— Nie mam czasu na zabawy, smarku… — mruknął uczeń, spoglądając niechętnie na szylkretkę, która żywo skakała po całym żłobku. Pozostało mu jedynie się modlić, że ta nie obudzi matki. — Przestań tak skakać! Obudzisz swoją mamę — syknął, nachylając się do kociaka, skutecznie go karcąc. Najwidoczniej jego upomnienie zadziałało, gdyż młoda przestała rzucać się na boki jak opętana!
— Jak się nazywasz? — miauknęła, zerkając na niego niewinnie. — Ja jestem Jarzębina! Chcesz się pobawić? Nudno tu! Chcę coś porobić ciekawego, proszę, proszę, proszę! — zawyła mu kotka do ucha.
— Nie mam czasu na zabawy. Mam obowiązki, które muszę wypełniać jako uczeń — wytłumaczył, starając się przybrać łagodniejszy ton głosu, chociaż i tak wyszedł on również ostro co poprzednio.
— Uczeń? Byłam pewna, że jesteś starszym! Jesteś ślepy, tak? Dlaczego jesteś uczniem? Ślepe koty nie potrafią walczyć! Ty potrafisz? Chcesz mi może pokazać? Proszę, będę grzeczna! Możemy? Proszę? — kociak zalał go słowami, nie pozwalając mu na udzielenie ani jednej odpowiedzi. Na Klan Gwiazdy, skąd te kociaki mają tyle myśli jednocześnie? Gdy on był młody, to zawsze siedział cicho! Cóż, może dlatego, że wtedy był jakimś wyrzutkiem, ale czy to istotne? Potrafił się zachować!
— Ciszej trochę… Głowa mi zaraz pęknie przez twoje paplanie! Nie, nie jestem w starszyźnie. To, że jestem ślepy, nic nie znaczy — odpowiedział kocur, ponownie ruszając się do przodu, tylko po to, aby ta mała przylepa uczepiła się jego ogona niczym rzep. — Puszczaj! Mówiłem już, że nie mam czasu — odpowiedział, starając się strzepnąć ze swojej grubej kity małą istotę, jednocześnie starając się jej nie zranić. Och, klan by go zabił, gdyby przypadkiem połamał to młode…
— Jak się nazywasz! — powtórzyła pytanie kotka, otwierając pyszczek oraz…
Widząc to, co robi kociak zapaliła się lampka w głowie Omena. O nie! Nie ma opcji, że ten pozwoli jej wgryzać się w jego piękny ogon! Kocur tym razem mniej ostrożniej strzepnął młodą kulkę energii, pozwalając jej wylądować na jednym z legowisk.
— Jak Ci powiem moje imię, to mnie zostawisz? — zapytał zrezygnowany, z głośnym westchnięciem. Oczywiście, że Jarzębina pokiwała głową zadowolona, że udało jej się wytrącić kocura z równowagi w jakimś stopniu… — Nazywam się Zabłąkana Łapa, chociaż dużo kotów mówi na mnie Omen — odpowiedział, a następnie postawił krok w stronę wyjścia ze żłobka. Gdy zobaczył, że kociak już za nim nie idzie krok w krok, pozwolił sobie wyjść ze żłobka. Szkoda tylko, że w ciągu kilku uderzeń serca, ta mała istota wybiegła ze żłobka oraz uczepiła się ogona kocura.
— Mam cię! — wykrzyczała mu prosto do ucha, traktując to wszystko jako zabawę.
— Niech ktoś mnie zabiję… — wymamrotał na tyle cicho, aby mała tego nie usłyszała, a następnie skierował swój wzrok w stronę kociaka. — Czego tym razem? — zapytał.
<Jarzębino?>
[455 słów; trening wojownika]
[przyznano 9%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz