BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

07 września 2022

Od Aksamitnej Łapy

Już po pierwszym treningu z nowym mentorem stęskniła się za Cętkowaną Gwiazdą. Nie uważała Dzikiego Kła za złego nauczyciela, a wręcz przeciwnie — ogromnie go szanowała i podziwiała. Dla niej był jednak za cichy. Choć jego poprzedniczka również bywała małomówna, tak potrafiła cierpliwie odpowiadać na padające z pyska szylkretki najgłupsze pytania, jakie tylko świat mógł usłyszeć.
Za to czarny kocur wydawał się zmieszany za każdym razem, gdy próbowała mu wyjaśnić swój sposób myślenia. Co prawda był miły i o wiele bardziej żywiołowy niż ich była liderka, lecz za to niewiele się odzywał. Aksamitka musiała nadrabiać w gadaninie za ich dwójkę, przez co głównym dźwiękiem towarzyszącym jej treningom były długie monologi. Utrudniało jej to skupianie się na zadaniach, bo zamiast skradać się po cichu, opowiadała wojownikowi o tym, co śniło jej się w nocy.
Zawsze dostrzegała narastającą ulgę na jego pysku, gdy wracali do obozu. Znikał w swoim legowisku, a ona z lekka zawiedziona, że nie chciał dalej słuchać jej niesamowitych historii, leciała na poszukiwanie swojej najlepszej przyjaciółki.
Oczywiście kochała wszystkich w Klanie Klifu, ale z pewną czekoladową rówieśniczką miała o wiele lepszy kontakt. Nadawały na tych samych tonach, nie przejmując się złem świata. Rozmawiały o pierdołach i zawzięcie bawiły się niczym kocięta przez cały wolny czas.
I tym razem, gdy tylko znalazła Krewetkę kręcącą się blisko skraju obozu, uśmiechnęła się szeroko. Przykucnęła, niemalże dotykając brzuchem ziemi. Wspominając słowa mentora, powoli zakradła się w jej stronę i gdy była odpowiednio blisko, naskoczyła na uczennicę i przeturlała się z nią o parę króliczych skoków dalej.
Ta z początku wydała z siebie okrzyk zdumienia, a widząc spojrzenie morskich ślepi, parsknęła śmiechem.
— Wróciłaś już z treningu? — mruknęła zaskoczona. — Ledwo co wyszłaś z obozu, a już jesteś z powrotem...
— Mój mentor był dzisiaj jakiś przygaszony — odparła, odsuwając się od niej. Położyła się wygodnie na plecach i machnęła łapkami w powietrzu. — Nie wiem, o co mu chodzi, ale strasznie mało mówi i przez to ja muszę gadać więcej, bo inaczej jest za cicho.
— Oh, to niedobrze — zmartwiła się Krewetkowa Łapa. — A może on po prostu lubi ciszę? — zagadnęła.
Aksamitka wzruszyła ramionami, próbując którąkolwiek z kończyn dosięgnąć chmur na niebie.
— Może. Ale to dziwne, gdy nic nie słychać — stwierdziła i spojrzała psotnie na znajomą. — A jaki jest twój mentor? — spytała.
Czekoladowa lekko się skrzywiła, padając momentalnie tuż obok pointki.
— Straszna maruda. Z nim to się nawet nie da porozmawiać, bo nic mu się nie podoba. Przy drodze rosły takie piękne, kolorowe kwiatuszki, a on nazwał je chwastami! — pisnęła z oburzeniem. — Nie wiem, dlaczego się tak zachowuje. Ja nic mu nie zrobiłam — westchnęła.
Szylkretka wzięła głęboki wdech. Obie najwyraźniej miały problematycznych mentorów. Ponownie zawiesiła swój wzrok na kotce. Jej czekoladowe futro idealnie komponowało się w otoczenie, przypominając barwą korę drzew. A zieleń trawy i liści zdecydowanie udoskonalała ten widok.
Koteczka nachyliła się ku niej i liznęła ją w policzek.
— Pewnie taki się urodził! — rzuciła pocieszająco. — Grzybowa Ścieżka, prawda? — Widząc skinięcie na potwierdzenie głową, parsknęła. — No to jest grzybem i tyle!
— Co ma znaczyć to, że jest grzybem? — zapytała niepewnie.
— No... Jest takim starym grzybem, że zwykłym ponurakiem. Bo grzyby lubią deszcz i w ogóle chłód, czyli są takie... negatywne — mruknęła, plątając się we własnych słowach. Sama nie wiedziała już, co chciała przekazać Krewetce, ale widząc jej uśmiech na pysku, poczuła ulgę.
— To możesz mieć rację — odparła krótko.
A potem obie wyłożyły się porządniej na trawie i gapiły się z zafascynowaniem w niebie, wymieniając się spostrzeżeniami na temat tego, co przypominają kształtem sunące nad nimi chmury.

[przyznano 5%]

06 września 2022

Od Pierwszego Brzasku Do Lisiej Łapy

*pewnie gdzieś początek Pory Nowych Liści*

Gdy tylko się obudził, poczuł, że coś było inaczej. Zmarszczył nos, czując łaskotanie. Uderzenie serca zajęło mu uświadomienie sobie, że to ciepły promień słońca. Uśmiechnął się, a z jego gardła wydobył się zadowolony pomruk. Nie otwierając oczu, odetchnął głęboko. Jego płuca wypełniło świeże powietrze, pełne wilgotnego zapachu świeżości i życia.
Pora Nowych Liści.
Jakby wstąpiła w niego nowa energia. Zawsze lubił obserwować, jak świat budził się do życia po uśpieniu w Porze Nagich Drzew. Wszystko rosło i rozkwitało pod czujnym okiem pogodnego nieba i ciepłego wiatru. On też czuł, jakby budził się z długiego, zimowego snu.

To był idealny czas na spacer.
Zanim śpiąca obok niego Iskierka zdążyła się obudzić, odsunął się delikatnie i przeciągnął. Przyjemnie chrupnęło mu w karku. Ziewnął jeszcze, przeczesał futro na piersi językiem i był gotowy do drogi. Dokąd najlepiej pójść? Tego jeszcze nie wiedział, ale był pewien, że da się poprowadzić ciepłemu wiatrowi plączącemu się w jasnozielonych liściach. Może okolica strumyka? Albo fragment lasu, w którym tak lubi polować? Może zapuści się na łąkę, gdzie do tej pory widoczne są szczątki starego obozu? Kocur uśmiechnął się do swoich myśli. Dlaczego nie wszystko po kolei? Zapoluje po drodze, Iskierka na pewno ucieszy się ze świeżej nornicy czy wróbla.

Dźwignął się na łapy, nie zwracając uwagi na ból w krzyżu. Spoza legowiska docierały do jego uszu ptasie trele i gwar obozu. Odgłosy życia. Utkwił niewidzący wzrok gdzieś w wejściu do starszyzny, kierując się w tamtą stronę.
Zachwiał się lekko, gdy jego futro musnął delikatny wiatr. W głowie miał tylko jedną myśl – w którą stronę? Dziarskim krokiem ruszył przed siebie, nucąc cicho. Oczami wyobraźni już widział zielony las…

Powietrze wydostało się z jego płuc z głośnym jękiem. Ze zdumieniem stwierdził, że leży na lekko rozmokniętym gruncie. A co ciekawsze, nie potrafił się podnieść. Zamrugał zaskoczony.
Jakiś kształt zasłonił słońce. Brzask uniósł łeb, łowiąc zapachy i kształty. Uczennica?
– Dzień dobry – miauknął pogodnie, jakby wcale nie upadł właśnie w błoto przed legowiskiem, z którego ledwo się wyczołgał.


<Lisku? :P>

Od Zajączka CD. Zdradzieckiej Rybki

Od momentu, w którym w progu żłóbka zawitało czekoladowe futro ojca, jej dotychczas dobry humor gwałtownie przepadł. Nie cierpiała Jesionka. Był kopią Zdradzieckiej Rybki, a w dodatku niezwykle wścibskim. Śledził ją, podążając za nią niczym cień, a gdy nadarzała się okazja, leciał do matki skarżyć na nią i stawiać ją w złym świetle. Robił wiele głupiego, a zjedzenie nieświadomie zatrutej ryby okazało się najmądrzejszą rzeczą, jaką zdecydował się kiedykolwiek w swoim krótkim żywocie zrobić.
Świętowała jego śmierć w samotności. Bławatkowy Potok i Lilka płakały za nim, toteż nie mogła pokazać, że jej nie zależało. Musiała zgrywać o wiele bardziej empatyczną niż była w rzeczywistości.
— Ale tato! — pisnęła Zajączek. — Nie możesz ciągle płakać! Życie trwa, a ty powinieneś iść wraz z nim — rzuciła motywacyjnie, choć dobrze wiedziała, że jego byt powinien się już dawno zakończyć.
— Ni-iee umiem. On był ta-aki malutki. Jak ty Za-ajączku. Nie zasłużył na śmierć. — Zasmarkał mech, co spotkało się z pełnym pogardy spojrzeniem vanki. Ledwo co wstrzymała się od głośnego skrytykowania jego słabości. Lilka zrobiła smętną minę, spoglądając to na ojca, to na siostrę, a zaraz po tym obwieścił, że jest zbyt zmęczona tym wszystkim i pójdzie się przespać. Ułożyła się z dala od nich, po raz ostatni wymieniając spojrzenie z Zając. Biaława kotka kochała ją, ale nie rozumiała, dlaczego i ona musiała tak bardzo przywiązać się do tego gówniarza, że teraz ryczała w tęsknocie za nim. Przecież miała zawsze w zastępstwie ją , na co tu ten upierdliwy kurdupel Jesionek?
— I-i-idź też spa-ać - polecił jej znienacka Zdradziecka Rybka, pociągając nosem.
— Nie, muszę cię wspierać, wiesz? — miauknęła z niewinnym uśmiechem. W końcu byli sami i mogła dać większą swobodę własnemu zachowaniu. — W końcu tak przeżywasz tę śmierć i rozłąkę, a przecież wkrótce do niego dołączysz — westchnęła z żalem.
Spojrzał na nią z przerażeniem. Uśmiechnęła się, widząc to. Aż przestał łkać, wbijając w nią zdumiony wzrok.
— J-ja nie chcę umrzeć. — Przełknął ślinę, kręcąc głową. — Nie mogę. Zrobię wszystko by żyć — warknął.
— Ale nie powinieneś — odparła. — Czas zaakceptować swój los i odejść z tego świata.
Zacisnął pysk, z którego wydobył się warkot.
— Nigdy. Nie mogę. Nawet jeśli moje życie ma być pełne cierpienia, nie mogę odejść. Nie teraz, nie dzisiaj... — mamrotał. Wbił pazury w mech, łapiąc głęboki oddech i zamykając oczy.
Vanka prychnęła, uderzając w złości ogonem o ziemię. Uparty głupiec, na nowo odwlekał nieuniknione. Powinna pomóc mu umrzeć, bo sam nigdy nie zrozumie, że to genialny pomysł.
Sądziła, że ten dzień będzie piekielnie nudny, a w dodatku irytujący przez wzgląd na jej ojca. Ten jednak zaskoczył ją, wyrzucając z siebie kolejne słowa.
— Zostaw moją córkę Zając. Zostaw ją. Zostaw... zostaw...
Znowu mu odwalało i zaczynał mylić ją z tym swoim tajemniczym oprawcą z czasów jego pobytu w niewoli. Co prawda liliowa doinformowała się trochę bardziej w temacie wspominanego lidera Burzaków, ale i tak nie była pewna, co mówić, aby doprowadzić czekoladowego do takiego stanu, by posunął się do samobójczych ruchów.
— Nie mogę. Gdybym zostawił ją, straciłbym szansę na kontakt z tobą, prawda? — wymruczała z niskim warkotem, aby lepiej imitować męski głos.

<Rybko?>

Od Zanikającego Echa Cd Zdradzieckiej Rybki

 Odskoczyła zaskoczona do tyłu. Co robił ten palant! Jego zachowanie z minuty na minutę coraz bardziej ją irytowało.
- Wariacie, uspokój się! Co ty robisz idioto!- wrzasnęła, przecierając nerwowo przecierając łapą oko.- Jeszcze masz czelność tak się szczeniacko zachowywać? Serio zniżasz się tak nisko? I fuj, spadaj- warknęła do Orzecha obrzydzona słowami Rybki. Co on sobie myślał? Nie była w żadnym stopniu zainteresowana idiotycznymi kocurami.
- Ej, może nieco milej? - fuknął niezadowolony Orzech, który zaczął mordować tych dwoje wzrokiem. W tym czasie Wzburzony Potok, ziewnęła znudzona tą szopką. 
Rybka nie odpowiedział na jej pytania, machając zdenerwowany ogonem, ponownie kierując swoje kroki dalej w las.
Wymamrotała coś do siebie. Idiota! Podbiegła do Rybki, dając mu plaskacza z tyłu głowy.
- Uciekasz bachorze czy co?
Kocur prychnął, czując uderzenie. Uśmiechnęła się w głębi duszy. Odwrócił się w jej stronę, mordując ją wzrokiem. Orzech z powrotem stanął pomiędzy nimi, by nie doszło do poważniejszych łapoczynów. 
- Nie prowokujcie się nawzajem! - starał się opanować towarzystwo, jednak w jego głosie było słychać powoli udzielający się gniew. 
- Nie zamierzam z tobą dyskutować. Właśnie udowodniłaś mi jaką jesteś szują - miauknął czekoladowy.
- Ja niby jestem szują?- uniosła już głos wściekła.- To ty jesteś jakimś durnym wariatem! Potrzebujesz jakieś terapii, może ci pomoże pogodzić się ze stratą dziecka i się w końcu ogarniesz!
- Jak śmiesz?! Nie dam się wam naćpać! Nie jestem wariatem! To ty potrzebujesz leczenia! Normalny kot nie leje swojego towarzysza! Jesteś sadystką! A jak jeszcze raz wspomnisz o moim dziecku, to powyrywam ci te kłaki! To nie twój interes, jasne?!
- O nie, biedak...- mruknęła cicho.- Masz rację, Jesionek był za młody, prawda? Tyle życia przed nim było. No już Rybko, możesz płakać, płacz pomaga się uspokoić... A ziółka nie są aż tak złe, jeżeli po nich będziesz w końcu normalny to bierz choćby i codziennie.
Rzeczywiście się rozryczał na te słowa. Położył po sobie uszy, zaciskając mocno pysk. Była usatysfakcjonowana tą reakcją. 
- Zamknij się! Słyszysz, zamknij - zaczął się smarkać, dając nogę. Za nim od razu poleciał Orzech, a Wzburzony Potok ze znudzeniem, wolnym krokiem ruszyła za tymi durnymi facetami.
Pobiegła za nimi. On ją obrażał, to ona też będzie. Miała w nosie jego obstawę. Po prostu stali i się niczym nie przejmowali.
- No już, już, spokojnie, nie dziwię ci się... Taki malutki Jesionek, byłby takim dobrym wojownikiem... Niestety taki okrutny los go spotkał.... Bardzo ci współczuję- powiedziała ze słyszalną ironią. Ona też straciła rodzinę i... Też to raniło, ale Rybce się należało.
Miał nadzieję, że ją zgubił, ale ona dalej siedziała mu na ogonie, tak jak jego obstawa. Schował się w jakimś pustym i powalonym pniu drzewa, wyżartym przez korniki, a ona nawet tego nie zauważyła i zdezorientowana rozglądnęła się po okolicy.
- A ja współczuje twojej zasranej, morderczej matce, że nie zabiła cię przy porodzie, a musiała wychowywać! - syknął w jej stronę, dalej mocząc się łzami.
Syknęła wściekła. On śmiał jej matkę wyzywać? Wściekłość zatętniła w niej na nowo. To już nie była chęć dokuczania kocurowi, po prostu nie potrafiła wytrzymać wyzywania jej rodziny.
- Ty... Ty skończony padalcu! Moja matka była o wiele lepsza od twojej, skoro twoja martwa mamusia zgodziła się na stosunek tylko po to by wysrać takie zdradzieckie gówno!
- I nawzajem! Szkoda, że ten kto ci wydrapał oko, nie pozbawił cię i tego drugiego! Wtedy byłoby ci bardziej do twarzy! Może wtedy twoja zdechła matka, by cię bardziej pokochała!
Poczuła coraz większą złość na kocura. Ten obrzydliwy dupek śmiał takie rzeczy wygadywać?! Gdyby nie uciekł jak królik, to dawno by dostał po łbie.
- Zasrańcu rąbany, weź się wypchaj i idź po rozum do swojej pustej głowy! Chowasz się jak mysz w tej kryjówce, może w końcu wyjdź! Skoro uważasz, że brak oczu jest do twarzy to ci chętnie pomogę!- wrzasnęła, drapiąc wściekle kłodę od zewnątrz.
- P-podziękuje! - warknął w jej stronę. Czyli jej gadanie może trochę zadziałało. Opiekunowie nawet nie reagowali, a ona tylko mogła się cieszyć tym, że w końcu miał za swoje. Powoli jednak wymykało jej się to wszystko spod kontroli, czując jak emocje zbyt nad nią panują - Daj mi spokój! Nie wierzę, że jesteś siostrą Rudzika! Tak cię zachwalał, a z ciebie taka sadystyczna wariatka! Jesteś porąbana!
- Nie jestem wariatką!- wrzasnęła, nawet nie próbując uspokoić szalejących myśli, działając w bezładzie.- Boisz się padlino? Wyskakuj, a nie kulisz się i ryczysz w środku! Biedny Jesionek ma takiego tchórzliwego ojca! Już nawet Zajęcza Gwiazda byłby dla niego lepszym tatą.
- Skąd możesz to wiedzieć, co?! Nie znałaś tego psychola! Nie dziwie się, że cała twoja rodzina zdechła. Mieli po prostu ciebie dosyć! Powtórzę raz jeszcze, zostaw mnie. Nie wyjdę stąd, bo wiem, że ci pomogą! Nie wyjdę! Nigdy!
- Jesteś cholernym gnojem i tchórzem do siedmiu boleści! Te dwa gnoje nawet dupą przecież nie ruszą! Idioto, wyjdź i tyle! A jeżeli nie to dobrze, wypchaj się i uznam twoją przegraną. Taka z ciebie boidupa. Kto by się spodziewał, kozaczysz a potem jak bachor idziesz do mamusi! Niestety jej nie masz, jak mi smutno!
- Nie zamierzam się z tobą bić! - uświadomił ją, jeżąc sierść. 
- Po prostu wejdź do niego. Wyjdzie szybciej niż te twoje prośby - usłyszała głos Orzecha, który jej doradzał. Syknęła na Orzecha. Niech się nie wtrąca. Jednak mimo tego miał rację. Wysunęła pazury, wbijając w miękkie podłoże.
- Wychodź, albo sama do ciebie wejdę. Raz... Dwa...
Usłyszała przyspieszony oddech Rybki.
- Zostaw mnie! Błagam! Ja nie chcę! Nie wchodź tu! Ani się waż!
Zmrużyła oczy. Czy on próbował ją na litość brać? Powoli wsunęła się do środka, próbując ignorować ciasnotę.
- Co, boisz się? Biedny... - zamruczała cicho, wściekle machając ogonem.- No chodź!
Natychmiastowo wystrzelił tylnym wyjściem na zewnątrz. Była tym bardzo zdziwiona, od tak sobie od niej uciekał? Bał się? Dostał nagle jakiegoś dziwnego pietra.
- Nie uciekaj - rozkazał Orzech, widząc jak wręcz łapy palą go do nawiania. Zjeżył się, próbując wyminąć kocura.
Sama wysunęła się z kłody z westchnięciem ulgi. Sama się nim zajmie a nie jakiś dupek.
- Co Rybeńko, gotowy? Nie bój się, nic złego się nie stanie, racja?- zamruczała. Znowu wysunęła pazury, gotowa skoczyć na tego idiotę.
Zaczął się cofać, uważnie obserwując ruchy kotki. Bardzo satysfakcjonowało ją to. Te przerażone ruchy. Kiedyś sama była ofiarą a teraz?...
- Nie mów tak - syknął do niej. - Wiem dobrze co chcesz zrobić. Nie dam ci się wronia strawo
Z syknięciem skoczyła na kocura. Nie  miała z nim szans, ale była wściekła. Nie mogła mu tego popuścić. Przycisnęła kocura do ziemi, od razu dając mu z liścia.
- Wypluj wszystkie te słowa, jasne?- wrzasnęła.
Wyszczerzył do niej kły, kopiąc ją w brzuch, by ją z siebie zrzucić. 
- To ty pierwsza wypluj!
Wydała zduszony krzyk, gdy dostała kopniaka. Ten... Ten idiota!
- Nie! Na Klan Gwiazdy, współczuję twoim dzieciom, trzęsąca się larwa a nie ojciec. Nie dziwię się, że Jesionek umarł!
Wrzasnął, wijąc się w jej uścisku. 
- To nie moja wina! - załkał. - Ktoś go zamordował. Dał mu tą rybę. Nie zdziwiłbym się, gdybyś to była ty! Twoja matka była mordercą, na pewno i ty masz jakąś krew na łapach! Bo moje cierpienie na pewno! - Naparł wszystkimi czterema łapami na jej ciało, by się od niej uwolnić.
Przewróciła się i padła obok Rybki. Zawarczała cicho. Miała go tak dość! Był tylko irytującym głupkiem, który wszystko psuł.
- Wyszczekaj to!- krzyknęła, wstając chwiejnie na nogi, już całkiem zdezorientowana sytuacją.
Podniósł się szybko na łapy, spluwając jej na pysk.
- Proszę bardzo, wyplułem - po czym dał ponownie nogę, omijając Orzecha, który próbował go pochwycić.
- TY IDIOTO!- wrzasnęła, ruszając w pościg, starając się nie przewrócić w drodze.- BOISZ SIĘ CO? WRACAJ I BĄDŹ JAK PRAWDZIWY WOJOWNIK A NIE GŁUPI ZDRAJCA!


<Rybko ukochany?>

Od Zanikającego Echa Cd Rudzikowego Śpiewu

 Łzy ciekły nie tylko z jej oka. Jej brat również zaczął płakać. Racja, czuła się nieswojo ale… To był jedyny aż tak bliski jej kot. Przy nim się nie bała. Chciałaby, żeby ta chwila trwała jeszcze dłużej, chcąc uciec myślami od uczucia, że do niczego się nie nadaje. Na pewno nie przyjmą ją dobrze w klanie, ale przynajmniej miała jego.


***


Nigdy nie sądziła, że zostanie tak osądzona. Bez jakichkolwiek dowodów, śladów. Po prostu. Dla nich czas kiedy leżała cicho w legowisku medyka w Klanie Burzy, było zdradzaniem ich. Nie powiedziała ani słowa o sekretach Klanu Nocy. Nie wspomniała o ich słabościach, nie wyjawiła gdzie mieści się ich obóz. A jednak zrobili to. Znowu została uznana za śmiecia, kogoś niegodnego nawet do zostania w obozie. Wyrzucili ją jak odpadek, nazwali zdrajcą. Łzy leciały z jej oka, mocząc pospiesznie zrobione legowisko. Nastroszyła lekko futro, chcąc chociaż trochę się ogrzać przed zimnem, co niewiele pomagało. Cała drżała na mrozie, siląc się by wymyśleć jakiś sposób na chociażby zabiezpieczenie się przed wiatrem. W końcu się poddała i padła bezwładnie na brudny mech.
Po raz kolejny straciła godność, lecz tym razem tylko wyłącznie za swój idiotyzm. Swoje głupie przekonanie, że jedynym wyjściem wtedy była śmierć. Zapomniała o tej szansie na życie, która gdzieś tam była. Była głupia i tyle. Zwykły chodzący śmieć bez rozumu. Pogodziła się z tym chyba po raz pierwszy, nie chciała się kłócić. Skoro taki był jej los, to po co jeszcze bardziej się pogrążać.
Skuliła się lekko, chcąc na chwilę skupić się na czym innym, ale nie potrafiła.



***


*Przed wyjściem Niezapominajka do żywych*
Popatrzyła zmęczonym wzrokiem na spadający z nieba śnieg. Czemu musiało go być tak dużo. Wszystko przykrywał, rośliny były całe białe. Zero zwierząt, zero jedzenia. Mrugnęła okiem. Była już tym wszystkim wyczerpana. Tymi próbami znalezienia czegokolwiek zdatnego do spożycia. Zaczęła ignorować ten ból brzucha, wiedząc, że i tak nic nie dostanie od losu. Po co miałaby się łudzić?
I jeszcze te dręczące wyrzuty sumienia po tym, jak pobiła Pędzącego. Wiedziała, że Rudzik się dowie i na pewno nie będzie zadowolony. Znowu działała w zbytnich emocjach. Była przekonana, że kocur uznawany za zdrajcę go zranił, ale mogła się zawsze mylić i tylko się wygłupia przed innymi. Pewnie uznał ją za wariatkę, kiedy ona tylko nie chciała, by jej brat znowu trafił na taką szuję jak ten rudy. 
Siorbnęła cicho nosem. Nie miała siły wstawać. Nie chciała. Było to już bezsensowne. Nic jej to nie da. Jej wychudzone ciało jedynie drżało na zimnie, a sama wypruta z sił nie wiedziała co ze sobą począć. Brzmiało to tak… głupio. Normalni wojownicy dalej działali, chcieli dla wszystkich dobrze a ona się poddała i tylko się nad sobą użalała. 
Przynajmniej tak to wyglądało, ale w głębi duszy czuła wściekłość. Na to wszystko co wyczyniała Krucza Gwiazda, na cały Klan Burzy i zasrany Klan Gwiazd. Nic nie robił i co? Wszyscy działali na szkodę innych, jakby bawiąc się ich losem.  O Niezapominajkowej Gwieździe ani widu ani słychu, bachory liderki nie strzelają z paszczy ogniem jak mówiła i ogarniał ich głód. Prawdziwy przywódca znalazłby sposób, żeby im pomóc. A nikt nie chciał nawet jej to prosto w pysk powiedzieć.


<Rudzik?>

Od Zanikającego Echa

yes bardzo dawno temu po zaatakowaniu Żara


 Myślała, że dojdzie do obozu i umrze. Po prostu wyzionie ducha przy jej bracie, łamiąc mu serce, ale przynajmniej po raz ostatni się żegnając. Jej ciało spocznie w obozie wroga, trafi gdziekolwiek po śmierci i będzie… Spokój? Inni sobie odpoczną od jej istnienia, Rudzik odetnie się od tego rudego idioty, jeżeli się wyrwie z tej dziury to powie tacie o tym, że umarła od ran i po prostu zdechła. Skończy się to dla niej dobrze, po prostu przestanie stąpać po tej ziemi.
Ale tak się nie stało, a kiedy w końcu się wybudziła, dalej czuła smród Burzaków.
Nie była w Klanie Gwiazdy bądź nawet własnym legowisku, by to wszystko mogło okazać się snem, okropnym koszmarem, który tak jak wszystkie inne będzie ją nawiedzał. Po prostu pewnie to wszystko było przez strach o Rudzika i śmierć mamy. Pójdzie na polowanie, spędzi samotnie popołudnie.
Rany dalej mocno piekły, po bliskim spotkaniu z pazurami rudego kocura. Cała głowa pulsowała jej od bólu, wszędzie czuła opatrunki i wonny zapach ziół. Ledwo co otworzyła oczy. Albo raczej oko, bo drugiego nie było. Wzdrygnęła się na samą myśl, kiedy przypomniała sobie o tym, że w oczodole była pustka i mogła jedynie patrzeć na świat dzięki pozostałej gałce ocznej. Czuła się tak obrzydliwie. Była teraz taka szkaradna. Była tylko nic nieznaczącym kłębkiem kłaków, posklejanym od krwi, która całe szczęście została zatamowana. W niektórych miejscach na ciele nie było nawet sierści. Czy w ogóle przypominała kota?
Obok nie było Rudzika. Zniknął. Nigdzie go nie było. Jak to? Gdzie on się podział, kiedy go potrzebowała? Co się z nim stało? Była tak zaskoczona. Ktoś mu musiał pewnie coś zrobić, a tak tego nie chciała. Właśnie dlatego zaatakowała tego kocura. Zawiodła go po raz kolejny, czy to on ją opuścił? Uznał, że nie ma jej już co ratować? Gdyby nie była w mocnym szoku, po chwili z jej pyska zaczęłyby skapywać łzy. Zostawił ją w tym piekle całkowicie samą. Wśród oprawców, a ona tak się starała. Dowiedział się pewnie o tym co zrobiła i uciekł jak najdalej od niej, od potwora jakim się stała. Przyrzekła sobie, że nikogo nie będzie chciała zabić i co? Zrobiłaby to bez wyrzutów sumienia. Zadecydował, by pozbyć się jej raz na zawsze, porzucając ją Burzakom, by mogli ją zamordować publicznie? Wydawał się być przejęty jej stanem, ale wtedy jeszcze nie wiedział co zrobiła a ten kot pewnie wrócił i Rudzik zdał sobie sprawę, jaka jest okropna.
Niemrawo próbowała się rozejrzeć po miejscu w którym była, kiedy nagle poczuła jak ktoś ją chwyta za kark. Pisnęła przerażona, słysząc jakieś głosy nad nią. Ktoś targał nią jak bezwładnym ciałem, w jej futro wpadał żwir i piasek, wystające kamienie nieprzyjemnie wrzynały się w skórę, w niektórych miejscach powodując cieknięcie małej strużki krwi. To wszystko działo się tak szybko. Skuliła się i próbowała zaprzeć się tylnymi łapami, przednimi drapiąc bezwładnie podłoże. Jednak ten ktoś był nieustępliwy.
Aż w końcu zrzucił ją do dziury, a przez upadek stęknęła głucho. Próbowała wstać, ale Burzaki już się do niej zbliżali. Z paniką próbowała odskoczyć do tyłu, gdzie napotkała ścianę. Ze strachem w oczach wpatrywała się w koty. Nie chciała tutaj być, chciała wrócić do Klanu Nocy, ale ci uważali pewnie że musi zapłacić za zranienie wojownika. Teraz tak bardzo żałowała tego wszystkiego. Z jej gardła wydobył się nędzny szloch, kiedy oni byli jeszcze bliżej niej. Bliżej. I bliżej. Widok zaczął się rozmazywać. Ilu ich tam było? Już ledwo co widziała, nerwowo drgając na całym ciele.
Rozległ się trzask wykręcanej i łamanej łapy. Wrzask bólu rozlał się po okolicy, rozdzierając powietrze. Zanim nawet odetchnęła, poczuła znowu czyiś dotyk na drugiej kończynie.
Znowu trzask i teraz jej krzyk załamał się w połowie, kiedy już nie potrafiła wrzeszczeć z powodu cierpienia. 
Upadła bezwładnie na podłoże. Jej łapy nienaturalnie powykręcane zaczęły rozlewać ból na całe ciało, powodując nerwowe drgawki i dalsze łzawienie. Jakikolwiek najmniejszy ruch którąś z kończyn powodowały, że cierpiała jeszcze bardziej. Niewyraźnie próbowała popatrzeć przed siebie, jednak ból zbyt ją sparaliżował i zmusił do zamknięcia powiek.


***


Kolejny dzień, kiedy złudnie marzyła o tym, że to wszystko okaże się koszmarem. Nie wiedziała co zawsze wytrącało ją z takiego półsnu, smród królikożerców czy okropny ból na całym ciele. Nie potrafiła złagodzić cierpienia, rany dalej szczypały przypominając o walce nad rzeką, a przednie łapy bezwładnie leżały na podłożu, z każdym najmniejszym drgnięciem powodując spazmy bólu. Łkała z bezsilności, skulona w dole, słysząc nad sobą te wszystkie koty, które miały gdzieś to co się jej działo, bo była tylko wrogiem.
Tak bardzo przypominało to jej przeszłość. Kiedy straciła wszystko i bezpodstawnie oskarżano ją o śmierć dziadka. Ten szyderczy wzrok Łasicy, który utwierdzał ją w przekonaniu, że była niczym. Po tym wszystkim tak się starała odzyskać dawną odwagę, chęci do życia. I kiedy już prawie dopięła swego, trafiła tutaj, jakby los chciał już na zawsze zostawić ją w jej własnych lękach. 
Do jej uszu dotarł odgłos kroków niepokojąco blisko dziury. Nie chciała patrzeć w górę. Była na to zbyt wycieńczona, więc ledwo co uchyliła powiekę ze strachu. Bała się jakiegokolwiek kota, który mógłby tu przyjść, by zadać jej kolejne rany, złamać lub wydrapać cokolwiek mu się przyśniło. Delikatnie skuliła się w mały kłębek. Brzuch domagał się jakiegokolwiek posiłku czy nawet wody, której nie dostała tak dużo przez te… Ile dni minęło? Spłaszczyła uszy, chcąc odpędzić od siebie uczucie, że ktoś tu może iść ją zranić. 
Biała sylwetka nagle pojawiła się w wejściu, trzymając w pysku niewielką mysz. Jej wzrok spoczął na śnieżnym futrze. Na chwilę ogłupiała. Co on tu robił? Nie wiedziała o co mu chodziło, ale z pewnością o nic dobrego. Przełknęła ślinę. Tak cholernie się bała jakiegokolwiek kontaktu z liderem. 
- Witaj, Oczko - mruknął biały, kładąc na ziemi mysz, którą zaraz przycisnął łapą. Na jej widok przypomniała sobie o tym skręcającym bólu brzucha. Na Klan Gwiazd, co ona by dała by cokolwiek zjeść. - Dobrze ci się spało?
Spojrzała zaskoczona na kocura. Odsunęła się jeszcze bardziej do tyłu. Na chwilę otworzyła pysk, jednak nic nie powiedziała.
Co?
Jak on ją nazwał?
Nie była żadnym Oczkiem. Żadnym durnym Oczkiem. Miała własne imię i na pewno nie brzmiało ono tak idiotycznie. Poczuła ukłucie w sercu. No jasne, przecież straciła oko. O to mu mogło chodzić? To było takie… Głupie. I to jego dziwne zachowanie. A Zając nie był zbyt usatysfakcjonowany jej nieśmiałością. Co sobie myślał, że będzie mu wszystko wyśpiewywać? Strach przejął całe jej ciało.
- Nie jesteś koniecznie rozmowna, co? Nie szkodzi, i na to się znajdą sposoby. Może to rozwiąże ci język? - odkrył łapą piszczkę. - Możesz ją wziąć, jeśli powiesz, dlaczego zaatakowałaś mojego wojownika. Klan Nocy chce kolejnej wojny? Czy jest tak niekompetentny że nie potrafi kontrolować swoich wojowników?
- T-to b-była sprawa p-prywatna...- pisnęła cicho, patrząc na każdy ruch białego. Co innego miała mu powiedzieć?- N-nie chcemy w-wojny…
- Oczywiście, sprawa prywatna... usiłowanie zabicia mnie podczas jednego ze zgromadzeń też było sprawą prywatną? - fuknął, kładąc po sobie uszy. Mówił o tym pomyśle Pędzącego Wiatra i Bażanciego Futra? Przecież nie mieli ze sobą nic wspólnego! - Cóż. Co teraz planujesz zrobić?
- A-a co m-miałabym p-planować? P-przecież p-połamaliście m-mi łapy...- wyjąkała zaskoczona, podnosząc brwi. Lider Burzaków był bardzo dziwny. Miała mu kicać przed nosem? Miała sprawne tylko tylne łapy przecież. Niczym ten idiota… Aż nie chciała o nim myśleć, ani o tym jak głupio postąpiła i teraz tego żałowała.
- Twoi pobratymcy mieli ciekawe pomysły, nawet z połamanymi łapami - prychnął. - Ale widzę, że twoja akcja nie była ani trochę przemyślana. Co by pomyśleli sobie po tym twoi Klanowicze? Wlaściwie to masz szczęście, że  nie wrócisz już nigdy do "domu".
- C-co?!- z jej oka zaczęły zaczęły spływać łzy. Jak to? Chciał ją tutaj przetrzymywać? Miała umrzeć a nie sterczeć w tej dziurze! A jeżeli nie ma ochoty jej zabijać, to czemu jej stąd nie wyciągnie? Na nic się nie przydawała.- P-proszę, w-wypuść mnie, p-proszę…
- Nie ma po co. Klan Nocy myśli, że jesteś martwa. Zadbałam, żeby sam Rudzikowy Śpiew im to przekazał
- Rudzik?!- pisnęła cicho. Co on wygadywał?!- O-on n-na p-pewno n-nie... O-on... Cz-czemu t-to z-zrobiłeś?...
- Próbowałaś zabić jednego z moich wojowników, osłabiając mój klan. Równie dobrze ja bym mogła spytać, czemu to zrobiłaś
- N-nie chciałam z-zabić, t-to n-nie tak…- wydukała, ale po chwili się zastanowiła. To go nawet nie przekona.- N-nie chciałam g-go z-zabić, n-nie p-potrafiłabym, j-ja n-nie umiem d-dobrze walczyć... N-naprawdę…
- Nie potrafiłabyś, a jednak leży z połamanymi nogami i wyrwanym uchem? Komu chcesz sprzedać taką historyjkę wartą mysie łajno? Myślisz, że się na to nabiorę, Oczko?
- J-ja naprawdę...- wymamrotała, czując kolejne łzy na policzkach. I jeszcze to durne imię, mógłby jej dać spokój.- J-ja n-nie chciałam ż-żeby tak się stało, o-on b-był agresywny, b-broniłam się... O-odpowiedziałam ci n-na p-pytanie- popatrzyła się na piszczkę.
- "Sprawa prywatna" to nie odpowiedź na moje pytanie - syknął, kładąc po sobie uszy. Patrzył zdegustowany na chlipiącą kotkę, aż w końcu wzruszył ramionami. Zmieszana zerknęła na niego. Huh?- Ale skoro aż tak ci burczy w brzuchu... - mruknął, po czym nadepnął na piszczkę, mieszając jej futerko z piaskiem dziury, w jakiej się znajdowała, po czym rzucił jej niedbale na pysk. Wzdrygnęła się czując ciało na mordce. - Smacznego. Jaka odpowiedź, taki posiłek - prychnął, wywijając nerwowo ogonem.
Sięgnęła niepewnie bo piszczkę.
- Dz-dziękuję?- pisnęła ze strachem. Co miała więcej powiedzieć?
Kocur tylko prychnął i widocznie wściekły wyszedł z dziury.
Po raz kolejny wyrzuciła sobie, że jest idiotką.
Co ona odwaliła?

Od Zdradzieckiej Rybki cd Zanikającego Echa

 Nadal pamiętał te lanie jakie mu sprawiła. Wariatka. Była siebie warta, tak samo jak Krucza Gwiazda. Dziwił się, że te dwie jeszcze się ze sobą nie dogadały. Możliwe, że powodem tego był fakt, że Zanikające Echo nie miała oka. Liderka nie przepadała za takimi dysfunkcjami. Bezchmurne Niebo był ślepy, przez co przypłacił tym życie. 
Powiadomił oczywiście Rudzika o wyczynie swojej siostry. Musiał wiedzieć jaką była kłamliwą wronią strawą. Na samą myśl o kotce zaczynało go nosić. 
Wybrał się na polowanie wraz ze swoją obstawą, składającą się z Orzechowego Serca i Wzburzonego Potoku. Nadal miał wielki uraz do siostrzeńca, który tak podle skłamał na temat jego tortur. Sądził, że było już powoli między nimi okej. Mylił się. Nie wiedział co zadziałało. Strach, że Niezapominajkowa Gwiazda ich ukarze w podobny sposób, gdy dowie się prawdy? A może od zawsze był takim... mysim bobkiem? 
Nie zwracał uwagi na otoczenie, przez co kompletnie wyleciało mu ze łba, że tu gdzieś koczowała Zanikające Echo. Los, a może pech chciał, że nadepnął na jej ogon, powodując że ta odskoczyła zdziwiona z sykiem bólu.
- Co robisz palancie...- mruknęła cicho, po chwili jednak zdając sobie sprawę, że to on stanęła zdziwiona jak słup soli.
Spojrzał na nią zaskoczony, wcale się tu jej nie spodziewając. Od razu zaczął mordować ją spojrzeniem. 
- Ty jesteś palantem - syknął w jej stronę. - Jesteś z siebie zadowolona? Zniszczyliście mi życie! Obyś smażyła się w Mrocznej Puszczy - burknął, wznawiając marsz.
Poszła powoli za kocurem, wściekle machając ogonem.
- Uh? Czemu niby ci życie zepsułam, co? Raz cię zlałam i jak dzieciak każdemu o tym mówisz. Biedny Rybka...
- Kto dał ci prawo, by w ogóle na mnie podnosić swoje łapy? - Zatrzymał się. - Tak. Ty i reszta katów. Odpowiadacie za wszystko! Przez was nie mogę zaznać spokoju. Niezapominajkowa Gwiazda nie jest już tym kim kiedyś... Wygraliście.
Ciężko było mu to wszystko znieść. Nadal przed oczami miał tą rozmowę. Tego lidera od siedmiu boleści, który nie wydawał się zdolny do przewodzenia klanowi. Który sprawował rządy wraz ze swoją partnerką, bo nie był w stanie sam o wszystkim decydować... Żałosne. Za kogoś takiego walczył?
- Ja nie mam nic z tym wszystkim wspólnego!- syknęła tylko.- Dlatego cię pobiłam, bo nie chciałam, by wylądował w toksycznej relacji. Działałam zbyt impulsywnie, przepraszam boidupo.
- Jakiej toksycznej relacji?! Masz do mnie jakiś problem, bo co? - Odwrócił się do niej, stając z nią pyskiem w pysk. - Nie. Jestem. Gejem. - powtórzył dla jasności. - Najwidoczniej mało dostrzegasz, przez to jedno oko. Ciekawe kto ci je wydrapał... Wleciałaś na gałąź? - prychnął.
Nastroszyła futro.
- Ty to weź się tak nie interesuj! Zajmij się sobą i swoimi bachorami, a nie dalej bolejesz nad tym wszystkim. Biedak, masz gdzieś jakąś może ranę po tym wszystkim bo ja nie widzę.
Na wspomnienie o dzieciach, zaczął ryczeć, odwracając szybko głowę. Nadal nie pogodził się ze śmiercią swojego syna. Nadal to tak bolało. A ona o wszystkim ponownie przypominała. Nienawidził jej. Tak bardzo. Drwiła sobie z niego, z tej niewinnej śmierci. Potwór a nie kot. Jak oni wszyscy. 
- Zamknij się. I owszem mam. Jednak jest niewidoczna, bo to rana na duszy.
- Ojoj, serce ci pękło?- prychnęła zniesmaczona. - Jak mi smutno, może dasz jakieś porady jak cię pocieszyć? Kwiatuszka przynieść?
Zasyczał na nią, sypiąc jej piachem po oczach. Chciał ją zaatakować, ale wiedział, że mógł tym pogorszyć tylko swoją sytuację. Miedzy nich wszedł Orzechowe Serce, przeczuwając kłopoty. 
- Uspokójcie się. - rozkazał. 
- Och, widzisz. Twój chłopak cię broni. Pasujecie do siebie. Obaj jednoocy, stanowicie idealną parę - prychnął w ich stronę, wcale nie szczędząc uszczypliwości. 

<Zanikające Echo?>

Od Nastroszonego

Tulipanowy Płatek była zdziwiona jego zachowaniem. Odkąd ta ptasia kupa Zając nadepnęła mu na ogonek, nie chciał oddalać się od mamy. Starsze kocię było wredne i wyzywało go, za to dla odmiany niebieska, była od niej milsza. Dlatego też z dwojga złego, wolał wybrać to mniejsze zło. Przez to zmuszony był słuchać modlitw do Gwiazdek i w nich uczestniczyć. Okropieństwo, ale znacznie lepsze od tej przemocy, którą na nim zastosowano. 
Czując język na grzbiecie, westchnął cierpiętniczo. Przecież dzisiaj nie opuszczał brzuszka kotki! Przykleił się do niego jak kleszcz, chowając swój nosek w jej sierści. Nie mógł się wybrudzić. Jednak słowa Zając dalej dudniły mu w głowie. Nie potrafił o nich zapomnieć.
- Mamo? - zwrócił się do królowej, która skupiła na nim swoją uwagę. - Czy moja sierść wygląda jak ptasia kupa? 
Kotka prychnęła, kręcąc nosem. 
- Nie słuchaj tego pomiotu Zdradzieckiej Rybki. Sama tak wygląda. Ty jesteś wyjątkowy. Mówiłam już, że twoja sierść jest niczym Srebrna Skóra. Wraz z siostrą błyszczycie niczym najprawdziwsze srebro. Zazdrości ci, bo ma ojca zdrajcę, a twój jest niezwykły. 
Mimo że gadała takie głupoty, zrobiło mu się miło i lżej na serduszku. Nie był brzydalem. Zając była. Miała fuj sierść, a ogon to już w ogóle wyglądał, jakby zaszedł liliową pleśnią. 
- To dlatego mnie tak ciągle myjesz? - dopytał, czując ponownie jak go liże. 
- Jako gwiezdne kocię musisz prezentować się godnie przed tym plebsem. Twoja sierść jest jednak nie do okiełznania - westchnęła załamując łapy.
- Zając mówiła na mnie Niechciany... - burknął cicho pod nosem. W sumie tak się czuł, bo nie pasował do swojej rodziny. Tulipanowy Płatek ciągle się na niego złościła, dając kary, bo nie chciał wierzyć w jej bajki. Nadal nie zamierzał, jednak ta myśl, że mama go nie kochała, była bardzo dołująca. 
- To ona była niechciana. Była zwykłą wpadką, a ja na ciebie czekałam z utęsknieniem. - miauknęła, liżąc go za uszkiem. 
- Ale nie jestem taki jak Mgiełka... - wyżalił się. - Nie lubisz mnie... 
Królowa parsknęła, wbijając w niego twardy wzrok. 
- Bywasz niegrzeczny, jednak jesteś dopiero kocięciem. Wierzę, że z tego wyrośniesz. I kto kogo tu nie lubi? Czy to nie z twojego pyska padają w moją stronę przykre słowa? 
Położył po sobie uszka, bo mama miała rację. Nie był wcale lepszy. Przycisnął nosek z powrotem do jej futerka, pierwszy raz w spokoju dając jej dokończyć kąpiel. Czuł się tak bardzo źle. Zetknięcie się z czyjąś krytyką oraz innym kocięciem było ciężkie do opisania. Został zgnojony, a jego ogonek ucierpiał. Mama go uratowała. Ta sama, którą chciał wrzucić do dołu za bycie wariatką. I do której teraz się tulił, szukając wsparcia. Ugh, ale on był okropny! Miał tylko ją i siostrę. Chociaż ich nie znosił, bo były rąbnięte, nie chciał skończyć sam. Kto by mu dawał mleko? Zając jak nic by się z niego śmiała! Zacisnął mocno pyszczek, układając się wygodniej przy brzuchu matki. Takiego grzecznego to go Tulipan jeszcze nie widziała. 
- Dobrze się czujesz? - zapytała zaniepokojona, bo zwykle szalał, a nie był taki spokojny. 
Nie odpowiedział jej, co było błędem. Kotka podniosła go za kark na co pisnął i wyniosła ze żłobka. Co jej znowu odwaliło? Czuł jej stres i sam aż zaczął się denerwować. 
Pacnął tyłkiem na mech, znajdując się w innym miejscu. Śmierdziało tu ziółkami i czyjąś flegmą. W sumie było tu nawet sporo kotów.
- Zbadaj go! - zarządziła jego matka, zaczepiając zalatanego medyka. 
Kocur od razu podszedł do niego, powodując że się cofnął, bo cuchnął gorzej niż wronia strawa. 
- Co się dzieję? - zapytał, patrząc na niego jak na słodkie, niewinne dziecko, co sprawiło, że aż go zemdliło. Chociaż pewnie to ten zapach, który unosił się w powietrzu. 
- Jest za spokojny. Leży przy mnie któryś dzień. Musiał czymś się zarazić od tej córki zdrajcy. 
Medyk rzeczywiście przejął się tymi słowami jego mamy, bo zaczął go oglądać. Kazał mu nawet otworzyć pyszczek, ale nie zamierzał tego robić, przez co ugryzł tego podejrzanego typa w łapę. 
Gdy zakończył piszczeć z bólu i wymachiwać kończyną, zwrócił się do Tulipan.
- Wygląda na okaz zdrowia. Mogę dać mu zioła na wzmocnienie, gdyby to było jakieś osłabienie organizmu - zasugerował, szybko znikając w składziku. 
Chciał stąd wyjść, lecz gdy spróbował, matka zatarasowała mu drogę, na co fuknął. 
- Mamo, no! Tu śmierdzi! - pisnął. 
- Jeszcze chwilka - mruknęła kotka, czekając na powrót medyka. Ten zjawił się po chwili z jakimś zielskiem, próbując nakłonić go do zjedzenia go. 
- Jest słodkie, to miód - Wskazał na lepki medykament, posmarowany tym po to, by łatwiej było przekonać malucha do spożycia niedobrego leku. Wahał się przez chwilę, ale naprawdę już chciał stąd uciec, więc zjadł, rzeczywiście rejestrując fakt, że zioła były naprawdę pyszne. Kiedy wylizał pyszczek, mama chwyciła go za kark, po czym ponownie skończył u jej boku w żłobku. 
- Ale tam było fuj! - miauknął do królowej, która odetchnęła z ulgą. Wstrzymywała powietrze? Czemu na to samo nie wpadł?! 
- Uważaj, bo skończysz tam na dłużej jak ci nie przejdzie - ostrzegła go.
Co. On nie chciał tam wracać! Że niby ten jego spokój ją niepokoił? Miał się bawić, a nie chować się za jej ciałem, chroniąc swój ogonek przed zapleśniałą Zając? Zrobił niezadowoloną minkę, bo jak szalał było źle, jak był grzeczny również wychodziło na to, że było źle. I jak tu miał jej dogodzić? 

Od Nastroszonego cd Zajączka

Wydał z siebie cienki pisk, podskakując. Przez to, że kotka nadal trzymała jego ogon, upadł na pyszczek, czując jak w oczach wzbierają mu łzy. Posłał jej mordercze spojrzenie, próbując na nią nawrzeszczeć, ale z jego pyszczka uciekły tylko niezrozumiałe piśnięcia. Kopnął łapę kotki, uwalniając ogon i go od razu tuląc do siebie, zwijając się w małą smutną kulkę. Ten ból... był taki okropny! Nie mógł go znieść. Nie miał pojęcia, że nieznajoma zna takie dziwne ataki! 
— Ojeju, nic ci nie jest Niechciany? Ja nie chciałam — zapewniała z głupim i ledwo widocznym uśmiechem na pysku.
Dojrzał jak świetnie się bawiła, obserwując jego cierpienie. Nie odpowiedział jej, chwilę jeszcze leżąc i chlipiąc pod noskiem, aż nie zerwał się na równe łapki, jeżąc się do granic możliwości. 
— Właśnie, że chciałaś! Powiem wszystko mamie! — zagroził, biegnąc w kierunku Tulipan. 
Na pewno przemówi tej furiatce do rozsądku! Pamiętał jak mówiła, że nie da nikomu ich skrzywdzić! Zaraz Zajączek zostanie zrównana z ziemią! 
— To powiedz. Skoro jesteś taką ciotą, że nie potrafisz sobie sam poradzić, tylko musisz lecieć do mamusi na skargę, to leć. Nie poradzisz sobie sam w życiu, jak będziesz tak siedział za ogonem matki — prychnęła na tyle głośno, by tylko on to usłyszał.
Nie zraził się jej słowami, wpadając w łapki królowej z łezkami w oczach. Opowiedział jej jak kocię zdrajcy go zwyzywało i chciało urwać ogonek. Kotka widząc jaki był roztrzęsiony oraz słysząc jego słowa wstała i podeszła do białej. Zaczęła ją karcić, co nie uszło uwadze Bławatek, która do nich podeszła. 
— Pilnuj lepiej swojej córki — zwróciła się do niej Tulipan. — Skrzywdziła mojego syna, a jej język jest bardzo ordynarny. 
— Zajączku? — Jej matka spojrzała na nią zaskoczona, nie wierząc własnym uszom. 
Mały kociak, który był sprawcą spotkania tych dwóch, zerkał z bezpiecznej odległości, patrząc co tam się dzieję z zadowoleniem na pyszczku. Teraz będzie po niej! Dostanie karę i nauczy się, że nie wolno tak go traktować! 
— Nie wiem mamo, o co jej chodzi — wykrztusiła z przerażeniem w głosie. — Jej dzieciak podszedł do mnie i powiedział, że mam białe futro jak ptasia kupa! Zwróciłam mu uwagę, że tak się nie mówi, a on chciał uciec, ale sam sobie nadepnął na ogon i się zablokował. Dopiero potem poleciał do pani Tulipan i nie wiem, co jej powiedział, ale musiał bardzo nakłamać — dodała spokojniej. — Widzisz, jak się uśmiecha tam w kącie? Widać, że namieszał i się teraz cieszy.
Bławatek uwierzyła córce, wdając się w dyskusje z Tulipan, która cała się zjeżyła, gdy usłyszała tłumaczenie młodej. 
— Nastroszony to bardzo odważne kocię, nie wpadłoby w histerie bez powodu! To twoja córka kłamie, w końcu ma to po ojcu. Ciągle twierdzi, że jest niewinny, chociaż nas zdradził! Wyrośnie na jemu podobną, zobaczysz! 
Bławatek oburzyła się na te słowa. 
— Ochłoń Tulipanowy Płatku. Jesteś zdenerwowana — zauważyła.
— Oczywiście, że jestem! Twoje dziecko skrzywdziło mojego syna! Pewnie zazdrości, że został wybrany przez sam Klan Gwiazdy! 
No i kłótnia zaczęła się od początku. Był zdziwiony, że matka go broniła, ale czy powinien się dziwić? Bławatek też brała stronę swojej córki. 
Towarzystwo rozeszło się w złych humorach. Mama od razu zaczęła wylizywać mu ogon, sprawdzając czy na pewno ta mysia kupa go nie uszkodziła. 
— Mamo, ona kłamała! Ja sam sobie nie nadepnąłem na ogon! — pisnął, bo nie miał pojęcia co działo się teraz w głowie kotki. 
— Powinieneś jej przylać, a nie płakać jak dziecko! Masz być lepszy od tego potomstwa, Zdradzieckiej Rybki! Silniejszy i mądrzejszy!
Położył po sobie uszka. Zapomniał, że mama miała względem nich wygórowane oczekiwania. Nie odpowiedział jej na to, wtulając się ze smutkiem w jej futerko. Na ten moment nie był wcale wymarzonym synem. Upokorzył się, a Zajączek wyszła zwycięsko z tej bitwy. Następnym razem nie powzoli jej na to! 

<Zajączku?>

Od Mleczyk do Borsuk

Głód sprawiał, że nie panowała nad sobą. Wszystko ją denerwowało. Szum trawy. Krople deszczu. Błotniste kałuże. Zamiast być lepiej było tylko gorzej. Zdenerwowana, trzymając chudego szpaka szła w stronę żłobka. Koncept karmienia bezużytecznych bachorów zamiast jej kompletnie nie przypadł kotce do gustu.
W kociarni przywitało ją mordercze spojrzenie Miód. Zjeżyła się, widząc kotkę. Zwykle białe osobniki okazywały się największymi draniami. Żaden jeszcze nie okazał się godny życia na tym świecie. Istniały także wyjątki. Brzoskwinia miała łaty na swoim białym futrze, a wcale nie była lepsza od Miodek i Świt. Mleczyk niechętnie patrzyła na władzę w Owocowym Lesie. Babcia nie była lepsza od swojej poprzedniczki. Ciekawe czy ją też mama zabije?
- Witam - wyrzuciła z siebie niechętnie, położyła królika przed królową. - To dla twoich smrodów.
Miodek prychnęła na nią, lecz przyjęła podarunek.
- Sadzawka, Borsuk, do mnie - zawołała kocięta.
Także głodne kocięta przybiegły prędko, porzucając zabawę. Nie dało się ukryć, że były dziećmi Miodu i Ćmy. Podobieństwo było uderzające.
- Dziękujemy, pani - odparło biało-czarne kocie.
Mleczyk wywróciła oczami.
- Nie ma za co dziękować. Właśnie moje godzinne polowanie zmarnuje się w twoim brzuchu - prychnęła. - Ani waż mi się zdechnąć!
- Żałosne. Musisz wyżywać się na mniejszych, by połechtać swoje ego? - miauknęła z wyższością Miodek.
Mleczyk tupnęła zła łapą.
- Wcale nie! A twoje dzieci są brzydkie i śmierdzą! - oznajmiła, wpatrując się w kocięta.

<Borsuk?>

[przyznano 5%]