— Jak chcesz Iskrząca Nadziejo, ja się dostosuje — odparł kocur, by następnie skierować się do wyjścia z obozu, wcześniej pochylając głowę swojej matce w geście szacunku.
— Dobre i to. Makowy Nowiu, pozwól, że w takim razie na patrol zabiorę jeszcze... — przerwałam na chwilę, rozglądając się po obozie w poszukiwaniu jakichś kandydatów.
Spostrzegłam w oddali liliowe futro mojego partnera.
"Nie. Będę się rozpraszać. Wybacz Miodku."
Niedaleko niego stał Sowi Zmierzch, a za nim dostrzegłam rude futro. Przyuważyłam jeszcze białą sierść, na której tle widniała para złotych oczu. Na sam koniec w oddali dostrzegłam błękitne futro. Miałam swoich kandydatów.
— Dyniową Skórkę, Sowi Zmierzch, Pokrzywowy Wąs i Blade Lico?
Mak tylko kiwnęła mi głową, a potem kiedy ja odwzajemniłam jej gest, oddaliła się w swoim kierunku.
Następnie wraz z Pustułką udałam się po wyznaczone przeze mnie koty.
★ ★ ★
Kiedy już wszyscy się zebraliśmy, można było wyruszyć.
— Dobrze, rozdzielimy się dwójkami. Ja pójdę z Pustułkową Łapą, niech Dyniowa Skórka pójdzie z Sowim Zmierzchem, a Blade Lico wraz z Pokrzywowym Wąsem, dobrze?
Każdy pokiwał głową i poszedł w swoją stronę parami. Zostałam sam na sam z Pustułką.
— No więc, jak Ci mija dotychczasowy trening? Na pewno to, że Twoja mama została Twoją mentorką, jest dla Ciebie dodatkowym plusem.
— Cóż... Jest to jakiś plus, jednak mam wrażenie, że i presja jest o wiele większa — odparł, idąc spokojnym krokiem wzdłuż granicy z Klanem Klifu.
— Rozumiem... Mimo to, jak na razie, najwyraźniej świetnie Ci idzie! — mruknęłam, obchodząc drzewo stanowiące granicę kilka razy, jednocześnie ocierając się o nie, aby na pewno ślad był wyraźny.
— Teraz Ty spróbuj. Nic prostszego! — powiedziałam, wskazując ogonem na następny punkt graniczny.
— Dziękuję, sam też widzę efekty — miauknął, podchodząc do kolejnego drzewa, które wyznaczało granicę między klanami.
— A jak u Szczawiowej Łapy? — spytał, spoglądając na mnie.
— Bardzo dobrze! Jestem pewna, że za niedługo zostanie już wojownikiem. Jestem z niego dumna. Wiele się wydarzyło, podczas jego treningu. Chociażby sytuacja z jego bratem... — mówiąc ostatnie zdanie, na chwilę spojrzałam w niebo, biorąc głęboki wdech.
"Niech Klan Gwiazdy ma Cię w swej opiece Szczypiorkowa Łapo..." — pomyślałam tylko, a potem z powrotem patrząc przed siebie, dokończyłam:
— Jest najlepszym uczniem, jakiego mogłabym sobie wymarzyć.
— Dobrze to słyszeć, nasz klan potrzebuje dobrych wojowników.
— Wiesz, ja myślę, że jest całkiem dobrze z naszym klanem. Ostatnio bardzo dużo kotek jest w ciąży lub co dopiero się okociła. Z tego, co mi wiadomo, Sowi Zmierzch wybiera się po jakąś kotkę.
— Prawda, jednak nigdy nie wiadomo kiedy się to zmieni. Jak na przykład ostatnio w czasie epidemii – zauważył, idąc spokojnie do kolejnego drzewa, by pozostawić na nim swój zapach.
— Tak, to też racja. Jeśli jakaś choroba znowu nas napadnie, to zaraz z dziesiątek kotów, może zrobić się kilka na krzyż. Zawsze lepiej mieć niż nie mieć. Aczkolwiek w razie przekocenia też nie będzie najlepiej. Kto wykarmi tyle kotów?
< Pustułko? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz