BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

09 września 2022

Od Skalnego Szczytu CD. Mleczowego Pyłu

jeszcze Porą Nagich Drzew
Od pewnego czasu nie opuszczało ją uczucie przeszywającego na wskroś jej ciało chłodu. Wydawało jej się, że nieustannie słyszy pełen okrucieństwa śmiech brata, rozchodzący się tuż nad jej głową. Zarazem był blisko, niczym w jej cieniu, ale wciąż pozostawał nieuchwytny dla jej oczu. Brązowe ślepia raz po raz badały w panice otoczenie, czekając na nadchodzący atak, choć ten nigdy się nie zjawiał.
Skała nie potrafiła znieść tego stanu. Na wszelki wypadek unikała mięsa z ogólnodostępnego stosu, choć głód wzbudzał w niej najdziksze instynkty, więc częstowała się tylko tym, co nie pobudzało jej umysłu do zakładania najczarniejszych scenariuszów. Zwykły, najmniejszy wróbelek wystarczył jej, aby zażegnać pragnienie.
Wyściubiła nos z leża starszyzny, patrząc na to, co dzieje się w obozie. Było dosyć pusto, ale co się dziwić, skoro Pora Nagich Drzew okazała się niezwykle uciążliwa. Ledwo wystawiła łapę na zewnątrz, a poczuła szczypanie zimna w poduszki.
— Hej, Skalny Szczycie! — Omal nie zeszła na zawał, słysząc wyjątkowo pogodny głos z prawej strony. Zareagowała wręcz przesadnie, gapiąc się z trwogą na zbliżającego się w jej stronę kocura. Liliowe futro przez moment wydawało jej się obce. Uśmiechnął się do niej łagodnie na przywitanie. — Jak tam u ciebie?
Przełknęła ślinę. Może rzeczywiście zaczynało odbijać jej na starość, bo serce biło jej o wiele szybciej, niż powinno. Pokiwała niemrawo głową, uświadamiając sobie, że nie stoi przed nią wróg, tylko jej przyjaciel, którego znała już od czasów uczniowskich.
To znaczy, z jednej strony wiedziała, że właściciel tych bacznie obserwujących ją pomarańczowych ślepi jest niegroźny, ale z drugiej — taką samą barwę oczu miał jej brat. Ten sam, który ledwo co namieszał całkowicie w jej głowie, nawiedzając ją poprzez sen. Przez to nie potrafiła zaufać Mleczowemu Pyłowi tak, jak chciała.
— Miłego dnia — rzuciła pośpiesznie, wycofując się w głąb swojego legowiska.
Chwilowo była tu sama, bo Dymne Niebo wyszedł wcześniej na spotkanie z ukochaną. A Skała nie wiedziała, czy ta samotność była największym możliwym na ten moment błogosławieństwem, czy też jej kolejną zgubą.
— Coś się stało?
Niemalże przeklęła, słysząc to pytanie. Liliowy zajrzał do środka, patrząc na nią ze zmartwionym wyrazem pyska, choć w jego ślepiach kryło się zainteresowanie.
— Nie. Zmęczona jestem — wypaliła bez namysłu, kładąc po sobie uszy. Zawsze była tak energiczna, że to stwierdzenie wręcz ją zabolało.
— Ty? — zdziwił się, parskając cichym śmiechem. — Od kiedy? Nie znam bardziej nadpobudliwej istoty niż ty — dodał, siadając blisko wyjścia.
Niby nie pytał o nic więcej, ale czuła, że oczekuje wyjaśnień wobec jej dziwnych zachować. Zawahała się, ale zdała sobie sprawę, że kłamstwo to najlepsza opcja, którą może teraz zagrać.
— Ale czasy mej energii równały się z młodością. Teraz jej nie mam, pozostały mi tylko koślawe łapy i bóle kręgosłupa — mruknęła, spuszczając wzrok na ziemię. — Po prostu potrzebuję odpocząć od całego życia.

<Mlecz?>

08 września 2022

Od Jelonka do Płonącej Łapy

 Nudził się jak każdego dnia, siedząc przed wejściem do żłobka, gdy ujrzał swojego najlepszego przyjaciela, który już dawno wrócił do pełnienia swoich uczniowskich obowiązków. Szybko rozejrzał się sprawdzając, czy mama na niego patrzy, po czym upewniwszy się, że zajęta była brojącą Diament, pognał do rudego. Jakie zaskoczenie go ogarnęło, gdy jego przyjaciel okazał się... kotką. Przywitał się z nią, chcąc dowiedzieć się więcej o tej pięknej gwiazdce. Okazało się, że to była siostra Leśnej Łapy! Jakoś tak nie zarejestrował faktu, że miał rodzeństwo. Musiało być jednak równie świetne co on! Kocur nauczył go w końcu, że rudzi byli najlepsi! Tak jakoś z nią chwilę pogadał, nawiązując nić porozumienia. Najbardziej chyba podziałał argument, że znał jej brata i byli przyjaciółmi. Od razu kotka stwierdziła, że jest lepsza od Leśnej Łapy i mu to udowodni. Czekał na to, bo takiej rywalizacji między tą dwójką, to się nie spodziewał. Ale co mu oceniać, jak on swojej siostry nie lubił? 
Musiał jednak szybko wrócić z powrotem do żłobka, bo bał się, że mama zaraz zauważy jego zniknięcie. Kotka obiecała do niego wpaść. Zgodził się, powiadamiając ją tylko, by uważała na zastępczynie, po czym wrócił do żłobka. 

***

Oczekiwał na pojawienie się Płonącej Łapy. Jego nowej przyjaciółki. Mama spała, więc mógł gdzieś z nią się wybrać. Obiecała, że pokaże mu obóz.  A mama... mama nie musiała o tym wiedzieć. Po co miałby ją budzić? Taka konspiracja dodatkowo była ciekawa i ekscytująca! 
Nagle dojrzał rudy kształt, który pojawił się w wejściu. Ujrzał jak kotka wyszczerzyła się do niego. 
— Cześć!— przywitała się cichaczem, mając nadzieję, że nie zbudzi Tygrysiej Smugi.
— Cześć — miauknął również szeptem, powoli podchodząc na kluskowatych łapkach do Płomień. Było to trudne, bo brzuszek był ciężki, chociaż przez głód, który panował w obozie, nieco zgubił tłuszczyku. — Przyszłaś — powiedział z radością 
— Oczywiście — wymruczała. — Idziesz ze mną? Wiesz, poza obóz? Dopóki twoja matka śpi, wyrwanie się stąd nie będzie takie trudne. — stwierdziła.
Pokiwał łebkiem, chociaż wahał się chwilę czy nie zmartwi tym królowej. Nie chciał sprawiać jej smutku, ale też nie chciał zostać odtrącony przez swoją nową koleżankę. A zresztą... raz się żyło, prawda? Wrócą szybko. Mamusia nawet nie zauważy, że gdzieś zniknął. 
— Ale... ale blisko. Dobrze? 
Przewróciła na te słowa oczami. 
— Blisko to żadne wyzwanie... No ale dobra. — parsknęła. — Nie traćmy czasu na rozmowy, chodź. - mówiąc to nawet nie czekała na młodszego, tylko ruszyła do przodu, opuszczając próg kociarni. 
Ruszył za nią, kiwając się jak mała paróweczka. Starał się nadążyć i nie zgubić jej ogonka.
Ale to była przygoda! Nie mógł aż w to uwierzyć!
— A co będziemy tam lobić? Bawić się?
— Zabawa jest dla małych kociąt. Ty już nie jesteś bachorem. — Uśmiechnęła się szelmowsko. — Próbowałeś kiedyś może... Kocimiętki?
Pokręcił łebkiem. Nazwa mało co mu mówiła. 
— Co to? Brzmi jak coś dla kotów — miauknął zaciekawiony. — A ty to plóbowałaś? 
— Nie do końca, ale na tym przecież polega życie. Ciągle odkrywasz coś nowego. Poza tym kocimiętka podobno dobrze działa na umysł. — dodała wymownie.  — Co może się stać?
— Nie wiem — przyznał jej rację. Co mogło się stać? Ufał jej i wierzył, że na pewno nic złego się nie stanie. Musieli tylko zdobyć tą kocimiętkę. — A masz ją już?
— Niee, ale dopytywałam się Wiśniowej Iskry o parę ziół i powiedziała mi, gdzie rosną. — wyjaśniła. — Tak będzie łatwiej, tak to byśmy musieli podkradać z legowiska medyków.
Mieli iść na wyprawę po zioła? Otworzył aż zaskoczony pyszczek. 
— A gdzie losną? Daleko? Mam kłótkie łapki — wystękał, przebierając nimi za kotką.
— Kocimiętka jest bardzo pospolita, pewnie nie będziemy musieli długo iść. — wytłumaczyła. — Zresztą, nie stękaj! Podnieś głowę do góry. Jeszcze trochę i dojdziemy. O. — Ustała, gdy dojrzała charakterystyczne ziółko. — To chyba to. Widziałam je w legowisku medyka.
Widząc co wskazuje Płomień, szybciej doczłapał do krzaku. Pachniał. Ładnie. Naprawdę ładnie.
— Ale pachnie! Mmmmm!
Zatkała mu usta łapą.
— Weź się tak nie podniecaj — Wywróciła oczami. — Weź trochę tej kocimiętki, ale zostaw mi, też chcę spróbować
Pokiwał łebkiem, urywając kilka listków i układając je w stosik.
— Okej. To kto piełwszy?
— Weźmy oboje i na trzy to połykamy — odpowiedziała, po czym wzięła kawałek i zaczekała, aż ten też to zrobi.
— Okej — powiedział i na trzy połknął listek. Załaskotało go śmiesznie w gardle. — Hm... — Przekrzywił głowę. — I co tełaz? 

<Płomień?>

Od Zdradzieckiej Rybki cd Zajączek

— Wcale nie... nie... nie... Zawsze byłeś we śnie. Tam... przychodziłeś. To lepszy kontakt... Zapomniałeś? Chyba, że cię coś blokuje... — Uśmiechnął się na wspomnienie obietnicy Piaskowej Gwiazdy, gdzie mówiła, że Zając już nigdy nie wtargnie mu do głowy, bo ona nad nim czuwała. — Jesteś taki żałosny i słaby, że nie możesz tego sforsować... Wynoś się... Przepadnij. Nie boję się ciebie. Mój anioł mnie ochroni.
Wierzył w to. Ona była znacznie potężniejsza od białego. 
— Twój anioł? — prychnęła. — Czy na żywo nie jestem straszniejszy? Niszczenie cię psychicznie to jedno, ale gdy mogę zadać ci fizyczną krzywdę, jestem jeszcze bardziej usatysfakcjonowany. Chociaż, jedno się niekiedy łączy z drugim, prawda? — zaśmiała się serdecznie.
Te słowa wzbudziły w nim pewien niepokój. Chciał... Nie, to niemożliwe. Przecież nic już nie miał, co mogłoby mu się przydać. Żadnych informacji. Po co więc pragnął dalej go torturować? Chociaż we snach robił to bez powodu. Czyżby zapragnął zemsty? Ale za co? Za to, że nazwał córkę jego imieniem?! Nie... Coś mu tu nie grało. Nadal jednak nie potrafił odnaleźć tej myśli, która ciągle mu uciekała, gdy rozmawiał z duchem. A może chodziło mu o to, co mu kiedyś powiedział? Że miał cieszyć jego oko do końca swoich dni? Myśl, że jakiś byt przyczepił się do niego, bo uznawał go za swoją własność, była przerażająca. 
— Nie masz celu... by mnie dalej dręczyć. Dostałeś to co chciałeś. Umarłeś. Daj mi już spokój! Nie jestem ostatnim nocniakiem, jak mówiłeś. Masz tu wielu. Wiele więcej. Wybierz sobie innego. Nie chcę być twoim zwierzątkiem, psycholu! — warknął na kocię, zaraz jednak chrząkając, bo aż Tulipanowy Płatek zerknęła w ich stronę. Spiął się cały, chowając pysk w łapach. Zapominał, że nie byli tu sami. Jego dawna uczennica sadystka, mogła wkopać go bardziej u liderów. Już mu udowodniła na ile ją było stać, gdy wmówiła Niezapominajkowej Gwieździe nieprawdę. 
Zając przekrzywiła łebek.
— Nikt inny nie jest tak wyjątkowy jak ty. Nikt inny nie będzie w stanie zafundować mi tej samej rozrywki — mruknęła z uśmiechem.
Zadrżał, powstrzymując szloch. Czyli jednak. Tak jak się spodziewał. Co miał teraz zrobić? Jak mógł uwolnić się spod jego wpływu? A najważniejsze było; jak zablokować umysł córki, by ten drań przez nią nie przemawiał? 
— Nie jestem wyjątkowy. Gdyby było to prawdą, nie namawiałbyś mojej córki bym zginął. — szepnął. 
Jego racjonalna część powoli zaczęła ponownie mieć wątpliwości co do tego, co prezentował sobą Zajęcza Gwiazda. Mimo, że brzmiał podobnie, nie był tym samym kocurem, którego zapamiętał. Bardzo dużo kosztowało go, by spojrzeć na swoją córkę, odsuwając swoje szaleństwo na drugi plan. W jego głowie wykreował się pomysł, który być może, pozwoliłby mu w końcu odróżnić majaki od jawy.
— Co mi powiedziałeś od razu po powrocie z miejsca, gdzie był obóz Klanu Nocy? — zapytał niespodziewanie 
Mała prychnęła. 
— Czyżby pamięć cię zawodziła, moja droga Rybko? — zamruczała. — Sam spróbuj sobie przypomnieć, nie będę podsuwał ci odpowiedzi pod nos. Jesteś w końcu dorosłym i samodzielnym kocurem, prawda? 
Spojrzał na nią z przerażeniem, łapiąc głębszy oddech. Tylko spokojnie. To było bardzo do niego podobne, przez co na chwilę zwątpił w swój pomysł. 
— T-tak jestem... a-ale... ja wiem co powiedziałeś. Chcę sprawdzić cz-czy ty pamiętasz... — Skulił się nieznacznie.
— Tylko skoro wiesz, po co mam ci mówić? — westchnęła, oddychając z lekka z ulgą. — Twój powód nie ma sensu, próbujesz udowodnić mi, że nie jestem sobą? — parsknęła. — Czyżbyś zdążył już zapomnieć, jaki jestem? To bardzo raniące, wiesz Rybko?
— T-tak. Właśnie to próbuje udowodnić. Ja... ja może zapomniałem, może nie. Chcę wiedzieć tylko czy ty jesteś prawdziwy, czy nie rozmawiam do ściany... Jak było z tym mchem... on... zniknął — podzielił się tym fenomenem z kocięciem. — A byłem pewien, że tam był. Więc... Więc... Proszę, błagam. Powiedz mi to. Ja muszę znać prawdę. Czy ty jesteś kłamstwem czy prawdą...? Miałeś nie sprawiać mi już problemów. Mój anioł cię pokonał. To nie ma sensu... — Pokręcił głową.
Już kompletnie oszalał. Czuł jak jego mózg zamienia się powoli w nic nie rozumiejącą papkę. Czemu go to spotkało? Na co była mu ta podróż na zgromadzenie, na którym jego życie zostało drastycznie zmienione? Wziął głębszy oddech, przymykając na chwilę oczy. Ale musiał przyznać, że rozmowa z wrogiem, bardzo sprawnie odwracała jego uwagę od śmierci syna. 
— Twój anioł to jedynie wymyśl twojej głowy. Nie ma go, zwariowałeś w tym temacie. Tak samo z tym mchem. Gdyby tam był, to bym go widział. Inni też by go widzieli. Jaki byłby sens w okłamywaniu ciebie? — westchnęła. — Och Rybko, z każdym słowem posądzasz mnie o coraz bardziej absurdalne kwestie, to mnie naprawdę zaczyna nie tyle co ranić, a i drażnić.
Pokręcił głową. Nie! Piaskowa Gwiazda istniała! Wierzył w to! Nie była jego wymysłem! Wstąpiła w jego ciało i umyła mu futro! To była prawda! Najwidoczniej Zając o tym nie wiedział. Nie zamierzał go uświadamiać. Lepiej niech nie wie, że miał w zaświatach takiego sojusznika. Ale co z tym mchem? Co to było? Jak go nie było? Położył po sobie uszy.
— Ch-chcesz mojej śmierci... T-to jest absurdalne... Przecież... Przecież mi wybaczyłeś, że chciałem cię zabić. Powiedziałeś, że... że... to wszystko... moje winy... weźmiesz na siebie... to twoja wina. Twoja. Nie rozumiem tego... nie rozumiem. Brzmisz jak nie ty... — brnął w to dalej, pragnąc by kociak powiedział "haha, żartowałam. To nie on". Chociaż powoli tracił wiarę w to, że tak się stanie. 

<Zając?>

Od Klonek do Brzózki

Chłodny dzień powitał ją na tym świecie. Ślepe dni spędziła w cichej nieświadomości tego co ją czeka. Dopiero gdy otworzyła oczy odkryła, że matka jej nie kocha. Smutne spojrzenie, którym zawsze ją witała. Niechęć jaka od niej biła. Klonek gdyby nie głód nie podchodziłaby do kotki. Nie chciała męczyć matki. Sprawiać jej ból. Nie mogła znieść świadomości tego.
Patrzyła na matki i kocięta w obozie. Ich relacje wyglądały inaczej. Były pełne czułości. Bliskości. Szczęścia. Klonek natomiast bała dotknąć się matki. Matka zresztą nie zamierzała tego robić. 
Zazdrościła im.
Niespełniona jedynie tkwiła uwięziona z kotem, który jej mógł znieść jej obecności. 
Nie była sama w niedoli. 
Cierń. Brat był kolejnym przekleństwem zesłanym przez los. Bił ją. Choć nie miał zbyt wiele siły. Jego uderzenia nie zostawiały śladów. Były bardziej irytujące i męczące niż bolesne. Lepiej radził sobie z przemocą psychiczną. 
"Co się gapisz, smarku?", "Jeśli nie zrobisz tego, powiem mamie, że mnie uderzyłaś", "Wyglądasz, jak mysi rzyg"
Klonek nie miała do tego wszystkiego siły. Odliczała wschody słońca, aż uwolni się stąd. Aż będzie wolna od ciężaru swojej rodziny. 
Kłębek mchu potoczył się ku jej łap. No tak była jeszcze ona. Brzózka. Czekoladowa kotka. Różniła się od niej i Ciernia. Biel poprzerywana przez brązowe plamy. Nie takie jej i brata. O pięknej barwie. Niczym młodej szyszki. Nie znała jej za dobrze. Trzymała na dystans, zniechęcona bratem. 
Odsunęła się od zabawki siostry, nie narażając się na atak. 

<Brzózka?>

Od Mleczyk CD. Nic

Spojrzała na Nic zdegustowana. Znów ona. Jeszcze jak zwykle denerwująco uległa. 
- Nie wstyd ci uczyć takie mysie serce? - prychnęła Mleczyk z pogardą. - To ma przecież w sobie krew Nocniaków! 
- Mleczyk. - syknęła mentorka karcąco. - A ty masz w sobie krew morderczyni i głuchego nieroba. -oznajmiła, uderzając kotkę łapą w głowę. 
Szylkretka prychnęła, zjeżając się. 
- Nie obrażaj mojej rodziny, gadzia srako. - warknęła wściekła, lecz mentorka zamknęła jej pysk łapą. 
- Wybacz za nią, Perkozie. Dzikuska. - wyjaśniła wymijająco, skrzywiając się, gdy Mleczyk uchlała ją w łapę. - Puszczaj, mysia strawo. Puszczaj! - zrzuciła szylkretkę ze swojej łapy. 
Biała otrzepała się, mordując kotkę wzorkiem. 
- Mam cię dość. Zostajesz tu z Nic i Perkozem. Nic nauczy cię chodzić po drzewach. W porównaniu do ciebie umie cokolwiek zrobić zamiast obrażać wszystkich dookoła. 
Szylkretka spojrzała niechętnie na Nic. Ta trzęsąca się kupa gnoju i krwi rybojadów miała ją czegoś uczyć. Nigdy. 
- No dalej Nic, ucz mnie! - krzyknęła kpiąco Mleczyk. - A nie zaraz. Ty przecież nie umiesz nawet mówić!
Pisnęła, czując jak coś uderza ją w głowę. Spojrzała na mentorkę a potem na szyszkę. 
- Co to ma znaczyć! 
- Grzeczniej się odzywaj do swojej koleżanki. 
- To nie jest moja koleżanka! 
Świt zaśmiała się. 
- Od dziś już tak. Zadbam o to. A teraz marsz się uczyć!
Mleczyk rozgoryczona i na skraju pierdolca spojrzała na vankę. 

<Nic?>

[przyznano 5%]

Nowi członkowie Klanu Gwiazdy!

 Powód odejścia: decyzja administracji
Przyczyna odejścia: Starość

Odszedł do Klanu Gwiazdy!

 Powód odejścia: decyzja administracji
Przyczyna odejścia: osłabienie przez przewlekłe przeziębienie

Odeszła do Klanu Gwiazdy!

Od Krzemienia cd Krwawnika

— To może jestem wyjątkiem. — miauknął już spokojniejszy. — Jeszcze masz jakieś pytania? — Zmrużył oczy, bo naprawdę chciał kontynuować trening lub go już zakończyć. 
— Tak. Co byś zrobił, gdybym umarł i wina spadłaby na ciebie? Klan widział, jak się ciebie boję — przypomniał.
No i znów zaczynał? Czy przypadkiem już mu nie powiedział kilkukrotnie, że nie zamierzał go zabijać?! Naprawdę go irytował. I to bardzo. Sądził, że wybił mu już te myśli z głowy. 
— Nie umarłbyś, bo ja bym cię nie zabił. — prychnął. 
— A jakby ktoś inny mnie zabił, ten prawdziwy morderca? — mruknął z przejęciem.
— Gdyby tak było, to miałbym alibi, bo nie wychodzę z obozu bez towarzystwa. Zwykle jednak spędzam ten czas ze swoją partnerką w obozie, gdzie wszyscy nas widzą. Nie mieliby podstaw, by mnie obwiniać.
— A jakbym teraz się zabił? To byłoby podejrzane, bo wyszedłeś ze mną, a ja drżałem, gdy ruszyłem za tobą. Widzieli to, wiesz?
Nastroszył się, patrząc na niego z niepokojem. Wierzył, że ten wariat mógłby być do tego zdolny. Nie zdziwiłby się, gdyby odebrał swoje życie tylko po złośliwości, by patrzeć na jego koniec. Jednakże... jaki miałby w tym cel, prócz zniszczenia mu życia? Nadal nie rozumiał czym się kocur kierował. 
— Nie pozwolę ci na to. — Zrobił krok w jego stronę. — Ani nawet się waż robić coś tak głupiego. To akt tchórzostwa, a ty mi na tchórza nie wyglądasz, Krwawniku.
— No to cię martwię, bo pozory mylą. Jestem ogromnym tchórzem. Jak każdy w Owocowym Lesie. Po prostu niektórzy lepiej udają — rzucił.
Zmierzył go spojrzeniem. Jego słowa przeczyły temu co sobą prezentował. Tchórz niezdolny byłby odebrać sobie życie, a tym bardziej zastraszać i podskakiwać do silniejszego od siebie. 
— Nie jesteś tchórzem. Po tym co zaprezentowałeś, gdy śmiałeś mi się w pysk w obliczu śmierci oraz przez twoje liczne groźby, nigdy w to nie uwierzę. Nie jestem głupi Krwawniku i wiem, że tylko udajesz. 
Wojownik spojrzał na niego z zaskoczeniem. 
— O co ty mnie znowu posądzasz? — prychnął. — Twoje domysły zaczynają mnie nudzić i denerwować, ja przynajmniej umiem schować dumę i przyznać się do strachu.
— Posądzam cię tylko o to, że jesteś odważny, a nie tchórzliwy. Udowodniłeś mi to swoimi czynami. To nie są żadne moje spekulację. — odpowiedział mu, ignorując jego dalszą wypowiedź.
— Oh, uważasz, że czyny są ważniejsze od słów? — miauknął z przekąsem. — Myślałem, że choć na starość się mądrzeje, to ty jesteś wyjątkiem i całkowicie zgłupiałeś. Jak słyszę, czasem potrafisz zaskoczyć. — Uśmiechnął się z wyrazem uznania.
— Mądrość to nie tylko słowa, to ocena sytuacji i łączenie faktów. Gdybym był mysim móżdżkiem, nigdy nie przeżyłbym jako samotnik tylu księżyców. Tam głupcy są likwidowani w pierwszej kolejności. Powiedz Krwawniku, co byś zrobił, gdybyś na swojej drodze spotkał obce koty w przewadze liczebnej, które chciałyby cię zabić?
Spróbował go czegoś nauczyć, chociaż powoli zaczynał poddawać się co do jego osoby. Zdawało mu się jakby każde słowo, które do niego wypowiadał, odbijało się od jakiejś niewidzialnej ściany, a kocur wciąż nadawał to samo. 
— Uciekłbym. Jak tchórz, który wie, że przez liczebność nie ma szans na zwycięstwo. Mógłbym spróbować ich zagadać dla odwrócenia uwagi, ale jednocześnie starałabym się po prostu odsunąć od nich jak najdalej. A jak by mnie zabili, to trudno. Może uznaliby cię w klanie za winnego — rzucił z rozbawieniem.
— Dobrze powiedziane. Tchórz ma większe szansę na przeżycie niż odważny dureń, który chce coś sobie udowodnić. Tak działa natura. Przestań mi dogryzać. To był tylko przykład. Tu nie ma samotniczych gangów. Nie zbliżają się do lasu.
— Nie znamy dnia, gdy im się nie zachce nas najść. A może jakaś większa grupa kotów zdecyduje się nas zaatakować? Jesteś nierozsądny, nie biorąc pod uwagę tak oczywistych opcji — prychnął.
— Jedyne co nam zagraża to klany. Patrolujemy z tego powodu tereny. Nikt tu nas nie zaatakuje, a nawet jeśli, przegonie intruza lub uciekniemy do obozu. Samotnik chcę tylko jednego, przeżycia. My nie mamy żadnej piszczki, którą chciałby nam ukraść, więc nie będą sprawiać problemów, gdyby nas potencjalna grupa przyuważyła. Nie zabijają dla rozrywki, chyba że trafi się jakiś świr. — wyjaśnił mu.
— No to chyba mam powody do obaw, bo jeden stoi przede mną — rzucił ze znużeniem czarny.
Żyłka mu zapulsowała. Nienawidził jak ten go wyzywał. 
— Ten świr już sobie idzie, więc się nie obawiaj — syknął wkurzony, kierując kroki z powrotem do obozu. Po drodze jeszcze zaorał pazurami drzewo, by opanować złość na kocura.

<Krwawniku?>

Od Zdradzieckiej Rybki cd Szafirowego Blasku

Niezapominajkowa Gwiazda wyszedł z legowiska, co sprawiło niemałe poruszenie w obozie. Gdy tylko ujrzał białą, mizerną sylwetkę lidera, zrobiło mu się słabo, łapy mu się rozjechały i po prostu zemdlał na jego widok. Myślał, że to był Zajęcza Gwiazda. Jego demon ze snów i jawy. Ten sam co nęka jego córeczkę. Dopiero, gdy się ocknął ogarnął, że się pomylił. Nocniak miał jeszcze czarne plamy na sierści, co u burzaka było niespotykane. 
Czyli się udało go wyswobodzić. Nie miał pojęcia jak do tego doszło; czy sprawcą był Szafir z Rudzikiem, a może ktoś inny? Ważne, że ich cel został spełniony. Od razu, gdy ujrzał, że nie kręci się wokół niego Krucza Gwiazda, zagadał vana. Nie tego się spodziewał, gdy błagał go o drugą szansę. Nie tych przykrych słów, które bardziej go dobiły. Nie miał pojęcia ile po tym wypłakał łez. Na dodatek dalej próbował przeżyć stratę dziecka. 
Dzisiejszy dzień spędził, siedząc smętnie koło drzewa. Czuł się taki zmęczony i wypompowany ze wszystkiego. Widząc znajomy pysk w zasięgu wzroku, spojrzał ciężko na Szafirowy Blask. Zdawało mu się, jakby nic się nie zmieniło... 
- Słyszałeś wieści? Trup wstał z martwych - powiadomił go głucho. 
Kocur spojrzał na niego z smutkiem w oczach. 
 - Słyszałem. Na początku się zdziwiłem. - mruknął, dosiadając się do niego obok drzewa. - Jak się trzymasz? - zapytał. 
- Niezbyt dobrze... Niezapominajek mi nie uwierzył. Uznał za wariata. Rozmawiałem z nim o tym, że niektórzy za bardzo sobie pozwalali, dręcząc mnie. Kazał mi iść do medyka. Chcą mnie ćpać - Wbił pazury w ziemię. - Krucza Gwiazda namieszała mu w głowie.
Nie widział innego wytłumaczenia. Liderka pociągała za sznurki. To było widać, patrząc na jej pewną siebie pozycję, a na wystraszonego biało-czarnego, który przypominał tylko cień dawnego siebie. 
Kocur skrzywił się na jego słowa. 
  - Co teraz zamierzasz zrobić? Bo wątpię, aby dalsze próby zdołały przekonać go do zmiany zdania. - mruknął szczerze.
- Nic - Zwiesił smętnie uszy. - To koniec. Nasz cel został spełniony. Niezapominajkowa Gwiazda wyszedł z legowiska, żywy chociaż dziwny. Nie mogę uwierzyć, że Krucza Gwiazda mimo to nadal jest liderem. Wygrała...
Tak. Właśnie to wciąż zaprzątało mu głowę. Ich wróg podszedł ich i zacisnął swoje kły na gardle. Już nic nie mogli zrobić. Trzeba było pogodzić się z porażką i spróbować przeżyć w tym pełnym niesprawiedliwości świecie. 
- Nie możesz tracić nadziei. Fakt, sytuacja jest naprawdę gówniana, ale zawsze jest jakiś dzień szans, że uda się obalić obecną liderkę. - odparł zdeterminowany brat Bławatek. 
- Jedyne co ją obali to starość - mruknął smętnie. - Możesz próbować... Ja... ja już straciłem nadzieję... Mój syn... on... on został otruty. Ktoś go zamordował... Nie mam już na to sił... Jeszcze podpadłem Wzburzonemu Potokowi, ale nikt nie chcę stanąć po mojej stronie i powiedzieć Niezapominajkowej Gwieździe, że go okłamują. Że wcale nie jestem wariatem. Wmawiają mu to, by chronić swoje tyłki przed konsekwencjami...

<Szafir?>

Od Zdradzieckiej Rybki cd Zanikającego Echa

Zatrzymał się słysząc te słowa. Jak śmiała coś takiego wypowiedzieć w jego kierunku?! Odwrócił się do kotki i zdenerwowanych jego zachowaniem opiekunów. Najeżył sierść, patrząc na Zanikające Echo ze wściekłością. 
- Prawdziwy wojownik nie walczy ze swoimi współbraćmi. Powinnaś to wiedzieć! - prychnął, nerwowo zerkając na ich trójkę.
Mieli przewagę liczebną. Mogli z łatwością go złapać. Adrenalina wręcz coraz bardziej krążyła mu w żyłach. Był czujny. Musiał przeżyć. 
Wmurowana kotka stanęła zdziwiona.
- Z taką szują się nie boję bić - zerknęła na Orzechowe Serce i Wzburzony Potok. - Że taki ktoś spłodził potomków... Biedne kociaki, pewnie się ciebie wstydzą, nie prawdaż? Kochane malutkie, całkowicie niewinne... Że takiego ojca... Że taki grzeczny Jesionek miałby się z tobą męczyć, to jego śmierć była wybawieniem.
Prychnął. Taaak bardzo niewinne. Zając to wręcz ucieleśnienie niewinności. Jednak skąd miała wiedzieć, że jego córka była potworem? Nie zamierzał jej jednak tego uświadamiać. Mimo to, poczuł ból w piersi. Była... okrutna. Bawiło ją to? 
- Ja współczuje Rudzikowi, że ma taką popapraną siostrę. Dziwne, że jeszcze cię nie pogonił. Zostałabyś wtedy sama i być może ogarnęłabyś się wronia strawo. To co o tobie mówił to kłamstwa. Ale wiesz co? Ja mu powiedziałem jaka jesteś. Niedługo cię porzuci jak śmiecia. Zobaczysz. Zapłacisz za wszystkie swoje winy!
Zaskoczona spojrzała na  niego jakby zobaczyła ducha. W jej oczach zaczęły wzbierać się łzy. Nic nie powiedziała, co go bardzo zdziwiło. Nie tylko zresztą go. Wzburzony Potok podeszła do Echo, sycząc na niego groźnie. 
- Nie słuchaj tego pustego kocura. Ja się dziwie, że nie zrobiłaś z nim porządku. Ich rasa powinna nam służyć, a nie doprowadzać do płaczu. Ogarnij się. Razem mu wlejemy. 
Jej słowa niezbyt mu się podobały. Zrobił krok do tyłu, przeczuwając kłopoty. Zapomniał, że Krucza Gwiazda nie mogła dać mu normalnych opiekunów. Trafiła się feministka, która była teraz bardzo, ale to bardzo zła. 
Na jego szczęście siostra Rudzika zignorowała kotkę, zaczynając coraz bardziej siorbać nosem, by na sam koniec wybuchnąć głośnym płaczem. Miała za swoje. Teraz mogła poczuć się jak on, gdy go tak słownie atakowała. Powoli zaczął się oddalać, by umknąć od tych dwóch, a za nim podążył jego siostrzeniec. Wzburzony Potok wkurzona tym co oni robią, warknęła w ich stronę.
- Stać! Jak odejdziecie to powiadomię Kruczą Gwiazdę, że ty go wspierasz - rzuciła do Orzecha. - A ty skrzywdziłeś pobratymca. - dodała do Rybki. 
Stanął jeżąc się, tak samo jak kremowy. Posłali tej larwie z innego klanu, mordercze i niezadowolone spojrzenie. Wspaniale. W tym jednym zaczęli się zgadzać. Wątpił jednak, czy wojownik zechciałby połączyć siły. Już mu udowodnił, że z niego to kłamliwa szuja. Nie mając wyjścia, usiadł z ciężkim westchnięciem.
- Zanikające Echo, twój brat cię nie opuści. Nie wierz temu zdrajcy. Mówi tak, bo chcę byś mu odpuściła. Nie możesz dać mu wygrać - miauczała jej liliowa. 
Pociągnęła nosem.
- N-naprawdę?- załkała cicho, wpatrując się w liliową. Po chwili zerknęła w jego stronę.- T-ty durniu! J-jak mogłeś!
Nie odpowiedział jej, chowając się od razu za Orzechowe Serce. Nie miał pojęcia co teraz zrobić. Nie mógł zwiać, bo Wzburzony Potok nakłamie Kruczej i będzie po nim! Mógł się tylko modlić do Klanu Gwiazdy, by ta wariatka ogarnęła się i nie rzuciła się na niego w bojowym szale. 

<Echo?>

07 września 2022

Od Skalnego Szczytu

Dawno nie nawarczała się tyle, co przez ostatnie dni. Nie sądziła, że uczeń może przeróść mistrza i Mroczna Gwiazda okaże się znacznie gorszy od swojego poprzednika. Teraz zmieniła zdanie.
Był tyle samo wart, co Jastrząb.
Nic.
Siedzenie w starszyźnie upokarzało ją. Miała jeszcze dużo siły, a przy tym zdecydowanie była sprawniejsza od takiej Pokrzywowej Skóry, który był starszy, ale wciąż zachował status wojownika. Nie rozumiała, dlaczego ona akurat została odesłana na „zasłużony” odpoczynek, skoro powodowało to dla niej większą frustrację. Nie mogła latać po terenach, nie mogła tak naprawdę robić niczego, co kochała.
Ciężko jej było usnąć. Po całym dniu bulwersowania się na wszystko i wszystkich wcale nie dopadło jej zmęczenie. Wręcz przeciwnie. Była podburzona do tego, żeby wyjść stąd, znaleźć lidera i wygarnąć mu brak odpowiednich kompetencji w zarządzaniu klanem, skoro umieścił ją w tym miejscu. Chciała uzyskać jeszcze te kilka księżyców wolności, gdyż jej zdaniem, daleko jej wciąż było do bycia staruszką. Wciąż mogła przydać się klanowi, więc z własnej głupoty Mroczna Gwiazda pozbył się sprawnej wojowniczki do polowań.
Skryła pysk w łapach, próbując zasnąć. Przemyśli w nocy parę spraw, a z rana znajdzie tego zwyrola, co tu ją zamknął i przemówi mu do tego pustego łba. Nie zamierzała działać rozsądnie. Chciała dać upust emocjom, a wszelkie czekające na nią potencjalne kary miała głęboko gdzieś.
Trzepnęła po raz ostatni ogonem o ziemię, nim w końcu nie zamknęła porządnie oczu.
Sen zaprowadził ją do miejsca pełnego cieni. Polana była skąpana w półmroku, a niebo bezchmurne i bezgwiezdne, rozciągało się nad nią. Poczuła dziwne napięcie, jakby wcale nie była tu sama.
Zastygła w bezruchu, czując, jak ze strachu drętwieją ją kończyny. Ciemność wręcz sklejała jej powieki, a ona nie miała nic przeciwko zamknięciu ślepi i niepatrzeniu na to wszystko.
Koszmar. Miała zły sen, który ani trochę jej się nie podobał. A zapachy dochodzące do jej nozdrzy wydawały jej się tak realistyczny, że po jej ciele rozszedł się nieprzyjemny dreszcz. Zewsząd dało się wyczuć swąd śmierci.
Od głuchej ciszy wręcz świszczało jej w uszach.
— Beznadzieja — wymamrotała sama do siebie, aby podbudować się na duchu.
— Tak witasz się z braciszkiem? — wycharczał ktoś zza jej pleców, tak znany jej, a zarazem inny.
Skrzywiła się, słysząc to. Głos nie był taki sam, jak z jej wspomnień, tkwiło w nim o wiele więcej jadu.
W końcu spojrzała na niego, wbijając ze zdumienia pazury w ziemię. Dawno nie widziała niczego równie koszmarnego. Jego bure futro posklejane było od czerwonej mazi. Wyglądał niczym monstrum, poharatany na wszelkie możliwe sposoby.
— Osz Klanie Gwiazdy, co za brzydal — fuknęła, starając się uspokoić przyspieszony oddech. — W snach jesteś jeszcze paskudniejszy, niż byłeś w rzeczywistości — mruknęła niepewnie, bo coraz bardziej nie podobały jej się żarty jej mózgu. Nie to chciała ujrzeć, gdy poszła spać.
— A ty nadal masz cięty język. — Zwalił ją niespodziewanie z łap, kładąc na niej swój ogon, który we śnie ważył tonę, unieruchamiając kotkę w miejscu. Nachylił się nad jej głową, ignorując to, że krew z jego rany, kapała wprost na jej pysk. Nawet uśmiechnął się tak paskudnie, że zza życia nigdy go takiego przerażającego nie widziała.
— Naprawdę chcesz mi teraz podskakiwać mała mróweczko? — spytał.
Obrzydzenie wpłynęło na jej pysk. Nie podobało jej się to. Jej wyobrażenie brata powinno być znacznie bardziej... Spokojniejsze.
Próbowała go zignorować. Zaraz się obudzi i będzie mogła kpić z tego, jakie paskudne obrazy wytwarzała jej własna podświadomość.
Mimo to nacisk jego ogona nie pozwalał jej skupić się na zmrużeniu oczy i zaśnięciu. Przełknęła ślinę, próbując uderzyć go w pysk. Zamachnęła się z całych sił łapą. W końcu w snach mogła dzierżyć każdą siłą, prawda? Tu wszystko powinno działać na jej własnych zasadach.
Mimo to łapa przeszła przez pysk kocura, nie robiąc mu krzywdy. Wyszczerzył się mocniej, zaczynając się charcząco śmiać.
— Och, moja droga Skało. To ja kontroluje twój sen. Nie masz tu żadnej władzy. Nie obudzisz się, póki ze mną nie porozmawiasz — poinformował ze swobodą.
— Co proszę? — wykrztusiła z oburzeniem, zirytowana tym, że nie potrafiła skryć drżenia w głosie.
Tu było jak wtedy, gdy brat kazał jej dotknąć kamienia w obozie. Trafili rzekomo do Klanu Gwiazdy, ale wszystko tam wyglądało źle, a on nieustannie powtarzał o wieczności, którą zamierzał osiągnąć. Nie mogło mu się to jednak udać, ten tutaj nie mógł być jej bratem, a jedynie sennym wytworem jej umysły.
— Zdechłeś — rzekła w końcu. — Nie masz prawa tu być — dodała niepewnie.
— Mam prawo, właśnie mam. Umarłem, by zdobyć nieśmiertelność. Zawsze jestem przy tobie siostrzyczko, chociaż ty mnie nie widzisz. Jak ci się żyje w moim cudownym klanie? Widziałem, jak zmieniłaś lokum. Dobrze ci się odpoczywa na starość w ciepłym kącie? Opowiadasz już bajeczki kociętom? — zadrwił, ewidentnie czerpiąc satysfakcję z tej sceny.
Zastygła w bezruchu, przyglądając się z obrzydzeniem jego pyskowi. Cieknąca z niego krew powodowała w niej odruchy wymiotne, a jego dziwnie błyszczące ślepia wręcz przeszywały ją na wylot. Wiedział za dużo. Wiedział o wszystkim, o czym nie powinien wiedzieć.
Jego obietnice się najwyraźniej spełniły. Ten tutaj to naprawdę był jej brat.
— Nie powinno mnie tam być. To wina twojego durnego ucznia. Jest równie szurnięty co ty! — syknęła, gwałtownie próbując się zerwać do pionu, co nie wyszło jej. Kolejna salwa śmiechu opuściła jego pysk.
— Och, to nie jego wina. — Pochylił się nad nią bardziej, patrząc w jej oczy. — Tylko moja. Poprosiłem go, by dał ci wypocząć. Widziałem, jak sobie nie radzisz w klanie przez swój wiek.
Teraz to ją kompletnie zamurowało. Niedowierzanie na jej pysku przekształciło się w czystą wściekłość.
— Ty podła cholero — wycharczała cicho. — Jesteś zwykłą kanalią i szują! Zdechłeś, rozumiesz?! Nie ma cię! Daj mi spokój, radziłam sobie na starość lepiej, niż ty kiedykolwiek w swoim biernym życiu! Cały czas siedziałeś na tym tłustym dupsku w legowisku, dusząc się własnymi smrodami, zamiast zaczerpnąć świeżego powietrza. Zasługujesz tylko na to, by całkowicie zniknąć!
— Tak sądzisz, że siedziałem cały czas w legowisku? To najwidoczniej dobrze tobą zmanipulowałem, skoro nie dostrzegłaś drugiego dna. Ale inteligencja to ty nie grzeszyłaś. — Zaśmiał się ponownie. — Powiedz mi Skało. Czemu jestem duchem z Mrocznej Puszczy, skoro według ciebie, tylko się obijałem jako lider? Och i wybacz, ale nie spełnię twojej prośby. Ja nigdy nie zniknę. Nawet gdy sama odejdziesz... ja pozostanę zawsze żywy.
Wzmianka o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd, spowodowała w niej kolejny dreszcz. Wciąż jednak mało co rozumiała z jego słów. To wszystko brzmiało chaotycznie, bez żadnego ładu, a im więcej informacji jej dawał, tym bardziej gubiła się we własnych myślach.
— Byłeś co najwyżej sprytny, ale nie mądry — warknęła w odwecie. Nigdy nie potrafiła znieść tego, jak jej ubliżał, a szczególnie jej inteligencji. — Szemrane interesy to chodzenie na skróty. Szanujący się wojownik nigdy nie skończyłby w takim gównie — burknęła.
— To nie gówno, lecz siła. Pokazałem ci, jak Klan Gwiazd upadł. Są tak słabi, że nie dają już liderom żyć, nie wysyłają snów medykom. Mroczna Puszcza teraz rządzi tym światem, Skało. Lecz nie za to tu trafiłem. — Uśmiechnął się do niej szerzej. — Powiedzmy, że krew na moim pysku, nie należy do mnie. — Oblizał się.
— Psychol — wycedziła natychmiastowo, odruchowo zaczynając miotać łapami. — Odejdź! Daj mi do licha spokój, zasłużyłeś na śmierć, ale nie na to, by po niej... Żyć! — wykrzyknęła. Nie umiała określić stanu, w jakim go widzi. Ale nie podobało jej się to.
Jej łapy przechodziły przez jego ciało jak przez mgłę. Ona nadal jednak czuła jego ciężar, który nie pozwalał jej wstać. Był niczym duch, ale taki, który potrafił na nią oddziaływać. Ta bezsilność ją wykańczała.
— Śmierć to tylko początek do wiecznego życia. A ja się stęskniłem za tobą — zacharczał, wypluwając z pyska krew. — Nie wiesz, jakie to satysfakcjonujące oglądać twoją porażkę. Jak zjadasz swoją przyjaciółkę, nawet o tym nie wiedząc — zaśmiał się demonicznie.
— W życiu nie odniosłam porażki! — warknęła bez namysłu, a zaraz potem zastygła w bezruchu, spoglądając na niego z wahaniem. Przesłyszała się? Kolejny mętlik powstał jej w głowie. To zdanie nasuwało jej bardzo złe skojarzenia, wręcz nierealne do zaistnienia w klanie.
Pomarańczowe ślepia sprawiały wrażenie lodowatych, choć nie kryła się w nim ani krzta błękitu. Ogarnął ją lekki paraliż.
— Ptaki ani myszy to nie mój przyjaciele. A tym bardziej dzik! Swoją drogą, ty bardziej go przypominasz, jesteś ulany i brązowawy!
— Nie mogę być ulany, jestem duchem, nie mam cielesnej powłoki — wytknął jej to. Spojrzał na jej brzuch, masując go niczym powiew wiatru. Skrzywiła się na zimny, wręcz przeszywający podmuch. — Nie miałem tego na myśli, moja droga. Dobrze jednak wiedzieć, że ci smakowała. Taki tam macie głód... Aż żal, że nie mogłem tego doczekać i z wami się pobawić. Ale oglądanie tego jest równie satysfakcjonujące.
— O co ci znowu chodzi? — wykrztusiła, wyszczerzając zęby. — Przestań gadać zagadkowo, tylko powiedz wprost, co masz na myśli! — zażądała z bulwersem.
— Wybacz, Skało. Zawsze uważałaś się za tą mądrzejszą, więc rusz sama głową. Gdybym ci wszystko powiedział wprost, gdzie byłaby tu zabawa? — Przekrzywił łeb.
— Ty się nigdy nie potrafiłeś bawić — fuknęła oschle. — Więc nie gadaj teraz o takich sprawach, skoro dobrze widzę, że stroisz sobie ze mnie żarty. Jak mam domyśleć się, o czym mówisz, gdy brzmisz jak otępiały szaleniec? — burknęła.
— W każdym kocie jest nutka szaleństwa. Zabiłaś matkę, więc powinnaś to wiedzieć — wymruczał. Rana na jego szyi moczyła jej sierść, która powoli wyglądała, jakby dokonała tej zbrodni ponownie. — Och, mam inne pojęcie zabawy niż ty. Może dlatego tego nie zauważyłaś. — Pomiział ją pazurem po policzku. — Może do mnie trafisz... — mruknął niemrawo, jakby była to myśl, która sama wymknęła się na wierzch, a nie powinna. — A wtedy pobawimy się dłużej. Klan Gwiazdy nie lubi w swoim gronie morderców — zauważył.
Oczy pociemniały jej od stresu. Tak bardzo żałowała tego publicznie dokonanego zabójstwa. Nie myśląc, po prostu rzuciła się na Kroczącą Gwiazdę z nadzieją, że raz na zawsze pozbędzie się jej ze świata. Bura wyglądała wtedy na osłabioną, jakby jeden dotyk łapy mógłby ją zniszczyć. Jej zmęczenie po pierwszej walce okazało się dla Skały największym ułatwieniem, bo zaraz po tym starsza kotka padła martwa. Nikt nic nie mówił na ten temat. Za jej rodzicielką nie uroniła się ani jedna łza, po prostu była i zniknęła.
— Zrobiłam to dla dobra klanu. Gwiezdni za takie rzeczy nie każą — prychnęła, krzywiąc się na chłód przenikający jej ciało.
— Nic nie usprawiedliwia morderstwa. Zapamiętaj to Skało. Nic a nic. Odebrałaś życie własnej matce, która powołała cię na ten świat. Powinnaś przywyknąć do myśli, że niedługo do mnie trafisz — powtórzył to znienawidzone zdanie.
— Nigdy — burknęła w natychmiastowej odpowiedzi. — Powtórzę ci, że zrobiłam to dla dobra klanu! Chociaż szkoda, że koleiny lider okazał się walniętym psychopatą!
— Nasz klan rośnie dzięki takim kotom w siłę. Chciałem wielkości Wilczaków. Widziałaś rządy Małej Róży. Jak wszyscy nami gardzili. Cud, że nikt wtedy nie połasił się na atak. Nadchodzą zmiany, Skało. Czy ci się podoba, czy nie, nieważne czy rządzi psychopata, czy ktoś rozsądniejszy, liczy się tylko siła Klanu Wilka. Jednak ty... już tego nie doświadczysz. Starość nie radość siostrzyczko. Pewnie już łupie cię w kręgosłupie — zakpił.
— Za to ty musiałeś być cholernie słaby, skoro tej starości nie dotrwałeś — syknęła, coraz bardziej zestresowana tym wszystkim. Dlaczego nie mogła się po prostu obudzić i zapomnieć? — A teraz grzecznie wyjaśnij. O co ci chodzi z tą "przyjaciółką"?
Zaśmiał się na te słowa, zeskakując z jej brzucha.
— Pozwolę, byś sama znalazła odpowiedź na to pytanie — mruknął, odrywając się od powierzchni i lewitując nad kotką, z nieodgadnionym wyrazem pyska. — Już czas na pobudkę, Skało.
— Żadna pobudka! — wrzasnęła, choć momentalnie poczuła ból w głowie, a obraz przed oczami zaczął jej się rozmazywać. — Jastrząb! Przestań odwalać swoje durne gierki i tłumacz, o co ci chodzi! — syknęła.
Usłyszała jeszcze tylko jego demoniczny śmiech, kiedy wracała do rzeczywistości. Obijał się w jej głowie niczym echo, nie dając o sobie zapomnieć. Powoli senna mara zaczynała ścierać jej się z obrazem wnętrza legowiska starszyzny.
Przez dłuższą chwilę gapiła się otępiale w przejście. Zewsząd otaczała ją ciemność i była pewna, że chwila moment, a z mroku wyłoni jej się pysk Jastrzębia. Umazanego we krwi niewiadomego pochodzenia, którego słowa o zjadaniu przyjaciółki powracały nieustannie do jej głowy, z każdym razem nabierając coraz mroczniejszego tonu. Wstrząsnęło nią. To nie był zwykły sen, jej brat nawiedził ją z Mrocznej Puszczy.
Zadrżała, czując, jak jej oddech momentalnie przyspiesza. To nie miało prawa bytu, nic z tego, co prawił, nie miało sensu. Próbowała rozgryźć jego słowa. Jej przyjaciele to inni wojownicy. Ale czemu mieliby jej smakować? Jedyne co jadała, to tkwiące na stosie mięso z dzika. A dzik to żadna znajomość. Przełknęła ślinę.
To brzmiało tak, jakby… Jakby zjadła kota.
Momentalnie poprzedni posiłek podszedł jej do gardła. Jastrzębia tu nie było, nie mógł nic wiedzieć. Co prawda z jego słów wynikało, że w jakiś sposób kontaktował się z Mroczną Gwiazdą, ale dalej całość brzmiała dla niej zbyt abstrakcyjnie.
Skuliła się, patrząc ze strachem na ziemię. Nic jej się nie zgadzało, albo po prostu brzmiało to zbyt strasznie, by mogła się z tym ot tak pogodzić. Nie chciała nawet o tym myśleć, ale im dłużej analizowała ostatnią sytuację w klanie i im więcej analizowała, tym większego sensu to nabierało. Odechciało jej się momentalnie wszystkiego. Nikt o normalnej moralności nie posunąłby się do kanibalizmu, nawet wtedy, gdy nie było co włożyć do pyska. Ich lider nie mógł być tak porąbany, Jastrząb zresztą też. Nie wiedziała, co uczynić, ani do kogo zwrócić się z tym problemem. Przecież to było chore, a jeśli powiedziałaby o tym komukolwiek, uznano by ją za stukniętą wariatkę.
Tej nocy już więcej nie zasnęła. Dyszała z powodu narastającej w niej paniki. Starała się nie mrugać, bo każde zamknięcie oczu wzbudzało w niej przeczucie, iż zaraz ponownie nawiedzi ją koszmar z jej bratem w roli głównej, a informacje, które otrzyma, całkowicie zniszczą jej światopogląd.