BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

05 września 2022

Od Chłodnego Omenu cd Zimorodkowego Snu

To był pech, a może jakiś znak od losu? Nie wiedział. Nadal nie dowierzał w to, że spotkał na granicy dawną mentorkę. Na dodatek samą... Na szczęście nie była jakoś do niego uprzedzona i wrogo nastawiona. Wiele to dla niego znaczyło. Po ostrych słowach z pyska jej brata sądził, że ta też mogła mieć o nim podobne zdanie. Mylił się. Najwidoczniej nie była aż tak głupia jak Lśniący Księżyc. 
- A ty już pewnie zakończyłeś swój trening prawda? Nie pytałam jak brzmi teraz twoje imię.
Dziwnie było tak rozmawiać po dwóch stronach zamarzniętego strumienia. Niegdyś trenował u jej boku, zwiedzali tereny i oczywiście dzięki niej opanował polowanie na ptaki, co stało się to jego wielkim atutem. A teraz... teraz byli wrogami. Gdyby był młodszy, jej widok ucieszyłby go tak, że od razu wpadłby w jej objęcia, prosząc by go zabrała z powrotem do Klanu Klifu. Teraz, po tym co usłyszał od Lamparciego Ryku... Obawiał się jakby skończył. 
- Tak. Skończyłem. Chłodny Omen... - zdradził jej swoje imię, krzywiąc się. Nigdy nie chciał być kojarzony z ojcem. Ten człon, który mu nadał, był jasnym sygnałem, że lider wręcz siłą zmuszał go, by kroczył jego ścieżką. Ścieżką mordercy. - Wolałbym inne, ale już niech mu będzie. - Nagle jednak o czymś sobie przypomniał. - A co z moimi braćmi? Żyją?
Wiele razy zastanawiał się nad tym. Po ataku zastępcy klifiaków na jego osobę, zaczął wątpić czy żyli. Widział tą furię kocura, gdy tylko dowiedział się, kogo byli dziećmi. 
- Żyją, żyją. Trening Kruczej Łapy się trochę ociąga, ale Mróz został wojownikiem i nosi imię Mroźna Wichura. - wyjaśniła.
- Czyli ich nie zabili? - zaskoczenie wymalowało się na jego pysku. - Dobrze wiedzieć... Chociaż nie tęskniłbym za Krukiem - przyznał niechętnie.
Mrozowi życzył jednak jak najlepiej i miło było mieć świadomość, że spełnił swoje marzenie. Na pewno wyrósł na silnego wojownika. Pamiętał jakie miał marzenia... Tęsknił za bratem, chociaż pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że był synem Rysiego Puchu. Morderczyni, której w klifie nienawidzono. 
- Kruk jest... W swoim świecie. - mruknęła. - Nie jestem pewna czy ukończy szkolenie, ale głęboko w niego wierzę.
- On zawsze był w swoim świecie - Przewrócił oczami. - Jak wasz klan radzi sobie z Porą Nagich Drzew? Jest ciężko prawda?
To było niewinne pytanie, lecz miało drugie dno. Teraz nie byli już sojusznikami. Każda informacja o wrogu mogła być korzystna. Może wychodził na hipokrytę, bo kiedyś wręcz lojalność do klifiaków z niego się wylewała, teraz jednak zniknęła, pozostawiając mu na języku niesmak. 
- Niestety tak... Ledwo wiążemy koniec z końcem. Jedynym ratunkiem są wróble wydzióbujące ze śniegu jakieś zioła czy inne ziarna, jednak one niedługo też się skończą. - wyjawiła. - Nie powinnam ci tego mówić, ale wierzę, że nie wygadasz się o naszej sytuacji. - dodała po chwili.
Czyli domyśliła się, że nie powinna o tym mówić, lecz mimo to zdradziła ich stan. On oczywiście nie zamierzał dotrzymywać obietnic. Pamiętał to co Łasiczy Skowyt powiedziała mu na zgromadzeniu. Zebrała informacje, które miała zamiar przekazać ich ojcu. Nie mógł być gorszy, nie gdy obiecał sobie, że przestanie go zawodzić. 
- Nie ma powodów do obaw. Ja i ojciec... niezbyt się lubimy. Został teraz liderem i ego mu urosło aż do nieba. Widziałaś go zresztą na skale liderów. W zasadzie co tam się na tym zgromadzeniu stało? Słyszałem, że krzyczeliście - zmienił temat. 
- Jak to się stało, że nie wiesz co się działo? Ciemne chmury przysłoniły księżyc i zaczęła z nich się lać krew. - wyjaśniła. - Nie mam bladego pojęcia co Klan Gwiazdy chciał nam przez to powiedzieć, ale boję się, że przodkowie się na nas pogniewali.
- Cóż... ja... - chrząknął. - Byłem zajęty czymś innym. Tak trochę z kimś się zagadałem - Machnął ogonem, próbując nie wspominać tej cudownej nocy z Gęsią Łapą. - Słyszałem pioruny, więc prawdopodobnie tak było. Może ten głód jest z ich winy...
- Nie zdziwiłabym się gdyby tak było. Szkoda, że nie znamy powodu... Chociaż u was w klanie w ciągu kilku zgromadzeń kilka razy zmienił się lider.
- Tak... I oby na lepsze... - Skrzywił się. - Teraz jednak nie wydaje mi się, by znów doszło do jakiejś zmiany. Ojciec nie da się wygryźć. Nasz klan będzie silny.

<Zimorodek?>

Od Jelonka cd Różanej Przełęczy

Nie mógł uwierzyć, że kotka naskarżyła na niego mamie! To było takie niesprawiedliwe! Chciał tylko być cool, tak jak Leśna Łapa. Wyszło jak wyszło... Tygrysia Smuga porozmawiała z nim na ten temat, przez co zmuszony był zakończyć przyjaźń z kocurem. No... tak naprawdę nie, ale nikt nie musiał wiedzieć, że ich dwójka nadal się spotykała. Takie tajemnice skrywane przed mamą były złe, ale nie zamierzał się do nich przyznawać. Robił to dla przyjaciela, któremu kara już dawno się skończyła. Teraz naprawdę mało kiedy się widzieli, bo zajęty był przez swoje treningi. Pozostała mu siostra i jej głupie zabawy w zaczepianie go. Nic dziwnego, że chcąc odsapnąć, w bardzo złym humorze, udał się przed wejście żłobka, obserwując nudne życie wojowników. Ciekawe kiedy on stanie się taki jak oni... Rozmarzył się w swoich pragnieniach do czasu, aż nie zauważył Różanej Przełęczy. To była jej wina! Chociaż nie powinien oskarżać jej o rozpad jego przyjaźni, tak mimo wszystko brała w tym udział. Ona i wielu innych, którzy naskarżyli na niego mamie! 
Widząc, że ta go dostrzegła, nadymał niezadowolony policzki. Chociaż śnieg zniknął, nadal nikt nie przyniósł na stos żadnej piszczki. Chciał wykrzyczeć jej w pysk co o niej myślał, lecz obawiał się, że ta znów doniesie mamie. Położył więc tylko po sobie uszka, rzucając jej niezadowolone spojrzenie. 
- Hej... - przywitał się z nią. - Mama nie chcę gości. Jest zmęczona, zła i głodna - powiedział, starając kontrolować swój język, by nie nazwać jej bardzo niemiło, tak jak uczył go kumpel. - Ale jeśli przyszłaś tu, by naskalżyć na Diament, to ploszę baldzo. - rzekł, wewnętrznie ciesząc się z faktu, że jego siostra mogła mieć wrogów również w innych wojownikach. Pamiętał jak mama była bardzo niezadowolona, gdy ta zostawiła prezent Kamiennej Gwieździe w legowisku. Jak nic, znów mogła wpakować się w kłopoty, co było mu na łapę, bo odwracało uwagę od niego i jego tajemnicy.

<Różo?>

Od Zajączka Do Nastroszonego

Było jej dobrze, odkąd została sama z matką i siostrą. Śmierć jej brata była wręcz błogosławieństwem, więc nie rozumiała płaczu pozostałych członków rodziny. Był małym upierdliwcem, którego najchętniej wepchnęłaby do rzeki pełnej kotożernych ryb. Węszył nosem nie tam, gdzie trzeba, a w dodatku jakimś cudem usłyszał jej groźby posyłane ojcu i wmawiał wszystkim, że jest fanatyczką publicznych egzekucji.
Prawda prawdą, ale po co trzepał jęzorem? Jak dobrze, że chociaż los zdecydował się go ukarać.
Zjawienie się w ich zacisznym zakątku Tulipanowego Płatka zirytowało ją. A gdy wypluła z siebie te dwie małe, piszczące kupy futra, już całkowicie oszalała.
Gapiła się z odrazą na niebieskiego kocura, latającego za swoją siostrą. Paskudztwo. Jego sierść zjeżona była we wszystkie strony. Zielone ślepia spoczęły na niej, na co skrzywiła się. Skąd ta czelność, by w ogóle na nią patrzeć?
Wtem podszedł do niej ze stanowczym wyrazem pyska. Zatrzymał się zdecydowanie za blisko, toteż automatycznie odsunęła się o krok.
— Masz jakiś problem? — wydobyło się z młodszego osobnika.
Uniosła zaskoczona spojrzenie na tego małego wypierdka, który w ogóle raczył do niej podejść.
— Twoja obecność w moim otoczeniu jest problemem, Niechciany — prychnęła, przypominając sobie imię, jakie usłyszała z pyska Tulipan.
Chociaż... Może brzmiało ono inaczej? Czy dorosła i w miarę szanująca się wojowniczka nazwałaby tak swoje dziecko? Była dziwna, ale czy aż tak?
— Nie nazywam się Niechciany! — zbulwersował się, jeżąc swoją sierść. — Tylko Nastroszony. Na.Stro.Szo.Ny — syknął do niej. — A ty to co, mądralińska? — Zmierzył ją wzrokiem. — Jesteś biała jak ptasia kupa, więc może to jest ten twój problem? — prychnął, na co w odpowiedzi Zając parsknęła śmiechem.
— Ojej, taki młody, a ma wadę wzroku — rzekła z żalem. — Mojej bieli bliżej do barwy śniegu. Za to nie chcę cię martwić, ale jak na niebieskiego kota masz strasznie dużo przejaśnień na ciele. Idealnie, jakby cię ptak z nieba obsrał — przyznała. — Dobrze Niechciany, nie bulwersuj się tak, nie pomylę więcej twojego imienia — miauknęła z niewinnym uśmiechem.
— Właśnie pomyliłaś drugi raz! — warknął na nią. — Jeżeli zrobisz to trzeci... Licz na konsekwencję. — Skrzywił pyszczek. — Moja mama właśnie mnie chciała i oczekiwała z zapałem! Twoja pewnie nie! Jak nic nie była przygotowana na to, że wyjdzie z niej taka paskuda! — fuknął.
Zając przewróciła oczami. Sama w wielu kwestiach była jeszcze niedojrzała, ale nie pamiętała, by mając ledwo księżyc, zachowywała się jak taka naburmuszona idiotka.
— Jestem w przeciwieństwie do ciebie kurduplu bardzo urodziwa — rzekła z niesmakiem.
Takiego też by zesłała na publiczną egzekucję.
— Zresztą, ja, chociaż mam obu rodziców, a moja matka nie jest wariatką, co uważa, że Klan Gwiazdy wrzucił jej do brzucha magiczne kocięta — prychnęła. — No co? Umiesz pluć ogniem? Albo strzelasz trującym gazem z dupy? — zakpiła.
Jego reakcja była do przewidzenia. Oburzył się bardziej na te słowa, strosząc swoją sierść do granic możliwości. Z każdą chwilą coraz mocniej przypominał kamień, w który ktoś wbił igły jeża, aniżeli kota.
— Nie wierz w te bzdury! Nie jestem żadnym magicznym kociakiem! Coś takiego jak Klan Gwiazdy nie istnieję, więc magia tym bardziej! I owszem! Moja matka to wariatka, jednak nie zgrywaj tej lepszej! Opowiadała mi co nieco o twoim ojcu. Też z niego wariat! I na dodatek zdrajca! Powinnaś bardziej się wstydzić!
Położyła uszy po sobie. Cholerny Zdradziecka Rybka, gdyby nie on, nie byłoby tego czułego punktu, w który tak łatwo było u niej trafić.
— Owszem, wstydzę się go. Ale go chociaż dosięgnie prędzej czy później kara, a twojej starej nikt nie zamknie w dziurze, gdzie miejsce takich stukniętych idiotek. — Po raz kolejny wyszczerzyła się niewinnie. — Słyszę, co ci mówi. Skończysz jak ona.
Tupnął łapkami. Parsknęła.
Dzieciuch.
— Nie zamierzam iść w jej ślady! Sam ją zamknę w dziurze, jak będę starszy i uwolnię klan od jej szaleństwa. Jestem od niej mądrzejszy! Nie będę wierzyć w żadne gwiazdki i ich czcić! Zobaczysz! — zapewnił z pewnością i gorliwością w głosie.
— Powiem ci tak — zaczęła z powagą. — Wyżej srasz niż dupę masz.
Widziała, jak uchylał z oburzenia pysk, gotów zapewne odegrać się salwą kocięcych wulgaryzmów. Znudzona zdecydowała się uprzedzić go i zakończyć ich gadkę w lepszy sposób. Korzystając z chwili nieuwagi reszty obecnych kotów w żłobku, nadepnęła kocięciu na ogon.
— Ojej! Przepraszam! To przypadkiem! — wydusiła z przesadną skruchą w głosie.

<Nastroszony?>

Od Pasikonikowej Łapy (Pasikonikowego Nowiu) CD. Kminkowej Łapy (Źródlanego Dzwonka)

— Może chcesz mi powiedzieć, jak wygląda ścigający cię? Z pewnością ułatwi mi to pilnowanie naszego bezpieczeństwa. — miauknęła głośno. 
Pasikonik wciąż drżąc, spojrzała na kotkę. Deszcz uderzał coraz mocniej o ziemię. Rytmicznie stukał w drewno. Czuła się tak źle. Wstyd mieszał się z lękiem. Ośmieszyła się przed obcym kotem. Cała przerażona tkwiła na obcym terenie, siedząc ze nieznajomą. Uwięziona. 
— Czekoladowy k-kocur. Żół-łte ślepia. — wyszeptała, zastrzygając uszami. 
Liliowa kotka kiwnęła łbem, przypatrując się otoczeniu. Pasikonik przełknęła ciężko ślinę. Nocniak nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia. Szaleństwa czekoladowego. Jego braku hamulców. Położyła po sobie uszy na myśl co mógłby zrobić mniejszej kotce. Tak malutkiej i niewinnej. 
— J-jest szaleńcem. — wyznała. — Z-zrobił mi to. — mruknęła niechętnie, unosząc łapę. 
Kotka mrugnęła i wydała z siebie ciche "oh".
— Przykro mi, że cię to spotkało. Nie powinnaś musieć tego przeżywać. — odparła ostrożnie
Pasikonik otuliła się ogonem. Nie wiedziała za bardzo jak na to zareagować. Podziękować? Ale za co. Zimny dreszcz przeszedł jej przez grzbiet. Niezręczna cisza znów wkradła się pomiędzy nie. Zerknęła kątem oka na towarzyszkę. Rzucała się w oczy. Jak i zapadała w pamięć. Ciało pokryte bliznami. Krótki ogon. Jasne futro. Ciemne jak błoto ślepia.
— N-nie wyglądasz jak Nocniak. — rzuciła, zaraz przegryzając sobie język. 
Zaraz kotka ją wygoni na deszcz. Zostawi na łaskę tego psychopaty. 
—... A jak wygląda Nocniak? — rozglądała się powoli, skupiając na cieniach między drzewami. 
Zamyśliła się, próbując sobie przypomnieć tych spotkanych na wojnie. Niewielu z nich pamiętała. Większość była umięśniona. Dziwna. Gruba. 
— D-duży, n-napakowany... śmierdzący... — wykrztusiła z siebie obraz stereotypowego Nocniaka w końcu. 
Liliowa prychnęła, dusząc śmiech. 
— Ciekawa wizja, chyba faktycznie nie wyglądam na klanowego kota. A zapach to raczej kwestia higieny. — trzepnęła uchem, kątem oka zerkając na kotkę
Pasikonik mruknęła cicho. W sumie racja. Choć i tak większość Nocniaków kojarzyła jej się ze smrodem zdechłej ryby. Deszcz powoli słabł. Wystawiła łeb na zewnątrz, narażając się na zmoknięcie. Po czekoladowym nie było śladu. Lecz mimo to mogła przyrzec, że czuła na sobie jego spojrzenie. Przyłapywała się, że dostrzegała czekoladowe futro wszędzie. Sterta gałęzi, błotnista kałuża, suche liście. Wszystko sprawiało mylne wrażenie. Mąciło w jej umyśle. Złapała się za łeb, po uderzeniu serca karcąc za to. Nie powinna przed Nocniakiem zdradzać swych słabości. I tak już wystarczająco się ośmieszyła. Lecz krople zdradziecko przypominały kocie kroki. Otoczenie przyprawiało ją o palpitacje serca swą brązową scenerią. Zjeżyła lekko sierść.
Nie potrafiła uwolnić się z tego lasu. 
— A ja...? — zaczęła nieśmiało, byle nie wychodzić z bezpiecznego schronienia. — Przypominam B-burzaka?

<Kminek?>

04 września 2022

Nowy Członek Klanu Gwiazdy!

 

 Powód odejścia: decyzja właściciela
Przyczyna odejścia: Starość

Odszedł do Klanu Gwiazdy!

Od Kaczego Pióra

    Przesunął wzrokiem po pogrążonym w ciemności legowisku. Powinien spróbować ponownie zasnąć. Westchnął, rezygnując z podjęcia kolejnej próby udania się do krainy snów. Usiadł, owijając ogon wokół krótkich łap. Był przekonany, że pobratymcy są pogrążeni w śnie i gdyby wybrał się do centrum obozu, jego krótki spacer pozostałby bez gapiów. Kiedyś obecność pobratymców była przez niego akceptowana, chętnie ich obserwował i wymieniał informacje. Obecnie nie chciał nikogo widzieć. Unikał ich towarzystwa. Pod przykryciem nocy mógł czuć się swobodnie. Dni kocura upływały na leżeniu w legowisku starszych. Zwykle był zamyślony, błądząc wspomnieniami po dawnych czasach. 
    Jego historia zaczęła się w Klanie Nocy i tutaj również miała się zakończyć. Kaczorek miał ogromne szczęście. Urodził się w kochającej, pełnej rodzinie. Swoich rodziców pamiętał doskonale. Zginęli kilkanaście księżyców temu i chociaż przestał odczuwać cierpienie spowodowane ich stratą, wciąż za nimi tęsknił i ich potrzebował. Powrócił do dawnego rytmu, gdyż musiał skupić się na obowiązkach medyka. Jesionowy Wicher i Brzoskwiniowa Bryza zapewne obserwowali go ze Srebrnej Skóry. Możliwe, że podobnie jak on, pragnęli kolejnego spotkania. Kacze Pióro miał jednak świadomość, że nie można przyspieszyć odejścia do Klanu Gwiazdy. Los każdego kota spisany był w gwiazdach. Stanie się jedną z nich, gdy nadejdzie jego czas. Odejdzie polować z przodkami, a jego historia dobiegnie końca. Ścieżka, którą wybrał przed wieloma sezonami nie mogła ciągnąć się wiecznie. Nie bał się śmierci. Jako medyk był świadkiem umierających kotów i kiedyś sam będzie musiał odejść do lepszego miejsca. Ufał Klanowi Gwiazdy. W końcu od wielu sezonów kroczył wyznaczoną przez nich drogą. Odkąd przyjął ich błogosławieństwo, zostając uczniem medyka, a później medykiem, czuł z nimi wyjątkową więź. Osłabła w momencie, gdy medycy nie mogli przestali otrzymywać sny, ale wciąż wierzył w ich dobroć i chęć opieki nad klanami. Kacze Pióro był ciekawy wszystkich tajemnic życia na Srebrnej Skórze. Chciał ponownie zobaczyć swoich bliskich. Z biegiem kolejnych księżyców, właściwie odkąd przeszedł na emeryturę, wizja śmierci nawiedzała go coraz częściej. Właściwie mógł być wdzięczny za to, że dane mu było przeżyć tak wiele księżyców i odejdzie w swoim klanie, w swoim legowisku, zabrany z powodu starczego wieku.
    Wspominał radosne zabawy w żłobku. Często pakował się w kłopoty, mając duszę łobuza. Raz wdrapał się na drzewo i Jesionowy Wicher musiał go ściągać. Innym razem wybrał się z Malinką na Zgromadzenie, oczywiście nielegalnie. Tata był wspaniałym kocurem. Nic nie powiedział mamie i kociaki nie dostały szlabanu. Wtedy w klanie rządził Aroniowa Gwiazda, choć z siostrą woleli go nazywać Posraną Gwiazdą. Jesionowa Gwiazda i Brzoskwiniowa Bryza wiedzieli, że wychowują małych poszukiwaczy przygód, ale to właśnie dzięki ich troskliwej opiece, wyrośli na zdolnych uczniów. Kacze Pióro dobrze ich wspominał. Podobnie jak Malinowy Pląs. 
    Malinka... 
    Kacze Pióro odwrócił wzrok, wpatrując się teraz w ścianę legowiska. Jego ukochana, jedyna siostra. Wbił pazury w ziemię, próbując powstrzymać napływającą wściekłość. Nie mógł już płakać. Miał wrażenie, że wszystkie łzy już opuściły jego ślepia. Siostra została zabita podczas bitwy, choć z uwagi na wiek nie powinna brać w niej udziału. Klan Gwiazdy niech będzie świadkiem, że Kacze Pióro w całym swoim życiu nie krzyczał równie głośno. Wrzask wydobył się z jego pyska równie szybko, jak krople deszczu opadają na ziemię. Ból, największy jakikolwiek doświadczył, złamał jego serce. Czuł się tak, jakby jego dusza została rozszarpana na drobne kawałeczki. Cierpiał nie tylko jako brat, który stracił tragicznie siostrę. Malinka była jego najlepszym przyjacielem, połową serca, kawałkiem duszy. Podczas tamtej bitwy zginęli oboje. Wiele następnych dni przepłakał, czuwając nad jej grobem. Dopiero później zrozumiał, że Malinka by tego nie chciała. Ceniła twardość, wojowniczość i śmierć w bitwie była dla niej stworzona. Zaakceptował jej cichą, niewypowiedzianą prośbę. Skrył się w legowisku przed całym światem. Swoją nienawiść do Kruczej Gwiazdy starał się ukrywać, życząc jej śmierci w męczarniach. Wspomnienia o Malinowym Pląsie nie bolały, gdyż zawsze przepełnione były ciepłem dawnych przygód. Wciąż czuł na języku smak kocimiętki, słyszał jej rozbawiony śmiech, widział ich ubłoconych lub mokrych, zawsze z iskrami zadowolenia w oczach. Kochali przygody i równie mocno uczuciem darzyli siebie. Można powiedzieć, że byli tacy sami, choć wybrali zupełnie inne ścieżki. Malinka doczekała dwójki kociąt, które obecnie były wojownikami i nawet doczekali własnego potomstwa. Ich rodzina się rozrosła. Kacze Pióro żałował, że tak mało poświęcał czasu siostrzeńcom i ich dzieciom.
    Miał ochotę się zaśmiać, przypominając sobie pamiętne Zgromadzenia i szalone gonitwy po obozie. Z Jesiotrem, swoim jedynym bratem, nie połączyła go taka więź. Brat nie urodził się karzełkiem i często im dokuczał. Dodatkowo był lizusem. Malinka i Kaczorek nie zapraszali go do zabaw i często zapewniali mu małe kary za jego zachowanie. Z czasem gdy dorośli, Kaczorek i Jesiotr pogodzili się. Brat również doczekał kociaka i ogólnie ułożył sobie życie. Zmarł jeszcze przed rodzicami. Z rodziny pamiętał również siostrzeńców ojca, którym utrudniał życie wraz z Malinką. Pogodził się jedynie z Chorym Uchem, jeszcze zanim odeszła z tego świata. No i dziadków, rodziców Jesionowego Wichru, ale o nich słyszał jedynie z licznych opowieści. Po dziadku otrzymał imię, a siostra drugi człon.
    Życie Kaczego Pióra obracało się nie tylko wokół niezapomnianych przygód, oraz rodziny, ale również ukochanego zajęcia, jakim stało się leczenie pobratymców. Został medykiem. Uwielbiał zbierać i sortować zioła, dbać o zdrowie klanowiczów, otrzymywać sny i czuć się najważniejszym w klanie. Rola medyka wiązała się też z dużą odpowiedzialnością. Nie zawsze było kolorowo. Kacze Pióro zmienił się pod jej wpływem, a przynajmniej stał się spokojniejszy, już tak nie broił. Było warto. Bycie medykiem zapewniło sens jego życiu. Jako wojownik chyba nie byłby tak zadowolony ze swoich osiągnięć. Chociaż jako medyk nie stał się nagle delikatny i współczujący, to wykonywał dobrą robotę, z sukcesem zajmując się pobratymcami. Nawet doczekał ucznia. Mglisty Sen była dobrą mentorką, zanim uległa wpływowi Smutnej Ciszy. On też chciał być dobrze zapamiętany przez Muchomorka. Uczył go najlepiej jak potrafił, przekazując młodzikowi całą swoją wiedzę. Udało się. Borsuczy Warkot na pewno byłby niezadowolony z jego szczęścia. Nienawidził dawnego mentora z wzajemnością. Rudzielec cieszył się, że się od niego uwolnił. Z przeszłości Kacze Pióro pamiętał również adopcje przez dwójkę kocurów - Kwaśny Język i Zimorodkowy Blask. Wzięli go za kociaka, a on nie wyprowadził ich z błędu, dobrze się bawił pod ich opieką. Nabawił się wtedy groźnego kaszlu, zanim wrócił do obozu. 
    Kacze Pióro wiedział, że umiera. Spodziewał się, że jego czas nadchodzi coraz szybszymi krokami. To był odpowiedni moment. Kocur nie miał planów na przyszłość, a pod rządami Kruczej Gwiazdy i Niezapominajkowej Gwiazdy, jego przyszłość była niepewna. Spodziewał się, że może zostać wygnany z klanu. Miał swoje księżyce i był przekonany, że poza obozem sobie nie poradzi. Wolał zostać pochowany przy rodzicach i siostrze, niż żeby jego ciało rozszarpały drapieżniki. W Klanie Nocy nie czekało go nic dobrego. Kaczorek przeżył kilku przywódców i miał wrażenie, że teraz klan przechodził swój najgorszy okres, najbardziej okrutny i pozbawiony perspektyw. Źle mu się żyło w klanie. Dni stały się nudne. Jakoś nigdy nie ciągnęło go do posiadania dużej ilości przyjaciół, ale teraz wiele by oddał za to, żeby pogadać ze swoimi towarzyszami, ale i oni go opuścili. Wszyscy odchodzili, tylko on pozostał w miejscu, starzejąc się. Stracił energię i siłę dawnych księżyców. Był zbyt zmęczony na przeżywanie przygód. Jeśli jedynym plusem starości był odpoczynek, to mógłby go oddać, w zamian za odzyskanie wigoru. 
    Ponownie przeniósł spojrzenie błękitnych ślepi na wyjście z legowiska. Rudzielec westchnął. Mógłby wyjść na zewnątrz, nie skarżył się na ból stawów, ale był zbyt słaby na dłuższe wyjścia, a nawet teraz czuł się dziwnie zmęczony, choć przespał cały dzień. Ułożył pyszczek na krótkich łapach, czując jak jego ślepia powoli się zamykają. Pierwsze promienie porannego słońca wkradły się do legowiska, zachęcając do obejrzenia wschodu słońca. Kacze Pióro uśmiechnął się lekko, czując jak dziwna energia opuszcza jego ciało. Czuł się coraz słabszy. Rudzielec zamknął ślepia, nieświadomy, że ostatni raz widział swoje legowisko. Umierał. 
    Obudził się w innym miejscu. Jasne, piękne światło zachęcało go do ruchu. Kacze Pióro odetchnął z zadowoleniem. Z nowym zapałem ruszył przed siebie, zachwycony swoją energią i siłą przy każdym kolejnym kroku. Usłyszał znajome głosy, które wołały jego imię głośno i z tęsknotą. Im znajdował się bliżej, dostrzegał sylwetki swoich bliskich. Rodziców, rodzeństwa, przyjaciół. Przyspieszył kroku, gotowy na upragnione spotkanie.


Żegnaj, Kaczorku [*]
Zmarły w wieku 106 księżyców

Od Pasikonikowej Łapy (Pasikonikowego Nowiu) CD Truskawkowej Grządka

 — Pasikonikowa Łapo! — usłyszała głos. 
Sylwetka rudego medyka z Klanu Klifu pojawiła się na horyzoncie. Zamrugała lekko zdziwiona, kładąc uszy. Lecz po uderzeniu serca przypomniała sobie, że medycy mogą przekraczać granice klanów. 
— Zgadnij co! Zostałem mianowany! — sapnął, gdy znalazł się tuż przy niej. — Miło cię widzieć, stęskniłam się — dodał już ciszej.
Położyła uszy, czując kującą zazdrość. Szkolenie na medyka trwało dłużej i było bardziej skomplikowane, lecz mimo tego Truskawek to już osiągnął to. W porównaniu do niej. 
— Cieszę s-się twoim szczęściem. — skłamała. — I jakie imię t-teraz nosisz?
Klifiak dumnie wypiął pierś. 
—Truskawkowa Grządka. 
Pasikonik zastrzygła uszami.
— Grządka?
Rudy zamyślił się na uderzenie serca. 
— Sam nie wiem. Liderka wymyśliła. — odparł. 
— Aha. — oznajmiła nieco zdezorientowana. — C-ciekawe jakie imię ja dostanę. C-choć nie sądzę, że Obsrany K-kamień wpadnie na coś g-godnego uwagi. — mruknęła niezadowolona, owijając się ogonem. 
Niebieskie ślepia spojrzały na nią zaciekawione. 
— Obsrany Kamień? — powtórzył niepewnie, nieco rozbawiony. 
Kotka wzdrygnęła wąsami. 
— L-lepiej nie pytaj. Moja liderka. M-ma coś n-nie tak z łbem. — wyznała cicho.
Truskawkowa Grządka zmarszczył nos, na słowa kotki.
— Cóż, nie ona pierwsza. Jak chcesz to mogę ją zbadać na ten łeb, ewentualnie pierdolnąć bądź srakę zafundować — zaśmiał się cicho, chociaż jego propozycja była jak najbardziej szczera. 
Kotka uśmiechnęła się słabo, grzebiąc łapą w piachu.
— Kusząca oferta. — wyznała cicho. — T-to nie tak, że jest zła. A-albo jebnięta. — dodała. 
Wbiła wzrok w ziemie zawstydzona. 
— Ale s-sypia z m-moją świrniętą m-matką. — wyrzuciła z siebie, trzepiąc ogonem.
Złapała się łapą za głowę. Po co ona to wszystko mówiła. Jeszcze ją znienawidzi. Albo wyśmieje. Albo odejdzie zażenowany. Ale też jak zaczęła coraz bardziej kusiło ją zdradzenie kotko-kocurowi więcej. Wyrzucenie siebie z tych bzdur, jakimi traktuje ją życie. 
 — O-ona... ona dopiero n-nadaje się do zbadania. — prychnęła rozgoryczona. — T-tak jej upadło n-na łeb, że twierdzi, że L-lisia Gwiazda t-to mój ojciec. — wyznała, jeżąc się. 

<Truskawka?>

Od Kaczego Pióra CD. Jesionowej Gwiazdy (Jesionowego Wichru)

     Serce rudego kocura biło jak oszalałe. Próbował panować nad oddechem, żeby chociaż na zewnątrz wyglądać na opanowanego. Trudno było zachować maskę, gdy wściekłość powoli ustępowała miejsca wahaniu. Przyszedł tutaj wygarnąć ojcowi, że ten zniszczył ich rodzinę, wdając się w romans z Zbożowym Kłosem. Tymczasem ojciec brzmiał wiarygodnie. Każde słowo Jesionowej Gwiazdy wydawało się szczere, płynące prosto z serca. Kacze Pióro wciąż nie patrzył na przywódcę, walcząc ze swoimi myślami. Wysłuchał jego przemowy, która teraz odbijała się echem w jego uszach. Przełknął nerwowo ślinę, nim podniósł wzrok. Jesionowa Gwiazda nie patrzył na niego, zwrócony tyłem. Czy widział cierpienie na jego pysku? Z tonu głosu na pewno mógł wywnioskować, że ojciec jest smutny i nieszczęśliwy. Kocur chciał odzyskać zaufanie swojej rodziny, która przez podłą plotkę odwróciła się od niego. Nawet własny syn wygarnął mu, jakim jest lisim łajnem. Teraz Kacze Pióro żałował swoich słów. Może za bardzo się pośpieszył. Powinni najpierw spokojnie porozmawiać. Przecież to mogła być plotka, faktycznie. Zbożowy Kłos była ładną kotką, ale miała swoje życie i dotąd był zdania, że ona i ojciec jedynie się przyjaźnią. Jak szybko można zmienić zdanie pod wpływem presji. Zaszurał łapą w ziemi. Czuł się winny, nawet jeśli starał się jedynie bronić Brzoskwiniową Bryzę. Widział jak cierpi, jaka jest zmartwiona i zła na Jesionową Gwiazdę. Powinni porozmawiać, z daleka od zgiełku obozowych docinek. 
    
— Wierzę ci. 
    Jesionowa Gwiazda odwrócił się. Spoglądali sobie w oczy, tak samo błękitne. Czekoladowy przysięgał na sam Klan Gwiazdy. Wyglądał jakby ledwo się trzymał pod ciężarem zmartwień. Kaczorkowi zrobiło się szkoda ojca. Odkąd został przywódcą musiał nosić na swoich barkach ogromną odpowiedzialność. Jesionowa Gwiazda był świetnym tatą, Kacze Pióro mógł liczyć na jego wsparcie i miłość. Dlatego teraz ojciec mógł liczyć na swojego syna. 
    — Oby ten żartowniś szybko poniósł konsekwencje. Mama bardzo przez niego cierpi. — westchnął. — Przepraszam, tato, następnym razem nie będę wierzył plotką. 

***

    Spojrzenie kocura zatrzymało się na kopcu ziemi. Pod nią spoczywali jego rodzice, choć jeszcze wczoraj rozmawiał z nimi w legowisku starszyzny. Odeszli polować z Klanem Gwiazdy, witając wieczny spokój i odpoczynek. To było takie... dziwne. Brzoskwiniowa Bryza i Jesionowy Wicher byli w jego życiu od samego początku. Kaczorek jako kociak często się z nimi bawił. Jako uczeń miał zapewnione ich wsparcie. Nawet gdy został medykiem byli obok, wspierając swojego syna. Kochali go, nawet jeśli pakował się w kłopoty i często doprowadzał ich do zmartwień. On również ich kochał. Byli najlepszymi rodzicami na świecie. Doskonale się uzupełniali. A teraz ich zabrakło. W Klanie Nocy zrobiło się pusto. 
    Żałoba wystawiła swoje szpony, wbijając się w jego serce najmocniej jak potrafiła. Kacze Pióro spojrzał na własne łapy. Miał wrażenie, że jeśli dłużej będzie wpatrywał się w grób rodziców, to straci oddech i do nich dołączy. Ten widok go ranił. Mógł przecież się przyzwyczaić do myśli, że pewnego dnia odejdą, ale chociaż obiecywał, że będzie silny, to strata rodziców była zbyt bolesna. Do tego nie mógł się przygotować. Byli ze sobą zbyt blisko, żeby żałoba opuściła go po pogrzebie. Wiedział, że powrót do codziennych obowiązków będzie ciężkim procesem. Ale może jeśli wpadnie w wir obowiązków, łatwiej mu będzie o nich nie myśleć? Czy tego chciał? Wspomnienia były ostatnim, co mu zostało po rodzicach i zamierzał je pielęgnować. 
    — Powinniśmy porozmawiać. 
    Kacze Pióro momentalnie wyprostował sylwetkę. Otarł łapą pojedyncze łzy, które zdążyły zmoczyć jego policzki. Zamrugał, żeby odpędzić kolejne. Malinowy Pląs usiadła obok niego, wpatrzona w mogiłę rodziców. Kątem oka dostrzegł, że ma zapłakane oczy i sklejone futro. Owinęła ogon wokół długich łap, a wiatr lekko muskał jej pyszczek. Oboje byli smutni. Przypomniał sobie wczorajszą noc - pogrzeb rodziców. Czuwali nad nimi, przytuleni do siebie. Rozpaczliwie pragnęli, żeby Klan Gwiazdy odesłał ich z powrotem. 
    — Wracam do obozu. Mam dużo pracy. Muszę posegregować zioła... i inne takie... 
    Wstał pośpiesznie. Zaczął się oddalać, gdy Malinowy Pląs wyskoczyła przed niego. Chociaż była w żałobie, to w jej oczach nadal płonął ogień. Nawet zapłakana była dumną, waleczną wojowniczką. Kacze Pióro westchnął. 
    — Proszę, daj mi odejść.
    — Ja też za nimi tęsknie. — oparła głowę o jego pierś.
    — Przepraszam... powinienem być lepszym bratem. Ale... ale śmierć rodziców...
    Kacze Pióro powinien być przy siostrze. Mogliby wspierać się, pogrążeni we wspólnej żałobie. Przytulił Malinkę, kryjąc pyszczek w jej futrze. 
    
— Myślisz, że nas obserwują? — zapytał, choć znał odpowiedź. Poczuł jak jego oczy ponownie napełniają się łzami. — Malinko? Ja chcę do mamy i taty... 
    Jego głos się załamał. Chciał przytulić rodziców, porozmawiać z nimi, przeprosić za wszystko. Malinowy Pląs płakała, wciąż przytulona do niego. On również zaczął płakać, wdzięczny za obecność siostry. 

Cętkowana Gwiazda urodziła!

 Cętkowana Gwiazda urodziła trójkę znienawidzonych kociąt, które zafundowały jej problemy w związku!


Od Trucizny CD Bielik

Trucizna dumnie spoglądał na swoją wspaniałą kolekcję. Ciernie, ostre patyki i śmieszny, przezroczysty lecz niebezpieczny kamień leżały ukryte pod sporą warstwą mchu. Van był gotowy na prawie każdą sytuację. Podczas gdy ciernie służyły głównie do uprzykrzania życia innym kociętom, dziwny kamień mógłby posłużyć do zabicia kogoś, gdyby w sekrecie włożyć go do czyjejś zwierzyny. To było takie ekscytujące! Ach, jak Trucizna kochał przerażone piski innych...

***

-Cześć braciszku! Coś się stało? – Trucizna usłyszał za sobą głos. O nie, akurat teraz, gdy wszystko miał rozłożone, ktoś musiał się napatoczyć! I to jeszcze jego durna siostra, Bielik, o której niedawno dowiedział się od mamy. Tylko zajmowała mu jej uwagę. To on powinien być najważniejszy, nie jakaś idiotka!! Trucizna odwrócił łepek, zgarniając swoje skarby pod mech.
-Czego ty chcesz?! – Syknął, jeżąc swoje futerko. Nie miała z nim szans, on miał broń, a ona tylko te swoje tępe pazurki. Biała wydawała się być zaskoczona. A co, myślała może, że będzie dla niej wspaniałym, małym braciszkiem? To dobre dla mięczaków!
-Najchętniej wetknął bym ci te ciernie w zad!! – wysyczał Trucizna, lecz zaraz potem zakrył sobie pyszczek ogonkiem. No to wykrakał. Koniec zabawy. Jednakże siostra wydawała się być jedynie zainteresowana, nie oburzona czy wstrząśnięta. Może jednak do czegoś by się nadawała?
-Ciernie? – zapytała, przekrzywiając głowę – mogę zobaczyć? Proszę!– Wydawała się być naprawdę zaciekawiona.
No dobra. Chyba mógł zaryzykować.  Odwinął mech, ukazując siostrze swoją cenną kolekcję.
- Widzisz? – Van dumnie uniósł ogonek – Tylko nie mów nikomu! Ten śmieszny, przezroczysty kamień służy do zabijania – skłamał. Tak naprawdę nie wiedział co to jest, ani skąd się wzięło – wkłada się to do zwierzyny, i jak ktoś to połknie, to rozcina mu wtedy brzuch! – jego łapki drżały z ekscytacji – Chciałbym tak zabić te durne feni...femi...femimiski!! Ale tata ani mama mi nie pozwolą..... – Ogon Trucizny opadł z rozczarowania.
Biała wydawała się być rozbawiona całą sytuacją, ale pochłonięty opowiadaniem kocurek nawet tego nie zauważył.
-Jeszcze brakuje mi jagód śmierci. Podobno są bardzo niebezpieczne. Bo ja nie jestem głupi, wiesz? Jestem bardzo mądry, i często podsłuchuję, co mówią inni – kociak dumnie wypiął pierś, jednocześnie potajemnie wkładając cierń do legowiska Bielik. Bez tego przecież nie mogło się obyć.

<Bielik?>