— Umiem sama polować. Klan Nocy nie potrzebuje waszej pomocy. Dziękuje za ofertę.
Wcale tego jednak nie myślała. Najchętniej powiedziałaby "ty mysi móżdżku sugerujesz mi złą kondycję?! Jestem zastępczynią!" czy coś w ten deseń, ale Srocza Gwiazda pewnie patrzyła na nią gdzieś z góry, a nie chciała jej zawieść. Promieniste Słońce ewidentnie speszył się trochę.
— W to nie wątpię, chciałem po prostu być miły…
Ale on był żenujący i irytujący. Postanowiła wrócić do swojej (oczywiście przyjaciółki) Wężyny.
— Przykro mi, ale nie mam zbytnio czasu na pogaduszki. Obowiązki zastępczyni to bardzo dużo zajęć. Do widzenia — pożegnała się. Tak, obowiązki były podzielone na pół, gdyż tę rolę pełniła również Algowa Struga, ale wojownik nie musiał o tym wiedzieć. Kotu w niewiedzy łatwiej wcisnąć kit.
Szła właśnie z Wężynową Łapą oraz Bursztynowym Brzaskiem na trening. Przez całą drogę plotkowała z kotką. Za każdym razem, kiedy kremowy próbował wbić się w konwersację, zbywały go, jakby w ogóle się nie odezwał. Tak więc kocur siedział cicho. Nigdy nie potrafił się jej postawić. Nagle Bursztyn zatrzymał się. Kotki ucichły.
— Możemy już zacząć trening? — zapytał niepewnie.
— Oczywiście, wszystko tutaj dobrze. Muszę jeszcze zobaczyć kilka innych treningów. Do zobaczenia potem! — pożegnała się z uśmiechem. Pręgowany dziko pomachał jej, ale szybko się zniechęcił. Dopiero kiedy zielonooka zaczęła machać łapą córka Wirującej Lotki, odmachała jej. Miała teraz poobserwować trening Żmijowcowej Łapy. Z tego, co kojarzyła miał razem ze Wzlatującą Uszatką, Tojadową Łapą i Rysim Borem trenować walkę niedaleko granicy z Klanem Klifu. Poszła tam, jednak nie mogła ich znaleźć. Najwyraźniej skończyli już albo zmienili plany. Nie miała czasu, by szukać ich po całym terytorium, więc uznała, że zajmie się tym jutro. Usiadła na plaży, wpatrując się w powoli zniżające się słońce. Zamknęła oczy. Czuła chłodne podmuchy wiatru. Morską bryzę. Słyszała szum fal. Przypominały jej się szczęśliwe momenty. Tutaj na plaży. Niestety chwilę potem wspomnienie znikło.
Wcale tego jednak nie myślała. Najchętniej powiedziałaby "ty mysi móżdżku sugerujesz mi złą kondycję?! Jestem zastępczynią!" czy coś w ten deseń, ale Srocza Gwiazda pewnie patrzyła na nią gdzieś z góry, a nie chciała jej zawieść. Promieniste Słońce ewidentnie speszył się trochę.
— W to nie wątpię, chciałem po prostu być miły…
Ale on był żenujący i irytujący. Postanowiła wrócić do swojej (oczywiście przyjaciółki) Wężyny.
— Przykro mi, ale nie mam zbytnio czasu na pogaduszki. Obowiązki zastępczyni to bardzo dużo zajęć. Do widzenia — pożegnała się. Tak, obowiązki były podzielone na pół, gdyż tę rolę pełniła również Algowa Struga, ale wojownik nie musiał o tym wiedzieć. Kotu w niewiedzy łatwiej wcisnąć kit.
* * *
— Możemy już zacząć trening? — zapytał niepewnie.
— Oczywiście, wszystko tutaj dobrze. Muszę jeszcze zobaczyć kilka innych treningów. Do zobaczenia potem! — pożegnała się z uśmiechem. Pręgowany dziko pomachał jej, ale szybko się zniechęcił. Dopiero kiedy zielonooka zaczęła machać łapą córka Wirującej Lotki, odmachała jej. Miała teraz poobserwować trening Żmijowcowej Łapy. Z tego, co kojarzyła miał razem ze Wzlatującą Uszatką, Tojadową Łapą i Rysim Borem trenować walkę niedaleko granicy z Klanem Klifu. Poszła tam, jednak nie mogła ich znaleźć. Najwyraźniej skończyli już albo zmienili plany. Nie miała czasu, by szukać ich po całym terytorium, więc uznała, że zajmie się tym jutro. Usiadła na plaży, wpatrując się w powoli zniżające się słońce. Zamknęła oczy. Czuła chłodne podmuchy wiatru. Morską bryzę. Słyszała szum fal. Przypominały jej się szczęśliwe momenty. Tutaj na plaży. Niestety chwilę potem wspomnienie znikło.
"To byłoby dobre miejsce na spacer z Wężyną. Tutaj chyba jeszcze nie byłyśmy" — pomyślała sobie. Zaczęła iść brzegiem wybrzeża, dopóki nie doszła do granicy z klifiakami. Stamtąd podbiegł do niej kocur. Kremowy pręgowany z żółtymi oczami. Kojarzyła go.
— Witam księżniczko zastępczyni Mandarynkowe Piórko krewniaczki gwiazdek!
Już jej się to nie podobało. Wydawało jej się, że kocur za bardzo się uśmiecha. Jakby ją wyśmiewał. No i nienawidziła, kiedy ktoś zdrabniał jej imię. Kojarzyło jej się wtedy jeszcze bardziej z… No i z ogrodniczką klanu. Z takim czymś mogła pogodzić się, tylko jeżeli wyszło ze strony kogoś bliskiego. Zdecydowanie nie losowego, aroganckiego klifiaka.
— Nazywam się Mandarynkowe Pióro — wycedziła przez uśmiech.
Już jej się to nie podobało. Wydawało jej się, że kocur za bardzo się uśmiecha. Jakby ją wyśmiewał. No i nienawidziła, kiedy ktoś zdrabniał jej imię. Kojarzyło jej się wtedy jeszcze bardziej z… No i z ogrodniczką klanu. Z takim czymś mogła pogodzić się, tylko jeżeli wyszło ze strony kogoś bliskiego. Zdecydowanie nie losowego, aroganckiego klifiaka.
— Nazywam się Mandarynkowe Pióro — wycedziła przez uśmiech.
<Promyk? Wkurzyłeś ją>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz