BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

04 września 2022

Od Zdradzieckiej Rybki cd Rudzikowego Śpiewu

Skinął głową. Nie miał problemu co do tego, że chciał się wyspać przed nowym dniem. On również pragnął w spokoju wypocząć, nie targany przez koszmary. Właśnie tego bardzo mu zazdrościł. Mimo tego co go spotkało, potrafił żyć jak dawniej. Chociaż nie powinien ich porównywać. Rudzikowy Śpiew nie był torturowany codziennie, przez sześć księżyców jak on. Tylko raz wkurzył Zajęczą Gwiazdę, gdy ten odkrył jak spiskują. Nie miał traumy, bo jej się po prostu nie nabawił. 
— Możemy już wracać... — zgodził się, odprowadzając go do obozu. I tak musiał odnaleźć Bażancie Futro, by nie było, że sam chodził bez opieki po terenach. Kto wie, co Krucza Gwiazda wtedy, by z nim zrobiła... 

***
*przed atakiem Owocowego Lasu* 

Siostra Rudzika go zlała. Trudno było mu w to uwierzyć, ale tak. Zrobiła to, ponieważ dowiedziała się, że on i jej brat tylko się tulili. To była tylko zwykła kradzież ciepła, a ta od razu posądziła go o romans z rudym. Nie zamierzał tego tak zostawiać. Nie był gejem, nie kochał tego mysiego móżdżka i nie zamierzał, by ta pusta lala tworzyła kolejne plotki na jego temat. 
Dlatego też podszedł do Rudzikowego Śpiewu, a wraz z nim ruszył Orzechowe Serce z jego nową opiekunką, bo dzięki wspaniałości Kruczej Gwiazdy, Tulipanowy Płatek dostała ucznia, uwalniając się od niego raz na zawsze. Dziękował za to niebiosom.
— Rudzik! — syknął na niego; od razu, bez ceregieli, mordując go wzrokiem. — Ogarnij swoją porąbaną siostrzyczkę. 
Rudy skulił uszy, gdy kocur podniósł na niego głos. 
— Porąbaną? — spytał z niedowierzaniem. — Nie mów tak o niej. O co ci chodzi?
— O co mi chodzi? Ta jednooka gnida mnie pobiła z twojego powodu! — prychnął, machając ogonem. — Kazała bym się do ciebie nie zbliżał, bo inaczej znów mnie zleje. Wmówiła sobie, że jesteśmy parą i że cię krzywdzę, bo raz tylko cię przytuliłem.
Wojownik otworzył szerzej oczy i uchylił pysk w zadumie. Rozglądał się po obecnych obok kotach, czekając, aż ktoś przyzna, że to żart. 
— Mówimy na pewno o Zanikającym Echu? — spytał. — Wiesz, ja innych sióstr nie mam, ale ten twój opis kompletnie do niej nie pasuje...
Nie wierzył w to co słyszał. Naprawdę był tępy. Widać jak znał swoją rodzinę. A może to ona zamąciła mu w głowie? Kto wie? Wyglądała mu na taką kryminalistkę, która mogłaby zastraszać własnego brata lub nim manipulować, by nie dawał wiary jej zbrodnią. 
— Tak. To była ona. Zgadała się z Tulipan i Orzechem. Ci mnie trzymali, a twoja siostra kopała i dawała mi po pysku z wielką, chorą radością, grożąc mi i opowiadając bzdury o naszym partnerstwie. Jako jej brat, a mój... znajomy, który chcę ode mnie przebaczenia za zniszczenie mi życia, ogarnij ją. Nie chcę by w klanie krążyły przez nią plotki o tym, że mamy romans — Skrzywił się. — Do niej nic nie docierało, gdy temu zaprzeczałem.
Rudzikowy Śpiew pojrzał przelotnie na Orzecha, który wydawał się niewzruszony padającymi słowami. 
— Tak... — mruknął niemrawo. — Porozmawiam z nią o tym, dobrze. Nie chciałbym, żeby te plotki zniszczyły twój związek i twoją rodzinę — dodał.
— Cieszę się, że rozumiesz. Przemów jej do rozsądku. Nie chcę ponownie być przez nią zaatakowany, gdy znów nie wiadomo co strzeli jej do łba.
— Pogadam z nią, ale naprawdę, ciężko mi w to uwierzyć. Nie byłeś za bardzo zmęczony? Może tylko ci się wydawało, że to moja siostra?
Kpił sobie z niego? Myślał, że już sprawa była wyjaśniona, ale najwidoczniej się mylił. Co za tępak. Miał ochotę nim potrząsnąć, by do niego dotarło, że miał rąbniętą siostrę. 
— To. Była. Ona. Na pewno. — Zacisnął pysk w złości. — Dobrze wiedzieć, że nie dopuszczasz do siebie myśli, że nie byłaby w stanie zaatakować kogoś, ze względu na ciebie. Jesteś ślepy i głupi. 
— Tak. Zlała go — potwierdził Orzech, co go zaskoczyło. Nie spodziewał się takich słów z pyska siostrzeńca. Widząc jego spojrzenie, ten prychnął. — Nie robię tego dla ciebie. Ja też wolałbym wiedzieć, gdyby moja siostra była toksyczna, niż żyć dalej w słodkim kłamstwie. 
Dobrze mówił. Wbił ostry wzrok w rudego, oczekując na pogodzenie się z tym co właśnie od nich usłyszał. Mu mógł nie wierzyć, ale skoro kremowy potwierdził, de fakto przyznając się do udziału w tej zbrodni, liczył że kocur weźmie to na poważnie. 

<Rudzik?> 

Od Kaczego Pióra CD. Muchomorzego Jadu

     Kacze Pióro przesunął językiem po swoim futrze. Ruda sierść lśniłaby z czystości, gdyby nie pojedyncze listki wplecione w futro. Ziewnął leniwie, odsłaniając różowy języczek, zanim niebieskie ślepia powędrowały po legowisku medyka. Odkąd Mglisty Sen zmarła, podobnie jak Smutna Cisza, upłynęło wiele sezonów. Nie mógł powiedzieć, że należały do spokojnych i wdzięcznych. Miał wrażenie, że wraz z rosnącą liczbą księżyców na karku, musiał mierzyć się z coraz nowszymi wyzwaniami. Być może właśnie na tym polegało życie - im było się młodszym, tym miało się mniej problemów do pokonania. Z wiekiem robiło się coraz trudniej. Kacze Pióro porównywał to do wspinaczki.
    Medyk Klanu Nocy zatrzymał spojrzenie na posłaniach z mchu, dopiero były wymienione na świeże. Wstał ze swojego legowiska i udał się do składziku z ziołami. Lubił to miejsce. To właśnie tutaj trzymali zioła. Mglisty Sen pokazała mu medykamenty, gdy został jej uczniem i nauczyła wszystkiego, co powinien wiedzieć jako przyszły medyk. Wiedza Kaczego Pióra była ogromna i różnorodna. Znał wszystkie zioła, zastosowania, metody leczenia, miejsca występowania medykamentów. Ale posiadał również wojownicze umiejętności, zdobyte podczas szkolenia na wojownika. Odkąd został medykiem nie musiał ich używać, pochłonięty wyłącznie w obowiązkach medyka. Ranga medyka zdobiła jego życie. Kacze Pióro nigdy nie pożałował swojej decyzji o wybraniu tej ważnej, odpowiedzialnej ścieżki. Miał szczęście, że mógł zostać uczniem Mglistego Snu, a później z błogosławieństwem Klanu Gwiazdy, stał się medykiem Klanu Nocy. Od tamtej pory leczył swoich pobratymców, segregował i zdobywał zioła, miał kontakt z przodkami. Nie każdy mógł dostąpić takiego zaszczytu, dlatego był szczęściarzem. Szanował swoją pozycję, uwielbiał wykonywanie obowiązków. Życie medyka nie było rutyną, zawsze zdarzało się coś nowego. Trzeba było być gotowym na podjęcie każdego wyzwania. Należało być ostrożnym w tym, co się robiło. Kacze Pióro wspominał wszystkich pacjentów i kociaki, które przyszły na świat pod jego opieką. Życie medyka dało mu więcej niż mógł przypuszczać jako młodzik. Pomogło dorosnąć. 
    Westchnął, badając wzrokiem ułożone zioła. Medykamenty w idealnie posortowanych grupkach, odłożone na swoje miejsca. Ich intensywne wonie docierały do jego nosa. Potrafił je rozpoznać. Uśmiechnął się lekko, zanim opuścił składzik. Muchomorzy Jad wrócił ze zbierania ziół. Odłożył trzymany ogórecznik, gdy dawny mentor skierował się w jego kierunku. Kacze Pióro ułożył ogon na barku syna Króliczego Serca. Swojego jedynego ucznia. Nadal był z niego dumny i cieszył się, że Muchomorek ukończył pozytywnie szkolenie. Kacze Pióro oczywiście nie był ślepy i widział, że młodym kocurem targają różne demony przeszłości, mroczne i niepokojące. Obserwował go, starał się zapewnić wsparcie i pomóc, ale Muchomorzy Jad był jak zamknięta księga. Ciężko było wyciągnąć z niego, co czaiło się w jego myślach, więc przestał próbować. Miał jedynie nadzieję, że dawny uczeń poradzi sobie z wyzwaniami. Uśmiech karzełka nie schodził z jego pyska. 
    
— No, na mnie czas. W legowisko starszyzny zrobiłem sobie przytulne gniazdko. Chociaż będzie mi brakować zapachu ziół i pacjentów. — starał się brzmieć swobodnie, ale Muchomorzy Jad mógł wyczuć smutek w jego głosie. Nie jest łatwo porzucić życie, które od wielu sezonów się pielęgnowało. — Odwiedzaj mnie czasami. Chciałbym usłyszeć jakieś ciekawe plotki. — zaśmiał się nerwowo. Spoważniał, wpatrując się w ślepia medyka. — Poradzisz sobie. Od wielu księżyców jesteś gotowy. Byłeś świetnym asystentem i będziesz równie świetnym medykiem. Nadal jestem z ciebie bardzo dumny. Będę tęsknić.
    — Ja... postaram się ciebie nie zawieść. — odpowiedział bardzo nerwowo medyk. 
    Kacze Pióro skinął mu głową na pożegnanie. Opuścił legowisko medyka po raz ostatni, udając się na zasłużoną emeryturę. Każdego w końcu musiała dopaść starość. 

Od Nastroszonego cd Mgiełki

Smętnie ruszył za srebrną, a słysząc te słowa, skrzywił się bardziej. Po tym co ostatnio usłyszał z pyska matki bał się, że nie da mu jeść, więc zmusił się, by usiąść przy siostrze i znieść tę ich głupią zabawę. 
- Mgiełko uważaj, bo zostaniesz mamą - ostrzegł ją, mało co wierząc w te bzdury, ale nic nie stało na przeszkodzie, by siostra mogła się tym przejąć i zrobić raban na cały żłobek, że nie chcę kociąt ze swoim "ojcem".
- O czym on mówi? - spytała Tulipan.
- Stroszek twierdzi, że modląc się zostanę mamą, bo tak nam powiedział Orzechowe Serce, gdy pytaliśmy się o naszego tatę. - wyjaśniła jej. 
Na pysku królowej wymalowało się zdziwienie oraz zakłopotanie.
- Co za bzdury, Klan Gwiazdy nie wybiera każdego by nosił ich kocięta.
- A co niby w tobie takiego niezwykłego, że uważasz, że jesteśmy z gwiazdek, co? - prychnął. 
Co za głupia mama. Naprawdę miała coś nie tak z głową. Ona wybrana przez duszki? Nie do pomyślenia. 
Kotka posłała synowi mordercze spojrzenie. Tak samo z resztą postąpiła siostra.
- Bo tylko ja się do tego nadawałam? To oczywiste.
- Tak to prawda, ja nie widzę tu żadnej innej mamy. - przyznała.
- A co z kociakami Kruczej Gwiazdy? One też podobno pochodzą od Klanu Gwiazdy, a mają tatę! - wytknął im to.
- Oczywistym jest to, że ta kocica sobie to wymyśliła! - prychnęła surowo. - To WY zostaliście wybrani i nie będzie inaczej.
- Tak! - miauknęła wesoło Mgiełka. - My jesteśmy ci prawdziwi, a oni to jacyś podrabiańcy.
Przewrócił na to oczami. Nie mógł uwierzyć, że siostra te bujdy łyknęła z taką łatwością. I jeszcze się cieszyła! Mu te słowa nie podpadły do gustu, ale nie zamierzał się kłócić, bo wiedział, że i tak nie przemówi tym dwóm do rozsądku. Skoro chciały żyć w fikcyjnym świecie, to proszę bardzo. Owinął ogonkiem łapy, nie komentując tego wszystkiego, bo czuł, że atmosfera była już aż nazbyt napięta. 
- Mamusiu, miałaś nam pokazać modlitwę. - mruknęła podekscytowana Mgiełka, przypominając o tym królowej. 
Kotka przybliżyła swoje dzieci bliżej, by upewnić się, że słuchają z uwagą, po czym zaczęła: 
- Klanie Gwiazdy nasz kochany.
Ślemy do ciebie podziękowania,
za dach nad głową, pełne brzuszki i życie, które nam dałeś. 
Ty jesteś wielki i wspaniały.
Chwała ci, o chwała. 
Nasza miłość od ciebie nie zna granic. 
I jak my kochamy ciebie, tak i ty ukochaj nas.
Strzeż od zła, chorób i przeciwności losu. 
I wybacz nam nasze winy, bo czasem zdarza nam się błądzić. 
Obiecujemy poprawę, by głosić twe słowo należycie.
Chwała ci, o chwała tatusiu.
- zakończyła, po czym spojrzała na maluchy. 
Jego wyraz mordki skwaśniał. O nie... Będzie musiał teraz to wszystko powtórzyć? Już zrobiło mu się niedobrze. 
Matka była jednak uparta jeżeli chodziło o te brednie, więc nic dziwnego, że pierwsze co zrobiła, to wbiła w niego twardy wzrok, chcąc by ten powtórzył to bezbłędnie. Słynął w końcu z bycia tym wyrodnym dzieckiem, które potrzebowało zachęty. 
Zaczęła ponownie miauczeć wersy, by było im łatwiej po niej je wypowiedzieć. Chcąc nie chcąc, dukał to jak za karę, z kwaśną miną i takim samym samopoczuciem. Czuł taki ogromny wstyd! To nie było dla niego. Cierpiał. Chciał stamtąd nawiać i skryć się przed całym światem. Już słyszał oczami wyobraźni kpiny starszych kociąt, które mówiły, że z niego taki nie wierzący, a modli się do duszków! 

<Siostra?>

Od Bzu CD. Lukrecji

Spoglądał na sprzeczające się kocięta. Były do niego i Plusk takie podobne. Bardziej niż mógł kiedykolwiek wyobrazić. Nieskalane ani odrobiną burego. Odetchnął z ulgą. Jednocześnie było mu wstyd za takie myśli. 
Kocie zostało wepchnięte pod jego łapy. Nachylił się nad zniesmaczonym synem. Maluch prychnął, krzywiąc się z obrzydzeniem. Bez położył po sobie uszy. Nie wiedział za bardzo co robić w takie sytuacji. 
Śmierdział?
Może stracił już węch. Jednak słodki zapach mleka unoszący się w kociarni temu zaprzeczał. Wziął mech w łapy i wzbił go w kulkę. Posłał ją ku malcowi ją. Niczym jego tata mu kiedyś. Nostalgia uderzyła go z lekka.
Kremowy kociak zamiast paść z zachwytu zgniótł kulkę. Bez posmutniał. Syn pokazał mu język i odwrócił się do niego kuprem, pokazując dodatkowo co o nim myśli. 
Van niechętnie odsunął się od niego. Chyba nie miał co próbować zaprzyjaźnić się z nim. Już spisał go na straty. Przez jego inność. 

* * *
Jego kocięta zostały uczniami nim zdążył się zorientować. Nie chciały mieć z nim kontaktu. Unikały niewygodnego ojca. Nienawidziły go. 
Czasem przychodził odwiedzić tatę w starszyźnie. Był już bardzo stary. Zielone ślepia nie lśniły jak dawniej. Rysował mu ich kocięta. Starał się je przyprowadzić. Lecz te niechętnie się z kim wybierały gdziekolwiek. 
Kremowy kocur był najgorszy. Brutalny. Zły na cały świat. Widział pogardę z jaką na niego patrzył. Jak niczym cień łaził za Wiatrem. 
Bez także za nim nie przepadał. Jeśli wolał tamtego to sam zbłądził na tym świecie. 
Dlatego też spotkawszy syna na swojej drodze, zjeżył się. 
Czego chciał?

<Lukrecja?>

Od Srokoszowej Łapy Do Pierwszego Brzasku

*przed śmiercią Szczawiowego Liścia*

Trzepiąc ogonem, kierował się niechętnie do legowiska starszych. Smród stamtąd był jeszcze gorszy. Była ich trójka. Kocur o liliowej sierści, drugi bury i jakaś kotka. Prychnął pod nosem, krzywiąc się. Napotkawszy się ze spojrzeniem z jednym, zmarszczył brwi.
— Śmierdzisz, stary dziadzie. — syknął na niego, kładąc uszy. 
— Ja? Śmierdzę? Jak śmiesz! Mój zapach jest najpiękniejszy w całym klanie! Powinieneś pójść do medyka, widocznie masz coś z nosem. — odparł liliowy. 
— To ty masz coś z łbem, leśny potworze. — skrzywił się. 
— Z moją głową wszystko w porządku, mysi bobku. — odparł tamten
Tylko tego mu brakowało. Starszego bez piątek klepki. 
Prychnął zirytowany. Nienawidził odwiedzał i zajmować się starszymi. Byli bezużyteczni. Głód zaglądał im w ślepia, a on musiał usługiwać pół trupom. Nienawidził Wilczej Pogoni za to. Poszedł w głąb do jakiegoś burego pokurcza. Nie był tak niesamowicie irytujący jak tamten, więc zasłużył na krople wody. 
— O, Pójdźka, dzień dobry. — zawołał starszy, uśmiechając się lekko do niego. 
Srokosz wybałuszył ślepia. Kolejny wariat. 
— Masz tu wodę. I nie mów do mnie. — syknął, jeżąc do mnie. 
Buras pochylił się nad mchem. 
— Dziękuję. To kochane z twojej strony. Dawno cię nie widziałem. Co tam u ciebie? — zapytał pogodnie. 
Niebieski skrzywił się. Nie wiedział kim była ta cała Pójdźka, ale nie miał zamiaru zabawiać czyjegoś dziadka. Tym bardziej, że ten już kompletnie nie kontaktował z rzeczywistością. 
— Spadaj, nie interesuj się mną, dziadzie stary. — prychnął, tupiąc łapą. — Mógłbyś się przejść do jakiegoś dołu i tam zdechnąć. 
Cętkowany uśmiechnął się lekko, kiwając łbem.
— Chyba dorastasz, skoro taka wojownicza się zrobiłaś. — stwierdził, patrząc na kocurka. — Tylko uważaj na kocury w tym twoim wieku. Tylko jedno im w głowie. 
Srokosz tupnął łapą zły. Kolejny beznadziejny przypadek, na który natrafił w tym klanie. Trzepnął ogonem, wbijając wzrok w róg. 
Coś nie dawało mu spokoju
— Wyglądam aż tak kobieco? — zapytał starszego lekko załamany. 

<Pierwszy Brzask?>

[przyznano 5%]

Od Kaczego Pióra CD. Biegu (Zdradzieckiej Rybki)

     On i Malinka dorośli. Wiedział, że to kwestia księżyców aż jego siostra zwiążę się z jakimś kocurem i doczeka kociąt. Dzień w którym powiedział jej, że jest w ciąży, zapamiętał do końca życia. Malinowy Pląs była szczęśliwa, więc on również miał powód do szczęścia. Kochał swoją siostrę i życzył jej jak najlepiej. Osobiście zajął się ciążą siostry, pilnując, żeby przebiegła bez komplikacji. Gdy nadszedł czas porodu, Kacze Pióro czuwał przy siostrze. Poród przebiegł dobrze. Malinowy Pląs urodziła dwa zdrowe kocięta. Ich rodzina się powiększyła. 
    Kociaki Malinki były najpiękniejszymi maluchami. Zdrowe, silne i budzące zachwyt. Kacze Pióro odwiedzał siostrę niemal codziennie, przynosząc jej ogórecznik, świeżą zwierzynę i zabawki dla kociąt. Maluchy głównie spały lub piły mleko, przytulone do brzucha matki. Kacze Pióro uwielbiał je obserwował. Sam nigdy nie pragnął założyć rodzinę. Żadne kociaki, a odbierał wiele porodów, nie były tak wspaniałe jak Bieg i Brokuł. Przypominali Kaczorkowi jego i Malinkę. Brat i siostra. Życzył im, żeby mieli równie silną więź. 
    Później obowiązki pochłonęły go za bardzo, żeby mógł często odwiedzać siostrę. Kacze Pióro chodził jeszcze bardziej niezadowolony. Codzienna rutyna wypełniła jego dni. Zajął się obowiązkami oraz Muchomorkiem. Pora Nagich Drzew nawiedziła leśne klany. Medyk musiał uważać, żeby nie zabrakło ziół. Zapasy były konieczne i chociaż z Muchomorkiem zajęli się już wcześniej zbieraniem medykamentów, należało je przeliczyć i posegregować jeszcze raz. Zlecił to swojemu uczniowi. Kacze Pióro był w trakcie wymieniania legowisk. Wolał mieć pewność, że będą wygodne dla pacjentów. Czasami zerkał na Muchomorka dla pewności, że ten wszystko robi dobrze, chociaż ufał swojemu uczniowi. Czarna Łapa, nieznośny pokurcz, wciąż był pod jego opieką. Kacze Pióro uczył go samych podstaw i zlecał mu najokropniejsze, najbardziej śmierdzące zadania. Wolał skupić się na szkoleniu Muchomorka, którego uważał za swojego jedynego ucznia i w oczach Klanu Gwiazdy tak właśnie było.
    Zajmował się swoją robotą, gdy dostrzegł niewielki kształt. 
Kacze Pióro zmarszczył nos. Maluch bawił się w stosie cennych ziół. Teraz, gdy panowała tak surowa i nieprzyjemna pora roku. Kacze Pióro syknął z niezadowolenia. Zaczął do niego podchodzić. Kociak zdążył już rozsypać znaczną część ziół.
    - Co tu robi kocię?
    Kacze Pióro wywrócił oczami. Czarna Łapa dotarł do kociaka pierwszy i mierzył go zdegustowanym wzrokiem. Medyk trzepnął ogonem.
    - Czarna Łapo, idź poszukać ziół - syknął w stronę Czarnej Łapy. Spiorunował wzrokiem kocura, gdy ten klnąc, skierował się do wyjścia. Kacze Pióro spojrzał na malucha. To musiało być jego pierwsze wyjście na zewnątrz.
    - Cieść! - przywitał się. 
    Kacze Pióro miał odpowiedzieć, ale wtedy Malinowy Pląs weszła do legowiska. Odłożyła na mchową ziemię swoją córkę, zanim uśmiechnęła się do medyka. Kacze Pióro machnął jej ogonem na powitanie. 
    - Poznajcie swojego wujka. - wskazała ogonem na rudego.
    Bieg otrzepał futerko z ziół i dopadł do jego łap. 
    - Cieść! - powtórzył po raz drugi. - Jak się lecy koty? Pokas, pokas! - miauczał, ciągnąc go ząbkami za futerko. - Psssokssaaassss. - odchylił się i niechcący, urwał kawałek futerka kocura, lecąc na grzbiet. Wypluł sierść z pyska, patrząc na nią zaskoczony.
    - Ups... Zlób, aby ci wlóciło! - zażądał. 
    Kaczorek skrzywił się z bólu. Zerknął na siostrę pytającym wzrokiem. Nie znał charakterów swoich siostrzeńców. Bieg wydawał się energicznym maluchem, to u nich rodzinne.  
    - Bieg! Jeśli będziesz niegrzeczny, to wrócisz do żłobka. - miauknęła stanowczo, zanim polizała Kaczorka za uchem. 
    - Wdał się w ciebie. - szepnął medyk, poruszając z rozbawieniem wąsami, zanim jego błękitne ślepia ponownie przeniosły się na wnuka Jesionowej Gwiazdy. - Więc chcesz zobaczyć jak się leczy? Muszę się zasmucić, maluchu, ale nie znam lekarstwa na odrost futra. Znam za to wiele ziół na kaszel, gorączkę, ból stawów, a nawet ból brzucha. Chcecie z siostrą zobaczyć zioła? No, takie których nie rozwaliłeś. - westchnął, wskazując ogonem na stertę rozsypanych ziół. 
    Bieg i Brokuł ucieszyli się z takiej formy spędzenia czasu. Kacze Pióro chciał im pokazać, że praca medyka jest ciekawa, ale też zapewnić miłe wspomnienia. Pierwszy raz rozmawiali z wujkiem, w końcu nie byli już nowonarodzonymi kociakami. Musieli dobrze zapamiętać Kaczorka. Rudzielec cieszył się, że może spędzić trochę czasu z ukochanymi siostrzeńcami. Rola wujka mu się podobała. Mrugnął do Malinki porozumiewawczo. Siostra usiadła na jednym z posłań, korzystając z czasu dla siebie. Kacze Pióro zaprowadził kociaki do kolejnej sterty z ziołami. Pachniały ładnie. Zauważył, że Brokuł wdycha zapach medykamentów. Kaczorek pomyślał, że cudownie by było, gdyby któryś z siostrzeńców chciał pójść w jego ślady. Mógłby wtedy przekazać mu całą swoją wiedzę i uczynić swoim małym zastępcą. No i spędzaliby dużo czasu razem. 
    - Wiujek, a ciemu jesteś medykiem? - dobiegł do głos Biegu.
    - Uznałem, że ta rola podoba mi się najbardziej. Kiedyś szkoliłem się na wojownika, tak jak ty i twoja siostra będziecie w przyszłości. Ale jednak bardziej mi pasowało zostanie medykiem i tak już kilka księżyców zajmuje tą rolę. Jak będziecie starsi, to mogę wam opowiedzieć trochę o ziołach i nawet nauczyć leczyć kilka mniejszych dolegliwości. A teraz.... - zrobił krótką przerwę, żeby pochylić się do odpowiedniej pozycji, na równi z kociakami. - Mama pokazywała wam, jak się poluje?
    Brokuł i Bieg spojrzeli na siebie, zanim pokręcili główkami. Kacze Pióro uśmiechnął się rozbawiony. Przypomniał sobie wydarzenie z czasów, gdy sam był w ich wieku. Postanowił pokazać siostrzeńcom zabawę, którą poznał dzięki tacie. 
    - To macie okazję się nauczyć. Podkradniemy się do mamy. Spróbujecie zaatakować jej ogon? - miauknął szeptem, obserwując Malinowy Pląs. Dał jej dyskretny znak ogonem. Malinka nie zrozumiała sygnału, dopóki nie zauważyła pozycji, w jakiej ustawiły się kociaki. Wtedy się odwróciła, umożliwiając im zaatakowanie. 
    Kacze Pióro obserwował, jak Bieg i Brokuł skradają się do matki, żeby w pewnym momencie zaatakować jej ogon z głośnym piskiem. Wtedy Malinowy Pląs się odwróciła, chwytając swoje kociaki w mocnym, czułym uścisku. 
    - Iii zwierzyna wygrała. - zaśmiał się Kaczorek, podchodząc do rodzinki. Spojrzał na siostrę z radością. - Będą z nim dobrzy wojownicy. Ale na razie niech pozostaną kociakami. 
    Podsunął do siostrzeńców kawałek mchu. 
    - Proszę, to dla was. Możecie się pobawić. - miauknął, po czym zwrócił się szeptem do siostry. - Może kiedyś będą jeść z nami kocimiętkę. 
    Oberwał od siostry mocnym kuksańcem.

Od Srokosza (Srokoszowej Łapy) CD. Aksamitki (Aksamitnej Łapy)

Spojrzał zdezorientowany na kotkę. Brała coś?
— Nie uderzyłaś się za mocno w łeb? — prychnął, odsuwając się od niej. 
Ślepia o morskiej barwie spojrzały na niego nieco zaskoczone. 
— Nie, ale dzięki, że pytasz to bardzo troskliwe z twojej strony. — kotka uśmiechnęła się szczerze.
Srokosz był pewien jednego. Wariatka. Kompletna wariatka. Nie miał zamiaru przebywać z kotką ani uderzenia serca dłużej. Ani z tej stukniętym bratem zabijaką. Wycofał się jeszcze trochę, aż dotknął tyłkiem drzewa. Nie miał jak dalej uciekać. 
— Czemu tak wciąż się odsuwasz? Bawimy się w berka? — zapytała, podchodząc bliżej. 
Niebieski zjeżył się. 
— Bo jesteś leśnym potworem! — krzyknął na nią. — Śmierdzisz!
Spojrzał wyczekująco na nią, nerwowo dysząc. Lecz zamiast złości ujrzał znów coś innego. 
— Oh, naprawdę? Dziękuję za informację, postaram się to poprawić. — odparła kotka. — Polecasz coś? 
— Żebyś poszła do tego swojego Posranego Władcę Wszelkich Kulek z Mchu i zostawiła mnie w spokoju! 
— Tylko nie wiem gdzie jest. Chciałbyś może go ze mną poszukać? — zaproponowała wesoło. 
Srokosz coraz bardziej był na skraju wybuchu. Nieważne co mówił. Od kotki to odbijało się. Spływało jak po kamieniu. Nic nie docierało. A przynajmniej nie tak jak chciał. Nie wiedział co zrobić, jak uciec. Już wolał tamtego bezmózga. 
— Oh, coś się stało? — zapytała, widząc jego załamanie. — Jeśli coś cię martwi możesz mi powiedzieć. Chętnie pomogę. Możesz na mnie liczyć. — zaoferowała kotka. 
Trzepnął ogonem. Ostatnie czego chciał to jej pomocy. Jej durnego wyrazu pysku. Idiotycznego uśmiechu. Morderczych morskich ślepi. 
— Tak? — syknął nieco agresywnie. — To pomóż mi uciec z tego wariatkowa. — zażądał. 

<Aksamitka?> 

03 września 2022

Nowi Członkowie Pustki!



NIEZAPOMINAJKA
Powód odejścia: decyzja administracji
Przyczyna odejścia: głód

Odeszła do Pustki!


OLSZA
Powód odejścia: decyzja administracji
Przyczyna odejścia: głód

Odeszła do Pustki!


Od Niczego CD. Mleczyk

 Nic cofnęła się pół kroku, kładąc głowę na ziemi w uległym odruchu, widząc zbliżającą się szylkretkę.
— Okay, wygrałaś! — syknęła kotka, tupiąc łapą. — Przepraszam, dobra?
Zastrzygła uszami. To pułapka — grzmiał jej umysł. Zatrzymała spojrzenie na łapach na kilka uderzeń serca, by potem przesunąć je gdzieś w bok. Czuła jak mocno biło jej serce i wydało jej się, że w jego rytm dygała jej głowa, przesuwając jej ciało coraz bliżej. Dudniły jej w uszach jego uderzenia.
Kotka prychnęła i sobie poszła.

***Przed wojną***

Pod niechętnym okiem mentora próbowała wspiąć się na drzewo. Już to kiedyś robiła i wychodziło jej coraz lepiej, ale przez to, że była tak głodna, że kręciło jej się w głowie i ciągły stres, tak duży, że trzęsły jej się łapki, nie mogła dojść nawet do drugiej gałęzi.
Z daleka widoczna była biała plama, z mniejszą przy boku. Koteczka męcząca się na pniu jednak ich nie widziała, odwrócona plecami. 
O nowej obecności dowiedziała się, dopiero gdy Świt ze swoją uczennicą zostały przywitane przez Perkoza. Bardzo się przestraszyła gwałtownego głosu i puściła pnia, ze zjeżonym ogonem. Ledwo udało jej się obrócić na łapy, by nie upaść na plecy, ale i tak zachwiała się i upadła na bok już, gdy dotknęła ziemi. Zdegustowane spojrzenia zielonookiej i rudego sprawiły, że wydała z siebie ciche, pojedyncze skomlenie. Szybko podniosła się do pionu jak oczekiwały tego dominujące koty, unikając wzroku mentorów i uczennicy. Miała nadzieję, że nie są tutaj po wspólny trening.

<Mleczyk?>

[przyznano 10%]

Nowy Członek Klanu Gwiazd!

 

 Powód odejścia: decyzja właściciela
Przyczyna odejścia: starość

Odszedł do Klanu Gwiazdy!