BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

30 sierpnia 2022

Od Pierwszego Brzasku

Otworzył oczy, ciemność wokół zafalowała. Jego nos wypełnił się zapachami, uszy drgnęły, rejestrując dźwięki. Do jego pokrytych mgiełką snu zmysłów dotarło przyjemne ciepło. Zaskoczony, uniósł się lekko, próbując rozpoznać jego źródło. Iskierka. Leżała u jego boku, a jej bok unosił się regularnie. Jego niespokojny ruch musiał ją obudzić, drgnęła i przeciągnęła się, ziewając.
– Iskierko? – miauknął bury, nie mogąc otrząsnąć się ze zdumienia. – Nie spodziewałem się… Ja… Nie powinnaś być teraz na patrolu? Wiem, że masz obowiązki, jako wojowniczka…
– Chmurko – przerwała mu delikatnie, z uśmiechem. – Już nie. Przecież od paru księżyców jestem w starszyźnie. 
– Och. – Bury spuścił uszy, jakby ukrycie pod nimi pyszczka miało pomóc mu schować się przed zalewającym go wstydem. – F–faktycznie, przepraszam. – Mordka paliła go aż po czubki burych uszu. Jak kocię, schował ją w jej miękkim futrze. W odpowiedzi usłyszał jej cichy chichot.
Odetchnął jej zapachem. Lekko wilgotny mech, szmer wiatru w świeżych świerkowych igłach. Ciepłe promienie słońca połyskujące wśród gałęzi.
Bezpieczeństwo.
Wyobraził sobie jej żółte oczy, uśmiechnięte jak jaskry. Zawsze, gdy na nią patrzył, widział ją taką, jak wtedy, gdy zrozumiał, że ją kocha. Czas nie miał przystępu do jej obrazu, który w sobie nosił. Niezależnie od tego, jak wiele siwych włosów lśniło w jej sierści, jak wiele zmarszczek ukrywało pod futrem.
– Dobrze, że tu jesteś – szepnął. – Tęskniłem. Każdego wschodu słońca, gdy siedziałem tu, z dala od ciebie.
Przytuliła go mocniej. Poczuł jej język za swoim uchem.
– Nie byłem samotny, bo ciągle ktoś mnie odwiedzał. Dzieci. Znajomi. Dużo różnych kotów. Dużo pyszczków. Czasami nawet… Czasami nawet nie pamiętałem, kim byli. Kiedyś, gdy przyszedł tu nasz syn… – urwał i potrząsnął głową. Było mu głupio. Wciąż tak bardzo głupio. – Nie pamiętałem, jak ma na imię. Nie tylko on. Czasami… W ogóle nie pamiętam ich imion. Żadnego z nich. Próbuję sobie przypomnieć, wymienić po kolei, ale w głowie mam zupełną pustkę. 
Tuliła go, jak kociaka, mrucząc uspokajająco. Uniósł głowę i spojrzał niewidzącymi oczami w jej oczy.
– Ale ciebie nigdy nie zapomnę, Iskiero. Nigdy. Pamiętam, jak spotkałem cię pierwszy raz. Słońce wyjrzało wtedy zza chmur, błyszcząc w twoich oczach. Pewnie już wtedy się w tobie zakochałem, tylko jeszcze o tym nie wiedziałem. – Kąciki jego pyszczka uniosły się. – Każdego mógłbym zapomnieć, ale nie ciebie, Iskierko.
– Kocham cię, Chmurko.
– Ja ciebie też, Iskierko.


<Jeśli masz ochotę, możesz odpisać, Iskierko>

Od Szczawiowego Liścia CD. Mysiego Kroku

bardzo dawno temu

    — Mogłeś powiedzieć, że aż tak ci zależy.
    Mysi Krok podniósł niepewnie łeb, siorbiąc nosem. Ujrzał przypatrującego się mu Szczawika. W spojrzeniu brata na szczęście nie dojrzał kpiny czy politowania, którego się obawiał.
    — W-wiem... ale... ale czu-czułem, że... że muszę t-to zrobić. — zachlipał.
    Liliowy westchnął, ale nie ze zmęczenia.
    — Chodź, znam miejsce, gdzie nie uschły jeszcze wszystkie kwiaty. — mruknął, podając mu łapę do wstania. — I nie znikaj tak bez zapowiedzi. Berberysowa Gwiazda wpadła już w niezłą panikę.
    Myszek położył uszy.
    — Będę musiał ją przeprosić? — zapytał, choć dobrze znał odpowiedź.
    Liliowy kiwnął łbem, klepiąc brata ogonem po grzbiecie.
    — Chyba się nie boisz mamy? — zapytał z lekkim uśmiechem.
    Mysi Krok spuścił wzrok.
    — A ty nie...?
 

    Tamtego dnia znaleźli kwiaty, które chociaż nie należały do najpiękniejszych, były ich znakiem miłości i pożegnania. Tata odszedł polować z Klanem Gwiazdy, ale wciąż mieli siebie, rodzeństwo i mamę. Szczawiowy Liść, chociaż pogrążony w żałobie, wiedział, że ma na kogo liczyć i dlatego jego serce nie rozpadło się na drobne kawałeczki. 
    A teraz siedział przed grobem, idealnym kopcem ziemi, ozdobionym licznymi kwiatami. Spoglądał na swoje łapy w nadziei, że nieprzyjemny ucisk przestanie atakować jego serce i duszę. Przed klanem mógł udawać, że się trzyma, jednak prawda wyglądała inaczej. Wojownik stracił mamę, stracił rodzeństwo. Zacisnął mocno zęby i pozwolił łzom spłynąć po liliowych policzkach. To przecież nie miało tak wyglądać! Liczył, że on i Myszek dożyją przynajmniej osiemdziesięciu księżyców! Tymczasem brat go zostawił, polując teraz z przodkami... jak wcześniej ich rodzice. Czy tam w Klanie Gwiazdy odnalazł spokój? Czy obserwuje swojego brata i za nim tęskni?
    Szczawiowy Liść tęsknił bardzo. Mysi Krok był mu bliski. Byli nie tylko braćmi, ale również przyjaciółmi. Stanowili zgrany duet. Myszek był dla niego ważny i Szczawik czuł, że to uczucie było odwzajemnione. Wbił pazury w miękką ziemię. Nic już nie mógł zrobić oprócz obietnicy, że nigdy o nim nie zapomni. 
    Liliowy kocur westchnął. Otarł łapą ostatnie łzy. Pewnego dnia się spotkają. Wiedział to. Ostrożnie sięgnął po zerwane żonkile, ulubione kwiaty Myszka. Położył je na grobie brata. 
    — Wiem, że zawsze lubiłeś kwiaty. - wyszeptał, mając nadzieję, że brat go usłyszał.

29 sierpnia 2022

Od Jaskier (Jaskrowej Łapy)

Krucza Gwiazda zwołała zebranie klanu. Jaskier wiedziało, co stanie się za chwilę. Bardzo się bało. Z przerażeniem słuchało słów kotki, która mianowała jej rodzeństwo. Łoś stał się Łosiową Łapą, Mróweczka Mrówkową Łapą, Kurka Kurkową Łapą. Teraz przyszła pora na nich.
— Jaskier, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Jaskrowa Łapa. Twoim mentorem będzie Przepiórcze Gniazdo. Mam nadzieję, że Przepiórcze Gniazdo przekaże ci całą swoją wiedzę — miauknęła liderka.
Kotka skierowała wzrok ku burej, masywnej wojowniczce.
— Przepiórcze Gniazdo, jesteś gotowa do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś ode mnie, swojej mentorki doskonałe szkolenie i pokazałaś swoją siłę i wiedzę. Będziesz mentorem Jaskrowej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę.
Brązowooka kotka przysunęła do Jaskrowej Łapy swój pysk. Koty zetknęły się nosami, a klan zaczął radośnie wykrzykiwać imiona nowych uczniów.
— Łosiowa Łapa! Mrówkowa Łapa! Jaskrowa Łapa! Kurkowa Łapa!
Ale Jaskrowa Łapa wcale się nie cieszyło. Bardzo stresowało się tymi okrzykami. Co jeżeli zrobi coś głupiego i każdy ich wyśmieje?
— Witaj, Jaskrowa Łapo — mruknęła dziko pręgowana. — Trening zaczniemy od oprowadzenia cię po obozie, później pokażę ci tereny Klanu Nocy — dodała, poganiając ich ruchem ogona.

***

Leżało na nowym legowisku zupełnie wyczerpane. Przez długi czas chodziło po terenach Klanu Nocy, słuchając poleceń mentorki, która nie miała dla nich żadnej cierpliwości. Jej słowa odbijały się echem w ich głowie.
"Nie skupiasz się!"
"Czy ty w ogóle mnie słuchasz?"
A tak bardzo się starało. Wiedziało, że im nie wyjdzie. Było słabe i bezużyteczne. Nigdy nie zostanie wojownikiem. Nie zasługiwało na to. Bolały ich zwykłe uwagi.
W ślipiach żółtookiego ucznia zebrały się łzy, które po chwili ściekły im po polikach. Ścisnęło łapkami mech i wcisnęło w niego pysk. Nic im się nie udawało. Szlochało cicho, coraz bardziej zawiedzione i zmęczone. Nadstawiło uszy, gdy usłyszało nadchodzące kroki. Tylko nie Kurka!
Podniosło łeb i pisnęło, lecz za chwilę zamrugało parę razy i przetarło łapami oczy. To bury Szyszek. Ten kocur, na którego wpadło po bitwie z Kurką.
— Dlaczego płaczesz? — miauknął, nachylając się nad nimi.
— T-to nie j-jest nic w-ważnego, n-nie przejmuj s-się mną — zapewniło, wycierając łzy.
Zdziwiło się, że ktokolwiek o to pytał. On się o nich martwił?
— Ale dlaczego płaczesz? Coś ci się stało? — wciąż pytał i usiadł koło kota.
— N-nic mi się nie udaje — wypłakało, ponownie wbijając pysk w mech.
— Spokojnie, nie płacz — uspokajał ich.
Przymknęło załzawione oczy i za moment podskoczyło. Kocur... Przytulił się do nich? Do takiego brzydkiego dziwadła? Wciąż zaskoczone, ale czując też coś innego, wtuliło się ostrożnie w miękką sierść Szyszka. Może faktycznie chciał dla nich dobrze?

[przyznano 5%]

Od Krwawnika CD. Krzemienia

Czekał. Cierpliwie czekał, aż starszemu już wojownikowi puszczą nerwy. Obserwował go uważnie, bacznie przyglądając się każdemu skrawkowi jego pyska i analizując występujące na nim zmiany. Był zirytowany, ale kiedy wypuści z siebie prawdziwą bestię?
— Jeśli zacznę je rozsiewać, nie będziesz miał co liczyć, że zostaniesz w klanie. A starzejesz się, Krzemieńku, może i masz taktykę w ruchach, ale robisz się z dnia na dzień wolniejszy i słabszy. Jako samotnik byś zbyt długo już nie pociągnął — zauważył delikatnie, siląc się na dawkę uprzejmości w głosie.
— Nie potrafisz nawet mnie pokonać. Nie czujesz wstydu, że zlał cię staruszek? — prychnął, wbijając pazury mocniej w ziemię. — Jeżeli chcesz. by nam się miło ze sobą współpracowało, to zamknij się i daruj te swoje szczeniackie komentarze — syknął ostrzej.
Krwawnik przewrócił oczami. Nie chciał dobrych relacji między nimi. On pragnął jedynie wiedzieć więcej na jego temat, a szczególnie zdobyć więcej informacji o jego ojcu.
— Nie, nie czuję wstydu, że rasowy morderca mi wpieprzył. Tak szczerze to przecież cud, że przeżyłem to spotkanie, prawda? Tyle zabójstw na koncie i ja jedyny wyjątek... — westchnął z wyraźną ulgą.
— Nikogo nie zabiłem. — Spiorunował go spojrzeniem. — Te śmierci w Owocowym Lesie to nie moja sprawka. Mam alibi. Nie kręci mnie odbieranie życia niewinnym kotą. Szanuje każde istnienie, bo wiem, że jest cenne. Może i miałem ojca mordercę, lecz dzięki temu nauczyłem się nie podążać jego ścieżką. Widziałem, co robił. Nie chciałem być taki jak on. To okrutne i chore. Dlatego też twoja fascynacja tym mnie niepokoi. Podoba ci się taka wizja? Może sam masz problemy z psychiką, Krwawniku? — podsunął, z wyczuwalnym zadowoleniem w głosie.
Niebieskooki czuł, że Krzemień ustawił się na lepszej pozycji. Próbował złamać go od innej strony, ale młodszy nie zamierzał nabierać się na jego numery.
— Owszem, mam — odparł ze spokojem. — Może dlatego, że matka się mną nie interesowała, ojca nie znałem, a w tle w klanie co chwile ktoś umierał? Bałem się, nic nie rozumiałem i nie miałem komu się z tego wygadać, jak twoim zdaniem mam mieć zdrową psychikę? — spytał. — Tak naprawdę wszyscy tu mogą czuć się pokrzywdzeni.
Krzemień zmierzył go chłodnym spojrzeniem. Zielone ślepia miały wyjątkowo lodowatą toń.
— Nie znam się na tym. Przykro mi, że to cię spotkało. Ja widziałem również śmierć swoich bliskich, jednak nie zostałem przez to mordercą — wyjaśnił.
— Ale od początku sprawiałeś wrażenie podejrzanego — upomniał. — Sam przez swoje kombinowanie i śledzenie mnie pozwoliłeś, bym zaczął uważać cię za mordercę — dodał, kuląc się.
— A ty przez swoje wypytywanie mnie o ojca oraz wrzeszczenie w obozie, że morduje, sprawiłeś, że ja pomyślałem, że ty nim jesteś. Mordercą, który próbuje wrobić mnie w swoje zbrodnie. Czyli jesteśmy kwita, Krwawniku — uznał.
Krwawnik spojrzał na niego z zainteresowaniem. Nie był taki głupi, na jakiego wyglądał, ale jeśli właśnie pozbywał się go — głównego problemu, to było mu to nawet na łapę. Pod tym względem zdecydowanie byli kwita.
— Gronostaj zniknął tak nagle. A potem ktoś powiedział mi o twoim ojcu. Pasowało mi to, a że byłem zdesperowany, to chciałem się upewnić — odezwał się, chcąc na wszelki wypadek wyjaśnić swoje zmartwienia.
To brzmiało na tyle logicznie, że zielonooki nie powinien kręcić nosem.
— Nie piętnuje się koty za czyny ich rodziców. Gdybym był mordercą, to bym dawno cię już zabił, bo logicznie byłoby pozbyć się takiego irytującego drania, który może sprawić problemy. A szkole cię, co byłoby głupotą z mojej strony, gdybym był odpowiedzialny za te śmierci. Mam nadzieję, że zakończymy już ten temat i nie będziemy do niego wracać. Jasne? — zapytał ostrzej.
— Cóż, wciąż nie mogę ci ufać, ale powiedzmy, że uspokoiłeś moją ciekawość — wyznał. — Niby nie, ale zachowania rodziców często przechodzą na dzieci — rzekł jeszcze, pragnąc, by do niego należało ostatnie zdanie w tej dyskusji. 

<Krzemień?>

od Jemiołowej Skóry do Bylicy

Jemiołowa Skóra parła przed siebie, nie oglądając się. Chciała być tylko jak najdalej od rodziny! Kamienna Gwiazda oceniła ja niesprawiedliwie. Każdy zasługiwał na szansę. Może i sama postanowiła poprawę, ale nigdy nie wybaczy matce, bo nikt jej nie nauczył wybaczać. Nigdy nie potrafiła wybaczać. Była też załamana, bo nikt jej nigdy niczego nie nauczył... No może mentor. Dlatego była taka niemiła. Bo nikt nie zechciał okazać jej  miłości, której tak potrzebowała. Sama radziła sobie w świecie, wychowywana przez zło. Teraz planowała przemianę, by okazać uczucia tym, którzy nie potrafili zrobić tego samego dla niej. Ale nie mogła też obwiniać innych za to, czego nie zrobili. Boląca łapa opóźniała jej marsz, przez co zeszło tak dużo dni. Raz po raz potrafiła się wywalić, ale też nie nauczyła się poddawać. Ani kochać. Była pewna, że w każdą sekundę jest możliwe, żeby dołączyła do Sowiej Łapy. Nie bała się spotkania z siostrą, albo sama może... Chciała już odejść. Każda chwilą i sekunda ciągnęła się w nieskończoność, a ona już traciła siły. Ale  po jakimś czasie zobaczyła legowiska dwunożnych. Może i lepiej być pieszczochem niż samotnikiem, ale czy będzie to się zaliczać do wygranej, czy poddania? Bez sił opadła na podłoże, czując, że to jej koniec. Łzy zaczęły strugami lać się po jej policzku. Nie zauważyła nawet kiedy zmorzył ją sen.

<Bylica?>

od Cichej do Iglastej Łapy

Brzuszek bolał i było zimno. Cicha nie miał jakiegoś specjalnego zajęcia, zwykle siedział w cuchnącym miejscu. Rzadko ktoś tam przychodził, więc zwykle bez celu turlał kulkę mchu z legowiska. Ale przynajmniej miał siostrę i dziwnego pana. Nie zwracali na niego szczególnej uwagi, więc leżenie stało się codziennością. Ale potem brzuszek nie bolał! Było pyszne do jedzenia. Inne niż zwykle, ale brzuszek nie bolał! Mruczał wtedy na całe legowisko i coś mamrotał. Wszyscy się cieszyli. Jednak po jakimś czasie postanowił poszukać kamieni. Zawsze było dobrze znaleźć czas na przyjemności, gdyż nie każdemu było to dane. Wyszedł z legowiska medyka do tętniącego obozu życiem. Każdy miał jakieś zajęcie. Nie, nie każdy. On nie miał. Zaczął rzucać sobie kamieniami, nie powiem, bardzo ciekawe zajęcie. Jednak nie spodziewał się, że uderzy Iglastą Łapę. Szybko do niej podbiegł, posiadając nadzieję, że nie spowodował jej utraty życia. Zaczął lizać ją w miejscu, w które ją uderzył kamyczkiem. Ta odsunęła się od niego, krzywiąc pysk. Delikatnie przekręcił łepek, nie wiedząc, co się dzieje. Ta odeszła ciężkim krokiem do swojego legowiska. Musiała być zmęczona. Za chwilę sam ruszył do swojego legowiska. Oderwał trochę kawałków swojego posłania i zebrało się ich całkiem sporo. Wszystkie zanurzył w wodzie. Z ociekającym wodą ładunkiem ruszył w tą stronę co kotka. Spała. Zielonooki ostrożnie położył mech koło kotki, i przykładać go na łyse placki. Miał plan jej pomóc. Woda potrafi wszystko, wyleczyć z łysych placków chyba też.

<Igiełko?>

[przyznano 6%]

Od Cichej do Oliwkowej Łapy

Dni dalej ciągnęły się w nieskończoność, i to ciągłe siedzenie w legowisku medyka. Nie cierpiał go. Po co siedzieć w bezsensownej duchocie? Cicha tego nie wiedział. No ale, trzeba było iść z biegiem czasu. To tak jak w zegarku. Jest nastawiony tak, by chodził wytyczoną drogą. Jak jakaś wskazówka się zatrzyma, inne też to robią, bo nie są przyzwyczajone chodzić bez jednej wskazówki. Ale cóż, przynajmniej mógł spędzać czas też siedząc na polu. Cieszył się świeżym powietrzem, głębokimi wdechami wciągając je do pyska. Czuł wiatr przywiany wraz z porą nowych liści, owiewający jego puchate futerko. Miło było patrzeć jak inni wracali z polowania, otwierając pyski do swoich towarzyszy. Miło było patrzeć, jak uczniowie też otwierają pyski między sobą. Ale jednak potrafiło mu czasem przemknąć przez myśl, że on nie może zrobić dla nich tego samego. To bolało. Tak jak w tym momencie. Próbował o tym nie myśleć i puścić to wolno. Ale to było takie trudne. W końcu zaczął toczyć bez celu kamyka, posiadając nadzieję, że w końcu znajdzie jakieś zajęcie, warte choć mysiego wąsa. I niespodziewanie kątem oka przyuważył brata. Podbiegł do niego i zaczął się ocierać o jego futro. Był dla niego miły przez cały ten czas kiedy siedział w tym więzieniu, czasem też do niego przychodził, więc chciał się odwdzięczyć.

<Oliwek?>

[przyznano 6%]

28 sierpnia 2022

Nowy członek Pustki!

 

Powód odejścia: decyzja administracji
Przyczyna odejścia: przewlekła, nieleczona choroba

Odszedł do Pustki!

Wiosenne Dolegliwości!

 Nadeszła Pora Nowych Liści, a z nią kolejne dolegliwości!
Dolegliwości odczuwają wymienione niżej koty z:

Klanu Burzy:

Głazowy Sus - gorączka
Tygrysia Smuga - zwichnięcie ogona
Lisia Łapa - wybicie barku
Jałowy Pył - skręcenie przedniej łapy



Klanu Klifu:

Łabędzia Pieśń - kleszcz
Piegowata Mordka - kłopoty z oddychaniem
Urdzikowa Łapa - Ból brzucha
Grzybowa Ścieżka - wybicie barku



Klanu Nocy:

Lilka - wzdęcia
Bażancie Futro - wymioty
Turzycowa Łapa - ból gardła
Daliowy Pąk - swędząca infekcja


Klanu Wilka:

Irgowy Nektar - Niestrawność
Łasiczy Skowyt - Szkło w łapie
Mleczowy Pył - zranienie łapy/ogona
Przebiśniegowa Łapa - infekcja ucha
Mysikróliczy Ślad - ból zęba



Owocowego Lasu:

Miód - kleszcz
Agrest - kaszel
Ćma - ból głowy
Lukrecja - zatrucie pokarmowe


Samotnicy i Pieszczochy:

Rysica - odwodnienie
Wypłosz - popękane poduszki

Choroby kotów, które nie poszły ze swoimi dolegliwościami do medyka i nie zostały wyleczone, przechodzą w II lub III stadium. Dotyczy to kotów z :

Klanu Burzy:

wszyscy wyleczeni :D

Klanu Klifu:

Morska Łapa - przemarznięcie > kaszel
Piegowata Mordka - katar > trudności z oddychaniem
Jelenia Cętka - chrypa  > ból gardła
Oliwkowa Łapa - wybicie barku > sztywność kończyny

Klanu Nocy:

Wszyscy wyleczeni :D

Klanu Wilka:

Cieknący Glut - katar > trudności z oddychaniem
Szczurzy Cień - halucynacje > problemy psychiczne

Owocowego Lasu:

Plusk - wybicie barku > sztywność kończyny
Maczek - ból gardła > chrypa
Tęcza - skręcenie tylnej łapy > zwyrodnienie


Samotnicy i Pieszczochy:

Szczęściarz - wybicie barku > sztywność kończyny > trudności z poruszaniem się > niemożność chodu
Jemiołowa Skóra - skręcenie przedniej łapy > zwyrodnienie
Bylica - ból stawów > zwyrodnienie
Woda - wybicie barku > sztywność kończyny



Koty z dolegliwościami powinny udać się do medyka wiosną.
W przypadku grywalnej postaci należy napisać opowiadanie skierowane do medyka w klanie (jeśli jest on grywalny) lub opisać samemu wizytę u niego. Objawy nie muszą wystąpić od razu po rozpoczęciu jesieni - mogą w połowie a nawet i pod koniec.
Jeśli kot zlekceważy dolegliwości (tzn nie zostaną wyleczone w danej porze roku), mogą się one zaostrzyć i/lub przemienić w gorsze i niebezpieczniejsze choroby.
WAŻNE! Osoby, które same wstawiają swoje opowiadania proszę o dodawanie pod opowiadaniami z leczeniem etykietkę "choroby".
UWAGA! Proszę, żeby pod opowiadaniami z leczeniem (szczególnie NPC!!!), były w liście wymienione imionami koty, które otrzymały kurację!

Od Wiśniowej Iskry

 *jeszcze przed akcją z Glinką*


Spokojnie i ostrożnie wyciągnęła kolec w swojej łapie, krzywiąc się nieznacznie na następstwo w postaci bólu. Odetchnęła jednak i zamoczyła łapę w wodzie, przecierając ją sokiem z odpowiedniego medykamentu. Lekko kulejąc skinęła głową w kierunku wejścia, gdy dostrzegła sylwetkę przywódczyni. Ona także kulała, sycząc z bólu pod nosem. Zesztywniała kończyna wskazywała na zwyrodnienie, jednak Wiśnia oczywiście spytała się na starcie, co jej dolega. Uzyskując odpowiedź, szybko ruszyła do składziku, wyszukując wzrokiem zioła.  Robiła zapasy przy okazji pory opadających liści - teraz ciężka pora nagich drzew ograniczyła jej możliwości. Większość roślin już zamarzła, lub przykryta jest gęstym śniegiem, ciężko dostępna i niełatwa do zauważenia.
Doradziła czarnej, by nie przemęczała się i następnym razem przy wystąpieniu objawów, przyszła do niej szybciej.
Następna była Splątane Futro. Dawna zastępczyni i jej własna ciotka. Wiśnia nawet nie próbowała kryć urazy do szylkretki za to jak wyjebane miała na własną rodzinę. Zresztą wszyscy tacy byli.
I mama...
Na wspomnieniu o Borówce aż załzawiły jej się oczy. Pamiętała jej historie, o tym, jak pokochała pewnego kocura, który pochodził daleko, daleko z terenów za rzeką. Opowiadała historie, jak spędzała z nim czas, opowiadała o miejscu skąd pochodził, o wspólnym spacerze, o tym jak pojawiła się na tym świecie.
Chociaż czasami Wiśniowa Iskra zastanawiała się, czy to wszystko się opłacało. Kim był jej ojciec, skoro się nie pofatygował by poznać własną córkę? Odszedł zostawiając mamę samą z miotem i problemem wychowania? A jej brakami w rodzinie?
No cóż. I tak nie mogła nic poradzić. Teraz została zupełnie sama. Bez ojca, bez mentora, bez matki. Co najwyżej z Bladą miała dobre kontakty. Jedyna normalna kuzynka.
— Co ci dolega? —  mruknęła od niechcenia do ciotki.
—  Bark. Wybity — burknęła spod przymrużonych powiek. Medyczka nie widziała jeszcze wojowniczki w tym stanie. Nie przypominała siebie z dawniejszych czasów. Nie komentowała tego jednak, po prostu zajmując się swoją robotą. Gdy już Splotka opuściła jej legowisko, zajęła się Kurzą Łapą. Wyleczyła także Końskie Kopytko, którego choroba najwidoczniej się pogarszała przez ten czas.

wyleczeni: Wiśniowa Iskra, Kamienna Gwiazda, Splątane Futro, Kurza Łapa, Końskie Kopytko