Bardzo dawno
Kolejny dzień. I nadal była w stanie działać. Niewyspana, ale była. Pierzasty Wdzięk nie odpuszczała jej. Ciągle tylko "jesteś porażką" albo "może lepiej, gdybyś po prostu stąd uciekła i nie sprawiała babci zawodu". Była tym wymęczona. Głowa ją od tego bolała, ale zdążyła się już w miarę przyzwyczaić. Nie płakała, kiedy inni widzieli. Tylko w nocy. Teraz był czas, żeby wybrać się na trening ze Zmierzch. Cała ta sytuacja była dziwna. Dopiero co została mianowana na wojowniczkę, a już miała uczennicę. Do tego swoją najlepszą przyjaciółkę z legowiska. Ich treningi nie były ani trochę jak zwykłe treningi na wojownika. Dużo gadały, śmiały się i wygłupiały. Oczywiście, że też uczyła koleżankę, ale nie było to takie surowe szkolenie. Były promykami swoich żyć. Tymi jednymi osobami, którym mogły zaufać. Oczywiście była jeszcze Stokrotkowa Łapa. We trójkę czuły się, jakby mogły podbić świat. Więc kiedy zobaczyła płaczącą Zmierzch, była bardzo zdezorientowana.
— Co się stało? — zapytała przyjaciółki. Ta nie odpowiedziała. Siedziała tam tylko z pyskiem schowanym za grzywką, by nie widziała jej twarzy. Mandarynka usiadła obok niej.
— Jesteś gotowa, żeby pójść na trening Zmierzchająca Łapo? — zapytała, chichocząc lekko przy nazwaniu jej pełnym imieniem, a nie po prostu Zmierzch. Zielone oczy wyłoniły się zza czarnej grzywki, a na pyszczku koleżanki pojawił się słaby uśmiech. Skinęła głową. Dwie kotki dołączyły do Stokrotkowej Łapy i Śnieżnego Wspomnienia. Mieli mieć razem trening walki.
Wracając z treningu, trzy kotki plotkowały. Śnieżne Wspomnienie nie miał nic przeciwko, zważywszy na czas wolny i młody wiek kotek, więc po prostu szedł za nimi.
— Myślicie, że Bursztynowa Łapa lubi którąś z uczennic? — zaczęła temat kremowa.
— Nie ma szans. On tylko patrzy na te swoje robaki. Fuj! — skomentowała srebrna.
— Hej! To mój brat! Nie bądź lisim sercem!
Siostra Zimorodkowej Łapy wywróciła teatralnie oczami, na co Zmierzch zrobiła naburmuszoną minę, po czym obie się zaśmiały.
— Dobra, dobra! Przepraszam.
Zmierzch… nie żyła? Jej najlepsza przyjaciółka, uczennica, która była dla niej prawie jak siostra… nie żyje? Łza spłynęła po jej policzku. Nic nie było już takie samo. Ich grupka się rozpadła. Ona sama była zastępczynią, Baśniowa Stokrotka zrobiła sobie wstyd, więc nie mogły już gadać. Czasami żałowała tego, ale chciała być jak najlepszą zastępczynią dla babci. No a Zmierzch… umarła.
— Naprawdę? Nie wiedziałam! Skąd ty masz takie dobre informacje? — pytała Wężynowej Łapy. Ta tylko się uśmiechnęła.
— To sekret~
Wkurzało ją to kiedy tak robiła, ale z drugiej strony było w tym coś ekscytującego… Siedziały za legowiskiem wojowników przy rzeczce otaczającej obóz. Nagle ktoś przyszedł. Bursztynowy Brzask.
— Mandarynkowe Pióro? Możemy pogadać?
— Później dobrze? Jestem zajęta — miauknęła. Zrezygnowany Bursztynek odszedł. Teraz nie byłoby już nikogo, kto ochroniłby go przed wrednym traktowaniem Mandarynki. Zmierzch już nie było. Miała nową najlepszą przyjaciółkę - Wężynę. Zmierzchająca Zatoka została zastąpiona.
— Co się stało? — zapytała przyjaciółki. Ta nie odpowiedziała. Siedziała tam tylko z pyskiem schowanym za grzywką, by nie widziała jej twarzy. Mandarynka usiadła obok niej.
— Jesteś gotowa, żeby pójść na trening Zmierzchająca Łapo? — zapytała, chichocząc lekko przy nazwaniu jej pełnym imieniem, a nie po prostu Zmierzch. Zielone oczy wyłoniły się zza czarnej grzywki, a na pyszczku koleżanki pojawił się słaby uśmiech. Skinęła głową. Dwie kotki dołączyły do Stokrotkowej Łapy i Śnieżnego Wspomnienia. Mieli mieć razem trening walki.
* * *
— Myślicie, że Bursztynowa Łapa lubi którąś z uczennic? — zaczęła temat kremowa.
— Nie ma szans. On tylko patrzy na te swoje robaki. Fuj! — skomentowała srebrna.
— Hej! To mój brat! Nie bądź lisim sercem!
Siostra Zimorodkowej Łapy wywróciła teatralnie oczami, na co Zmierzch zrobiła naburmuszoną minę, po czym obie się zaśmiały.
— Dobra, dobra! Przepraszam.
* * *
Dzień wojny, po walce
Zmierzch… nie żyła? Jej najlepsza przyjaciółka, uczennica, która była dla niej prawie jak siostra… nie żyje? Łza spłynęła po jej policzku. Nic nie było już takie samo. Ich grupka się rozpadła. Ona sama była zastępczynią, Baśniowa Stokrotka zrobiła sobie wstyd, więc nie mogły już gadać. Czasami żałowała tego, ale chciała być jak najlepszą zastępczynią dla babci. No a Zmierzch… umarła.
* * *
Teraz
— Naprawdę? Nie wiedziałam! Skąd ty masz takie dobre informacje? — pytała Wężynowej Łapy. Ta tylko się uśmiechnęła.
— To sekret~
Wkurzało ją to kiedy tak robiła, ale z drugiej strony było w tym coś ekscytującego… Siedziały za legowiskiem wojowników przy rzeczce otaczającej obóz. Nagle ktoś przyszedł. Bursztynowy Brzask.
— Mandarynkowe Pióro? Możemy pogadać?
— Później dobrze? Jestem zajęta — miauknęła. Zrezygnowany Bursztynek odszedł. Teraz nie byłoby już nikogo, kto ochroniłby go przed wrednym traktowaniem Mandarynki. Zmierzch już nie było. Miała nową najlepszą przyjaciółkę - Wężynę. Zmierzchająca Zatoka została zastąpiona.
[*] Żegnaj przyjaciółko
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz