– ... gdybyś chciał porozmawiać, to wiesz, gdzie mnie znaleźć – miauknęła cicho do Zawodzącego Echa, po czym nachyliła się do Skrzypa i popchnęła go lekko pyskiem w kierunku kociarni. – A ty... – zwróciła się do uciekiniera, kiedy oddalili się od kocura i zniknęli we wnętrzu pieńka. Rozkwitająca Szanta była pewna, że Skrzyp był prawdopodobnie jakimś młodszym, przyrodnim bratem Poczciwego Dziwaczka z innej matki. – Czasami ugryź się w język. Mowa jest srebrem, a milczenie złotem.
– Co to znaczy? I czemu mam sobie przygryzać język?
– Nie dosłownie... – wywróciła oczami. – Po prostu, w niektórych sytuacjach lepiej się nie odzywać. Wiem, co mówię.
– Aha. – odmiauknął jej, po czym jak gdyby nic zmienił temat rozmowy. Rozkwitająca Szanta ułożyła się wygodnie na leżance i z (zerowym) zainteresowaniem słuchała po raz setny planów, snuł kociak.
Klan Burzy zyskał po raz kolejny oddanego członka.
Była pewna, że wśród krzewów przesiaduje jej dobrze znany kocur o błękitnych oczach. Jednak, gdy postać w końcu uległa jej nawoływaniom i wyłoniła się spomiędzy gałązek oraz liści, serce podeszło jej do gardła. Miała w ostatnim czasie za dużo przygód, nie potrzebowała kolejnych. W dodatku pamiętała doskonale o tym, jak kończą się spotkania dorosłych samotników na granicy. Żywym przykładem był tego jej brat, Zawilcowa Łapa.
– Ale z tego Zawodzącego Echo szczęściarz! Musi ci na nim naprawdę zależeć, skoro aż tak błagalnym tonem prosiłaś, aby wrócił do tego całego obozu. Chciałbym być na jego miejscu... Aby tak urodziwe kotki jak ty prosiły mnie o powrót do domu!
Przeklęte niebieskie oczy! Wieczna królowa była święcie przekonana, że to właśnie Echo przesiaduje w krzewie. W końcu, od rana nie widziała go ani ona, ani żaden inny wojownik. Zmartwiona jego zniknięciem postanowiła go poszukać na własną łapę, udając się w okolice miejsca, w którym za czasów kocięcych i początkowego okresu uczniowskiego ich grupka się bawiła poza obozem.
– Znajdujesz się na terenie Klanu Burzy. Odejdź i nigdy nie wracaj. – powiedziała mrużąc oczy, starając się w żaden sposób nie sprowokować samotnika do potencjalnego ataku
Nieznajomy nic sobie nie robił, z ostrzeżeń szylrkekti i faktu, że przyjęła koślawo bojową pozycję. Zbliżył się, obwąchał, obrzucił spojrzeniem od stóp do uszu, po czym zrobił krok w tył.
– Wciąż znajduję się na terenach klanu?
– Tak.
Krok w tył. I znowu. I znowu.
– A teraz?! – wykrzyknął z oddali, sprawiając, że sierść Szanty zjeżyła się na karku.
"Co za debil!"
Niewiele myśląc, odwróciła się i ruszyła z powrotem w stronę obozu, mając nadzieję, że uda jej się w drodze powrotnej trafić na nocny patrol. Albo chociażby na jakiegoś wojownika, który był od niej lepiej wytrenowany pod względem walki.
– Hej... Hej, hej, hej! – z oddali docierał do niej głos obcego. Z każdym uderzeniem serca dochodził z coraz to bliższej odległości? Czyżby szedł za nią? Musiała w takim razie nieco zboczyć z kursu, aby nie zaprowadzić go do obozu.
Chcąc sprawdzić, czy nieznajomy za nią podąża, odwróciła łebek do tyłu i w tym samym czasie w coś uderzyła. W coś, a może kogoś?
– Szanta? Co ty robisz poza obozem? – miauknął kocur, po czym zerknął w stronę, z której nadeszła szylkretka. Obrzucił koleżankę podejrzliwym spojrzeniem, jednak nic nie powiedział.
– Ja... Mogłabym cię zapytać o to samo! – prychnęła, czując zarówno ulgę, że na niego wpadła, ale i złość. – Szukałam cię. – Uniósł brew. – Zmartwiłam się, że zniknąłeś na cały dzień z obozu. Żaden wojownik nie wiedział, gdzie się udałeś.
"Myślałam, że po śmierci Kruka odszedłeś od zmysłów jak wasza matka i nie wiadomo, gdzie się zaszyłeś!"
– Ojciec wyznaczył mi pewne zadanie, które wymagało dyskrecji. – odparł jak, gdyby nic. – Naprawdę mnie szukałaś? A może to tylko wymówka i spiskowałaś z Klanem Wilka? Albo z... – urwał, bo w tym samym momencie Szanta ucieszyła go uderzeniem końcówki ogona. 1:0 dla niej. Chociaż chyba byli już za starzy na te ich kocięce dogryzanie sobie nawzajem, jednak miała na końcu języka, aby mu odpowiedzieć "Chyba ty!". – Ugh. To może chociaż odpowiedź, o co chodzi z tymi kwiatami na twojej głowie? Miały ci pomóc mnie znaleźć? A może to jakaś nowa moda.
Dopiero tera zwróciła uwagę, że na czubku głowy znajduje się wianek z kwiatów, nieco przekrzywiony, trzymający się na jednym z jej uszu. Czyżby to była sprawka tamtego samotnika? Tylko kiedy udało mu się go jej założyć?
– Co to znaczy? I czemu mam sobie przygryzać język?
– Nie dosłownie... – wywróciła oczami. – Po prostu, w niektórych sytuacjach lepiej się nie odzywać. Wiem, co mówię.
– Aha. – odmiauknął jej, po czym jak gdyby nic zmienił temat rozmowy. Rozkwitająca Szanta ułożyła się wygodnie na leżance i z (zerowym) zainteresowaniem słuchała po raz setny planów, snuł kociak.
Klan Burzy zyskał po raz kolejny oddanego członka.
~~~
Była pewna, że wśród krzewów przesiaduje jej dobrze znany kocur o błękitnych oczach. Jednak, gdy postać w końcu uległa jej nawoływaniom i wyłoniła się spomiędzy gałązek oraz liści, serce podeszło jej do gardła. Miała w ostatnim czasie za dużo przygód, nie potrzebowała kolejnych. W dodatku pamiętała doskonale o tym, jak kończą się spotkania dorosłych samotników na granicy. Żywym przykładem był tego jej brat, Zawilcowa Łapa.
– Ale z tego Zawodzącego Echo szczęściarz! Musi ci na nim naprawdę zależeć, skoro aż tak błagalnym tonem prosiłaś, aby wrócił do tego całego obozu. Chciałbym być na jego miejscu... Aby tak urodziwe kotki jak ty prosiły mnie o powrót do domu!
Przeklęte niebieskie oczy! Wieczna królowa była święcie przekonana, że to właśnie Echo przesiaduje w krzewie. W końcu, od rana nie widziała go ani ona, ani żaden inny wojownik. Zmartwiona jego zniknięciem postanowiła go poszukać na własną łapę, udając się w okolice miejsca, w którym za czasów kocięcych i początkowego okresu uczniowskiego ich grupka się bawiła poza obozem.
– Znajdujesz się na terenie Klanu Burzy. Odejdź i nigdy nie wracaj. – powiedziała mrużąc oczy, starając się w żaden sposób nie sprowokować samotnika do potencjalnego ataku
Nieznajomy nic sobie nie robił, z ostrzeżeń szylrkekti i faktu, że przyjęła koślawo bojową pozycję. Zbliżył się, obwąchał, obrzucił spojrzeniem od stóp do uszu, po czym zrobił krok w tył.
– Wciąż znajduję się na terenach klanu?
– Tak.
Krok w tył. I znowu. I znowu.
– A teraz?! – wykrzyknął z oddali, sprawiając, że sierść Szanty zjeżyła się na karku.
"Co za debil!"
Niewiele myśląc, odwróciła się i ruszyła z powrotem w stronę obozu, mając nadzieję, że uda jej się w drodze powrotnej trafić na nocny patrol. Albo chociażby na jakiegoś wojownika, który był od niej lepiej wytrenowany pod względem walki.
– Hej... Hej, hej, hej! – z oddali docierał do niej głos obcego. Z każdym uderzeniem serca dochodził z coraz to bliższej odległości? Czyżby szedł za nią? Musiała w takim razie nieco zboczyć z kursu, aby nie zaprowadzić go do obozu.
Chcąc sprawdzić, czy nieznajomy za nią podąża, odwróciła łebek do tyłu i w tym samym czasie w coś uderzyła. W coś, a może kogoś?
– Szanta? Co ty robisz poza obozem? – miauknął kocur, po czym zerknął w stronę, z której nadeszła szylkretka. Obrzucił koleżankę podejrzliwym spojrzeniem, jednak nic nie powiedział.
– Ja... Mogłabym cię zapytać o to samo! – prychnęła, czując zarówno ulgę, że na niego wpadła, ale i złość. – Szukałam cię. – Uniósł brew. – Zmartwiłam się, że zniknąłeś na cały dzień z obozu. Żaden wojownik nie wiedział, gdzie się udałeś.
"Myślałam, że po śmierci Kruka odszedłeś od zmysłów jak wasza matka i nie wiadomo, gdzie się zaszyłeś!"
– Ojciec wyznaczył mi pewne zadanie, które wymagało dyskrecji. – odparł jak, gdyby nic. – Naprawdę mnie szukałaś? A może to tylko wymówka i spiskowałaś z Klanem Wilka? Albo z... – urwał, bo w tym samym momencie Szanta ucieszyła go uderzeniem końcówki ogona. 1:0 dla niej. Chociaż chyba byli już za starzy na te ich kocięce dogryzanie sobie nawzajem, jednak miała na końcu języka, aby mu odpowiedzieć "Chyba ty!". – Ugh. To może chociaż odpowiedź, o co chodzi z tymi kwiatami na twojej głowie? Miały ci pomóc mnie znaleźć? A może to jakaś nowa moda.
Dopiero tera zwróciła uwagę, że na czubku głowy znajduje się wianek z kwiatów, nieco przekrzywiony, trzymający się na jednym z jej uszu. Czyżby to była sprawka tamtego samotnika? Tylko kiedy udało mu się go jej założyć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz