BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
02 września 2022
Od Mgiełki CD. Nastroszonego
Od Zajączka CD. Zdradzieckiej Rybki
Z pomocą miłej kotki, która wręcz rozczulała się na sam jej widok (bo przecież taka uroczo wyglądająca kruszynka nie może mieć złych zamiarów), zdobyła niewielki kawałek mchu nasączony lodowatą wodą, dopiero co pobraną z otworu w rzece. Przez Porę Nagich Drzew wszędzie był lód, ale wojownikom udało się rozbić z lekka jego powłokę i mieli skąd pić. Wróciła ze zdobyczą do cicho chrapiącego ojca, a gdy ten lekko uchylił pysk, wepchnęła mu roślinę do pyska.
Niech się dusi.
Sama dla niepoznaki od razu rzuciła się na swoje miejsce, udając, że przez cały czas spala. Tylko kątem przymrużonego oka obserwowała jego poczynania. Szmer. Wypluł to, co miał w pysku. Widać było, że wciąż był zaspany. Wydał z siebie charkoty i prychnięcia, a gdy pozbył się cieczy z gardła, rozejrzał po otoczeniu. Zajączek przymknęła ślepie, udając, że grzecznie spała.
Nie ruszyła uchem, ale nasłuchiwała uważnie dźwięków z otoczenia. Znów położył łeb na ziemi, wracając do spania.
Podniosła główkę, patrząc na ojca. I tyle? Kpina.
Poczekała chwilę i poleciała po nową kulkę, prosząc tę samą, nieznajomą kotkę o pomoc w nasączeniu tego wodą, a następnie powtórzyła akcje, wpychając mokry mech głębiej w gardło ojca.
Padła po chwili niczym martwa tuż przy jego boku. Ponownie patrzyła na niego spod przymrużonych ślepi.
Wstał i pochył łeb, krztusząc się mchem i cieknącą z niego wodą. Wsadził aż łapę do pyska, pomagając sobie z wyciągnięciem tego cholerstwa. Zakaszlał ponownie, drżąc na ciele.
Zajączek bezbronnie przeturlała się na plecy, jakby przez sen, lekko ziewając. Zamachała łapkami w powietrzu i ziewnęła, ignorując strach ojca. Ona się świetnie bawiła, słysząc jego agonialne jęki.
Położył łeb z powrotem na łapach, nieufnie zerkając na kocię. Zamknął oczy, a Zajączek podniosła się. Tak blisko! Już prawie widziała go martwego. Wojownikom powie, że sam oszalał i zeżarł pół posłania, przez co się udusił.
Poczekała dłuższą chwilę i powtórzyła akcje. Teraz ojciec miał zamknięty pysk, ale dzięki paskudnej bliźnie na wardze udało jej się choć trochę wepchnąć mokrego mchu do środka.
I wtem stało się to. Otworzył oczy, mordując córkę wzrokiem. Wypluł to co mu wsadziła za policzek, chwycił ją za kark i odstawił do kąta.
— Masz karę — warknął.
Zesztywniała, uderzając tyłkiem o ziemię, ale zaraz po tym zerwała się na równe łapy.
— O co ci chodzi? — rzuciła z przerażeniem w głosie. — Tato, co ty robisz?!
— To, co rodzic robi, gdy dziecko rozrabia. Posiedzisz tu kilka uderzeń serca i przemyślisz swoje zachowanie — zarządził, odchodząc od liliowej.
— Co proszę?! — jęknęła oburzona. — O czym ty mówisz? Ja spałam, a ty szarpiesz mnie nagle za kark i rzucasz w kąt! — wychlipała.
Nie przyzna się. Zdradziecka Rybka to wariat, a ze słów matki wynikało, że nieraz miał problemy z koszmarami. Nadszedł czas, aby dopiec mu jeszcze bardziej i udowodnić, jak bardzo bezwartościową kupą futra był.
— Widziałem, jak spałaś. Mech magicznie wleciał mi do pyska, a twoje łapki, wcale w tym się nie babrały. Nie kłam, Zajączku. Nakryłem cię na gorącym uczynku — syknął.
— Jakim uczynku? Jaki mech? — mamrotała zszokowana. Po chwili jej ślepia napełniły się łzami. — Tatusiu, na pewno wszystko z tobą dobrze? Ty... Ty miałeś chyba jakieś zwidy? — zasugerowała, zanosząc się głośniejszym płaczem.
Pokazał łapą wypluty mokry mech, który leżał na ziemi.
— To nie były zwidy, bo inaczej tego by tu nie było skarbie — prychnął, kopiąc mokrą kulkę w jej stronę. — I widziałem, że to ty robiłaś, więc nie kłam już. Masz karę. Nie weźmiesz mnie na litość tymi swoimi oczkami.
— Ale o co ci chodzi?! Jaki mech! Tu nic nie ma! — łkała jak głupia, patrząc w miejsce, w którym doskonale widziała wspomnianą rzecz. Ale mu tego nie powie. Niech się zadręcza.
Podszedł do mchu, dotykając go łapą. Chwycił w pysk roślinę i zrzucił jej na głowę. Vanka poczuła nieprzyjemny chłód na czubku łba, ale nie dała po sobie poznać, że cokolwiek się zadziało. Patrzyła na niego niewzruszona.
— A teraz widzisz? — zapytał zirytowany.
Przekrzywiła głowę na bok. Czas zrobić z niego wariata.
— Co mam widzieć? Widzę tylko ciebie — rzuciła ze zmęczeniem.— Tatusiu. Zaczynasz mnie przerażać… — wykrztusiła, kuląc się w kącie żłóbka. — Chcę do mamy…
Od Rudzikowego Śpiewu CD. Zdradzieckiej Rybki
Poza tym nie miał znajomych wśród nich. A patrząc na tych pierwszych, w głowie wciąż przelatywały mu wspomnienia z Rozżarzonym Płomieniem. Niegdyś był pewny, że dla kocura zrobiłby wszystko. Tęsknił za ciepłem rudego futra przy swojej mordce, za każdą okazaną czułością i liźnięciem w czubek głowy. Nie tylko miłe słówka padające z pyska Burzaka były dla niego błogosławieństwem. Kiedyś wystarczyło mu chociażby zwykłe „hej”, aby łapy miękły mu z wrażenia.
Te myśli zaczynały go dobijać. Skrzywiony otrzepał się, próbując przepędzić je ze swojej głowy.
— Umm, ładny księżyc o tej porze, prawda? Taki jasny. — Podjął się desperacko rozmowy, gapiąc się na wyjątkowo rozgwieżdżony nieboskłon.
Spostrzegł, że i czekoladowy podnosi wzrok ku górze.
— Tak. Bardzo ładny. Możemy tu się zatrzymać, jak chcesz — mruknął. — A jak ty... się trzymasz, po wiesz czym? — spytał, co zbiło rudego z tropu. Ledwo co obiecał sobie nie myśleć o tym.
— Dobrze. Nie mam takiego wstrętu do wody jak ty, po prostu wmawiam sobie, że sam się prawie utopiłem podczas pływania, a nie, że to wina jakiegoś psychola — odparł.
Za bardzo kochał zanurzyć się w rzece bądź jeziorku, aby teraz pozwolić sobie na wykluczenie tej czynności z życia. Duszczenie się nie było niczym przyjemnym i wręcz czuł panikę na wspomnienie tak długich chwil bez możliwości zaczerpnięcia oddechu, ale starał się nie łączyć tego wspomnienia z wodą.
— To ciesz się. Ja nie umiem o tym tak myśleć — westchnął żółtooki, spuszczając wzrok na własne łapy. — Ciągle go widzę. Nie chcę odejść. To jak niekończący się koszmar.
Rudzik nie dopytywał, o kogo chodzi. Domyślał się, że w związku z tematem Rybka obawiał się Zajęczej Gwiazdy.
— Może zwalczysz to kiedyś, a paskudne uczucie minie — podsunął, choć w pocieszaniu był kiepski. — Wiesz, masz teraz Bławatkowy Potok, na pewno ci pomoże ci to wszystko przeżyć. Jak chcesz, to też możemy się przejść czasem nad rzekę — zaproponował niepewnie. — Pokażę ci na nowo dobre strony wody.
— Dziękuję — odparł krótko. — Postaram się to zwalczyć. Jeżeli tego nie zrobię, Krucza Gwiazda mnie wygna. Nawet jak nie chcę... muszę wejść do wody. Ale na to jeszcze za wcześnie... może kiedyś — gdybał.
— Możesz próbować sobie wmówić, że wody w Klanie Burzy są po prostu inne, w sensie, że gorsze. My mamy świetne rzeki, w których żaden Nocniak się nie utopi — zapewnił, co brzmiało raczej jak pocieszenie dla naiwnego kocięcia, aniżeli dorosłego wojownika z prawdziwą traumą.
— Magiczna rzeka? — zdumiał się. — To... to brzmi nieprawdopodobnie...
— Może "magiczna" to złe określenie zważywszy na to, że Krucza mówi tak o swoich bachorach — mruknął, uśmiechając się delikatnie. — Po prostu może spójrz na to z innej strony. Klan Nocy to inne miejsce, bezpieczniejsze, tu się wychowywałeś i tu od zawsze było bezpiecznie. Nie licząc Kruczej, to dalej jest.
Czekoladowy zamyślił się na moment, a nim zdążył coś powiedzieć, Rudzikowy Śpiew ziewnął szeroko.
— Przepraszam, chyba jednak jestem trochę zmęczony — wymamrotał. — Powinienem jednak wrócić do obozu i trochę się przespać — dodał, patrząc na niego przepraszająco, bo w końcu skrócił ich wspólny, nocny wypad.
Od Nastroszonego cd Mgiełki
- Znasz naszego tatę?
Wojownik pokręcił głową. Tylko tyle? Jakiś taki mało rozmowny. Posłał siostrze spojrzenie, po czym szepnął jej na ucho.
- Jakiś dziwny...
- Trochę tak. - przyznała mu rację. - Ale za to kolejny potwierdził, że nie mamy taty! Chcesz się dalej rozglądać?
Nie miał zamiaru odpuszczać! Znajdzie swojego prawdziwego ojca nawet i na końcu świata! Musiał udowodnić Mgiełce, że ich matka była świrnięta. Wtedy może zrozumie, że od początku to on miał rację i przeprosi go za te próby ukamieniowania, których dopuściła się w żłobku.
- Nie potwierdził, że nie mamy taty tylko, że nie zna go - Nastroszył się na jej słowa. - Tak. Przepytamy wszystkich. Jak nikt nic nie będzie o nim wiedział to... to wtedy uznam, że był jakimś kotem spoza klanu.
Nie zamierzał dopuszczać do siebie myśli, że naprawdę pochodzili z nieba. To było takie nierealistyczne!
- Niech ci będzie. - ziewnęła znudzona, ponownie świdrując wzrokiem koty wokół nich. Gdzieś na skraju obozu wypatrzyła samotnie oddającego się swoim myślom burego wojownika o ciemnych, a wręcz czarnych pręgach. Skinęła łbem do brata i ruszyła przed siebie radosnym krokiem.
Od razu skierował się szybko za nią, podchodząc do nieznajomego. Ten widząc ich, otworzył zaskoczony pysk.
- A wy co tu robicie?
- Mama nam pozwoliła - powiadomił go. - Jesteś naszym tata? A może go znasz? - zapytał, mając nadzieję, że teraz uda im się czegoś dowiedzieć. Nawet maleńka informacja jak imię czy kolor futra, wystarczyłyby mu, by zakończyć dzisiejsze poszukiwania.
Niestety rodzeństwo dostrzegło jedynie tą samą rozkojarzoną minę i zdziwienie.
- Nie jestem nim, a nawet takiego nie znam. Tulipanowy Płatek nic wam nie mówiła? - w odpowiedzi Mgiełka pokręciła jedynie swoim małym łebkiem, by zaprzeczyć.
Zrobił niezadowoloną minę, gdy to usłyszał. Głupia mama! Mogła przyznać się do tego kto był ich tatą, a nie wciskać im kit o Klanie Gwiazdy, wtedy nie mieliby takich problemów!
- No ja mu mówię, że my nie mamy taty! A tak w ogóle to jak masz na imię? - dopytała zaciekawiona srebrna.
- Jestem Bażancie Futro, a wy maluchy to chyba Mgiełka i Nastroszony, tak?
- Tak! - potwierdził. - A nie wiesz z kim mama się zadawała przed naszym pojawieniem się? - spróbował chwycić się nawet tak ogólnej informacji.
- Tylko z Orzechowym Sercem, ale nie sądzę, by coś ich łączyło poza pracą.
Zapamiętał to imię, od razu rozglądając się za wspomnianym wojownikiem. Sam go o to wypyta! Nadzieja w nim na nowo zakwitła, bo skoro znał ich mamę, musiał być ich tatą lub też mogła powiedzieć mu kogo takiego kochała!
- Słyszałaś, Mgiełko? To na pewno on!
- Bzdury pleciesz. Nawet jeśli to on, ja w to nie uwierzę. - chlapnęła również rozglądając się za nowym obiektem wścibskich pytań Nastroszonego. - A-a jak on wygląda? - zapytała nieco mniej pewnie.
Kocur wskazał ogonem na kremowego, który właśnie wychodził z legowiska wojowników. Dymny od razu tam pobiegł, nie czekając na siostrę. Wojownik widząc kociaki, zdziwił się jak każdy. Aż takie budzili zainteresowanie? Nigdy nie widzieli maluchów szukających ojca?
Przyglądając się jego głowie, otworzył z szokiem pysk, krzywiąc przy tym nosek. On... on nie miał oka! Wyglądał... dość strasznie. Mama z kimś takim się zadawała? To już rozumiał, dlaczego była czasami taka... przerażająca. Coraz bardziej obraz rodzicielki zaczął mu się zakrzywiać. Aż jakoś odechciało mu się pytać o domniemane ojcostwo, kogoś... takiego. Jednak nie mógł się wycofać, bo wyjdzie przed siostrą na cykora.
- Hej... - chrząknął, by nie wydać z siebie głupiego pisku. - Jesteś naszym tatą?
- To wy jesteście kociętami Tulipanowego Płatka? - zapytał, ignorując zupełnie pytanie.
- Tak to my. - przyznała srebrna. - Ja jestem Mgiełka a to Stroszek! - przedstawiła się wskazując łapą na brata. Kocur uśmiechnął się i również przedstawił.
- Wiem, wiem. Ja za to jestem Orzechowe Serce.
- Nie jestem Stroszek, tylko Nastroszony! - poprawił kotke, bo nie chciał, by jakiś obcy tak na niego wołał. Nie pozwoli sobie zmienić imienia na te głupie przezwisko!
- To powiesz coś o naszym tacie? Znasz go? - spróbował ponownie zapytać.
Wojownik westchnął, kręcąc głową.
- Nic nie wiem. W obozie z nikim jej nie widziałem i nic mi nie mówiła. Dla mnie to też było zaskoczenie.
Zalała go fala ulgi, bo bezoki wojownik okazał się tylko jej znajomym. Ale też fakt, że nic nie wiedział kogo mama kochała, był irytujący. Nie było mowy, by miała rację! Gwiazdki nie istniały, nie mogły ich jej dać!
- Mówiłam ci! Jak zwykle miałam rację. - ucieszyła się srebrna.
- Wcale nie! - burknął niezadowolony. Nie mogła mieć racji. Mimo, że przez brak oka, kocur budził w nim mieszane uczucia, podszedł bliżej, wbijając w niego wzrok.
- Mama mówi, że zesłał nas jakiś Klan Gwiazdy i on to nasz tata - Skrzywił się. - A jak jest naprawdę? Musisz wiedzieć jak powstają kocięta!
Wojownik słysząc to, zaczął rozglądać się na boki.
- Jak będziesz starszy to się dowiesz - zbył jego pytanie, powodując że jego sierść nastroszyła się bardziej. Jak to jak będzie starszy?! On to musiał wiedzieć już teraz!
Od Tygrysiej Smugi CD. Zwęglonego Kamienia
Zastrzygła uszami, niechętnie przenosząc wzrok na wspomnianą dwójkę. Teraz pozornie niewinnie bawili się w kącie żłóbka, choć podniesiony głos szylkretki i zbulwersowane piski rudzielca były sprzeczne jej oczekiwaniom.
— A były kiedykolwiek kłopotliwe? — spytała, choć prawdę sama doskonale znała. — No dobra, Diament... Diament to Diament, w jej temacie bywa różnie — westchnęła, zastanawiając się, skąd ten mały stworek wziął pomysł nasrania liderce do legowiska.
— Nie poznałem jej, ale słyszałem plotki, jak zostawiła Kamiennej Gwieździe prezent. Jest odważna, to trzeba przyznać. Wyrośnie na silną wojowniczkę — rzekł pocieszająco.
Tygrysia Smuga pożałowała, że już wcześniej pomyślała o tym zdarzeniu. Dla odmiany wolałaby usłyszeć, że jej potomek zrobił coś dobrego.
— Ah, ten prezent. — Skrzywiła się. — Nie wiem, skąd się w niej to wzięło, ale naprawdę, ja jej nie uczyłam takich zachowań. Tak, jest uparta, w tym nie ma nic złego. Mam tylko nadzieję, że wyrośnie z tak głupich pomysłów — oznajmiła.
Czarny pokręcił głową, uśmiechając się lekko.
— Ja jako kocię wymknąłem się na zgromadzenie. Też nie byłem święty. Teraz jednak słucham się poleceń i nie robię już niczego ryzykownego. Kot uczy się na błędach, a kocięta muszą wiele rzeczy przetestować, by odkryć, kim są — pocieszył ją.
Pamiętała, jak wielkie zamieszanie wynikło z jego udziałem. Mimo wszystko w jej oczach od zawsze był spokojny i miły, na pewno nie można go było porównać przez wzgląd na wybryki do Diament.
Przełknęła ślinę. Nie chciała się godzić z tym, że zapewne popełniła w jej wychowaniu błąd, pozwalając jej na zbyt dużo.
— Niby prawda, ale większość nie sprawia aż takich problemów wychowawczych. No i teraz nie mamy liderki tyranki, to jest trochę... Łatwiej — dodała, krzywiąc się na myśl, co mogłoby być, gdyby szylkretka rozrabiała tak przy poprzedniej władzy.
— Nie martw się. Gdy zostaną uczniami, będzie ci na pewno lżej. Mentorzy przejmą obowiązki wychowawcze, a ty zajmiesz się sobą — stwierdził.
Sama już zapomniała, że była zastępcą. Pokiwała głową.
— No tak — powiedziała. — Wolę mieć jednak na nie czasem oko. Martwię się, że sobie nie poradzą — przyznała, choć brak wiary we własne dzieci nie był raczej niczym dobrym.
— A coś cię niepokoi? Jelonek jest... nieco grubiutki, ale jak zacznie rosnąć, to na pewno to zniknie. A teraz, gdy jest głód to atut — palnął, co spotkało się z jej lekko skrzywionym spojrzeniem. — Diament jest silna, też raczej nie umrze. Znaczy... ugh... Nie martw się na zapas, bo stres szkodzi zdrowiu — dodał pospiesznie.
— Nie martwię się aż tak. Ale jeśli będzie tak utrudniać wszystkim życie dalej, to nie zdziwię się, jeśli Kamień będzie chciała ją kiedyś... wygnać — wykrztusiła z trudem.
Nie wyobrażała sobie takiej straty, ale była świadoma, że jeśli szylkretka nie przystopuje ze swoimi żarcikami, to czarnej puszczą nerwy i skończy się to tragicznie.
— Wyrośnie z tego. Jesteś dobrą matką, po prostu masz wiele na głowie. Tak się zdarza... — zawahał się, jakby chciał coś więcej powiedzieć, ale w końcu uciął ten temat. — A jak się czujesz? Ta Pora Nagich Drzew jest potworna. Mało co udaje się złapać — fuknął, patrząc z lekkim oburzeniem w stronę wyjścia, które w sporej mierze przysypane było białym puchem.
— Dziwnie. Niby bywało zimniej, ale dawno stos nie lśnił takimi pustkami. Myślałam wcześniej, by być z dziećmi do ostatnich chwil ich młodości, jednak czuję się źle z tym, że nie mam jak wspomagać klanu. Wkrótce wracam do aktywnych polowań. Będę szukać uparcie, chociażby dla nich — rzuciła z westchnięciem, spoglądając po raz kolejny na swoje pociechy.
<Węgiel?>
01 września 2022
Od Tygrysiej Smugi CD. Jelonka
— Jelonku — zaczęła łagodnie, choć temat był dla niej mocno drażliwy. Od zbyt wielu kotów usłyszała już niepokojące wieści na temat jej syna. — Masz mi coś do wyjaśnienia — rzekła stanowczo. To nie było nawet pytanie, oboje wiedzieli, o co chodzi i nie było sensu przedłużać tego, co nieuniknione.
— Ja jestem grzeczny. Stalałem się zawrzeć tylko przyjaźnie, mamusiu. Nie chciałem, by ktoś był na mnie za to zły. — Spuścił główkę. — Oni nie lubią, gdy ktoś jest miły...
— Skarbie, z tego co słyszałam, to co im mówisz, w ogóle nie jest mile — westchnęła. A Jelonek miał być podobno tym mniej problematycznym dzieckiem. — Wyrażasz się wulgarnie i obrażasz każdego. Wiesz, że takie zachowanie nie przystoi komuś, kto ma zostać dobrym wojownikiem dla klanu? Z tych, którzy powinni być twoimi przyjaciółmi, robisz sobie wrogów — ostrzegła, choć pożałowała swoich słów, widząc zbierające się w kąciku jego oczu łzy.
Rozpłakał się, wtulając w jej futro. Skrzywiła się, bo ni stąd, ni zowąd obleciał ją nieprzyjemny chłód.
— J-ja nie chciałem ich oblazać. Ja tylko... tak mi taka pani powiedziała, że to komplementy i wszyscy mnie polubią. A telaz nikt mnie nie lubi. Nawet ty — wykrztusił, a ona nie była pewna, czy w jego głosie słyszała smutek, czy wyrzuty skierowane w jej stronę.
Nie chciała doprowadzić dziecka do płaczu, ale musiała być bardziej konsekwentna w czynach. Przez Kamienną Gwiazdę doszła do wniosku, że nie można faworyzować nikogo, niezależnie od tego, jak żal by jej tego kogoś nie było.
— Ja cię dalej kocham skarbie, ale mogę przestać, jeśli będziesz się tak brzydko zachowywać — mruknęła, wąchając się. Prawdopodobnie przesadziła z tymi słowami. — Co za pani ci takich bzdur naopowiadała? — spytała, ale w pierwszej chwili jego odpowiedzią stał się głośniejszy płacz.
— M-mamusiu nie. Ploszę. Ja będę grzeczny. Nie zostawiaj mnie! — Mocno się w nią wczepił łapkami, obsmarkując zarówno siebie jak i jej futro.
— Kto ci powiedział, że te słowa są ładne? — powtórzyła, starając się nie zwracać uwagi na jego łzy. Nie mogła mieć problemów w klanie przez brak wychowania u dzieci.
— T-taka luda pani... — Pociągnął nosem. — Mak... jakaś... — chlipał.
— Makowa Furia? — spytała delikatniej, wdzięczna za to, że chociaż nie utrudniał, tylko wprost mówił to, co chciała usłyszeć. W międzyczasie zaczęła myśleć nad tym, jak porozmawiać z kotką, do której jedyne co, to mówiła „Cześć” każdego ranka. — I coś ci jeszcze mówiła?
— Um... tylko to, że ludy jest gwiazdką, a nieludy to leszcz. Olaz te miłe pochwały dla kotów... — Pociągnął noskiem, patrząc na nią błagalnie.
— To bardzo brzydki podział, wiesz? Przez takie podejście zmarło wielu dobrych wojowników — rzekła łagodnie. — Leszczami są ci, co obrażają innych i sprawiają im przykrości. To brzydkie określenie. A gwiazdką może być każdy — dodała z lekkim uśmiechem.
— Przeplaszam mamusiu... — Pochylił łebek ze skruchą w głosie. — Już nie będę niegrzeczny. Ja nie wiedziałem, że to było złe... — zapewniał.
— Wybaczam ci, ale będziesz musiał jeszcze przeprosić każdego, kogo skrzywdziłeś swoimi słowami — upomniała. — I w życiu nie próbuj więcej tak mówić. Możesz komuś powiedzieć, że jest miły, ładny czy też mądry, jeśli chcesz sprawić mu przyjemność. Ale to, co mówiłeś, nie było ani trochę dobre.
Od Tygrysiej Smugi CD. Maleństwa
Uniosła pysk w górę, węsząc za zwierzyną, ale mróz szczypał ją w nos i nie szło jej to najlepiej.
— Kiepsko — skomentowała, rozglądając się po bokach. — W życiu nie widziałam takich pustek, a wydaję mi się, że bywały chłodniejsze Pory Nagich Drzew — rzekła, zatrzymując się przy podejrzanie wyglądającej wypukłości w śniegu. Rozkopała ją łapą, z naiwną nadzieją na coś pożywnego, jednak jedyne, co ujrzały jej oczy, to sterta kamieni.
— Nic z tym nie zrobimy... Powinniśmy się wynieść i poszukać pożywienia gdzie indziej — stwierdził ze znużeniem rudzielec, siadając nieopodal. — Nie ma sensu chodzić ciągle w to samo miejsce, licząc na cud.
Skinęła głową, kierując się w jego kierunku. Nie spuszczała z niego wzroku, bo choć czuła się swobodniej, to nie chciała go zgubić.
— To chodźmy może bliżej granicy z Klanem Wilka, tam zawsze dużo zająców kicka — przypomniała.
Zgodził się bezproblemowo, więc ruszyli w tamtą stronę. Rozglądali się cały czas po otoczeniu, lecz niczego nie dostrzegli, ani nie wyczuli. Przeszli się wzdłuż granicy, nie natrafiając nawet na żadnego Wilczaka.
— Nadal nic — miauknął, kierując na nią wzrok. Zdawał się oczekiwać, że wymyśli coś sensownego dla ich nieciekawej sytuacji. Zapewne miał nadzieję upolować cokolwiek na jego pierwszym wypadzie poza obóz po tak długim czasie odbywania kary. Tygrys wręcz czuła jego zawód.
Mimo wszystko widać było jednak po nim rozluźnienie. Nie wyglądał na zdenerwowanego, lecz spokojnego. Wziął głęboki oddech, a para buchnęła mu z pyska. Srebrna nieraz była w szoku, że z kogoś, kto był zirytowany samym jej widokiem, zrobi się całkiem dobry kompan do rozmów.
— W sumie... to mam pytanie. Czemu załatwiłaś nam ten spacer? Przecież zasługuje na gnicie w żłobku do usranej śmierci. Każdy w obozie ci to powie.
Zaskoczyło ją to nagłe pytanie. Nie myślała o tym, ale powód od razu sam nasunął jej się na język.
— Każdy w obozie ma inne zdanie. To, co twierdzi większość nie zawsze jest prawdą — odparła ze spokojem, spoglądając na niego z takim wyrazem pyska, jakby to wszystko było oczywiste. — Sam wspomniałeś o tym, że chciałbyś się przejść. Zresztą ruch, który odbywasz dziennie, nie jest tym, który spełniałby twoje zapotrzebowania. Uznałam, że przydałoby ci się rozprostować łapy na dłużej. Karą kara, ale jak się przewietrzysz raz porządnie, to ci się lepiej będzie myśleć — zauważyła.
Od Urdzika (Urdzikowej Łapy) Cd Wilczka (Wilczej Łapy)
- Ale zawsze mogą kłamać, prawda? Ta cała przybłęda co może wiedzieć o leczeniu łysych placów!- pisnął, odsuwając się od matki, przy okazji prawie wpadając na jakiegoś śpiącego kociaka. Nawet nie chciał zobaczyć na kogo. Powiedziałby im więcej, jakiekolwiek dowody dlaczego nie mogą ufać tej całej Safocoś, ale na pewno mu nie uwierzą. Wściekle zmarszczył pyszczek, przybierając obrażony wyraz twarzy. Oni na pewno nic nie wiedzieli! Bo Wilczek i Igiełka dalej byli dziwni mimo tego, że niby tamci się nimi opiekowali. Tragedia! Po prostu tragedia! Dalej bacznie obserwując rodzeństwo położył się na mchu. Bo w końcu, jeżeli zaczną się krztusić czy coś w tym stylu to musiał powiedzieć mamie.
Upolowałby zdobycz, gdyby zdobycz nie była szyszką. Jego mentor uważał że musi ćwiczyć pozycję łowiecką, lecz był pewien że tylko się z niego naigrywał. Oczywiście, nie powiedział tego tylko jak zawsze skinął głową. Czemu ten zapyziały Klan Gwiazdy nie mógł zesłać jakiejś zdobyczy, bo jeszcze się nie nauczy dobrze polować! Zresztą i tak miał gdzieś tą umiejętność. Czekał na naukę walki a nie coś, co obecnie nie przyda się mu. Była zima i wszechobecny głód. I tak nie uda mu się nic znaleźć. Stos był pusty tak jak brzuchy innych. Dziwne, podobno kiedyś tak nie było.
Spojrzał na Wilczka. Ciekawiło go, czego takiego się uczyli. Pewnie czegoś o wiele lepszego niż on. Co jeżeli już ćwiczyli walkę? Jeżeli tak, to bardzo im zazdrościł. Mama powtarzała mu, że przecież uczy się potrzebnych rzeczy i tak dalej ale on chciał wiedzieć jak atakować innych! Nawet co z tego, że Kruczy Zmierzch go tam uczył obrony, on chciał się bić! Irytujące…
Od Urdzikowej Łapy Cd Cichej
Zmarszczył brwi i podszedł blisko do kotki, która była zajęta patrzeniem się na ślimaka. Po chwili zdała sobie sprawę z jego obecności i odruchowo się odsunęła. Prychnął zniesmaczony. Strasznie dziwna. Nie lubił jej tak mocno.
-Nawet nie udawaj chorej. Kiedyś się jeszcze policzymy- wysyczał cicho do ucha kotce, która przybrała zdziwiony wyraz twarzy. Aż za dobrze udawała swoją niepełnosprawność!
Odsunął się od niej machając ogonem. Nie chciał marnować na niej swojego cennego czasu, którego mógł wykorzystać na trening. Zresztą, jego mentor już czekał. A on był gotowy. Więc po co dalej chodził bezczynnie i to jeszcze koło takich idiotów? Zastrzygł tylko uchem i ruszył w stronę wyjścia z obozu.
Był taki szczęśliwy, że mentor w końcu pokazał mu jakieś ruchy. Choć nie były aż tak brutalne jak chciał, to był szczęśliwy. Aż promieniał dobrą energią. Miał jak przylać tej głupiej kotce. Akurat siedziała znowu w obozie. Jedyny minus, to inne koty, więc nie mógł tego zrobić. No i ciekawiło go dlaczego Cicha co chwilę uciekała. To było dziwne zachowanie. Usiadł i z zaciekawieniem wpatrywał się w nią, próbując dopatrzeć się jakichś dowodów, że nie jest głucha. Na pewno kłamie.
Od Urdzika (Urdzikowej Łapy)
Doczekał się swojego mianowania. Był pewien, że da sobie radę. W końcu, miał te 6 księżyców i przestał być dzieckiem. Wypiął dumnie pierś, spoglądając na mentora. Wilcza Pogoń będzie z niego zadowolona! Zostanie dla niej najlepszym wojownikiem, postara się dostatecznie, by przynieść chwałę ich rodzinie. A jego rodzeństwo na pewno też będzie świetne. W końcu, jedyny kot o którego musiał się bać to Aksamitka, by ze swoją naiwnością nikt jej chciał zmanipulować. Była w końcu taka mała! Może powinna jeszcze przesiedzieć w żłobku? Byłoby dla niej bezpieczniej. Z troską spojrzał na uśmiechnięty pyszczek siostry. Nie no, powinna sobie dać radę. A jeżeli nie, to on jej pomoże jak będzie mógł. Uratuje ją!
- Mamo! Będę wielkim wojownikiem!- zamruczał cicho, wtulając się w miękkie futro wojowniczki. Będzie walczyć! Tropić! I polować, codziennie coś przyniesie! No może, o ile minie Pora Nagich Drzew i się tego nauczy. Spojrzał ostatni raz matce w oczy. Nie mógł marnować czasu. Musiał zapoznać się z mentorem, zobaczyć tereny i w ogóle to wszystko zrobić. Odsunął się od Wilczej Pogoni i zbliżył się do kota, który miał go teraz uczyć. Nigdy nawet o nim nie słyszał (zresztą, o nikim prawie nie słyszał bo nie lubił głupich historii), ale to chyba dobrze, skoro się nie wyrywał. Wyglądał na bardzo poważnego kota. Czyli zapowiadało się dobrze.
***
Szczerze, to nie podobało mu się to wszystko. Tylko chodzili i dowiadywał się jakichś bezużytecznych rzeczy! On chciał już trening walki, by móc jeszcze bardziej chronić jego rodzinę. No i jaki wojownik nie umie się bić, no halo! Potrzebował tego a nie chodzenia i poznawania terenów… Ale miał nadzieję, że jeszcze się tego nauczy. W końcu, musiał porządnie wlać Srokoszowi, jakiemuś dzieciakowi obcemu. Obrzydzał go pod każdym względem i jeszcze na niego zwalono winę! No i ta druga głucha niedojda, która nawet mianowania nie miała. I dobrze, śmiecie powinny znać swoje miejsce.
Zamrugał zmęczony. Powinien iść już spać czy próbować cokolwiek ćwiczyć? Nie wiedział jak działa bycie uczniem, ale postanowił jednak dać sobie spokój i dać odpocząć nogom.