— Ja? Dobrze idzie — mruknął tylko.
Ćmia Łapa widocznie straciła entuzjazm. Kocurek nie czuł się dziś na rozmowy. Mało widział się z siostrą przez różne ścieżki treningowe i wiecznie się mijali. Kiedyś dużo lubili się bawić i trochę szkoda było patrzeć, jak tamte czasy po prostu stawały się odległe.
To była ich ostatnia interakcja przed wypadkiem.
Dzień po wypadku
— Zjedz — miauknęła do niego krótko. Ze zmarszczonymi brwiami powąchał ziarna i stęknął obrzydzony.
Wtedy do kotki dołączyła kolejna, większa. Przekręcił łeb w zastanowieniu, po czym ona przykucnęła przy nim i udawała, że zlizuje ziarna. Młodzik podniósł uszy i powąchał je ponownie, po czym niepewnie zlizał trzy kulki. Zmarszczył nos i skulił się ponownie.
— Firletko, gratulacje! — wymruczała z aprobatą młodsza kotka. Poruszył wąsami i przypatrzył się jej. “Fir-let-ko”. Postarał się powtórzyć w myślach to, co powiedziała uczennica.
— F-fir… — zaczął, ale się zawahał.
Kremowa podniosła uszy i przykucnęła przy nim.
— Tak, tak! — Uśmiechnęła się dumnie. — Fir-let-ka. Dasz radę! Ty jesteś Firletka.
— Fil-let… filet… filetka — próbował powtórzyć za nią. Otworzył pysk, by zadyszeć odrobinę zmęczony tym ćwiczeniem.
— Jest dobrze! Ja jestem Ćma, tak? Powiesz dla mnie Ćma? — Kocurek przekręcił łebek.
— T- tma. T… t-ma. Ta- t- c… — Taki wysiłek aż sprawił, że zaczął się ślinić. Oblizał się i spróbował ponownie: — C-cma, cma.
Kremowa aż wstała na chwilę, by podreptać radośnie.
— Super ci idzie! W takim tempie już w przyszłym księżycu wrócisz do treningu! — zaśmiała się dumnie. — Czekaj, pójdę po tatę! — Po czym wybiegła z legowiska medyka, zostawiając zdezorientowanego Firletkę samego.
Podczas nieobecności siostry rozejrzał się po przestrzeni wokół niego. Szare sklepienie wyglądało nudno, więc zniżył wzrok. Widział dużo zielonych rzeczy, jakichś roślinek.
Spojrzał w lewo i nagle zobaczył coś przerażającego: jego lewa przednia łapa - nie ma jej! Zaczął nagle panikować, podniósł się na tylne łapy i skomląc, próbował znaleźć brakującej kończyny. Oblała go wielka fala bólu, wijąc się na lewo i prawo. Wydarł się kolejny raz, po czym zaczął przeraźliwie dyszeć. Przewrócił się na plecy, a potem przekręcił na bok, walcząc z powietrzem. Z jego oczu popłynęły strużki łez, podczas miotania się po przestrzeni wokół. Mało brakowało, by zrobił sobie coś jeszcze.
Wreszcie dopadła do niego starsza medyczka i starała się go uspokoić. Mówiła do niego, lecz na nic. Nie była na tyle silna, by unieruchomić tak żywego ucznia, więc gdy do legowiska wbiegli zaniepokojeni hałasem kotka z kremowym wojownikiem, od razu do niego podeszła.
— Trójoki Zającu! Unieruchom Firletkę, zanim coś znów zrobi! — krzyknęła, a on z położonymi po głowie uszami i rozdziawionym pyskiem z przerażeniem patrzył się na syna.
— A-ale tak t-to ja coś mu zrobię! Jagnięcy Ukłonie, na pewno jest lepszy sposób! — wyjąkał zestresowany.
— Nie ma innego sposobu, szybko, bo stanie się większe zło, jeśli nie pomożesz! — Kocur przełknął ślinę i z bolącym sercem dopadł syna, który właśnie opadł na ziemię po rzuceniu sobą o ścianę.
Wojownik przygwoździł niebieskiego z niedużą siłą do miękkiego posłania, na którym powinien leżeć młodzik.
Firletka warczał, pluł, syczał i drapał pazurami powietrze, aż w końcu trafił w pysk kremusa. Nim zdążył narobić więcej szkód, Ćmia Łapa na polecenie Jagnięcego Ukłonu wcisnęła w pysk brata mieszankę macierzanki i jednego ziarna maku. Prawie by wypluł lekarstwo, lecz Trójoki Zając przytrzymał jego pysk, by to przełknął. Wreszcie po dłuższej chwili opadł z sił i zaczął skomleć żałośnie. Gdy przestał się miotać, ojciec go puścił i odetchnął. Niebieski leżał bezsilnie, zmęczony całym zamieszaniem. Westchnął i zaczął mamrotać coś niezrozumiałego.
W tym czasie na lewym policzku Zająca widniały trzy głębokie rany zadane przez jego własnego syna. Sączyła się z nich krew, a kocur zareagował na ten ból, dopiero gdy ochłonął po napadzie Firletki. Jagnięcy Ukłon i Ćmia Łapa obejrzały go i pomogły mu z krwawieniem. Podczas kuracji ciągle spoglądał z przykrością na synka. Uczeń leżał na lewym boku głową do ściany i ledwo co widział trójkę kotów. Jeszcze coś słyszał, jakieś rozmowy, ktoś przyszedł się spytać, o co chodziło, lecz medycy odganiali gapiów i pozwolili wejść jedynie Kukułczemu Wdzięku, która z troską obejrzała syna i partnera, po czym przytuliła kremową córkę.
<Cma… Ćmo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz