Mglisty Sen z samego rana zabrał go ze sobą, nie dając zbyt wiele podpowiedzi na temat tego, gdzie idą. Może nie chciał, aby reszta grupy się dowiedziała? Powiedział im jedynie, że muszą coś załatwić… Gdy dotarli na miejsce, wyszli z krzaków, a przed sobą zobaczył nieznajomego mu kota. Spojrzał na Mglisty Sen zdziwiony. Ten zdecydował się przemówić jako pierwszy.
— Witaj, Czereśniowy Pocałunku. To jest Szczawiowe Serce — odparł szybko, po czym zwrócił się do towarzysza. — Szczawiowe Serce, to Czereśniowy Pocałunek. Mieszka na tych terenach i zgodziła się nauczyć jednego z naszych kotów łowić ryby. Postawiłem na ciebie, bo grupa cię lubi i jesteś odpowiedni, by później przekazać tę wiedzę innym — wyjaśnił kocur, po czym zerknął na Czereśnię, która wciąż nie przestawała im się przyglądać.
— Witajcie — mruknęła krótko. Spojrzał zdziwiony na Mglisty Sen. Grupa mu ufała..? Chyba na pierwszy rzut oka by tego nigdy nie stwierdził… Spojrzał na Czereśniowy Pocałunek. Kiedyś już uczył się łowienia ryb, Gąbczasta Łapa go uczyła… Na wspomnienie o kotce zdał sobie sprawę z tego, że terytorium Klanu Nocy było niedaleko. Czy zobaczą się jeszcze..?
— Dzień dobry.
Mglisty Sen przez chwilę patrzył na nich oboje, po czym się odwrócił.
— A więc zostawiam was samych — odparł, kłusując do przodu i co jakiś czas spoglądając przez ramię.
Czereśniowy Pocałunek patrzyła za nim jeszcze przez chwilę, a dopiero potem zerknęła na byłego wilczaka. Przez moment panowała między nimi cisza, aż w końcu mruknęła:
— Lubisz wodę? Bez jej polubienia nie zaczniemy nauki — dodała, podchodząc do sprawy jak do ucznia. Następnie, nie czekając na jego odpowiedź, ruszyła w stronę rzeki. Spojrzał na kotkę, która już wstawała. Zerwał się z miejsca, aby za nią podążyć.
— Tak! Tak… Nawet próbowałem łowić ryby. Może i niewiele z tego pamiętam, ani niewiele się nauczyłem, ale mniej więcej rozumiem, o co chodzi…
— Próbowałeś łowić ryby? To dość dziwne hobby jak na wilczaka, jednak tylko nam to pomoże — mruknęła, idąc dalej przed siebie. Minęła już miejsce, w którym osiedliła się grupa kotów, i podeszła do rzeki.
— A więc ile pamiętasz? Uczył cię ktoś czy jesteś samoukiem?
No tak, kotka zapewne nie wiedziała o jego romansie. Uśmiechnął się głupkowato, zdając sobie z tego sprawę.
— Coś niecoś potrafię, a nawet pamiętam. Uczyła mnie moja… — W sumie to kim była dla niego Gąbka? Tak dawno się nie widzieli… — Moja… partnerka.
— Twoja partnerka jest tutaj z wami? Bo jeśli tak, to ona również mogłaby z nami poćwiczyć – mruknęła, stając na brzegu i obserwując tereny Klanu Burzy. Spochmurniał lekko i spojrzał na bok
— Niestety… Nie. Nie ma jej tu. — odpowiedział cicho. Kotka patrzyła na niego przez chwilę.
— Rozumiem — mruknęła, po czym zeszła niżej, ku rzece. — A więc pamiętasz cokolwiek?
— Tak, mniej więcej. Choć odświeżenie pamięci zawsze może być przydatne.
Wydała z siebie coś na kształt mruknięcia, po czym spojrzała w taflę wody.
— A więc musisz ustawić się nad wodą tak, aby twój cień nie padał na jej powierzchnię. Gdy ryba podpłynie wystarczająco blisko, albo wyrzucasz ją łapą z wody i zagryzasz na lądzie, bądź wkładasz pysk do wody i chwytasz ją w zęby. To polowanie wymaga cierpliwości, szybkości i precyzji. Podejdź i spróbuj. Po uderzaj w taflę, żeby się z tym oswoić — odparła, siadając lekko na mokrej ziemi. Skinął, podchodząc do tafli wody i kucając przy niej. Zdecydował się sprawdzić, jak zachowa się woda, gdy w nią uderzy. Poczuł opór, co mogło być przydatną informacją na później.
— Dobrze, rozumiem.
Kotka zmarszczyła ledwo dostrzegalnie brwi.
— Zrób to z większym przekonaniem i z większą siłą — mruknęła.
Spojrzał na kotkę, po czym znów na wodę. Powoli wyciągnął łapę wyżej, pamiętając, że ryby mogą się wystraszyć gwałtowniejszych ruchów, po czym szybko zatopił ją w wodzie.
— Dobrze, teraz możemy spróbować złapać rybę — odparła i przykucnęła przy tafli wody tak, by nie rzucać na nią zbyt dużego cienia. — Trzeba wyczekać moment.
Skinął, patrząc na taflę. Czas mijał, jednak żadna ryba jeszcze nie podpłynęła. Dopiero po jakimś czasie zauważył jedną, powoli zbliżającą się do niego. Wyciągnął trochę wyżej łapę, przypominając sobie nie tylko wskazówki Czereśni, ale i Gąbczastej Łapy. W końcu gdy zbliżyła się wystarczająco, zamachnął się, trafiając ją pazurem, ale nie będąc w stanie jej wyrzucić na brzeg. Niestety nie trafił, jednak był blisko. Westchnął, lekko zły na siebie. Kotka obserwowała go nieprzerwanie, ani na moment nie spuszczając z niego wzroku. Lekko drgnęła jej powieka, gdy w górę wystrzeliły krople wody, rozbijając się o spokojną taflę rzeki. Krótki plusk odbił się echem w ciszy, która znów niemal natychmiast zapadła.
— Jeszcze raz — mruknęła.
Po chwili dodała już spokojniej, z wyczuwalną nutą skupienia w głosie:
— Musisz zrobić to pewniej, zgrabniej i z większą siłą. To trudne, bo trzeba uderzyć tak, by jak najmniej wzburzyć taflę, a jednocześnie na tyle mocno, żeby wyrzucić rybę na brzeg — wyjaśniła, nie odrywając od niego uważnego spojrzenia. Skinął głową, po czym spojrzał znów na wodę.
— Dobrze, spróbuję jeszcze raz…
Przez dłuższą chwilę czekał, aż jakaś ryba pojawi się w zasięgu jego wzroku. W końcu jakaś podpłynęła niedaleko kocura, a ten jedynie czekał na dobry moment. Gdy nadarzyła się okazja zatopił łapę w wodzie, po czym wyrzucił z niej rybę. Może nie było to idealne, ale tak czy siak poradził sobie całkiem sprawnie. Kotka uniosła lekko brwi, gdy dostrzegła rybę w zasięgu wzroku. A kiedy kocur wyrzucił ją na ląd, przez dłuższą chwilę wpatrywała się w nią w milczeniu, jakby nie do końca wierzyła, że to się naprawdę udało. Dopiero po chwili przytrzymała zdobycz łapami, czując pod nimi śliskie, nerwowe ruchy.
— Najlepiej jest ją zagryźć, bo może znowu wskoczyć do wody — mruknęła.
— Zapamiętam! — odpowiedział kotce, patrząc jak teraz pozbawia rybę życia. Spojrzał znów na taflę wody, czekając na kolejną ofiarę. Im dłużej będą ćwiczyć, tym lepiej, prawda? Schylił się nad rzeką, obserwując, wyczekując… W końcu pojawiła się kolejna ryba, którą w idealnym momencie wyrzucił łapą na brzeg, po czym złapał pazurami. Była obślizgła, próbowała się wyrwać, jednak zdążył zagryźć ją. Kotka zerknęła kątem oka na kocura i delikatnie się uśmiechnęła.
— Doskonale, myślę, że na dziś to wystarczy. Zabierz ryby do swojej grupy. Możemy spotkać się jeszcze jutro — mruknęła, przesuwając ryby w jego kierunku.
— Dobrze, Czerereśnio. No i… Dziękuję ci. Mam nadzieję, że nauka nie pójdzie w las. Będę się starał jak mogę. — po tych słowach w pysk wziął ryby które złapał, łapiąc je za ogon, ruszając do obozu swojej grupy. Gdy dotarł, jego syn zafascynowany podbiegł do niego, patrząc na ryby.
— Na Klan Gwiazdy, złowiłeś ryby? Nigdy w życiu ich nie próbowałem… — Szczawiowe Serce odłożył ryby na ziemię, aby mu odpowiedzieć.
— Twoja matka i siostra zjadają je każdego dnia na śniadanie. Mamy mało zwierzyny, wszystko się przyda. Możemy wieczorem spróbować jednej razem, jeśli chcesz.
— Pewnie, że tak! Ale teraz muszę iść nazbierać ziół. Muszę znaleźć Rysi Trop, obiecała, że mi pomoże…
— To może ja z tobą pójdę? — zapytał, podnosząc lekko ogon do góry. Ostatnio nie miał okazji na spędzenie z synem czasu razem.
— Pewnie, czemu nie! Tak czy siak nie widzę nigdzie Rysiego Tropu… — na jego słowa czekoladowy skinął w stronę wyjścia z obozu, więc wyruszyli. Kocury wybrały się w stronę rzeki, gdzie mogli znaleźć więcej ziół.
— Czego mam szukać? — zapytał młodszego.
— Olcha Czarna, możemy jeszcze poszukać Mięty Wodnej.
— A tak po wojowniczemu..?
— Fioletowe kwiatki i czarna kora. — odpowiedział mu ze śmiechem syn. Czekoladowy skinął i spacerował dalej przy brzegu. W końcu wypatrzył kwiatki, o jakich mówił syn i podbiegł do nich.
— Czy to te? — zapytał młodszego, na co ten skinął i wykopał je. Szczawiowe Serce zabrał je w pysk, aby uczeń mógł skupić się na szukaniu. Gdy już znaleźli wszystko, wrócili z wypchanymi pyskami do obozu. Podążył za synem do legowiska medyków, gdzie odłożył zioła. — Chyba należy ci się ta ryba, co?
— Chętnie jej spróbuję, nie mogłem się doczekać! — podskoczył podekscytowany, na co starszy zaśmiał się. Może i był tak nieśmiały i strachliwy jak ojciec, ale czasami potrafił też pokazać swoją zabawną, szczęśliwą, beztroską stronę. Ruszyli w stronę sterty zwierzyny i wybrali z niej rybę, którą podzielili między sobą. Czekoladowy próbował ich już, jednak był ciekaw reakcji młodszego. Ten powąchał delikatnie posiłek, a po chwili wgryzł się w niego. Przeżuwał przez chwilę, jednak szybko można było zauważyć, że smakuje mu. Spojrzał na czekoladowego z uśmiechem.
— Nie dziwię się, że siostrze i mamie tak smakują. Są nawet niezłe! — kontynuował zjadanie ryby, a Szczawiowe Serce patrzył na niego rozczulony. Oh, Gąbczasta Łapo. Gdybyś mogła go teraz zobaczyć. Byłabyś dumna z tego, na kogo wyrasta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz