BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

01 września 2022

Od Mgiełki

Biegła ile sił w łapach z niespotykaną dotąd prędkością. W kilka bić serca przebiegła wszystkie klany, nie wiedziała dlaczego, ale przed czymś uciekała. Coś co ją goniło sprowadzało coraz to większą ciemność. Nie zdążyła jednak zrobić kroku i ziemia się pod nią rozstąpiła. Wpadła do jakiejś czeluści, mrok spowijał to miejsce. Mrugnęła dwa razy. Wszystko zniknęło. Gdy otworzyła oczy wokół niej zaczęły pojawiać się gwiazdy jedna po drugiej. Słyszała niewyraźny bełkot, którego nie potrafiła odczytać. Tak szybko jak się to wszystko pojawiło, tak również szybko zniknęło, a ona spadła.
Obudziła się leniwie mrużąc swoje małe ślepka. Obracając łeb dostrzegła brata z zapałem napełniającego brzuszek mlekiem. Tulipanowy Płatek leżała wygodnie na posłaniu z mchu, najwyraźniej oddając się popołudniowej drzemce. Mgiełka rozciągnęła ciałko i zerknęła za żłobek, to jednak nie było południe, a środek nocy. Przycupnęła więc obok kamienia w wejściu i zaczęła podziwiać gwiazdy. Ta cała gonitwa jej się tylko śniła, ale czy był to tylko sen? A może koszmar? Nie wiedziała i nie rozumiała. 
Spoglądała w niebo, było bardzo piękne i gwiaździste. Mama opowiadała, że to sam Klan Gwiazdy tchnął w nią życie i Mgiełka od początku w to wierzyła. Czuła się bardzo dobrze o tej porze, może faktycznie coś ją łączyło z nocnym niebem. 
Strzepnęła uchem gdy zauważyła, że jakiś wojownik idzie w jej stronę. W mgnieniu oka schowała się za ścianami kociarni i kątem oka zerknęła na mamę. Kocica powoli otworzyła ślepia wyprostowując całe swoje ciało.
- Coś się stało Mgiełko? Czemu nie śpisz? - zapytała zaspanym, ale jednocześnie pełnym uczuć głosem. 
- Miałam dziwny sen. - odparło kocię.
Tulipan bez słowa zbliżyła pysk do kocięcia eksponując swoje dużo większe ślepia. Liznęła córkę czule po pyszczku.
- Opowiadaj skarbeńku. - zachęciła. Niebieskooka zerknęła jeszcze szybko na brata sprawdzając czy śpi. Mały głuptas upił się mlekiem o odleciał.
- No to... - zaczęła - śniło mi się, że biegłam. Byłam duża, taka jak ty mamusiu! - wyjaśniła. Matka skinęła łbem zachęcając do kontynuowania.
- Biegałam tak szybko, że przebiegłam wszystkie klany! Ale coś mnie goniło i tam ciemno było. - mruknęła lekko przestraszona na samą myśl o ciemności otaczającej nieznaną jej postać we śnie. - Potem spadłam i pojawiło się pełno gwiazdek, tak jak na niebie! I znowu spadłam i się obudziłam.
Tulipan zmierzyła córkę z dość poważną miną na pysku.
- Od zawsze wiedziałam, że jesteś wyjątkowa. - miauknęła tuląc się do niej. Mimo wielu emocji towarzyszących kotce w tym momencie odwzajemniła przytulasa mamy i zanurkowała do jej brzuszka w poszukiwaniu źródła mleka. Była szczęśliwa, że powiedziała o tym mamie, czuła, że ona jako jedyna potrafiła ją zrozumieć. Nastroszony zaś zawsze musiał mieć swoje własne zdanie, które negowało istnienie Klanu Gwiazdy, co bardzo denerwowało niebieską. Wierzyła w swoje przeznaczenie i niczyje zdanie nie było w stanie zmienić jej poglądów. Po odbytym nocnym posiłku mała ponownie zatraciła się w śnie.



Od Maleństwa cd Tygrysiej Smugi

*jeszcze porą Nagich Drzew*

Nie wierzył własnym uszom. Kamienna Gwiazda zgodziła się go na chwilę stąd wypuścić? To było wręcz niemożliwe. Przecież mu nie ufała. Na dodatek miał iść sam na sam z Tygrys? Bez żadnej obstawy? Uniósł łeb, gapiąc się na nią tak, jakby właśnie zobaczył ducha. 
— Co takiego? Nie wkręcasz mnie? — zapytał, bo naprawdę brzmiało to niepodobnie do czarnej liderki. 
— Nie — odparła, kręcąc głową dla potwierdzenia swych słów. — Muszę ci przyznać, że sama jestem w szoku.
Wstał powoli nadal nie dając temu wiary. Wyszedł ze żłobka, rozglądając się za czarną, która na pewno zaraz go pogoni z powrotem, gdy ujrzy co knuli, lecz nic takiego się nie stało.
— I możemy sobie iść? Sami? — dopytał dla pewności. 
— Tak! — rzekła z lekko uniesionym od ekscytacji głosem, co było do niej niepodobne. — Tylko we dwoje, bez żadnych opiekunów siedzących ci na ogonie — rzekła spokojniej.
To mu się śniło? Bo na to wyglądało. Wyszedł ostrożnie z obozu z rudą, uważnie rozglądając się na boki. Nikt naprawdę za nimi nie poszedł. Byli tu... sami. Śnieg chrzęścił pod łapami, gdy kierował kroki przed siebie. Gdy znaleźli się daleko od obozu, całe napięcie go opuściło, a on odetchnął pełną piersią. Wolność... Upragniona wolność. Brakowało mu tego. Spojrzał na Tygrysią Smugę, uśmiechając się do niej z satysfakcją. Musiał wyglądać jak podekscytowane kocię, które po raz pierwszy opuściło ściany żłobka i w sumie... była to prawda. Już od kilku księżyców jedyne co widywał to dół, który kopał, legowisko medyka i kociarnia. 
— Jesteś... niezwykła. Dziękuję. 
— Cała przyjemność po mojej stronie — odparła. — Widzisz? Kamień nie taka straszna, jak o niej mówią.
Ta jasne. Nie miał pojęcia jak kotka to zrobiła, ale na bank musiała jakoś się liderce podlizać. Bez powodu nie zrobiła jej swoim zastępcą.
— Więc możemy iść teraz gdzie chcemy, tak? — Zaczął rozglądać się po terenie z uwagą. 
Nie czuł zwierzyny, co go rozczarowało. Wbicie kłów w żywą istotę, by odebrać jej życie, było najlepszą formą wyżycia się, której wręcz łaknął. 
— Owszem, z tym, że proszę, byś nie uciekał. Jeśli pokażemy Kamień, że umiesz się zachowywać poza obozem i to bez obstawy, spojrzy przychylniej na zwrócenie cię chociaż do legowiska uczniów — mruknęła pogodniej. — I nie zbliżamy się do terenów Klanu Nocy, dobrze? Wolę nie kusić losu, gdyby... Gdyby ktoś miał tam być.
— Nie zamierzam się tam zbliżać, więc się nie przejmuj. — miauknął, kierując kroki ku małemu zagajnikowi, który był jedynym źródłem drzew na ich terenie. — Tutaj rósł mak — Wskazał Tygrys przestrzeń pokrytą przez śnieg. — Pomagałem go zrywać, a tam pomiędzy tymi drzewami zbierałem patyki i pajęczynę oraz ukrywałem się, by nie wrócić do obozu. Wtedy było tak gorąco... — wspominał. 
— Ah, nawet nie przypominaj, nieraz myślałam, że się uduszę — burknęła. — Za to teraz wszyscy zamarzamy na śmierć — dodała, strzygąc uszami. Szła za nim, rozglądając się z ulgą po terenie. 
— Tak. Okropnie zimna ta Pora Nagich Drzew — zgodził się z nią, wchodząc do zagajnika. 
Spojrzał na drzewo, po czym wbił w nie pazury, przejeżdżając nimi po chropowatej korze. Uczucie satysfakcji wypełniło go całego. Wojowniczka przyglądała mu się z uwagą, gdy haratał świerk, na którym pozostały ślady po tym czynie. 
— Cóż, masz teraz zastępstwo dla swojego patyka. Tylko większe i takie, którego chociaż nie złamiesz — zażartowała.
— Prawda. Chociaż wolałbym królika. Na nim nie łamią się pazury — prychnął, puszczając się drzewa. — Ale dobrze jest się poruszać w inny sposób niż kopanie tuneli.
— Królika? — mruknęła. — Będzie ciężko. Teraz w Porę Nagich Drzew, siedzi wszystko w swoich norach, więc znalezienie chociażby małego ptaszka albo myszy polnej graniczy z cudem — rzekła, rozglądając się z namysłem. — Kamienna Gwiazda nie mówiła nic o tym, aby szybko wracać... Nic się nie stanie, jak sobie trochę poszukamy.
— Jesteśmy na spacerze, to możemy pospacerować i poszukać czegoś. Nie pogardziłbym mięsem. Te racje co nam dają, to ledwo wystarczą dla kocięcia — prychnął, znów wyżywając się pazurami na drzewie.
— Przynajmniej każdy coś może zjeść. Mało bo mało, ale... No cóż, miejmy nadzieję, że więcej już takich głodówek nie będzie.
Miał również taką nadzieję. Czuł się niczym nierudy za rządów Piaskowej Gwiazdy, jak to zwykle mówiła Kamienna Gwiazda. Jego żołądek był pusty i dopominał się o pokarm. Wiedział, że schudł po tym jak czuł, że lżej mu się chodziło niż zwykle. Mięsnie na szczęście jeszcze jakieś miał. Po kopaniu tunelu, łapy mu się wzmocniły i to porządnie. Jedyny plus tej okropnej kary.
— To w drogę — zarządził, kierując kroki w teren, próbując wyłapać zapach posiłku.

<Tygrys?>

Od Mgiełki CD. Nastroszonego

Usiadła w miejscu bacznie obserwując to co robi starszy od nich kot. 
- Mama nam pozwoliła się przejść. - odpowiedziała. 
- Tulipanowy Płatek? A no tak...
- A pan jest znajomym mamy? - zapytał Nastroszony.
- Chyba nie ma kota w klanie, który jej nie zna... - prychnął pręgowany zniesmaczenie. 
- No w sumie mamusia mówiła, że każdy kocurek się za nią ogląda, ale przecież nie może tak się oddać byle komu! W końcu wybrały ją Gwiazdki i pojawiliśmy się my. - wymruczała radośnie, na pysku wojownika malowało się rozkojarzenie. Najwyraźniej kompletnie nie wiedział o co chodzi Mgiełce.
- Mgiełko, ten pan nie chcę o takich rzeczach słuchać. To wojownik - odparł z dumą, patrząc na niego z zachwytem. - Jest pan naszym tatą? 
Widziała jak to pytanie jeszcze bardziej, rozkojarzyło kocura, który potrząsnął głową. 
- Nie. Nie jestem. Zamiast psocić i gadać głupoty, weźcie się za siebie - miauknął, mierząc ich krytycznym okiem. Niebieska położyła po sobie uszy, jednak szybko przybrała dumną postawę.
- Widzisz Stroszku, mówiłam, że to Klan Gwiazd... - przewróciła oczami. Ten sam gest wykonał wojownik zirytowany już pewnie tą całą gadaniną. Brat tupnął gniewnie łapką.
- Wcale nie. Mama plecie bzdury, a ty w nie wierzysz. Ja znajdę swojego tatę i ci udowodnię, że się mylisz! - i na potwierdzenie swoich słów, zaczął rozglądać się za kolejnym kocurem.
- Powodzenia w szukaniu, przyda ci się. - wytknęła mu język. W tym czasie owy wojownik, z którym przed chwilą rozmawiali gdzieś odszedł.
- Dobra to skoro jesteś starsza, to powiedz gdzie teraz idziemy. 
Rozglądała się po wielgachnym obozie aż w końcu niedaleko miejsca, które było legowiskiem wojowników dostrzegła kremowego kocura. Zaintrygował ją jego wygląd, więc postanowiła pomóc bratu do niego zagadać. 
- Widzisz tego tam wojownika? - wskazała łapą domniemane miejsce. - Chodź do niego. - machnęła ogonem i ruszyła przed siebie.
Dwójka rodzeństwa prędko znalazła się przy wybranym kocie. 
- Ej ty! Jesteś naszym tatą? A może go znasz? - zaatakował go serią pytań Nastroszony.
- K-kto? Ja? - postawił łapkę na piersi. Kotka wyczuła w nim wyraźnie zdenerwowanie. 
- Tak ty! A widzisz tu kogoś innego? - mruknęła uśmiechnięta. - Jak masz na imię? 
- Wydrzy Wir - odpowiedział rozglądając się za ich rodzicami. Zaczął mamrotać coś do siebie, co rodzeństwo do końca nie zrozumiało.

<braciszku?>

Od Nastroszonego

Czy pchał się na ten świat? Nie tak bardzo jak siostra. Gdyby tylko pamiętał, jak dokładnie się tu znalazł, od razu podważyłby słowa matki o magicznym pojawieniu się, dzięki pomocy Klanu Gwiazdy. Problem był taki, że właśnie nie mógł sobie przypomnieć pierwszych chwil. Nic tylko ciemność. Nie dawał jednak wiary tym opowieścią kotki, która wręcz fanatycznie starała się przekonać go do swojej racji, że te magiczne gwiazdki, to ich ojciec. Mgiełka łatwo to łyknęła, ale on potrzebował dowodu. Czegoś namacalnego, jak ta kulka mchu, która leżała przed jego noskiem. Pacnął ją łapką, obserwując jak się toczy. Taka zabawa była przyjemna i relaksująca. Nie znosił wymysłów i udawania kogoś kim nie był. To było głupie i nudne. Przez to miewał gorsze dni, bo zdawał sobie sprawę, że zawodził matkę. Nie zależało mu jednak na jej uwadze. To, że faworyzowała córkę, spływało po nim. Cieszył się, bo dzięki temu dawała mu odetchnąć. Wolał być wyrodnym synem, niż żyć w poczuciu nieszczęścia. Chociaż, gdy zmuszała ich do modlitw, właśnie tak się czuł. Jak więzień. Nie pasował tu. Mama jednak nie zamierzała się poddawać i wciąż starała się zmienić jego nastawienie. Nie pamiętał ile razy siedział w kącie, bo odmówił modlenia się do Gwiazdek. 
- Nastroszony, chodź do mnie - zawołała go niebieska, rzucając mu stanowcze spojrzenie. 
Skrzywił się, bo podejrzewał co miało nastąpić. To okropne mycie! Tulipanowy Płatek bardzo dbała o ich sierść. Gdy zobaczyła, że się zakurzyli, od razu zaciągała ich do siebie, oczyszczając. Przez to jego futro lśniło, lecz kotka nadal nie była w stanie ogarnąć jego wciąż sterczącej sierści. Uwielbiał jak z tego powodu się denerwowała, bo wiedziała, że nie miał na to wpływu. Po prostu urodził się taki podirytowany tym całym światem i już. 
- Znów chcesz do kąta? - zagroziła. 
- Jak nie będziesz mnie dotykać językiem, to pójdę z wielką chęcią! - odpyskował jej.
To nie spodobało się karmicielce, która podeszła do niego, łapiąc za kark i umościła go na swoim legowisku, przygniatając łapami. Zaczął się wić i szarpać, ale nawet nie był w stanie się wyczołgać, bo kotka była od niego silniejsza. Znów ten okropny język próbował opanować jego futro. Wydał z siebie niezadowolony pisk, wbijając ząbki w łapę matki.
- Nastroszony! Jak ty się zachowujesz?! - syknęła, przerywając pielęgnacje. 
- No już umyłaś, puść mnie - jęczał. 
Ku jego rozpaczy, ta nie spełniła jego rozkazu, a wznowiła oczyszczanie go z nieistniejącego kurzu. Sapnął z irytacji, poddając się przez tą upartość matki.
- Patrz jaką masz piękną sierść. - mruknęła mu nad uchem, gdy skończyła tortury. - Przypomina Srebrną Skórę. Jak nic odziedziczyłeś ją po Klanie Gwiazdy - zaczęła pleść te swoje głupoty. 
Słysząc to, aż mu uszy więdły. Że był podobny do jakichś nieistniejących duszków?! No chyba nie! Matka naprawdę go nienawidziła, mówiąc takie rzeczy. Zaraz powyrywa sobie te kłaki, by nie być kojarzonym z nazwą "magiczne kocię". 
- Nieprawda! Mój tata to nie twój wymyślony chłopak! - prychnął, ponawiając próbę ucieczki. 
Kotka posłała mu zimne spojrzenie, które odwzajemnił. Niebieska jednak nie zamierzała siłować się z nim na wzrok, bo podniosła go za kark i posadziła w kącie. 
Wspaniale. Teraz mógł w spokoju tu posiedzieć i pogapić się w ścianę, nie irytowany przez jej głos. 
- Widzę, że taka kara na ciebie nie działa, więc teraz zmieniamy zasady. - zaczęła. 
Jak to? Co niby wymyśliła? Nieważne. I tak nie da się głupiej mamie. Nie zamierzał robić z siebie głupka, wyznając coś co nie istnieje. 
- Rozumiesz co do ciebie mówię, Nastroszony? - powtórzyła. 
- Mhm... - odparł tylko. 
- To dobrze. Teraz przeproś ojca za swoje przykre słowa. 
Co takiego?! Rzucił jej wzrok sugerujący, że zwariowała. Naprawdę miała coś nie tak w tym łbie! Jego tata nie był żadnym duchem, który przy nich stał i słuchał co o nim gadał! To musiał być normalny kot! Inne kocięta właśnie takiego miały, nawet te "magiczne" Kruczej Gwiazdy, które powstały niby z woli Klanu Gwiazdy. Ich ojciec był z krwi i kości, a nie z chmurek i nieba! Tupnął rozeźlony łapką, kręcąc łebkiem. 
- Nie! Nie bawię się z tobą w te głupoty! - postawił się jej. 
Widział jak jej wzrok robi się surowszy, lecz się nie ugiął. 
- Albo to robisz, albo nie będzie dla ciebie posiłku - postawiła ultimatum. 
Chciała go wziąć głodem?! Skrzywił pyszczek, odwracając od niej z fochem łeb. 
- Dobrze. Przemyśl swoje zachowanie - miauknęła odchodząc do Mgiełki, która przyglądała się temu wszystkiemu z zaciekawieniem. 
Nie miał zamiaru odpuszczać. To mama świrowała i powinna przemyśleć swoje zachowanie! Nie pozostało mu nic innego, jak gapienie się w swoje łapki. 
Tak właśnie minął czas, po którym brzuszek zaczął dopominać się o pokarm. Rzucił wzrokiem w stronę królowej, która kończyła pielęgnować córkę. Zacisnął pyszczek słysząc, jak Mgła dopomina się o jedzenie. No tak... zwykle razem dopadał ich głód, stąd nie zdziwił się, gdy matka rzuciła mu spojrzenie. Widząc, że ta wie, szybko odwrócił wzrok. Nie pęknie. Ona tylko na to czekała. 
- Możesz zjeść też za Nastroszonego kochanie, on nie chcę dzisiaj z nami jeść - usłyszał słowa, po których żyłka mu pękła. Szybko podbiegł z piskiem do kotek, lecz łapa matki zagrodziła ma dostęp do brzucha. 
- Ja też chcę! - Zrobił niezadowoloną minkę. - Niech nie wypija wszystkiego! 
- Dzisiaj dla ciebie nie ma jedzenia, no chyba że przemyślałeś swoje zachowanie i przeprosisz tatę oraz mnie. 
Machnął niezadowolony ogonem, bo jego brzuszek wręcz chciał, by go zapełnił. Walka z matką była ponad jego siły. Nieważne jak bardzo będzie się upierać przy swoim, ona wygra. Kiwnął więc łebkiem, co ucieszyło królową, która oczekiwała na jego słowa. Bardzo dużo go to kosztowało, ale zmusił się do wypowiedzenia najgorszej bzdury w dziejach swojego istnienia. 
- Przepraszam za swoje zachowanie, mamo... i... tato... - rzucił, przy ostatnim słowie patrząc gdzieś w górę, bo zazwyczaj tam mieli się modlić. 
- Obiecujesz, że będziesz już grzeczny? - dopytywała. 
- Tak... obiecuję... - Skrzywił pyszczek. 
- Dobrze. Jak na razie może być. Jednak następnym razem, będę liczyć na lepsze przeprosiny, jeżeli twoje zachowanie się powtórzy - mruknęła, zabierając łapę i otwierając mu drogę wolną do mleka. 
Od razu wepchnął się do siostry, ugniatając łapkami brzuch i zajadając się słodkim płynem ze smakiem. Nie zamierzał myśleć o tym co będzie kiedyś. Teraz liczyło się to, że powoli czuł się syty i gotowy na kolejne harce. Mama dobrze jednak go znała, bo po posiłku uniemożliwiła im zabawę, kosztem opowieści o Klanie Gwiazdy. Jego uszy aż zwiędły, układając się śmiesznie na boki. Mgiełka z radością wypytywała o szczegóły, ciesząc się tak, jakby dostała prezent. Widział jak siedziała dumnie. On za to tam cierpiał leżąc, oparty łbem o łapę matki. Jakoś tak zrobiło mu się nudno i jedyne co do niego docierało, to niezrozumiały bełkot. Nie przejął się tym, że po prostu tam zasnął, pewnie znów irytując tym królową. 

Od Nastroszonego cd Mgiełki

Słysząc te słowa od razu się zatrzymał. To było genialne! Czemu wcześniej na to nie wpadł? Zewnętrzny świat kusił go, odkąd tylko zainteresował się prześwitującymi promieniami słońca. Obserwowanie takiego normalnego życia, bardzo go odprężało. Było znacznie ciekawsze niż bajki opowiadane przez Tulipanowy Płatek, która swoją drogą, z tymi wymysłami przesadzała. Te jej trajkotanie o przodkach jako o ich ojcu, bardziej go dobijały, bo widział, że niebieska ma w poważaniu co on o tym myśli.
- Dobra. To chodź - miauknął z entuzjazmem, podchodząc do matki. Miał nadzieję, że uda się ją namówić. Byli mali fakt, ale przecież on był znacznie dojrzalszy od siostry, więc poradzi sobie na tej wyprawie. Zresztą nie musieli odchodzić daleko, by porozmawiać z jakimś wojownikiem. - Mamooo chcemy wyjść o tam - Wskazał ogonem wyjście. - Możemy? - Spojrzał na siostrę, by ta również przyłożyła się do namawiania ich rodzicielki. Kotka była tym bardziej kochanym dzieckiem, więc sądził, że jeżeli ta poprosi, na pewno wyjście mieli jak w banku.
- Będziemy grzeczni. - Mgiełka uśmiechnęła się ślicznie. 
Tulipanowy Płatek spojrzała na dwójkę kociąt i po cichym westchnięciu skinęła twierdząco łbem. 
- Tylko uważajcie na siebie. Mgiełko, pilnuj Nastroszonego. 
Mała przytaknęła i podreptała w stronę wyjścia. Jak to miała go pilnować? Przecież był grzeczny! Była starsza tylko o kilka uderzeń serca! Jednak to potwierdziło jego przypuszczenia. Tulipanowy Płatek uważała go za nieudany wybryk natury! Strzepnął na te słowa uchem, po czym ruszył za siostrą. Głupia mama. Wyjrzał łebkiem na zewnątrz, rozglądając się po otoczeniu, po czym ruszył badać świat. Obóz z tej perspektywy wydawał się być ogromny! Od razu dojrzał coś co go zaciekawiło. Powoli zbliżył się do pustego kamienia, na którym coś leżało. Było takie dziwne i nieznane, co od razu popchnęło go do poinformowania srebrnej o swoim znalezisku. 
- Mgiełko, patrz! Coś tu zdechło! - Wskazał na małą mysz, jedyną na stosie ze zwierzyną.
Kotka skrzywiła się na ten widok. 
- Jak myślisz co to? A może właśnie to je mamusia? - zapytała z niezwykłą ciekawością.
Powąchał trupa, chwytając go zaraz za ogonek i rzucając w stronę siostry. Może to była jakaś zabawka? Chociaż posiłek dla mamy też brzmiał dość... prawdopodobnie. Zresztą to mało kiedy widział, aby coś jadła. Pewnie ten jej kochany Klan Gwiazdy, sycił jej brzuch powietrzem. 
- Jest takie dziwne... - stwierdził. 
- Ej! Zostawicie to maluchy. Kto was w ogóle tu puścił? - rozległ się nagle czyjś głos. 
Zdumiony spojrzał na wojownika, który ukradł im stworzenie, kładąc z powrotem na miejsce. Nic z tego nie rozumiał. To oni chcieli, by coś zdechłego leżało na tym kamieniu? Niech nie mówi, że to jakaś ceremonia ku czci Gwiazdek! Zmarszczył nosek, strosząc swoją sierść niezadowolony. 

<Siostrzyczko?>

Od Źródlanego Dzwonka CD. Niezapominajkowej Gwiazdy

Czuła jak podnosi jej się futro na karku. Oczywiście, że kotka będzie się teraz mścić za jedną impulsywną decyzję spowodowaną zirytowaniem. 
Lider mógł okazać się żywy, ale co z tego, gdy ciągle obracał się na partnerkę, sprawdzając, czy ta się z nim zgadza; jakby zaraz miała go strącić z tej kłody w szczęki psów.
Nie masz nic do stracenia — powtórzyła w myślach. Naprawdę wszystko było jej już chyba obojętne, była na to zbyt zmęczona.
Zrobiła kilka kroków do przodu i wyprostowała się, aż bolały ją kości, by wydać się większą, nie dać zdominować przeszywającemu spojrzeniu czarnej. Oczywiście, że wiedziała, co ta chce, by powiedziała. W końcu niedawno chwaliła jej lojalność. Liliowa potrafiła też czytać mowę ciała i konteksty. Ale co innego wiedzieć, a co innego posłuchać. 
— Przepiórcze Gniazdo była wybrana za twojej kadencji, Krucza Gwiazdo. Kadencji, która obfitowała w niepowodzenia i wstyd dla klanu. — Uniosła głowę, patrząc na liderów. Koty z klanu narzekały na nią coraz częściej — Nie poszłaś na wojnę, posłałaś na nią starszyznę, nie dałaś nam żadnego planu; przez ciebie zginęły koty i odebrano nam tereny. Wciąż nie zemściliśmy się na klanie burzy. W czasie twojej władzy zginęli starsi, koty osłabione, które powinno się bronić, a nie zaniedbywać, wszyscy w sposób nienaturalny. Bezchmurne Niebo wciąż się nie odnalazł. Nie wróciliśmy do starego obozu i ci wojownicy musieli umrzeć na wygnaniu. Nie dopuszczałaś nas do żadnego kontaktu z liderem przez siedem księżyców. Wciąż znęcasz się przez czyjeś łapy nad kotami z klanu, szczególnie nad Zdradziecką Rybką, tylko za to, że boi się pływać. Grozisz kotom wygnaniem za głupie błędy. Zmieniłaś nasz klan w pośmiewisko w czasie zgromadzenia, w którego czasie zapowiedziałaś magiczne kocięta. Żadne z nich nie przejawia jednak nadprzyrodzonych umiejętności. Nie sprowadziłaś na nas potęgi, a jedynie zniszczenie i głód. — skierowała ucho w stronę żłobka, z którego od początku zgromadzenia wystawały głowy wszystkich kociąt, nawet tego upierdliwego czarnego kleszcza. Pewnie dlatego, że pierwszy raz mogły zobaczyć ojca — W ciągu pierwszych godzin życia twoich dzieci zdołałaś jedno z nich zgubić, narażając je na stratę życia. To, że Kurka odnalazł się żywy, jest cudem, a ty i tak nie spędzasz z nimi czasu, zostawiając ich wychowanie im samym; a szukają twojej uwagi płaczem lub sprowadzaniem na siebie kłopotów. Nie widniejesz przez to w naszych oczach jako ktoś odpowiedzialny; nie potrafisz, nie chcesz, zająć się swoimi dziećmi, a co dopiero klanem. Zakładając też plotki o twoim romansie z zastępczynią i jej cichość, histerie, gdy coś pójdzie nie po jej myśli, nie jest ona dobrym wyborem. — Na chwilę zamilkła, chcąc dać kotom przerwę na przyswojenie faktów — Dlatego uważam, że Rudzikowy Śpiew, jako świadomy wybór naszego lidera, gdy ten był w pełni sił, będzie sprawiedliwą opcją, jeśli zgodzi się na pełnienie tej roli. Jeśli nie, proponuję, by zorganizować dla klanu głosowanie na kota na stanowisko. 
Zamilkła i cofnęła się, dając do zrozumienia, że skończyła. Będąc już w tłumie kotów usiadła, nie chcąc, by te dostrzegły, że gdy tylko minęło kilka uderzeń serca, zaczęły trząść się jej łapy. 

<Niezapominajek?>

Od Mgiełki CD. Nastroszonego

- Dawaj. Ugryź ją. - polecił brat. Tulipanowy Płatek spojrzała znów na syna chłodnym wzrokiem. 
- Będziecie. Przyniesiecie temu klanu chwałę. - stwierdziła z marszu Tulipan. Mgiełce podobało się takie nastawienie matki, prawdą było, że czuła się wyjątkowa. 
- Nie będę gryzła mamy, skoro masz tyle odwagi sam to zrób.
- Na razie mnie nie myje. Jak to zrobi to ugryzę - zapewnił ją, trącając ją łapą.
- Lubisz gadać Stroszku. Wziął byś się za coś. - mruknęła Mgiełka oddając się przyjemności kąpieli.
- Nie mów tak na mnie! Nie jestem żaden Stroszek. To brzmi okropnie - Skrzywił się. - Za co niby? Mama cię ukradła, a nie będę bawił się sam ze sobą.
- A nie wiem, poukładaj sobie mech gdzieś w kącie czy coś. A "Nastroszony" jest zbyt długie i głupie. - stwierdziła gdy język matki jeździł jej po czole.
- Sama masz głupie imię! "Mgiełka" brzmi jak coś dla mysiego móżdżku i słabeusza! Nie będę nic układał! Ta zabawa jest nudna. Ty takie jednak lubisz, więc może sama się w to baw. - zadarł nosek. Kotka posłała mu ostre spojrzenie ignorując słowa brata. 
- Jeszcze tu mamo. - wskazała miejsce, które chciała by zostało umyte. Nastroszony odszedł od siostry najprawdopodobniej w celu znalezienia sobie innej rozrywki.

***

Ciepły język gładzący jej futro na grzbiecie obudził kocię ze snu. Zerknęła na mamę uśmiechającą się do niej a następnie zaczęła rozglądać się po kociarni w celu znalezienia Nastroszonego. Dostrzegła kocurka wyprawiającego dziwaczne wygibasy na ściółce. Wyglądał jakby próbował naśladować chód wojowników. Srebrna przeciągnęła się leniwie i lekko zaspanym krokiem ruszyła do niego, był tak zapatrzony w siebie, że nawet jej nie zauważył.
- Uważaj gdzie stoisz. - miauknął do niej tylko, kontynuując kroki z powrotem pod wejście.
- A ty uważaj jak chodzisz. - odszczeknęła mu się. Swoją drogą... Co ty wyprawiasz? - zapytała przekrzywiając łebek. Patrząc na niego mogła jedynie wywnioskować skrywające się na pysku zażenowanie.
- Ćwiczę - miauknął, dalej maszerując przed siebie. - Jakbyś zainteresowała się światem, a nie bajkami mamy, to byś zobaczyła jak chodzą silni wojownicy.
Czyli jednak o to chodziło.
- Przecież jak zerkam za żłobek to widzę jak chodzą. - odparła pewnie. - Ty to robisz strasznie koślawo. - dodała po chwili nie szczędząc sobie uszczypliwości.
- Ja tam uważam inaczej. No i też ćwiczę, więc będzie lepiej - powiedział, robiąc znów w tył zwrot, wracając do siostry. - Jak chcesz możesz też poćwiczyć, a nie tak się gapić.
- Myślę, że kroku wojownika nie trzeba się uczyć i przyjdzie z czasem. - prychnęła sucho. - Ale jak tak bardzo chcesz poćwiczyć to może zapytajmy mamę, czy możemy wyjść z kociarni.

<Stroszek?>

Od Nastroszonego cd Mgiełki

Dostał mchem, ale tak naprawdę mało co poczuł. Zabawka w końcu była bardzo miękka i puszysta, niezdolna do wyrządzenia krzywdy. Mimo to, nie spodobało mu się takie zachowanie siostry. Nie to miał na myśli, gdy mówił o rzucaniu mchem! 
Z kamienną miną, zmierzył srebrną wzrokiem. Tak chciała się bawić? No to da jej nauczkę. 
- No dobra. To zapasy - Po czym rzucił się na nią, przewracając na ziemię.
Przez chwilę uczucie triumfu wypełniło go całego, nim kotka wykorzystała fakt, że była od niego lepsza w zapasach i kopnęła go w odsłonięty brzuch, zamieniając ich szybko rolami.
- Leżysz! Było zostać przy mchu, wiesz że jestem lepsza.
Niech to! Znów nie przewidział tego zagrania z jej strony! Wystawił jej język, sam kopiąc ją w brzuch, by nie być wcale tym gorszym. Jak już się lali, to niech też nabawi się nieco siniaków.
- Nie poddam się tak łatwo! 
Mgiełka musiała poczuć lekki ból jaki spowodował, bo odskoczyła. Otrzepała się i pokręciła łbem.
- To dobrze, bo ja też nie. - Podbiegła do niego gryząc w łapę, choć ciężko było to nazwać brutalną walką.
Czując jej ząbki, dał jej ogonem po pysku, sam wgryzając się w jej sierść na boku. Ból nie był zbyt mocny, lecz na pewno nieznośny. Wierzył, że był w stanie teraz się jej odpłacić!
- Auć! - prychnęła nie dając za wygraną. Zaczęła się wiercić we wszystkie strony, byle by się wyrwać. Po krótkiej chwili jej się to udało i znów to ona miała nad nim kontrolę, łapiąc go ząbkami i kopiąc tylnymi łapami.
Zacisnął pyszczek, by nie wydać z siebie upokarzających dźwięków. Dał jej łapką w pysk, odkopując od siebie. Musiał przyznać, że siostra była niezła, lecz nie zamierzał jej chwalić. Pff... ego by jej tylko wzrosło.
- Słabo ci idzie, Mgiełko.
- Myślałam że tobie. - odgryzła się mu. 
Zapasy przerwała im Tulipanowy Płatek, która złapała srebrną za kark, podsuwając ją sobie łapą do siebie, zaczynając wylizywać jej sierść po zabawie. Na bank to było spowodowane przez mech, który osiadł na ich futrze. Ale i tak co za natrętna ropucha z ich matki! Przeszkodziła im w takim cudownym momencie! Już dzisiaj przecież ich myła, co jej znowu odwalało?! Napuszył się, dreptając do siostry, która godziła się na te tortury. 
- Kiedyś będziemy silnymi wojownikami! - mruknęła zadowolona do brata. 
- Zobaczymy - miauknął. Wolał nie snuć głupich marzeń, które mogą się nie spełnić. Liczyło się dla niego jak na razie tu i teraz. - Powinnaś walczyć o wolność - mruknął, wskazując na Tulipan. - Dawaj. Ugryź ją. 

<Mgiełko?>

Od Mgiełki CD. Nastroszonego

- Ble, ble, ble. Jak tak ci zależy, to sama chodź tu - rzucił do siostry. No tak, mogła się tego spodziewać. Nastroszony był strasznie upartym braciszkiem, na siłę próbował im udowodnić, że coś nie istnieje. Mgiełka postanowiła inaczej to rozegrać.
- Mam pomysł! Pobawmy się w Klan Gwiazdy! Ja będę Gwiazdką i ty też, a mamusia będzie Srebrną Skórą! - zaproponowała młodszemu bratu. Mina kocura przybrała bardzo niezadowolony wyraz.  
- Dobra pobawię się, ale pod warunkiem, że później dasz mi spokój z tymi głupotami, jasne?
Pręgowana przewróciła oczami, nie podda się tak łatwo, ale na razie da mu ten zapragniony spokój.
- Dam, ci dam. - fuknęła niezadowolenie po czym wskoczyła na grzbiet Tulipan, która oddawała się kąpieli. - No na co czekasz?
Ruszył mozolnie do matki, wskakując na jej grzbiet i siadając przed siostrą. 
- No jestem - burknął.
- Ty Stroszku! Dołączyłeś do nas jako dzielny wojownik! - zaczęła przemowę. - Jednak nie gwarantujemy ci miejsca wśród nas, najpierw musisz przejść test! - wyjaśniła mówiąc cały czas w liczbie mnogiej, po sekundzie skoczyła na brata i oboje sturlali się z matki. - O nie! To Ciemny Las!
Oboje upadli na ziemię.
- Ale się boję - zafuczał na nią, obejmując łapami, by nie uciekła. - Ha! Nie wrócisz teraz na mamę. Ten jakiś dziki las, który jest ziemią żłobka, też cię pochłonął! - wymawiał te słowa z trudem.
- Nie! Nie! Ja jestem wojowniczką Srebrnej Skóry! - wykrzyczała próbując wygramolić się z objęcia brata. - Puść mnie zły kocie! Twoje miejsce jest w tym mroku, nie moje!
- Nie puszcze! - Uśmiechnął się, przytulając bardziej do siostry. Odwrócił się na bok, by przycisnąć ją do ziemi. - Jesteś tu ze mną! Nie wrócisz! - i na potwierdzenie swoich słów, dziabnął ją lekko w ucho.
- Nieee! - zaskomlała udając ból. Starała odczepić się od brata, co po kilku nieudanych próbach w końcu jej się udało, błyskawicznie wdrapała się z powrotem na grzbiet zerkając za nią czy nie ma jakichś kamieni. Znalazła dosyć mały kamyczek, który złapała w łapkę. 
- Czeka cię kara! - rzuciła w brata przedmiotem. Chybiła. 
Nastroszony ze zdziwieniem spojrzał na kamień, trzepnął ogonem i podbiegł pod pysk matki.
- No dawaj jeszcze raz!
Nie zawahała się, złapała za kolejny, nieco mniejszy, trafiając w pysk matki. Ta obróciła łeb i surowym spojrzeniem skarciła kocięta. Może to nie był najlepszy pomysł.
- Mgło i Nastroszony! Cieszę się, że uczycie się wiary, ale czy możecie na Klan Gwiazdy bawić się trochę delikatniej? 
- P-przepraszam mamo. - skuliła się kładąc po sobie pędzelkowate uszka.
- To jak wygrałem, to teraz ja wymyślam zabawę! - ogłosił ze zwycięskim uśmiechem. Młoda fuknęła niezadowolenie. Zeskoczyła z tułowia mamy i usiadła obok brata.
- To co wymyśliłeś? - zapytała jakby nie mając nadziei na lepszą zabawę.
- Masz do wyboru coś realniejszego. Rzucanie kulki mchu albo zapasy. Co wolisz? - miauknął zadowolony. Kocię już wiedziało co zrobi.
- Wybieram... mech! - odpowiedziała urywając część ściółki z posłania od razu bez ostrzeżenia rzucając w brata. - Masz za swoje!

<braciszek?>

Od Nastroszonego do Mgiełki

Tortura. Istna tortura. Język matki próbował ułożyć jego sierść, która niezbyt chętnie poddawała się pielęgnacji. Próbował już wszystkiego, aby się wydostać, ale za każdym razem słyszał to głupie "nie szarp się tak, wyglądasz jak rozczapirzona wiewiórka". No i nawzajem mamo. Nawzajem.
Odkąd otworzył swoje oczy i nauczył się sprawniej poruszać, słyszał od niej same niemiłe słowa. Jak nic miała wygórowane oczekiwania względem niego i nie przyjmowała do wiadomości, że jej dziecko może mieć odmienne zdanie. Dlatego jej niecierpiał. Jej i tego całego Klanu Gwiazdy, o którym ciągle trajkotała. Może z nim było coś nie tak, że nie odczuwał potrzeby ponoszenia się marzeniom, a może matka była wariatką. Na razie wiedział tyle, że urodził się w popapranej rodzinie, do której wcale nie pasował. 
W końcu Tulipanowy Płatek poddała się z głuchym westchnięciem, wypuszczając go spod swoich łap. Przez ten niespodziewany zwrot akcji, skończył noskiem na ziemi. Głupia mama! Najeżył sierść bardziej, powodując skrzywienie jej pyska, z czego był niezmiernie dumny. Tyle czasu układania jego sierści, poszło na marne. 
- Mgła! - zawołał do siostry, zwracając na siebie jej uwagę. - Teraz twoja kolej! - miauknął zadowolony. Chciał poobserwować, jak teraz ona męczy się z namolną starą. 
Mama chwyciła ją wielkimi łapami tak, że ta znalazła się zaraz pod jej brodą. Ciepły i szorstki język czesał futro Mgiełki. Z niezadowoleniem obserwował, jak kocię nie miało nic przeciwko temu. Lubiła gdy mama ją myła? Przecież w tym nie ma nic fajnego!
- Jesteś bardzo grzeczna, Mgiełko. - odparła matka. - Jestem taka szczęśliwa, że Klan Gwiazdy nam was zesłał. - mruknęła posyłając chłodniejsze spojrzenie synkowi.
Niebieska zaś uśmiechnęła się szeroko.
- Wiem mamo! Jeszcze Stroszka musisz wychować!
Słysząc to nastroszył się bardziej, wbijając w te dwie nienawistne spojrzenie. Znowu gadały głupoty o tym głupim Klanie Gwiazdy! Nie lubił tego, bardzo. Gdyby naprawdę coś takiego istniało, to pewnie już by to zobaczył. A jak na razie nic nie rzuciło mu się w oczy. Nie wierzył, że jego siostra mogła być aż tak naiwna! 
- Nie! - Tupnął łapką. - Nie będę się was słuchał, bo wasze gadanie o tych bajkach robi się już nudne - fuknął.
Tulipanowy Płatek razem z pierworodną posłały mu chłodne spojrzenie. 
- Będziesz słuchał bo to bardzo ważne! - skarciła go kocica zaś Mgiełka skinęła małym łebkiem.
- To nie jest nudne! Fajne! - miauknęło radośnie kocię.
- Nudneeee! - Skrzywił pyszczek, waląc ogonkiem o ziemię. - Nie widziałem ich, więc to bzdury. Jeżeli istnieją to zaprowadź nas do nich - zwrócił się do matki, posyłając jej zwycięski uśmiech. - A ty Mgiełko, nie słuchaj jej. Gwiazdki to gwiazdki, a nie koty.
Mała lekko zdenerwowana zachowaniem braciszka wypełzła spod objęć matki i szybkim krokiem podeszła do niego. Dzieliła ich odległość zaledwie mysiego ogona. Mgiełka wpatrywała się w kocurka machając na prawo i lewo kikutem.
Wbił w nią zaskoczony i zaniepokojony wzrok. Cofnął się o kroczek, prostując się od razu dumnie, by ukryć fakt, że nieco się wystraszył. 
- No co?
- Obrażasz mamusię! - naburmuszyła pyszczek. - A Gwiazdki istnieją i nas kochają! - prychnęła nie urywając kontaktu wzrokowego.
- W-wcale nie obrażam! - zrobił podobny wyraz pyszczka co siostra. Nie podobał mu się jej wzrok. Czuł jak przeżera mu duszę. - J-ja nie wierzę w nie i już! - znów zrobił kroczek do tyłu.
- Kiedyś uwierzysz, czy tego chcesz czy nie. - rzuciła matka rozdzielając dwójkę rodzeństwa.
- Jeszcze nie skończyłam mu mówić mamo! - zawyła. - Ja i mama ci pokażemy kiedyś dlaczego musisz wierzyć w Gwiazdki, a teraz chodź tu!
Trzepnął ogonem, wystawiając obu język. W nic nie zamierzał na siłe wierzyć. Póki nie dadzą dowodu, to mogą się bujać. 
- Ble, ble, ble. Jak tak ci zależy, to sama chodź tu - rzucił do siostry, chociaż wolał, by się do niego nie zbliżała, gdy była w takim budzącym w nim postrach stanie. 

<Siostrzyczko?>