BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

06 września 2022

Od Wypłosza

W końcu się ociepliło, jednak ucierpiały jego poduszki łap. Strasznie popękały. Mógłby przysiąc, że Krokus kiedyś mu mówiła co było dobre na to schorzenie, ale jakoś tak wypadło mu to z głowy. Nie przykładał takiej wagi do tego rąbniętego ziołolecznictwa. No i właśnie teraz cierpiał. Kuśtykał krzywiąc się z bólu, co nie uszło uwadze Bylicy. Starucha od razu się zaczęła zamartwiać, pytając co mu jest. 
- Nic takiego, nie interesuj się - fuknął, bo nie miał ochoty z nią rozmawiać i tłumaczyć się, jakim był beznadziejnym medykiem. Ta fucha nie była dla niego. 
Kocica jednak była uparta i nie dała mu uciec. Zatarasowała swoim cielskiem przejście, zmuszając go do pokazania swoich łap. Westchnął, bo z nią było czasem trudno wygrać ten pojedynek na najbardziej upartego kota. 
- Popękały ci poduszki - zauważyła. 
No geniusz, wcale tego sam nie spostrzegł. 
- No i? Same się wyleczą - Wzruszył ramionami. 
Samotniczka pokręciła głową, popychając go do miejsca, gdzie przetrzymywała zioła. Aha... To on z Krokus łaził po jakichś lasach, a to wszystko można było znaleźć w ich kryjówce? No co za... Aż brakło mu słów. Kotka zaczęła mu przypominać, co w takiej sytuacji należało zrobić. Wzięła jakieś zielsko w pysk, okładając nim jego łapy. W sumie słuchał jej tak, jak mentorki na treningach. Jednym uchem to wlatywało, a drugim wylatywało. 
Kiedy został już opatrzony, szybko skierował pokrzywione kroki do legowiska. Akurat, gdy ktoś był chory potrzebował dużo odpoczynku! To jedyne co mu się podobało w tej robocie. Odpoczynek, a te miernoty zwące się jego przyszywaną rodziną, będą pracować za niego, łapiąc piszczki, które skończą w jego brzuchu. Chociaż nadal mało co przynosili. Tak mało, że zaczął poważniej zastanawiać się nad pożarciem dzieci Krokus. Lecz te małe gluty też miały mało mięsa w sobie. Trzeba było wrócić do przeszukiwania śmieci i żerować na resztkach Wyprostowanych, nawet jeśli po tym miał wymiotować dalej niż widział.

Wyleczony: Wypłosz 

[przyznano 5%]

Od Zimorodkowego Snu CD. Chłodnego Omenu

Jeszcze za panowania Cętkowanej Gwiazdy

- Tak... I oby na lepsze... - Skrzywił się. - Teraz jednak nie wydaje mi się, by znów doszło do jakiejś zmiany. Ojciec nie da się wygryźć. Nasz klan będzie silny.
- W takim razie trzymam cię za słowo. Mam nadzieję, że będzie dobrym liderem. - dodała nieświadomie.
- Tak... A jak zdrowie Cętkowanej Gwiazdy? Ma już swoje księżyce, a ten głód pewnie daje jej w kość. Współczuje wam, że po niej zostanie waszym liderem Lampart. Pewnie wywoła wojnę...
Zawahała się przez chwilę przypominając sobie ostatnio zachowanie Lamparciego Ryku. Od kiedy został zastępcą coraz częściej go widywała.
- Oby nic takiego nie miało miejsca. - zmrużyła oczy. - A Cętkowana Gwiazda się trzyma, zawsze była silną kotką.
- Jak był w Klanie Wilka, to prawię mnie zagryzł. Nie wiadomo co mu strzeli do łba - miauknął do niej.
Vanka Skinęła tylko łbem nie wypowiadając ani jednego słowa. To... Było do niego bardzo podobne, więc ta informacja jakoś ją nie zdziwiła. Miała tylko nadzieję, że przyszłość Klanu Klifu nie będzie w łapach lamparta. Już wolała by, żeby ktoś go wygryzł z roli zastępcy.
W czasie rozmyślań Zimorodkowego Snu były uczeń pochylił łeb i napił się wody.
- Będę już wracał, dzięki za rozmowę.
- Rozumiem. - patrzyła na oddalającą się sylwetkę kocura. - A! I jeszcze jedno Chłodny Omenie. - dodała. - Gdybyś mnie kiedyś potrzebował, zjawię się w tym samym miejscu.
- Jasne, będę pamiętał. Miłego dnia Zimorodkowy Śnie - pożegnał się z nią, znikając w lesie.
Gdy tylko kocur zniknął w mroku Zimorodek przysiadła jeszcze na chwilę na śniegu czując zimno szczypiące w jej tułów. Ile z tego co jej powiedział było prawdą? I jak się czuł? W głębi serca, dalej pamiętała, że był to niegdyś jej uczeń, pełen radości i zaciętości kocurek, a teraz? Nie poznawała go, zmienił się i to bardzo, nie wiedziała co mogło tak wpłynąć na jego zmianę zachowania, ale obawiała się najgorszego.
Po krótkich rozmyślaniach, które nie okazały się wcale takie krótkie, wstała i ruszyła z powrotem wzdłuż granicy, jaki był wcześniejszy zamysł. Niedługo po tym spotkała Grzybową Ścieżkę wraz z Krewetkową Łapą.
- Nie mieliśmy się spotkać w nieco innym miejscu? - zapytał Grzyb.
- Mieliśmy, wybaczcie. Jak zwykle się zamyśliłam. - potrząsnęła łbem nie przyznając się do spotkania z Chłodnym Omenem.
- No cóż... To cała ty. - prychnął znowu Grzybowa Ścieżka. Vanka uśmiechnęła się tylko niezgrabnie i ruszyła za resztą.

<Chłód?>

Nowy członek Klanu Gwiazdy!

 Powód odejścia: decyzja administracji
Przyczyna odejścia: Zabicie przez syna

Odszedł do Klanu Gwiazdy!

Od Kurkowej Łapy CD. Źródlanego Dzwonka

Nie rozumiał dlaczego musiał zostać wylizany przez Kruczą. Próbował się wyrwać kotce. Odgryźć jej język. Przejechać pazurami po ślepiach. Lecz wronia strawa wbiła mu pazury w tyłek, przygwożdżając go. Zjeżony cały syknął wściekle, obiecując, że kiedyś zemści się za wszystkie poniżenia. 
Reszta rodzeństwa każde umyta i wylizana przez Kruczą siedziała koło niego na progu kociarni. Spięci i wyprostowani. Najwidoczniej wiedzieli co się dzieje w porównaniu do niego. Mała żołędziara napatoczyła się pod jego łapy. Prychnął na tą marną istotę. Nie wierzył, że łączę ich ta sama krew. Liliowa pisnęła przestraszona i schowała się za Łosia. Brat położył jedynie uszy, rozglądając się za matką, licząc na ratunek. 
Wzrok Kurki padł więc na Jaskier. Ten nijaki wypierdek szybko odwrócił wzrok, udając, że nie ma go. Lecz jej drżące ciało zdradziło ją. Czarny podszedł do rodzeństwa. Syknął i wystarczyło by czarne kocie skuliło się. Uderzył dla zasady Jaskier. Położył uszy, słysząc prychniecie Kruczej.
— Kurka! Ty... ty... — nie skończyła, widząc na sobie spojrzenia kotek z kociarni. — Nie waż się drugi raz uderzyć siostry. Nie kiedy dopiero ją umyłam. — syknęła, jeżąc ogon. 
Prychnął oburzony, uderzając łapą o ziemię. 
— Już wymarsz. Czekać aż was do siebie zawołam. I nie przynieść mi hańby. — mruknęła, mierząc spojrzeniem kocięta. 
Kurka zmarszczył nos. Ona była zakałą tej rodziny. Jak jego gówniane rodzeństwo. Z ojcem-trupem na czele. 

* * *

Spoglądał z zniesmaczeniem na mentora Łosiowej Łapy. Ślepa walnięta kotka. Trzepnął ogonem. Nie zamierzał męczyć się z równie bezużyteczną jednostką. Zjeżył się, słysząc swoje imię. Nie zareagował. Dopiero gdy Krucza wydarła się, łaskawie uniósł tyłek, pogardliwie spoglądając na rodzicielkę. Ona równie ciepło na niego spoglądała. Pewnie żałowała, że nie zagryzła go, gdy miała okazję. Kurka miał podobne odczucia. Lecz jeszcze ta chwila nadejdzie. Ona będzie tylko starsza. Tylko słabsza. 
— Mentorem Kurkowej Łapy zostanie... — urwała, mrużąc ślepia.
Zdawała się dziwnie podekscytowana. Obrzydliwe. 
— Źródlany Dzwonek. 
Kurka spojrzał w stronę zgromadzonych wokół wojowników. Przyglądał się ich frajerskim obliczom. Gotowy i teraz rzucić wyzwanie mentorowi, jeśli okaże się kocią glistą jak Popielaty Świt. W końcu ktoś ruszył się w tłumie. Uniósł ogon.
Ona. 
Milcząca wronia strawa, która zabawiała się nim gorzej niż Krucza. Położył po sobie uszy, jeżąc ogon. Kotka nie zdawała się równie zachwycona. I słusznie. Zamierzał się jej pozbyć przy pierwszej lepszej okazji. Nie będzie nim niewiele wyższa smarkula pomiatać. Posłał Kruczej mordercze spojrzenie.
Upokorzyła go. I zapłaci za to.
Rytuał wymagał zetknięcia się z mentorem nosem. Kurka uważał to za absurdalny idiotyzm. Nie miał zamiaru dotykać tego czegoś w innym celu niż dominacja. Wojowniczka zbliżyła nos. Czarny tylko czekał gdy zbliży się wystarczająco. Wydmuchał mocno powietrze, ozdabiając mentorkę własnymi smarkami. 
Liliowa zamruga zaskoczona. W brązowych ślepiach dojrzał rozpalającą się złość. Lecz nawet nie pisnęła. Uśmiechnął się szyderczo. 
Czekał go cudowny trening. 

* * *

Nie lubił nowego legowiska. Zdawało się bardziej ciasne. Pełne kotów. Znanych jak i nie pysków. Zjeżył się na widok Makowej Łapy, zabaweczki jego mamy. 
— I kogo my tu mamy, Truposzka. — miauknęła srebrna kotkę. — Lepiej nie zgub się na pierwszym treningu. 
Trzepnął ogonem, by następnie rzucić się na uczennicę. Srebrna sprawnym ruchem odepchnęła go, sprawiając, że uderzył o ziemię. 
— Mysia strawo, rzucając się na starszych od ciebie tylko się ośmieszasz. — miauknęła z wyższością. 
Był innego zdania. Tak napuszona i zapatrzona w siebie idiotka jak Makowa Łapa w końcu zrobi błąd. Potknie się. A on będzie czekał na to uderzenie serca. Sprawi, że zapamięta to do końca życia. 
Podniósł się, strzepując z siebie mokrą ziemię. Para brązowych ślepi spoglądała na niego. Jego pseudo mentorka. Na myśl, że mogła to widzieć, urosła w nim frustracja. Syknął wściekły na Mak, która jedyne zaśmiała się z jego, by opowiedzieć o wszystkim Pszczelej Łapie. 
Wyszedł niezadowolony z legowiska uczniów, kręcąc na prawo i lewo. Spojrzał oczekująco na Źródlany Dzwonek. Skoro miała czegoś nauczyć to czemu jeszcze tego nie robiła. Prychnął na nią.

<Kminek?>

[przyznano 5%]

Od Pasikonikowego Nowiu

Czarny kocur stanął jej na drodze. Posłał czarujący uśmiech. Uniósł brwi. 
Pasikonik skrzywiła się, kładąc uszy. Nie była pewna o co chodzi. Lekki dyskomfort uderzył w nią. Chciała się wycofać. Uciec gdzieś daleko od niego, lecz wiedziała, że nie da rady. 
— O-odejdź m-mieszańcu... — prychnęła cicho. 
Pochmurny Taniec zaśmiał się cicho.
— Brzmisz, jakbyś ty nie była. — oznajmił kotce, zbliżając się. 
Zjeżyła się. 
— Co m-masz na myśli? — wydukało cicho, niepewna tego, czy faktycznie chce to wiedzieć.
Pochmurny uśmiechnął się. 
— Twoja matka była moją mentorką. Poza tym chodziły o niej liczne plotki. Jedno jest pewne. Nie urodziła się tutaj. Przyniesiono ją wraz z Zajęczą Gwiazdą. Tylko ciekawe skąd, p r z y b ł ę d o. — drażnił się z nią. 
Położyła po sobie uszy zła na niego. Nie miała ochoty dłużej rozmawiać z tym palantem. Odwróciła się od niego i powolnym krokiem ruszyła ku gromadzie kotów.
— No nie odchodź. Wiele nas łączy, Pasikoniku! — zawołał. 
Widząc, że nie reaguje, zagrodził jej drogę.
— Ty nie znasz ojca. Ja swojego też nigdy nie poznałem. — sprostował. 
— I co? — prychnęła zestresowana tym natrętnym zachowaniem. — N-nie obchodzi mnie to.
Czarny wypiął się dumnie, unosząc ogon ku górze.
— Może mój zna twojego. Jest stary pewnie. Podobno pochodził z innego klanu. Jeśli dobrze pamiętam miał do czynienia z tym całym "Lisią Gwiezdą" co zapłodnił twoją starą. — wyjaśnił. 
Pasikonik syknęła zła na niego. 
— L-lisia Gwiazda dawno już nie żył, gdy moja m-matka zaprzedała dupy komuś. J-jest świrnięta. Nie gadaj b-bzdur. — warknęła na kocura, drżąc z nerwów. 
Pochmurny położył ogon. Jego spojrzenie lekko złagodniało. 
— Spokojnie, mała. Nie unoś się tak. — rzucił luźno, sprawiając, że przez szylkretkę przeszły kolejne spazmy. — Ej, ej, może opowiem ci o moim ojcu, co? Podobno jesteśmy mega do siebie podobni. Tylko on jest bardziej siwy. I poraniony. Ale prócz tego kropka w kropkę. Wiesz, że kiedyś należał do Klanu Wilka? Był synem zastępcy, uczniem lidera. Sam zlał Lisią Gwiazdę podczas wojny. A jego syna posłał do Mroczej Puszczy. Pewnie z Kamienną Gwiazdą też by się rozprawił w trymiga. — mruknął pewnie. 
Pasikonik zastrzygła uszami. 
— P-po co mi to mówisz? — miauknęła cicho. 
Pochmurny wyszczerzył się. 
— Nie chciałabyś wybrać się ze mną? — zaproponował. — Będziemy mieć obydwoje alibi, że polowaliśmy, a może dowiesz się coś o swoim ojcu.
— U-umarlak nie może być moim ojcem. — syknęła. 
— Nie wiesz kiedy zdechł. — odparł czarny zadowolony. — Czekam na ciebie, gdy słońce zajdzie. 

* * *




Sama nie wiedziała czemu przyszła. Może ciekawość. Może fakt, że kocur nadal by ją męczył potem pytaniami dlaczego nie przyszła. Widząc jednak uśmiech na jego pysku, żałowała, że przyszła. 
— Witaj, piękna. Poranne chmury to przy tobie nic. — wymruczał. 
Lekko zdezorientowana zrobiła krok do tyłu.
— M-mam s-sobie iść? — pisnęła.
A co jeśli chce ją wykorzystać? Zaciągnąć w ciemny las i zabawić się jej ciałem. Obrzydzona tym i przerażona zadrżała. 
— Nie, nie. Jejku, na żartach się nie znasz, panno z kijem w tyłku. — puścił jej oczko. — Chodźmy, zanim kompletnie mi uciekniesz. 
Niechętnie podążyła za nim. Ciemny las znajdujący się poza terenami Klanu Burzy nie wyglądał zachęcająco. Szła za czarną kitą skulna. Trzęsąca się na każdy trzask gałęzi pod ich łapami. 
— N-na pewno go tu znajdziemy...?
Pochmurny Taniec wskazał jej na ślady kocich łap. 
— Cichosza. — szepnął nagle. 
Zjeżyła się, wyczuwając czyjś wzrok na sobie. Odwróciła się spanikowana. Za nią dosyć wysoki kocur mierzył ją zimnym spojrzeniem. Pierwsze co wrzuciło jej się w ślepia to brak uszu. Szczątki ich wystawały dziwacznie z czarnego łba. Wyglądem bardziej kojarzyły jej się z rogami. Położyła po sobie uszy.
— Czego chcecie, Burzaki? — syknął samotnik, jeżąc się. — Nie zamierzam pozwolić wam kraść mojej zwierzyny.
Wychudzone ciało i słaby głos świadczyły o tym, że zwierzynę tylko widywał w snach. Kotce zrobiło się lekko żal starca. Pewnie nie widział na tyle dobrze, by coś upolować. 
— Tu i tak nic nie ma. — stwierdził pewnie Pochmurny Taniec.
Siwy kocur odpowiedział mu prychnięciem. Pasikonik skuliła się. Nie tak to sobie wyobrażała.
— T-to twój tata, czy nie? — szepnęła do czarnego. — Nie p-powinien cię poznać? 
Zirytowany Pochmurny trzepnął uchem.
— Jak, moja droga? Nigdy mnie nie spotkał. — wyjaśnił jej. 
Spojrzał na kocura twardym spojrzeniem.
— Zgaduje, że mam do czynienia z Kawką? — rzucił pewnie, przyglądając się samotnikowi. — Jestem twoim synem. Nazywam się Pochmurny Taniec. Mam także siostrę o pięknym imieniu Kwiecisty Pocałunek — oznajmił, siadając. 
Starszy zmrużył ślepia i prychnął z pogardą. 
— Ja nie mam dzieci. — syknął i odwrócił się gotowy odejść. 
Wojownika trochę wcięło. Nie tak to sobie wyobrażał. Miał to idealnie wymalowane na pysku.
— Nie, tato! Czekaj!
— Nie nazywaj mnie tak, Burzaku!
— Ale ja naprawdę jestem twoim synem. — miauknął zły czarny.
Brązowe ślepia spojrzały na niego chłodno.
— Skąd ta pewność? — prychnął siwy. — Nic o mnie nie wiesz.
— Nieprawda! Mama mi opowiadała o tobie masę historii. — zaprzeczył smutno Pochmurny niczym kocię. — Moja mama... Burzowa Noc... ona naprawdę cię kochała. 
Furia pojawiła się w oczach samotnika. Trzepnął ogonem, bluźniąc pod nosem.
— Kłamiesz! Kłamiesz! — krzyknął rozgoryczony. — Ona mnie porzuciła. Odrzuciła. Zostawiła. Gdy ja... — urwał. — Nieważne. To niemożliwe, żebyś był moim i jej synem.
Wojownik położył po sobie uszy. 
— Nie wierzę, że okłamywała mnie całe życie. Że zmyśliła te wszystkie historie. Jak rzucaliście w liderów szyszkami. Jak Klan Wilka okazał się ciebie niegodny. O twoich zwycięskich bitwach z Klanem Klifu. O twoich... uszach... 
— Zamilcz! — syknął zjeżony samotnik, zakrywając pysk łapami. — Jeśli to prawda... Jeśli to prawda to dlaczego. Dlaczego mnie zostawiła? Dlaczego mnie porzuciła? Nigdy nie przyszła. Wiesz ile księżyców sterczałem jak mysia strawa narażając się dla niej? Nie chce o niej słyszeć. Ani o tobie.
Pochmurny Taniec wpatrywał się tępo w ojca. Pasikonik zagryzła wargę. Nie czuła się komfortowo uczestnicząc w tej kłótni. Jak i w tym wszystkim. Najchętniej wróciłaby do obozu, lecz bała się ruszyć. Sparaliżowana przez krzyki kocurów bała się ruszyć. 
— Dlaczego...? Dlaczego taki jesteś? — miauknął ciężko wojownik. — Taki podły. Taki pozbawiony uczuć.
Kawka trzepnął ogonem zły. 
— Ja? Zostałem porzucony przez jedynego kota, którego kochałem. Który zdawał się żywić takie uczucie do mnie. Przez długie księżyce. Spójrz ile już żyjesz. A ja wciąż nie widziałem jej od tamtego dnia. Cały czas samotny. Pozbawiony bliskości. Cała moja rodzina nie żyje. Cała. Nie masz prawa mi zarzucać takich rzeczy. — syknął na syna. 
— Nie, jesteś egoistą. Mogłeś sam do nas przyjść. Dołączyć do Klanu Burzy. Ale wybrałeś to życie. — warknął Pochmurny Taniec. — Nie wycieraj sobie moją matką mordy. 
— Nie moja wina, że okazała się lisim łajnem.
— Sam jesteś nim! 
— Powiedział kocur, który nie zaznał smaku życia. 
— Nie masz prawa tego mówić. Nawet mnie nie znasz. 
— Ty też mnie nie znasz. A mimo to nawiedzasz mnie oczekując nie wiadomo czego. Mam się rzucić i cię uściskać? Popłakać? — fuknął Kawka, wysuwając pazury. — Jesteś żałośny. Zupełnie jak twoja matka. 
Pasikonik nawet nie zarejestrowała momentu kiedy rzucili się na siebie. Dwie czarne plamy stały się jedną. Jęki i krzyki niosły się po lesie, płosząc nieliczną zwierzynę. Głośny trzask dotarł do jej uszu. Potem konający jęk. Zacisnęła mocno ślepia, nie chcąc dłużej temu przyglądać. 
Minęło parę uderzeń serca. Nastała cisza. Bezdźwięk zaniepokoiła ją. Niepewnie uchyliła ślepie.
Skąpany we krwi Pochmurny Taniec. 
Nieruchomy samotnik. 
Nie chciała się mu dłużej przyglądać. Obraz ze zgromadzenia uderzył ją. Ciepła krew. Zapach śmierci. Lodowate spojrzenie trupa. Cieknące osocze. Ogromna bordowa plama, splamiająca wszystko co napotka na swej drodze. 
Pisnęła, kuląc się. Czuła, jak łzy napełniają jej ślepia. Była taka słaba. Taka przerażona. 
— Pasikonik, błagam, nie mów o tym nikomu, dobrze? Proszę. Błagam. To będzie nasz sekrecik? Dobrze? Taki mały sekrecik... — szeptał jej Pochmurny Taniec, lecz do niej już nic nie docierało.

05 września 2022

Od Pierwszego Brzasku cd. Skalnego Szczytu

Bury zaśmiał się, choć w jego głosie pobrzmiewał smutek.
– Wiele można… było powiedzieć o Borsuk, ale na pewno nie to, że była głupia. Moja siostra była najinteligentniejszym kotem, którego znałem. Prawdę mówiąc, często czułem się przy niej strasznie głupi – przyznał, uśmiechając się do wspomnień. – Czasami miałem wrażenie, że życie to dla niej jedna wielka bitwa, którą sterowała, obserwując wszystkich innych z wysokości. Nieświadomie wszyscy robili dokładnie to, co sobie zaplanowała. Nigdy nie umknął jej najdrobniejszy szczegół. Czasem… wydawała mi się okropnie samotna. I znudzona. Cały klan musiał wyglądać dla niej jak banda mysich móżdżków. No, prawie cały – poprawił się, patrząc siostrzenicy w oczy. – Borsuk po prostu… przy tym wszystkim nie do końca wiedziała, jak działają uczucia. Gdy do głosu dochodziło serce, zupełnie się gubiła. Tak myślę.
Kocur spuścił łeb, zamyślony. Tamte czasy wydawały się tak odległe… Moment, w którym na świecie nie było jeszcze Skały ani Jastrzębia, czas, gdy uwaga Borsuk nie była skupiona jeszcze na Jastrzębim Podmuchu…
Czarna nie wyglądała na przekonaną. Ani trochę.
– Byliśmy… wpadką bo się zakochała?
– Nie! – Brzask od razu zaprzeczył. – A na pewno nie w takim sensie jak myślisz. W ogóle nie byliście wpadką. Borsuk zawsze miała plan, nie możliwe by było, żeby… – przerwał, gdy dotarło do niego, jak źle brzmiały podobne słowa. Wziął głęboki wdech, chcąc uspokoić myśli, żeby znów nie powiedzieć czegoś głupiego. – Borsuczy Krok bardzo chciała, żebyście się urodzili. Inaczej nie zdecydowałaby się na posiadanie kociąt. Macierzyństwo zdecydowanie nie było… w jej stylu. Zależało jej na was. Nawet jeśli nie była najlepszą matką.
– Była najgorszą – wtrąciła czarna. Kocur zignorował jej przytyk i kontynuował.
– Między nią a Jastrzębim Podmuchem… coś było. Nie jestem w stanie powiedzieć ci co ani jak, bo po prostu tego nie rozumiałem. Dalej nie rozumiem. Te wszystkie intrygi, zwracanie swojej uwagi, awantury, nawet… to jak to wszystko się zakończyło, wygląda na kolejny skomplikowany plan. Ich… wspólny plan. Mówiłem, że czułem się przy niej głupi. – Uśmiechnął się przepraszająco. – I że nie były najlepsze w okazywaniu uczuć. Obie.
Nawet nie chciał wiedzieć, jak teraz się czuła. Próbował podnieść ją na duchu, a koniec końców tylko udowodnił, że urodziła się, bo jej matka nie potrafiła poradzić sobie z uczuciami i wykorzystała ją jako element swojej dziwnej gry. Był zły na siebie. Trzeba było się nie odzywać. Albo w ogóle tu nie przychodzić. 
Czy naprawdę nie był niczemu winny? Wróciły stare wyrzuty sumienia. Gdyby tylko był lepszym wujkiem, bratem…


<Skało? Jak masz ochotę, możemy spotkać się podczas przeprowadzki, albo zakończyć wątek>

Nowy członek Pustki!

 Powód odejścia: decyzja administracji
Przyczyna odejścia: Rozerwane gardło

Odszedł do Pustki!

Od Maleństwa cd Tygrysiej Smugi

Chciał jej podziękować. Otwierał już pysk w tym celu, gdy nagle dojrzał rudy kształt. Odskoczył na bok w ostatniej chwili, obserwując jak samotnik rzuca się wygłodniale na Tygrys. Wydał z siebie warkot, po czym z całych sił odepchnął obcego od kotki, sycząc na niego groźnie. Zasłonił ją swoim ciałem, patrząc na objętego obłędem, wychudzonego, lecz dalej barczystego kocura. Tu nie było czasu na myślenie. Wszystko wyrzucił z umysłu, skupiając się tylko na przeciwniku. Widział, że nie podda się łatwo. Był pewnie głodny i wymarzył sobie polędwice z kota.
Starli się w uścisku, gryząc się wzajemnie. Osłabienie po siedzeniu w żłobku, bardzo się na nim odbijało. To nie było to, co dawniej. Jednak mimo wszystko kopał tunele, dzięki czemu jego łapy nabrały znacznych sił, a teraz dawały obcemu silne ciosy, powodując jego wycofanie się. 
Dyszał, tak jak i jego przeciwnik, gdy mierzyli się wzrokiem. I wtedy ujrzał jak zerka na Tygrys. Drapieżnik zawsze wybierze słabą ofiarę. Ruda była osłabiona przez głód jak i leżenie w żłobku. Nie miała z obcym szans. Zasyczał na niego, robiąc krok w jego stronę. Pokazał mu, że to on był jego przeciwnikiem, a nie królowa. Nie potrzebowali słów, by się zrozumieć. Morderca rozpozna innego mordercę. A on nie zamierzał pozwolić, by kocur zagryzł rudą zastępczynie.
Zauważył jak kotka po cichu mimowolnie zbliżyła się w ich stronę. Widząc to samotnik nie czekał dłużej, rzucając się na nią. W tym samym momencie i on skoczył, zbijając go z łap. Poturlali się po śniegu, sycząc i gryząc się w szale. Nie zwracał uwagi na ból i to, że krew lała się z nich strumieniami. Usłyszał zduszony okrzyk zastępczyni, lecz zignorował go, bo przecież wroga miał tuż przy sobie.
Srebrna wykorzystała moment, gdy byli bliżej i szarpnęła napastnika za skrawek ucha.
Musiał przyznać, że walka była po części przyjemna. Mógł się wyżyć, a gniew tylko go napędzał. Korzystając z odwrócenia przez Tygrys uwagi samotnika, wgryzł mu się w gardło, rozrywając je na strzępy. Zdumiony obcy zacharczał, plując krwią na wszystkie strony, nim wyzionął ducha. 
Dyszał patrząc na martwego z chorą satysfakcją. Oblizał pysk, na którym widniał zadowolony uśmieszek. Spojrzał na Tygrysią Smugę, szybko przejeżdżając po niej wzrokiem.
— Nic ci nie jest? — zapytał, czując jak adrenalina powoli go opuszcza, a ból z zadanych ran, daje o sobie znać.
Widział, że wciąż była w lekkim szoku. Zakołysała się w miejscu, ale utrzymała równowagę i odchrząknęła, zwalczając suchość w gardle. 
— Chyba nie... — wykrztusiła. — Jeny, Żar, skąd on się tu wziął? I... O matko, uratowałeś mnie.
— Straciliśmy czujność i nas zaskoczył. — Usiadł ciężko na ziemi, krzywiąc się z bólu. — Przez ten głód wszyscy wariują, nawet samotnicy. — Słysząc jej zdziwienie w głosie, dodał — Tak... uratowałem — Strzepnął uchem. — Nie dałbym mu cię zjeść. To cię dziwi? Sądziłem, że bardziej zaskoczy cię fakt, że zabiłem kogoś. Ponownie.
— Tym razem zrobiłeś to w obronie życia, nie tylko swojego, ale i cudzego. Co innego, gdybyś zrobił to niczym zwykły psychol dla własnej satysfakcji — rzekła, biorąc głęboki wdech. — Taka postawa jest całkiem... Bohaterska.
Położył po sobie ucho, patrząc gdzieś w bok speszony. On bohater? Dobre sobie.
— Gdy broniłem się przed nocniaczką, która wleciała nam do obozu, to jakoś napiętnowali mnie potworem. A tylko walczyłem o przeżycie. Nie patrzą na powody. Nie pytają dlaczego. Lecz widzą, że skrzywdziłeś drugiego kota — Wbił pazury w ziemię. — Kamienna Gwiazda jak się dowie, nie wiem czy ci przyklaśnie. Pewnie wrzuci mnie do więzienia, bym nie stanowił dla nikogo zagrożenia...
— Nie zrobi tego — wykrztusiła, starając się zachować spokój. — Nie ma prawa. Zresztą... — ucięła, patrząc przelotnie na zakrwawione ciało. — Ta ciągła chęć przetrwania zabija od środka i tworzy z nas potwory. Ty swojego potrafisz kontrolować, on najwyraźniej niekoniecznie.
— Racja... Jestem potworem. Pogodziłem się już z tym. Dzięki temu wiem, kiedy się to pojawia... To... uczucie. Ciebie jednak bym nie skrzywdził... Kiedyś... może. Teraz? Teraz pewnie bym się poryczał nad twym grobem. — wystękał. — Wracajmy, bo czuję... czuję się słabo... — to powiedziawszy poczuł jak robi mu się ciemno przed oczami, po czym padł obok trupa nieprzytomny.

<Tygrys?>

Od Zdradzieckiej Rybki cd Zajączek

Nie rozumiał co się działo. Był pewien, że ten mech naprawdę tu był. Czuł go w pysku, widział jego kształt, kolor bardzo wyraźnie. Nie mógł sobie tego wyobrazić! Zaczął jednak w to powątpiewać, widząc reakcję córki. Udawała czy naprawdę było z nim gorzej? 
— Ja... — nie dokończył, bo w wejściu pojawiła się Bławatkowy Potok z ich dziećmi. 
— Co się stało? — miauknęła widząc kulącą się córkę.
— Eh, nieważne kochanie. Lepiej już sobie pójdę... — burknął pod nosem, kierując kroki w stronę wyjścia ze żłobka. Przez to nie zauważył jak jego córka, schowała mokry mech pod posłanie. 
— Mamo tata zwariował! — wykrztusiła. — Mówił, że próbowałam go udusić! — załkała, kręcąc głową. — A ja nawet nie wiem, o co chodzi!
— Co takiego? — Bławatek spojrzała zaskoczona na czekoladowego. — Myślałam, że koszmary ci minęły.
Spiął się na te słowa, bo nie wiedział jak wytłumaczyć to partnerce. Nie chciał, by uznała, że jego stan się pogarszał, gdzie czuł się znacznie lepiej niż wcześniej.
— Bo minęły... Po prostu ten mech — Machnął łapą w kierunku, gdzie była kulka, lecz zamarł, gdy jej nie dojrzał. Zamrugał zaskoczony, patrząc jak Bławatek również zerka w stronę... niczego. 
— Może się prześpij skarbie. Zajmę się już dziećmi — rzekła z troską. 
Kiwnął tylko łbem, wychodząc ze żłobka, zastanawiając się, co się właściwie wydarzyło. 

***

Ryczał jak bóbr. Stracił syna i matkę w bardzo krótkim odstępie czasu. Nic więc dziwnego, że nie miał na nic sił. Bławatek też ciężko to znosiła. Poprosiła, by popilnował dzieci, bo musiała pójść po zioła do Muchomorzego Jadu. Wszedł ociężale do żłobka, siadając w kącie z maluchami. Widok ich dwójki sprawił, że znów się rozryczał. Wspomnienie małego ciałka syna, nadal było świeże w jego umyśle. 
Zając podniosła na niego wzrok. Nie mógł na nią patrzeć. Dlaczego nie mogła umrzeć zamiast Jesionka? Czemu los musiał być tak okrutny? Na dodatek jego rozmowa z Niezapominajkową Gwiazdą nie poszła zbyt pomyślnie. Znów został wariatem, który powinien się leczyć, a nie żądać przebaczenia. Naprawdę miał teraz ochotę przestać się starać. Krucza Gwiazda wygrała... Ta myśl była okropna, ale prawdziwa. Kątem oka widział zadowoloną z siebie Tulipan. Musiał być teraz naprawdę żałosny. Nie miał jednak sił tego już zmieniać. To był koniec ich rebelii. Już nigdy nie będzie lepiej.  
— Tato, nie płacz — pisnęła. — Jesionek jest teraz w lepszym miejscu...
Wybuchł głośniejszym szlochem, smarkając się w mech, gdy usłyszał imię syna. Racja. Był w lepszym miejscu, ze swoim pradziadkiem. Otarł łapami pysk, patrząc na swoje dzieci. Jedyne, które mu pozostały.
— P-pobawcie się w coś — miauknął do nich, nie mając sił teraz na nic innego niż wylewanie łez po stracie syna.

<Zając?>

Od Zdradzieckiej Rybki

Podszedł do Niezapominajka, gdy nadarzyła się ku temu okazja. Dużo go to kosztowało, bo sam jego wygląd, ta biel sierści, przypominała mu o Zajęczej Gwieździe. Nie mógł jednak odpuścić. Musiał z nim pogadać. To on był prawowitym liderem, a kto wie co Krucza Gwiazda naopowiadała mu na jego temat. Czuł, że jest mu winny wyjaśnienia oraz wytknąć mu fakt, że ta jego laska jest rąbnięta. Wziął oddech, gryząc się w język, bo już czuł na nim smak imienia dawnego lidera burzaków. Powinien się ogarnąć! Van nie był nim. To tylko zbieg okoliczności, że oboje byli liderami. 
- Niezapominajkowa Gwiazdo, możemy porozmawiać?
Lider zerknął na niego. 
- Tak. - odparł. Mimo twardej postawy jego ogon nerwowo uniósł się ku górze. 
Poczuł ulgę. Był gotów na to, że odmówi, lecz miło to go zaskoczyło. 
- Krucza Gwiazda pewnie musiała ci namącić w głowie na mój temat. Kiedy wróciłem do Klanu Nocy nie pozwoliła mi z tobą porozmawiać. Chcę ci wszystko wyjaśnić. Tak jak to było naprawdę. Zechcesz mnie wysłuchać? To trochę potrwa, ale mam nadzieję, że zrozumiesz, że nie chciałem źle dla naszego klanu
Niezapominajkowa Gwiazda zmarszczył brwi. Zauważył jak zaniepokojony rozgląda się za kimś, nim na niego spojrzał. Czekoladowy posłał mu wyczekujący wzrok. Nie spodobało mu się to jego zachowanie. Było takie... inne. Czyżby szukał swojej partnerki? Liczył na to, że porozmawiają na osobności. Czarna mogła wszystko zniszczyć swoją obecnością. 
- T-tak... - powtórzył, co go uspokoiło.
Ciesząc się, że ma całą jego uwagę, zaczął streszczać mu swoją wersję wydarzeń, mając nadzieję, że lider spojrzy na niego przychylniejszym wzrokiem niż ta jędza. 
- Jak wiesz, Klan Wilka i Burzy zaatakowali nas nagle, nim udało nam się wrócić do obozu. Burzacy wygnali nas z przejętych terenów. Próbowaliśmy dostać się na wyspę, lecz kłoda zniknęła. Podobno to ty ją kazałeś zepchnąć... Poszliśmy więc na drugi brzeg. Rozbiliśmy tam tymczasowy obóz i próbowaliśmy wiele razy do was przepłynąć. Nurt jednak był bardzo silny, przez co nie dawaliśmy rady. Ci co ze mną byli, potwierdzą. Próbowaliśmy też z wami się skontaktować, ale nikt nie odpowiadał. Gdy wzeszła pełnia, byłem zdesperowany i wściekły na Klan Burzy i Wilka. To przez nich wszystko się stało. Pomyślałem, że się zemszczę. Ruszyłem na zgromadzenie, lecz nakrył mnie Bażancie Futro. Postanowił mi pomóc. We dójkę mogliśmy sprzątnąć obu liderów i was pomścić. Tak wiem. Głupi pomysł, ale wtedy wierzyliśmy, że może nam się udać. Gdy dotarliśmy na polane, nikt nie zwrócił na nas uwagi. Zakradliśmy się od tyłu na skałę, gdzie siedzieli ci mordercy i zaatakowaliśmy. Prawie udało na się ich zabić. Niestety... przeceniliśmy swoje siły. Na dodatek wojownicy próbowali włączyć się do walki. Zarządziliśmy odwrót. Bażantowi udało się uciec, lecz na mnie wpadła jakaś burzaczka, gdy byłem o króliczy skok od rzeki. Bardzo mało brakowało, by wrócić do domu... Jednak dopadli mnie. Zajęcza Gwiazda wziął mnie w niewole. Dał mi prześmiewcze imię Rybka, nawiązujące do tego co jedliśmy. Torturował mnie przez sześć księżyców. Dzień w dzień. Próbował dowiedzieć się, gdzie ukryli się niedobitkowie. Milczałem. W Klanie Burzy był też Rudzikowy Śpiew i moi siostrzeńcy. Też byli jeńcami wojennymi. Próbowałem ich ocalić. Jednak... przedobrzyłem grożąc Zajęczej Gwieździe, a ten połamał mi łapy. Nie wiem czy wiesz jak to jest... Ale nic nie mogłem zrobić. Nawet uciec. Czułem się bezbronny. Przez to, że się nadal opierałem, wydrapał Orzechowemu Sercu oko, bym pękł. Skłamałem wtedy o naszej lokalizacji, posyłając go na farmę szalonego Dwunożnego. Stracił paru wojowników. W końcu jednak... znalazłem sposób, by ocalić rodzinę. W Klanie Burzy był ktoś kto zaoferował pomoc. Tak po prostu za nic. Wyprowadził moich siostrzeńców. Kazałem im przekazać reszcie, jak już ich spotkają, by wynieśli się stamtąd. I to na szczęście zrobili. Zmienili lokalizacje obozu, której już nie znałem, lecz Zajęcza Gwiazda o tym nie wiedział. Torturował mnie dalej. Mnie i Rudzika, bo zobaczył jak spiskujemy. Nie przeczę, że pękłem. Jednak po sześciu księżycach codziennych tortur... Ten koszmar śni mi się po dziś dzień. Nie życzyłbym tego nikomu. Po tym... Rudzika wypuścił. Nie wiem co się stało. Czemu to zrobił. Moje łapy się zrosły i usłyszałem, że Zajęcza Gwiazda nie żyje. Nowa liderka mnie wypuściła. Wróciłem na nasze tereny i tak was odnalazłem. Zaprowadzono mnie do... Kruczej Gwiazdy - skrzywił się. - Wysłuchała mojej opowieści. Okazało się jednak, że znała już co nieco od Rudzika. Ukarała mnie dając mi nadzór, który trwa po dzisiejszy dzień i o dziwo... skazała na takie same tortury, co Zajęcza Gwiazda. Bo on... topił mnie. Woda... sprawiała mi ból. Miałem potworną traumę. A ona... zmusiła mnie bym do niej wchodził. Na dodatek... wsadziła mnie na kłodę i posłała na środek jeziora. To... było przerażające i nienormalne. Wiesz dobrze jaki prąd bywa zdradliwy. Gdybym tam wpadł, zginąłbym. To nie był brzeg, a cholerny środek jeziora! Jeszcze cieszyła się z mojego cierpienia. Przydzieliła mi później na nadzór koty, które mnie nienawidzą. Znęcali się nade mną i dalej torturowali. Chciałem z tobą o tym pogadać, lecz nikogo do ciebie nie wpuszczała. Ustawiła straże. W klanie mówiono, że nie żyjesz. Nikt przez bardzo długi czas cię nie widział. Medycy też nic nie mówili co z tobą. Ale jesteś i żyjesz. Cieszę się z tego. Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Z moim strachem do wody jest lepiej. Pływałem... nawet podczas pory Nagich Drzew. Poradzę sobie. Nie zawiodę cię. Daj mi tylko szansę. Mam już dość tego ciągłego bólu. Jestem jednym z was, nawet jeśli Krucza Gwiazda mówi ci inaczej. Nie cierpi mnie. To wariatka. - zakończył swój wywód. 
Niezapominajek zaniemówił. Patrzył na niego cały zestresowany, bojąc się drgnąć. Może czekoladowy to zauważył, a może nie, liczyły się teraz dla niego słowa, które zamierzał usłyszeć. 
- Jak nazywały się, które cię dręczyły...? 
Dobra, tego to się kompletnie nie spodziewał. Myślał, że odniesie się do całości. Zauważy, że nie był wcale zdrajcą, że walczył do ostatniego tchu. Dojrzy, że jego partnerka jest szalona i wywali ją na zbity pysk z funkcji lidera. Poczuł rozczarowanie i niepokój. Czemu o to pytał?! Zaczął wątpić czy rozmowa z nim, była dobrym pomysłem. 
- O dziwo to był mój siostrzeniec Orzechowe Serce i Tulipanowy Płatek. Jednak do tej drugiej mam większy uraz, bo próbowała mnie kilka razy zamordować. Ich oboje przydzieliła mi Krucza Gwiazda. Jak nic pragnęła mojego cierpienia. - mruknął. - No i Zanikające Echo, ale jej totalnie odbiło - westchnął, przypominając sobie te jej szaleństwo.
- Zaprowadź mnie do nich.
Chciał z nimi porozmawiać? Zdumienie to było mało powiedziane, co wymalowało się na jego pysku. Skinął jednak łbem, zaprowadzając go do Orzecha, który czekał niedaleko, dalej go pilnując.
- Tulipanowy Płatek jest w żłobku... - dodał. - Pójść po nią?
- Tak.
Poszedł i przyprowadził niezadowoloną królową, która jak nic mordowała go wzrokiem, że śmiał ją odciągać od dzieci. To dawne towarzystwo budziło w nim niepokój. Najbardziej jednak obawiał się niebieskiej. Szaleństwem dorównywała liderce i powoli zaczął przeczuwać co się stanie. 
- Słyszałem, że nadzorując go posunęliście się do znęcania się i tortur. Czy to prawda? - zapytał stojących przed nim wojowników.
Tulipan zaśmiała się szyderczo. 
- Tak dokładnie. - odparła kpiąco Tulipan. - Ten wariat uważa, że cały klan go torturuje. Nawet jego własna córka pomimo że jest kocięciem. Zdradziecka Rybko, to przestaje być śmieszne. Wracam do moich kociąt. - syknęła.
No po prostu... Gniew to mało powiedziane co czuł. Jak ona mogła mówić takie rzeczy liderowi?! Robiła z niego wariata?! Nie mógł jej odpuścić. Powinni zapłacić za swoje winy! 
- O nie! - warknął w jej stronę. - Nie wyobraziłem sobie tego! Kto mnie bił, wrzucał w kolczaste krzewy, topił i drwił?! 
- Ja nie wiem o czym on mówi. Pilnowaliśmy go tak jak kazała Krucza Gwiazda i pozbywaliśmy się jego fobii do wody. To, że uznał to za tortury, to wymysł. Wybacz Niezapominajkowa Gwiazdo, ale ja się dziwie, że do ciebie podszedł. Każdy biały kot jest dla niego Zajęczą Gwiazdą. - zawtórował jej kremowy wojownik. 
- Orzech, twoja matka nie byłaby z ciebie dumna! Co ty na Klan Gwiazdy wyprawiasz?! - syknął do niego, nie wierząc własnym uszom. Sądził, że siostrzeniec już mu wybaczył! 
- Wykonywałem tylko polecenia. Nie bierz mnie na litość. Dobrze wiemy, że matka mnie nigdy nie chciała. Przez ciebie wydrapali mi oko... 
- Dzięki mnie uciekliście z Klanu Burzy! 
Orzechowe Serce prychnął, zwracając się do Niezapominajka. 
- Niezapominajkowa Gwiazdo, nie przejmuj się nim. Burzaki torturowali go i przez to z jego głową nie jest najlepiej.
Van zrobił krok do tyłu, słuchając tego wszystkiego przerażony. 
- Zdradziecko Rybko, myślę, że powinieneś odwiedzić Muchomorzy Jad. Potem dokończymy naszą rozmowę. - odparł lider.
Nie mógł w to uwierzyć. Nawet on?! Sądził, że ma więcej oleju we łbie. Uważali go za świra! Widział to. Te ich niechętne spojrzenia. Najbardziej bolało jednak to Niezapominajkowej Gwiazdy, który wręcz wydawał się wystraszony. Jak zaszczute zwierzę. Nie mógł uwierzyć, że ktoś taki jak on, nimi przewodził. Domyślał się, że drugi lider w postaci jego partnerki, nie mógł być jego świadomym wyborem. Krucza musiała się wepchać, a ten nie potrafił jej odmówić. Skoro potrzebował jej obecności, by być silnym, to ich klan czekała zagłada. 
- Jasne, naćpajcie mnie, proszę bardzo. - prychnął. - Wybacz za stracony czas, który ci zająłem. - miauknął gorzko, odchodząc ze zwieszonym łbem. 
Niezapominajek nie odpowiedział.
Mógłby przysiąc, że w głowie usłyszał zadowolony pomruk swojej nemezis. Wygrała. Kolejny raz... Jego ostatnia nadzieja przepadła. Już nic więcej nie mógł zrobić. To był koniec.