Po pochowaniu Kruczego Tańca, czas aktualny, Pora Opadających Liści
- Cóż, jeśli mogę spytać, to czemu tu tak stoisz? Jest tu dość zimno przez lodowatą wodę i ten wiatr, który ją niesie ze sobą. Wyglądałeś z daleka jak zagubiona zwierzyna, która nie wie, co zrobić w tą porę roku, jak każdy inny zwierz; jakby bez obrazy, po prostu nic nie widziałam przez ten wiatr.
Kocur popatrzył na nią bez wyrazu i bez życia, jakby to miejsce go dobijało.
- Czuwam nad Kaczą Łapą.
Jego ton wydawał się smutny, a Nieustraszony Chomik zamilkła; chyba żartowanie z niego jako zwierzyny nie było dobrym pomysłem. Srebrzysta kotka patrzyła na taflę rzeki, gdzie były porozrzucane kacze pióra, płatki maku i lawenda z niezapominajkami. Było to dosyć dziwne zjawisko.
- A jeśli mogę spytać, co robią te drobiazgi pływające w rzece?
To miał być jakiś prezent czy coś? Nie widziała nigdy, aby ktoś wyrzucał kwiaty lub inne rzeczy do rzeki, ot tak. Rudy kocur popatrzył na nią, a potem na rzekę.
- Te drobiazgi, takie jak kacze pióra czy kwiaty, są do ozdobienia jej grobu. Nigdy nie znalazłem jej ciała, choć pływałem nieustannie przy rzece, szukając go... Ona bardzo lubiła kacze pióra; zawsze ozdabiała nimi futro, a te kwiaty mi ją przypominają. Te płatki maku są jak oznaczenia, które nosiła pod oczami, a te lawendy i niezapominajki są w kolorze jej futra. To były najpiękniejsze kwiaty, jakie mogłem jej dać.
Nieustraszony Chomik milczała razem z Rudą Lisówką, patrząc na wodę. Nie sądziła, że natrafi na taki moment, gdzie kocur miał żałobę.
- Nie mogła mieć wymarzonego dołu, gdzie można było jej zakopać ciało w spokoju, dlatego wierzę, że te wody to jej grób, gdzie moi bożkowie nad nią czuwają.
Chomik zapomniała, że rudzielec wierzył w co innego niż w Klan Gwiazdy, jednak nie mogła nim gardzić, bo ona też nie była idealnym wyznawcą swej wiary. Bardziej wierzyła w swój klan niż w przodków, którzy dawali im rozkazy bez większego celu.
- Tylko skąd wiesz, że to ciało tu jest? Zwykle prądy wody są silne, więc zawsze mogło ją porwać daleko stąd…
Stwierdziła tylko fakty. Tak sądziła, bo po co przynosić podarki tam, gdzie nikogo w tym miejscu już nie było? Kocur spojrzał na Chomik niebieskimi oczyma. Można było w nich widzieć zaskoczenie, że takie pytanie się pojawiło, a potem znowu smutek.
- Właściwie to nie wiem…
Milczał przez chwilę, próbując coś z siebie wydusić.
- Ale chcę wierzyć, że tam jest, że słucha moich przeprosin i że chce mi wybaczyć… Ona chciała tak bardzo znaleźć naszych rodziców i rodzeństwo. Zostali porwani przez dwunożnych, zanim tu trafiliśmy. Chciała to zrobić na własną łapę, ale nie pozwoliłem jej na to. Pewnej nocy uciekła, aby przebrnąć przez rzekę bez mojej zgody. Dowiedziałem się dopiero rano, gdy jej nie było, a wieczorny patrol, potwierdził, że kogoś widział pływającego w wodzie.
Ruda Lisówka popatrzył daleko przed siebie.
- Gdybym wiedział, zatrzymałbym ją! — mówił pewny siebie. Odwrócił się od Chomik, a potem jakieś krople wody spływały na piasek. To nie był deszcz. Czyżby jego łzy, które ukrywał?
- To nie twoja wina… nie mogłeś wiedzieć, że wieczorem się wymknie, gdy będziesz spał. Zrobiłeś dla niej wszystko, co mogłeś.
Ruda Lisówka, odwrócony, słuchał ze spokojem słów kotki.
- Wiem, jak to jest stracić rodzeństwo, nie jesteś w tym sam.
Przypomniała sobie Mysią Łapę, gdy zawsze patrzyła w niebo wieczorem, a ona obiecywała swojej siostrze, że będzie tą gwiazdą, którą będzie najjaśniej świeciła ze wszystkich. Nieustraszony Chomik miała nadzieję, że gdy umrze, to tak będzie i dołączy do Mysiej Łapy, jako gwiazda na niebie, która świeci najjaśniej. Teraz były tylko pochmurne chmury i nawet nie było wieczoru.
- Nazywała się Mysia Łapa, była moją siostrą. Chciałam zostać wojowniczką u jej boku a ona u moim, ale wszystko zepsuł samotnik, który zabił ją i uciekł jak tchórz. Potem został zabity przez naszą przewodniczkę, Kwiecistą Kneję, choć mam jej to za złe, bo ja chciałam wtopić pazury w tego barbarzyńcę i go zabić.
Kotka czuła się dobita, a tymczasem Ruda Lisówka obrócił się do niej.
- Przemoc nie jest zawsze rozwiązaniem... Wiesz co? Może posiedźmy tu jeszcze przez chwilę, zanim wrócimy do obozu w tą okropną pogodę? Nawet polubiłem twoje towarzystwo.
Kotka lekko się zaczerwieniła i przysiadła się bliżej niego. Była zadowolona, że podoba mu się jej towarzystwo.
- Chętnie; obóz nie zając, nie ucieknie.
Lekko się uśmiechnęła, po czym przez chwilę razem tu siedzieli. Cieszyła się, że mogła bliżej go poznać, a on ją. Kiedyś gadali ze sobą jako uczniowie, ale nigdy nie jako wojownicy. Teraz było inaczej. Kotka polubiła tę stronę kocura. Gdy był pogrzeb Kruczego Tańca i na niego wpadła, to czuła dziwne, łaskoczące uczucie ciepła, a teraz tylko się zwiększyło. Ciekawe, co to było? Bo tylko rosło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz