Przyszedł, chociaż wcale nie chciał. Nie chodziło o brak chęci wizyty u swoich dzieci (i Pajęczej Lilii, która w jego życiu odgrywała raczej trzecioplanową rolę) a raczej o cel tej wizyty. Po drodze zdążył jeszcze minąć Piaszczystą Zamieć, z którym to wymienił kilka słów, a który to wychodził właśnie z lecznicy. Jakieś problemy z bezsennością, czy coś. Szept ani nie oceniał, ani nie negował decyzji Piaska odnośnie zrezygnowania ze stanowiska, w końcu była to tylko i wyłącznie jego decyzja. Chociaż nawet by się cieszył z jego przywództwa, kocur zdawał się nieco ustabilizować z czasem, chociaż długo mu to zajęło. A wcześniej, on jako lider? Jako taka kukiełka w łapach Lew? Oh, mógł sobie to wyobrazić, ale wcale mu się ta wizja nie podobała, jak znał Lew, pewnie kazałaby mu się wynieść z klanu, a Piasek nawet nie byłby w stanie zareagować. Czy jednak teraz, bez "wsparcia" sióstr i matki, nie zjadłby go stres? Z tą myślą, wszedł do środka lecznicy, z lekkim uśmiechem na pysku, by usiąść na środku.
- Hop, hop, czy zastałem mieszkańców tego przybytku? - zawołał niezbyt głośno, czekając, aż lilowa dymna kulka uniesie wzrok znad ziół.
- Hej tato, coś ci jest? - podeszła do starszego, przy okazji szukając oznak jakichś ran czy innych niepokojących znaków świadczących o chorobie. Na szczęście jednak to nie on był teraz pacjentem.
- Na szczęście jestem cały - rzucił z uśmiechem.
- Mama...? - Spróbowała zgadnąć, w jakim jeszcze celu mógł tu przyjść kocur. Szept zazwyczaj sam szedł po jakiś lek, lub przyprowadzał medyka do legowiska, gdy Przepiórka potrzebowała większej pomocy medyka, niż tylko do wyciągnięcia kolca z łapy, czy pozbycia się kleszcza.
- Moja nieszczęsna uczennica - westchnął, wyjawiając cel swojej wizyty - Przewiała się w tej dziurze, a już jest po czasie wychodzenia na powierzchnię. Nie chce mi się jej znowu targać na zewnątrz, wiesz ile z tym kłopotu? Daj mi jakiegoś chwasta co tam trzymasz i jej podrzucę. Zaraz minie jej kara to sobie będzie sama tutaj chodzić, część problemu z głowy. - mruknął - Ale wtedy będzie na waszej głowie, cóż, pamiętajcie tylko, żeby się nad nią jakoś nie rozwodzić, nie wiem czy nabrała trochę rozumu po tej karze, ale jeśli wdała się w Płomyka, to zgaduję, że za wiele to ona nie dała. - W czasie jego rozprawki Firletka zdążyła już dopytać się Pajęczej Lilii która właśnie weszła do środka, które wziąć zioło. Zaraz też podała małe zawiniątko ojcu, który obwąchał tajemniczą paczkę.
- Nie jedz tego - odezwał się stłumiony głos rudej medyczki gdzieś w tyle, która zdawała się segregować zioła.
- Oooh, trochę więcej wiary w moją osobę, Lilio - obruszył się, na co medyczka jedynie strzepnęła ogonem. Firletka zdawała się chcieć już pożegnać i ruszyć na pomoc starszej stażem, jednak została powstrzymana przez białą łapę.
- Hej, hej, roślinki ci nie uciekną, Pajęcza Lilia sobie z nimi poradzi - przysunął córkę bliżej wyjścia - Kradnę ci ją na moment, dobra?
- Aha - odezwał się jedynie głos w odpowiedzi, niezbyt przejęty jego złodziejskim gestem. Lilowy zaraz chwycił zawiniątko, kładąc je między łopatkami córki.
- Taaa, powinno zadziałać - mruknął. Zioła raczej nie spadną, jeśli będą iść powoli, a on dzięki temu będzie mieć wolny pysk - Przejdziemy się kawałek, co? Przewietrzysz się, rozruszasz łapy... i przy okazji powiesz mi może, gdzie zaginął Skowronek.
- Poszedł razem z Pajęczą Lilią, powinien wrócić za moment - odpowiedziała, próbując zerknąć na swój ładunek. Chyba nie była przekonana co do pomysłu bycia tragarzem.
- Nigdy nie sądziłem - zaczął po chwili - że tyle członków mojej rodziny będzie zajmowało się ziołami - przyznał - Czasem mam wrażenie, że opętał was duch Rumianka, też raczej nie był szczególnie głośny.
- Hop, hop, czy zastałem mieszkańców tego przybytku? - zawołał niezbyt głośno, czekając, aż lilowa dymna kulka uniesie wzrok znad ziół.
- Hej tato, coś ci jest? - podeszła do starszego, przy okazji szukając oznak jakichś ran czy innych niepokojących znaków świadczących o chorobie. Na szczęście jednak to nie on był teraz pacjentem.
- Na szczęście jestem cały - rzucił z uśmiechem.
- Mama...? - Spróbowała zgadnąć, w jakim jeszcze celu mógł tu przyjść kocur. Szept zazwyczaj sam szedł po jakiś lek, lub przyprowadzał medyka do legowiska, gdy Przepiórka potrzebowała większej pomocy medyka, niż tylko do wyciągnięcia kolca z łapy, czy pozbycia się kleszcza.
- Moja nieszczęsna uczennica - westchnął, wyjawiając cel swojej wizyty - Przewiała się w tej dziurze, a już jest po czasie wychodzenia na powierzchnię. Nie chce mi się jej znowu targać na zewnątrz, wiesz ile z tym kłopotu? Daj mi jakiegoś chwasta co tam trzymasz i jej podrzucę. Zaraz minie jej kara to sobie będzie sama tutaj chodzić, część problemu z głowy. - mruknął - Ale wtedy będzie na waszej głowie, cóż, pamiętajcie tylko, żeby się nad nią jakoś nie rozwodzić, nie wiem czy nabrała trochę rozumu po tej karze, ale jeśli wdała się w Płomyka, to zgaduję, że za wiele to ona nie dała. - W czasie jego rozprawki Firletka zdążyła już dopytać się Pajęczej Lilii która właśnie weszła do środka, które wziąć zioło. Zaraz też podała małe zawiniątko ojcu, który obwąchał tajemniczą paczkę.
- Nie jedz tego - odezwał się stłumiony głos rudej medyczki gdzieś w tyle, która zdawała się segregować zioła.
- Oooh, trochę więcej wiary w moją osobę, Lilio - obruszył się, na co medyczka jedynie strzepnęła ogonem. Firletka zdawała się chcieć już pożegnać i ruszyć na pomoc starszej stażem, jednak została powstrzymana przez białą łapę.
- Hej, hej, roślinki ci nie uciekną, Pajęcza Lilia sobie z nimi poradzi - przysunął córkę bliżej wyjścia - Kradnę ci ją na moment, dobra?
- Aha - odezwał się jedynie głos w odpowiedzi, niezbyt przejęty jego złodziejskim gestem. Lilowy zaraz chwycił zawiniątko, kładąc je między łopatkami córki.
- Taaa, powinno zadziałać - mruknął. Zioła raczej nie spadną, jeśli będą iść powoli, a on dzięki temu będzie mieć wolny pysk - Przejdziemy się kawałek, co? Przewietrzysz się, rozruszasz łapy... i przy okazji powiesz mi może, gdzie zaginął Skowronek.
- Poszedł razem z Pajęczą Lilią, powinien wrócić za moment - odpowiedziała, próbując zerknąć na swój ładunek. Chyba nie była przekonana co do pomysłu bycia tragarzem.
- Nigdy nie sądziłem - zaczął po chwili - że tyle członków mojej rodziny będzie zajmowało się ziołami - przyznał - Czasem mam wrażenie, że opętał was duch Rumianka, też raczej nie był szczególnie głośny.
<Firletka?>
Wyleczeni: Piaszczysta Zamieć, Pożarowa Łapa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz