Płomienna Łapa wróciła ze zgromadzenia cała przemoczona… i przerażona… Poszła na zgromadzenie ciekawa, wesoła! Wreszcie miała okazję poznać inne koty, ba! Nawet udało jej się porozmawiać z kotem z innego kl… zgromadzenia! Oczywiście, nie obyło się to bez pomocy, oraz późniejszych komentarzy, jej brata, ale przy okazji dowiedziała się czegoś więcej o świecie poza domem Dwunożnych oraz Klanem Klifu. Ale to, co do czego zaszło później… Nikt się tego nie spodziewał. Najpierw była ulewa i grad, tak przynajmniej nazwała to Postrzępiony Mróz, dla Płomykówki był to dziwnie twardy śnieg. Ale potem pojawiła się dziwna postać ni to kot, ni to zjawa. Rzuciła na środek głowę Trójki. Trójki! Jej braciszka, który zaginął kilka księżyców wcześniej! Uczennica wpatrywała się tylko przerażona w zaistniałą sytuację. Nie potrafiła się ruszyć, chociaż mózg błagał, aby wstała i uciekła jak najdalej stąd. Za to starsze koty, nawet te spoza Klanu Klifu, ruszyły na atak. Dziwna postać, jednak żyjący kot, nie bronił się. Przyjmował obrażenia, aż padł. To jednak nie zwróci życia Trójce, którego głowa wciąż leżała na środku…
Weszła do obozu, nie odezwała się więcej przez całą drogę. Szła krok za krokiem obok Świergotka, który był równie przerażony sytuacją. Dlaczego to właśnie ich to spotyka…? Sama nie wiedziała, czy gotowa jest, aby ułożyć się do snu. Nie po tym wszystkim, co się stało! Najeżyła się, gdy obok niej przeszła Liściasta Gwiazda. Nie ufała jej, teraz tym bardziej. Liderka nawet nie reagowała, gdy wnieśli głowę jej brata, nie wzięła udziału w ataku. Czy na pewno mogli być bezpieczni z kimś takim…? Spuściła jednak łebek i po krótkim, zważywszy na porę dnia, oraz wszystkim, co stało się wcześniej, pogrzebie barta, bez słowa ruszyła do swojej jaskini. Nie wskoczyła jednak na posłanie, położyła się na ziemi, w kącie. Skulona i nadal zapłakana, piszczała cicho. Zaczęła się godzić z odejściem brata, miała nadzieję, że go znajdzie, jednak dziś… dziś ta nadzieja została jej odebrana. Trójka nie żył. Nie znajdzie go gdzieś całego i zdrowego, nie okaże się zbiegiem, nie wróci ze śmiechem, tłumacząc, że to kolejny kawał, nie zobaczy go nigdy więcej. Bo Trójka nie żył. Widziała zmartwienie w oczach Świergotka, ale z nim też nie chciała rozmawiać. Chciała zostać sama, wraz z myślami i żałobą. Siedziała więc w ciemności, podczas gdy inne koty zapadały w bardziej, bądź mniej spokojne sny. Nawet Świergotkowi udało się zasnąć. Drzemlik za to spał już w momencie, gdy koty weszły do jaskini, chyba nie wiedział, co zaszło, bo spał tak jak zwykle, chrapiąc głośno. Kotka na pewno nie miała zamiaru mu o tym mówić, wątpiła, by Świergocząca Łapa chciał dołować brata. Może lepiej będzie to przemilczeć… Jeśli nie wyda się przez szepty oraz plotki, jak większość rzeczy… Leżała tak, skulona w kulkę, nie wiadomo jak długo, jednak nadmiar emocji, marznięcie na deszczu i późna pora i jej wreszcie dała się we znaki. Chociaż starała się utrzymać oczy otwarte, sama nie pewna, czy to dlatego, aby pilnować pozostałych jej braci, czy ze strachu, że i po nią ktoś przyjdzie i skończy jak Trójka. Uczennica poległa w próbach pozostania przytomną i w kącie, na zimnym kamieniu, skulona w kulkę, odpłynęła.
— To twoja wina… — Płomykówka otworzyła oczy zaspana. Włosy stanęły jej dęba, gdy zobaczyła Potrójną Łapę. — To twoja wina, że jestem martwy. — syknął kot, podchodząc do niej.
Uczennica chciała się poruszyć, jednak coś ją trzymało. Czuła się, jakby była przywiązana czymś bardzo ciasno do podłogi, a ta lina nie pozwalała jej też porządnie zaczerpnąć oddechu. Dusiła się, a przynajmniej tak jej się wydawało.
— Zaufałaś im. Temu klanowi! — na ciele kocura pojawiła się krew, a niebieskie oczy przestały świecić… — Mogłaś zauważyć, że coś jest nie tak… — Głos Trójki stawał się coraz cichszy. — To twoja wina…
Płomienna Łapa otworzyła oczy, oddychając szybko. Wstała, otrzepując się i rozejrzała. Musiało być już rano, bo koty ciągle były w ruchu, a do jej uszu dochodziły różne rozmowy. Niektórzy szeptali o wczorajszym zgromadzeniu… Uczennica nie chciała tego słuchać. Ruszyła do Zielonego Wzgórza, która spojrzała na nią zmartwiona.
— Jeśli nie masz siły… — zaczęła.
— Chcę wyjść — przerwała jej kotka. — Nieważne czy na trening, czy po prostu. Proszę… Potrzebuję wyjść… — ściszyła głos.
— O… Oczywiście. Chodźmy więc… — Mentorka była zaskoczona. Ruda zawsze była spokojna, ostrożna. Dziś jednak szepty, koszmary i myśli nie dawały jej spokoju, musiała na chwilę uciec.
Przeskoczyli zgrabnie za wodospad i bez słowa ruszyli na plaże. Zielone Wzgórze brała udział we wczorajszym zgromadzeniu, doskonale wiedziała, co się stało… Dlatego też nie poruszała tego tematu. Szła z nastawionymi uszami, jakby nasłuchując wrogów, Płomykówka też nie spuszczała gardy. Kotki doszły na plaże, a na twarzy uczennicy pojawił się delikatny uśmiech, gdy poczuła morską bryzę. To o tym mówił jej ostatnio Świergotek…
— Chciałabyś… — mentorka odezwała się niepewnie. — Nauczyć się otwierania krabów?
— Jak tu już jesteśmy… — mruknęła uczennica.
Zielone Wzgórze kiwnęła głową i złapała kraba, zaczęła go powoli otwierać.
— Musisz podważyć skorupę pazurem. — wyjaśniła, a potem zaczęła objaśniać też inne etapy.
Płomienna Łapa jednym uchem słuchała mentorki, wpatrując się w to, co robi, a drugim nadal była w świecie myśli. Dlaczego Trójka się jej śnił…?
— Płomienna Łapo? — Kotka wzdrygnęła się i spojrzała na czarno-białą kotkę. — Rozumiesz?
— Nie… — przyznała. — Przepraszam. Pokażesz jeszcze raz?
Zielone Wzgórze kiwnęła głową i złapała kolejnego kraba, nim jednak zdążyła go otworzyć, Płomykówka wypaliła z pytaniami, które wiecznie tworzyły się w jej głowie:
— Kim był kot z ostatniego zgromadzenia? Ten, który zginął? Czym jest całą klątwą Klanu Klifu? I dlaczego do jasnej cholery Liściasta Gwiazda nie reagowała?! — każde pytanie miało tylko w sobie więcej skumulowanych emocji rudej kotki, aż wreszcie wybuchła.
Widziała, jak krab ucieka z łap mentorki, więc złapała go między swoje łapy i gdy kotka wahała się nad odpowiedziami, uczennica sprawnie otworzyła kraba i rzuciła go tuż obok łap kotki, oczekując odpowiedzi.
— Nie wiem, kim ona była. To nie ma znaczenia. Już ci nie zagrozi. — Zielone Wzgórze zrobiła krok w kierunku swojej uczennicy. — W takiej sytuacji... wielu kotom sprawia trudność reakcja. Czują strach. Tak wielki, że nie potrafią się ruszyć. Mało kto jest na tyle silny, by móc nad nim zapanować. Na pewno to rozumiesz. Liściasta Gwiazda... — tutaj zawahała się, jakby nie chcąc mówić złego słowa o swojej mentorce — Jest silna w inny sposób. Jest kochająca. Ufna. Ma wielkie serce. Nie jest kotem, który rzuca się do... skrzywdzenia kogoś, nawet w takiej sytuacji. Dlatego potrzebuje nas. Wojowników. My musimy być silni, by chronić klan, nawet, gdy Liściasta Gwiazda nie może. To ważne. Pamiętaj o tym. - Próbowała uśmiechnąć się do Płomiennej Łapy, w jakiś sposób ostudzić jej ból, złość i żal. — Klątwa, o którą pytasz, to kara od Klanu Gwiazdy. Poprzedni przywódca, Srokoszowa Gwiazda, zdradził Gwiezdnych. Wszyscy cierpimy przez jego egoizm. To właśnie go zabiło — ostatnie zdanie wymówiła niemal szeptem, na krótką chwilę odwracając wzrok. Niemal natychmiast jednak na jej pysku ponownie pojawił się delikatny, pełen współczucia, opiekuńczy uśmiech. — Tak bardzo cię przepraszam, że nie potrafiłam cię ochronić.
— To nie mnie trzeba było chronić. Tylko Trójkę. To on zginął. — prychnęła tylko i ruszyła z powrotem do obozu.
Zielone Wzgórze oczywiście, nie chcąc stracić uczennicy, szybko ruszyła za nią i dopiero gdy upewniła się, że Płomykówka bezpiecznie dotarła do obozu, pozwoliła uczennicy odpocząć. Płomienna Łapa wskoczyła na swoje posłanie, sycząc cicho na inne koty, które starały się z nią porozmawiać. Ewidentnie nie była w humorze. Ponownie skuliła się i opuściła uszy, starając się nie słuchać szeptów. Może Trójka miał rację? Może to była jej wina? Powinna stąd uciec… Ale… Podniosła głowę i spojrzała na posłania braci. Nie. Nie może ich zostawić, są dla niej wszystkim, a ona jest wszystkim dla nich. Potrójna Łapa nie żył, ale to nie znaczyło, że kotka musi rezygnować z marzenia zostania wojownikiem. Nadal ma szansę uchronić dwójkę pozostałych jej braci oraz w przyszłości inne koty, aby nie spotkał ich okropny los, który spotkał Trójkę. Sama sobie, w głowie, złożyła taką obietnicę, że za żadne skarby świata nie pozwoli, by ktokolwiek został jeszcze skrzywdzony. A żeby to osiągnąć, musiała ćwiczyć. Musiała zostać wojownikiem. Musiała być najlepsza, nawet jeśli była dużo mniejsza, niż inne koty.
"Ci, co szepczą, że nic nie osiągnę, jeszcze się przekonają!" — pomyślała, powoli odpływając w krainę snów. Cóż, zanim dojdzie do realizacji wielkich planów, należy się jej odpoczynek. W ciągu tych kilku księżyców przeszła zbyt dużo… Dlatego kuląc się jeszcze bardziej, ciesząc się ciepłym posłaniem, kotka zasnęła.
[1364 słowa + otwieranie krabów]
[przyznano 27% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz