Kotka już jakiś czas znajdował się w Klanie Wilka wraz z rodzeństwem, jednak pomimo nie dawniej rozmowy ze Snem nadal nie potrafiła się pogodzić z myślą, że Makowiec tak po prostu ich porzuciła. Zrozumiałaby bardziej, gdyby to Konfident tak postąpił, ale ich matka? Ta sama kotka, co była przy nich od momentu narodzin? Ta sama, co ich pilnowała, gdy eksploatowali tereny wokół ich gniazda? Za dużo argumentów przemawiało za tym, że Makowiec nie mogłaby ot tak porzucić dzieci. A jednak stało się.
Dzisiejszego dnia do żłobka znowu zawitał jakiś uczeń, jednak Horyzont miała gdzieś ten fakt, podobnie resztę kociąt bawiących się przed legowiskiem. Korzystając trochę z sytuacji, postanowiła pozwiedzać obóz, w końcu nie miała zbytnio co robić, a siedzenie w miejscu było zbyt nudne. Także, właśnie zmierzała w stronę stosu zwierzyny, gdy nagle wpadła pod czyjeś łapy. Tym kimś okazała się Jarzębinowy Żar. Kotka jej w ogóle nie kojarzyła, nawet z widzenia, jednak dało się od niej wyczuć lekką woń ziół, który trochę zaintrygował rudą.
Zaskoczona asystentka medyka cofnęła się o krok i spojrzała lodowato niebieskimi oczami na rudą kulkę futra. Jej nos zmarszczył się lekko w odruchu irytacji.
– Co tu robisz? – zapytała spokojnie, siadając na ziemi z lekkim westchnieniem. Nie było w jej głosie surowości – raczej łagodne, kontrolowane zaskoczenie.
Kiedy pierwszy szok minął, kotka sama usiadła przed nieznajomą, zadzierając przy tym głowę. Pomimo tego, że Horyzont i tak była dość spora w porównaniu do swojego rodzeństwa, to szylkretowa kotka biła to na głowę. Jednak rudej to w żaden sposób nie zraziło, podobnie jak westchnienie ze strony nowo poznanej.
– Zwiedzam – odpowiedziała zgodnie z prawdą. W końcu, po co miałaby kłamać lub odpowiadać wymijająco, skoro nie miała nic do ukrycia, przecież jest kociakiem, ciekawym świata, a od jakiegoś czasu znajduję się w nowym miejscu, a dotychczas poznała aż zbyt dokładnie żłobek i część polany przed nim.
– Pachniesz różnymi ziołami i roślinami – powiedziała nagle bez jakiegokolwiek skrępowanie, w końcu niby z powodu miałaby je mieć? Jest młoda i bezpośrednia, taka jej natura i trzeba do tego przywyknąć, bo jak na razie nie zapowiada się, by Horyzont zbyt szybko dojrzała, dorównała charakterem innym wilczakom. Taki chyba będzie jej urok aż do ostatnich dni w czasie, którym będzie stąpać rudymi łapami po tym świecie.
Starsza uniosła brew w odpowiedzi na słowa kociaka. Z rozbawieniem parsknęła pod nosem i przeciągnęła ogonem po piaszczystej ziemi, zostawiając za sobą lekką smugę pyłu. Widząc ruch za Jarzębinowym Żarem, Horyzont sama poruszyła swoim krótkim ogonem.
– Tak pachnę, bo jestem medyczką – odparła z lekkim uśmiechem. – A ty pachniesz mlekiem… bo jesteś kociakiem, a kociaki powinny być w żłobku.
Nachyliła się lekko i powąchała kotkę, która z zaciekawieniem wciągnęła powietrze nosem. Jarzębinowy Żar spojrzała z powrotem na rudą kotkę i tym razem uśmiechnęła się cieplej, z autentycznym zainteresowaniem.
– Jestem Jarzębinowy Żar. A ty jak się nazywasz? – zapytała, mrużąc lekko oczy od słońca i przekrzywiając głowę z ciekawością.
– Czemu muszę być w żłobku? – spytała zaciekawiona, czemu tak się sprawy mają. Makowiec też była z nimi w gnieździe, jednak kiedy pogoda dopisywała, to rodzeństwo korzystało jak najbardziej z tego. – Przecież pogoda jest i szkoda siedzieć ciągle w żłobku... – dodała.
Kątem oka widziała, że reszta rówieśników postanowiła pójść w ślady za Horyzont i oddalić się bardziej od żłobka. A widząc cieplejszy uśmiech szylkretki, sama się uśmiechnęła, zapominając na chwilę o swoich wewnętrznych rozterkach względem postępowania Makowca. W międzyczasie część wojowników postanowiła wziąć sprawy we własne łapy i zaczęła odprowadzać kociaki bliżej żłobka.
– Jarzębina? Tak jak ta czerwona roślina? – odparła z ciekawością, chcąc się upewnić we własnych domysłach. Nim jeszcze znalazła się ze Snem i Gwiazdnicą w klanie, to czasem widywała te czerwone kuleczki na ziemi lub jak ptaki je zjadały na gałęziach drzew. – Ja Horyzont – odpowiedziała.
Czuła jak jej grzbiet ogrzewają promienie słońca, a jej sierść wręcz aż lśniła w tym świetle.
<Jarzębinowy Żarze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz