BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

03 lutego 2024

Od Makowej Łapy (Makowego Nowiu) CD. Naparstnicowej Łapy

Odprowadziła lidera wzrokiem, a po chwili przeniosła go na siostrę.
- Oczywiście – odpowiedziała. Mimo że to była jej siostra, jedna z najbliższych jej osób, nie miała nawet zamiaru się hamować.
 
***
 
Kolejny dzień nadszedł dość szybko. Mak nie mogła się doczekać walki, lecz obawiała się przegranej. Od samego początku siostra bardziej się przykładała do treningów, a ona dopiero od niedawna. Było większe prawdopodobieństwo, że Naparstnica wygra. Jednak nie mogła się wycofać i nie miała zamiaru. Musiała walczyć i pokazać, że wreszcie jest silna.
W końcu miała rozpocząć się walka. Siostry stanęły naprzeciw siebie, obie gotowe.
- Zaczynajcie! – Mak usłyszała głos lidera, jednak, zamiast ruszyć, dalej stała w miejscu i szybko tego pożałowała. Naparstnicowa Łapa rzuciła się na nią, od razu przewracając. Dopiero gdy Makowa Łapa uderzyła o ziemię, oprzytomniała. Ból z rany na łapie przez pierwsze uderzenia serca trochę jej utrudniał, jednak po chwili adrenalina zrobiła swoje. Naparstnica znowu skoczyła w jej stronę, lecz ta tym razem zdążyła uciec. Podniosła się i otrzepała. Nie było czasu na myślenie, czy chwilę przerwy. Siostra znowu biegła w jej stronę. Liliowa wysunęła wreszcie pazury i tym razem ona zaatakowała. Trafiła kotkę w bok, ale ta nie dawała za wygraną, tak samo jak uczennica lidera. Mak wreszcie obudziła w sobie ducha walki. Szybciej niż czekoladowa, rzuciła się a jej stronę, strącając z łap. Przygniotła ją do ziemi, lecz ta prędko się wydostała. Makowa Łapa dalej atakowała, jednak Naparstnica robiła uniki. Obie były na podobnym poziomie, ale któraś z nich musiała wygrać. Mak musiała pokazać, że ona jest lepsza. Skoczyła po raz drugi, uczepiając się ucha Naparstnicy.
- Proszę, oto dar ode mnie! – syknęła, gdy wreszcie się puściła. Widziała, że krew z rany na uchu trochę zasłoni widoczność przeciwniczce. Korzystając z tego, znowu zaatakowała i przygniotła kotkę do ziemi.
- Nie jestem już dawną Maczek – mruknęła cicho, patrząc na Naparstnicową Łapę. Ta próbowała się jeszcze wydostać, jednak na marne. Chwyt Makowej Łapy był zbyt mocny. W końcu spojrzała w stronę lidera, który pokiwał głową i zakończył walkę. Mak wygrała.
 
***
 
- Ja, Błękitna Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
Makowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysięgam – powiedziała stanowczo Makowa Łapa.
- Mocą naszych potężnych przodków nadaję ci imię wojownika. Makowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Makowy Nów. Klan ceni twoje opanowanie i siłę, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka! – skończył Błękitna Gwiazda. Wszystkie koty zaczęły wykrzykiwać imię nowej wojowniczki. Makowy Nów jednak za bardzo się tym nie przejęła. Chciała się zobaczyć z Naparstnicą.

[443 słowa]
<Naparstnicowa Łapo?>
[Przyznano 9%]

Od Śnieżnego Wichru

Ostatnio Ważkowe Skrzydło nie zachowywała się, jak na nią, normalnie. Czasem przychodził do legowiska medyka i widział, że coś się dzieje. Była bardziej nieprzytomna niż zwykle i nawet do końca nie rozumiała, kto przychodził. Może nie spała? A może coś innego? W każdym razie Śnieżek wiedział, że w takim stanie może mu powiedzieć, kto jest jego ojcem. Nigdy się o to nawet nie pytał, zwłaszcza jej, ale chciał się dowiedzieć. Przecież to mógł być każdy! I może nie byłby taki jak matka. Musiał się dowiedzieć. Ruszył w stronę legowiska medyka, po drodze zabierając mysz ze stosu.
- Hej – przywitał się, gdy tylko przekroczył próg i od razu podszedł do Ważkowego Skrzydła. Liliowa spojrzała na niego, lekko przekręcając głowę.
- To dla ciebie – mruknął cicho i położył mysz obok kotki. Ta wzrok przeżuciła na zwierzę i zaczęła przesuwać je łapą. Kocur obserwował ją chwilę i w końcu przeszedł do działania. Najpierw musiał dowiedzieć się, czy liliowa w ogóle odpowie na jego pytanie. Mogła przecież nie być aż tak zmęczona, by nie kontaktować.
- Słuchaj... Jak się nazywam?
- Hm? – przechyliła lekko głowę i zaczęła ziewać. To wystarczyło kocurowi.
- A powiesz mi, kim jest mój ojciec? – zapytał, z nadzieją, że kotka odpowie.
- Ojciec? Po co ci to...
- Em... Do gry! – powiedział szybko – Lawenda chce zagrać w fajną grę i potrzebuje jego imienia.
- Lawenda? Ona wie, że kocury są gorsze – mruknęła Ważka. Śnieżny Wicher westchnął cicho. Musiał coś wymyślić. Skoro matka myślała, że jego siostry żyją, mógł to wykorzystać.
- Wiesz. Ona, razem z Gryką, chcą mu pokazać, że bez niego jest im lepiej. Że są lepsze!
- Hm... To na pewno... Ale dobrze. Dla moich księżniczek – miauknęła – Szczurzy Cień.
Śnieżny Wicher obserwował ją przez chwilę. Mówiła prawdę? Dalej nie była aż tak zmęczona, by mówić, wszytko jak leci. Nie miał pewności, ale po co liliowa chciałaby okłamać swoje "księżniczki". Po chwili namysłu wyszedł z legowiska medyka i ruszył w stronę legowiska wojowników, w którym znajdował się Szczurzy Cień. Siedział tam kompletnie sam. Śnieżek stał chwilę w wejściu, dopóki nagle nie usłyszał płaczu, dobiegającego ze środka. Lekko się cofnął, jednak po chwili postanowił wejść do środka. Usiadł obok czarnego kocura.
- Em... Wszystko dobrze? – zapytał cicho. Szczurzy Cień, aż podskoczył i szybko odsunął się od młodszego. Jednak gdy zorientował się, że to nie jest nikt zły, lekko się uspokoił.
- Ja... Przyszedłem cię o coś zapytać – wyjaśnił Śnieżny Wicher – Czy, ty... Moja matka... Mówi, że jesteś moim ojcem. Czy to prawda?
Szczurzy Cień, siedział przez chwilę w ciszy. Łzy dalej spływały mu po policzku, a całe ciało dalej się trzęsło. W końcu przełknął ślinę i powoli pokiwał głową. Czyli jednak matka nie kłamała. To był jego ojciec. Nie spodziewał się, że to będzie prawda. W sumie nie spodziewał się, że Ważkowe Skrzydło kiedykolwiek odezwie się do jakiegoś kocura, nie licząc niego, a tu jednak.
- Dlaczego nic nie powiedziałaś? – zapytał van.
- To umowa... – mruknął ojciec wojownika, dalej płacząc. Śnieżny Wicher pokiwał głową i przysunął się trochę do taty. Pierwszy raz z nim rozmawiał, ale nie chciał, by ten dalej wylewał morze łez. Położył mu ogon na barku, mając nadzieję, że to jakoś mu pomoże.
- Będzie dobrze... – miauknął cicho.

02 lutego 2024

Od Rozczarowanej Łapy CD. Stokrotka

 Prószący Śnieg zabrał Rozczarowaną Łapę na trening skoro świt. Szylkretka niechętnie ruszyła za białym kocurem, jeszcze przed wyjściem z legowiska uczniów zerkając na rodzeństwo, które mogło sobie dłużej pospać. Zazdrościła im tej możliwości wyspania się. Ale dzięki temu, że rozpoczęła dzisiejszy treningu wcześniej, również wcześniej go zakończy. Coś za coś. Zrównała kroku z mentorem kierując się do wyjścia z jaskini. Widząc co się dzieje poza nią, zrezygnowana położyła uszy po sobie. Nie tylko została obudzona tak wcześnie, ale również miała trenować w deszczu. Świetnie, po prostu świetnie.
— A co to za mina? — zagadnął pogodnie biały kocur widząc minę Rozczarowanej, która spode łba spojrzała na niego
— Nie możemy poczekać, aż się rozpogodzi? 
— Nie. Idziemy. Nic takiego ci się nie stanie... Kto rano wstaje... — zadowolony machnął ogonem, starając się zachęcić młodszą członkinie klanu do opuszczenia obozu. Córka Srokoszowej Gwiazdy niepewnie ruszyła naprzód, a krople deszczu dość szybko zmoczyły jej półdługie futro, gdy tylko znalazła się poza jaskinią. Pojedynczy większy loczek zdobiący jej głowę również jak reszta futra oklapła, tym samym zasłaniając kotce widok. 
— ... ten jest niewyspany — dokończyła otrzepując się z nadmiaru wody. 
Nie mogła się doczekać, aż skończy trening i wróci z powrotem do jaskini.

***

Rozczarowanej Łapie udało się upolować niedużą jaszczurkę, która przemykała po niedużej kamiennej ścianie. Biedne stworzenie nieudolnie starało się uciec przed kocicą i zostało zapędzone w małą szczelinę, będąca ślepym zaułkiem. Jedyną możliwością było się cofnięcie, tym samym wpadając w łapy szylkretki.
— Mam ją. Mam ją! — zawołała przyciskając swoją zdobycz do ziemi, po tym jak udało jej się wyciągnąć jaszczurkę ze szczeliny nad Kaczym Bajorkiem
— Dobra robota! Ha ha!
Uśmiechnęła się słysząc pochwałę. Chwilę jej zajęło zagonienie tego małego zwierzątka, a już reszta to było niczym połknięcie płotki. Szybko się uporała z zakończeniem żywota zwierzęcia, teraz z dumą mogła wrócić do obozu i pochwalić się rodzeństwu i mamie, no i może ojcu swoją pierwszą zdobyczą, która całkowicie samej udało się dopaść. Jednak Prószący Śnieg nie wykazał zainteresowania powrotem, zamiast tego nakazał kocicy postarać się upolować jeszcze jedno zwierzę, tym razem większe niż ta mała jaszczurka, która się nawet młody uczeń nie naje. Czyli pochwała nie była szczera, a kocur po prostu wyśmiał jej udane polowanie.
— Zaraz złapie mysz, nornice... albo królika i nie będzie ci do śmiechu! — krzyknęła do kocura, który właśnie w tej samej chwili starał się upolować kaczkę
Oddaliła się kawałek w stronę Złotych Kłosów. Pamiętała z teorii, że porą opadających liści znajduję się tutaj najwięcej gryzoni i nie tylko, ale porą nowych liści również pojedyncze sztuki powinny się znaleźć. No mogło być jednak trudniej przez warunki pogodowe, jakie towarzyszyły dzisiejszego dnia. Dlatego też trzymała nos przy ziemi starając się wywęszyć wspomniane gryzonie, licząc na to, że może jej się poszczęści i trafi na więcej niż jedną sztukę. Skupiona na polowaniu, powoli zbliżyła się w stronę Drogi Grzmotu, pamiętając o tym, że nie może jej przekraczać pod żadnym pozorem, dopóki nie zostanie mianowana na wojowniczkę. Właśnie, o ile zostanie mianowana. I gdy już udało jej się znaleźć trop zwierzęcia, usłyszała szelest dochodzący za nią.
Czując dziwny nieznany zapach w okolicy, przystanęła unosząc pysk znad ziemi i zaczęła się rozglądać dookoła. Wśród niezbyt wysokiej trawy błysnął jej nieduży kształt. Czyżby to był "królik"? Chyba mógł przybiec tutaj z terenów Klanu Burzy, prawda? Nie miała okazji go jeszcze nigdy widzieć z bliska, w końcu były takie szybkie, a Rozczarowanie nie potrafiła im dorównać szybkością. Nie odzywając się, nie chcąc spłoszyć swojej potencjalnej zdobyczy zakradła się i tak jak ja uczył Prószący Śnieg, skoczyła. Zamiast jednak skoczyć na domniemanego królika, już po chwili przyciskała łapkami do ziemi liliowego kota, którego powaliła na mokrą ziemię. Była doprawdy wielce zaskoczona tym co, czy też właściwie kogo upolowała. Liliowy pachniał inaczej niż koty z Klanu Klifu, a poza tym nigdy go na oczy nie widziała. Samotnik? A może kot z innego klanu? Z Klanu Wilka, w końcu był najbliżej od Złotych Kłosów? Tylko co po tej stronie by robił.
— Kim jesteś i co robisz na terenie Klanu Klifu? — zaczęła starając się brzmieć groźnie, tak samo jak w swoich powieściach dotyczących przeganiana samotników brzmiał Lśniący Księżyc. Kot, którego jakimś cudem udało jej się powalić, prawdopodobnie po prostu przez efekt zaskoczenia, był od niej nieco większy, jednak różnica było ledwo zauważalna. 
— A, łapa, moja łapa... — wymamrotał kocur, i dopiero wtedy Rozczarowana spojrzała na wspomnianą łapę, którą dociskała swoją do podłoża uniemożliwiając liliowemu poderwanie się z ziemi
Skrzywiła mordkę widząc kolec w łapie kocura. Wyglądało to okropnie. Jakim cudem on był w stanie normalnie chodzić z kolcem wbitym w łapę? Ona na jego miejscu już dawno by się udała do medyków, albo chociażby mentora czy rodzica, aby wyciągnąć obce ciało.
— Jakim cudem ty jeszcze ruszasz tą łapą...
Widząc, że kot wydawał się niegroźny, nieporadny, a przede wszystkim słaby w oczach młodej uczennicy puściła go, ale w każdej chwili była gotowa głośno się wydrzeć, gdyby sytuacja się obróciła na jej niekorzyść, aby jej mentor widział, że jest w niebezpieczeństwie. Nieco się cofnęła, na bezpieczną odległość, tak by móc w razie czego mieć większe pole na wykonanie manewru podczas ucieczki. A gdy to zrobiła, upewniając się, że nikogo poza kocurem nie ma w okolicy, usiadła na ziemi przyglądając się młodemu nieznajomemu mając nadzieję, że ten zaraz jej ładnie odpowie na zadane pytania. I to szybko. Bo trzeba było coś poradzić na tą jego dolegliwość, bo na samo spojrzenie na łapę kota, ciarki przechodziły po karku koteczki.

<Stokrotku?>

[trening 890 słów]
[Przyznano 18%]

Od Naparstnicowej Łapy CD. Makowej Łapy

 Przyglądała się liliowej uczennicy, starając się przetworzyć jej słowa, nie potrafiąc zrozumieć dlaczego jej siostra nazwała ją potworem. Nie zrobiła nic złego, w końcu pilnowała, aby siostra stała się dzielną wojowniczką oraz codziennie wieczorem składała krótkie modlitwy do Mrocznej Puszczy, za co dostawała pochwałę od Bieliczego Pióra. Wydawało się, że wszystko robiła dobrze 
— No wiesz ty co Raczku... — zaczęła wzdychając, nie podobało się jej określenie jakim została nazwana, powinno być zarezerwowane tylko dla kotów oddających cześć Gwiezdnym. — Potworem powinnaś nazywać Rozwydrzeńca, za to, że podniosła łapę na Stokrotkę. Tylko potwór nie okazuje szacunku byłej liderce oraz matce aktualnej liderki. Mogłabyś tak też nazwać Naiwka, za to, że się spotykał z obcym kotem, który mógł zaszkodzić kociakom Żmijki... Co im strzeliło do głów, to ja nie wiem. Na pewno to sprawka Gwiezdnych. Tak, musieli im namieszać w głowach i zachowują się jak... gorzej niż dzikusy! Ich tak sobie nazywaj, a nawet inaczej jeśli chcesz. Ale już na pewno nie mów tak o mnie, swojej siostrze, która o ciebie dba. I dbam o klan. — prychnęła czując się wielce obrażona i zeskoczyła na gałąź niżej — Jeśli chcesz tu zostać, proszę bardzo. Tylko nie spadnij, bo tata na pewno będzie na ciebie zły, że takiego kolejnego słabeusza ma! — zwróciła się do kotki idąc w przeciwnym kierunku 
Nie rozumiała tego nagłego wybuchu siostry, ale nie starała się go zrozumieć. Może siostra zjadła nieświeżą piszczkę i stąd jej zachowanie? 

***

Była bardzo dumna z Makowej Łapy, że ta ugryzła medyczkę oddająca cześć Gwiezdnych. Gdy tylko się o tym dowiedziała, nie mogła wyjść z podziwu, a z jej pyska płynęły same pochwały. Naparstnicowa Łapa sama z chęcią by zmierzyła się z jakimś medykiem czczącym Gwiazdki, aby pokazać, że to jednak wyznawcy Mrocznej Puszczy są lepsi w swym fachu i nie tylko. 
— Szkoda, że Błękitek nie mianował ciebie i Mrok na wojowników. Zasłużyłyście. Gdy ją padłam w połowie drogi i się zaplątałam o gałęzie, wy zachowałyście się jak na prawdziwe Wilczaki przystało. — miauknęła do ucha siostry, o której bok opierała się głową — Jestem dumna z ciebie siostrzyczko. Zmądrzałaś i stałaś się bardzo dzielna przez te księżyce, to na pewno dzięki treningowi. No i moim modlitwą do przodków, aby cię pilnowali. Mieli cię w opiece i proszę. Jeszcze trochę potrenujesz i jak nic Błękitek ogłosi twoją walkę. Ciekawe z kim będziesz musiała się zmierzyć... A z kim Hortensja. I ja...
Rozważała wszystkie możliwości. Pewnie będą walczyć ze swoimi mentorami, bo z tego co słyszała, tak się właśnie często działo. Mogły też walczyć między sobą, tak jak w przypadku Śnieżnego Wichru, który walczył z własną matką. Właśnie, Ważkowe Skrzydło. Musiała do niej zajrzeć za chwilę i zmienić okłady na ranach kocicy, bo chyba udało jej się znaleźć połączenie ziół, dzięki którym rany szybciej się goiły. Ale musiała jeszcze nad nimi przeprowadzić badania.
Rozmowę kocic przerwał w pewnej chwili lider, przekazując im tym samym bardzo ciekawą informację, o której właściwie wcześniej rozmawiały. Okazało się, że obie mają przygotować się do walki, która będą musiały stoczyć już jutro. Na podekscytowanej mordce szylkretki pojawił się uśmiech, którym obdarowała swoją siostrę. Cieszyła się bardzo, że w tym samym dniu, ona i jej siostra będą mianowane. Bo obie ją muszą wygrać, w końcu tak długo trenowały. 
— To wspaniała wiadomość, ale z kim będziemy walczyć jeśli można wiedzieć?
Błękitna Gwiazda zmierzył spojrzeniem córkę Gęsiego Wrzasku.
— Jak to z kim? Stoczycie walkę między sobą. 
— Och. — rzuciła kotka kładąc po sobie uszy, rozczarowana tym, że jedna z nich będzie zmuszona przegrać. Nie chciała żeby to była zarówno Mak, jak i ona sama. — Pójdę na całość, mam nadzieję, że ty również — zwróciła się do siostry, miała nadzieję, że kotka nie będzie się hamować przed atakami, bo Naparstnicowa Łapa nie miała takiego zamiaru. Bo jeśli uda jej się wygrać walkę, to na pewno również zostanie zaraz przyjęta do kultu.

<Maczku?>

01 lutego 2024

Nowe członkinie pustki!

 

Powód odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna śmierci: przedawkowanie trujących ziół

Odeszła do Pustki!

Powód odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna śmierci: stratowanie przez sarnę

Odeszła do Pustki!

Od Malwowego Rozkwitu

Deszcz smagał grzbiety kotów wracających do obozu. Malwowy Rozkwit czuł, jak jego grube futro przesiąka wodą i obciąża go, ciągnąc w dół. Jedyną porą w jakiej jego puchatość się przydawała, była Pora Nagich Drzew. W pozostałych była jedynie utrudnieniem. Jeśli nie robiła się mokra i brudna, przez co wyglądał jak mały dzik, to stanowiła kożuch, pod którym nieustannie pocił się podczas Pory Zielonych Liści. Już przy pierwszym kroku postawionym w obozowisku dało się wyczuć napiętą atmosferę. Koty zamiast siedzieć w zaciszu gęstej roślinności, przebiegały przy ścianach z niepewnymi minami. Towarzyszący bratu Zwiędły Hiacynt zastrzygł uchem, lecz nie skomentował poczynań współklanowiczów. Malwowy Rozkwit zmarszczył nos, kiedy duża kropla zsunęła mu się z liścia na nos. Siwiejący już, czarny pysk z białą iskierką na środku, wyłonił się z jednej z dziupli kamiennego drzewa.
— Niech wszystkie koty zdolne do samodzielnego polowania zbiorą się u stóp Skruszonego Drzewa! – zawołała z góry.
Z legowisk dobiegł niezadowolony furkot, jednak większa część kotów zjawiła się posłusznie, próbując jednak pozostać pod liściastymi baldachimami, chroniącymi je przed bezpośrednim zmoknięciem.
– Tego poranka Sójczy Szczyt nie zastała w legowisku uczniów Cichej Łapy. Szałowiowa Łapa i Krowia Łapa przyznały, że wczorajszego wieczoru nie wróciła jak zwykle do legowiska, natomiast Tropiący Szlak i Kurza Pogoń, którym Cicha Łapa wczoraj towarzyszyła na patrolu zniknęła za potrzebą tuż przed wkroczeniem do obozu. – opowiadała przywódczyni, jednak tylko nieliczne koty, w tym Malwinek, okazały zmartwienie tą informacją. Młoda szylkretka przez okoliczności w jakich trafiła do Klanu Burzy nie była szczególnie lubiana, z resztą z wzajemnością. – Chciałabym wyznaczyć patrol poszukiwawczy, który wyruszy jak tylko pogoda… zelżeje – dodała, mrużąc boleśnie jedno ze ślep, kiedy masywna kropla trafiła ją w oko.
Nikt z zebranych nie rzucał się na ratunek zaginionej uczennicy, mając swoje własne domysły co do powodu jej zniknięcia. Malwowy Rozkwit próbował się zgłosić, jednak został powstrzymany zdecydowanym ruchem łapy przez swojego brata. Widząc brak chętnych, Różana Przełęcz kontynuowała przemowę:
– Na patrol wyruszy Gradowy Sztorm, Brzęczkowa Łapa, Sójczy Szczyt i… – urwała szylkretka, przesuwając oczami po zebranych – Malwowy Rozkwit.
Rudy kocur siedzący obok wywrócił oczami, po czym wstał i skierował swoje kroki w stronę legowiska wojowników. Pozostali wyznaczeni spojrzeli po sobie beznamiętnie, by po kilku uderzeniach serca zniknąć w swoich zaroślach, do czasu aż pogoda się nie uspokoi. Jedynie najmłodsza z wyznaczonych kotka - jedna z samotniczek, które dołączyły niedawno do klanu - zdawała się być zdezorientowana, nie do końca rozpoznając jeszcze imiona wszystkich kotów w Klanie Burzy. Malwowy Rozkwit sam nie miał jeszcze przyjemności bliżej poznać się z nowymi kotami, głównie przez jego nadopiekuńczego brata, który od dnia narodziny czuwał nad nim jak nad jajkiem, odstraszając od kremowego prawie wszystkie zainteresowane koty. Brzęczkowa Łapa także zdawała się mieć kogoś takiego - przy jej boku siedział Bobrza Łapa, wysoki, masywny kolor o sierści w kolorze czekoladowym. Para jego pomarańczowych oczu łypnęła na Malwowy Rozkwit nieprzychylnie, kiedy ten zbliżył się do nich.
– Hej! – miauknął przyjaźnie kremowy, uśmiechając się do cynamonki – Jestem Malwowy Rozkwit. Wydawałaś się być zdezorientowana, dlatego pomyślałem, że może trzeba ci pomóc. – dodał i korzystając z okazji przedstawił się.
Drobna kotka uniosła nieśmiało niebieskie oczy spod jasnych rzęs, patrząc na kocura.
– Dziękuję… – bąknęła, kątem oka zerkając na swojego towarzysza, który rzucał na jej szczupłą postać złowrogi cień.
Nie chcąc tak szybko kończyć rozmowy, starszy wojownik kontynuował, zupełnie nie zważając na panującą ulewę i fakt, że większość zebranych już dawno się pochowała i aktualnie ich trójka była jedynymi kotami, które mokły na środku obozu.
– Czy znasz pozostałe koty, które z nami pójdą? – miauknął, jednak nim cynamonowa zdążyła odpowiedzieć, ciągnął dalej: – Myślę, że Sójczy Szczyt powinnaś kojarzyć, chociażby z widzenia. Bardzo często towarzyszy Różanej Przełęczy. Gradowy Sztorm jest dość charakterystyczny. Często siedzi naburmuszony, ale raczej nie jest groźny. O, tam jest! – zawołał, łapą wskazując na szylkreta, który próbował w samotności zjeść wróbla. Wytknięty kocur spojrzał na wojownika nieprzychylnie, odwracając się do nich plecami.
– Dziękuję… – ponownie odpowiedziała Brzęczkowa Łapa, dość speszonym tonem.
Zanim Malwowy Rozkwit zdążył coś dodać, przed cynamonową wystąpił jej sporych gabarytów kolega.
– Myślę, że powinniśmy już iść. Twoja nowa znajoma także powinna się schronić przed deszczem – odrzekł poważnym głosem, swoja słowa kierując do Brzęczki.
– O-oh, rzeczywiście… – przytaknęła.
Malwowy Rozkwit skinął jedynie uprzejmie głową, nie zwracając uwagi, że został przez Bobrzą Łapę uznany za kotkę, po czym sam podreptał do siebie.
***
Po jakimś czasie deszcz zmienił się w mżawkę, a dobiegające z oddali grzmoty ucichły. Czwórka wybrańców zebrała się przy wyjściu z obozu, a na czele ich grupy stanęła Sójczy Szczyt. Nie czekając dłużej wyruszyli.
Błoto pozostawione po ulewie nieprzyjemnie kleiło się do poduszeczek i wchodziło między paliczki, utrudniając tym samym poruszanie się. Rozdzielili się przy samym wyjściu, gdzie według zeznań Tropiącego Szlaku i Kurzej Pogoni ostatni raz widziano Cichą Łapę.
– Mam nadzieję, że Cichej Łapie nic nie jest. To dobra uczennica. – zaczął niebieskooki. – Nigdy jej bliżej nie znałem, ale zawsze wydawała się być otoczona taką smutną aurą, jak gdyby nigdy nie była w pełni szczęśliwa. Myślisz…Myślisz że to przez to?
– Nie wiem… – rzuciła w odpowiedzi Brzęczkowa Łapa.
Fakt. Była tutaj krócej niż on i tym bardziej nie znała tła Cichej Łapy. Trudno byłoby wyciągnąć z niej jakąś bardziej rozbudowaną odpowiedź.
– Chyba coś znalazłam… – miauknęła nieśmiało, nosem obwąchując skrawek białej sierści uczepiony kolczastej gałązki.
Rzeczywiście. Sójczy Szczyt, która zjawiła się od razu po zawołaniu potwierdziła, że futro to należało do jej uczennicy. Nieco dalej Gradowy Sztorm odnalazł rozmyty ślad małych, uczniowskich łapek, których tropem ruszyli dalej.
– Dobra robota, Brzęczkowa Łapo! – pochwalił młodszą Malwowy Rozkwit. – Nie wiedziałem, że jesteś taka spostrzegawcza!
Arelkinka uśmiechnęła się słabo, kolejny już raz dziękując kocurowi. Mżawka nie ustawała, a oni wciąż szli i szli. Co jakiś czas wpadali na odcisk łapy czy wygniecioną trawę sugerującą, że ktoś tędy niedawno przechodził.
Trop urwał się dopiero na samej granicy Klanu Burzy z terenami niczyimi. To co się stało zdawało się być dość oczywiste. Kotka pod osłoną nocy uciekła z klanu. Sójczy Szczyt machnęła ogonem, z zawodem kręcąc łbem. Nie byli w stanie nic więcej zrobić. Cicha Łapa nie należała już do burzaków.
– Niech Klan Gwiazdy ma ją w opiece – powiedział zmartwiony Malwowy Rozwkit, wpatrując się w dalekie, nieodkryte przestrzenie przed sobą.
Zielone kłosy zaszumiały, smagane nasilającym się wiatrem, a na horyzoncie dało się dostrzec jaskrawe błyski, przecinające ciemniejące niebo.
– Wracamy – zarządziła zastępczyni, kończąc patrol poszukiwawczy.

Od Bluszczu

Był już duży i wreszcie mógł zacząć trenować! Smuciło go tylko to, że jego mentor nie leczył innych. Choć... Może jednak coś umiał? Musiał się tego dowiedzieć!
W końcu przyszedł kot, który miał go uczyć. Był to czarny, masywny kocur z białym ogonem. Spojrzał chłodno na arlekina, lecz on się tym nie przejął. Szybko podbiegł do starszego kocura i zaczął biegać wokół niego, by dokładniej mu się przyjrzeć.
- Jesteś moim mentorem? Jestem Bluszcz, miło mi cię poznać! Czego będziemy się uczyć? Idziemy już, czy potem? – pytał Bluszcz, cały czas biegając.
- Zatrzymaj się – powiedział czarny kocur, na co Bluszcz stanął – Jestem Set. A teraz idziemy – oznajmił i wyszedł na dwór, a niebieski za nim.
- Set... Śmieszne imię! – uśmiechnął się, lecz Set nic nie powiedział. Przez resztę drogi szli w ciszy, jednak to nie uspokoiło młodszego. Jeszcze nigdy nie był w mieście, ani poza domem. Z wielkim zaciekawieniem obserwował wszystko dookoła, ledwo powstrzymując się przed ucieczką i zwiedzaniem tego dziwnego miejsca. Wszystko tu było takie... Inne. Dziwne i bardzo ciekawe! Wysokie budynki, mniejsze domostwa Dwunożnych, tyle obcych zapachów!
- To niesamowite – mruknął cicho, zostając trochę w tyle. Jednak gdy to zauważył, szybko podbiegł do starszego. W końcu Set się zatrzymał.
- Dziś nauczysz się zdobywać pożywienie. – oznajmił samotnik.
 
***

Set wyjaśnił mu podstawowe zasady, a młodszy starał się je zapamiętać, by nie wpakować się w kłopoty. Wyjaśnił mu też i pokazał, jak się poluje i zdobywa jedzenie.
- Skup się Bluszczu – powiedział starszy – Teraz powtórz, co ci pokazałem... Co ty trzymasz?
- To jakieś zioło! Może się przyda u mnie w domu! – wyjaśnił Bluszcz, na co Set tylko westchnął.
- Mówiłem ci już... Eh... To jest mak, zostaw go na razie, może potem go weźmiesz.
- Ty znasz się na ziołach? – zapytał podekscytowany arlekin, słysząc słowa kocura. Ten pokiwał głową.
- A nauczysz mnie?
- Jeśli wreszcie się skupisz. A teraz do roboty.

[Trening wojownika: 302 słowa]
[Przyznano 6%]

Od Obuwikowej Łapy do Piórolotkowego Trzepotu

 Specjalnie przeczekały aż do czasu bliskiego zachodowi słońca, bo podobno wtedy aktywność krabów dopiero zaczynała wzrastać.
Obuwikowa Łapa ze swoją mentorką wybrały się nad morski brzeg właśnie z tego powodu. Z powodu krabów. Nie musiały zachodzić tak daleko, ale jakoś tak się stało, że zawędrowały w okolice granicy z Klanem Nocy. Wcześniej zgodnie stwierdziły, że po drodze nie zauważyły żadnego lepszego miejsca godnego na ich łowy.
Pogoda była w porządku. Ognista kula słońca chyliła się ku horyzontowi, rzucając na świat pokazowe, pomarańczowo-fioletowe barwy z domieszką czegoś przyjaznego i ciepłego w tym wszystkim. Wcześniej padało całkiem obficie, ale teraz niebo było już czyste, pozbawione tych brzydkich, szarych chmur. I chociaż Obuwik nie przepadała za deszczem, tym razem on sprzyjał, zapewniając tylko więcej materiału treningowego. To znaczy, krabów.
Słona woda w tle grała swój szum, a dwie kotki zerknęły na wąską ścieżkę, jaką zostawiły z odcisków łap na miękkim piasku.
– Tu będzie dobrze. Zobacz, tam nawet jest jeden.
Pomarańczowe spojrzenie poszło w ślad za tym błękitnym i… Rzeczywiście! Jeden wielonogi koleżka już dreptał w tylko sobie znanym kierunku. Młodsza szylkretka doskoczyła do niego w paru susach. Nie był zbyt szybki. Z ciekawości trąciła go pazurem.
– I co się z takim robi? – rzuciła w powietrze, wesoło unosząc swój puchaty ogon.
– Najpierw to musisz uważać, żeby…
I dokładnie wtedy, w ciągu jeszcze tego samego uderzenia serca, rozległo się zaskoczone "Aaah!" chyba po całej plaży. Aż jakieś wystraszone ptaki zakrzyczały w odpowiedzi.
– Właśnie.
Ale za co tak szczypać od razu! Biedna uczennica zaczęła nerwowo trzepać kończyną, starając się odczepić napastnika. Nafukała na niego, gdy tylko jej się to udało. Przytrzymała go, ale inaczej, tym razem upewniając się, że jej delikatne łapki nie były już w jego zasięgu. Dowiedziała się, że takiego delikwenta raczej trudno zabić ze względu na jego twardą skorupę, dlatego szczypce trzeba było po prostu urwać na żywca. I że część pancerza odrywa się od brzucha… Zaraz, czy kraby w ogóle miały brzuchy?!
Zostawiając tę kwestię i ogólnie rzecz biorąc, nieprzyjemna to była robota, gdy ofiara wciąż przebierała jeszcze nogami. Licznymi nogami. I rzeczywiście była twarda. Obuwik w pewnym momencie zaczęła obawiać się, że prędzej pokruszy swoje własne zęby, niż poradzi sobie z obróbką tego nieszczęsnego kraba. Ale! W końcu wytrzymałość skorupiaka się poddała i kotce aż wyrwał się z krtani krótki okrzyk triumfu.
– Widziałaś?!
To miękkie, delikatne mięso kryło się w środku. Chociaż, musiała przyznać, nie wyglądało dla niej zbyt atrakcyjnie. Nie rozumiała jeszcze, kto mógłby traktować to jako przysmak. Pewnie powinna sama spróbować, zanim zaczęła oceniać. Nie miała na to czasu. Była na treningu i na polowaniu, nie na uczcie.
Rozejrzała się więc za kolejnym kandydatem na szybkie rozczłonkowanie. Jednak zamiast czerwonego stawonoga, uwagę klifiaczki przykuło srebrne futro, które już gdzieś widziała. Po drugiej stronie granicy. Zaczęła się mu przyglądać, przez chwilę tkwiąc w całkowitym bezruchu i zastanawiając się, czy może to on jeszcze przed chwilą nie przyglądał się jej. Jak długo tu był?
– Hej, Gasnący Promyku! – obudziła się nagle, najpierw jeszcze skacząc do swojej mentorki – pozwól mi porozmawiać z tamtym kotem, poznałam go na zgromadzeniu! Jest miły.
Uśmiechnęła się ładnie i, otrzymawszy zgodę, potruchtała znacznie bliżej do wypatrzonego kocura. Dopiero na koniec drogi zdała sobie sprawę, że nie do końca pamiętała jego imię.
– Pióro…Lotku! – aż jej umysł zaczął parować od pamięciowego wysiłku – cześć! Co tutaj robisz? – rzuciła ciekawsko, ale jak najbardziej życzliwie, bez cienia wścibskości.

<Lotek?>
[555 słów]
[Otwieranie krabów]
[Przyznano 16%]

Od Myszołowa CD. Kosa

 Wpatrywał się w martwe ciało dawnego pieszczoszka. To było jasne, że tak skończy. Odkąd trafił na poligon strasznie się rządził. Ciągle wykradał mu jedzenie i zgrywał silniejszego niż było w rzeczywistości. Ale mimo wszystko... nie cieszył się z tego co się stało. Owszem, Kos był istnym utrapieniem i go nie znosił, ale nie zasłużył na taki koniec. Nikt na to nie zasługiwał. 
Uniósł wzrok na mistrza, który wpatrywał się w niego nieodgadnionym wzrokiem. Czy był dumny, że oto udowodnił swoją wartość? A może był zawiedziony, że to nie on leżał teraz w strugach krwi? Prawda... wymknięcie się poza teren poligonu bez jego wiedzy było głupim i pochopnym zachowaniem, ale taką miał już naturę. Przeżył najgorsze piekło i teraz nic mu nie było straszne. Śmierć przestała mieć znaczenie, gdy towarzyszyła ona na każdym kroku. 
— Pochowaj go gdzieś, a potem wracaj do reszty — tylko tyle usłyszał z pyska Ostrokrzewa. 
Samotnik oddalił się i zniknął, chociaż czuł, że wcale tak nie było. Na pewno go obserwował, analizował co zrobi i czy w ogóle się tego podejmie. 
Ostatni raz spojrzał na martwego, a potem wziął się do pracy. 

***

Zakatarzony nos to najgorsze co mogło go spotkać. Wszyscy drwili i śmiali się, że rozpaczał po śmierci Kosa, stąd to ciągłe pociąganie. Przecież słyszeli jak kichał! Czy to im wyglądało na płacz? Ugh... Nie znosił ich wszystkich. Zdawał sobie sprawę, że miał ograniczone możliwości w celu wyleczenia się. Musiał więc pomyśleć w jaki sposób zdobyć coś co uratuje go od przyszłych komplikacji. Nie chciał, aby zdrowie mu siadło z dnia na dzień. Potrzebował zdobyć lek... Tylko... skąd? 
Nagle dojrzał znajomą sylwetkę. Może mistrz miał jakieś zapasy ziół? Raczej też chorował, nie był niezwyciężony. Ale zakradnięcie się i wykradnięcie jego medykamentów mogło skończyć się gorzej niż to co spotkało biednego Kosa. 
Ale... czy miał inne wyjście? 
Dlatego też starając się nie rzucać w oczy, skierował kroki w kierunku jego legowiska, które znajdowało się w dość dużej metalowej rurze. Nie wiedział na co takie rzeczy były potrzebne Wyprostowanym i czemu je tu porzucali, ale w okolicy było ich sporo. 
Kiedy upewnił się, że nikt go nie widzi, wskoczył do środka i zaczął swoje poszukiwania. 

***

Skończyło się źle. Uderzył boleśnie o ziemię, krzywiąc się. Na nic mu były zapewnienia, że zabłądził. Ostrokrzew i tak w to nie uwierzył. Dał mu spory wycisk, mierząc go niezadowolonym spojrzeniem. 
— Jesteś okropnym złodziejem — stwierdził na odchodnym, jak gdyby takie sytuacje zdarzały mu się zdecydowanie za często. Akurat. Wątpił, aby ktoś o zdrowych zmysłach szperał w jego rzeczach. Czy mógł uznać się już za desperata? 
Leżał na ziemi, oddychając ciężko, aż sylwetka mistrza nie zawisła nad nim z powrotem. Czyli było mu mało? Jednak go dobije? Otóż... nie. Coś spadło mu na łeb, a gdy się lepiej przyjrzał ujrzał to czego tak usilnie szukał. Zioła. 
— Nie ciesz się z tego aktu dobroci z mojej strony. Jesteś już gotowy na swoją pierwszą misję. Szkoda zmarnować twój potencjał zapaleniem płuc. Jeżeli uda ci się spełnić moje oczekiwania, awansujesz i będziesz mógł sam szukać pomocy u uzdrowicieli. Jeśli jednak zawiedziesz, miejsce u boku pieszczocha, za którym rozpaczasz będzie już czekać. 
— Nie rozpaczam za nim! — pisnął zły, że mistrz uwierzył w te głupie plotki. Wziął jednak zioła i szybko je przełknął, bo widział jak jego łapa już zmierza w ich kierunku, aby je zabrać. Ha! Nie ma! Był za wolny. 
Samotnik posłał mu tylko krzywy uśmiech, jak gdyby powątpiewając w jego słowa, a potem naprawdę już się oddalił. 
Co za utrapienie z nimi wszystkimi! Kos nie był jego przyjacielem! Bardziej uznawał go za swojego rywala. Tylko on zaraz po Ostrokrzewie potrafił mu zepsuć humor. Teraz jednak go nie było, więc musiał o nim zapomnieć. Nie potrafił jednak tego... bo wciąż ktoś mu o nim przypominał. 

Wyleczony: Myszołów
[617 słów]
[Przyznano 12%]

Od Piaszczystej Zamieci CD. Szepczącej Pustki

 Spojrzał w górę, ale nie mógł dostrzec tej fryzury, o której wspominał Szept. Jego głowa musiała jednak wyglądać bardzo... nieokrzesanie. Tyle było z ulizywania go przez matkę. Zawsze psuł jej robotę, a ona sapała zła, że nie potrafił chociaż przez moment jej utrzymać. Nie potrafił jednak odmówić kociętom zabawy. Był wujkiem... Co go z jednej strony przerażało, z drugiej cieszyło. Sądził, że nie był dobrym opiekunem, ale jak na razie radził sobie z tą dwójką znakomicie. Czasami jednak nie umiał odpowiadać na ich pytania, czując się niezręcznie, że te małe istoty tak się nim interesowały. 
— Nie spodziewałem się, że przyjdziesz w odwiedziny i przyniesiesz coś maluchom — przyznał szczerze, łapą uklepując swoją sierść na głowie. — To do ciebie bardzo niepodobne. Nie przepadasz w końcu za moją siostrą — zauważył, rzucając mu podejrzliwe spojrzenie. Czyżby coś knuł? Może chciał zrobić rudej żart? Nie widział jednak w piórach niczego niecodziennego, co na to by wskazywało. 
— Nie lubię twojej siostry — przyznał syn Różanej Przełęczy. — Ale kociaki to nie twoja siostra, nie? Poza tym lubię ich towarzystwo, nie są sztywni jak większość dorosłych. Do innych też przychodziłem. W końcu głupio nie znać współklanowiczów — zauważył posyłając Piaskowi urażone spojrzenie. — No i akurat trafiło się, że Kurza Pogoń po polowaniu zostawiła kilka drobiazgów~ Szkoda by było nie skorzystać.
Skinął łbem. Rzeczywiście tak do tego nie podszedł. On zbytnio nie odwiedzał nowych nabytków w żłobku, którzy nie pochodzili z jego rodziny. 
— To kiedy zobaczę twoją miłą w tym miejscu? — rzucił żartem. — Ktoś wpadł ci w oko? Twoja matka pewnie ucieszyłaby się z wnuków. Wydaje mi się strasznie ponura. To może poprawiłoby jej nastrój. Słyszałem od mojego dziadka, że wnukowie naprawdę są miodem na serce. 
Kocur się niemal opluł, może przy okazji zakrztusił. 
— A ha ha, tak, widzisz... — Szept trochę zmieszany przejechał łapą po boku pyska. — Cóż, nie wiadomo co przyniesie przyszłość! Może mój harem się poszerzy, a może skończę jako stary pustelnik odstraszający kociaki... — rzekł niby tajemniczo, chcąc sobie najwyraźniej ułatwić i wyjść z tematu. 
— Poza tym coś mi się widzi, że patrząc na możliwe wybory, matka by mnie prędzej zabiła niż się ucieszyła.
Zachichotał słysząc te słowa. No... Patrząc na wybryki Szepczącej Pustki mogłoby tak być. 
— Masz... ciekawe plany na przyszłość. Cóż... Liczę więc powodzenia w ich spełnianiu i unikaniu gniewu matki. Coś o tym wiem... 

***

Złapał go paskudny kaszel. Nie czekał aż matka go wygoni do medyka, od razu tam poszedł. Kiedyś to Wiśniowa Iskra zajmowała się jego schorzeniami... A teraz? Teraz musiał oddać swój los w łapy kogoś innego. 
Na szczęście zastał Rumiankowe Zaćmienie i powiedział mu co go męczyło. Medyk szybko zabrał się do pracy i podał mu odpowiednie zioła. Gdy je przełknął, musiał czekać tylko na efekty. Nie wiedział jak szybko zaczną działać, ale liczył na to, że ominie go pogorszenie stanu zdrowia. Teraz nie mógł na to sobie pozwolić. Miał na głowie naprawdę sporo rzeczy. Nie dość, że trenował Króliczą Łapę, to wziął sobie na barki i siostrzeńca. Nie wierzył, że Różana Przełęcz się na to zgodziła. Wierzył jednak, że nauczy Nagietkową Łapę współpracy z Króliczą Łapą. Nie chciał w końcu, aby kocur stoczył się jak cała jego rodzina. Po tym jak zapałał miłością do nierudego zrozumiał, że takie klasyfikowanie było bardzo szkodliwe. Niczym się przecież nie różnili. Wszyscy byli kotami. Ale i tak starał się podchodzić do tego szkolenia z dozą ostrożności. Kto wie czy Nagietek nie był już zindoktrynowany przez Lew... Mógł na niego naskarżyć, a wtedy miałby poważne kłopoty. 
— O! Szepcząca Pustko... witaj — przywitał się z kocurem będąc w doskonałym humorze, pomimo kaszlu, który nim wstrząsał od czasu do czasu. — Zanim zapytasz... tak właśnie wracam od medyka, więc nie bój się, nie zarażę cię. Co takiego porabiasz? Jak idzie szkolenie Barszczowej Łapy? 

<Szept?>

Wyleczony: Piaszczysta Zamieć