Mieszkała z Maximusem już od kilku dni; w jego zachowaniu nic się nie zmieniło. Nadal był irytująco miły i nadal nazywał ją Ambrozją. Dwunożni nadal byli dwunożnymi, co nie sprawiało, że coraz bardziej im ufała. Dla bezpieczeństwa najwięcej czasu spędzała w drewnianej budce na jednej z wież, żeby mogła mieć jak najwięcej prywatności. Niestety czasem musiała z niej wyjść. Wtedy przez następny okres czasu musiała słuchać gadki współlokatora. Leżała teraz zwinięta w swojej budce i przyglądała się srebrnemu pnączu na swojej szyi. Nadal nie podobały jej się te kolory. Pnącze powinno być złote, a kamienie czerwone lub żółte. Westchnęła. Maximusowi one przynajmniej pasowały. O wilku mowa. Wieża zatrzęsła się lekko kilka razy i chwilę potem na platformie przed budką siedział kocur. Jego mroźne oczy nadal wprawiały ją w dyskomfort, mimo przyjaznego tonu pyska. Spojrzała na niego, niby od niechcenia, ale tak naprawdę zaciekawiona. Nudziło jej się tu okropnie. Nie było tyle kotów do rozmawiania, co w klanie, nie było tyle przestrzeni, żeby pobiegać lub zapolować. Miała nadzieję, że tym razem pieszczoch zrobi coś więcej, niż tylko rzuci słodkie słówka. Chociaż i to było nawet zabawne.
– Ambrozjo, chodź za mną.
Zmarszczyła brwi. Już w miarę przyzwyczaiła się do tego imienia, mimo że nadal nie wiedziała, co ono oznacza. Nie posłuchała jednak czarnego i nie ruszyła się ze swojego miejsca. Odwróciła tylko od niego pysk i udała, że zasypia.
– Jest mi przykro, patrząc na to, jak to miejsce cię nudzi. – Niebieskooki westchnął ciężko. – Chciałabyś wyjść na zewnątrz?
Przez chwilę myślała, że Maximus kpi sobie z niej, jednak nadal tam siedział i czekał na odpowiedź. Odwróciła się do niego z powrotem.
– Przecież jesteśmy tu zamknięci. Nie możemy wyjść – miauknęła bez entuzjazmu. Kocur popatrzył na nią spojrzeniem, którego intencji nie potrafiła ocenić.
– Ja już się tym zajmę. Pójdź za mną.
Ale on był nachalny. Chyba nie rozumiał znaczenia “nie”, jednak zaintrygował ją. To raczej niemożliwe, aby grał. Pieszczochy chyba tego nie potrafią. Nawet jeśli “dwór” miał okazać się kolejną atrapą dwunożnych, nie zaszkodziło sprawdzić. Wyszła z budki i podążyła za pieszczochem. Zaprowadził ją pod duże, białe drzwi, które na dole miały dość mały kwadracik, który był ewidentnie zrobiony z innego materiału, niż reszta drzwi. Wtedy czarny zaczął miauczeć. Ale nie były to zwykłe miauknięcia. Brzmiał jak małe kocię, kwilące z bólu.
– Boli cię coś? - zapytała, obracając uszy do tyłu ze zirytowaniem.
– Poczekaj chwilę – powiedział niebieskooki, dalej kontynuując swoje jęki. Po chwili dwunożny podszedł do nich. Futro na karku zjeżyło jej się odrobinę. Jeżeli on chociażby ją dotknie… Nie dotknął jej. Zamiast tego pomajstrował przez chwilę przy dziwnym kwadraciku i odszedł. Wtedy współlokator pchnął kwardacik łapą, a ten uniósł się, tworząc przejście. Przytrzymał go łapą, aby mogła przejść. Potem sam przeszedł. Przed jej oczami roztoczył się ogród. Kwadrat trawy, ogrodzony drewnem. Był jednak wystarczająco duży, żeby swobodnie się po nim przechadzać. O tej porze roku było dość chłodno, ale jej długie futro chroniło ją od zimna. W ogrodzie było jedno drzewo, kilka krzaków i dużo (aktualnie uschniętych) kwiatów. Znalazła jednak jedną roślinę, która nadal wyglądała na żywą. Wrzos. Powąchała go. Na myśl przyszedł jej Klan Burzy. Klan, którego tak nienawidziła, a który był wszystkim, co dotąd znała. Tęskniła za nim. Za wrzosowiskiem, wiatrem, naiwnymi uczniami, a nawet za swoim mentorem. Teraz jednak była daleko od domu.
– Tego też nie urywaj ani nie gryź. Dwunożni robią się bardzo drażliwi, kiedy rusza się rośliny. Poza tym twoje futro już wygląda pięknie, szczególnie z twoją obrożą.
Ze smutkiem oddaliła się od kwiatu. Nigdy nie wróci do domu. Była za daleko.
– Zdejmij obrożę – polecił kocur. Nie wiedziała po co, ale jeżeli miała taką opcję, to ani trochę jej to nie przeszkadzało. Niestety nie wiedziała, jak to zrobić. Pieszczoch najpierw sam zdjął swoją, a potem pomógł jej w tym i rzucił dwie obroże pod jeden z krzaków.
– Chcesz wyjść dalej? – zaproponował jej Maximus.
– Co to znaczy “dalej”? – zapytała zdezorientowana. Dzisiaj rano myślała, że są uwięzieni w środku. Okazało się, że mają duży kwadrat trawy na zewnątrz, a teraz jest jeszcze jakieś “dalej”?
– Płot da się łatwo pokonać, a ja znam okolicę. Możemy wyjść na zewnątrz.
Mimo, że kocur często używał słów dwunożnych, zrozumiała przekaz. Mogą pokonać drewnianą barierę i wyjść poza kwadrat. Od razu spróbowała wspiąć się na drzewo, stojące przy “płocie”. Niestety, patrząc na to, że nie miała, jak to potrenować w klanie, nie wspięła się na wyżej, niż parę długości myszy. Zeszła na dół i zrezygnowała. Pieszczoch tymczasem patrzył na nią tym swoim dziwnym spojrzeniem, które po chwili zamieniło się z powrotem na przyjazne. Uniósł lekko jeden kawałek drewna z płotu i powiedział:
– Panie przodem.
Ale ją irytował ten jego rozbawiony uśmieszek. Wyszła na mysiego móżdżka. Kiedy czarny do niej dołączył, kawałek drewna wrócił do pozycji pionowej, a cały płot wyglądał na nietknięty. Do jej nozdrzy dobiegł intensywny zapach dymu. Zupełnie taki, jaki czuła, zanim dała się złapać dwunogom. Czy mogła w tej chwili uciec? Tak. Ale nie znała drogi powrotnej do klanów, a na ulicach betonowego świata trudno o pożywienie. Widziała to sama. Tak więc szła obok kompana, wytyczoną przez niego ścieżką. Po jakimś czasie doszli do starego, drewnianego budynku z dziwnym krzyżem na dachu. Z zewnątrz wyglądał na opuszczony.
– Wchodzimy do środka – poinformował ją. Zdziwiła się. Czemu mieli pójść akurat tutaj? Ale w sumie czemu nie; przygoda to przygoda. Przeszli przez stare, skrzypiące, uchylone drzwi i Ambrozję aż zamurowało. W środku był tłum kotów. I większość z nich raczej nie wyglądała na miłych.
– Może nie... – urwała, bo samotnicy rozstąpili się, przepuszczając ich aż do wysokiego, kamiennego stołu. Za nim na ścianie widniało wielkie, kolorowe, okrągłe coś, przepuszczające lekko światło, co sprawiało, że wnętrze wyglądało magicznie. Czarny wskoczył na stół, a ona za nim. Wszystkie koty zwróciły na nich oczy. Patrzyli jednak z uwagą, a nie, jakby zamierzali ich zaraz zamordować.
– Koty Olimpusa! – wykrzyknął niebieskooki, co spotkało się z falą aprobaty ze strony samotników. Ruda nie wiedziała, co się działo, ale postanowiła siedzieć cicho i obserwować.
– Po kilku dniach wróciłem. Nie mogłem odwiedzać mojej siedziby przez jedną ważną sprawę. – Tutaj obrócił się do niej, ale nadal kontynuował głośno:
– Ta kotka, siedząca obok mnie, to Ambrozja, wybranka mego serca. Musiałem poświęcić jej trochę czasu, ale teraz będzie mogła przychodzić tu razem ze mną!
Koty wiwatowały. Skandowały jej imię. Zupełnie, jak podczas jej ceremonii uczniowskiej. Ale ona nie zawracała sobie tym głowy. Zacisnęła zęby i strzepnęła ogonem. Nie wiedziała w jak bardzo niebezpiecznej sytuacji się znajdują i czy Maximus nie jest jej jedyną tarczą. Tyle, że nigdy nie byli partnerami. Ba! On jej się nawet nie podobał. Nie był w jej typie. Bardziej podobały jej się kotki, a kocury jeśli już, to rude. Na pewno nie czarne. Spojrzała na niego z wyrzutem, lecz z jego strony spotkała się tylko z triumfalnym uśmiechem. Co tu się działo?
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)
Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)
Miot w Klanie Klifu!
(dwa wolne miejsca!)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz