— Lisia krew — warknął niezadowolony i przeniósł spojrzenie na bok. Kotka nie zareagowała na jego warknięcie. Nieznajoma przekręciła główkę i zamrugała. Najwidoczniej jego słowa ją zaniepokoiły, ponieważ rozejrzała się dookoła. Zabawne, że pewnie szukała rudego stwora. Czyżby nie znała tego powiedzenia? Spojrzenie kocicy powróciło na niego. Z kolei ślipka czekoladowego zalśniły z wyraźną dezaprobatą. Był niezadowolony, że ta spłoszyła mu zwierzynę.
— Na co się gapisz? Wściekłego kota na te twoje oczyska nie widziałaś? — wysyczał w końcu. Machał niespokojnie ogonem na boki, a jego żółte ślepia nie odrywały się od kociczki. Jakby tego było mało, to jej ogon powoli zaczął naśladować jego ruchy. Tylko że poruszał się spokojniej. Cóż za utrapienie.
— Widziałam — wyszeptała, po czym zamilkła na moment. — Czego tu dusza szuka? — spytała w końcu, nadal szepcząc i przekręciła głowę w drugą stronę. Słysząc po raz kolejny szept, miał wrażenie, że tkwił w jakiejś bajce. Kto normalny tak cicho gadał? Gdyby musiał to znosić przez dłuższy czas, chyba by zwariował. Kotka przypominała mu trochę tę uczennicę, którą spotkał na zgromadzeniu. Ta również gadała cicho. Zbyt cicho.
— Poważnie? Spłoszyłaś mi mysz na, którą polowałem i śmiesz mi się jeszcze pytać, co tu robię? I w ogóle, dlaczego tak cicho gadasz? Nie umiesz głośniej? — mruknął wciąż niezbyt łagodnie, choć już nie tak by miało się wrażenie, że ciska piorunami. Chciał pokazać mentorce swój łup, a teraz co? Przecież nie wróci do niej bez niczego. Nie pozwoli jej na triumfowanie z jego niepowodzenia!
— Umiem — wymamrotała, a z jej pyszczka wyrwało się ciche westchnienie — Czemu miałabym? Nie ma innych tu, by słuchali. Innym cząstkom szept wystarcza. — dodała jeszcze.
— Cząstkom? O czym ty gadasz! Brzmisz jak nawiedzona — mruknął z przekąsem. Kolejna dziwaczna istota. On to miał szczęście. Najpierw Zmierzchnicowa Łapa czy jak jej tam było, a teraz ta o nieznanym mu imieniu. Przez chwilę stali w milczeniu.
— Mysz głupia, chowa się między wstęgami — rzuciła, tym samym przerywając ciszę.
— Między...czym...? Nieważne. Powiesz mi zaraz — mruknął, gdyż wizja złapania myszy była bardziej kusząca — Nie odchodź tylko, bo nie skończyłem jeszcze — mruknął na koniec. Odwrócił się, by następnie samemu zlokalizować szare stworzenie. Przyjął odpowiednią pozycję i zakradł się. Chwilę później wybił się i wylądował tuż przy myszce, którą zabił jednym, dokładnym ruchem. Po czym powrócił do kotki.
— Nie skończyłeś? — upewniła się, mamrocząc pod nosem.
— Nie — odparł. Miał jedno ważne pytanie do tej młodej kotki. Ułożył mysz przy łapach i spojrzał kotce w oczy.
— Co dusza chce wiedzieć? — spytała go kotka.
— Pewną rzecz. Jednak nim to, wypadałoby mi się przedstawić. Jestem Czerwiec — rzekł w końcu i westchnął cicho.
— Czerwiec... — powtórzyła po nim. — Wielenia Łapa — dodała po chwili, krzywiąc się.
— Wielenia Łapa tak? Dziwnawe takie — podsumował krótko. Zdecydowanie wolał swoje jednoczłonowe. Po co mieć tak długie imię? Bezsens.
— O co chodzi z cząsteczkami i dlaczego twa mowa tak dziwną bywa? — spytał i przekrzywił lekko łebek, na co ta zamrugała wyraźnie zaskoczona pytaniem.
— Tak mnie nauczono — odparła krótko. — Cząstki, dusze, kiełki... Wszystko dookoła. Nic nie jest tym, czym się wydaje. Wiele imion ma. — dopowiedziała. Oczywiście Czerwiec nie zrozumiał z tego zupełnie nic. Trudno.
— Twoi opiekunowie musieli być...eee dziwni. Tak jak ta kotka co wparowała na zgromadzenie — stwierdził z przekąsem. Na całe szczęście jego rodzice byli normalni.
Jej nosek zmarszczył się lekko na jego komentarz.
— Kocica? Na zgromadzenie? — uniosła brwi. — Nie zaprowadzono mnie na to... spotkanie. Nie tym razem. Raczyłbyś podzielić się tym, co się stało? — miauknęła. Westchnął i owinął ogon wokół łap. Spojrzał w oczy kotki, a po chwili zastanowienia postanowił się odezwać.
— Zazdroszczę. Wolałbym nie widzieć tego, co ze sobą przywlokła ta potworzyca — zaczął. Przymknął oczy na moment. — Dasz wiarę, że ta brzydalica zabiła ucznia...ucznia! On miał jeszcze całe życie przed sobą, a ona je zakończyła. Mało tego przyniosła jego...głowę i nazwała to podarkiem! Psychiczna jakaś — dokończył wyraźnie obrzydzony tym wydarzeniem.
— Na co się gapisz? Wściekłego kota na te twoje oczyska nie widziałaś? — wysyczał w końcu. Machał niespokojnie ogonem na boki, a jego żółte ślepia nie odrywały się od kociczki. Jakby tego było mało, to jej ogon powoli zaczął naśladować jego ruchy. Tylko że poruszał się spokojniej. Cóż za utrapienie.
— Widziałam — wyszeptała, po czym zamilkła na moment. — Czego tu dusza szuka? — spytała w końcu, nadal szepcząc i przekręciła głowę w drugą stronę. Słysząc po raz kolejny szept, miał wrażenie, że tkwił w jakiejś bajce. Kto normalny tak cicho gadał? Gdyby musiał to znosić przez dłuższy czas, chyba by zwariował. Kotka przypominała mu trochę tę uczennicę, którą spotkał na zgromadzeniu. Ta również gadała cicho. Zbyt cicho.
— Poważnie? Spłoszyłaś mi mysz na, którą polowałem i śmiesz mi się jeszcze pytać, co tu robię? I w ogóle, dlaczego tak cicho gadasz? Nie umiesz głośniej? — mruknął wciąż niezbyt łagodnie, choć już nie tak by miało się wrażenie, że ciska piorunami. Chciał pokazać mentorce swój łup, a teraz co? Przecież nie wróci do niej bez niczego. Nie pozwoli jej na triumfowanie z jego niepowodzenia!
— Umiem — wymamrotała, a z jej pyszczka wyrwało się ciche westchnienie — Czemu miałabym? Nie ma innych tu, by słuchali. Innym cząstkom szept wystarcza. — dodała jeszcze.
— Cząstkom? O czym ty gadasz! Brzmisz jak nawiedzona — mruknął z przekąsem. Kolejna dziwaczna istota. On to miał szczęście. Najpierw Zmierzchnicowa Łapa czy jak jej tam było, a teraz ta o nieznanym mu imieniu. Przez chwilę stali w milczeniu.
— Mysz głupia, chowa się między wstęgami — rzuciła, tym samym przerywając ciszę.
— Między...czym...? Nieważne. Powiesz mi zaraz — mruknął, gdyż wizja złapania myszy była bardziej kusząca — Nie odchodź tylko, bo nie skończyłem jeszcze — mruknął na koniec. Odwrócił się, by następnie samemu zlokalizować szare stworzenie. Przyjął odpowiednią pozycję i zakradł się. Chwilę później wybił się i wylądował tuż przy myszce, którą zabił jednym, dokładnym ruchem. Po czym powrócił do kotki.
— Nie skończyłeś? — upewniła się, mamrocząc pod nosem.
— Nie — odparł. Miał jedno ważne pytanie do tej młodej kotki. Ułożył mysz przy łapach i spojrzał kotce w oczy.
— Co dusza chce wiedzieć? — spytała go kotka.
— Pewną rzecz. Jednak nim to, wypadałoby mi się przedstawić. Jestem Czerwiec — rzekł w końcu i westchnął cicho.
— Czerwiec... — powtórzyła po nim. — Wielenia Łapa — dodała po chwili, krzywiąc się.
— Wielenia Łapa tak? Dziwnawe takie — podsumował krótko. Zdecydowanie wolał swoje jednoczłonowe. Po co mieć tak długie imię? Bezsens.
— O co chodzi z cząsteczkami i dlaczego twa mowa tak dziwną bywa? — spytał i przekrzywił lekko łebek, na co ta zamrugała wyraźnie zaskoczona pytaniem.
— Tak mnie nauczono — odparła krótko. — Cząstki, dusze, kiełki... Wszystko dookoła. Nic nie jest tym, czym się wydaje. Wiele imion ma. — dopowiedziała. Oczywiście Czerwiec nie zrozumiał z tego zupełnie nic. Trudno.
— Twoi opiekunowie musieli być...eee dziwni. Tak jak ta kotka co wparowała na zgromadzenie — stwierdził z przekąsem. Na całe szczęście jego rodzice byli normalni.
Jej nosek zmarszczył się lekko na jego komentarz.
— Kocica? Na zgromadzenie? — uniosła brwi. — Nie zaprowadzono mnie na to... spotkanie. Nie tym razem. Raczyłbyś podzielić się tym, co się stało? — miauknęła. Westchnął i owinął ogon wokół łap. Spojrzał w oczy kotki, a po chwili zastanowienia postanowił się odezwać.
— Zazdroszczę. Wolałbym nie widzieć tego, co ze sobą przywlokła ta potworzyca — zaczął. Przymknął oczy na moment. — Dasz wiarę, że ta brzydalica zabiła ucznia...ucznia! On miał jeszcze całe życie przed sobą, a ona je zakończyła. Mało tego przyniosła jego...głowę i nazwała to podarkiem! Psychiczna jakaś — dokończył wyraźnie obrzydzony tym wydarzeniem.
<Wielenia Łapo?>
[773 słowa]
[przyznano 15%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz