Wytarło gile o miękkie futro matki.
— Nie rób tak więcej. Obiecujesz? — miauknęło, wbijając ślepka w rodzicielkę.
Kotka owinęła go ogonem i kiwnęła głową. Bagietka otarło łapką łezki i oderwało się od kotki. Cieszyło się, że wszystko skończyło się tak dobrze. Że mamusia dalej ich kochała. Zrobiło parę kroczków do przodu, by następnie się zatrzymać.
— To chodźmy, rybki na nas czekają. — zawołało do kotki, podchodząc do brzegu.
Usiadło na mokrej ziemi. Nie była jednak przyjemna w odczuciu. Wstało. Matka stała jeszcze parę uderzeń serca wpatrywała się w nich, lecz w końcu podeszła. Zdawała się być myślami, gdzieś indziej. Pacnęło wodę łapką.
— Myślisz, że znajdę jakieś ładne kolorowe?
Mżawka zmarszczyła brwi, słysząc kolejny mądry pomysł swojego dziecka.
— Wątpię.
— Ale jest jakaś szansa?
— Może i jest. Musisz pierw nauczyć się podstaw. Najpierw powinieneś zadbać o wykarmienie klanu, potem o zaspokojenie swojej ciekawości.
— A myślisz, że są jakieś żółto-niebieskie? — męczyło dalej temat rybek.
— Mewo, patrz teraz uważnie. — przywołała ich do zejścia na ziemie. — Skupiłeś się?
Kocię pokiwało energicznie łebkiem. Świat tak śmiesznie drgał jak tak robiło. Więc zrobiło to jeszcze raz. I jeszcze raz. Jejku jakie zabawne.
— Mewo... — surowy głos mamy sprawił, że futerko się im nastraszyło.
Była zła. Ale czemu? Szukało odpowiedzi na to, gdzieś na niebie. Chmurki układały się w zabawne kształty. Niektóre przypominały zupełnie nic, a inne kwiatuszki, rybki i muszelki. Były takie puchate. Ciekawe jakie były w smaku?
— Mewo.
Przeniosło wzrok na kotkę. Zmrużyło oczka, wysilając szare komórki do znalezienia odpowiedzi. A tak, miało się skupić. Położyło pokornie uszka.
— Mewo.
Przeniosło wzrok na kotkę. Zmrużyło oczka, wysilając szare komórki do znalezienia odpowiedzi. A tak, miało się skupić. Położyło pokornie uszka.
— Przepraszam. — wymamrotało skruszone.
Kotka westchnęła.
— Proszę skup się. To ważne. — miauknęła, znów przybierając dziwną pozycję.
Kotka westchnęła.
— Proszę skup się. To ważne. — miauknęła, znów przybierając dziwną pozycję.
Stało i wpatrywało się w kotkę. Obydwoje zupełnie zamrożeni przez czas. Ziewnęło nieco zmęczone tym wszystkim. Spojrzało ponownie na matkę, lecz nie było jej już tam. Rozejrzało się zdezorientowane, była koło ich. Z rybą w pysku. Otworzyło mordkę zaskoczone. Mama potrafiła się teleportować!
— Teraz ty spróbujesz. Wykorzystaj to co ci pokazałam. — miauknęła niebieska, siadając z rybą na brzegu.
Bagietka pokiwało energicznie łebkiem i śmiało wskoczyło do wody. Przybrało dziwną pozycje kotki i czekało. Czekało aż rybka sama wpadnie im do pysia jak mamie. Ah, nie sądziło, że bycie wojownikiem było tak proste!
I tak czekali, aż Mżącemu Przelotu skończyła się cierpliwość.
— Mewia Łapo, stojąc w miejscu nic nie złapiesz. — pouczyła syna.
Bagietka spojrzało na nią zdezorientowane. Teraz to już naprawdę pogubiło się w tym wszystkim.
— Teraz ty spróbujesz. Wykorzystaj to co ci pokazałam. — miauknęła niebieska, siadając z rybą na brzegu.
Bagietka pokiwało energicznie łebkiem i śmiało wskoczyło do wody. Przybrało dziwną pozycje kotki i czekało. Czekało aż rybka sama wpadnie im do pysia jak mamie. Ah, nie sądziło, że bycie wojownikiem było tak proste!
I tak czekali, aż Mżącemu Przelotu skończyła się cierpliwość.
— Mewia Łapo, stojąc w miejscu nic nie złapiesz. — pouczyła syna.
Bagietka spojrzało na nią zdezorientowane. Teraz to już naprawdę pogubiło się w tym wszystkim.
[ilość słów 390]
<mamuś?>
[przyznano 8%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz