsze. Upokorzenie. Utrata godności, honoru, szacunku do samej siebie...
Nie miała już nic.

***

W końcu resztki chęci przetrwania zmusiły ją do zebrania sił i powrotu do obozu.
Nikomu nic nie powiedziała. Od razu zaszyła się w legowisku i schowała pysk w łapach. Była żałosna. Nienawidziła siebie coraz bardziej.
Bo z każdą chwilą coraz bardziej uświadamiała siebie, co się stało.

***

Czuła się źle. Z jednej strony była ciągle głodna, a z drugiej każdy posiłek z trudem przechodził jej przez gardło. Musiała się czymś zatruć, bowiem coś zdawało się ciążyć jej na żołądku. Z trudem doczłapała się do leża medyków, gdzie obecnie zastała tylko rudą kotkę, jak zwykle krzątającą się pośród intensywnie pachnących ziół.
Przedstawiła swój problem, pozwalając uzdrowicielce na przebadanie jej. Była wdzięczna losowi, że nie mają kocura na tym stanowisku. Po tym, co przeszła, wolałaby paść wycieńczona chorobą, niż dać mu się wyleczyć.
— Zajęcza Trosko. — Powaga, z jaką wypowiedziała jej imię, zmartwiła ją. — Spodziewasz się kociąt.
Brzmiała na równie zaskoczoną, co liliowa. Choć w tej drugiej momentalnie coś pękło. Jej duma, jej godność, jej honor — to wszystko rozpadło się, tworząc z jej wnętrza ruiny śmiałej wojowniczki, którą do tej pory była.
— Nie. — Tylko tyle była w stanie wyrzucić z siebie, słysząc jej słowa. Czuła się co najmniej, jakby ktoś wydał wyrok na jej życie. I w tym momencie była nawet zdania, że groźba śmierci byłaby lepsza.
Strzyżykowy Promyk zamrugała zmieszana, zerkając na nią.
— Przepraszam, ale co "Nie"? — spytała niepewnie.
— Nie chcę tego — wyszeptała, momentalnie zamykając oczy i blokując chmarze łez możliwość ujścia na wierzch. — Nie chcę ich w sobie. Zabierz to. Zabierz — powtórzyła, czując, jak coraz bardziej szczypie ją pod powiekami. — Nie potrzebuję tego. Klan ma dużo młodych.
Ruda medyczka milczała przez chwilę, najpewniej analizując jej słowa w dosyć wolnym (zdaniem Zając) tempie. Vanka nie dała jej jednak dojść do słowa. Zwyczajnie wstała i bez jakiegokolwiek pożegnania opuściła leże medyków.
Czuła wstręt wobec własnego ciała. Wobec tego, na co pozwoliła, by się z nią stało. Była za mało silna, aby się obronić. Albo inaczej.
Była po prostu słaba.
Nienawidziła siebie. Nienawidziła jeszcze bardziej kocurów. Odkąd w jej życiu zagościła Sroczka, wyrzuciła z głowy myśl, by kiedykolwiek mieć kocięta. A teraz? Teraz jej koszmar uciekł z jej snów i odnalazł szansę na zaistnienie w rzeczywistości.
Świat raz po raz pluł jej prosto w pysk.

Od Kruchej

 Jej nowe miejsce było… samotne. Nie podobało jej się bycie tutaj bez żadnego towarzystwa. Nie podobało jej się, że nie pozwalali jej już wykonywać obowiązków. Przeciągała trening Sówki pod jej opieką, jak tylko mogła, by teraz dostać postawioną granicę, gdy jej ciąża zaczęła być widoczna; tak naprawdę była już wcześniej, ale jej futro skutecznie pomagało jej się z tym kryć przez wiele wschodów słońca. Zawsze pilnowała, by podziękować towarzyszącym im wojownikom za pilnowanie ich bezpieczeństwa, bo, jako że Sówka była jedyną uczennicą na zwiadowcę, nie miała pary. Teraz musiała oddać ją pod opiekę Gęgawie. Nie był złym wyborem. Sama go poleciła. Ale martwiła się, tak czy siak, bo tak długo koteczka była jej odpowiedzialnością.
Tutaj nie było też nic, by zająć myśli. Mogła tylko siedzieć i pasożytować. Rozmyślać o wszystkim, co stało się w jej otoczeniu i w pewnym stopniu przez nią. Powstrzymywać wybuchy płaczu, co było trudne, gdy nie było czym się rozproszyć.
Do środka weszła Sadzawka, z dumnie podniesionym ogonem. Krucha szeroko uśmiechnęła się na jej widok, wstając.
— Cześć.
Otrzymała sztywne skinienie głowy w odpowiedzi. Cisza, która między nimi zapanowała, była gęsta, niekomfortowa. Spojrzenie wlepiane w nią wcale nie było przyjemniejsze.
— Jak dzieci? Twój powrót do normalnego życia? — zagadnęła pół żartobliwie. Zabawne, że tak wymieniły się z mentorką miejscami.
— Dzieci świetnie. Bardzo uzdolnione. 
— To świetnie! — zaszczebiotała.
— Ale. Mój biedny Padlina bardzo przeżywa wygnanie Larwy. — poinformowała i Krucha miała wrażenie, że wyczuwa w tym wyrzut. Otworzyła lekko pysk i nerwowo oblizała się po nim, dobierając słowa.
— Pewnie jest mu z tym trudno. — potwierdziła ostrożnie, uciekając przy tym spojrzeniem.
— Owszem. Stracić brata z takiego powodu… Z jego relacjami rodzinnymi to duża strata. 
Przytaknęła, ignorując niewypowiedziane oskarżenia. Pewnie sobie je wymyślała. Projektowała swoje wyrzuty sumienia na słowa Sadzawki.
— Dali ci coś przynajmniej w zamian? Było to opłacalne?
Zatkało ją. Gdy usłyszała te słowa, serce zabiło jej raz mocniej, by potem jakby całkiem zamilknąć, uciec wyżej, pojawić się jako gula w gardle. Wydała z siebie dźwięk jakby dławiona. Całe powietrze uciekło jej z płuc.
Wiedziała? Domyślała się? Czy to była aluzja? Nigdy jej nie wspominała o tym, co było w mieście. Czy zbadała jej przeszłość i chciała ją teraz wykorzystać? Upokorzyć i doprowadzić do wygnania?
— P-proszę? — załamał się jej głos, który z bólem i ledwo przecisnęła przez gardło, z szeroko otwartymi oczami.
— Pytam, czy było warto wywoływać ten konflikt, tylko po to, by lizać dupę liderowi.
Kremowa skurczyła się pod ciężarem jej słów. 
— Nic- nic takiego nie miałam- — zaplątała się we własnych myślach, chowając głowę głębiej w ramionach, przyciskając kończyny bliżej siebie — Chciałam im tylko pomóc, skąd miałam wiedzieć…
— Mogłaś się nie zgadzać! — plunęła od razu, po chwili jakby namysłu - choć Krucha miała dziwne wrażenie, że przyszła tutaj z gotowymi wyrzutami i tylko rozdzielała je czasowo - dodając — Czy może się nie zgadzałaś w ogóle? Naćpali cię na jakimś ich spotkaniu? Kryjesz ich? Albo sama ich zastraszyłaś. Co na nich znalazłaś? Zmanipulowałaś Agresta, by zdradził Kuklika?
Położyła uszy, po chwili spuszczając głowę, przebodźcowana i osaczona przez te wszystkie oskarżenia. Nie był to… temat, o którym bura powinna tak mówić. Z taką lekkością, prawdopodobnie wręcz prześmiewczo, chwilę pod płaszczykiem troski. Jakby nie spotkało to ich zastępczyni. Sama sugestia, że mogła coś takiego zrobić, sprawiła, że czuła się brudna i ciężka, że mdliło ją i chciała zniknąć. Nie mogła wiedzieć, co czuła Fretka; jej samej w końcu to nie spotkało, bo na wszystko się zgadzała. Ale wątpiła, by wyszła z tego taka, jaka była wcześniej. Nie znała jej, ale wątpiła i tak. Widziała efekty takich wydarzeń wiele razy, nim tu dotarła i przestała być tym przypadkowym świadkiem pojawiającym się w złym momencie.
Także nie rozumiała, czemu miałaby zrobić coś takiego. Czemu Sadzawka nawet i tym pomyślała? Czemu jej to mówiła? Nawet Larwa, ten sam Larwa, który w pierwsze spotkanie popchnął ją i sypnął piaskiem w oczy, nie poleciał tak daleko z teoriami. Co takiego jej zrobiła, by na to zasłużyć? Nie mogła nic sobie przypomnieć, co mogłoby sprowokować takie zachowanie. Zapewne odreagowywała tylko ból partnera, nie mając tego naprawdę na myśli. Mogła to znieść, ale nie sprawiało to, że czuła się mniej zraniona. Wręcz czuła łzy cisnące się jej do oczu. Jak zwykle zbyt brała to wszystko do siebie. A mimo tej świadomości nie mogła przestać zastanawiać się. Czemu teraz bura przyszła do niej? Minęło długo od tamtych wydarzeń. Chciała ją w potrzasku, z którego nie ucieknie?
Mrugnęła, mając pustkę we wspomnieniach z ostatnich paru… parunastu? uderzeń serca. Powoli przypomniała sobie, co się działo, że było to realne, pod wpływem zapachu złości i stresu. Wzięła głęboki wdech, mając nadzieję, że nie ten odruch był słyszalny razem z drżeniem, które wyczuwała. Na pewno było ono słyszalne. Ale mogła przynajmniej siebie okłamywać.
— Sadzawko. Czy mogłabyś wyjść? Proszę, jestem zmęczona. I jest późno. Możesz wrócić jutro, ale pewnie Padlina potrzebuje bardziej towarzystwa niż ja. — poinformowała cicho, z zaciśniętymi powiekami, modląc się, by jej głos brzmiał tak pewnie, jak chciała.
Bura prychnęła, sądząc po odgłosach, machając wściekle ogonem, ale odchodząc, żegnając się z przedrzeźniem jej imienia. 
Wypuściła powietrze, po czym dała sobie moment na kilka uspokajających liźnięć po swoim futrze. Podniosła głowę, upewniając się, czy poprzednia karmicielka wyszła, spojrzeniem napotykając zamiast niej plecy szylkretki, która agresywnie machała ogonem, prawdopodobnie patrząc ku legowisku wojowników, gdzie tamta zniknęła. Pewnie wolałaby być tam. Próbowała przekonywać Agresta, że nie ma potrzeby na ochronę dla żłobka, gdy jest w nim tylko ona, ale się nie dał namówić na odwołanie decyzji. W końcu pilnowano już wejścia do obozu, chodzono grupami lub parami, omijały ją dodatkowe patrole zwiadowcze, na które ją ciągnęło. Byli chyba bezpieczni. Ochrona legowiska lidera była jeszcze uzasadniona, bo był przywódcą. Ale jej? Jedyne co czuła to wyrzuty sumienia, że nie może nic zrobić i zajmuje wojownika przed robieniem pożytecznych rzeczy. Nie dziwiła się, że liliowa była zła. Przynajmniej na pewno w którymś momencie ktoś ją zamieni i nie będzie musiała tego robić.
— Mleczyk? — zagadnęła cicho, z chwiejnym z niepewności uśmiechem, patrząc teraz gdzieś w przestrzeń, gdyby kotka zamierzała się odwrócić, by nie, na ledwo odróżniane w mroku liście kaliny, nabierających pewnie koloru na wiosnę. By nie musieć spotkać jej spojrzenia. — Przepraszam, że musisz tu stać. I dziękuję. Jakoś ci potem to wynagrodzę. 
Chwilę czekała na odpowiedź, ale gdy cisza nie została przerwana przez inny dźwięk niż szuranie ogona, odwróciła się plecami do wyjścia i powoli, zbyt mocno naciskając językiem, zaczęła myć swoją sierści, chcąc pozbyć się tych wszystkich odczuć.