Kocur patrzył na kotkę przez dłuższą chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią. Tak, obserwował ją. I to często. Ale kim ona jest, aby mu takie rzeczy wypominać? Jest tylko kociakiem. Bardzo interesującym, ale nadal kociakiem. Jednak nawet jeśli tak myślał, nie chciał być dla niej niemiły. Nie, nie dla niej. Była ostatnią kotką w klanie do której odezwałby się źle. Każdy jego gniew chował się w obecności jej tajemniczych, niebieskich oczu, które tak przyciągały jego wzrok. Mroziły go. Do szpiku kości. Czasami czuł chłód, który od niej bił, otaczał go, jego sierść stawała dęba przez gęsią skórkę, która pojawiała się na jego karku, jakby ten mróz był zębami zaciskającymi się na jego karku. W końcu zdecydował się wyrwać z zamysłu i odpowiedzieć jej na pytanie.
— Cóż, chyba od tego mam oczy. Pytałem ciebie, bo jesteś młoda. Nie bawisz się z resztą kociąt, tylko… obserwujesz. Zaciekawiło mnie to, tyle. — stwierdził kocur, liżąc w międzyczasie swoją łapę tak, jakby chciał się pozbyć z niej niewidzialnego dla innych brudu. Może to po prostu obecność młodszej? Ta wpatrywała się w niego teraz analizując jego zachowanie chyba głębiej. Czuł się tak, jakby każde liźnięcie łapy miało być przez nią ocenione. Czy robi to dobrze, czy nie krzywo, czy na pewno łapie każdy napotkany na swojej drodze włosek…
— No cóż, nie mam ochoty na zabawę. Nie widzę nic specjalnego w tarzaniu się po legowisku, podczas gdy ktoś inny na ciebie skacze. — stwierdziła kotka. Krucza Łapa nie mógł się nie zgodzić.
— Walka to nie zabawa. Jest jak sztuka. — odpowiedział, patrząc na jej rodzeństwo, które aktualnie bawiło się, walcząc ze sobą. — To nie żarty, bo w pewnym momencie może zamazać się granica między zabawą a prawdziwą walką w momencie, gdy zostaniesz uczniem. — po jego słowach kotka spojrzała na niego przez chwilę.
— A ty? Jaki byłeś jako kociak? — Krucza Łapa został wybity z rytmu tym pytaniem. Jaki był? Dokładnie taki, jak ona. Zdystansowany, obserwował wszystkie koty, analizował ich zachowanie… Aktualnie wie, które koty są najsłabsze, czego się boją, jakie mają lęki… Nie rozgryzł jedynie Kocanki. Ona była inna, a jednak taka sama jak on. Więc jakim cudem nie wiedział o niej nic? Nie chciał odpowiadać na to pytanie. Z resztą, po jego aktualnym zachowaniu mogła się ona domyśleć.
— Nie muszę odpowiadać na tak idiotyczne pytania. — skrzywił się lekko, patrząc nadal na obóz przez wyjście ze żłobka. — To nie twoja sprawa.
— Może i nie, ale to też nie twoja sprawa jaka jestem ja, a jednak mnie o to dopytujesz. Trochę niesprawiedliwe, że ja nie dostaję odpowiedzi, nie sądzisz? — spytała z niewinnym uśmieszkiem, na co Krucza Łapa prychnął. Tu go miała, faktycznie skoro sama odpowiedziała mu na to pytanie, to powinien również odwdzięczyć się tym samym na swój temat. Zastrzygł uchem i spojrzał w końcu na nią.
— Aż tak cię to ciekawi? — delikatnie rozbawiony patrzył na nią teraz z uniesioną brwią. Może i nie mógł nic wyczytać z jej oczu, ale zabawnie patrzyło się na jej skupioną mordkę. Czy też tak kiedyś wyglądał?
— Może i tak, choć bardziej chodzi o sprawiedliwość. — wzruszyła ramionami młodsza. Krucza Łapa strzepnął ogonem. Sprawiedliwość? Jeśli takowa istnieje, chciałby ją zobaczyć.
— Chyba musisz trochę dorosnąć. Na tym świecie nie ma sprawiedliwości. Może medycy, którzy według siebie niesłusznie zostali ukarani za śmierć lidera by ci to potwierdzili, choć im bym nie ufał. Mogli mieć wobec Sosnowej Gwiazdy złe zamiary. — warknął lekko, zwracając teraz wzrok w stronę legowiska medyków.
— Sosnowa Gwiazda? Moja matka opowiadała mi o nim, ale niewiele. Umarł? Jak? — spytała teraz widocznie zainteresowana Kocanka. Krucza Łapa spojrzał znowu na nią.
— Został zabity. Nie wiemy przez kogo lub przez co. W Klanie Wilka wszczęto całe dochodzenie. Byłem wtedy młody, pewnie w podobnym wieku, co ty. Moje matki często opuszczały przez to żłobek, pytały inne koty o to, czy nie widziały kogoś tamtej nocy wychodzącego z obozu. Wszyscy mistrzowie byli zdesperowani aby znaleźć sprawcę zdarzenia. W dodatku zabito zastępcę, nie mieliśmy nikogo, kto sprawowałby władzę w klanie. Zaczęły się dyskusje, kłótnie wręcz na temat tego, kto powinien zostać nowym liderem. Aż wybrano Nikłą Gwiazdę. Nie wiem, dlaczego. Nie wydawał się być najgorszym wyborem, jednak osobiście sądzę, że były lepsze. A moja matka została zastępcą. Od tego momentu nie ma zbyt wiele czasu na moje szkolenie. Zabiera mnie zazwyczaj ze sobą na poranne patrole, lub szkolimy się z walki. Czasem sam proponuję patrolom łowieckim czy mogę zabrać się z nimi. Nie żeby mi to wielce przeszkadzało, jednak chciałbym czasem więcej trenować i spędzać z nią czas. — przez chwilę po jego słowach nastąpiła cisza. Spojrzał w dół na Kocankę. Ta wpatrywała się w niego, jej wyraz twarzy był inny niż zazwyczaj, jednak nie wiedział, co może oznaczać. Zdał sobie sprawę z tego, że mówił w tym momencie o wiele zbyt dużo. Nawet tego nie chciał. Czy w ogóle powinna wiedzieć o tym, co stało się w ich klanie przed jej narodzinami? Choć znając życie pewnie w końcu by się dowiedziała, to żadna tajemnica. Jednak bardziej zdziwiło go to jak uzewnętrznił się młodszej kotce w tak wrażliwy sposób. Brakowało mu obecności Makowego Nowiu? Co to to nie, nie aż tak, nie przesadzajmy. Przecież miała dla niego czas, zbyt dramatyzował. Ale może właśnie to go boli? Że zdarza się, że tego czasu nie ma? Że czuje się wtedy bezużyteczny, albo jakby był dla niej nic nie wart? A może nie chce go szkolić, może travi jedynie czas, gdyż ma inne obowiązki? Poczuł, jakby jego własne futro paliło go teraz, było mu ciepło. Zbyt wiele rozmyślał na temat emocji, a tego robić nie lubił. W pewnym momencie jednak poczuł mały ogonek koteczki na swoim boku. Spojrzał momentalnie w dół. Czy wyczuła jego emocje? To, że po raz pierwszy tak się pogubił? I to jeszcze przy niej? Czemu przez nią czasem czuł, jakby jego emocje miały znaczenie, jakby mógł je jej pokazać? Potrząsnął lekko łbem i polizał swój bark, pokazując, że wszystko, co jej właśnie opowiedział jest mu obojętne. Choć tak naprawdę czy było? Tego nie wiedział sam. Zdecydował się zmienić temat.
— A czy ty pamiętasz coś ciekawszego z dzieciństwa? Albo może jakieś opowieści od matki?
<Kocanko?>
[1000 słów]
[przyznano 20%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz